-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Sytuacje

Są tak zwane sytuacje i ja opowiem dziś o kilku z nich. Jechałem wczoraj pociągiem, siedziałem przy oknie, żeby nie patrzeć na pasażerów i ich smartfony. Gapiłem się na pola i domy, ale krótko, bo zaraz dosiadła się do mnie matka, może w moim wieku, z autystycznym (chyba) nastolatkiem, a może nawet chłopcem nieco starszym. Niełatwo było dostrzec, że ten dzieciak jest chory, ale jak ktoś poświęcił mu pięć sekund uwagi, od razu zorientował się, że coś jest nie tak. Ta jego mama robiła wrażenie osoby doskonale przygotowanej na wszelkie sytuacje. Nie mogło być inaczej, podróż pociągiem z silnym i ciekawym wszystkiego autystykiem to jest poważne wyzwanie. Już na początku wręczyła mu tablet, włączyła grę i chłopak sobie pykał w jakieś obrazki. Sama też włączyła sobie grę, a ja pomyślałem, że gry komputerowe to cudowny wynalazek i wybawienie dla samotnych kobiet w takiej jak ona sytuacji. Jechaliśmy tak sobie kawałek, oni grali, a ja gapiłem się w okno zerkając od czasu do czasu na ludzi w wagonie, aż nagle, na jednej z kolejnych stacji przy siedzeniu chłopaka stanęła starsza kobieta. Nie żadna babinka, ale dobrze utrzymana i wyszykowana pani, z fryzurą i kolczykami. I nawet jeśli nie miała takich intencji wyglądała przy tych dwojgu jak przybysz z kosmosu, który chce narzucić im swoje porządki, a także pokazać wszystkim dookoła, jak źle wychowuje się młodzież w dzisiejszych czasach, bo ta widząc starszą kobietę stojącą w pociągu, miast wstać i zaproponować jej zajęcie miejsca, pyka sobie w gry. Matka chłopaka, czemu nie należy się dziwić, odczytała postawę tej pani, całkiem dodam od razu niewinnej, dokładnie tak samo jak ja. Błyskawicznie zauważyła puste miejsce w oddalonym nieco boksie i wskazała je tej kobiecie. Tamta podziękowała i usiadła. Pomyślałem wtedy, że samotne matki wychowujące niepełnosprawne dzieci mają pełną i niepodważalną wiedzę o sytuacjach. O ich głębokości, konsekwencjach i o zabezpieczaniu się przed nimi. Wiedzą po prostu wszystko i nic nie może ich zaskoczyć. Pod koniec podróży chłopak zaczął wydawać różne dziwne dźwięki. Matka zaczęła go uspokajać, a potem delikatnie strofować. W końcu zamknęła mu grę. Kobiety siedzące nieopodal uśmiechały się ze zrozumieniem. Tylko ja siedziałem smutny, bo wiedziałem, że nigdy nie osiągnę tego stanu doskonałego rozumienia sytuacji i nie będę umiał zapobiegać nie tylko katastrofom, ale zwykłym nieporozumieniom z refleksem i wdziękiem takim, jak ta pani.

W piątek zadzwoniłem do Szymona z pytaniem czy nie pomógłby mi w wysyłce, bo szykuje się naprawdę ciężka kampania w związku z wydaniem nowego tomu Baśni. Szymon się oczywiście zgodził, ale usłyszał, że ja chcę, by przyjechał do Grodziska w poniedziałek po południu. Ja zaś powiedziałem, że zadzwonię do niego w poniedziałek po południu. Poniedziałek jest dla mnie dniem straszliwym. Jeśli nie jadę do telewizji, jeżdżę po mieście załatwiając różne sprawy i wożąc dzieci na zajęcia. Akurat odwiozłem Miśkę na angielski kiedy zadzwonił Szymon i powiedział, że właśnie jest w pociągu i jedzie do Grodziska. Złapałem się za głowę i chyba nawet na niego nakrzyczałem. On się stropił, ale nie mógł przecież wysiąść i wrócić do Warszawy. Umówiliśmy się, że odbiorę go ze stacji i pojedziemy na chwilę do biura, ale nic nie będziemy dziś robić, bo nie ma na to czasu. Jak się okazało Szymon nie był w pociągu, ale w kolejce WKD i jechał z Warszawy do Grodziska ponad godzinę. Ja w tym czasie wyruszyłem po Michalinę, żeby odebrać ją z angielskiego….Trzeba Wam wiedzieć, że Grodzisk od dawna nie jest już małym miastem. To jest miasto średniej wielkości, które w godzinach popołudniowych po prostu stoi. Jechałem więc i stałem na przemian. Pomyślałem, że odbiorę najpierw Szymona i z nim pojadę po Michalinę, a po drodze kupię jeszcze toner do drukarki, bo się skończył. Aha, dodam, że mieszkamy 5 km od miasta, żeby się nikt nie łudził, iż droga do stacji jest krótka. Te 5 km wypełnione jest na ścisło samochodami usiłującymi dostać się do centrum z różnych stron. Zadzwonił Szymon i powiedział, że wysiadł na stacji Okrężna. Zdziwiłem się, bo nie wiem po co wysiadać na stacji Okrężna zamiast na końcowej stacji Radońska, ale ktoś mu tak doradził. Skręciłem gdzie trzeba i zatrzymałem się w miejscu, w którym robić tego nie wolno. Szymona nigdzie nie było, zadzwoniłem do niego i w tym momencie coś wydzieliło mi się do mózgu. - Aha, pomyślałem, przecież ja nie jestem przy Okrężnej tylko przy Piaskowej. Okrężna jest gdzie indziej, tam gdzie stoi teraz nowy budynek, w którym mieści się rehabilitacja. Zawróciłem więc i kazałem – przez telefon – Szymonowi czekać. Dojechałem do korka przy Nadarzyńskiej i się weń elegancko wpasowałem. Zadzwoniłem do Szymona raz jeszcze i kazałem mu przejść na prawą stronę chodnika. On w ogóle nie zrozumiał o czym mówię, bo nie miał podstawowej orientacji w terenie. W tym momencie zadzwoniła moja żona i powiedziała, żebym przywiózł Szymona na obiad. Oznajmiła także, że właśnie wyłączyli nam prąd. Latarnie na ulicy się świecą, ale prądu nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. Dojechałem do stacji, którą uważałem za Okrężną, a Szymon zdążył mi jeszcze powiedzieć, że nie widzi żadnych wymienianych przeze mnie charakterystycznych punktów tylko same drzewa. Potem jego telefon zamilkł. Dzwoniłem i dzwoniłem, ale bez skutku. Dojechałem do stacji, zatrzymałem się w miejscu gdzie tego robić nie wolno i rozejrzałem się dookoła. Szymona nigdzie nie było. Pomyślałem, że jest za późno, muszę jechać po Michalinę, bo ona nie może stać w ciemnościach na ulicy, w dodatku w okolicy gdzie kręcą się różne męty. Wpasowałem się w korek i wolniutko sunąłem ku centrum miasta. Kiedy dojechałem do szkoły językowej Michalina miała już łzy w oczach. Opowiedziałem jej o wszystkim i wróciliśmy szukać Szymona. Zatrzymałem się tym razem przy zakładzie kosmetycznym, prosząc wcześniej miłą panią o pozwolenie, bo tam stawać nie wolno. Wylecieliśmy z Miśką z auta i biegaliśmy wkoło szukając Szymona. Nigdzie go nie było. Dzwoniłem przez cały czas do niego, licząc że telefon zacznie działać. Złamałem się dopiero po 26 razie. Wróciliśmy z Michaliną do domu, prądu nie było. Mieli go włączyć o 18.45. Po ciemku zjadłem obiad i zasnąłem na chwilę. Trzeba Wam wiedzieć, że numer 991 pod który dzwonimy, żeby dowiedzieć się co będzie z naszym wyłączonym prądem, odzywa się do nas z akcentem francuskim. Idioci z PGE tak to zaprogramowali. Automat mówi więc, że prądu nie będzie w miejscowościach Radoni, Szczesne, Mosciska...z akcentem na ostatnią sylabę, zamiast Radonie, Szczęsne, Mościska. I tak w miejscowościach Radoni, Szczesne, Mosciska prądu nie włączyli o 18.45, ani o 19.45, kiedy wiozłem Gabrysia na angielski. Nie włączyli go także kiedy byłem w biurze, gdzie umówiłem się w Panem Waldemarem, na odbiór książek. Nie było go jak wróciłem do domu, ani jak zasypiałem. Włączyli go dopiero o drugiej nad ranem. Nie to jest jednak ważne. Okazało się, kiedy byłem w biurze, że Szymon dojechał już do Warszawy i zadzwonił do mnie z drugiego telefonu. Wyjaśniliśmy sobie nieporozumienie i obiecaliśmy na przyszłość uważać na to co mówimy i jak słuchamy.

Rano odwoziłem Michalinę do szkoły, a potem wracałem przez wiadukt i siłą rzeczy przejeżdżałem obok stacji, wokół której biegałem wczoraj po ciemku szukając Szymona. Kiedy zbliżyłem się do peronu, który jest tuż przy ulicy, przeczytałem napis nad wiatą gdzie siadają pasażerowie. Napis ten brzmi – GRODZISK MAZOWIECKI JORDANOWICE. Bo trzeba Wam wiedzieć, że w Grodzisku są cztery stacje kolejki WKD i generalnie jeśli ktoś nie jest zorientowany nie powinien korzystać z tego środka lokomocji. Lepiej jeździć zwykłym pociągiem.

Nie to jest jednak najlepsze. Wyobraźcie sobie, że sala wykładowa w pałacu Tłokinia może pomieścić nie 200 jak sądziłem, ale 300 osób. Przedłużamy więc w związku z tą szczęśliwą sytuacją możliwość zapisów na pierwszą konferencję LUL do dnia 20 listopada. Tym razem jest to termin nieprzekraczalny.

 

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl gdzie dziś ukaże się pogadanka o wyborach.



tagi: baśń jak niedźwiedź  wysyłka  lul  tłokinia  sytuacje 

gabriel-maciejewski
6 listopada 2018 09:15
17     1758    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
DWiant @gabriel-maciejewski
6 listopada 2018 09:28

Sytuacja ekstremalna jaka widzialem niedawno jadac pociagiem z lotniska w Birninngham do centrum. Wszyscy .... doslownie wszyscy z tabletami/telefonami/mini laptopami i w w sluchawkach na uszach. Ludzie wchodzacy do pociagu juz poubierani w te gadzety.... nawet konduktor ze smartfonem przy twarzy. Nikt do nikogo nie ''rozmawia'' nikt o nic sie nie pyta jak jakies roboty.

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @gabriel-maciejewski
6 listopada 2018 09:48

Tablet czy cellphone najlepszym przyjacielem człowieka, i to w każdej sytuacji.

zaloguj się by móc komentować

beczka @gabriel-maciejewski
6 listopada 2018 10:05

Ja wracając po północy z Litwy rowerem trafiłem na znak koniec drogi. Nic to, sobie pomyślałem, rower się zmieści, przejedzie. 5 metrów dalej był spad pół metra. Wychamowałem i postanowiłem być konsekwentny-iść pieszo, po piachu, w kierunku celu. Po kilometrze skończył się remont i mogłem jechać dalej, po prawej stronie zauważyłem znak koniec objazdu.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @beczka 6 listopada 2018 10:05
6 listopada 2018 10:40

i to jest doktryna

zaloguj się by móc komentować

marianna @gabriel-maciejewski
6 listopada 2018 10:42

Z tymi Jordanowicami  też mam problem. W latach 50ych ten przystanek nazywał się "Nadarzyńska". Później zmienili na "Muzeum" . Już miałam problem. Mocno mnie zdziwiła zmiana w ostatnich latach na "Jordanowice". Najlepsze to kiedy mówię o EKD. Wszyscy pytają co to za twór kolejowy. To tylko stara nazwa używana jeszcze w latach 70ych.  Te wszystkie zmiany są po to by nam utrudnić życie.

zaloguj się by móc komentować

bendix @gabriel-maciejewski
6 listopada 2018 10:49

Chyba tylko agregat Cię ratuje :(

zaloguj się by móc komentować

marianna @DWiant 6 listopada 2018 09:28
6 listopada 2018 10:57

Moje nastoletnie wnuki kiedy mnie odwiedzają- zawsze mają w zasięgu ręki swoje urządzenia. Nie potrafią bez nich już chyba żyć. Kiedy próbuję o coś pytać, nawiązać rozmowę, odpowiadają mimochodem zajęci swoim urządzeniem. Wtedy ja siadam do komputera i poświęcam mu swoją uwagę.  Jest to sygnał dla nich, że coś nie tak.... Smartfon przez chwillę idzie na bok.

Kiedyś miałam w domu telewizor.  Kiedy wchodzili goście natychmiast go wyłączałam. Zdarzało się, że protestowali. Odpowiadałam: "jak na telewizję to do domu, do siebie, do mnie przyszliście w odwiedziny". No cóż, przyznaję, mało kto mnie dziś odwiedza. Nie bardzo mnie to martwi.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
6 listopada 2018 11:15

Cały czas rwie się łączność. Mam bez przerwy komunikat, że nie ma połączenia z serwerem. Wy też?

zaloguj się by móc komentować


kms @gabriel-maciejewski 6 listopada 2018 11:15
6 listopada 2018 11:17

Nie, połączenie z serwerem cały czas jest. Raczej jest to lokalny problem w Grodzisku, któryś z serwerów po drodze nie ma zasilania.

zaloguj się by móc komentować

marianna @gabriel-maciejewski 6 listopada 2018 11:15
6 listopada 2018 11:27

Cały, ubiegły tydzień tak było u mnie. Myślałam, że mi jakiś wirus się zasadził. Od wczoraj spokój. Łącze działa bez zakłóceń.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski 6 listopada 2018 11:15
6 listopada 2018 19:47

Ja tak miałem w sobotę i niedzielę. Kilkakrotnie próbowałem wpisać swój tekst w sobotę i nie mogłem, musiałem zmienić przeglądarkę z Opery na firefoxa. Erro 522 connection time out czas się skończył (o ile pamiętam) i schemat Host - Dusseldorf Cloudflare - Server. Cloudflare to jakaś firma dbająca o bezpieczeństwo sieci, podobno. W niedzielę wieczorem chciałem odpowiedzieć na komentarze i tak samo. Teraz na razie u mnie spokój. 

Albo firma działa albo jakiś hacker.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
6 listopada 2018 19:48

Zresztą firma czy hacker na to samo wychodzi.

zaloguj się by móc komentować


Aquilamagna @gabriel-maciejewski
7 listopada 2018 17:11

Przedłużamy więc w związku z tą szczęśliwą sytuacją możliwość zapisów na pierwszą konferencję LUL do dnia 20 listopada. Tym razem jest to termin nieprzekraczalny.

Trzeba by to ogłoszenie zaktualizować:

http://szkolanawigatorow.pl/panel/lul

zaloguj się by móc komentować

qwerty @marianna 6 listopada 2018 10:57
8 listopada 2018 11:48

żyjemy jak śnimy - samotnie;- miałkość relacji międzyludzkich wypełnia tv i inne bzdury

zaloguj się by móc komentować

qwerty @marianna 6 listopada 2018 10:57
8 listopada 2018 11:51

kiedyś już o konsekwencjach takich sytuacji już tutaj było; bywa, że do końca życia przesładuje nas swiadomość, że tych 10/20/30 miniut nie poświęciliśmy na to co było ważne, bo zmęczenie, praca, ważne sprawy,... i jak czas pokazuje to wszystko było i jest iluzją wartości

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować