-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Świadkowie historii vs prawda ekranu

Na początek prośba. Valser płacił ekipie kręcącej materiały na targach, w związku z tym nie można upubliczniać materiałów nakręconych telefonami. Takich jak ten, który się tu wczoraj pojawił. Ja sam sądziłem, że to jest materiał Valsera. Nie sprawdziłem tego, bo nie miałem czasu. Bardzo proszę o jego usunięcie, albowiem upublicznianie takich nagrań jest po prostu nieuczciwe. Być może prośba o nie nagrywanie targów nie dotarła do wszystkich, ale teraz ją ponawiam. Nie umieszczajcie w sieci nagrań amatorskich.

 

Przechodzimy do meritum. Jak wiecie, w czasie kiedy my bawiliśmy się na targach, Władysław Frasyniuk z kolegami walczył o nową, lepszą i jeszcze bardziej sprawiedliwą Polskę. Polegało to na tym, że rozsiadł się na bruku miasta stołecznego i zamierzał tam pozostać czas jakiś, ale policja mu nie pozwoliła. Znieśli go z tej ulicy, a potem w radio, słyszałem bo akurat stałem w korku, toczyła się dyskusja na temat tego czy Kaczyński to Jaruzelski czy może już Hitler.

Ja nawet nie będę próbował zgadywać jaka była rzeczywista rola Władysława Frasyniuka w opozycji lat osiemdziesiątych, co on tam robił i jakich bohaterskich czynów dokonał. Wystarczy mi, że wiem iż siedział w więzieniu w Lubsku, mieście gdzie mieszka moja teściowa. Dokonywał tam różnych wyczynów o czym ludziska opowiadają sobie do dziś. No, ale nie to jest istotne, ważne jest, w jaki sposób Frasyniuk i jemu podobni rozprawiają się ze swoimi politycznymi przeciwnikami. Pan Władeczek, znany z ostrego języka i wyrywny w rękach, mówi zwykle tak – ciebie tam nie było! I tym zamyka usta każdemu. Jest bowiem pan Władeczek świadkiem historii, w przeciwieństwie do nas tutaj, licznie zgromadzonych. On był w opozycji, był we więźniu, był na manifestacjach, był w stoczni i jeszcze w wielu miejscach, które my oglądaliśmy jedynie w telewizji, a więc nie mamy pojęcia o tym jak wyglądała prawda czasu. Ja się z panem Władysławem Frasyniukiem całkowicie zgadzam. Pogłębię nawet te jego wnioski i zgodzę się z nim podwójnie. My nie mamy racji w dwójnasób, albo nawet potrójnie. I ja mam na to żywy dowód w postaci innego, jeszcze bardziej bohaterskiego niż Frasyniuk świadka historii. Domyślni już zapewne wiedzą o kogo chodzi, a niedomyślnym zdradzam to w tej chwili. Chodzi o Igora Newerly, wybitnego pisarza i bohatera dwóch wojen. A może nawet trzech? On był świadkiem historii trzy razy takim jak Frasyniuk i nie siedział w jakimś nędznym areszcie w Lubsku, ale w czterech konclagrach. On też mógł rzucić każdemu w twarz – ciebie tam nie było więc się zamknij. No, dobra przesadziłem, nie każdemu, więźniom Oświęcimia nie mógł, ale kto by po wojnie dopuścił do pana Igora jakiegoś więźnia z Oświęcimia, dajcie spokój. Pan Władek nie ma tego komfortu i jest narażony na różne brzydkie zaczepki ludzi, którzy nie walczyli o Polskę i nie siedzieli w więzieniach. Myślę, że jest to wprost skorelowane z jakością zakładów karnych, w których siedzieli Newerly i Frasyniuk. Im cięższy zakład tym bezpieczniej może się po jego opuszczeniu czuć świadek historii. Nie wiem czy wszyscy zauważyli, ale zaproponowałem tu nową metodę badawczą dziejów, jakże praktyczną i łatwą do zastosowania dla każdego. Jeśli ktoś, tak jak Newerly, nie mając od 17 roku życia jednej nogi, przechodzi bezpiecznie przez cztery obozy koncentracyjne w tym Oświęcim, to znaczy, że jest kimś, komu niesłychanie niebezpiecznie jest zarzucać kłamstwo. Jeśli zaś ktoś siedział sobie tylko przez parę miesięcy w areszcie półotwartym w Lubsku, to policja może go ściągnąć z jezdni jak chce i kiedy chce. Nie jest on bowiem nośnikiem prawdy ostatecznej, czyli prawdy czasu. Frasyniuk to jedynie prawda ekranu, dość łatwa do zakwestionowania, co nie wiąże się w dodatku z żadnym niebezpieczeństwem. Najwyżej pan Władzio napluje na człowieka zadającego mu jakieś kłopotliwe pytanie, ale to nie jest przecież nic wielkiego. Nie wyobrażam sobie, że ktoś podchodzi do Igora Newerly i zadaje mu takie na przykład pytanie – mistrzu, jak to się stało, że nie znając właściwie polskiego, a jedynie czeski i rosyjski stenografował pan przemówienie Piłsudskiego po zamachu majowym? Albo inne – mistrzu, wszyscy widzieliśmy w muzeum oświęcimskim te stosy protez odebrane więźniom idącym do komory gazowej. Jak to się stało, że panu nie oderwali tej protezy i nie wepchnęli pana na torowisko pod nadjeżdżający skład z węglem? Takie rzeczy są nie do pomyślenia i pan Władeczek dobrze o tym wie. Nie dość bowiem, że jest nośnikiem półprawdy, ale ma zakaz jej emitowania w jakiejkolwiek formie. Newerly mógł pisać książki i łgać w nich w sposób dowolny, Frasyniuk nie może tego robić, a na przeszkodzie nie stoi tu wcale brak talentu pana Władka, bo talent da się łatwo dosztukować. Mało to bezrobotnych, a ambitnych doktorantów chodzi po świecie.

Pora zdradzić czemu służyły książki Newerlego? Integracji środowiska, jak wszystkie książki. Integracji środowiska ludzi, którzy przeżyli wojnę, widzieli jak było i dlaczego tak było, ale potrzebowali protezy wydarzeń, w postaci literatury. Potrzebowali też usprawiedliwienia dla własnych postaw. Byli bowiem ważną i istotną grupą w rozgrywkach globalnych i dlatego pozwolono im zachować legendę, która została utrwalona w milionowych nakładach książek Igora Newerly, książek, których już dziś nikt nie czyta, ale które musiały zostać napisane. W przypadku Solidarności i Frasyniuka nic takiego nie nastąpiło. Jak myślicie dlaczego? Bo ludzie ci, choć nie chcą się do tego przyznać sami przed sobą, nie mają żadnego znaczenia. Nie mają znaczenia dla tych, którzy byli rzeczywistymi aranżerami wydarzeń i nie mają znaczenia dla nas. To jest wbrew pozorom konstatacja przerażająca, bo oznacza ona, że my mamy jeszcze mniejszą wagę niż taki Frasyniuk i nie możemy liczyć na nic innego, jak tylko na osadzenie nas w roli nawozu historii. Czy już widzicie do czego zmierzam? Nie ma ani jednej powieści, która opisywałaby w sposób wiarygodny wyczyny pana Władeczka w areszcie w Lubsku. I nie będzie, bo nie jest potrzebna, tak jak potrzebne były „Pamiątka z celulozy” i „Chłopiec z salskich stepów”.

Pamiętam początek lat dziewięćdziesiątych i wysp literatury rosyjskiej, tak zwanej niezależnej. Pamiętam legendy budowane wokół pisarzy takich jak Pasternak. Wszystkie te kreacje służyły temu, by w Rosji zintegrować i awansować środowisko ludzi nie zgadzających się na komunizm. Kim ci ludzie byli, jakie mieli rzeczywiste charyzmaty i moce nie miało znaczenia, chodziło o to, by książki przywróciły im godność. Takie sprawy załatwia się centralnie, za pomocą nagród literackich, nobli, skobli i temu podobnych ustawek. Pozostaje po nich trudna do zakwestionowania legenda, z którą zmagają się tak zwani badacze literatury, w większości durnie, albo oszuści. Dość przypomnieć badaczy prozy Igora Newerly. Nam zaś został Władek Frasyniuk i jego prawda ekranu – zamknij się, bo cię tam nie było. To wszystko. I lepiej nie będzie, bo wszyscy wiemy do jakich zatrudnień przeznacza się pisarzy w Polsce. Ktoś powinien to zmienić i wypolerować lustro, w którym wszyscy będziemy mogli się przejrzeć. Inaczej trafimy do piekła, jak ci biedni ludzie, których widać na freskach cerkwi w Wołogdzie. Pamiętacie to? Stare XVI wieczne freski, na których widać z jednej strony prawowiernych, lojalnych wobec cara poddanych, a z drugiej strony licznie zgromadzonych przedstawicieli kompanii w zachodnich strojach. W środku kompozycji zaś mamy szereg strącanych do piekła grzeszników. Ich historii także nikt nie opowiedział, oni także są nieważni. I nie ma szans, by ktoś tym ludziom przywrócił cześć i godność.

 

Na tym kończę i zapraszam do sklepu basnjakniedzwiedz.pl a także na jarmark Radia Wnet, który odbędzie się 24 czerwca. Będę tam wraz z nowymi książkami.



tagi: książki  wojna  frasyniuk  opozycja  pis  newerly 

gabriel-maciejewski
17 czerwca 2017 10:39
1     568    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski
17 czerwca 2017 11:41

@Coryllus

Ale nam sie znów złożyło z tym Frasyniukiem!

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować