-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Tradycja Sherlocka Holmesa vs tradycja porucznika Borewicza

Oglądanie amerykańskich seriali policyjnych daje mi ciągle jeszcze wiele satysfakcji, mimo że przegięcia, w które uciekają scenarzyści są momentami nie do wytrzymania. Najgorsi są ci z NCIS oraz ci z CYBER, a najfajniejszy jest Horatio Caine z Miami, chociaż lubię też tego faceta z Las Vegas. Policja z Nowego Jorku jest według mnie trochę monotonna, a poza tym szef ma jakieś kłopoty osobiste, na pierwszy rzut oka nie do rozwiązania, co mocno rzutuje na jego profesjonalizm. Jakoś to jednak oglądam, bo jestem przyzwyczajony do sposobu opowiadania i czuję się z tym bezpiecznie. Próbowałem oglądać coś innego, ale nie dałem rady. Wszystkie wątki emocjonalne są moim zdaniem do wyrzucenia z miejsca z każdej poważnej narracji. Producent jednak nigdy tego nie zrobi, albowiem panuje powszechne i fałszywe przekonanie, że to trzyma widza przed telewizorem. Nie jest to prawda. Widz oczekuje czegoś innego. On oczekuje udziału w triumfie i przekonania, że jutro świat będzie wyglądał tak samo, a gwarancją tego są najwyższej klasy profesjonaliści, którzy działają dla jego dobra i są po jego stronie. W dodatku profesjonaliści ci nie mają żadnych wahań. Ten w okularach, co pracuje w Nowym Jorku, dla przykładu, zeżarł kiedyś żywą skolopendrę. A zamknięcie się w jednym pomieszczeniu z groźnym bandytą to dla Horatio Caine’a po prostu betka. Ponieważ bez przerwy piszę albo planuję pisanie mam nawyk szukania wątków. Czasem są one dość oczywiste, jak tutaj, w omawianym przypadku, a czasem mniej. I dziś, trochę rozrywkowo, pogadamy o tych oczywistych wątkach. Wszystkie seriale policyjne, które oglądam, utrzymane są w tradycji imperialnej, w tradycji Sherlocka Holmesa, to znaczy widz wie od samego początku, że dobro zwycięży, nie wie tylko jak to się stanie. To jest ważna sprawa i ona jest dość odległa od naszych realiów, a także w ogóle od realiów starego kontynentu, gdzie dobro nie zawsze zwycięża. Definicję dobra zostawiamy, jak mam nadzieję wszyscy rozumieją, na boku, a jeśli ktoś jest bardzo obrzydliwy, może słowo dobro zastąpić sobie słowem porządek. W tradycji Sherlocka Holmesa najważniejszym momentem jest demonstracja. Najpierw następuje demonstracja siły i potęgi zła, a następnie demonstracja słabości tak zwanego zwykłego człowieka wobec tego zła. Na koniec wkracza profesjonalista-cudotwórca, który zło stawia do kąta, kopie je po tyłku i przywraca sprawom normalny wymiar, do którego człowiek już się przyzwyczaił. Różnica pomiędzy serialami, a Sherlockiem jest w zasadzie jedna, choć może nie ma jej wcale. Chodzi mi o to, że Sherlock jest pojedynczy, a bohaterowie seriali to grupa. Podmiana pojedynczego, romantycznego, jakby z całą pewnością powiedział u nas jakiś mędrek, bohatera, na bohatera zbiorowego, to zabieg genialny. Tyle, że jeśli się dobrze zastanowić, Sherlock też jest bohaterem grupowym. Ma przecież Watsona do pomocy, jest ten gruby inspektor ze Scotladyardu, a do tego jeszcze brat Sherlocka. Wszyscy ci ludzie mieli, w czasach kiedy opisywał ich Conan-Doyle, cechy nadprzyrodzone w ocenie zwykłego śmiertelnika. Podobne cechy mają bohaterowie seriali, ale oni są przy tym zwyczajni. Nadprzyrodzone właściwości demonstrują dzięki technologii, nauce i metodzie, poza tym to zwykli ludzie. W tych serialach nie chodzi o to, żeby pokazać, jak fantastycznie jest łapać bandytów, kiedy człowiek jest naprawdę niezwykły, ale o to, by pokazać widzowi, że każdy, nawet ten gość co bada próbki krwi w laboratorium, jest po pierwsze jakiś, po drugie, że jest ważny. Jest taką samą częścią zespołu jak wszyscy i od niego też wiele zależy. Seriale te mają bowiem, a być może miały, bo nie wiem czy się je jeszcze produkuje, oglądamy bowiem odcinki z roku 2004-2006, funkcję wychowawczą, a także werbunkową. Stąd tak często i nachalnie powtarzana w serialu o Las Vegas fraza dotycząca naukowego charakteru ich pracy. Ten właśnie moment – że każdy jest ważny, to najważniejszy po demonstracji element tej produkcji. Jest jeszcze trzeci – sztywna i nie dająca o sobie zapomnieć hierarchia. To znaczy, że wszyscy się ze sobą kolegują, ale kiedy przychodzi prawdziwy kryzys, albo ktoś się łamie, szef stawia go do pionu, często publicznie. I tak, sympatyczny szef-misio z Las Vegas, nie waha się opieprzyć przy ludziach laboranta, a detektyw Bonasera z Nowego Jorku (aktorka ma na imię Melina, co mnie nieustająco śmieszy) wskazuje koleżance gdzie jej miejsce, kiedy zachodzi taka potrzeba. To są ważne i stałe elementy narracji, które zapewniają widzowi bezpieczeństwo. I one wszystkie służą jednemu – przekonaniu, że państwo jest nieodzownym elementem życia obywatela, a jego funkcjonariusze, choć mili i sympatyczni, pełnią swoje obowiązki z największą powagą, a jeśli trzeba z surowością. Czym ta tradycja różni się od rodzimej, naszej tradycji seriali policyjnych, które utrzymane są w duchu znanym nam z peerelowskiej produkcji zatytułowanej „07 zgłoś się!”. Wszystkim. Pomijam te wszystkie polskie, dźwiękonaśladowcze śpiewogry o policjantach, latające na każdym niemal kanale, te teatry telewizji utrzymane w duchu programu Michała Fajbusiewicza, nie o nie bowiem chodzi. Chodzi mi o seriale o przestępcach i funkcjonariuszach systemu, niekoniecznie policjantach, ale także prawnikach. Ot, choćby o taki serial jak „Chyłka” nakręcony według prozy Remigiusza Mroza. To jest właśnie coś, co pełnymi garściami czerpie z tradycji porucznika Borewicza. To znaczy główny bohater jest sumą aspiracji scenarzysty lub producenta, albo wręcz zleceniodawcy takiego serialu, otoczony zaś jest – co za zdziwienie – gromadą nierozumiejących go gamoni, w typie porucznika Zubka lub podstępnych intrygantów, próbujących zwichnąć jego karierę. Tak postrzegają świat i swoją w nim rolę lokalni kacykowie medialni, uporczywie nie osiągający satysfakcji ze swoich działań i poszukujący winnych za ów deficyt, wyłącznie na zewnątrz. Znajduje to odzwierciedlenie w fabułach i scenariuszach. Ponieważ producenci, scenarzyści i aktorzy wiedzą, że widz lubi emocje, serwują mu je bez opamiętania. O ile w serialu amerykańskim, wątki miłosne są pokazywane dyskretnie i zwykle na końcu każdego odcinka, jako te najmniej ważne, o tyle w serialu polskim są one wywalone na sam wierzch, tak żeby nawet ślepy impotent ich nie ominął, żeby się o nie potknął i rozwalił sobie nos stukając głową w płyty chodnika. W serialu „Chyłka” od samego początku wiemy, że główny bohater, młody pracownik kancelarii adwokackiej, jest zakochany w tej całej Chyłce. Stanowi to w zasadzie treści główną narracji, bo tak zwane szczegóły pracy prawników, czyli to co w serialu amerykańskim jest najważniejsze, nie istnieje w ogóle. Zapewne dlatego, że autor książki i scenariusza nie ma o tym zielonego pojęcia. Jest jeszcze jedna kwestia, taka mianowicie, że serial amerykański musiał uzyskać ileś tam pozwoleń na pokazanie fragmentów pracy policji i analityków. Jasne jest, że nie ma tam wszystkich tajemnic, nie ma też okropności, które nieodmiennie wiążą się z tą pracą. Mówię o okropnościach prawdziwych, a nie na przykład flakach na masce samochodu czy sekcji zwłok, bo z punktu widzenia medialnego, to są atrakcje. W serialu polskim, wszelkie okropności są wywalone na plan pierwszy, a także spotęgowane w niemożliwy do uwierzenia sposób. Pisząc okropności mam na myśli upiorny charakter stosunków międzyludzkich, które nie nadają się do pokazywania w serialach amerykańskich, ale autorzy tych naszych uważają, że to – nawet w formie przejaskrawionej – jest ciekawe. I tak, mamy w tej „Chyłce” scenę, kiedy kobieta, której porwano dziecko oświadcza, w sądzie, że dziecko to nie jest potomkiem jej męża, ale potencjalnego porywacza. To może miałoby jakiś sens, ale kiedy widzimy tę aranżację, to chce nam się jedynie śmiać. Jak każdy policyjny i prawniczy serial także ten ma drugie i trzecie dno. I one mają ten sam charakter, co w serialu amerykańskim, tyle, że inaczej je rozumie producent. Otóż aspekt werbunkowy załatwiany, jest przez pokazywanie nadludzkich możliwości seksualnych bohatera, lub jego spotęgowanej wrażliwości, co powoduje silne przywiązanie się doń, tak zwanych wartościowych kobiet. Jeśli zaś idzie o siłę i porządek, to mamy tu wprost jawne szyderstwo, tam gdzie serial amerykański ma potęgę systemu i nieuchronność kary dla przestępcy, a także triumf profesjonalizmu, my mamy lokowanie produktu. To znaczy polskie seriale o policjantach i prawnikach głoszą chwałę koncernów. To jest coś tak absolutnie i ostatecznie degradującego twórców, że w zasadzie nie wiadomo co powiedzieć. W tym odcinku, który oglądałem reklamowali hybrydową Toyotę, a być może jeszcze coś czego nie zauważyłem. U podstawy tych wszystkich produkcji leży tak głęboka pogarda dla widza, że ludzkość nie wynalazła jeszcze oprzyrządowania, żeby ją zmierzyć. Być może uda się to kiedyś, ale na pewno nie w tej dekadzie. I jeszcze jedno – w serialach amerykańskich bohaterowie mają dość wyraźne ograniczenia, które wyznacza ich specjalizacja, czasem ujawniają jakieś inne niż zawodowa moce, ale one pochodzą wprost ze szlachetnego pozazawodowego hobby. I to się może podobać. W serialach polskich główny bohater, który – obstawiam w ciemno – jest alter ego producenta lub scenarzysty – musi znać się na wszystkim. To jest tak nachalne, brzydkie i nieapetyczne, że zacząłem się poważnie zastanawiać skąd się bierze. I niespodziewanie dla samego siebie tajemnicę tę odkryłem. Podczas swojej ostatniej wizyty w telewizji braci Karnowskich, do garderoby wkroczył człowiek, który pokazywany jest w mediach często i ma nawet autorski program, okazało się, że to on, a nie my z Józkiem, wystąpi na wizji. Usiadł na fotelu przed lustrem i w zasadzie z miejsca zaczął pouczać charakteryzatorkę. To było obezwładniające i typowe, przemożna chęć pouczania wszystkich, na każdą możliwą okoliczność i żadnej przy tym refleksji, że można dać komuś szansę. Porucznik Borewicz rządzi i nie ma szans, by ktoś go zdetronizował.

 

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl



tagi: polska  policja  usa  seriale  jakość  estetyka 

gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 10:02
28     2456    17 zaloguj sie by polubić
komentarze:
bolek @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 10:26

"Porucznik Borewicz rządzi i nie ma szans, by ktoś go zdetronizował."

No chyba, że pies Cywil ;-)

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @bolek 23 kwietnia 2019 10:26
23 kwietnia 2019 10:29

Cywila już zdetronizował komisarz Rex;-))

zaloguj się by móc komentować

JarekBeskidy @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 11:08

W tych filmach najsprytniejszym detektywem jest prawie zawsze murzyn a jeśli jest jakiś skorumpowany glina to zwykle ma nazwisko z końcówką ski albo Irlandczyk z krzyzykiem na szyi

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @JarekBeskidy 23 kwietnia 2019 11:08
23 kwietnia 2019 11:12

To już od dawna jest nieprawda

zaloguj się by móc komentować

klon @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 11:27

"znaczy polskie seriale o policjantach i prawnikach głoszą chwałę koncernów"

Wiem czego nie zobaczę :-) TV "w pakiecie" z reklamami wywaliłem z domu już dawno.

ps. Ciekawe, czy doczekam kiedyś komentarza odnośnie naszej codzienności - z pochwałami dla niej samej :-) Trochę pozytywów ? Mały plusik? Maleńki ?

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @klon 23 kwietnia 2019 11:27
23 kwietnia 2019 11:39

Plus jest taki że ciągle mogę chodzić w pola..

;)

 

zaloguj się by móc komentować


OdysSynLaertesa @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 13:22

Różnica między zagranicznymi a "polskimi" serialami jest też taka. Że tam system wewnętrzny/p państwowy oprócz swej "prawości" i racji którą reprezentuje (z którą każdy obywatel może, i się identyfikuje, w przekonaniu że to w zasadzie jego racja, na którą sam wpadł już dawno), walczy zawsze z systemem/siłą absolutnie zewnętrzną. Ktoś, reprezentujący obcą ideologię/cywilizacje, dyba na jedynie słuszny porządek - taniej produkcji i elitarnej konsumpcji. Obywatele są ad hoc bohaterami z racji przynależności/obywatelstwa, które jest miarą prawości, dobra itd... czyli sukcesu... W Polsce obywatel to patologiczna gnida i łajdak. W dodatku źle ubrany i obowiązkowo zaniedbany. Polak wysysa "to coś" z mlekiem matki po prostu. Jest więc głównym podejrzanym ad hoc i to najgorszego sortu, bo wrogiem wewnętrznym z urodzenia. No ale dzięki cywilizacyjnemu obyciu polskiego bohatera/porucznika (z kulturą zachodu), który co najwyżej pije (i nawet pijany jest męski pod KAŻDYM względem), sytuacja zostaje szczęśliwie opanowana... Problemem "polskiego państwa" jest zatem to, iż jest ono pełne Polaków. Biednych, chciwych i zawistnych na bogactwo bliźnich swoich

zaloguj się by móc komentować

valser @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 13:33

Nie dociera do mnie, ze jakies fikcyjne watki moga byc brane na powaznie i ze na tym mozna opierac swoje wlasne wybory i zachowania.

zaloguj się by móc komentować


Pioter @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 14:17

Przypomniał mi się brytyjski serial Primeval (2007-2011), gdzie bohaterami walczącymi z prehistorycznymi stworami zostali naukowiec, myśliwy, student (ktorego pasją były te właśnie stworzenia) oraz zwolniona właśnie z pracy pracownica zoo, bo byli oni najliżej miejsca zdarzenia i po nich właśnie w pierwszej kolejności sięgnęły służby specjalne Imperium. A później zbudowano całą instytucję wokół tych właśnie ludzi.

Przesłanie tego było proste - każdy, nawet największy dziwak i bezrobotny, może służyć Imperium i tę służbę im umożliwimy.

A kilka lat później serial na tych samych motywach nakręcono w Kanadzie. Różnił się on od angielskiego tym, że Kanadyjczycy wszystko robili oddolnie, bez udziału władz, nawet za własne pieniądze. Tam właśnie zaszczepiano tę nieufność do rządu i rządowych instytucji. Widać w koloniach nie wszystko układa się tka, jak sobie City zaplanowało.

zaloguj się by móc komentować

valser @gabriel-maciejewski 23 kwietnia 2019 13:38
23 kwietnia 2019 14:51

Czytam biografie komendanta Burego. Inspirujaca lektura. W wielu miejscach banalnie prosta instrukcja obslugi. Zeby funkcjonowac przez lata i robic to co trzeba to nalezy wykazac sie duza samodyscyplina i narzucic ja innym tak, zeby stala sie naturalnym sposobem dzialania.

Jak bral wozakow, zeby przemiescic oddzial i jechal do kolejnej wsi na postoj, to tych wozakow zwalnial w momencie kiedy sam wyruszal w nieznanym dla nich kierunku. Jak wchodzil do wsi, to wystawial straze i nikt nie mial prawa wsi opuscic, pod grozba smierci, zeby w zaden sposob informacja o ich pobycie sie nie wydostlala. ozna to nazwac oczywiscie "terroryzowaniem miejscowej ludnosci", ale to w rzeczywistosci sa srodki ostroznosci. Natomiast jak jakis ogladac filmu policyjnego wyciaga z tego co ogladal jakies daleko idace i praktyczne wnioski dla siebie i uklada sobie wokol takich fantazji zycie...

zaloguj się by móc komentować

przemsa @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 18:22

>  tak zwane szczegóły pracy prawników, czyli to co w serialu amerykańskim jest
> najważniejsze, nie istnieje w ogóle. Zapewne dlatego, że autor książki i scenariusza
> nie ma o tym zielonego pojęcia.

Tak jest. I to dotyczy także książek. Znany i poczytny autor-celebryta wymyśla sobie na przykład, że główny bohater jego nowego cyklu powieściowego o bolączkach współczesnej Polski będzie prokuratorem i zdaje się szczerze wierzyć, że to, iż takowego odróżnia nie tylko od woźnego sądowego,  ale nawet i adwokata wystarczy, by opowieść o nim była wiarygodna. A czytelnicy to łykają, no bo przecież książkę reklamują znane z TV autorytety.

 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 18:33

"W serialu polskim, wszelkie okropności są wywalone na plan pierwszy, a także spotęgowane w niemożliwy do uwierzenia sposób. Pisząc okropności mam na myśli upiorny charakter stosunków międzyludzkich, które nie nadają się do pokazywania w serialach amerykańskich, ale autorzy tych naszych uważają, że to – nawet w formie przejaskrawionej – jest ciekawe."

To prawda, ze w swojej konstrukcji i zamysle obecne polskie filmy kryminalne w zasadzie nie odbiegaja od schematu porucznika Borewicza. Tyle ze od tych klimatow lat 70-ych, tych obracajacych sie siermieznych reklam Marlboro, czy dzinsowych ciuchow Marka Lewandowskego, roznia sie tym, ze fiata zastepuje jakas Toyota albo Honda. No i za kamera stoi w pogotowiu asystent z wiadrami wypelnionymi sztuczna krwia. No i oczywiscie, dialogi sa poprzetykane non stop slowami "k..."  i "ch.."

Ostatnio zadalem sobie trud [i byl to trud niemaly] obejrzenia w calosci filmu Patryka Vegi "Pitbull. Nowe porzadki." I utwierdzilem sie w przekonaniu, ze ten film, podobnie jak i inne tego rodzaju, sluza jedynie do wypromowania  jakiegos kolejnego dobrze zbudowanego mlodzienca i paru podfruwajek, ktore zdobyly juz jakies nagrody w "Tancu z gwiazdami", a teraz chca sie sprawdzic przed kamera. 

Przypominam sobie znakomity film "Insomnia" [2002r.] brytyjskiego rezysera Christophera Nolana, z Al Pacino i niezyjacym juz dzis Robinem Williamsem w rolach glownych. Polecam.

Jak sie obejrzy te dwa filmy, to czlowiek zaczyna sobie zdawac sprawe, ze miedzy polskim a amerykansko-brytyjskim kinem jest po prostu przepasc.

Nasi "tworcy" to wyrostki, ganiajace po brudnym podworku z kamera.

zaloguj się by móc komentować


aszymanik @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 19:47

"No i oczywiscie, dialogi sa poprzetykane non stop slowami "k..."  i "ch"

No i to jest właśnie to coś co przekonuje mnie, że funkcją tego "kina" nie jest pokazanie "okropności prawdziwych" tylko i wyłącznie zdeprawowanie odbiorcy wyssanym nie wiadomo skąd gnojem. Nikt przecież nie rozmawia tak jak Ci tam bohaterowie tych filmideł. Nikt nawet najbardziej zdegenerowani kryminaliści. Ja w będąc żołnierzem czyli obracając się w środowisku, w którym z całą pewnością nikt tam szczególnie się "w język nie gryzie" nigdy nie słyszałem choćby minimalnie porównywalnym stopniu takiego ścieku, który w każdej minucie filmu Vegi wylewa się z ust jego aktorów. Mieszkałem w różnych miejscach i zdażało mi się, że w sąsiedzwie miałem takich na których potocznie się mówi "patologia" i ich znałem i znam i z nimi rozmawiam, rówież z tymi, którzy różne tam przygody mieli z  wymiarem sprawiedliwości i im również daleko do policjantów Vegi. Ta formuła jest tak rażąco nienaturalna i tak odrażająca, że nie może być przypadkowa...

zaloguj się by móc komentować

aszymanik @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 19:48

Przepraszam miałobyć do Szczodrochy33.

zaloguj się by móc komentować

bozenan @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 20:12

Super tekst, wszystko, co chciałabym napisać o polskich produkcjach i tych agranicznych też. "Chyłki" wprawdzie nie widziałam, ale tak jak podejrzewałam, to taka nasza rodzima sztampa, aż oczy pękają. Natomiast jest teraz polski serial "Ślad" (nie pamiętam na którym kanale), który w założeniu ma być prostą kopią CSI. Zaczęłam oglądać, ale musiałam porzucić to po kilku minutach, za bardzo mnie żenowało.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @aszymanik 23 kwietnia 2019 19:47
23 kwietnia 2019 20:40

W czasie świąt chwilę stałam obok telewizora,  cudzego,  i panowie na ekranie  w garniturach co drugie słowo wulgarne. Z grzeczności spytałam czy to film gangsterski np?

Nie ...komedia...A ci w garniturach to korpoludki. Nie dociekałam już więcej..

Komedia to był dla mnie de Funes albo jeszcze wcześniej..taki brzydal..Wysoki..Fernandel..?

Okazuje się że jestem przezytkiem i nie nadążam 

.

 

zaloguj się by móc komentować

klon @Maryla-Sztajer 23 kwietnia 2019 20:40
23 kwietnia 2019 21:07

"Okazuje się że jestem przezytkiem..."

....młodzi mówią na to "olschool". 
Przecież to zaletą jest, nie wiedziała Pani ?

zaloguj się by móc komentować

tadman @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 21:16

Żeby można było nakręcić takie seriale o dochodzeniowcach to policja powinna być lepiej opłacana i doinwestowana, a wtedy przydałoby się jeszcze trochę spektakularnych morderstw. To może powinniśmy zadowolić się tym czym mamy.

zaloguj się by móc komentować


aszymanik @Maryla-Sztajer 23 kwietnia 2019 20:40
23 kwietnia 2019 21:21

A za czym tutaj niby mamy nadążać? toż to przecież gołym okiem widoczny regres w każdym wymiarze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie, nie jest Pani przeżytkiem, tu po prostu nie ma za czym nadążać, a ci co starają się nadążyć dotrą w końcu do do tej lemingowej przepaści... w pogoni za byciem "cool".

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @aszymanik 23 kwietnia 2019 19:47
23 kwietnia 2019 21:33

"No i to jest właśnie to coś co przekonuje mnie, że funkcją tego "kina" nie jest pokazanie "okropności prawdziwych" tylko i wyłącznie zdeprawowanie odbiorcy wyssanym nie wiadomo skąd gnojem. Nikt przecież nie rozmawia tak jak Ci tam bohaterowie tych filmideł."

Wlasnie o to chodzi, trafil pan w sedno.

Ja po obejrzeniu fragmentow kilku filmow Patryka Vegi doszedlem do wniosku, ze on zaczyna juz zjadac wlasna reke.

Byc moze juz niedlugo pan Vega uzna, ze nalezy odswiezyc zaduch polskiego kina i pojedzie Kieslowskim, tworzac "Krotki film o podcieraniu sie", z soba samym w glownej i jedynej roli.

A znany koneser  krytyk - Krzysztof Warga, orzeknie, ze jest to poczatek nowej 'polskiej szkoly filmowej.

Tak czy owak, mowimy Patryk Vega, a w domysle .....widzimy cos takiego:

Image result for images of Michael Moore with french fries

zaloguj się by móc komentować

aszymanik @Szczodrocha33 23 kwietnia 2019 21:33
23 kwietnia 2019 21:38

:) dokładnie - tylko frytki zamieniłbym na inną substancję....

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @Maryla-Sztajer 23 kwietnia 2019 20:40
23 kwietnia 2019 21:40

"Komedia to był dla mnie de Funes albo jeszcze wcześniej..taki brzydal..Wysoki..Fernandel..?

Okazuje się że jestem przezytkiem i nie nadążam ."

 

Prosze sie nie przejmowac, dla mnie rowniez de Funes, Fernandel czy Bourvil to prawdziwi i utalentowani aktorzy i komicy.

Wszyscy jestesmy przezytkami.

Pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @aszymanik 23 kwietnia 2019 21:38
23 kwietnia 2019 21:41

Pelna zgoda, z poczucia przyzwoitosci nie chcialem juz tego zmieniac na inna.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 23:46

Niczego takiego /o czy piszesz/ już nie oglądam, ale kiedyś robiliśmy sobie tęgie jaja z tego Sherlocka Holmsa: 

Doktor Watson przychodzi rano do Sherlocka Holmsa. 

Holms: Tuszę, drogi Watsonie, iż nie założyłeś dzisiaj ineksprymabli.

Watson: Holmsie! Jesteś genialny! Jak na to wpadłeś?!

Holms: Ponieważ, drogi Watsonie, nie założyłeś również spodni.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować