-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Wolność wiodąca lud na manowce czyli szczury w ogrodzie Tygrysa

Wszyscy widzieli zamieszczone tutaj reprodukcje dzieł Felicjana Ropsa. Wszyscy też zrozumieli istotny sens anegdotki, którą o Ropsie opowiedział nam Vollard. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że Rops mógł wykonywać swoje obsceniczne grafiki całkowicie bezkarnie. Vollard nie wspomina ani razu o tym, by ktokolwiek protestował przeciwko treści jego prac, a już o tym by zrobił to jakiś kościelny hierarcha nie mogło być mowy. Hierarchowie przecież trzęśli portkami przed ludźmi, z którym Felicien Rops siadał do stołu i gawędził. Mamy więc uznanego artystę, który nie jest wcale prześladowany i dręczony, który może tworzyć co chce, a tak się składa, że chce jedynie przedstawiać świętych w kontekstach pornograficznych. Ma zagwarantowane bezpieczeństwo i zbyt swoich produktów, nie musi się martwić o przyszłość.

Z niejakim zdziwieniem więc przyjdzie nam przeczytać dalej, we wspomnieniach Vollarda, że zarówno on sam, jak i jego najwięksi podopieczni – Degas, Cezanne i Renoir – byli wielokrotnie zbulwersowani polityką republiki, ciepło odnosili się do Kościoła, a Degas w czasie afery Dreyfusa, wyrzucił z pracowni, gołą już całkiem modelkę, tylko dlatego, że była protestantką, a protestanci razem z Żydami popierali Dreyfusa. Renoir bardzo brzydko wypowiadał się o republice, uważał, że w Hiszpanii jest o wiele lepszy ustrój, nie ma tam republiki, która doprowadza kraj do rozkładu i dewastuje wszystko, od kultury począwszy na przyrodzie ożywionej i nieożywionej kończąc. O tym co mówił Cezanne na temat spraw związanych z polityką i religią nie będę pisał, żeby nie urazić co wrażliwszych czytelników.

Co na to wszystko republika? O, moi mili, jeszcze nie zgadliście? Oto tak zwana pyszna anegdota, Vollard używa takich formuł – pyszna anegdota – i to jest naprawdę niezłe i demaskujące. Vollard był handlarzem i myślał jak handlarz. Wyciskał pieniądze ze wszystkiego i wszystkich dbając przy tym o to, by się za bardzo nie napracować. Od dziś będzie to jeden z moich idoli i wzór do naśladowania. Mając pod ręką tych wszystkich znakomitych malarzy wpadł Ambroży Vollard na dwa genialne pomysły. Po pierwsze poprosił każdego z nich by wykonał dlań coś w jakiejś technice graficznej. Mógł potem to dzieło odbijać w dużej ilości egzemplarzy i sprzedawać, a także wydać w formie albumu. Później zaś zaczął wydawać książki zawierające ilustracje największych sław malarskich ówczesnego Paryża. Coś niezwykłego, prawda? Książki z obrazkami. Działał na dwa fronty, bo wydał na przykład „O naśladowaniu Chrystusa” w bardzo luksusowej edycji i podarował to papieżowi. Wydał także poemat Verlaine’a „Parallèlement „. Niezorientowanym przypominam, że Paul Verlaine to był ten facet, który porzucił żonę dla młodego Artura Rimbaud. Vollard zamierzał wydrukować jego utwór z ilustracjami Bonnarda, a wydrukować go chciał w Drukarni Narodowej. Żeby to zrobić potrzebne było zezwolenie ministra sprawiedliwości. I zobaczcie teraz jak my mamy łatwo, możemy nasze polityczne herezje drukować w drukarni PAN i nikt nie każe nam przedstawiać żadnych zezwoleń. W III republice nie było tak łatwo. Kiedy Vollard już wydrukował swoją książkę, kiedy gładził jej okładkę i przyglądał się świetnym grafikom Bonnarda, zjawił się u niego urzędnik ministerstwa sprawiedliwości i zażądał, by cały nakład Parallèlement „ został odesłany z powrotem do drukarni i tam przemielony. Na drugiej stronie bowiem widniało godło republiki, a na okładce był napis „Na mocy specjalnej decyzji Ministra Sprawiedliwości”. Vollard nie wiedział, że przeciwko dziełu Verlaine’a toczy się postępowanie sądowne o obrazę moralności. Co za pech.

Mamy więc z jednej strony Ropsa i jego obiadki w towarzystwie urzędników z ministerstwa wyznań, a z drugiej tego biednego, oszalałego Verlaine, który stracił głowę dla jakiegoś szczeniaka. Jednego republika żywi i ubiera, a drugiego ciąga po sądach za rzekomo obsceniczne wiersze. A wszystko w tym samym mieście mieniącym się stolicą kulturalną świata.

Oto objawiła się przed nami bardzo ważna i ciekawa cecha rządów republikańskich, ale także myślę, wszelkich innych rządów, które domagają się rozprawy z kołtuństwem, hipokryzją, zakłamaniem i podobnymi im brzydkimi cechami. Nie można mieć żadnych wątpliwości, że opisany tu mechanizm zadziała również i dzisiaj, a ci którzy domagają się pełnej wolności, czy do seksualnej czy jakiejś innej staną się pierwszymi ofiarami przemian. Ich postawa bowiem traktowana będzie serio tylko wtedy kiedy w praktycznym zakresie wspierać będzie nową władzę. Każdy kto pomyli się i niezorientowany weźmie serio różne deklaracje dotyczące swobód szybko zostanie przywołany do porządku.

We wspomnieniach Vollarda mnóstwo jest scen symbolicznych, myślę, że większość to aranżacje, bo autor ma skłonność do urządzania życia w myśl pewnych zasad. Pójdźmy zatem tropem jego myśli i sami stwórzmy podobną aranżację. Oto Vollard oczekuje na przybycie swojego przyjaciela w jego mieszkaniu. Nie wyjawia nam jego nazwiska, ale mówi, że to bliski przyjaciel. Okno jest otwarte i – co za zaskoczenie – zaczynają przez nie wlatywać gołębie, które po kolei, patyk, po patyku, rozpoczynają budowę gniazda na jakimś doniczkowym, egzotycznym kwiatku. Vollard przepędza je i każe służącemu rozsypać trochę ziarna w ogrodzie, by ptaki się czymś zajęły. Kiedy ziarno jest już rozsypane, nie wiadomo skąd wyłażą dwa tłuste szczury, które przepędzają gołębie i zjadają cały poślad. Nieopodal w ogródku Vollard dostrzega jakiegoś staruszka, dziadunio pieczołowicie plewi grządki. Na głowie ma słomkowy kapelusz i odziany jest cały w płócienny strój ogrodnika. Nie widać dokładnie jego twarzy. Kiedy Vollard wychodzi mija owego staruszka i dopiero wtedy zauważa, że to Tygrys – Georges Clemenceau, minister spraw wewnętrznych, minister wojny i dwukrotny premier rządu republiki.

Zdarza się, że cytuje nam Vollard rozmowy malarzy o polityce. Ogólnie rzecz ujmując, ci najwięksi, których nazwiska już wymieniłem, byli zdania, że Tygrys to fatalny polityk. Vollard podaje też uzasadnienie tych ocen, dzięki czemu dowiedzieć się możemy na przykład czym Tygrys zapłacił Anglikom za udział w wojnie przeciwko Niemcom. Nigdy byście nie zgadli, tak współcześnie to brzmi – polami naftowymi w Mosulu. Ho, ho, tak, tak...W każdym ogrodzie muszą być wielkie, tłuste szczury, które zabierają poślad gołębiom, szczególnie takim, próbującym budować gniazda na gałązkach egzotycznych roślin rosnących w domostwach ludzkich…Tak było, jest i będzie.

 

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące wspierali ten blog dobrym słowem i nie tylko dobrym słowem. Nie będę wymieniał nikogo z imienia, musicie mi to wybaczyć. Składam po prostu ogólne podziękowania wszystkim. Nie mogę zatrzymać tej zbiórki niestety, bo sytuacja jest trudna, a w przyszłym roku będzie jeszcze trudniejsza. Nie mam też specjalnych oporów, wybaczcie mi to, widząc jak dziennikarskie i publicystyczne sławy, ratują się prosząc o wsparcie czytelników. Jeśli więc ktoś uważa, że można i trzeba wesprzeć moją działalność publicystyczną, będę mu nieskończenie wdzięczny.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

gabrielmaciejewski@wp.pl

Przypominam też, że pieniądze pochodzące ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego przeznaczamy na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie ksiądz prałat dokonał swojego dzieła, a gdzie obecnie pełni posługę nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek.

Zapraszam też do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze, do Tarabuka, do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu GUFUŚ w Bielsku Białej i do sklepu HYDRO GAZ w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

 



tagi: kościół  propaganda  republika  hipokryzja  kołtuństwo 

gabriel-maciejewski
21 listopada 2017 09:26
4     676    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
21 listopada 2017 09:54

A to jest kapitalna informacja - o tym że Anglicy zostali zapłaceni. (rozumiem, że zrobili dobry interes) Ale to mi wyjaśnia ustępstwo Anglików i Włochów na rzecz Francji w sprawie wyniku plebiscytu ślaskiego. Super. Po prostu nastąpiła jakby wymiana...? Jeszcze się temu przyjrzę.

.

 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
21 listopada 2017 13:51

„tak się składa, że chce jedynie przedstawiać świętych w kontekstach pornograficznych.”

Niezbadane są ścieżki „geniuszy” …

„Oto Vollard oczekuje na przybycie swojego przyjaciela w jego mieszkaniu. Nie wyjawia nam jego nazwiska, ale mówi, że to bliski przyjaciel. Okno jest otwarte i – co za zaskoczenie – zaczynają przez nie wlatywać gołębie, które po kolei, patyk, po patyku, rozpoczynają budowę gniazda na jakimś doniczkowym, egzotycznym kwiatku. Vollard przepędza je i każe służącemu rozsypać trochę ziarna w ogrodzie, by ptaki się czymś zajęły. Kiedy ziarno jest już rozsypane, nie wiadomo skąd wyłażą dwa tłuste szczury, które przepędzają gołębie i zjadają cały poślad. Nieopodal w ogródku Vollard dostrzega jakiegoś staruszka, dziadunio pieczołowicie plewi grządki. Na głowie ma słomkowy kapelusz i odziany jest cały w płócienny strój ogrodnika. Nie widać dokładnie jego twarzy. Kiedy Vollard wychodzi mija owego staruszka i dopiero wtedy zauważa, że to Tygrys – Georges Clemenceau, minister spraw wewnętrznych, minister wojny i dwukrotny premier rządu republiki.”

Obraz którego nie powstydziłby się Jacek Malczewski, gdyby miał możliwość tworzenia ruchomych obrazów i zajął się głębiej III Republiką. Nierozłącznie z akapitem o łapówie dla Brytoli za udział w wojnie w postaci pól naftowych w Mosulu. Oba akapity to scenariusz animowanego filmiku wirtualnego.

„Degas, Cezanne i Renoir – byli wielokrotnie zbulwersowani polityką republiki, ciepło odnosili się do Kościoła, a Degas w czasie afery Dreyfusa, wyrzucił z pracowni, gołą już całkiem modelkę, tylko dlatego, że była protestantką, a protestanci razem z Żydami popierali Dreyfusa. Renoir bardzo brzydko wypowiadał się o republice, uważał, że w Hiszpanii jest o wiele lepszy ustrój, nie ma tam republiki, która doprowadza kraj do rozkładu i dewastuje wszystko, od kultury począwszy”

I to jest bardzo krzepiące. Ciekawe tylko, co by się stało z panią Paris, gdyby w towarzystwie zaczęła opowiadać te historyczne anegdoty? Na wszelki wypadek odradzamy jej ujawniania tej wiedzy.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Maryla-Sztajer 21 listopada 2017 09:54
21 listopada 2017 13:54

Tak łatwo Angole wcale nie ustąpiły. Do końca grzali silniki, jak wynika z broszurki Korfantetogo, do krwawej rozprawy jak z Burami. Być może podbijali cenę.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier 21 listopada 2017 13:54
21 listopada 2017 14:12

Na pewno. Ale wyszło 'średnio'. Bo w 1922 klepnięto ostatecznie w Szwajcarii Autonomię Śląską. Bardzo szeroki zakres. Przeczytałam to sobie od strony gospodarczej. 

Fifty - fifty dla Francji i Polski.....Ale i tak tylko wąski pasek ziemi wszedł do Autonomii....

Korfanty wiedział ile można ugrać i już nie chciał walk w III Powstaniu. Ustąpił z pozycji naczelnika Powstania....bo ktoś inny chciał na ludzkiej śmierci czy kalectwie coś jeszcze prywatnie ugrać....

.

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować