-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Taniec ducha w Górze Kalwarii

Przeczytałem wczoraj niektóre komentarze na temat książki o czerwcu polskim i niektórych z autorów tych komentarzy od razu usunąłem z bloga. Dziś wyjaśnię dlaczego. Nie po to, by się tłumaczyć, ale po to, by ostrzec następnych. Wszyscy w zasadzie konsumenci informacji dzisiaj przyzwyczajeni są do tego, że autorzy ich kokietują i starają się za wszelką cenę zwrócić na siebie ich uwagę, bo za tym idzie klikalność, popularność, a niekiedy pieniądze. W sferze polityki i propagandy, takie zachowania są oczywiście widoczne, ale prowadzą one na manowce, z których nie ma powrotu. No chyba, że ktoś ma znajomego z dobrym ciągnikiem i ten znajomy go z tych bagnisk wyciągnie. Sposoby kokietowania Polaków i zwabiania ich do miejsc, z których nie ma wyjścia znał już Josef Goebbels. Kiedy jego czas minął były one udoskonalane i przechodziły różne koleje, by w końcu zastygnąć w tej o to liście tematów i problemów: kiełbasa, żydzi, odnowa Kościoła, w duchu dowolnym, rezerwa federalna, własność. Tę ostatnią umieściłem na końcu, bo mało kto z kokietujących publiczność emitentów treści dochodzi do tych rejestrów. Zwykle kończy się na żydach, a jak ktoś jest wyjątkowo subtelny to zagaja o reformach w Kościele. Rezerwą federalną zajmują się niszowe grupy pasjonatów. Treści, które kierowane są do Polaków, poprzez niełatwą naszą przeszłość, z góry już naznaczone są piętnem prowokacji. A im bardziej autentyczne i prawdziwe się wydają tym większe prawdopodobieństwo, że są tym właśnie - prowokacją. W najlepszym zaś razie próbą zasłonięcia intencji nieszczerych. Ja tylko przypomnę w tym miejscu o transparencie trzymanym prze gromadę starszych pań w Szczecinie, na powitanie Andrzeja Dudy. Było na nim napisane – błogosławione niech będzie łono, które cię wydało i piersi, które ssałeś. To jest ten właśnie sposób wyrażania myśli, który, choć wielokrotnie skompromitowany, ciągle jest używany jako prowokacja, bo ciągle wielu ludzi się na to łapie. Jak wiecie ja nie składam tu żadnych deklaracji religijnych, nie należę do żadnych stowarzyszeń przykościelnych, nie domagam się od Kościoła niczego właściwie, ponadto co i tak jest jego misją. Z wielkim więc zdziwieniem witam zawsze wszelkie deklaracje osób publicznych lub za takowe pragnących uchodzić, dotyczące obrzędów, misji, rytuałów i liturgii. To mnie zdumiewa, albowiem mam 99,9 procent pewności, że deklaracje te skierowane są do publiczności o wyostrzonej wrażliwości religijnej i mają na niej zrobić stosowne wrażenie. Mogę się oczywiście mylić, ale takie są moje odczucia. I stąd na przykład kiedy przeczytałem na stronie PFN, w charakterystyce jej wiceprezesa, że:

 

Jest jednym z pomysłodawców odnowienia tradycji Misterium Męki Pańskiej w Górze Kalwarii. Przez trzy lata pełnił funkcję wicesuperiora Bractwa Misterium Męki Pańskiej w Górze Kalwarii.

 

Pomyślałem – być może kogoś to oburzy, ale niech tam – że szykuje się współczesna, katolicka, odmiana tańca ducha w Górze Kalwarii i aż strach pomyśleć, kto w tym misterium miałby odegrać pierwszy rolę Zbawiciela. Ta tendencja – ku organizowaniu przez świeckich obrzędów religijnych o charakterze lekko drastycznym, ale w gruncie rzeczy wodewilowym - jest dobrze rozpoznana jak mniemam i efekt jaki wywołują takie deklaracje także jest dobrze opisany. Stąd częste dosyć zastosowanie tych narzędzi w autopromocji. Podobnie jest z żydami, ale dotyczy to z kolei tych osób, które, jak mawiają niektórzy – idą na czołówkę. To jest rzecz jasna niepoważne, bo o żadnej czołówce nigdy mowy nie ma. I teraz – skoro mamy takie piękne porównanie – do tańca ducha, indiańskiego obrzędu łączącego tradycję chrześcijańską z dawnymi wierzeniami, obrzędu, którego efektem była drastyczna redukcja populacji Indian Lakota, na wzgórzu Wounded knee, a następnie podział Wielkiego Rezerwatu Siuksów nad Missouri, pozostaje jeszcze ustalić, kto wobec rozmaitych, autentycznych jak nie wiem co wrażeń religijnych, serwowanych z różnych stron ludziom w Polsce, jest negocjatorem warunków naszego przejścia do rezerwatu? W mojej ocenie jest to Jonny Daniels. Sierżant Daniels przyjechał tu do nas dokładnie tak samo jak dawno temu Tom Jeffrods zjawił się w Górach Smoczych, by negocjować z Cochisem, wodzem Apaczów warunki przejścia do rezerwatu. Tom Jeffords był zwiadowcą armii USA i dobrze znał Indian, o ile pamiętam ożenił się nawet z Indianką. No, jasne, Jonny Daniels nie ożeni się nigdy z Polką, ale do wigwamu Cochise’a został wpuszczony i złożył mnóstwo deklaracji dotyczących swojego ciepłego i przyjaznego nastawienia dla Apaczów. A będzie jeszcze lepiej. I teraz kolejna ważna sprawa, jeśli ktoś sądzi, że fragmentaryzacja tych narracji zmienia w jakikolwiek cel ich zastosowania ten jest w błędzie. One mogą być lekko komplikowane, upraszczane na powrót, można je dzielić pomiędzy nowych ludzi i z powrotem łączyć, można nasycać je dodatkowymi elementami, by wywołały większe wrażenie, a opisanie ich wszystkich po kolei ma sprawiać wrażenie różnorodności opinii. Opinii, z których wszystkie jak jedna utrzymane są w tak lubianych przez Polaków rejestrach. No, ale nie zmienia to faktu, że celem tego wszystkiego jest wynegocjowanie jak najkorzystniejszych warunków naszego przejścia do rezerwatu. Historia Indian uczy, że nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia. Rezerwat oznacza degradację i zagładę za tydzień, a walka oznacza degradację i zagładę natychmiast. Jest jeszcze jedno wyjście – można słuchać opisanych tu gawęd i domagać się, by było ich więcej, więcej i jeszcze więcej. Jak ta pani, która swego czasu, po projekcji filmu „Smoleńsk” w Klubie Ronina, powiedziała, że ten film na zawsze zapisze się w historii, jako wybitne dzieło dokumentujące polskie męczeństwo. O to dokładnie chodzi, o danie ludziom możliwości wygłaszania takich idiotyzmów. To daje im bowiem największą przyjemność i czyni całkowicie bezbronnymi i bezwolnymi. My zaś tutaj szukamy czwartego wyjścia. To się nie obejdzie bez dość drastycznego uszczegółowienia narracji, tak głębokiego, by ani wiceprezes PFN, ani Jonny Daniels nic z tego nie mogli zrozumieć. Jeśli więc słucham, że nowa wydana przez nas książka jest niezrozumiała, bo zawiera zbyt dużo cytatów łacińskich, nie mogę zareagować inaczej, jak tylko usunięciem wygłaszającego takie opinie. Nie mogę inaczej, bo on się przyzwyczaił do tego, że ma w ofercie komplementy Toma Jeffordsa serwowane na zmianę z propozycją reformy obrzędów religijnych, plus do tego film Smoleńsk. I za nic z tego nie zrezygnuje, bo to wymaga odeń zajęcia jakiegoś stanowiska. On zaś nie jest do tego przyzwyczajony i oczekuje rozwiązań łatwych, takich jak taniec ducha propagowany wśród Indian Lakota pod koniec XIX wieku. A nie dość, że łatwych to jeszcze umożliwiających grupową ekscytację. Książki, które wydajemy nie gwarantują takich przeżyć i stoją od nich w odległości nie dającej się łatwo pokonać. Na szczęście. Książka o czerwcu polskim jest książką trudną, książką do studiowania, a nie do lekkiego czytania. Stąd też jej niski nakład i stosunkowo wysoka cena. Kolejna książka z serii Biblioteka Gospodarczej Historii Polski też taka będzie. Już trwają nad nią pracę. Jeśli ktoś liczy więc na to, że ja tu zaproponuję coś z ciekawych obrzędów religijnych, albo zaatakuję sierżanta Danielsa i dam tym samym powód do wkroczenia wojska w Góry Smocze, ten się srodze zawiedzie. Wydawało mi się, że to jest od dawna jasne. I teraz kolejna ważna rzecz – po co w ogóle Cochise negocjuje z Tomem? Podejrzewam, że za wszelką cenę chce przetrwać. Jeśli nie w rzeczywistości to w pamięci swojego ludu. No, ale byli tacy, co nie negocjowali, a także przetrwali w pamięci, na przykład Geronimo….

 

I z tą wesołą refleksją Was zostawiam.

 

Przypominam, że na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl trwa promocja książek i czasopism. Baśń czeska i amerykańska po 10 zł, Baśń III po 15, tak samo Łowcy księży oraz Straż przednia. Nawigatory także po 10, ale ubywa ich w zastraszającym tempie, więc trzeba się spieszyć. Budowa jachtów po 35, Berecci, Irlandzki majdan i Kroniki klasztoru w Zasławiu po 10. Sanctum regnum po 30 zł. Na tej samej stronie dostępny już jest nowy komiks Tomka Bereźnickiego zatytułowany „Kościuszko. Cena wolności”.



tagi: książki  polska  propaganda  religia  izrael  narracja  indianie  taniec ducha 

gabriel-maciejewski
6 lutego 2018 09:23
40     1717    14 zaloguj sie by polubić
komentarze:
rotmeister @gabriel-maciejewski
6 lutego 2018 10:01

A wszyscy razem i z osobna niech podają informację o wydaniu tej książki na fejsbukach, forach i gdzie się tylko da. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @gabriel-maciejewski
6 lutego 2018 10:03

PS. Samo się nie zareklamuje i samo się nie sprzeda. Do dzieła nawigatorzy. Ludzie którzy przyczynili się do wydania tej książki naprawdę się narobili.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @rotmeister 6 lutego 2018 10:01
6 lutego 2018 10:25

nawet gdy gdzie sie da, to niewiele da.

"Target" czytelników książek, które wymagają znajomosci tła, innego niż sprofilowane do powstańczych zrywów dzieje Polski, jest mikroskopijnie mały. Ponadto lektura wymaga wysiłku. Pokolenie, które dałoby sobie rade z tą lekturą, właśnie jest w fazie wymierania, a ci którzy jeszcze funkcjonuja, mają rosnące  problemy ze zdrowiem. A tego roidzaju lektura wymaga czasu, skupienia i pewnej dozy wiedzy umożliwiającej zrozumienie, o czym jest mowa. Tekst łaciński jest niczym skomplikowany wzór matematyczny w ksiązce o fizyce i astrofizyce, które to dziedziny  takze ladują w niszowym targecie zainteresowań. No bo ksiązek o UFO czy paleoastronomii nie zaliczam do fozyki lub astrodfizyki, a do  bajań przystruganych do poziomu refleksji ofiar doszczętnie zreformowanej edukacji.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @stanislaw-orda 6 lutego 2018 10:25
6 lutego 2018 10:34

No dobra, ale nie powiesz mi, że nie ma na 50mln naród, 100tys ludzi którzy to z radością przeczytają?
Ja normalnie nie mam czasu, ale jakoś wczoraj mnie tknęło i sobie śmiglem dyskusje u coryllusa na blogu i to był dramat.

Sam kupię z radością trochę przekartkuje i pewnie będzie czekało na lepsze czasy kiedy będę mógł do tego przysiąść na poważnie ale to jest świetna rzecz. I kto twirdzi inaczej nich sobie poczyta o "filozofii pracy".

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @parasolnikov 6 lutego 2018 10:34
6 lutego 2018 10:44

Ja większość książek które kupowałam, czy ostatnio dostaję właśnie kartkuję. Podczytuję fragmenty.... Czytam całe...Stoi na półce i jak mi potrzeba to wiem gdzie zajrzeć.

Niech stoi i czeka. Kilka rzeczy na pewno będzie czytanych, Woły na pewno.

.

Chciała bym jeszcze o handlu pszenicą....ale to już czysta prywata:). Może doczekam:).

.

 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Maryla-Sztajer 6 lutego 2018 10:44
6 lutego 2018 10:48

Mnie męczy ta ukraina, bo jest świetna. Ale nie ma głowy musiałbym na miesiąc na wakacje wyjechać, żeby się za nią wziąć.

zaloguj się by móc komentować

chlor @parasolnikov 6 lutego 2018 10:34
6 lutego 2018 10:50

Można by wprowadzić modę na hodowlę tej rośliny, bo jest kultowa i dosyć ozdobna. Jeszcze w 1893 roku wydano podręcznik Zygmunta Gawareckiego o hodowli rośliny i pluskiew. Tam piszą, że przynajmniej przez 17 w. barwnik był jeszcze w Polsce produkowany.

Jakby tak do ksiażki wsadzać gałązkę czerwca trwałego?

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @parasolnikov 6 lutego 2018 10:48
6 lutego 2018 10:51

Ale ten handel wołami po prostu 'się łyka' :)))

.

Nie wiem co z czytaniem Czerwca...dopiero za jakiś czas kupię, bo teraz się nie da

.

aha....w szkole w lekturach, opuszczało się 'opisy przyrody' :)))) Zawsze jest opcja 'wróć' :))

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @parasolnikov 6 lutego 2018 10:34
6 lutego 2018 10:52

Jaki znowu 50-cio milionowy?

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 6 lutego 2018 10:44
6 lutego 2018 10:55

w mojej domowej blibiotece (ponad 2 000 tytułów)  co najmniej  dziesięć procent jest właśnie takich, do których nie  miałem czasu zajrzeć. A potem to już i chęci nie znalazlem. Czekają teoretycznie na lekturę, ale się raczej nie doczekają.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda 6 lutego 2018 10:55
6 lutego 2018 11:05

Musiałam całe życie robić selekcję nabytych ksiązek z powodu braku miejsca. Nie żałuję tego. Może kilka tytułów by mi się dziś przydało...np tutaj do zacytowania w komentarzach. Więć nie mam pojęcia ile ich kupiłam...Ale były kupowane stale, nawet za ostatni grosz:)) Ciekawe ile by ich było, gdyby zostały/:).

To co teraz gromadzę to raczej żelazna porcja.....Może kiedyś to będzie jak ten pakiet wysyłany w kosmos, do innych cywilizacji?

:).

.

 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @stanislaw-orda 6 lutego 2018 10:25
6 lutego 2018 11:05

Czyli nic nie robić prócz ogłoszenia na SN i na blogu Coryllusa? Dziwna strategia. Istotą reklamy jest dotarcie do jak największej liczby osób. Bo nie wiadomo czy ktoś kto siedzi na fajsbukowej grupie o książkach doniczkowych nie kupi tej książki. A tak mi się zdaje że Coyllusowi zależy na sprzedaniu tej i innych książek.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @gabriel-maciejewski
6 lutego 2018 11:06

PS. Kwiatkach doniczkowych. Cholerne smartfony.

zaloguj się by móc komentować


valser @stanislaw-orda 6 lutego 2018 10:52
6 lutego 2018 11:27

Jak policzysz emigracje to tyle bedzie. 50.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
6 lutego 2018 11:28

Prezydent podpisał ustawę o IPN

i jednocześnie skierował to TK.

Hmm.

.

 

zaloguj się by móc komentować

wierzacy-sceptyk @stanislaw-orda 6 lutego 2018 10:25
6 lutego 2018 11:29

Masz rację, pokolenie które chociaż liznęło łacinę czy grekę wymiera. Wymiera też pokolenie które liznęło matematykę czy fizykę na poziomie który pozwala na budowanie algorytmów na podstawie znajomości podstawowych zagadnień. Niedługo nie będzie komu uczyć młodych podstawowych zagadnień. Zostaje bardzo wąska grupa specjalistów do budowy programów których wielu używa jako gotowców nie rozumiejąc o co w tych zagadnieniach chodzi. Zastanawiam się komu przekazać moją bibliotekę, na pewno nie jednemu, bo ich zainteresowania są bardzo różne. Ale najtrudniej mi będzie wybrać komu przekazać prawie kompletną bibliotekę Kliniki Języka. Bo rewizja dotychczasowej wiedzy, jakże zmanipulowanej i ułomnej, wymaga żeby tę wiedzę zmanipulowaną mieć. A tu nic, pustka. To wymaga ciekawości, ciekawości jak to było i najważniejszej ciekawości- jak to działało i działa. A już czuję że czas po temu żeby myśleć komu oddać.

zaloguj się by móc komentować



mooj @wierzacy-sceptyk 6 lutego 2018 11:29
6 lutego 2018 13:01

"Masz rację, pokolenie które chociaż liznęło łacinę czy grekę wymiera". Tego (nieprzetłumaczonej choć częściowo) łaciny w ilości uniemożliwiającej zrozumienie całości się boję:) Moja znajomość łaciny szczątkowa, poważne teksty poza zasięgiem z marszu. Bardziej skomplikowana umowa, zapis sądowy to już godziny ze słownikiem i pomocami. Stąd i z reklamą się wstrzymam - bez znajomości produktu (w tym właśnie - na ile wymaga znajomości łaciny) trudno reklamować. Marka wydawcy zapewnia jakość produktu, ale nie wiem jeszcze do kogo skierowanego. Jak wysoki próg wejścia.

Gdyby okazało się, że poprzeczka wysoko, to najlepszym wsparciem sprzedaży byłoby uzupełnienie on-line przetłumaczonymi istotnymi fragmentami źródeł.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Maryla-Sztajer 6 lutego 2018 11:28
6 lutego 2018 13:01

Plus dla PAD. Ale zabrał mi temat. Ale i tak napiszę.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @mooj 6 lutego 2018 13:01
6 lutego 2018 13:16

Wstrzymaj się z recenzją ale reklamuj od dziś. Im szybciej i więcej tym lepiej. Sami czytelnicy SN wszystkiego niestety nie kupią. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
6 lutego 2018 13:18

"mam 99,9 procent pewności, że deklaracje te skierowane są do publiczności o wyostrzonej wrażliwości religijnej i mają na niej zrobić stosowne wrażenie"

Tak

4 droga czyli uszczegóławianie interpretacji historii i ekonomii, to jest to. Ale jest jeszcze piąta droga: odprawianie Drogi Krzyżowej. Jest owocna, daje rezultaty zwłaszcza w dziedzinie doskonalenia własnej wolności i osób polecanych. Nie wiem czy dotyczy to Misterium Męki Pańskiej w Górze Kalwarii, bo nie praktykowałem, ale zakładam że też. Światło stawia się na świeczniku, dlatego przyciąga ludzi walczących o przetrwanie a nawet o wyższą jakość życia. A ponieważ garną się tam ludzie, tak jak Jasna Góra, Góra Kalwaria przyciąga również te różne "autorytety", natchnione pisarki i interesownych prezesów. Jak się będzie wicesuperiorem i trochę się sypnie kasą, to Ksiądz wymieni z nazwiska, bo będzie musiał, i ludziska usłyszo i bedzie w cv. 

Rzecz jasna Misterium Drogi Krzyżowej to nie "taniec ducha", ale wokół niej jak widać zaczyna się jakowyś kontredans a może nawet już trwa, tak jak wokół Jasnej Góry. Ale to jest rzecz stała, ale w niej jest jedna zmienna: jakość wicesuperiorów. Śmiem twierdzić, że po zaliczeniu dna potrzeba czasu na poprawę tej jakości.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @stanislaw-orda 6 lutego 2018 10:25
6 lutego 2018 13:29

Jest całkiem spore grono młodych dobrze zarabiających - z rodzin katolickich i konserwatywnych, którzy kupią coś takiego, żeby sobie "czytać kawałkami" albo odłożą na urlop. Albo dadzą w prezencie.  I zbierają książki. To nie jest pustynia intelektualna, tyle, że oni nie funkcjonują towarzysko w okolicy "uniwersytetów". Za komuny też nie uczyli łaciny i greki za to uczyli powszechnie języka rosyjskiego ale od tego wcale nie wzrastało czytanie rosyjskiej literatury w narodzie.

Ta książka ma wielki potencjał.

zaloguj się by móc komentować

Draniu @gabriel-maciejewski
6 lutego 2018 14:21

Co jest istontne,bardzo ważna myśl przewodnia,że w wydawnictwie powstał szczególny dział pt. Biblioteka Gospodarcza Historii Polski.. 

Osobiście ten wspaniały pomysł motywuje mnie do tego aby w mojej bibliotece powstał taki dział i się wzbogacał o wydawnictwa Coryllusa oraz mobilizuje mnie do poszukiwania  książek związanych z historią ekonomii..

Historia ekonomii to klucz do historii  ... 

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
6 lutego 2018 14:54

"Z wielkim więc zdziwieniem witam zawsze wszelkie deklaracje osób publicznych lub za takowe pragnących uchodzić, dotyczące obrzędów, misji, rytuałów i liturgii. To mnie zdumiewa, albowiem mam 99,9 procent pewności, że deklaracje te skierowane są do publiczności o wyostrzonej wrażliwości religijnej i mają na niej zrobić stosowne wrażenie."

Mam takie same odczucia. Na końcu, zaś okazuje się, że największą zawadą w Kościele dla tych wiernych, których wyostrzona wrażliwość religijna została ukierunkowana przez różne świeckie "autorytety", jest papież i większość duchownych.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @stanislaw-orda 6 lutego 2018 10:25
6 lutego 2018 14:56

Może Pan zajrzeć na pocztę wewnętrzną na SN?

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @rotmeister 6 lutego 2018 11:05
6 lutego 2018 22:06

kto powiedział, żeby nic nie robić?

 

Problem w tym, ze jesli target jest tak nieliczny a jednocześnie  rozproszony po rozmaitych środowiskach wzas  oferta oraz  informacja o niej powinna być różnorodna. Wollalbym dyskusję  o tym,w  jaki sposób  i w jakiej formie skierować ww. ofertę.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @valser 6 lutego 2018 11:27
6 lutego 2018 22:10

chyba że z noworodkami oraz  z tymi, którzy juz nie czytają niczego  po polsku.

Spora Polonia jest np. w Brazylii. Jak uważasz, ilu tamtejszych polonusów sięgnie po jakakolwiek  pozycję wydaną w Polsce?

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @stanislaw-orda 6 lutego 2018 22:06
6 lutego 2018 22:38

Od dyskusji "o dyskusji" tu, na SN target i sprzedaż sie nie zwiększy.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @rotmeister 6 lutego 2018 22:38
6 lutego 2018 22:44

A zatem od czego się sprzedaż zwiększy?

zaloguj się by móc komentować

valser @stanislaw-orda 6 lutego 2018 22:10
6 lutego 2018 22:46

Zero. Wysylka bedzie kosztowac wiecej niz ksiazka.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @valser 6 lutego 2018 22:46
6 lutego 2018 22:54

zrobiołem szybki research statystyczny bazując na modelu GUS dla struktury wieku w POlsce w 2017 roku:

oto zagregowane dane w przedziałach 10 -letnich

 wiek od 21 do 30 lat    5,06 mln
wiek od 31 do 40 lat      6,3  mln
wiek od  41 do 50 lat

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @stanislaw-orda 6 lutego 2018 22:54
6 lutego 2018 23:17

zrobiłem szybki research statystyczny bazując na modelu GUS dla struktury wieku w POlsce w 2017 roku:

oto zagregowane dane liczebnosci populacji w przedziałach 10 -letnich

 wiek od 21 do 30 lat    5,1 mln
wiek od 31 do 40 lat      6,3  mln
wiek od  41 do 50 lat      5,2 mln
wiek od 51  do 60 lat      5,0  mln
wiek od 61 do 70 lat       4,9  mln

Razem 25,5 mln osób. 

Jesli uwzględnimy, że ok. 2,0 mln wyjechało na saksy io raczej nie ma czasu na lekturę, wówczas mamy populacje rzędu
23,0 mln osób. Z czego w wmiare aktywnych czytelników jest max. 10 procent. Aktywnosc ich koncentruje się na pozycjach lekkich, łatwych i przyjemnych, z reguły, jesli nie chodzi o tzw. lektury bądź klasykę, są to tytuły "posuflowane" przez media. Mam kuzynke, polonistke na emeryturze, która wiedząc, że mam spora biblioteke domowa, zwróciłła sie domnie, abym cos kjej sam wybral do czytania z tych bardziej ambitnuych pozycji. Wybrałem pozycję "Gość papieża" V. Volkoffa. Ww. książkę oddała mi po tygodniu z opinią, że jest ona dla niej "za trudna".

Tak to wygląda.

Wg badań w 2016 roku 63 procent badanych Polaków  (próba statystyczna o liczebności 3 tys. respondentów) nie przeczytało żadnej książki.

63 procent z 23,0 mln to 14,5 mln.

Aktywnych czytelników, którzy czytają więcej niz 7 tytułow rocznie jest nie więcej jak 10 procent.

10 procent z 14,5 mln, to ok. 1,5 miliona

Zakladając,  że 90 procent z tych 10 procent nie sięga po tytuły inne , niz podsuflowane,   na całą resztę pozostaje hipotetyczne 150  tysięcy. Pozycje, które edytuje Klinika języka to potencjalnie target max. 1 - procentowy, czyli 1500.
To pułap maksymalny, w dużej mierze uwzględniający czytelników bibliote, a więc nie tylko tych, którzy kupiuja ksiązki.

Zakłądam, że tych kupujacych moze nie byc więcej niz jedna trzecia, czyli ca 500 osób. Opowiadanie o 100 tysiącach to pełnowymiarowy fiction.

 

 

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

valser @stanislaw-orda 6 lutego 2018 23:17
6 lutego 2018 23:28

Te 63% co nie czyta, to jest mniej wiecej tyle ludzi ilu nie chodzi na wybory. Ja patrze jednak na to tak, ze co roku pisze sie nie wiecej niz siedem ciekawych ksiazek. Reszty nie ma co kupowac.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @valser 6 lutego 2018 23:28
6 lutego 2018 23:46

w swojej wyliczance popełniłem trywialny błąd rachunkowy (z pośpiechu) Skoro 63 procent nie czytających z potencjalnych 23,0 mln,  to 14,5 mln. , zatem  pozostaje 8,5  mln czytających.

Z tych 10 procent to 850 tysiecy ( a nie 1,5 mln). 90 procent z tych 850 tysięcy to 760-770 tysięcy.  Na lektury ambitne pozostaje ca 80 tysięcy. target potencjalny przy założeniu 1 procenta to ok. 800 czytelników, a przy 2 procentach  ok. 1500-1600. Dalej  bez zmian, czyli jedna trzecia targetu , itd., itp.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @stanislaw-orda 6 lutego 2018 22:44
7 lutego 2018 00:03

Na pewno nie od wyliczania ułamków i procentów, szerokości paznokcia, długości sierści ulubionego kotka z pieskiem. Ja prdl. Jak bym był Coryllusem na to spojrzał to bym sobie pomyslał, po jakiego hugona ja te książki wydaje. Żeby mi tu wyliczali procentowy udział w procencie podzielonym przez procent i dodanym do procenta. Efektywniejsze wydaje mi się np. napisanie kilkudziesięciu emaili do doktorów czy profesorów z katedr biologii czy historii gospodarczej z linkiem do tej ksiązki w sklepie Coryllusa a nie "agregowanie" czegokolwiek. Albo wysłanie sms do znajomego który akurat czyta a nie dopija kolejnego browara.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister 7 lutego 2018 00:03
7 lutego 2018 00:06

PS. Doklepanie tej książki do biblionetki też da większy efekt. Tam częściej do ekranu komputera siadają czytelnicy książek a nie statystycy i badacze ułamków czy procentów. W lubimy czytać już sam dodałem. Bez obliczania procentów.

zaloguj się by móc komentować

valser @stanislaw-orda 6 lutego 2018 23:46
7 lutego 2018 00:49

Mysle, ze niedoceniasz przeciwnika i mozesz sie na tym po prostu przejechac. Patrze na problem troche inaczej. Chodzi mi o tempo czytania. A te jest rozne w zaleznosci co czytasz i po co czytasz. Dla przykladu...

Zdzislaw Bronski "Uskok" - Pamietnik - 349 stron tekstu - dwa dni czytania. Wspomnienia spisywane na przestrzeni 10 lat. Biorac pod uwage, ze to byl zolnierz, a nie autor, to tekst jest swietny. W ciagu dwoch lat przeczytalem ta ksiazke piec razy i wracam do fragmentow. Wlasciwie mam ja zawsze pod reka.

Gabriel Maciejewski - Basn jak Niedzwiedz. Polskie historie. Tom pierwszy.  Przygode z ksiazkami Gabriela zaczalem od drugiego tomu Basni. Chcialem kupic pierwszy tom, ale juz go nie bylo w sprzedazy. Dopiero jak w 2015 pojawilo sie wydanie w twardej oprawie, to mialem je w reku. W 2016 dostalem pierwszy tom do reki, ale moj ojciec jak zaczal czytac, to juz z rak nie wypuscil. Dopiero po pol roku ksiazka do mnie wrocila. 2017 rok. 320 stron. Jeden dzien i powroty. Moj ulubiony kawalek  - Dziewieciu wspanialych, o bokserach.

Kardynal Stefan Wyszynski - Zapiski wiezienne. Ksiazke kupilem na wakacjach bedac w Stoczku Klasztornym, gdzie kardynal byl wieziony. 366 stron - piec dni, wieczorami do konca wakacji.

Laura Stamm - Power Skating. 266 stron - dwa tygodnie z notatkami. Ksiazka omarkowana, powroty non stop.

Gabriel Maciejewski - Socjalizm i smierc. 334 strony - trzy dni. To sie czyta jak kryminal i powiesc sensacyjna. Momentami ksiazka przygodowa.

Ken Way - Mental Mastery. 548 stron - 6 miesiecy i konca nie widac. Czytanie mozliwe jest tylko we fragmentach i bez notatek nie ma sensu.

Ryan Walter, Ken Johnson - Hockey Plays and strategies. 205 stron - nigdy nie przeczytana w calosci, niektore dzialy, fragmenty po kilka razy, a niektorych wcale juz nie przeczytam.

Grzegorz Kucharczyk - Christianitas. 385 stron - cztery dni.

Z czytaniem jest roznie. Bywa, ze tygodniami nie biore ksiazki do reki, a bywa tez tak, ze rzucam wszystko i tylko czytam. Generalnie dysponuje wieksza iloscia wolnego czasu niz poswiecam na tzw. prace. No ale nie znaczy to, ze w tym czasie czytam. Nie zabieram ksiazek na wakacje. Nie czytam "dla relaksu". Albo mnie cos interesuje, albo nie.

Zdarza sie, ze kupuje ksiazki i ich nie czytam. Albo wiele sobie obiecuje po autorze, albo tematyce, a okazuje sie ze sie tego nie da przetrawic.

Kupilem np.  Jacquesa Neckera (bankiera Ludwika XVI) - State of the finaces of France - primary source edition. Tlumaczenie z francuskiego. 115 stron. Zaczalem to czytac i nie dalem rady po kilku stronicach. Ksiazka juz lezy trzeci rok. Wiem, ze to wazne. Napisane 8 lat przed francuska rewolucja.

W moim przypadku przynajmniej - roznie to bywa. Nie wierze ponadto w statystyki. One cos tam niby pokazuja, cos tam mierza, ale jak sie nie ma planu gry, nie ma sie wypracowanej strategii, to moze sie w liczbach wszystko zgadzac i wyniki beda zadne. I na odwrot. Statystyki moga byc kiepskie, a wyniki moga byc wielkie.

Tak wiec zalozenia o "ambitnych czytelnikach" sa obarczone duzym ryzykiem, bo co to znaczy ambitny? Ten kto kupi w roku 63 ksiazki, przeczyta z tego piec, a zrozumie 10 stron?

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @valser 7 lutego 2018 00:49
7 lutego 2018 08:21

z czytaniem ksiązek podobnie jak np. ze suchaniem muzyki.

Mozna całe życie słuchać disco-polo i uważąć się za człowkieka, nie tyle e muzykalnehgo, ale lubiacego "muzykę" i zmającegpo sioe na niej, no np. będzie się znało wszystkich wykonawców tego rodzaju muzyki. Czytanie np. wyłącznie kryminałow lub rpomasów (romansideł) to równioez target czytelniczy. Niemniej w obu podanych przykładach mamy "momokulturę" jakosciowa, poza którą dany "target" nie wyjdzie.

Poprzednio podałem przykład z "polonistką" dla której zbyt trudnym zadaniem było przeczytanie pozycji Vladimira Volkoffa, a przecież świadomie nie zaproponowałem jej np. tytułu "Montaż" tegoz autora.

Mieszamy dwa światy, czyli indywiodualnych preferencji i indywidualnych doświadczń ze statystyką, która formatuje potencjalny rynek klienta. To jest tak jakbyu  porównywać  jazdę rekreacyjjna na rowetrze z prowadzeniem handlu rowerami. Swiaty odrębne i nieprzystawalne.

Zakladanie, że  próba ujęcia statystycznego na chimerycznym rynku gdzie o ten sam, malejący rynek czytelnika walczą klony "Smoleńska" "resortowych dzieci" z cennymi pozycjami merytorycznymi (handel wołami, handel czerwcem) wpłyniue negatywnie na sprzedaż tych drugich jest nieuprawnionym fantazjowaniem.

Odniosłem się do owych 50 milionów potencjalnych "polskojęzycznych" czytelników i wynikłych z tego ponoć 100 tysięcy potencjalnych nabywców produktów Kliniki Języka. Gdy zakwestionowałem te liczby, starano sie mnie przekonać że są prawidlowe. Niestety, ze statystyki wynika, że nie są. SAle to nie jest wina moja ani tez staystyki. Na tym kończę ten wątek, bo niezrozumienie jest kompletne.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować