-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Vincent van Gogh i ludzie posiadający przyjaciół, a także ci, którym łamią kości

Miałem dziś napisać coś na temat polityki wewnętrznej na SN, ale się z tym wstrzymam. Czy możecie sobie wyobrazić, że ktoś sławny w swojej epoce, ktoś, kogo portret rozpoznaje każdy student historii sztuki (mam nadzieję, że to ciągle aktualne), ktoś o kim była mowa w filmie oglądanym przeze mnie ostatnio. Jednym słowem – Pere Tanguy nie ma swojej notki w angielskiej wikipedii? No nie ma...to jest niepojęte. Ma we francuskiej, niemieckiej i rosyjskiej, ale w angielskiej nie ma. Nie wiem czy któraś z postaci tego kalibru została jeszcze dotknięta taką dysfunkcją, ale przypuszczam, że nie. E, tam...powie zaraz ktoś….a niby kim był ten facet? Handlował farbami i zaczął lansować tych impresjonistów. Normalny sklepikarz. Myślę, że ktoś znający Paryż powinien się na początek wypowiedzieć na temat lokalizacji sklepu pana Tanguy, to po pierwsze. Po drugie zaś trzeba zwrócić uwagę na to, że w wiki znajduje się informacja kluczowa dla zrozumienia kim był Julien Tanguy i dlaczego zajął się akurat promowaniem nowoczesnego malarstwa. Oto ona – pan Tanguy był jednym z dowódców komuny. Po upadku tejże został aresztowany, ale wypuszczono go za wstawiennictwem przyjaciół. Znając opis Paryża czasów komuny, który zostawił na Hipolit Milewski i ten, który pozostawili Goncourtowie, możemy zaryzykować tezę taką – za wstawiennictwem przyjaciół, to Stalin mógł ewentualnie wypuścić jakiegoś niemieckiego oficera wziętego do niewoli pod Stalingradem. O tym, by Francuzi wypuścili oficera komuny, nie mogło być mowy. - Padł Raoul Rigault pod ścianą, na skrzyżowaniach ulic po stu rozstrzeliwano – tak pisał poeta. A ojczulkowi Tanguy się udało i nie dość, że przeżył, to jeszcze otworzył sobie sklep w środku miasta, potem zaś wylansował malarzy takich jak Vincent i Cezanne. Dożył roku 1894 i widział triumf swoich podopiecznych (tych, którzy przeżyli), którzy w tymże właśnie roku za sprawą Vollarda i innych zaczęli zarabiać naprawdę dobre pieniądze.

Za kogo uważali komunardów tak zwani zwykli Paryżanie napisał nam Hipolit Milewski – za piątą kolumnę Berlina. Napisał nam też Hipolit, że Polacy za czasów komuny nie mieli w Paryżu dobrej prasy i zdarzało się, że niektórzy oficerowie z Wersalu, mając przed sobą Polaka strzelali do niego jak do psa. My o tym dziś nic nie wiemy i ekscytujemy się niepotrzebnie udziałem naszych rodaków w tym dziwacznym przedsięwzięciu.

Przypominam sobie teraz wszystkie dziwne i zaskakujące opisy spotkań malarzy z politykami, jakie miały miejsce w dniach komuny i tuż po niej. Było ich sporo. O ile dobrze pamiętam Renoir spotkał się w jakichś niezwykłych, całkiem niestosownych okolicznościach z Leonem Gambettą. Przypominam sobie także, że owe niezwykłe zbiegi okoliczności dotyczyły także pisarzy. Wspomniany tu Raoul Rigault był wyznawcą pana Balnqui. Podobnie było z autorem poczytnych książek Gustave Geffroy, którego Vollard opisuje jako poczciwinę wierzącego w socjalistyczną utopię. No, ale pan Geffroy był podporą gazety „La Justice” założonej przez Tygrysa. Musiał być naprawdę ważny, bo kiedy potrzebował pomocy, Tygrys zrobił go dyrektorem fabryki gobelinów. Wyobrażacie to sobie? Autor biografii pana Blanqui dyrektorem fabryki gobelinów?! To tak, jakby Jarosław Kaczyński zrobił nagle Wolskiego prezesem zarządu Polskiej Wełny. Wiem, że nie ma już polskiej wełny, ale nie ma to znaczenia przecież dla naszego wywodu.

Pan Geffroy na swoim stanowisku zajmował się głównie agitacją robotników i przekonywaniem ich do słuszności idei głoszonych przez pana Blanqui. Jedną z takich rozmów podsłuchał Vollard. Dyrektor dręczył właśnie jakiegoś biedaka, który słysząc ogłaszane przez szefa rewelacje rzekł – Blanqui? To pewnie jeden z tych cwaniaków, co dają się aresztować, podczas gdy innym łamią kości.

Przyznam, że nigdy nie przeczytałem bardziej wyczerpującej i trafnej definicji działacza socjalistycznego i działacza tak zwanej opozycji jak ta, dana przez bezimiennego francuskiego robotnika z fabryki gobelinów, którą zanotował Vollard. Takim właśnie działaczem był ojczulek Tanguy, późniejszy sprzedawca farb, poczciwy staruszek w kapeluszu z wywiniętymi brzegami, tak charakterystycznym i rozpoznawalnym. Trzeba mu jednak oddać, że działał na odcinku niezwykle odpowiedzialnym, gdzie działy się rzeczy naprawdę poważne. Nie to co w Polsce lat osiemdziesiątych, kiedy to milicja aresztowała Wałęsę i próbowała aresztować Kornela, przez co Mateusz się rozpłakał i została mu trauma na całe życie.

Do czego zmierzam, zastanawiacie się zapewne? To opisu ściśle moderowanej i kontrolowanej sceny ideologiczno-politycznej, jaką była Francja drugiej połowy XIX wieku. Jakich narzędzi używa się do manipulowania świadomym bądź co bądź, bo do tego Francuzi aspirowali, społeczeństwem. Otóż używa się w tym celu grubych afer, zaplanowanych od początku do końca. Takich jak afera Dreyfusa, wobec której każdy musiał się opowiedzieć, a bohaterowie ówczesnej wyobraźni elit, bo nie masowej jeszcze – malarze awangardowi musieli się wypowiedzieć bardzo konkretnie. I tak część z nich była za Dreyfusem, a część przeciw. Ci najlepsi byli przeciw. Mam na myśli Degasa, Renoire’a i Cezanne’a. Nikt z nich nie rozumiał jednak co się dzieje naprawdę. Postępowi bowiem malarze i postępowa część społeczeństwa czytała „La Justice” a ci, którzy nie lubili Dreyfusa czytali „La Croix”, gazetę równie fałszywą i stworzoną specjalnie na okoliczność moderowania sytuacji we Francji, jak ta pierwsza. Z poziomu ulicy jednak podobieństwa pomiędzy obydwoma pismami były nie do uchwycenia. Mógł je zauważyć dopiero ktoś naprawdę wysoko postawiony – na przykład papież Leon XIII. I tu dochodzimy do rzeczy najważniejszej, czyli do konstatacji następującej – człowiek poszukujący prawdy w świecie widzialnym, czy to prawdy artystycznej czy jakiejś innej, natychmiast pada ofiarą oszustów. Nie ma od tej reguły odstępstw. I życie daje nam liczne przykłady działania tego mechanizmu. Jeśli oszuści mają wobec niego jakieś plany, lub jest on częścią silnej, ale nie sformalizowanej korporacji ma szansę przeżyć. Ci, którzy w pułapkę wpadli samotnie, giną gwałtownie, albo umierają w zapomnieniu, a ich aktywa przechodzą na własność tych, którzy pułapkę zastawili.

Teraz przyjrzyjmy się nadzorcom pułapek. Oto padło tu nazwisko Huysmans. Pan ten był pisarzem, filozofem, interesował się sztuką rzecz jasna, a na dokładkę niejako, był też urzędnikiem ministerstwa spraw wewnętrznych. Pełnił swoje obowiązki przez trzydzieści lat. Ja nie wiem czy zdajemy sobie wszyscy sprawę z tego co tu zostało napisane. Tego Huysmansa każą czytać dzieciom na studiach i analizować jego dzieła też każą, a my widzimy, że to jest pan realizujący politykę kamer niejawnych na odcinku propagandy. Nie tylko obyczajowej, ale także politycznej. Biedny pisarz, borykający się z losem, który na koniec wraz ze swoją ministerialną emeryturą instaluje się w klasztorze i ogłasza konwersję na katolicyzm. Ja bym był bardzo ciekaw reakcji papieża na tę wiadomość. Bo tak zwani normalni księża widząc takiego gagatka wybuchają zwykle entuzjazmem i wydaje im się, że przyprowadzili oto zbłąkaną owieczkę do zagrody. Im więcej wpływów i możliwości w świecie polityki ma owieczka, tym radość kapłanów jest większa i uśmiechają się oni szerzej. Przepraszam za ten sarkazm, ale kiedy przypomniałem sobie, kim był ów Huysmans i kiedy powracam myślami o omawianych tu ostatnio książek, których bohaterką była Matka Najświętsza nie mogę się powstrzymać. Zaczynam też myśleć o tych wszystkich jezuitach, którzy w Ameryce nawracali Indian i uczyli ich śpiewu oraz gry na skrzypcach. Oni naprawdę przyprowadzali zbłąkane owce do zagrody. O wynikach jakie osiągali ojcowie paulini, mający ileż większe możliwości, nie mogą nawet pomarzyć. No, teraz to już żaden klasztor mnie nigdy nigdzie nie zaprosi...co za pech, prawda? Nie przejmujmy się tym, albowiem, jak to napisałem wyżej, ci którzy szukają prawdy w świecie widzialnym, padają natychmiast ofiarą oszustów. To się nie zmienia.

 

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące wspierali ten blog dobrym słowem i nie tylko dobrym słowem. Nie będę wymieniał nikogo z imienia, musicie mi to wybaczyć. Składam po prostu ogólne podziękowania wszystkim. Nie mogę zatrzymać tej zbiórki niestety, bo sytuacja jest trudna, a w przyszłym roku będzie jeszcze trudniejsza. Nie mam też specjalnych oporów, wybaczcie mi to, widząc jak dziennikarskie i publicystyczne sławy, ratują się prosząc o wsparcie czytelników. Jeśli więc ktoś uważa, że można i trzeba wesprzeć moją działalność publicystyczną, będę mu nieskończenie wdzięczny.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

gabrielmaciejewski@wp.pl

Przypominam też, że pieniądze pochodzące ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego przeznaczamy na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie ksiądz prałat dokonał swojego dzieła, a gdzie obecnie pełni posługę nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek.

Zapraszam też do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze, do Tarabuka, do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu GUFUŚ w Bielsku Białej i do sklepu HYDRO GAZ w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

 



tagi: kościół  propaganda  państwo  media  prowokacje  prasa 

gabriel-maciejewski
19 listopada 2017 09:35
11     1470    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
19 listopada 2017 09:59

Papież Leon XIII był człowiekiem niezwykły.

Niestety biskupom na terenie zaboru rosyjskiego często wydawało się tylko że zrozumieli jego encykliki. (kilku rozumiało).

Tragiczne skutki tego opacznego rozumienia  trwają do dziś.

.

 

 

zaloguj się by móc komentować

tadman @gabriel-maciejewski
19 listopada 2017 10:01

Procesy niby odpryskowe a zasądzano wyroki śmierci, Piotr Bartoszcze i "martyrologia" członków KORu oraz Jana Rulewskiego (wypadła mu podczas mocowania się z milicją wstawka dentystyczna), a sprawę sumuje trójka przyjaciół, a właściwie nie przyjaciół (nie poprawiać) Stanisław Pyjas, Bronisław Wildstein i ten trzeci, czyli kapuś Lesław Maleszka.

zaloguj się by móc komentować

tadman @gabriel-maciejewski
19 listopada 2017 10:05

Francuzi lepsi, bo "La justice" i "La croix", a my tylko PiS.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
19 listopada 2017 10:13

No, jeszcze kolejna próba utworzenia BBWR - Gowina. Chyba?

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @tadman 19 listopada 2017 10:05
19 listopada 2017 10:14

To wyżej było do Ciebie. Pomyliłam przyciski

.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @gabriel-maciejewski
19 listopada 2017 11:38

Cykl vangoghowski rewelacyjny.

Papcio Tangay z socjalistycznym opiekuńczym sercem, odpowiedzialny za zarażenie impresjonistów „japońszczyzną”, tudzież innymi trendami…. nie doczekał się porządnej angielskiej notki. Ze wszech miar zastanawiające. Angielska wiki wspomina go w zaledwie kilku linijkach przy okazji obrazu ojczulka. No no, to lepiej niż ojciec chrzestny… 

A jaki szczodry przy tym poczciwina był. Field w swojej pozycji „Van Gogh” pisał, że  Tangay szybko zawarł bliską znajomość z van Goghiem pozwalając mu płacić obrazami za farby…. Kiedy po namalowaniu słynnego portretu Tanguy zapytał van Gogha o cenę obrazu, a ten powiedział 500 franków, ojczulek stwierdził, że cena jest zbyt wygórowana...W liście doszwagra Vincenta - Bongera, Tanguy żalił się, że nie udało mu się sprzedać żadnego obrazu Vincenta z czasu jego pobytu w Paryżu. Tak kokietował jeden „marszand” drugiego marszanda ;) Za to udało mu się już w 1892 sprzedać za 300 franków mniej spektakularne "Irysy", które zdeponował u niego Theo….

Więc nie tylko nie dał sobie nóg połamać, to jeszcze na starość zaopiekował się artystami i zadowolił udziałem w formowaniu propagandy w malarstwie.

Dlatego rozśmieszyło mnie hasło jednego z obecnych londyńskich marszandowych tworów: „inwestuj w artystów, nie w sztukę” , to sa dopiero żartownisie https://www.marinetanguyart.com

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
19 listopada 2017 12:41

Ludzie zaciskają pięści widząc działalność "lewicowych" polityków oraz rednaczy, dyrektorów i publicystów antypolskich mediów, potem wychodzą na ulice krzycząc:"raz sierpem, raz młotem...", a gdzieś w sklepiku albo przed kominkiem siedzi sobie uśmiechnięty "poczciwy staruszek w kapeluszu z wywiniętymi brzegami" i pilnuje interesów.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Maryla-Sztajer 19 listopada 2017 09:59
19 listopada 2017 12:53

Rzeczywiście musiał być niezwykły, bo naciski na Stolicę Apostolską są potężne w jego sprawie, gdyż jak czytam nie został nawet ogłoszony Sługą Bożym, !aż do teraz!. Kiedyś słuchałem wykładu w którym wspomniana została jego encyklika "Rerum Novarum" i podobno w niej rozłożył na łopatki dwie najgorsze herezje XXw. - czyli kapitalizm i socjalizm, będę musiał w końcu przeczytać. Nie bez powodu św. Jan Paweł II napisał po 100 latach "Centesimus annus" przypominające i nawiązujące do tej encykliki Leona XIII.
Jemu też zawdzięczamy modlitwę do św. Michała Archanioła.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Kuldahrus 19 listopada 2017 12:53
19 listopada 2017 13:29

Trafiłam na Niego i tę encyklikę, usiłując zrozumieć procesy w końcu XIX w. w mojej Czeladzi i ogólnie...czemu tak się podziało z Księstwem Siewierskim, że część tamtego obszaru stała się Czerwonym Zagłębiem. Trochę to sygnalizowałam w rosyjskiej SN...Ale to wielki temat. 

I przecież w powyzszym tekscie mamy odniesienie do Francji..i w poprzednich z tego cyklu.. To warte by było osobnego opracowania, gdyby ktoś umiał.

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
19 listopada 2017 14:35

Super tekst. Cały.

„Takich jak afera Dreyfusa, wobec której każdy musiał się opowiedzieć, a bohaterowie ówczesnej wyobraźni elit, bo nie masowej jeszcze – malarze awangardowi musieli się wypowiedzieć bardzo konkretnie. I tak część z nich była za Dreyfusem, a część przeciw. Ci najlepsi byli przeciw. Mam na myśli Degasa, Renoire’a i Cezanne’a. Nikt z nich nie rozumiał jednak co się dzieje naprawdę.”

Bo byli na szachownicy i nie widzieli jej. Jedni byli ustawieni na białych polach, drudzy o przeciwnych poglądach zapędzeni na czarne pola. Teza i antyteza motorem po(d)stępu i robienia kasy.

„Nie wiem czy któraś z postaci tego kalibru została jeszcze dotknięta taką dysfunkcją, ale przypuszczam, że nie.”

I owszem. Jarmo Kotilaine. Nie żartuję. Żadnej notki wiki po angielsku nie znalazłem, kiedy streszczałem tu na SN jego analizę rynku saudyjskiego.

 

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @gabriel-maciejewski
19 listopada 2017 23:32

Pere Tanguy nie ma swojej notki w angielskiej wikipedii?

Nie ma ani w angielskiej, ani w polskiej. Postać jest jednak na tyle znana i ważna - że wikipedyści nie odważyli się ukrywać jej istnienia - więc zastosowali pewien trick, polegajcy na tym, że informacja jest, ale bez linków i "przy okazji".

W polskej jest opis osoby w linku do obrazu  Portret „Ojca” Tanguy (Père  - ojciec, padre):

Julien François Tanguy (1825–1894), rewolucyjny socjalista, miał sklep przy rue Clauzel w Paryżu

 w angielskiej też:

Julien François Tanguy (1825 Plédran - 1894 Paris) was a paint grinder, he sold art supplies and was also an art dealer

Informacja jest więc dostępna dla kogoś, kto wie, czego szuka - dla kogoś, kto nie wie - to najwyżej sklepikarz, który coś próbował kombinować z obrazami. 

Dla tych - co nie wiedzą, jak działa Wikipedia - w przypadku postaci spełniającej warunki encyklopedyczności nie osadza się życiorysów w innych tematach - a jeżeli nawet, to tworzy link od nazwiska - i pozostawia osobne hasło do uzupełnienia. Jeżeli dysponuje treścią hasła - to je tworzy.

Jeżeli ktoś robi inaczej - jest to celowe, by wyszukiwarka "nie dała rady". Można sprawdzić, jak to działa na przykładzie hasła toyah.pl - czy Wikiepdia je znajdzie. Moja przeglądarka nie znajduje - a link do bloga Toyaha jest - wiem, bo sam go poprawiłem.

Piszę to, co wyżej, by żaden Strażnik Narracji nie chrząkał, że Gospodarzowi coś się pomyliło, bo niby "wszystko jest".

Tak przy okazji - nieco tajemniczo i OT - OPP (ale nie organizacja pożytku publicznego, a Ojciec Polskiej Prawicy) - Krzeczkowski Henryk wg cioci Wiki żył z tłumaczeń literatury.

Mam wrażenie, że jest to interesujący zawód. Można bezpiecznie kontaktować się z zagranicą, brylować na salonach, jednocześnie pozostając w cieniu. Można bezkarnie używać fałszywej tożsamości - bo tłumaczowi to uchodzi - rozdziela jego pracę i "twórczość". Można przy okazji zajmować się publicystyką. Charakter pracy pozwala pozostawać poza rejestrami i wykazami - nie trzeba się nigdzie zapisywać, czy zakładać DG.

O ile, jak w tytule jest się człowiekiem posiadającym przyjaciół.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować