-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

W obronie szkolnych zwyrodnialców

Wczoraj na stronie głównej WP ukazał się tekst kataryny na temat samobójstwa czternastoletniego Kacpra, który został zaszczuty przez kolegów przez to rzekomo, że był gejem. Tekst ten jest tak kuriozalny, że w zasadzie nie powinno się go omawiać. Oto kataryna, osoba udająca blogerkę i firmująca przez wiele lat całe to oszustwo jakim była i jest nadal polityczna blogosfera, przywołuje trzy przypadki samobójstw dzieci, po to jedynie, by nadmienić, że na polecenie ministra prokuratura wycofała zarzuty dla Jacka Międlara. Nie wiem czy wycofała i nie wiem o jakie zarzuty chodzi? Chyba o te idiotyzmy rzekomo hitlerowskie, w których Międlar uczestniczy. Dla Kataryny jest to, jak sądzę dowód na to, że kraj się faszyzuje, bo zwolennicy Międlara mordują gejów w szkołach, a jego samego prokuratura uwalnia od zarzutów o szerzenie ksenofobii i nietolerancji.

Nie ma w tym tekście nic ponad próbę uporczywego lansu, ponad chęć powrotu autorki do sfery znaczeń, w której długo przebywała zanim wszystko się posypało. Dobitnym na to dowodem jest ostatnie zdanie tego tekstu, które brzmi – I tylko dzieci szkoda. Nie wiem doprawdy co powiedzieć. Katarynie szkoda jest dzieci, a do tego jeszcze przypomina jak to za poprzedniej kadencji PiS wysocy urzędnicy, nawet prezydent uczestniczyli w pogrzebach młodocianych samobójców, a dziś nikt z partii rządzącej nie pójdzie na pogrzeb tego biednego Kacpra. Oczywiście, że nie pójdą, bo muszą się zająć uwolnionym od zarzutów Międlarem, który stanie się ich maskotką, prawda? To nam chce powiedzieć najbardziej znana prawicowa blogerka, tak? Stara baba, która nie zasłużyła nawet na jedną setną tej popularności, jaka stała się jej udziałem będzie się teraz lansować na trumnie dziecka? Jakie to prawda, urocze….

Ja zaś, ponieważ w kwestii szkolnych dręczycieli mam do powiedzenia bardzo wiele, też zabiorę głos. Bo mogę. Skoro dopuszcza się do dyskusji głos tak kuriozalny to i mój chyba może wybrzmieć jakoś w tym chórze oburzonych.

W internacie gdzie mieszkałem przez ładnych parę lat była fala. Nie było to jakoś szczególnie dolegliwe, najgorsze było to, że starsi chłopcy zabierali nam jedzenie, a był to czas kartek i powszechnego braku wszystkiego. Robiliśmy pompki, a Janek, starszy kolega, który był wielkim miłośnikiem geografii kazał nam założyć zeszyty i po lekcjach prowadził normalne, dodatkowe zajęcia z tego przedmiotu. W pierwszych klasach technikum leśnego geografii nie było. Kiedy dziś sobie przypomnę Janka, łza mi się kręci w oku. Syfon do dziś nazywa go pożeraczem niemowląt, choć Janek w rzeczywistości nikogo nie pożarł i był dobrym a także poczciwym człowiekiem. Ustawił nas kiedyś wszystkich na korytarzu szeregiem i łaził w tę i nazad gapiąc się każdemu w oczy. Ja nigdy nie grzeszyłem odwagą i zawsze raczej wolałem ustąpić niż iść na konfrontację. No, ale tamtego popołudnia coś we mnie wstąpiło i myślę sobie, a żebyś się dziadu nie zdziwił...I tak stałem sobie patrząc Jankowi prosto w oczy. Kiedy Janek skończył próbę jakiej nas poddawał, rzekł, że tylko ja wytrzymałem jego przenikliwy wzrok i kazał mi iść do pokoju. Reszta robiła pompki na korytarzu. Ja sam nigdy nikogo nie dręczyłem, myślę, że z tego względu, że jestem zbyt skupiony na sobie i własnych sprawach, ale wielu kolegów oddawało się tej pasji całym swym jestestwem. Szczególnie kiedy coś wypili, a okazja zdarzała się w zasadzie codziennie. Wszystko to miało wymiar kabaretowy i było w swojej wymowie idiotyczne. Jeden kolega uczył kotów, czyli pierwszaków jak się poszukuje żył wodnych za pomocą wahadełka. Łaził z tym wahadełkiem, a oni za nim w rzędzie. Kiedy zwróciłem mu uwagę, że jest na drugim piętrze i wahadełko może nie mieć aż takiej mocy, żeby wykryć żyłę w gruncie, ściągnął but i cisnął nim za mną, a dzieciakom kazał robić tak zwane prosiaczki. To znaczy mieli podskakiwać na czterech i robić – kwik, kwik…

Nauczyciele nie zwracali na to w większości uwagi, wyjątkiem był jedynie straszliwy Władek, dziś już świętej pamięci, który za dręczenie młodszych stosował kary bezwzględne i dobrze przemyślane. Do najgorszych należało stanie na baczność w obuwiu na gumowej podeszwie przed pokojem wychowawców. Jeśli nie wiecie o co chodzi, załóżcie trampki i postójcie w nich na baczność pół godziny bez ruchu. Władek był ponadto nauczycielem hodowli lasu, więc nikt z nim nie zadzierał, nikt nawet nie śmiał pomyśleć, że mógłby mu się postawić, bo zakończyłoby się to rozerwaniem takiego delikwenta na strzępy. Strach przed Władkiem był paraliżujący i nie dawał się zwalczyć.

W naszym roczniku nie dochodziło do wypadków naprawdę kuriozalnych, ale czasem przychodzili do nas uczniowie z innych szkół leśnych, których wyrzucono stamtąd za wódkę, albo znęcanie się nad młodszymi. Oni opowiadali nam historie naprawdę dziwne. O tym na przykład, że ktoś miał w internacie induktor i tym induktorem przypalał skórę młodszych uczniów. Dlaczego to czynił? Z głupoty pewnie. Kiedy go wyrzucali trafiał do naszego technikum, tam się jakoś odnajdywał, a jednego z naszych wywalali do innej szkoły, w której zastępował tego zwyrodnialca z induktorem. I tak to szło. Przy tym wszystkim nigdy w żadnym technikum leśnym, za mojej tam bytności nie doszło do żadnego samobójstwa. U nas zdarzyło się raz, że chłopak zwariował i pojechał do Abramowic karetką, w kaftanie, a to z tego względu, że dwóch świrów opowiadało mu wieczorami, że zgwałcą jego siostrę. To był naprawdę wrażliwy dzieciak i on zapłacił za tych durniów cenę straszliwą. Nie wiem co się z nimi stało, ale mam nadzieję, że wpadli w ręce Władka. On zaś na zawsze opuścił szkołę. Mam nadzieję, że mu się powiodło w życiu.

Teraz powiem najwyraźniej jak potrafię dlaczego dochodzi do samobójstw dzieci w szkołach. Otóż dochodzi do nich, bo nie ma Władka. Nie ma nikogo, kto na miejscu egzekwował by sprawiedliwość i karał zło w jednej chwili, krótkiej jak błyskawica. Władek był chudy, żylasty i wyglądał jak bazyliszek, kiedyś się zdarzyło, że duży bardzo i masywny kolega porwał się z pięściami na drobniejszego i chudszego. Zaraz pożałował, Władek podniósł go prawie pod sufit, a gość był już w czwartej klasie, a potem tłukł jego głową w ścianę. Następnie puścił go i coś mu tam szepnął do ucha. Więcej do żadnych ekscesów w wykonaniu tego kolegi nie dochodziło.

Dziś mamy do czynienia z samobójstwami dzieci, a ta idiotka Kataryna pisze, że powinniśmy się do tego przyzwyczaić. Oczywiście, że powinniśmy się przyzwyczaić, a dlaczego nie...mamy do czynienia z agresywną propagandą LGBT w zasadzie wszędzie, jeśli jakiś chłopiec jest trochę delikatniejszy od razu zyskuje przezwisko geja. W telewizji, za czasów pierwszego rządu PiS Wojewódzki otwarcie szydził z niektórych posłów tej partii, że są gejami, a więc dawał znak, że nie ma społecznego przyzwolenia na takie zachowania. To znaczy, ono niby jest, ale jest pozorne, bo gej to jest i zawsze będzie wyzwisko. Mamy do tego zdewastowaną edukację, w szkole nie zawiązują się pomiędzy uczniami żadne więzi, gimnazjum trwa zbyt krótko, w sam razy tyle, by pomiędzy uczniami, z których jedni są łagodnymi, lekko ospałymi myślicielami, a inni agresywnymi rozbójnikami, doszło do serii konfliktów. Tych konfliktów nie może łagodzić szkoła, bo nie ma takich narzędzi. Nauczyciel nic nie może. Rodzice zaś wymagają, by mógł wszystko, a kiedy jeden z drugim spróbuje coś zrobić lecą z tym na skargę do kuratorium. Uczniowie, szczególnie ci wrażliwsi są w zasadzie skazani. Jeśli trafi im się w szkole grupa dręczycieli w miarę inteligentnych, którzy znają i potrafią wykorzystać okoliczności w jakich dziś funkcjonuje polska szkoła, są bez szans. Wysuwanie w takiej sytuacji pretensji do ministra, prokuratorów, rządu i Jacka Międlara na koniec, to jest bezczelność krańcowa. Ja mam na to jedną radę – puśćcie Władka. Dopóki pan Władysław znów nie zacznie patrolować szkolnych korytarzy nic się nie zmieni. Powtarzam – nic się nie zmieni. Dzieci rzeczywiście szkoda, ale co zrobić z durniami, którzy zaaranżowali tę całą kuriozalną sytuację, z kretynami, którzy nie potrafią zrozumieć, że w szkole nie można bez przerwy gadać o tolerancji wobec gejów, bo tam tych gejów jest jak na lekarstwo, a takie gadanie budzi jedynie agresję? Poza tym nie po to kształci się dzieci, by interesowały się życiem płciowym bliźnich. Co z nimi zrobić? Poczekać aż zasną i podłączyć do induktora chyba, bo co więcej…

Ja oczywiście wiem, że nie ma powrotu do czasów pana Władysława, wiem, bo kiedy Gabryś mały był w podstawówce oszalałe matki, próbowały zbierać podpisy pod petycją o zwolnienie z pracy jedynego po dyrektorze faceta w tej szkole. Był to nauczyciel WF, który próbował, bardzo zresztą nieudolnie i słabo, przywrócić dawne standardy szkolne, dawne relacje pomiędzy nauczycielami płci męskiej a wychowankami. Nie ma do tego powrotu, bo system jest tak skonstruowany, że rodzice wolą udawać iż nie widzą zagrożeń niż pozwolić na to, by pan od WF postawił do pionu jednego z drugim durnia. To jest pułapka. Celem jest oczywiście całkowite zdewastowanie edukacji i zanegowanie jej celów istotnych, a wyeksponowanie tej całej tolerancji dla inności, czyli potworności prowadzącej do zwyrodnienia i śmierci.

 

 

 

Teraz  ogłoszenia.

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał wrócił już z urlopu, więc FOTO MAG jest już czynny. Zapraszam także do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2

 



tagi: szkoła  samobójstwa  kataryna  homoseksualizm 

gabriel-maciejewski
21 września 2017 08:56
29     1076    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
orjan @gabriel-maciejewski
21 września 2017 11:39

W samo sedno!

 

zaloguj się by móc komentować

BINOKLE @gabriel-maciejewski
21 września 2017 11:58

To co pan napisał jest bardzo ważne i myślę, że jest to również efekt zaniku poczucia sprawiedliwości wśród ludzi posyłających swoje dzieci do szkoły. Oczekują oni, że to co złe jest przyczyną okoliczności. Pan Waldek sprowadza to wszystko na właściwe tory.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @gabriel-maciejewski
21 września 2017 13:54

> Dla Kataryny jest to, jak sądzę dowód na to, że kraj się faszyzuje,
> bo zwolennicy Międlara mordują gejów w szkołach

Gdy jeszcze traciłem czas na Twitterze, Kataryna mnie zablokowała. Chyba przy okazji tematu jej fundacji. Nieistotne. Ważne, że ona ma niesamowitą zdolność udawania, że nic się nie stało. Identycznie zresztą, jak wszelkiej maści niepokorni, z którymi ona zresztą zdaje się być w dobrej komitywie, a przynajmniej jest w tym środowisku traktowana jako swoja.

 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @gabriel-maciejewski
21 września 2017 14:07

Kataryna nie zauważyła takiej małej drobnostki. Kiedyś, gdy uczniowie się tłukli, wchodziła woźna i wyciągała towarzystwo za uszy. Dzisiaj, gdy uczniowie się biją, to nawet nauczyciel nie ma prawa ich rozdzielić, ba dotknąć nawet. Trzeba w takim wypadku wzywać Straż Miejską. I to wszystko jest na życzenie rodziców. Brat pracuje w szkole i opowiada mi o takich współczesnych kwiatkach.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski
21 września 2017 14:37

Jak wiesz, ja chodziłem do męskiej podstawówki, więc lekko nie było. Mieliśmy jednak kierownika Bytomskiego, który wprawdzie nie podnosił delikwenta pod sufit, ale owszem, walił łbem w ścianę. Lapał dwiema rekoma za policzki i walił łbem w ścianę. Biliśmy sie normalnie, jak wszyscy, natomiast przemocy, zwłaszcza wobec słabszych nie było. Ja na przykład byłem od wszystkich słabszy i nikt mi nigdy nie zrobił krzywdy. A jak, mówię, to były trudne dzieci. 

Co do Kataryny, ja nie umiem znaleźć słów, które by jej oddały sprawiedliwość, ale może spróbuję jutro.

zaloguj się by móc komentować

valser @gabriel-maciejewski
21 września 2017 18:43

Cale moje doswiadczenie mowi, ze klapsy trzymaja w ryzach, a czasami potrzebny jest omlot, ktory orientuje busole. Zeby czlowieka doprowadzic do samobojstwa to trzeba mu odebrac nadzieje i chec zycia, co wcale nie jest ani proste, ani nie dzieje sie szybko i jednorazowo.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
21 września 2017 22:01

Dobrze, że napisałeś ten tekst, powtórze za orjanem - W samo sedno. Pięknie uzupełnia to co napisał pan Krzysiek o jego pracy w szkole w"Kto się boi angielskiego listonosza". W technikum które ja kończyłem, relacje między uczniami układały się jak w zakładzie karnym, zależało do jakiej klasy trafiłeś, a jak byłeś w klasie z psycholami to nie mogłeś okazać słabości, jak do jednego słabszego chłopaka się przyczepili to dwie klasy nie dawali mu spokoju, a niektórzy nauczyciele nawet patrzyli z aprobatą na przejawy dręczenia słabszych uczniów. W Twoim technikum przynajmniej były jakieś stałe - starsi gnoili młodszych, u mnie nie znałeś dnia ani godziny. No, ale wiadomo o co chodzi, cały obecny system działania placówek oświaty, w tym istnienie czegoś takiego jak gimnazjum i brak pana Władka robi swoje.

zaloguj się by móc komentować

orjan @Kuldahrus 21 września 2017 22:01
21 września 2017 23:14

Ja nie mam żadnego przygotowania, aby się wymądrzać, jak ma być. Moje doświadczenie jest wyłącznie własne uczniowskie plus to, co zauważyłem przy okazji edukacji moich dzieci.

Wydaje mi się, że są dwa kluczowe warunki powodzenia, jeśli szkoła w ogóle chce zajmować się wychowaniem zamiast samą edukacją. Pierwszy, to sprawić, aby wysokich pozycji w uczniowskiej hierarchii nie zajmowali uczniowie o kiepskich wynikach w nauce. Jak który jest z nauki matoł, to nie może być  szkolną gwiazdą. Jeśli taki  zamierza dominować, zwłaszcza pięścią, to "naukowymi narzędziami" trzeba go uparcie gnoić i tyle. Nie może to być jednak prymus, który jest tylko jajogłowy i nic poza tym, ani kujon, ani lizus, ... Taką hierarchię najlepiej promować z egzemplarzy "renesansowych", że choć się obija, to nie da się złapać w nauce, ani nie da sobie w kaszą dmuchać i nie jest zdemoralizowany. 

Drugi warunek, to taki, że do rządzenia szkołą (trzymania miru szkolnego) trzeba wciągnąć najstarsze klasy. Najlepiej ich hierarchię (patrz warunek pierwszy). Jakaś fala bowiem musi być. Ten warunek obiektywnie nie był do spełnienia gimnazjach, bo każda taka fala ma populacyjną podstawę. W dawnej (wracającej) ośmiolatce szkołę tworzyło (praktycznie, tj. odjąwszy najmłodszych) 4 lub 5 roczników. Zatem  ósmoklasiści  (15 latkowie) nie brali się znikąd. Gimnazjum było w tej potrzebie po prostu za krótkie. Dlatego hierarchie tworzyły się w nich na łapu capu z byle czego i byle jakie. Przychodził 14 - latek, awans dawał mu fałszywe poczucie dorosłości i już nie było czasu na weryfikację łącznie z krótkim liceum. W dodatku szkoła porzuciła misję wychowawczą, bo - pomijając tu ogólny, społeczny kryzys wartości i zniszczenia dokonane przez różnych postępackich pojebów, którym oddano rządy edukacją - i tak szkoła nie miała czasu na taką misję, choćby chciała.

Choćby dlatego, obecna reforma przywraca organizacyjny rozsądek i jeśli ktoś zechce, to ma szansę.

 

 

ciaidczenie ani dośwaidczenia

zaloguj się by móc komentować

orjan @orjan 21 września 2017 23:14
21 września 2017 23:17

Ostatni wiersz, to edycyjne śmieci.

zaloguj się by móc komentować

Paris @gabriel-maciejewski
21 września 2017 23:37

Nie wiem co napisac...

... ale w sumie to w glowie mi sie nie miesci to zdarzenie... takie zaszczucie malego jeszcze dzieciaka... a juz to oskarzenie o "bycie gejem" to po prostu jakies  HORRENDUM  !!!

O tej calej Katarynie tez szkoda sie rozpisywac... naprawde  DNO  i 2 metry mulu... stara baba bez rozumu i honoru  !!!

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @orjan 21 września 2017 23:14
21 września 2017 23:39

Zlikwidowanie gimnazjum to jakaś zmiana na lepsze, ale nic nie pomoże jeśli szkoła będzie dalej służyła do demoralizacji dzieci i młodzieży.

zaloguj się by móc komentować

Convallaria @gabriel-maciejewski
22 września 2017 00:23

Sytuacja jest prosta i klarowna. Dyrekcja musi  popierać działania pedagogiczne nauczycieli i ich niekwestionowane kwalifikacje. Walenie z liścia nie buduje autorytetu., zresztą przypomnijcie sobie których nauczycieli z perspektywy lat szanujecie.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Convallaria 22 września 2017 00:23
22 września 2017 07:18

Z perspektywy lat nie szanuje żadnego nauczyciela, wyjątkiem są "przedmioty zawodowe" w technikum ale to nie byli nauczyciele, tylko profesjonaliści w swoich dziedzinach.

zaloguj się by móc komentować

orjan @Kuldahrus 21 września 2017 23:39
22 września 2017 07:23

Likwidacja gimnazjum daje szansę podniesienia roli wychowawczej szkoły podstawowej i powrotu szansy wychowawczej do szkół średnich. Wychowanie w zbiorowościach obiektywnie wymaga czasu, a nie tramwaju z przesiadkami. Potrzebne jeszcze jest nałożenie obowiązków. Młodzież szkolna sama, instynktownie oceniła poprzedni system stosując pogardliwe określenie: "gimbaza". Nie mam natomiast wystarczającego zaufania do obecnej kadry nauczycielskiej. Jak pogonią tych "broniarzy" oraz politpoprawność, to się zastanowię.

 

zaloguj się by móc komentować

Convallaria @parasolnikov 22 września 2017 07:18
22 września 2017 08:09

Wyrazy współczucia. Ja miałem widać większe szczęście do Nauczycieli. Do tych szanowanych zaliczam Coryllusa, chociaż niekiedy mnie irytuje.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Convallaria 22 września 2017 08:09
22 września 2017 08:22

Ciesz się, że nie znałeś Władka

zaloguj się by móc komentować

Convallaria @gabriel-maciejewski 22 września 2017 08:22
22 września 2017 09:03

"Władek" był  moim wychowawcą.

zaloguj się by móc komentować

Zadziorny-Mietek @gabriel-maciejewski
22 września 2017 09:27

Przez trzy lata podstawówki w drugiej połowie lat 70. ZPT uczył mnie niejaki K., postać w Szczecinie wtedy dość znana. Do szkoły trafił ponoć z posady wychowawcy w jakimś zakładzie poprawczym. W szufladzie biurka trzymał "magiczną pałeczkę" - jak sam nam oznajmił, a był to około trzydziestocentymetrowy kawał dość grubego kabla, jasnoszarego koloru. Nie było zmiłuj. Pewnego razu, było to zdaje się w siódmej klasie, jeden z siedzących przede mną chłopaków bawił się cyrklem w ten sposób, że podrzucał go, by wbił się w blat. Gdzieś za piątym albo szóstym razem K. podniósł głowę znad biurka, szybko wyłowił delikwenta wzrokiem, wyszarpnął szufladę, chwycił pałeczkę i jednym susem znalazł się przy nim. Bez jednego słowa przyrżnął mu przez plecy z całej siły tak, że chłopak skulił się i popłakał się z bólu. Cała akcja trwała może 4-5 sekund. Pamiętam, że jakieś reperkusje były, ale K. nadal uczył. W innych klasach też terror. Po tej nauczce na jlekcjach zapanował spokój wręcz idealny.

zaloguj się by móc komentować

valser @gabriel-maciejewski
22 września 2017 09:30

W technikum samochodowym w Bytomiu pracowal mgr Jan Ziemski. Uczyl rysunku technicznego. Na jego lekcjach bylo wesolo i straszno. Na pierwszej lekcji dostalismy na zadanie domowe "narysowac w olowku tabelke A4" - ramka, tabelka, i podpisac sie pismem technicznym. Zrobilem tabelke perfekcyjnie wedlug moich standardow i dostalem 3+. To byla swietna ocena, jedna z szesciu na 40 osobowa klase. Nikt nie dostal wiecej niz 3+. Wtedy sie dowiedzialem, ze na 5 to narysuje Pan Bog, na czworke wyrysuje Pan Profesor, a potem jest dopiero cala "czarna sfolocz".

Koncowa robota z rysunku to bylo wyliczenie i wyrysowanie kola zebatego o zarysie ewolwentowym. Kazdy w klasie mial podane inne parametry kola zebatego i do tego trzeba bylo zrobic rysunek techniczny.  Zeby to zaliczyc to trzeba sie bylo wspiac na wyzszy poziom, dokonac wyliczen we wlasnym zakresie, no i miec manualne zdolnosci, zeby wyrysowac ewolwentne. Byly na to trzy miesiace i ocena dostateczna to byl szczyt marzen.

Zalaczam link, zeby dac pojecie o co w tym chodzilo.

http://www.mechanik.media.pl/pliki/do_pobrania/artykuly/14/07_burek_ksztaltowanie.pdf

Dzis takie rzeczy sie tlucze na politechnice, obliczenia robi w komputerowym programi i na komputerze rysuje. W 1983 roku byl kalkulator, blok techniczny i enerdowski przybornik do rysowania w tuszu.

Profesor Ziemski stal sie slawny i byl na antenie III programu Polskiego Radia, kiedy mlodsze roczniki, ktore przyszly po nas probowaly sie buntowac i rozpowszechnily informacje, ze prof. Ziemski "kazal im rysowac w olowku papier milimetrowy, bo ten zadrukowany, do kupienia w sklepie byl niedokladny". Moja klasa poslusznie papier rysowala i nikomu nie przyszlo do glowy kwestionowac tego co prof. Ziemski powiedzial. Zreszta mial racje. Papier milimetrowy w bloku drukowany byl niedokladny.

Straszno bylo rowniez z tego owodu, ze Pan Profesor podczas swoich lekcji mial pod reka na biurku noge z oparcia krzesla, ktora nazywal "mascia brzozowa" i jak mu cos nie pasowalo, to nie mial wahan wskoczyc na biurko i przebiec sie po lawkach depczac wszystko co bylo wylozone i wymasowac mascia plecy jakiemus delikwentowi, ktory mu podpadl. Oklady z masci byly konkretne i lepiej bylo sie nie zaslaniac rekami i nadstawic plecy, bo wtedy szly zwykle trzy oklady i bylo po sprawie, a jak ktos probowal zaslon i unikow to dostawal kilka strzalow wiecej. Na ostatniej lekcji z Panem Profesorem, kiedy konczylismy przedmiot, klasa poprosila Pana Profesora, zeby kazdego na pozegnanie jeszcze raz na droge "namascil".

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @gabriel-maciejewski
22 września 2017 09:44

Dzięki Panu, że nigdy nie musiałem rysować ręcyma :)
 

zaloguj się by móc komentować

betacool @valser 22 września 2017 09:30
22 września 2017 10:03

Ja miałem panią od ZPT - maniaczkę pisma technicznego. Skala ocen była jak u prof.  Ziemskiego.

Potem tym pismem technicznym na luziku robiłem wpisy w swoim indeksie.

No i muszę stwierdzić, że przy wstawianiu ocen, ręka wpisującego zawisała w powietrzu i dość często padał komentarz, o tym jak wspaniale prowadzę indeks.

Wydaje mi się, że kilka razy w zasłużyłem w ten sposób na kompletnie nie zasłużoną litość, a kilka razy podbiło mi w górę ocenę.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @valser 22 września 2017 09:30
22 września 2017 18:11

Za moich czasów w technikum mieliśmy przedmiot pt. podstawy konstrukcji maszyn, który był o wszystkim i o niczym jednocześnie, z rysunku technicznego na tym przedmiocie mieliśmy tylko rysowanie wałków i jakichś prostych części maszyn. Gdyby nam wtedy nauczyciel kazał dokładnie wyrysować ewolwente to byśmy pewnie popatrzyli się na niego jak na kosmite.

zaloguj się by móc komentować

valser @Kuldahrus 22 września 2017 18:11
22 września 2017 18:28

Rysunek techniczny to byla dla wszystkich gehenna. Dziesiatki godzin rysowania wedlug zasad. Olowki twarde, miekie i posrednie, rozne grubosci linii dla konturow, przekrojow, linii do wymiarowania i proba zostania Leonardem DaVinci. Najpierw "w olowku", potem "w tuszu". Pokora, dyscyplina i precyzja. A jak nie - to "masc brzozowa". Jak profesor Ziemski biegal po lawkach z mascia, to trzeba bylo z pulpitu zabierac sprzet, bo jak ktos mial odcisk buta na zeszycie to jeszcze dostawal pale za brudny zeszyt. To byla niezla jazda.

Jak prof. Ziemski obwiescil, ze na przyszly tydzien wszyscy przynosza kartke papieru milimetrowego, zeby cwiczyc pismo techniczne, ale, ze papier trzeba wyrysowac samemu bo ten w sklepie jest niedokladny i sie do niczego nie nadaje, to najpierw byla kupa smiechu, a potem pomarszone tylki, bo w perspektywie pala w dzienniku za brak, albo niedokladna robote, albo "masc brzozowa" na plecach.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @valser 22 września 2017 18:28
22 września 2017 18:35

No tak. Teraz się dużo zmieniło.

zaloguj się by móc komentować

Zadziorny-Mietek @valser 22 września 2017 09:30
22 września 2017 19:49

Drewnianą linijką po łapach, plaskacz w łepetynę, latające klucze, w podstawówce lat 70. w dużym wojewódzkim mieście to była w zasadzie jeszcze normalka. Skarżenie się delikwenta w domu i tak niewiele mu dawało, bo po wysłuchaniu relacji i wizycie w szkole starzy przeważnie dodawali jeszcze coś od siebie, na przykład kablem od żelazka. ;) Za to nie do pomyślenia były jakieś dręczenia, tłuczenie młodszych uczniów przez starszych, a podstawówka była naprawdę wielka i tzw. materiału ludzkiego przewalało się mnóstwo. Jestem z wnęki spadkowej urodzeń 1962-1966 r. w powojennym wyżu, a klasy i tak liczyły po trzydziestu paru uczniów.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @krzysztof-osiejuk 21 września 2017 14:37
22 września 2017 21:31

moje lata podstawówki to 1957-64.

Bieżacym narzędziem dyscypliny były wówczas  piórniki , które miały przykrywkę z wysuwanej deseczki. No i  ta deseczka na przemian z drewnianymi linijkami używanymi do poznawania tajników euklidesowych, słuzyła do moderowania co bardziej niespokojnych charakterów. Niektórzy przedstawiciele grona pedagogicznego stosowali (z racji wieku i rutyny) mertody przedwojenne, jako np. podnoszenie za włosy do pozycji stanie na palcach. No, ale to były słusznej postury mescy osobnicy, w szkole podstawowej na ogól przypadki odosobnione, czyli tuz przed emeryturą. Albo i po niej.

Z koleri w liceum (mokotowskim warszawskim i wówczas uwazanym za  elitarne) dyscyplina była taka, że przez całą nauke w liceum odwazyłem sie tylko raz zawagarować (czyli cały dzień być nieobecnym na zajęciach, anie tylko urwać sie z jakiejś godziny lecyjnej, czy dwóch). Dyscypilne uosabiał zastepca dyrektora liceum, oficer z wojska, który po odsłużeniu co tam miał w taryfikatorze, prowadził przedmiot "przysposobienie obronne". Sam jego widok mroził najwiekszych zawadiaków. No, a drobniutka pani profesor od matematyki samym poziomem wymagań budziła taki respekt, że nikt nie odważył się glosniej oddychać na jej lekcji.

A za brak wyników w nauce uczniów relegowano.  Po prostu. Wzywano rodziców i informowano ich, aby poszukali, i to juz  od nowego semestru (okresu) bardziej stosownej szkoły dla zdolnosci i chęci do nauki reprezentowanych przez potomka ich rodu.

zaloguj się by móc komentować

tadman @Kuldahrus 22 września 2017 18:11
23 września 2017 09:08

Kuldahrusie! Przecieź tu zaglądają panie.

zaloguj się by móc komentować

tadman @gabriel-maciejewski
23 września 2017 09:23

Z<stanawiam się gdzie to bydło donoszące w PE na Polskę uczyło się. Każdy z nas znał maksymę, że choćby cię smażyli w smole nie mów co się dzieje w szkole.

W połowie roku w VI klasie przyszła nowa koleżanka z długimi warkoczami. Chłopcy postanowili pokazać się z jak najlepszej strony, a wyjątkowo rosły drugoroczniak przywiązał jej podczas lekcji warkocze do oparcia krzesła. Asia podniosła krzyk, pani wyprosiła z klasy wszystkie dziewczyny i wygłosiła mowę wychowawczą, a następnie podeszła do drugoroczniaka, kazała mu się schylić i kiedy ten myślał, że pani chce mu coś powiedzieć na ucho to dostał z liścia.W ten sposób pani ukróciła końskie zaloty. Pani była starej daty o czym świadczyło jej imię - Ludwika.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @tadman 23 września 2017 09:08
24 września 2017 13:04

A co ja takiego napisałem?

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować