-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Tradycja zdrady politycznej i jej usprawiedliwienia

Jadę 11 lutego do Krakowa, żeby wziąć udział w panelu, który poświęcony jest sytuacji Kościoła w Irlandii. Wznowię na tę okoliczność nawet „Irlandzki majdan” tyle, że w miękkiej oprawie i w ilości 100 egz. jedynie, ale muszę go tam mieć. Żeby się jakoś przygotować obejrzałem wczoraj film z roku 1996 zatytułowany „Michael Collins”. Film ten jest mocno zakłamany i narracja prowadzona jest tak, żeby dorosły człowiek nie mógł jej znieść. To znaczy mamy dwóch zaprzyjaźnionych panów zakochanych w jednej kobiecie i inne takie rzewne historie, ale Michael Collins jest przedstawiony jak trzeba. Ja, jak pamiętacie, po przeczytaniu jednej książki o Powstaniu Wielkanocnym, zorientowałem się od razu, że Michael Collins to prawdziwy i niezależny mąż stanu, a Eamon de Valera to labilna emocjonalnie świnia z poważnymi deficytami intelektualnymi. I tej wersji będę się trzymał do końca. Trochę się tym filmem rozczarowałem, bo nie było w nim ani jednego wątku związanego z Kościołem, poza sceną, kiedy służący do mszy de Valera odciska w wosku świeci klucz do celi, podkradając go wcześniej staremu księdzu. To jest scena całkowicie fikcyjna, bo on potem tę świecę wysyła z więzienia do Collinsa, żeby ten podrobił klucz i uwolnił go z więzienia w Lincoln. Matko jedyna – z brytyjskiego więzienia w Lincoln!? Drzwi od celi wychodzą wprost na ulicę, ale klucz się łamie, bo Collins zrobił go ze zbyt miękkiej stali, całe szczęście, że de Valera ma drugi i sam się uwalnia, od środka. Podobnych rzeczy jest w tym filmie więcej. Nie to jest jednak ważne. To jest pierwszy w całej historii film o wielkim polityku, praktyku działań terrorystycznych, strategu i człowieku – Michaelu Collinsie, na którego pogrzebie zjawiło się pół miliona ludzi. Pierwszy w dziejach. Wyobrażacie sobie? Irlandia, wolny kraj, w którym żyją wolni i przywiązani do tej wolności ludzie, nie pozwala sobie przez ponad 70 lat na wyprodukowanie filmu o takiej postaci?! Dlaczego? Bo to nie jest kraj wolnych ludzi tylko zaślepionych baranów. Tak bym to delikatnie ujął. Kraj wpędzanych w prowokację tłumów, które nie rozumieją niczego z otaczającej ich rzeczywistości. Żeby zaś łatwiej mogli tę rzeczywistość przełknąć wymyśla się im a to św. Patryka bez krzyża, a to koniczynkę, a to muzykę produkowaną w amerykańskich studiach. A w roku 1996 wymyślono im prawie całkowicie fikcyjny film o Collinsie, który mógł powstać dopiero w 30 lat po śmierci Eamona de Valera, który pięć razy był prezydentem Irlandii i cztery razy premierem, albo na odwrót. Historia Eamona de Valera, to jest historia małego Stalina, który nie miał co prawda takich wielkich możliwości, ale miał to samo poparcie. Inaczej ująć tego nie potrafię. Eamon de Valera kazał zamordować Collinsa, wykorzystując przy tym jego naiwność i zaufanie, jakim tamten go darzył. To jest niezwykłe i zaraz spędzę tu cały ranek na opisywaniu tego fenomenu, bo jestem autentycznie wstrząśnięty. Nie mogę jednak opisywać wszystkiego ze szczegółami, skupię się więc na kwestii najważniejszej – o co poszło? Oto Collins, człowiek, który stworzył IRA i likwidował wszystkich po kolei agentów brytyjskich w Dublinie, a także wykosił całą ekipę tajniaków, którą Churchill przysłał do tego miasta, żeby zrobiła porządek, zostaje przed Eamona de Valerę wrobiony w polityczną misję, jaką jest podpisanie rozejmu z tymże Churchillem. Co sobie w ten sposób załatwia de Valera i czego nie rozumie Collins? A właściwie rozumie, bo nie chce jechać do Londynu, ale Eamon tłumaczy mu, że tak będzie najlepiej, a do tego przedstawia tę kwestię w kategoriach politycznych łatwych do zaakceptowania przez zawodowego konspiratora i psychologicznie wiarygodnych. Po wizycie w Londynie Collins jest na przegranej pozycji, albowiem on w ogóle nie był stroną w negocjacjach, czego nie zrozumiał, a co doskonale zrozumiał de Valera, który spędził wiele czasu w USA i porozumiewał się z tamtejszymi finansistami. Negocjacje toczyły się nie pomiędzy Irlandią, a Churchillem, ale pomiędzy amerykańskim przemysłem stalowym, a Koroną Brytyjską. Collins był w tych negocjacjach jedynie listkiem figowym, albo lepiej, trójlistną, zieloną koniczynką, zasłaniającą cały ten srom. Brytyjczycy powiedzieli, że nie zgodzą się na żadną republikę. Może być państwo irlandzkie, ale republika nie. Nie chcieli się też zgodzić na wyjście z Ulsteru. Collins, który miał za sobą dwa lata strzelania i organizowania zamachów zgodził się na te warunki, albowiem jego obecność w Londynie pozbawiała go najważniejszego atutu – anonimowości. Został rozpoznawalnym politykiem, wysokim oficerem, który gadał z samym Churchillem, ale stracił aurę bojownika o wolność. Zyskał ją za to de Valera i to na niezwykle dogodnych warunkach, bo nie musiał wcale się ukrywać, nie musiał konspirować, wystarczyło, że wysłał swoich zwolenników na pewną śmierć w walce z regularną armią irlandzką, którą dowodził Collins. Potem zaś pokazał się na kilku wiecach. Kogo reprezentował de Valera? Ludzi, którzy mieli zamiar przejąć władzę w USA. Tak przypuszczam. A do utrzymania tej władzy potrzebne im były irlandzkie rodziny, które można łatwo przewieźć do Stanów i tam zakwaterować w jakichś familokach, a następnie zapędzić do roboty z najniższe stawki. Tymi zaś, którzy brali udział w organizowaniu zamachów posłużyć się w podobnych akcjach, tyle, że nie mających wymowy politycznej, a gangsterską. I stymulowaniem tego właśnie ruchu, zajmował się przez pół wieku swojego urzędowania Eamon de Valera. Na pytanie – jakie siły i czyją władzę reprezentowały w USA gangi irlandzkie, czyją włoskie, a czyją żydowskie, musicie sobie odpowiedzieć sami. Utrzymanie częściowej przynajmniej, brytyjskiej dominacji nad Irlandią i wydzielenie Ulsteru, gwarantowało, że kraj będzie cały czas wrzał i nigdy się nie uspokoi. To zaś z kolei gwarantowało stały dopływ taniego robotnika mówiącego po angielsku do kluczowych sektorów amerykańskiej gospodarki. Po podpisaniu traktatu konieczne było jeszcze złożenie ofiary na tym pogańskim i heretyckim jednocześnie ołtarzu. I tą ofiarą stał się Collins. W filmie tego nie ma i nikt o tym nie mówi, ale po śmierci Collinsa, de Valera grzecznie podpisał wszystko co było trzeba, Ulster został brytyjski i zapanował pokój. W trzydzieści lat po śmierci Collinsa, de Valera powiedział publicznie, że ludzie docenią dzieło Michaela, ale kosztem jego – Eamona de Valera. To jest doprawdy wzruszająca postawa, nawet w filmie to zacytowali. Normalnie jakbym słyszał Piłsudskiego opowiadającego o tym, że nad Zułowem w dniu jego urodzin przeleciał duch Napoleona i spojrzał mu w oczy. Mu – czyli małemu Ziukowi.

De Valera dokonał najbardziej ewidentnego aktu politycznej zdrady i zdemaskował przy tym siebie oraz cały mechanizm polityki irlandzkiej, który został następnie przykryty muzyką, tańcem, adopcjami biednych, katolickich dzieci do USA i przeniewierstwami księży oraz zakonnic, no i w ogóle Kościoła. I tak to trwa do dziś. Opisałem to wszystko w zapomnianej nieco książeczce „Irlandzki majdan”. Dziś jednak chciałbym napisać o czymś innym – o tradycji politycznej zdrady, która musi być czymś maskowana. Polityczna zdrada jest wpisana w mechanizm działania organizacji konspiracyjnych, bo te są zawsze sterowane z zewnątrz i to nie przez jedną siłę. Ich misja bowiem, tak jak misja Collinsa i de Valery dotyczy zagospodarowania jakiegoś terenu. Zagospodarowania w sensie nie politycznym bynajmniej, ale tym drugim. Chodzi mi o nadanie pędu, mocy, kontekstów oraz celu egzystencji milionów ludzi, którzy będą musieli robić i mówić to, co wyrosła rzekomo z ich własnego łona, organizacja podsunie im do wierzenia i do obróbki. To szalenie ważne, żeby ów mechanizm zrozumieć. I ja to mam wrażenie dość dobrze opisałem w II tomie Baśni socjalistycznej, ale widzę, że mało kto ów fakt zauważył. Rozumiem więc, że trzeba pisać bardziej wprost. No, ale wtedy treść książki staje się agitacją. Spróbujmy więc teraz. Jest w tym drugim tomie cały rozdział poświęcony Jakubowi Natansonowi, wybitnemu chemikowi. Nie jest to właściwie rozdział, ale tekst pośmiertnej laudacji napisany przez dość znaczącego człowieka. Autorem jest bowiem Wincenty Niewiadomski, ojciec Eligiusza. I to niby wszyscy wiedzą, że rodzina Niewiadomskich i rodzina Natansonów to jedno, ci pierwsi byli na utrzymaniu tych drugich, ale potem Eligiusz zobaczył, jak straszne są przeniewierstwa Żydów i masonów no i dokonał tego straszliwego dla jednych, a wielkiego dla innych, czynu. Bardzo proszę bosona, żeby nie podskakiwał teraz z radości i nie udawał, że oto odkrył świetny temat, który będzie eksploatował przez następne trzy miesiące. Nie pisz o tym na razie boson, taka prośba.

No więc nie jest tak, że Eligiusz Niewiadomski cokolwiek zobaczył, bo Eligiusz Niewiadomski, by przez cały czas przyspawany na stałe do solidnego bardzo budżetu niewiadomego pochodzenia, który pozwalał mu na swobodne podróżowanie po Europie i pisanie dysertacji na temat różnych aspektów sztuki, a także na przygotowywanie monumentalnego dzieła o tej sztuce w języku polskim. Ja wiem, że kiedy w Polsce ktoś coś gada na Żydów, a jeszcze jest do tego radykałem, to ma z miejsca całkowite zaufanie ludzi, stojących poniżej pewnego poziomu dochodów i pewnego poziomu percepcji. I nawet jeśli będzie miał na czole napisany wyraz „prowokator” niczego to dla tych ludzi nie zmieni, albowiem kanapowy i kuchenny antysemityzm jest ulubionym sportem Polaków, podobnie jak ulubionym sportem Irlandczyków była wiara w wolność i republikę. W to, że ów antysemityzm można łatwo wykorzystać przeciwko nim, żaden Polak nie uwierzy, albowiem dawno, dawno temu, w czasach pana Eligiusza właśnie ktoś wynalazł taką formułę – tylko przez antysemityzm można uwiarygodnić prawdziwego polskiego patriotę. I teraz popatrzcie. Macie tego Niewiadomskiego, człowieka bezradnego wobec nieswoich pieniędzy i macie Jakuba Natansona, który utrzymywał jego ojca, matkę, siostrę i jego samego. Tenże Jakub Natanson jest wynalazcą czerwonego barwnika – fuksyny – lub, jak chcą niektórzy przygotował tylko grunt pod jej produkcję, nie jest to ważne. Pana Eligiusza zaś opisuje się jako szlachetnego, ale sfiksowanego dziwaka. Wiecie co on robił, tak dla przykładu? Jak został dyrektorem departamentu w Ministerstwie Kultury, które istniało przez dwa bodajże lata niepodległości, kazał wszystkim sekretarkom i biurwom pisać dokumenty czerwonym atramentem. Zamawiał tego atramentu ogromne ilości, a te biedne dziewczyny musiały się potem męczyć z maczkiem zapisanymi dokumentami w kolorze blednącego różu. Taki, prawda, panie dziejku, fiksant, nic dziwnego, że tego Narutowicza zamordował. Napisałem Wam to wprost niemal, ale nikt chyba tego Socjalizmu nie przeczytał tak naprawdę. I jak zwykle wszystko muszę wskazywać palcem. Dlaczego tak łatwo przeskoczyłem z Irlandii do Polski? Albowiem wybory roku 1922 W Polsce są tym, czym negocjacje Collinsa w sprawie Ulsteru i statusu państwa irlandzkiego, a De Valera zachowuje się dokładnie tak samo, jak Piłsudski. Irlandczycy poparli traktat w referendum, a prawica w Polsce wygrała wybory w roku 1922. I to nic, że prawica ta finansowana była przez Kronenberga, ludzie nic o tym nie wiedzieli, głosowali bowiem tak, jak uważali za stosowne. PPS przegrała jedyne wolne wybory w II RP i tu też miała wybuchnąć wojna domowa, o czym świadczą wypadki krakowskie roku 1924, a także wszystko to co działo się po zamachu na Narutowicza. Miała, ale nie wybuchła. Ktoś cofnął decyzję. Kto dokładnie był wyrazicielem tej decyzji, kto pierwszy powiedział – nie zabijajcie Hallera? Powiem Wam – Ignacy Daszyński. O tym dlaczego tak się stało przeczytamy w III tomie Baśni „Socjalizm i śmierć”. Bo jak się domyślacie, towarzysz Ignacy nie poleciał z tym rozkazem do Ziuka wiedziony sympatią dla generała, ale dlatego, że dostał takie polecenie.

Co jest istotne? Mechanizm politycznej zdrady jest wpisany w każdą konspirację, a im więcej osobistych więzi łączy liderów przyszłych stronnictw, tym gorzej, bo łatwiej ich wygrywać przeciwko sobie. Collins łatwo dogadał się z Churchillem, bo obaj rozumieli cel strategiczny, nawet naród poparł Collinsa w referendum, ale dla prawdziwej republiki, naród to mierzwa i breja. De Valera i jego ludzie okrzyknęli Collinsa zdrajcą, albowiem cel strategiczny ludzi, którzy wystawili de Valerę był inny. Pęknięcie pojawiło się tam, gdzie były emocje – długa współpraca, przyjaźń, wspólne doświadczenia. To ważne, wielokrotnie obserwowane i dające do myślenia politykom chcącym przetrwać. I zapewne tym ludziom, którzy moderują za pomocą pieniędzy, mediów i emocji politykę na dużych obszarach globu. To co powiedział Piłsudski – w czasach kryzysu strzeżcie się agentów – nie jest do końca prawdą. Właściwa formuła brzmi – w czasach kryzysu strzeżcie się siebie nawzajem. Ktoś powie, że to unieważnia każdą konspirację. Taką, która nie ma w sobie pierwiastka transcendentnego z całą pewnością, dlatego ani w PPS nie było ani jednego księdza. Kościoła nie ma też w tym filmie o Collinsie, nie było go też z całą pewnością w całej tej konspiracji, bo gdyby był, nie doszłoby do rozłamu w organizacji, a de Valera nie uznałby siebie za demiurga, który wpływa na losy świata, podobnie jak zrobił to Piłsudski.

 

Na dziś to tyle. Muszę zacząć pisać nową książkę o nowym świętym. Postanowiłem wbudować sobie magazyn.

 

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl



tagi: polska  piłsudski  irlandia  pps  shin feinn  collins  de valera 

gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 09:34
67     2762    12 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Stalagmit @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 10:12

W Irlandii zdrada była obecna od początku. Jednym z głównych działaczy Sinn Féin był Anglik Erskine Childers, główny organizator wielkiego przemytu broni z Niemiec do Irlandii na jachcie "Asgard" w lecie 1914 roku (odpalenie wojny domowej w Irlandii miało być kolejną prowokacją uzasadniającą wejście Wielkiej Brytanii do wojny, którą sama zaplanowała i wywołała). , Childers był ochotnikiem walczącym w czasie wojny burskiej w angielskim pułku City of London Imperial Volunteers, finansowanym przez bankierów z City. Jego krewni zasiadali w Izbie Gmin, a on został irlandzkim rewolucjonistą. Od początku był współpracownikiem angielskich tajnych służb i pomagał w realizacji polityki imperialenj elity, o czym świadczą m. in. jego antyniemieckie powieści publikowane jeszcze przed wojną. Służył w Royal Navy i w RAF-ie i współpracował z W. Churchillem. Co ciekawe, w ostatnio odkrytych dokumentach przewozowych "Lusitanii" jest informacja, że w ładowni statku był przeznaczony dla niego spory transport bawełny (być może bawełny strzelniczej). W 1916 roku broń przywieziona przez niego z Niemiec była używana w walkach w czasie powstania wielkanocnego. On sam w nim nie uczestniczył. Ale w 1921 roku był jednym z głównych negocjatorów traktatu anglo-irlandzkiego (ze strony irlandzkiej). W 1922 został w Irlandii skazany na śmierć i rozstrzelany za nielegalne posiadanie broni. Ale jego syn, Erskine Hamilton Childers został w 1973 roku prezydentem Irlandii. Młodszy Childers był współpracownikiem Eamona de Valery i redagował irlandzkie gazety. De Valera powierzał mu stanowiska ministerialne w rządach republiki.

Erskine Childers

Erskine Hamilton Childers

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 10:21

Cudowni ludzie, po prostu. De Valera nie został rozstrzelany wobec tego nie z powodu swojego amerykańskiego pochodzenia i nie z powodu interwencji prezydenta Wilsona, ale dlatego, że był wygodnym agentem dla wszystkich. Jego pozycja to wynik kompromisu negocjowanego trupami, między innymi trupem Collinsa

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 10:36

Po 2 tomie Baśni nie było właściwie tutaj dyskusji o treści. Ja miałam chęć napisać na swoim blogu kilka myśli po przeczytaniu  Ale było ciągle tutaj  "coś". Zdawało mi się zawsze nie w porę.

.

 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski 13 stycznia 2019 10:21
13 stycznia 2019 10:51

A wnuczka Erskine'a Childersa, Nessa Childers zasiada dziś w Parlamencie Europejskim, w ławach Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów. 

zaloguj się by móc komentować

olekfara @Stalagmit 13 stycznia 2019 10:51
13 stycznia 2019 13:29

Wszystkie miejsca w tym kinie zajęte od wieków.

zaloguj się by móc komentować

valser @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 13:56

Do drugiego tomu jeszcze nie zagladnalem.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 14:23

Mnie w II tomie "Baśni socjalistycznej" najbardziej uderzył opis działalności I. Mościckiego i opis przemysłu chemicznego przez I wojną światową (oczywiści cała książka jest świetna i każdy rodział sam w sobie jest interesujący, ale to najbardziej wbiło mi się w pamięć). Oddawanie przez Mościckiego patentów zagranicznym firmom, ofiarowywanie im wynalazków za darmo jest czymś horrendalnym. Zwłaszcza kiedy się popatrzy, jak postępowali inni. Np. Guglielmo Marconi oczywiście współpracował z brytyjską Admiralicją, która finansowała, koordynowała i wspierała jego prace w zakresie systemu łączności radiowej prowadzone w Anglii, ale zarabiał na swoich brytyjskich patentach, na założonym przez siebie przedsiębiorstwie telegraficznym i na dostarczaniu sprzętu radiowego dla Royal Navy. Chaim Weizmann, który opracował istotną dla przemysłu zbrojeniowego metodę produkcji acetonu, zarejestrował w Wielkiej Brytanii ponad 100 patentów i umiał wykorzystać swoje kontakty z Arthurem Balfourem, aby przekonać go do porzucenia planu osiedlenia Żydów w Ugandzie i skłonić do poparcia projektu budowy żydowskiej siedziby narodowej w Palestynie (oczywiście działali w tej sprawie inni przedstawiciele ruchu syjonistycznego oraz popierający ich finansiści i brytjscy politycy). Dodam jeszcze, że matka Marconiego była Szkotką (Marconi spędził w dzieciństwie kilka lat w Anglii), a Weizmann był poddanym brytyjskim. W ogóle rozwój przemysłu elektrotechnicznego i chemicznego to ważny element przygotowań do wojny światowej. Tymczasem Mościcki oddawał patenty za darmo. To dość dobitnie określa pozycję, jaką polscy socjaliści zajmowali w międzynarodowej hierarchii. Weizmann też studiował we Fryburgu w 1897 roku, dokładenie wtedy, kiedy przyjechał tam Mościcki.

Brytyjscy urzędnicy rządowi (z General Post Office) oglądają aparaturę Marconiego, 1897 rok

Chaim Weizmann w swoim laboratorium na Uniwersytecie w Machesterze w Anglii, 1913

zaloguj się by móc komentować


pink-panther @valser 13 stycznia 2019 13:56
13 stycznia 2019 14:45

Drugi tom "Socjalizmu i śmierci"  powinno się reklamować tak: "najniebezpieczniejsza książka od dekad: wciągnie czytelnika do tego stopnia, że nie posprząta, nie ugotuje obiadu i porzuci wszelkie obowiązki zanim nie przeczyta 345 stron":)))  Nie podlizuję się Gospodarzowi, tylko relacjonuję swoją reakcję na rozdział 'Stefan Żeromski i kradzież stulecia" (str. 97), od którego zaczynam.  Trzeba powiedzieć, że porównanie sposobów gospodarowania właściciela majątku Kluczkowice Jana Kleniewskiego i "wizji Stefana" czyli "falansterów Bodzanty dla ludu wiejskiego" z powieści "Dzieje grzechu" - jest po prostu odkryciem autentycznej kradzieży intelektualnej czy raczej nieudolnym małpowaniem czegoś, co działało w rzeczywistości i dawało znakomite efekty, nie tylko ekonomiczne. Największe wrażenie zrobiły na mnie dwie sprawy: napad bojówki socjalistycznej na cukrownię Jana Kleniewskiego i inicjatywa miejscowych chłopów, aby zebrać oszczędności ( w sumie aż 5 tysięcy rubli) i zaproponować je Janowi Kleniewskiemu jako - ich udział w budowie cukrowni, której chcieli być udziałowcami. Bo mu się trochę ta budowa przeciągała. A Stefan w swojej chatce w Nałęczowie czyli 40 km od Kluczkowic,  w swoich "dziełach społecznikowskich" ze znaną wszystkim "wrażliwością na nędzę ludu" produkował te swoje żałosne paszkwile na ziemiaństwo i w sumie również na "lud polski". 
 

To jest naprawdę niesamowicie wciągające (ach, ten dar gawędy, połączony z darem tropienia różnych tajemnic i zagadek) i wstrząsające. I pokazuje, jak zacierane są wszlekie ślady po wielkiej jumie i pamięć o ziemiaństwie. A książka jest przecież nie tylko o tym, bo każdy inny rozdział to kolejna zagadka i kolejne zaskoczenie.
Więc ostrzegam!:)))

zaloguj się by móc komentować


Kuldahrus @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 15:02

To jest to co tygrysy lubią najabrdziej. Niestety jeszcze nie przeczytałem wspomnianego II tomu BJN.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @pink-panther 13 stycznia 2019 14:45
13 stycznia 2019 15:03

Zaczynałam od Daszyńskiego bo to krakówek for ever. Tylko nazwiska podmienić plus lekka poprawka na upływ czasu. Czułam się "u siebie".

.

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Stalagmit 13 stycznia 2019 10:12
13 stycznia 2019 15:06

Nieźle. On też chyba chciał wysiąść z tramwaju na przystanku niepodległość.

zaloguj się by móc komentować

S80 @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 15:39

Z ciekawostek: tzw. ambasadorem EU w USA - a obecnie, po obniżeniu rangi przez USA - przedstawicielem organizacji międzynarodowej pod skrótem EU - "unia" mianowała Irlandczyka (spiera się z Boltonem od Trumpa i publicznie "nie rozumie Brexitu"). On jest synem gościa, który przez rok był szefem sztabu armii irlandzkiej w gorących l. 70/80, przed szefostwem sztabu pracował w wywiadzie i miał swój udział w "aferze z bronią" (1970) planów tajnego sprowadzenia broni "z kontynentu" dla (Provisional) Irish Republican Army w Irl. Płn dla obrony przed atakami protestantów. Zwijając akcję aresztowano oficera, który miał się tym zająć ale najwidoczniej całość odwołano i aresztował go właśnie ojciec pana ambasadora. Aresztowany kazał sobie później na grobie wypisać inskrypcję z Księgi Psalmów "Nie pokładajcie ufności w książętach" uważał, że został wystawiony przez tych, którzy zlecili mu to zadanie.
papa, i tamta afera:
https://www.irishtimes.com/news/death-of-former-defence-forces-chief-1.859834
https://en.wikipedia.org/wiki/Arms_Crisis
https://en.wikipedia.org/wiki/James_Kelly_(Irish_Army_officer)

zaloguj się by móc komentować

glicek @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 15:45

A do utrzymania tej władzy potrzebne im były irlandzkie rodziny, które można łatwo przewieźć do Stanów i tam zakwaterować w jakichś familokach, a następnie zapędzić do roboty z najniższe stawki.

Irlandczyk, przedmiot porządania, szybko rozmnażający się, mało wymagający, mówi normalnym, cywilizowanym, zrozumiałym dla wszystkich ważnych językiem.

Co ma do tej pory ślad w statystykach dot. irlandzkiego pochdzenia ludności w USA ocenianego tutaj na 11%. Na pocz. XX wieku, gdzie nie było jeszcze tylu kolorowych ten % musiał być jeszcze wyższy.

Czyli można powiedzieć, że 4-5 mln kraj na wskutek różnych działań ośrodków zewnętrznych "wygenerował" sobie prawie ponad 40 mln emigrację, której filarem chyba były "krew, pot i łzy".

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @glicek 13 stycznia 2019 15:45
13 stycznia 2019 16:09

A wcześniej głód, który spowodował śmierć połowy populacji Irlandii. Teraz zaś, oświecony rząd Irlandii zaprezentował światu "plan 25-letni" - "Irlandia 2040", w którym "prorokuje" dodatkowy 1 mln obywateli. Spiskowe teorie dziejów już się pojawiły i jedna z nich mówi, że skoro tak świetnie im poszło z grilowaniem irlandzkiego KK (pedofilia księży i okrutne zakonnice), to teraz trzeba "doładować immigrantów". Ale nie planują katolików z Polski ( gdyby  była robota dobrze płatna, to w kwartał przyjedzie ów "milion" planowany na 25 lat), tylko podobno "z innych kontynentów".  Już mają 1% muzułmanów.

A Irlandczycy - milczą. Tańczą tylko ten jeden taniec, który im został i "czczą zieloną koniczynkę" w miejsce św. Patryka.

Mnie zastanawia jedno: Anglicy i inne poważne państwa potrafiły "odtworzyć język czeski" a nawet i "litewski" w czasie, gdy populacja Irlandii spadła o połowę. Od odzyskania niepodległości Irlandii minęło praktycznie 100 lat, a język narodowy nadal jako "drugi" w użyciu. Ciekawa polityka kulturalna.

 

http://npf.ie/project-ireland-2040-national-planning-framework/

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Maryla-Sztajer 13 stycznia 2019 15:03
13 stycznia 2019 16:15

No więc widać, że każdy rozdział stanowi osobną historię a zarazem wszystkie stanowią jedną panoramę naszej historii i współczesności, jakiej nie znaliśmy. Wystarczy zmienić - punkt widzenia i jakie się rewelacje odkrywają. Ten "Krakówek" to był rzeczywiście "inkubator socjalistycznej Polski". W końcu ilu "patriotów" starało się ułatwic życie skromnemu emigrantowi Uljanowowi ksywa "Lenin".

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 16:17

P.S. Bardzo ciekawe są także inne wątki dotyczące przemysłu zbrojeniowego, które poruszyłeś w swojej doskonałej książce. Np. sprawa rewolwerów Smith &  Wesson, o których mowa w rozdziale "O istotnych celach rewolucji". Otóż firma Smith & Wesson była jednym z głównych dostarczycieli uzbrojenia dla armii carskiej. W ogóle Rosja sporą cześć uzbrojenia kupowała w czasach carskich od amerykańskich firm zbrojeniowych. W latach 1871-1874 armia rosyjska zamówiła kilkaset tysięcy sztuk rewolwerów Smith & Wesson. A nazwa karabinu "Berdanka" pochodzi od jego konstruktora, amerykańskiego pułkownika Hirama Berdana. Rosja kupowała też rewolwery Colta, a z Anglii sprowadzała maszyny produkcyjne do zakładów zbrojeniowych. Jeszcze w 1866 roku fabrykę zbrojeniową w Tule modernizowali angielscy inżynierowie, Norman i Terry. Do USA wysłano generała Aleksandra Gorłowa, który podpisywał z amerykańskimi firmami kontrakty na dostawy broni strzeleckiej i na modernizację zakładów. A do Rosji przyjeżdżali amerykańscy oficerowie wizytujący tutejsze fabryki zbrojeniowe. Wygląda na to, że przemysł zbrojeniowy był równie dobrym obszarem wrogiej penetracji, co każda inna działalność.

Pułkownik Hiram Berdan

Rewolwer Smith & Wesson nr 3, w 1871 roku Rosja zamówiła 200 tys. takich rewolwerów

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @pink-panther 13 stycznia 2019 16:15
13 stycznia 2019 16:24

A bo to są fantastyczne historie. W podwójnym znaczeniu. ..inny świat niż ten tłoczony do głów. Kraków akurat konserwatywny i konsekwentny w smpatiach do.... Ale te pozostałe opowiadania. ..nie do wiary dla większości chyba. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 16:24

PS. cd. A patent Mościckiego na pozyskiwanie azotu z atmosfery za pomocą kondensatorów rejestrował w Urzędzie Patentowym w Bernie nie kto inny jak Albert Einstein, który w 1905 roku właśnie tam pracował. Podobno był mocno zainteresowany tą metodą i często spotykał się z Mościckim i rozmawiał z nim w tym czasie.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Maryla-Sztajer 13 stycznia 2019 14:28
13 stycznia 2019 16:32

Dziękuję bardzo. Tak czy inaczej, Mościcki oddał za darmo sporą część wynalezionych przez siebie w latach 1897-1914 technologii.

zaloguj się by móc komentować

glicek @pink-panther 13 stycznia 2019 16:09
13 stycznia 2019 16:39

A wcześniej głód, który spowodował śmierć połowy populacji Irlandii.

Jeden wykres zamiast słów. Czyli co? wygląda na to, że dopiero po 2100 może odbudują swój poziom z XIX wieku?

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Stalagmit 13 stycznia 2019 16:24
13 stycznia 2019 16:45

Zabiłeś mnie tym...praca Einsteina w urzędzie patentowym w Bernie!? Jacy my jesteśmy głupi i ograniczeni!!!!!! A wynlazek Kurii Skłodowskiej nie należał do Rotszylda tylko do ludzkości....o matko!!!!

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 16:56

PS. cd. Równie ciekawe są koleje losu Fritza Habera. Haber mógł wstąpić na Uniwersytet w Getyndze dzięki protekcji i pomocy swoejgo znajomego Zygfryda Czapskiego, uczonego żydowskiego pochodzenia, urodzonego w Starej Obrze w Wielkopolsce. W 1902 roku Haber odbył kilkumiesięczną podróż po Stanach Zjednoczonych zbierając informacje o amerykańskim przemyśle chemicznym, elektrowniach i uczelniach technicznych. Po tej podróży Haber poświęcił się pracom nad pozyskiwaniem azotu z powietrza. W 1908 roku zatrudniony przez koncern Badische Anilin- und Soda-Fabrik (BASF) jako ekspert w zakresie wiązania azotu z atmosfery. W 1907 roku do pracy w laboratorium Habera przystąpił brytyjski asystent, Robert Le Rossignol, który wcześniej pracował w laboratoriach Williama Ramsaya w Londynie. Co ciekawe, najpierw zaproponowano mu pracę w laboratoriach Richarda Abegga we Wrocławiu, ale odmówił, bo twierdził, że "jest tam za dużo Anglików". Od Ramsaya przyjechał też do pracy u Habera Joseph E. Coates. Dzięki obydwu Anglikom Haberowi udało się opracować metodę bezpośredniej syntezy azotu z powietrza.

zaloguj się by móc komentować

Globalny @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 16:57

Irlandia opryczniną USA... A tak się cieszyli że znają angielski, nie to co nasi biedni chłopi z Galicji i Kaszub. Czyli łączy nas nie tylko miłość do futbolu, piwa i powstań. Wykres populacji - bezcenny.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski 13 stycznia 2019 16:45
13 stycznia 2019 17:05

Tak, właśnie, a ów słynny 1905 rok nazwano potem "rokiem cudów", kiedy to Einstein zaprzyjaźniał się z Mościckim w Bernie. A później, w 1914 roku Einstein intensywnie przyjaźnił się z Friztem Haberem, jako pokazuje to poniższa fotografia:

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @glicek 13 stycznia 2019 16:39
13 stycznia 2019 17:07

Wygląda to strasznie, ale to się wydarzyło w rzeczywistości. Nikt nie ośmiela się opisać ówczesnej sytuacji prawnej i politycznej Irlandczyków w Zjednoczonym Królewstwie. Do czego mieli prawo a do czego - nie mieli. Niewolnictwo w Imperium Rzymskim to był przy tym - pikuś. Tutaj była totalna eksterminacja "za wiedzą i zgodą". I nie płaczą nad swoim "hołodomorem" jak Ukraińcy. Tylko "im smutno". Winnych - brak.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 17:12

PS. cd. W 1914 roku Anglicy chcieli odciąć Niemcom dostawy saletry chilijskiej i wysłali w okolice wybrzeża tego kraju, na Ocean Spokojny eskadrę okrętów wojennych pod dowództwem admirała Craddocka. Poniosła ona klęskę w bitwie z niemiecką eskadrą pod Coronelem 1 listopada 1914 roku. Później Anglikom i tak udało się odciąć dopływ saletry do Niemiec, więc Rzesza musiała rozwinąć produkcję syntetycznych nawozów, zwłaszcza w firmie BASF.

Eskadra niemiecka admirała Grafa von Spee wypływa z portu w Valparaiso, 1914

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Stalagmit 13 stycznia 2019 14:23
13 stycznia 2019 17:15

Wszystko się zgadza, Stalagmicie, bo najwyraźniej takie zostały zawarte pacta przez zainteresowane strony: my wam dajemy kapitał i laboratoria, a wy nam wynalazki, tylko ani się ważcie sprzedawać lub oddawać je komukolwiek spoza kręgu wtajemniczonych, bo spotkacie ciężarówkę ze żwirem. No i wynalazcy słuchają albo jeśli nie słuchają, to w najlepszym razie nie potrafią wprowadzić wynalazków na rynek.

Weizmann i Balfour - jacy ci ludzie są przewidywalni.

zaloguj się by móc komentować

Paris @Stalagmit 13 stycznia 2019 10:51
13 stycznia 2019 17:20

Normalka...

... nic nadzwyczajnego w tym politycznym szambie  !!!

U nas w Polsce tez takie "kwiatki" sa - i to bez liku... coronia Anna-Maria Anders-Costa "zasluzonego" generala Andersa tez zasiada w lawach senatu... bo do sejmu nie udalo sie wkrecic tej  NIEMOTY... zreszta za osobistym zaangazowaniem w jej elekcje samego PJK... chociaz jej mamunia byla w komitecie POparcia tego buraka POpapranego  Bronislawa  "Bul"  Komorowskiego  !!!

Coz... taka to  CHOLOTA  jest  !!!... bez wstydu i bez honoru  !!!

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 17:32

CD. PS. Bardzo ciekawy jest również poruszony w Twojej pracy wątek ukraiński. Poparcie mocarstw zachodnich dla ukraińskich radykałów wynika jasno z treści rozdziałów dotyczących sprawy Siczyńskiego. Zajmował się kwestią ukraińską historyk Arnold Toynbee (w czasach Wielkiej Wojny pracownik Foreign Office i brytyjskiego wywiadu, delegat brytyjski na konferencję pokojową w Wersalu w 1919 roku, jego rodzina była zaprzyjaźniona z lordem Milnerem), który w 1916 roku napisał pracę pt. "British View of the Ukrainian Question". Szczególnie mocno uwydatniał w niej żyzność ukraińskiego czarnoziemu, porównując go do gleb amerykańskiego Środkowego Zachodu. Pisał w tej pracy o dominacji Polaków w Galicji ("dominion of the Poles") i o "Polish Empire". Pisał o Polakach jako o "dziedzicznych wrogach" ("hereditary enemies") Ukraińców, którzy mieli ich gnębić, o rzekomym popieraniu Polaków przez rząd w Wiedniu, który według niego miał kupować sobie poparcie Polaków w parlamencie przez pozostawienie Ukraińców na pastwę polskiego wyzysku. Przyznawał jednak, że ukraińcy mieli lepsze warunki pod panowaniem Austro-Węgier, niż w carskiej Rosji. Toynbee wprost pisze o "ukraińskim Piemoncie" w Galicji ("Ukrainian Piedmont"). Dość szczerze pisał, że Ukraina nie może być całkowicie niepodległa i musi w jakimś sensie pozostać częścią Rosji. Postulował stworzenie ukraińskiej autonomii pod władzą Rosji i włączenie Galicji Wschodniej do państwa rosyjskiego. Cała praca, wydana przez Federację Ukraińską w USA w 1916 roku jest dostępna tutaj:

http://diasporiana.org.ua/wp-content/uploads/books/2600/file.pdf

zaloguj się by móc komentować

cbrengland @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 17:35

Gdy tak pomyślę o Tusku i tak w ogóle o tych pajacach u polskiej władzy od 1989 to prostu nawet nie można pomyśleć o zdradzie, nie wiem jak to nazwać, ci ludzie byli i są ale tak, jakby ich nie było.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Stalagmit 13 stycznia 2019 17:32
13 stycznia 2019 17:50

I sprawcy kierowniczy rozbiorów funkcjonują jako nasi sojusznicy. Skoro ludzie z tego kręgu wystrugali pana Romana i towarzysza Ziuka, to mamy problem. Szkoda, że w Polsce nie stawia się pomników lordowi Milnerowi, przynajmniej wiedzielibyśmy, kogo mamy czcić i dlaczego nie możemy prowadzić polityki wschodniej innej niż milnerowska vel giedroyciowska.

zaloguj się by móc komentować

Paris @Maryla-Sztajer 13 stycznia 2019 16:24
13 stycznia 2019 17:53

...do  sk****synstwa...

... czyli zdrady, oszustwa i sprzedajnosci  !!!... i wcale nie inaczej jest dzisiaj,  widac to coraz bardziej jak na dloni  !!!

To jest cos strasznego  !!!

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 18:04

CD. PS. W 1914 roku w Londynie wyszła broszura Jarosława Fedorczuka pt. "Memorandum on the Ukrainian question in its national aspect" zawierająca postulaty Komitetu Ukraińskiego w Londynie i Koła Ukraińskiego w Paryżu. W odniesieniu do Galicji domagano się w niej m. in.:

- "zakończenia zniewolenia, wyzysku i systematycznej eksterminacji ze strony Polaków",

- "ustanowienia ukraińskiego uniwersytetu we Lwowie",

- "zniesiena ustanowionego przez Polaków hakatystowskiego prawa, które nie pozwalało się kształcić ukraińskojęzycznym nauczycielom w seminariach nauczycielskich",

- "utworzenia ukraińskich szkół handlowych, przemysłowych i rolniczych, do czego nie chcieli dopuścić polscy posłowie",

- "zakończenia wyzysku ruskiego proletariatu przez polskich właścicieli ziemskich i zniesienia przeszkód dla emigracji Ukraińców w celu poszukiwania lepszej pracy za granicą",

- "podziału Galicji na 2 części: zachodnią, polską z Krakowem i wschodnią, ukraińską ze Lwowem".

Komitet ukraiński w Londynie miał zdobywać poparcie dla sprawy ukraińskiej w krajach anglosaskich. Z czaem przystąpili do niego urzędnicy Foreign Office, tacy jak Robert William Seton-Watson. 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Paris 13 stycznia 2019 17:53
13 stycznia 2019 18:10

Dlatego jak mogę,  trzymam się z daleka. Ale jak się leży na sali w klinice to czasem trudno nie słyszeć  krakówka. Kazdy prawie "kogoś zna"... 

I wszędzie indziej  też tak 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Stalagmit 13 stycznia 2019 16:32
13 stycznia 2019 18:11

No właśnie. ..goły honor. Czyli nazwa. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @cbrengland 13 stycznia 2019 17:35
13 stycznia 2019 18:12

Po prostu...

... platne pacholki...  slupy... marionetki... zdrajcy... sprzedawczyki... =  LUDZKIE  SCIERWO  !!!

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 18:19

CD. PS. Jeszcze ciekawsza jest poruszona w książce kwestia rozkładu państwa austro-węgierskiego i działalności agentur na jego terenie. O głównym brytyjskim agencie w Wiedniu, redaktorze Henry'm Wickham Steed'zie już pisałem. Ale jeszcze ważniejszą postacią był Robert William Seton-Watson, który odegrał kluczową rolę w rozpadzie Austro-Węgier i w utworzeniu Czechosłowacji. Był historykiem, wykładowcą, ekspertem od spraw środkowoeuropejskich i przyjacielem Tomasza Masaryka, współpracował też w Wickham-Steed'em. Był rzecznikiem rozbioru Węgier. 27 października 1907 roku w miejscowości Černová (dziś na Słowacji, wtedy w Królestwie Węgier) nastąpiło tragiczne wydarzenie. Miało wtedy nastąpić poświęcenie kościoła zbudowanego z inicjatywy ks. Andreja Hlinki i wzniesionego m. in. ze składek słowackich emigrantów ze Stanów Zjednoczonych. Kiedy miało dojść do konsekracji, do procesji przyłączyli się miejscowi, głownie węgierscy żandarmi w charakterze eskorty. Słowacy zaprotestowali. Kiedy zgromadzony na procesji tłum zaczął rzucać kamieniami, sierżant żandarmerii Ján Ladiczky (Słowak) rozkazał, by otworzyć ogień do ludzi. Zginęło 15 osób. Wydarzenie było szeroko relacjonowane przez brytyjską, europejską i amerykańską prasę. Oczywiście jednym z najgłośniej protestujących i nagłaśniających to wydarzenie był Seton-Watson. Mimo, że wśród strzelających żandarmów było sporo Słowaków, nagłośniono cały incydent jako węgierską zbrodnię przeciw bezbronnym Słowakom.

zaloguj się by móc komentować

cbrengland @Paris 13 stycznia 2019 18:12
13 stycznia 2019 18:52

I teraz już nie musiał to być lud anglojęzyczny i do Ameryki ale trzeba było wesprzeć tych durniow pseudo pracujących w samym sercu Imperium. Gdy ta cała rzesza energicznych i nieustraszonyh pracowników przyjechała na tą Brytanię z krajów Unii Europejskiej w liczbie znacznej, a największa z Polski, to teraz zamknęło się już ten kurek dopływu świeżej krwi. A przyszłość ich nieznana jest. I moja też. Bo przeciez ja już nie wierzę w żadne słowo kogokolwiek z tej wladzy tutaj, nawet, gdy to może jest prawda.

I czuję się już jak na banicji. Bo naprawdę przypadkiem się tutaj znalazłem. Niech to szlag ☺. Ale pożyjemy zobaczymy. Może się jeszcze gdzieś przemieszczę byle dalej od tych heretyków. Bo do Polski tak na stałe powrót niestety ale już nie.

Przypomniało mi się zdarzenie niedawne przed Świętami, gdy z kolegą Polakiem sobie pracowaliśmy i w pewnym momencie ja właśnie o tym, czyli gdzie tutaj wyjechać ale musi to być kraj katolicki i powiedziałem, Nikaragua i dostałem takich spazmów śmiechu, jak nigdy dotąd w życiu. Teraz już się nie śmieję. Ostatnio rozmawiałem w pracy z pewną młodą murzynką z Nigerii. Jest tutaj dwa lata. Tam w Nigerii ludzie zarabiają jakieś £60 na miesiąc. Czyli taki nasz PRL w pełnej krasie. Będę się tam czuł jak u siebie.

zaloguj się by móc komentować

Paris @cbrengland 13 stycznia 2019 18:52
13 stycznia 2019 19:37

Coz...

... za niewiedze frycowe trzeba zaplacic... ja - dziekowac Bogu - wyjezdzajac z grubsza wiedzialam, ze ten "raj" sie kiedys urwie, modlilam sie abym tylko do emerytury dotrwala... jednak juz po 5 latach pobytu wiedzialam, ze to "marzenie scietej glowy"... po 2010 to byl juz tylko ciagly zjazd i dobrze zaplanowana rozwalka... tak wiec za mocno sie tam w tej Francji nie wiazalam - ani uczuciowo ani finansowo - bo wiedzialam, ze dlugo to tu nie pobede... szczesliwie dal mi Bozius splacic wszystkie dlugi w Polsce, wiec mialam do kogo i czego wracac  !!!

Szkoda mi Rodakow, ze tak przegralismy swoje zycie, zycie swoich rodzin, dzieci,  ze wielu nie bedzie moglo wrocic... chociaz ktoz to wie co tam komu pisane...

... i wyobraz sobie teraz te farse jak ta stara pudernica z ambasady drze tego swojego ryja u Sakiewicza, ze ona  ZALATWI  to zniesienie wiz do tej calej rozpadajacej sie i bankrutujacej Ameryki...  zeby Polacy mogli tam sobie pojechac i na nich nierobow zapie***lac  !!!

Wyobrazasz sobie ten kabaret i szukanie polskiego glupa... bo irlandzkiego parobka to juz wykonczyli  ?!?!?!

zaloguj się by móc komentować

glicek @pink-panther 13 stycznia 2019 17:07
13 stycznia 2019 20:18

Wygląda to strasznie, ale to się wydarzyło w rzeczywistości.

Nie tak dawno ukazał się w Rzepie art. Nawet opublikowano go w całości bez płacenia.

https://www.rp.pl/Rzecz-o-historii/305039930-Ziemniaczana-apokalipsa-Milion-ofiar-glodu-w-Irlandii.html

zaloguj się by móc komentować

Krzysiek @Stalagmit 13 stycznia 2019 16:24
13 stycznia 2019 20:46

Bo tam były poważne zagadnienia dotyczące elektrodynamiki (co prawda w aspekcie technicznym), a to było to, co interesowało wtedy Einsteina. W końcu jego słynna praca z 1905 dając początek Szczególnej Teorii Względności nosi tytuł "O Elektrodynamice Ciał w Ruchu", choć przede wszystkim dotyczy natury czasu i przestrzeni.

Żeby wzbogacić dyskusję, pozwolę sobie drogi Stalagmicie nieco uściślić. Patent nie dotyczył pozyskiwanie azotu z powietrza (to jest dość proste, w końcu powietrze to mieszanina tlenu i azotu), ale produkcji HNO3 bezpośrednio z powietrza. To co poniżej to gł. na podstawie książki legendarnego popularyzatora chemii w Polsce, zmarłego niedawno, Stefana Sekowskiego: "Z Laboratorium w Szeroki Świat", rodz. "Drabina Urodzaju", Nasza Księgarnia, Warszawa, 1986.

Proces Mościckiego opierał się na bezpośrednim utlenianiu azotu z powietrza w łuku elektrycznym do NO2. Dodał też na pewnym etapie płomień z palnika gazowego w przestrzeni między elektrodami co podniosło wydajność (patent). Dodatkowym pomysłem był tzw. wirujący łuk elektryczny (zmienny prąd płynący przez łuk (4,5 kV, 60Hz) umieszony był w polu magnetycznym prostopadłym do kierunku prądu). Dzięki dobraniu odpowiednich warunków aerodynamicznych, kształtu przelotów i szybkości przepływu gazów, elektryczny łuk zapalony między elektrodami (np. grafitowymi), wirując tworzył rodzaj ognistej tarczy o dużej średnicy (patent). Dawało to dodatkowy efekt wysokiej i równomiernej temperatury. Przez tarczę przepływał bardzo szybko strumień powietrza, gdzie zachodziła synteza tlenku azotu, a gazy trafiały na silnie chłodzony miedziany grzybek, a następnie do specjalnie skonstruowanych wież absorpcyjnych (patent). Wieże te są stosowane do dziś w różnych gałęziach przemysłu chemicznego.

W tym samym czasie uruchomił też fabrykę związków cyjanowych (Fryburg, Neuhausen) gdzie zastosowano wirujący łuk elektryczny.

Fabryka z Chippis (1910) była wyposażona w dodatkowe urządzenie do kondensacji pozwalające uzyskać 98% HNO3 (patent). W tym okresie zaopatrywała w 100% przemysł chemiczny w Szwajcarii (nadwyżki eksportowano, gł. do Niemiec). W 1912 M. uruchomił nową linię technologiczną, o mocy przerobowej 5 razy większej (kilku ulepszeń, patenty).

Pod datą 19 lipca 1910 roku agencja Reutersa podała sensacyjną wiadomość, którą natychmiast opublikowały dzienniki na obu półkulach. Tytuł brzmiał: "Azot ujarzmiony".
Tam jest taki fragment: "... Twórca metody i budowniczy fabryki jest doktor Ignacy Mościcki, który nie mając do swych poczynań odpowiednich warunków w ojczystej Polsce, skorzystał z możliwości jakie stworzyła mu gościnna Szwajcaria, i pięknie się jej za to dopłacił".
Fabryki powstałym.in. w Szwajcarii (1910), Norwegii (1911), Szwecji (1912), Anglii (1912).

A teraz krótki info o M. po wojnie (na podst. artykułu Lichockiej, Analecta 2000). Szukał pracy. Spodziewał się znaleźć posadę na Uniwersytecie Fryburskim, który kilka lat wcześniej wyróżnił go tytułem doktora honoris causa (miał M. takich doktoratów 17). Ale stary profesor był pod stałym nadzorem szwajcarskiej policji, śledzony był także przez niemieckich agentów, stanowił więc dla każdego potencjalnego pracodawcy ryzyko możliwych kłopotów. Toteż odmówił mu zatrudnienia Uniwersytet we Fryburgu, odmówią także Fabryka Kondensatorów. Pod koniec wojny rząd brytyjski przyznał mu niewielką rentę, wypłacaną do końca życia.

 

 

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Stalagmit 13 stycznia 2019 18:19
13 stycznia 2019 21:28

Toynbee był "pyszny" ale ten Robert William Seton Watson to była wyjątkowa figura. Sam z siebie miał potrzebę długo przed Wielką Wojną uczenia się języków takich jak: węgierskiego (!!), serbskiego i czeskiego (dopiero co "wynalezionego") i od 1906 r. kombinował "rozbiór Węgier", zapewne jako "ważnego elementu imperium Habsburgów".  Pierwsza ważna praca: 1908 "Racial problems of Hungary" (Rasowe problemy Węgier).

 

Takie miał widocznie "hobi", bo "zupełnie bez związku z rządem" tak sobie podróżował tu po okolicy.  Docent wiki twierdzi, że wielki majątek pochodził od pradziadka ze strony matki - kapitana Georga Setona, "oficera Kompanii Wschodnioindyjskiej". Ale i tatko jako plantator herbaty w Indiach też pewnikiem nie dokładał do biznesu. I "problemach rasowych" rodzina wiedziała - wszystko.
Pan Robert William Seton Watson "sam z siebie" uczestniczył a może nawet organizował "Congress of Oppressed Nationalities w Rzymie kwiecień 1918 -rzecz dotyczyła "wszystkich narodów opresjonowanych przez Habsburgów". Sam wytyczał granicę włosko-jugosłowiańską a również granicę węgiersko- rumuńską, oczywiście na korzyść Rumunów.

W Konferencji Pokojowej w Paryżu 1919 - "uczestniczył jako osoba prywatna".

A jednocześnie Toynbee "obrabiał Polaków" i "kreował udręczony naród ukraiński". I to działa do dzisiaj. Gratulacje dla Brytyjczyków. Takie intrygi i mataczenie to było mistrzostwo świata.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @glicek 13 stycznia 2019 20:18
13 stycznia 2019 21:32

Ofiar było więcej niż milion. Co najmniej 2-3 miliony. Anglicy "pomoc żywnościową" dostarczali Irlandii "okrężną drogą" z Indyj - jakieś zboża czy inne kasze, nieużyteczne do szybkiego spożycia. "Dla ratowania życia Irlandczyków" wysyłali ich masowo do Kanady - zimą i bez ubrań oraz bez - zabezpieczonego zakwaterowania w porcie przybycia. Kolejne setki tysięcy. Wielkość tej zbrodni - zapiera dech.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @krzysztof-laskowski 13 stycznia 2019 17:15
13 stycznia 2019 21:42

No właśnie, można by napisać kiedyś "Polityczną i wywiadowczą historię nauki i techniki", byłoby to ciekawe, a i przykładów z różnych epok byłoby sporo.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Paris 13 stycznia 2019 17:20
13 stycznia 2019 21:43

To są właśnie proszę Pani te "wspaniałe tradycje polityczne" różnych narodów...

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @krzysztof-laskowski 13 stycznia 2019 17:50
13 stycznia 2019 21:45

Nikt za bardzo nie chce zgłębić prawdy, bo okazałoby się, jakie jest prawdziwe podłoże niepodległości i z kim sprzymierzyli się polscy politycy przed I wojną światową i jak współuczestniczyli w jej przygotowaniu. Nikomu to nie jest na rękę...

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Krzysiek 13 stycznia 2019 20:46
13 stycznia 2019 21:46

Bardzo dziękuję za uściślenie i uzupełnienie wątku. To jedna z najciekawszych spraw, jaką Szanowny Gospodarz poruszył w swojej książce.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @pink-panther 13 stycznia 2019 21:28
13 stycznia 2019 21:48

Długofalowe i bezwzględne planowanie. Takich agentów możnaby wymieniać sporo: Seton-Watson, H. Wickham-Steed, T. E. Lawrance, Gertruda Bell... i tak można 2 lata...

zaloguj się by móc komentować

Paris @pink-panther 13 stycznia 2019 21:28
13 stycznia 2019 21:50

I do dzisiaj...

... z tych wyzlobionych wczesniej kolein nie potrafia wyjsc te dzisiejsze  BARANY  i  DYPLOMATOLY  !!!

Ach te konferencje... chocby planowana "bliskowschodnia" w Warszawie... coby obrabiac i dreczyc innych, strugac intrygi i mataczyc... tym razem "gratulacje" dla naszego amerykanskiego "sojusznika" i "naszej" waadzy tak spolegliwej  !!!... bo narodu polskiego to niech lepiej do tej chucpy nie mieszaja  !!!

A swoja droga to ciekawa "figura" tego calego RWSW... "prywatna osoba" na konferencji, tak "sam z siebie"... co za zaangaRZowanie !!!... to chyba cos - à la - udzial "lady z Chobielina" w obradach tajnej lozy Bnai... brim...brum  w Davos jednego roku... zamiast Radka-Zdradka  !!!

zaloguj się by móc komentować

Nova @Paris 13 stycznia 2019 21:50
13 stycznia 2019 21:55

Robert Winnicki umiešcił na Twitterze info powołując się na zagraniczną dziennikarke, wg. Której Trump zaprosił na konferencję W Warszawie kraje arabskie już miesiąc temu. Smaczek jest w tym że Morawica twierdzi że dowiedział się o tym dwa dni temu. Pomijam fakt że do kraju gospodarza zaprasza inny rząd. Ciężkie jest życie wasal. 

zaloguj się by móc komentować

glicek @pink-panther 13 stycznia 2019 21:32
13 stycznia 2019 22:06

Wielkość tej zbrodni - zapiera dech.

I (chyba?) kompletnie nie istnieje w przestrzeni popkultury, w żadnych filmach i serialach...

zaloguj się by móc komentować

Paris @pink-panther 13 stycznia 2019 21:32
13 stycznia 2019 22:12

To wychodzi wiecej ofiar...

... niz na Ukrainie... czyz nie  ???

zaloguj się by móc komentować

Paris @Stalagmit 13 stycznia 2019 21:45
13 stycznia 2019 22:17

Panie Stalagmicie...

... narodowi to jest bardzo na reke  !!!    Narod  SAM  SOBIE  zglebi te prawde historyczna... dla wlasnego dobra... bo narod nie ma juz wyboru,  narod  MUSI  poznac prawde  !!!... a przy okazji inne narody tez  !!!

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski
13 stycznia 2019 22:33

CD PS. Kolejnym interesującym wątkiem książki są sprawy wywiadowcze. Rosja rzeczywiście miała bardzo rozbudowany wywiad, nie tylko w Austro-Węgrzech. Rosyjski attache wojskowy w Kopenhadze, A. Ignatiev kontrolował potężną siatkę szpiegowską w Niemczech. W 1914 roku pułkownik Bazarow został wyrzucony z Berlina jako persona non grata, kiedy wykryto jego sieć agenturalną. W Wiedniu szefem siatek szpiegów rosyjskich był pułkownik Zankiewicz. Wśród jego austriackich współpracowników byli: emerytowany major, policjant, porucznik - wykładowca akademii wojskowej, oraz wielu innych oficerów C. K. armii. Sam pułkownik Redl sprzedawał tajne informacje nie tylko Rosjanom, ale także Francuzom i Włochom. Francuski wywiad z kolei celował w dekryptażu depesz wojskowych i dyplomatycznych różnych państw. Francja miała w 1914 roku aż pięć odrębnych biur dekryptażu. Co ciekawe, bracia Wright, konstruktorzy pierwszego samolotu, od razu nastawili się na współpracę z rządami, co miało, jak wierzyli, przynieść im wielkie dochody. Od razu przewidywali, że ich wynalazek będzie niezmiernie cenny w razie wojny. Nie byli zbytnio zainteresowani współpracą z sektorem prywatnym, co dość dobrze ukazuje, na jaki rodzaj działalności się nastawiali. Już w 1904 roku (rok po pierwszym locie braci Wright w Kitty Hawk w USA) pułkownik David Henderson, szef angielskiego wywiadu w czasie wojny burskiej zaczął się interesować możliwościami zastosowania samolotu w dziedzinie wywiadu i zwiadu frontowego. Henderson doprowadził potem do powstania brytyjskich sił lotniczych. Sami bracia Wright niemal od początku kontaktowali się z armią amerykańską, i w 1908 zaprezentowali lot swojej maszyny6 w bazie wojskowej Fort Myer w Wirginii. Od 1880 w USA powstały dwie organizacje wywiadowcze: Office of Naval Intelligence i Military Intelligence Division, które zaczęły prowadzić na poważnie działalność szpiegowską w innych krajach. W początkach XX wieku w prace wywiadu zaangażował się admirał Alfred Thayer Mahan, a wywiad amerykański i brytyjski współpracowały ze sobą od czasu wojny hiszpańsko-amerykańskiej w 1898 roku, choć jednocześnie Brytyjczycy usiłowali wydrzeć Amekanom różne sekrety. Warto dodać, że jeszcze w czasie słynnej wojny USA ze Siuksami w latach 70-tych XIX wieku to angielski wywiad w Kanadzie dostarczał Amerykanom informacji o działalności wodza Siedzącego Byka w Kanadzie. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Nova 13 stycznia 2019 21:55
13 stycznia 2019 22:45

Napisze Panu, tak...

... ze ja Winnickiemu Robertowi i innym "narodowcom" z telewizora - nie wierze jak psom... sprawe  PLANOWANEJ  konferencji, bo jeszcze niepewnej  grzeja i pompuja debilne presstytutki od Sakiewicza i co niektorzy u Janke... to jest szczegolna manipulacja tzw. "faktow dokonanych" bardzo czesto naduzywana przez Sakiewicza i kurwizor, a to co robi ten "zatroskany" Winnicki na twiterze to tylko tzw. piana i ploty, ale to wlasnie jest sposob uprawiania polskiej polityki, szumnie zwanej zagraniczna albo - jeszcze lepiej - dyplomatyczna... rodem MASONSKIEJ  i  SATANISTYCZNEJ  !!!  To nie ma nic wspolnego z JAWNOSCIA i minimum przyzwoitosci, bo o uczciwosci to szkoda nawet wspominac...

... my, pojedynczy obywatele i caly narod badzmy czujni i przebiegli... i pamietajmy, ze ten caly MASONSKI  CYRK  dzieje sie tuz przed podwojnymi wyborami... wiec z gory to wszystko jest funta klakow warte... a Winnicki tez do koryta nozkami przebiera, ten darmozjad i nierob jeden... on jeszcze obiecanej ustawy fundacyjnej nie napisal przeciwko "kramkom", co to ja obiecal z mownicy sejmowej prawie 2 lata temu.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @glicek 13 stycznia 2019 22:06
13 stycznia 2019 23:31

Nie istnieje. Bo po co. O okolicznościach i liczbach najuczciwiej, jak dotąd, napisał E. Michael Jones - w bardzo  grubej książce "Jałowy pieniądz: historia kapitalizmu jako konfliktu między pracą a lichwą" (2014) - wyd. polskie 2015 rozdziały: 74: "The Irish Potato Famine. 75: The Famine and the Free Trade.

Oczywiście tzw. historycy protestanccy usiłują "metodologicznie" pomniejszyć liczbę ofiar do 1 miliona. Ale jeden milion to zmarł "odpryskowo" tylko w roku 1848 czyli w 3 lata po wybuchu zarazy i wielkiego głodu.
Bardzo ciekawe jest mocne "rozchwianie"liczb zależnie od źródeł. Ogólnie "ostrożnie": 1845- ok. 9 mln, 1851- 5,11 mln , 1861 - 4,4 mln, 1871 - 4,04. Odłożone w czasie skutki tego, że w latach 1845-1851 umierały przede wszystkim dzieci i emigrowali młodzi mężczyźni i młode kobiety. Do końca wieku Irlandia zeszła poniżej 3,3 mln a po I WW - poniżej 3 mln. W tym drugim okresie zadziałała - emigracja do USA.

Zasadnicze jest to, że - nie udzielono pomocy na czas, wywieziono dodatkowy milion w strasznych warunkach zimowych do Kanady. Nie wiadomo, czy połowa przeżyła rejs i nie wiadomo, ile osób przeżyło pierwsze miesiące pobytu w Kanadzie. Warunki zimowe i wczesnowiosenne czyli - przednówek.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Paris 13 stycznia 2019 22:12
13 stycznia 2019 23:38

Procentowo tak. W przypadku Ukrainy sprawa się komplikuje, bowiem dwie fale wielkiego głodu objęły całe tereny rolnicze dawnej Rosji południowej, włącznie np. z Tatarstanem i Kazachstan - w 1919-1923 i 1930 - 1933. Druga fala głodu z powodu kolektywizacji objęła głównie kułaków. A potem całe tereny wiejskie. Głównie tereny Ukrainy ale już zaliczenie wszystkich tych ofiar wyłącznie do Ukraińców - nie jest możliwe. Tam była mieszanka etniczna.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Stalagmit 13 stycznia 2019 21:48
13 stycznia 2019 23:39

Aż podziw bierze. Ścigali się z Amerykanami. "Słowianofilstwo" też się nie wzięło "znikąd".

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Stalagmit 13 stycznia 2019 21:42
13 stycznia 2019 23:45

Trzeba by było zacząć od czasów przedpotopowych, ale żeby trzymać się naszych ulubionych tematów, dodałoby się podtytuł Seminarium doktora Dee, bo nauki rozmaite, maszyny i magia lubią chodzić razem.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @pink-panther 13 stycznia 2019 23:39
13 stycznia 2019 23:50

Słowianofilstwo Rosjanie wynaleźli sami, ale doznali klęski jeszcze przed uruchomieniem tego projektu. Co nieco o słowianofilstwie znajdziesz w Nawigatorze brytyjsko-rosyjskim w tekście o William Palmerze z Magdalen College.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Stalagmit 13 stycznia 2019 21:45
13 stycznia 2019 23:58

I jak ta konstatacja odpowiada Twojemu tekstowi o świecie na przełomie tysiącleci.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @pink-panther 13 stycznia 2019 17:07
14 stycznia 2019 03:00

Pamiętam jak przez mgłę, sprzed kilku lat, w komentach u Coryllusa kwestię jakichś doświadczeń w biologicznym laboratorium właśnie nad tym czymś , co zaraziło ziemniaki. Tak że ten... A artykuł w Rzepie przedstawia to inaczej - tę wędrówkę zarazy do Irlandii. Może ktoś sobie coś  przypomni? 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @glicek 13 stycznia 2019 15:45
14 stycznia 2019 04:48

"Irlandczyk, przedmiot porządania?, szybko rozmnażający się, mało wymagający, mówi normalnym, cywilizowanym, zrozumiałym dla wszystkich ważnych językiem."

 

Przepraszam, ale mam uwage natury technicznej, ze tak sie wyraze. Zwracajmy uwage na ortografie. Wystepujemy tu wszyscy pod szyldem "Klinika Jezyka".

To chyba do czegos zobowiazuje.

Mysle ze to jest wazne. Jesli mamy tworzyc jakosc, to tworzmy ja od podstaw.

Prosze tego nie odbierac jako jakas osobista wycieczke, panskie komentarze bardzo lubie.

Pozdrawiam, Glicku.

Pozdrawiam takze pana Parasolnikova.

 

zaloguj się by móc komentować

dziad-kalwaryjski @Szczodrocha33 14 stycznia 2019 04:48
14 stycznia 2019 08:36

"Przepraszam, ale mam uwage natury technicznej, ze tak sie wyraze. Zwracajmy uwage na ortografie. Wystepujemy tu wszyscy pod szyldem "Klinika Jezyka".

To chyba do czegos zobowiazuje.

Mysle ze to jest wazne. Jesli mamy tworzyc jakosc, to tworzmy ja od podstaw.

Prosze tego nie odbierac jako jakas osobista wycieczke, panskie komentarze bardzo lubie.

Pozdrawiam, Glicku.

Pozdrawiam takze pana Parasolnikova."

 

 

Przepraszam, ale mam uwagę natury technicznej :)

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @dziad-kalwaryjski 14 stycznia 2019 08:36
14 stycznia 2019 14:32

W moich tekstach zawsze wystepuje brak znakow diakrytycznych. Po prostu taka mam klawiature, mieszkam w USA.

Z ortografia klopotow nie mam.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować