Zapomniani bohaterowie narodu polskiego. Chłop Gwiżdż
O takim Drzymale co się, bez sensu snuł po Wielkopolsce w nieogrzewanym wozie cyrkowym, albo o Bartosie Głowackim, co się kulom nie kłaniał i czapką skręty gasił, słyszał każdy. Prawdziwego zaś bohatera, w dodatku wsławionego na kontynencie amerykańskim, nie pamięta dziś nikt. No prawie nikt, bo są miejsca, gdzie można znaleźć o nim jedną czy dwie wzmianki. Bez żadnych jednak szczegółów dotyczących pochodzenia. Nie wiemy więc skąd Gwiżdż był rodem, ani jak wyglądał i kiedy dotarł do Ameryki. Wiemy tylko, że w warunkach trudnych, nie posiadając po temu kwalifikacji, stworzył system, na którym wzorowały się wszystkie inne amerykańskie systemy dystrybucji prasy i książek. A było to w czasach przed I wojną światową i tuż po niej, Gwiżdż więc mógł liczyć tylko na siebie, a w żadnym wypadku nie na państwo. Pewnie nawet mu taka myśl w głowie nie postała, że ktokolwiek miałby w jakiejś sytuacji liczyć na jakieś państwo.
Gwiżdż był funkcjonalnym analfabetą, to znaczy od biedy mógł przeczytać neon. I ta okoliczność ratowała go w wielu opresjach i dzięki niej unikał różnych sprytnych pułapek. Analfabeta bowiem to człowiek wierny swojej wizji i nie ulegający naciskom. Te bowiem mogą być nań wywierane jedynie bezpośrednio. No, a każdy wie, że przekonanie do czegokolwiek bezpośrednio chłopa analfabety jest niemożliwe. Szczególnie jeśli czynić to ma jakiś wystrojony w miejskie łachy fircyk. Chłop go nie posłucha, a wręcz od razu, widząc jak taki nadchodzi, spuści za nim psy. Konkurencja nie miała więc dostępu do umysłu Gwiżdża, a przez to było on całkowicie zabezpieczony przed pokusami. Był za to umysł naszego bohatera otwarty na inspiracje z zewnątrz, a wrodzona inteligencja pozwalała Gwiżdżowi trzeźwo i w wielkiej skali oceniać zjawiska, a także planować działania.
Dlaczego postanowił on zająć się branżą kolportażu wydawnictw? Nie wiadomo. Prawdopodobnie widząc, jak żywo reagują rodacy na słowo pisane kolportowane pokątnie w Ameryce przez Polaków przyjeżdżających z Europy, zrozumiał jaki w tym tkwi potencjał. Musiał mieć też świadomość, czym są prawa autorskie i czym jest ruch emigracyjny. Wiedza ta – ktoś może powiedzieć, że powierzchowna, ja zaś mówię, że zasadnicza – dała Gwiżdżowi przewagę nad konkurencją. Rozumiał on także czym jest promocja i reklama, a także intuicyjnie wyczuwał, gdzie znajdują się najczulsze deficyty emocjonalne odbiorcy. Swojej firmy nie nazwał więc Gwiżdż & company, ani w żaden podobny, równie idiotyczny sposób. Nosiła ona nazwę, która od razu zwracała uwagę, przede wszystkim ludzi potrafiących czytać i pisać, a także mających jakieś aspiracje – A.A. Paryski.
Firma Paryskiego kolportowała tygodnik polski pod tytułem Ameryka Echo. Produkcja literacka w kraju była wówczas tak ogromna, że Gwiżdżowi starczyło tego na wypełnianie latami całymi stron swojego tygodnika. Oczywiście za przedruki nie płacił, nie płacił też autorom, albowiem między Rosją a Ameryką nie istniały żadne porozumienia dotyczące poszanowania praw autorskich. Kiedy zaś zarzucano Gwiżdżowi nieuczciwość, on w ogóle nie rozumiał o co chodzi, wszak dostarczał rodakom na obczyźnie słowo polskie w najlepszym wydaniu – Sienkiewicz, Reymont, Orzeszkowa, Żeromski. Nie mam pojęcia, jak wyglądała centrala dystrybucji firmy A.A Paryski i gdzie się mieściła, nie wiemy także kogo Gwiżdż-Paryski zatrudniał przy produkcji tygodnika Ameryka Echo. Wiemy jedynie jak zorganizował system dystrybucji. Uczynił to perfekcyjnie i na niespotykaną skalę, zważywszy na to iż planował to sam. Kolportaż tygodnika opierał się na sieci agentów działających na dwóch kontynentach; w USA, Kanadzie, Brazylii i Argentynie. Nie wiemy ilu ich było, ale działali w każdym większym skupisku polskim, a to znaczy – domyślam się – że owe skupiska kolportowały tygodnik Paryskiego dalej – w interiorze – wysyłając tam co starsze numery. I tak rynek się nasycał samoczynnie pozyskując nowych klientów. Gwiżdż, który był wizjonerem, ale też człowiekiem ostrożnym i odpowiedzialnym, nigdy nie pozwolił na to, by jego agenci działali na własną rękę i mówili coś, co nie było przewidziane w instrukcji. Tę zaś wymyślił sam i chyba nawet nigdy jej nie zapisał. Zawsze przywoływał ją z pamięci. Sam też przeprowadzał szkolenia dla kolporterów, które były proste i klarowne. Każdy z ze sprzedawców prenumeraty musiał się nauczyć na pamięć tekstu wymyślonego przez szefa. I było to działanie ze wszech miar słuszne. Wiemy bowiem wszyscy dobrze, co się dzieje w firmie, kiedy pracownicy zaczynają myśleć kreatywnie i działać samodzielnie. W tempie ekspresowym nadchodzi katastrofa, za którą nie ma potem kogo ukarać. Firma A.A Paryski nie oczekiwała od swoich pracowników kreatywności, ale skuteczności. Bo o kreatywność zadbali już ci, którym Gwiżdż nie płacił, czyli panowie Sienkiewicz, Prus, Reymont i Żeromski.
Przedstawiciel handlowy firmy A.A.Paryski zaczynał więc swój kontakt z klientem od formuły – Niech będzie pochwalony. Potem wypytywał się skąd klient albo klientka pochodzą. Następnie przypominał sobie, że o tej właśnie mieścinie czy wiosce napisano w ostatnim numerze tygodnika Ameryka Echo. Po czym wyciągał zza pazuchy gazetę i „czytał” stosowny fragment, recytując w rzeczywistości z pamięci to, co jego pryncypał Gwiżdż wbił mu do głowy na szkoleniu. Zwykle nie musiał kończyć recytacji, bo pochlipująca ze wzruszenia klientka, czy też klient, wyciągali zaskórniaki i kupowali nie tylko bieżący numer tygodnika, ale także roczną prenumeratę. Ktoś słusznie zauważy, że wszak w ten sposób gros klientów Paryskiego pozyskiwana była spośród analfabetów. Właśnie! I na tym polega cała sztuka, bo co to jest za sukces – sprzedać tygodnik jakiemuś rozwydrzonemu lekturą bawidamkowi, który przeczytał całą książkę do nabożeństwa i jeszcze Poradnik rolniczy? Oczywiście, że większość klientów Gwiżdża stanowili analfabeci, ale to przecież świadczy też o tym, że to on – A.A. Paryski – ich z analfabetyzmu wydobył, a przynajmniej uchylił przed nimi drzwi do kultury wyższej. W dodatku za niewielką tylko opłatą, a przy tym bez zbędnych, szkolnych udręk.
Gwiżdż miał bardzo dobrą świadomość hierarchii i priorytetów. Rozumiał skąd się bierze jego sukces i wiedział, że wkrótce urośnie mu konkurencja, której nie zamierzał ustępować. Nie miał wspólników i to także stanowiło jego przewagę nad innymi. Najważniejszą zaś przewagą, jaką posiadał była baza danych. To znaczy dziś byśmy to tak nazwali, ale wówczas mówiono po prostu o liście prenumeratorów. Tę A.A. Paryski trzymał w kasie ogniotrwałej, do której dostęp miał tylko on sam i nikt więcej. Nikt obcy też do owej kasy, nawet w towarzystwie Paryskiego, się nie zbliżał.
System Gwiżdża działał bez zarzutu i stał się wzorem dla wszystkich amerykańskich systemów kolportażu i sprzedaży sieciowej. Nie wiemy niestety, jak zakończyło się życie naszego bohatera, nie można też w sieci znaleźć ani kawałka numeru tygodnika Ameryka Echo. Domniemywać można jedynie, że egzystencja firmy A.A. Paryski zakończyła się wraz z odrodzeniem ojczyzny, która to ojczyzna próbowała od razu położyć swą delikatną dłoń na wszystkich przedsięwzięciach rodaków, szczególnie tych dotyczących kultury, łączących oba brzegi oceanu.
Gwiżdż był w skali globalnej pionierem i wizjonerem, ale podobne organizacje, zbudowane na podobnej zasadzie czyli łączącej z sukcesem pozorne sprzeczności, powstawały już wcześniej, tyle, że w znacznie mniejszej skali. Oto w roku 1866 przybyły z Niemiec do Lwowa księgarz – pan Richter - całkowicie nieobznajomiony z językiem polskim. Założył on pismo dla ludu pod tytułem Strzecha. Drukował tam patriotyczne i pełne emocji opowiadania i powieści. Strzecha była pierwszym w Galicji pismem ilustrowanym i zyskała wielką sympatię czytelników. Pan Richter zaś zbił na niej majątek. Podkreślam – sympatię czytelników, a nie analfabetów.
Rodzi się pytanie – czy polski chłop Gwiżdż występujący pod firmą A.A. Paryski zaprenumerowałby niemieckie pismo wydawane po polsku pod tytułem Strzecha? Myślę, że nie. Miał on bowiem dokładnie rozeznanie w preferencjach emocjonalnych odbiorcy. Pisma takie tak: Pszczółka, Wieniec, Strzecha, Magna Polonia, Gazeta Polska, Pobudka i podobne, nie były przeznaczone dla ludu. I Gwiżdż o tym doskonale wiedział. One miały trafić do istot, które lud udawały i miały go urabiać tak, by nie sięgał on po wydawnictwa Paryskiego. Czyli do ludzi, którzy trwale podzielić mieli diasporę polską w kraju i za oceanem. Na dziś to tyle. Bardzo się zmęczyłem. Idę jeszcze pochorować. Temat będzie kontynuowany w innych formułach i na innych przykładach.
Przypominam, że od wczoraj mamy w sklepie nową książkę.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-pomorza/
tagi: książki wojna polska kultura biznes prasa organizacje ameryka polonia kolportaż
|
|
gabriel-maciejewski |
| 15 listopada 2025 10:37 |
Komentarze:
|
|
Pioter @gabriel-maciejewski |
| 15 listopada 2025 11:03 |
To jeden ze sposobów. Bardzo dobry.
Innym dobrym przykładem jest Karol Miarka z Mikołowa - człowiek, który zmienił całkowicie rynek prasy w Rzeszy, ale opisanie jego historii pozostawię Tobie.
|
|
atelin @gabriel-maciejewski |
| 15 listopada 2025 11:05 |
"...nie można też w sieci znaleźć ani kawałka numeru tygodnika Ameryka Echo."
Nie jest chyba tak źle...
|
|
gabriel-maciejewski @Pioter 15 listopada 2025 11:03 |
| 15 listopada 2025 11:05 |
To nie dzisiaj
|
|
gabriel-maciejewski @atelin 15 listopada 2025 11:05 |
| 15 listopada 2025 11:06 |
Jakoś mi się nie udało
|
|
Pioter @gabriel-maciejewski 15 listopada 2025 11:05 |
| 15 listopada 2025 12:02 |
wiem ;)
|
|
Henry @gabriel-maciejewski |
| 15 listopada 2025 13:43 |
Coryllus potomkiem Paryskiego znad Potomaku ;-)
|
jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski |
| 15 listopada 2025 13:47 |
Dlaczego Gwiżdż?! Wiki pisze, że Panek i skończył nawet gimnazjum w Łowiczu.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Antoni_Alfred_Paryski
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ameryka-Echo
|
|
gabriel-maciejewski @jolanta-gancarz 15 listopada 2025 13:47 |
| 15 listopada 2025 14:01 |
Nie powiem na razie skąd wziąłem informacje o Gwiżdżu. Autor jednak tej wersji wydaje się dość wiarygodny. Sprawy dotyczące rzeczywistego i nominalnego prawa własności na rynku wydawniczym są więcej niż skomplikowane. Są, na przykład tacy, którzy piszą, że tygodnik satyryczny "Cyrulik warszawski" założył pułkownik Koc. Cieszmy się więć na razie anegdotą o Gwiżdżu, bo anegdota o Panku nie jest tak smakowita.
|
|
Matka-Scypiona @gabriel-maciejewski 15 listopada 2025 14:01 |
| 15 listopada 2025 17:26 |
Sprawy dotyczące rzeczywistego i nominalnego prawa własności na rynku wydawniczym są więcej niż skomplikowane - mnie to już przestało dziwić. Casanovie też ukradziono książkę. Można? Można!
|
|
Kuldahrus @gabriel-maciejewski |
| 15 listopada 2025 19:13 |
Teraz chyba wszystkie prawicowe media używają tej metody wobec emerytów, jeśli chodzi o hasła: "wybierz prawdę", "wspieraj polskie media", "dom wolnego słowa" itp. Tylko, że oni chcą sobie zapewnić jakby odgórnie koloportaż, a nie bezpośrednio u odbiorcy.
|
|
gabriel-maciejewski @Kuldahrus 15 listopada 2025 19:13 |
| 15 listopada 2025 19:30 |
To niestety cały czas działa, bo ludzie nie konsumują treści mediów, ale treść ich spotów promocyjnych. Polaryzacja sceny politycznej załatwia resztę
|
|
Kuldahrus @gabriel-maciejewski 15 listopada 2025 19:30 |
| 15 listopada 2025 19:34 |
Dokładnie
|
|
MarekBielany @gabriel-maciejewski |
| 15 listopada 2025 20:49 |
To jest ciekawe:
drzymała,
gwiżdż
i na końcu panek/paryski.
P.S.
Ucząc się języków obcych zawsze dziwiłem się, dlaczego tak utrudniać wymowę ?
Nie doceniałem obrazków.
|
z-daleka @gabriel-maciejewski |
| 15 listopada 2025 21:06 |
"nie można też w sieci znaleźć ani kawałka numeru tygodnika Ameryka Echo."
Książka Roczna i Kalendarz „Ameryki-Echa":
|
jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski 15 listopada 2025 14:01 |
| 15 listopada 2025 22:40 |
Ok. Czekam wobec tego na ciąg dalszy;-))))
|
|
OjciecDyrektor @gabriel-maciejewski |
| 15 listopada 2025 23:04 |
Mnie jedno zastanawia - "Ameryka Echo" było - tak wynika z twojej notki - pismem masowym, czyli o dużym nakładzie. Jak ro możliwe, że nie jest zachowany żaden egzemplarz? Moim zdaniem, jeśli tak jest faktycznie, oznacza to, że Gwiżdż musi być obłożony anatemą. Z jakiego powodu?
|
|
OjciecDyrektor @z-daleka 15 listopada 2025 21:06 |
| 15 listopada 2025 23:06 |
Tylko tyle z tej całej masowej produkcji? Przecież powinny być prawie wszystkie roczniki i wszystkie numery przy tym.nakładzie.
|
Szczodrocha33 @MarekBielany 15 listopada 2025 20:49 |
| 15 listopada 2025 23:29 |
Widocznie gwizdał, stąd wziął to nazwisko Gwiżdż.
A Drzymała drzemał w swoim M-2 na kółkach.
Tak czy owak, panie Marku, nie uzyska pan odpowiedzi na pytania które pana dręczą od lat, dopóki nie obejrzy pan filmu
"Iwan Wasiljewicz zmienia zawód".
|
|
gabriel-maciejewski @OjciecDyrektor 15 listopada 2025 23:06 |
| 16 listopada 2025 07:50 |
Jest, jest, tylko mi się nie chciało szukać
|
|
Matka-Scypiona @Szczodrocha33 15 listopada 2025 23:29 |
| 16 listopada 2025 12:03 |
Przynajmniej tu pokazali, że Iwana Groźnego podmieniono :)
|
Paris @gabriel-maciejewski 15 listopada 2025 14:01 |
| 16 listopada 2025 14:21 |
Przeciekawe !!!
A wpis nadzwyczajnie kapitalny,... a zatem czekam na dokonczenie tej historii.
|
Paris @Matka-Scypiona 15 listopada 2025 17:26 |
| 16 listopada 2025 14:25 |
Nie moge sie doczekac...
... Twojej ksiazki o Casanovie !!!
Ale juz ,,odepralam,, w swojej pamieci, ze On byl SLYNNYM BAWIDAMKIEM.
|
Paris @Kuldahrus 15 listopada 2025 19:13 |
| 16 listopada 2025 14:28 |
Dobrze, ze...
... to juz taaak NIE ZRE !!!
Jak jeszcze, ladnych, pare lat temu.
|
Szczodrocha33 @Matka-Scypiona 16 listopada 2025 12:03 |
| 16 listopada 2025 14:52 |
"Przynajmniej tu pokazali, że Iwana Groźnego podmieniono :) "
Tak, no i komedia znakomita, uśmiałem się do łez.
Nie spodziewałem się że Sowieci mogą zmontować taki dobry film.
|
kskiba19 @jolanta-gancarz 15 listopada 2025 13:47 |
| 17 listopada 2025 03:12 |
"Urodził się w rodzinie chłopskiej, jako Antoni Alfred Panek. Ukończył szkołę ludową, a następnie gimnazjum w Łowiczu. Podjął pracę jako kancelista na poczcie w Łowiczu, później został przeniesiony do Warszawy. W Warszawie zdał kolejne egzaminy i został przyjęty do pracy w kancelarii sędziego[1]. W czasie pobytu w Warszawie rozpoczął publikować artykuły w prasie, pod pseudonimem Paryso[1].
W 1883 (mając 18 lat) wyemigrował do USA. W autobiografii wspomniał, że emigrował uciekając przed aresztowaniem z powodu jego działalności niepodległościowej[1]."
Kiedy to czytam to wydaje mi sie że te dwa akapity się wykluczają. Albo wyemigrowal mając 18 lat, albo zrobił to wszystko z pierwszego akapitu. Chyba że jest sposób na pogodzenie tego.
|
Paris @kskiba19 17 listopada 2025 03:12 |
| 17 listopada 2025 07:57 |
Tak,...
... byl ,,zdolniaHa ponaT pSZecieNtny,, !!!
Ze tez ,,stOdJUF,, w Warszawie nie skonczyl,... trzeba poczekac, co Pan Gabriel napisze o tym ,,boCHateZe,,.
|
|
bosman80 @gabriel-maciejewski |
| 17 listopada 2025 16:55 |
"Nie wiemy więc skąd Gwiżdż był rodem, ani jak wyglądał i kiedy dotarł do Ameryki. Wiemy tylko, że w warunkach trudnych, nie posiadając po temu kwalifikacji, stworzył system, na którym wzorowały się wszystkie inne amerykańskie systemy dystrybucji prasy i książek. […]
Gwiżdż, który był wizjonerem, ale też człowiekiem ostrożnym i odpowiedzialnym, nigdy nie pozwolił na to, by jego agenci działali na własną rękę i mówili coś, co nie było przewidziane w instrukcji. Tę zaś wymyślił sam i chyba nawet nigdy jej nie zapisał. Zawsze przywoływał ją z pamięci. Sam też przeprowadzał szkolenia dla kolporterów, które były proste i klarowne. Każdy z ze sprzedawców prenumeraty musiał się nauczyć na pamięć tekstu wymyślonego przez szefa. I było to działanie ze wszech miar słuszne. [...]
Firma A.A Paryski nie oczekiwała od swoich pracowników kreatywności, ale skuteczności. Bo o kreatywność zadbali już ci, którym Gwiżdż nie płacił, czyli panowie Sienkiewicz, Prus, Reymont i Żeromski. Przedstawiciel handlowy firmy A.A.Paryski zaczynał więc swój kontakt z klientem od formuły – Niech będzie pochwalony. Potem wypytywał się skąd klient albo klientka pochodzą. Następnie przypominał sobie, że o tej właśnie mieścinie czy wiosce napisano w ostatnim numerze tygodnika Ameryka Echo. Po czym wyciągał zza pazuchy gazetę i „czytał” stosowny fragment, recytując w rzeczywistości z pamięci to, co jego pryncypał Gwiżdż wbił mu do głowy na szkoleniu. Zwykle nie musiał kończyć recytacji, bo pochlipująca ze wzruszenia klientka, czy też klient, wyciągali zaskórniaki i kupowali nie tylko bieżący numer tygodnika, ale także roczną prenumeratę.”
Chyba nie tylko systemy dystrybucji :-) pras i książek, ale w ogóle wszystkie amerykańskie systemy dystrybucji wzorowały sie na Gwiżdzu. Cały system technik NLP o stulecie :-) wyprzedzał:
https://www.youtube.com/watch?v=sxRStrx8xtc
|
|
jan-niezbendny @kskiba19 17 listopada 2025 03:12 |
| 17 listopada 2025 20:51 |
>>Chyba że jest sposób na pogodzenie tego.
Chyba nie ma. Prof. Anna Jaroszynska-Kirchmann, autorka The Polish Hearst: Ameryka-Echo and the Public Role of the Immigrant Press, stwierdza bez ogródek: „Źródła dotyczące szczegółów życia Paryskiego są dalece niekompletne i często sprzeczne”. Pierwsza biografia "polskiego Hearsta" z opisem lat spędzonych w Polsce oraz początków jego kariery w Stanach Zjednoczonych pochodzi zapewne od niego samego ("Ameryka", R. 12, 1989, nr 52, str. 12 - pobrać można tutaj), a i w kolejnych sporo jest niezgodności. Nauka gimnazjum kończyła się najwcześniej w 17 roku życia i niewiele czasu pozostaje nawet na tę skromną karierę urzedniczą przed rokiem 1883. Jesteśmy zatem w obszarze legendy i autokreacji, jednak pewne rzeczy są prawdopodobne, a inne mniej, np. analfabetyzm naszego bohatera. Nie dostałby wtedy przecież posady zecera wkrótce po przybyciu do Stanów. We wspomnianej, dobrze udokumentowanej pracy nie znalazłem nawet samego nazwiska Gwiżdż, a tym bardziej informacji, że A. A. Panek "Paryski" kiedykolwiek je nosił lub ktokolwiek o nim tak twierdził. Co oczywiście niczego nie przesądza, ale jeśli jest inaczej, to przydałoby się jakieś źródło.
Jedyny Gwiżdż, o którym wspomina Wiki, to Feliks. Też dziennikarz i wydawca, ale oczywiscie "Paryskim" być nie może.
Jak sam Paryski widział (lub chciał by czytelnicy widzieli) jego konkurencję, to najlepiej widać w karykaturze zamieszczonej w jego sztandarowym tygodniku "Ameryka-Echo" w 1912 pt. "Twarz polskiej prasy w Ameryce". Komentarz zbędny, może poza uwagą, że nasz bohater "pomimo ciągłych zapewnień, że nigdy nie sprzeciwiał się religii, a jedynie nieuczciwym księżom, zyskał reputację zagorzałego antyklerykała, a Ameryka-Echo stało się obiektem otwartej i gwałtownej wrogości Kościoła. Walka Paryskiego z Kościołem i jego dominacją wśród Polonii była szczególnie silna w ciągu pierwszych dwudziestu lat jego kariery wydawniczej" (op. cit.).

|
|
jan-niezbendny @gabriel-maciejewski |
| 17 listopada 2025 21:29 |
ad vocem: >>Jedyny Gwiżdż, o którym wspomina Wiki...
Przepraszam, nie jedyny w ogóle, ale jedyny dziennikarz o tym nazwisku.