Struktura dyskusji, struktura promocji
Pamiętam taką zbiórkę makulatury, która odbywała się w naszej szkole podstawowej pewnie ze 45 lat temu. Dzieci przynosiły paczki pełne niepotrzebnego papieru, a każda klasa musiała wyrobić normę. Ja zawsze przy takiej okazji szedłem do biura, gdzie pracowała moja matka i dostawałem paczkę zdezaktualizowanych druków, nikomu niepotrzebnych, przeznaczonych na śmietnik. Niektórzy jednak przynosili książki. Był to taki moment w moim życiu, że nie wyobrażałem sobie iż można oddać książkę na makulaturę, nie mówiąc już o wyrzuceniu jej na śmietnik. No, a ktoś przyniósł związane sznurkiem książki, a na wierzchu leżały „Klechdy sezamowe” Leśmiana. Postanowiłem je uratować, ale okazało się, że nie rozumiem o co chodzi w zbiórce makulatury. Jeden kolega, pardon, podpieprzył mnie do wychowawczyni, w trosce o te wyśrubowane normy, które mieliśmy wykonać. Pani przyszła, popatrzyła na mnie dziwnie, coś powiedziała, ale książkę mogłem zachować.
Przypomniało mi się to wczoraj, albowiem obserwując od dawna strukturę dyskusji jaka odbywa się w polskim Internecie, doszedłem do wniosku, że przypomina ona owe wyśrubowane normy zbiórek makulatury. To znaczy, kręcą się pewne koniunktury, które nie owocują niczym poza zwiększonym zainteresowaniem pewnymi postaciami i określoną treścią, ale nic w nich się nie zmienia. Jeśli zaś pojawia się coś interesującego, nie może to w żaden sposób zaistnieć, musi zostać przemielone. Potem z ten całej pulpy, wyłaniają się na powrót te same formaty i tak w koło Wojtek. To wymusza oczywiście określony sposób promocji treści, którzy wydaje się być skuteczny w dość szerokim spektrum, to znaczy promocja ta zaczynać się może od inwokacji z Pana Tadeusza, albo od dziesiątki różańca, a kończyć na całkowitych wygłupach i szyderstwie, cytatach z filmu „Killer” lub innego jakiegoś szajsu. Ma jednak zawsze ten sam skutek – nie przyjmuje innego stanu skupienia niż paczka makulatury, zamieniona następnie w pulpę, z której nie powstanie nic nowego, ale identyczna paczka makulatury.
Mamy więc do czynienia z serią działań pozorowanych, albo nawet nie działań, ale intencji zawartych w nieszczerych deklaracjach.
No dobra, skoro już trochę poteoretyzowaliśmy czas na konkrety. Kiedy napisałem, dawno temu, pierwszy tom Baśni, sądziłem, że formuła tego typu gawęd się wyczerpała. Można było oczywiście w tej konwencji dopisywać kolejne tomy, ale byłoby to cholernie nudne i w końcu tak nieszczere, jak książki Sławomira Kopra. – No, ale może byś więcej zarobił – stwierdzi ktoś przytomnie. Może i tak, ale bym się okropnie wynudził, a poza tym – nie zapominajcie o tym – promocja, która utrzymuje mnie na powierzchni, czyli ten blog, sama jest towarem. I nie może przybierać form standardowych, bo wszyscy stąd uciekną. To więc, co się tu promuje, także nie może być standardowe. Stąd stałe zmiany formatów i liczne nowe projekty. Inaczej po prostu nie można. Oczywiście ktoś powie, że to wszystko wynika z mojego rozchwiania i niestałości, a nie z tych filozofii, co je zapodałem wyżej. Myślę jednak, że to nieprawda.
Patrzę sobie teraz na twitter, czyli portal X, a tam ktoś promuje książkę – „Józef Mackiewicz, a tradycja romantyczna”. Profil zaś, na którym owa promocja się ukazała nazywa się – jakże oryginalnie – tylko prawda jest ciekawa. Nie wiem co zrobiłby Mackiewicz, gdyby żył i zobaczył tę książkę, ale przypuszczam, że – co najmniej – napisałby jakiś zjadliwy felieton. Widzimy więc, że dyskusja rozwija się w dwóch kierunkach – ujmując rzecz najogólniej – tradycja romantyczna i goła dupa. Przepraszam za dosłowność, ale do tego sprowadzić możemy prozę Sławomira Kopra. Pod tę drugą kategorię podpadają także wszelkie opisy okrucieństw wojennych.
Jeśli uświadomimy sobie, że w podobny sposób traktuje się nie tylko książki pisarzy nieżyjących, ale także żywych ludzi, coś chyba powinno nam zaświtać w głowie.
Nie ma takiego znawcy w całym publicznym dyskursie, toczącym się w Polsce, który dwa razy na miesiąc przynajmniej nie wyemitowałby komunikatu dotyczącego kwestii oderwania Polski od polityki amerykańskiej. I dotyczy to także ludzi młodych, którzy swoje kariery rozpoczęli niedawno i mogliby spokojnie żyć nie uczestnicząc w internetowych nawalankach. Tym bardziej, że nie mają one związku z żadną promocją ich druków, a tworzą jedynie takie złudzenie. Nie o to jednak chodzi. Należy najpierw skupić uwagę duże grupy ludzi, a następnie cyklicznie hipnotyzować ich treściami dotyczącymi zmiany politycznych paradygmatów. I to już jest tak widoczne, że bardziej nie można. I przyjmuje tę samą formę co profil – tylko prawda jest ciekawa – gdzie promuje się książkę „Józef Mackiewicz, a tradycja romantyczna”. Jakże przecież inspirującą i dynamiczną. Jakoś nie widziałem jeszcze książki pod tytułem „Józef Mackiewicz a Nina Karsov”, choć przecież przede wszystkim ona powinna być napisana. Nigdy też, przyznam, nie rozumiałem zachwytów związanych z prozą Józefa Mackiewicza. Ludzie zaś, którzy takowe wyrażali wydawali mi się zawsze podejrzani. O co? O to iż przede wszystkim chcieliby się na tym Mackiewiczu wozić do końca swoich dni, pisząc o nim przemądre dysertacje w stylu „Józef Mackiewicz a tradycja romantyczna” . Odejmując przy tym walor wszystkim innym, młodszym od Mackiewicza autorom. Na tym bowiem polega główny problem z promocją tak zwanych treści polskich. Jeśli już jakiś pisarz wystarczająco się namęczył przy swoim dorobku, wysiedział w więzieniach, a także został ciężko pobity ze dwa razy i szczęśliwie umarł w zapomnieniu, najlepiej na wygnaniu, można zeń zrobić format do unoszenia się na wysokości lamperii, coś w rodzaju latającego dywanu dla ubogich. Nie wzleci on za wysoko, ale żeby zaimponować kolegom z uczelni wystarczy. Próby tkania takich dywanów to dzień powszedni ludzi zatroskanych o Polskę i jej tradycję.
Finałem tych histerii jest istnienie periodyku o nazwie „Wszystko co najważniejsze”, o którym tu czasem wspominam. Ostatnio pan Mistewicz, szczęśliwy posiadacz owego, pochwalił się opinią na temat jakiegoś felietonu Rokity, który ponoć jako jedyny, w tym całym ogólnym pieprzeniu w kółko o tym samym, wyróżnia się na plus. Jest to oczywiście bardzo uprzejma, ale także bardzo dziecinna próba promocji Jana Rokity. Ten zaś na naszych oczach zamienił się w format autopromocyjny. Czy skuteczny? Trudno dociec, ale mam nadzieję, że tak i że zarabia on dziś tyle co dawniej w „Dzienniku”, gdzie mu ponoć płacili 30 tysięcy za jakieś dwie szpaltki tekstu.
- Wszystko przez zazdrość – zawoła ktoś zaraz – przez zazdrość tak gadasz! Nie bardzo. Bo myśli moje biegną jednak w innym kierunku. W takim mianowicie, żeby ten gąszcz znaczeń fikcyjnych nieco przetrzebić. Zrobić tu, jak mówią leśnicy, trzebież. Będzie to późna trzebież, ale lepsza taka niż żadna. Kierunek i zasady zaraz wskażę. A imię ich takie samo jak zwykle – obłęd i wynikające z niego lekceważenie odbiorcy. Mamy oto ofertę wydawnictwa Mireki, bardzo ciekawą dotyczącą spraw wojennych, bardzo podobną do oferty IPN, ale mam wrażenie, że żywszą nieco i bardziej elegancką. I cóż jest w tej ofercie? No niestety te same odgrzewane kotlety. Okrucieństwo, wojna, tradycja romantyczna i temu podobne pierdy – przepraszam panie – z których od dawna nic nie wynika. Bo gdyby wynikało – tak myślę – to prezydent Nawrocki nie fotografowałby się z Ziemkiewiczem. Dlaczego ja łączę ze sobą sprawy tak odległe i ludzi tak nie pasujących do siebie? No i w ogóle dlaczego ten tekst przypomina zupę? Otóż dlatego, że struktura promocji treści dominuje nad strukturą dyskusji. Czyli zamiast dążyć do prawdy, zajmujemy się przestawianiem dekoracji na scenie udającej las z partyzantami. Taki sam, jaki pamiętamy z przedstawienia „Igraszki z diabłem” według Jana Drdy.
- Ale przecież już Józef Mackiewicz pisał, że tylko prawda jest ciekawa, czy nie rozumiesz człowieku….!!! – zakrzyknie zaraz jakiś rozjuszony staruszek.
Skoro tak, skoro tylko prawda jest ciekawa, niech mi ktoś może wyjaśni kim jest Marian Langer i dlaczego jego książka, wznowiona przez Mireki, ale już całkiem niedostępna – „Lasy i ludzie. Z Ponurym, Szarym i Potokiem w starachowickich lasach. Wspomnienia z lat 1939 – 1945” – została wydana po raz pierwszy w roku 1993 przez „Żydowski Instytut Historyczny”? Może to były po prostu takie czasy? Ja nie wiem. W roku 1993 prowadziłem inne życie niż teraz i nie zadawałem ani sobie, ani nikomu takich pytań. Po książkę Langera też na pewno bym wtedy nie sięgnął. Próbowałem znaleźć słowo o autorze, ale nie potrafię. Jest Marian Langer chemik i Marian Langer ekonomista, ale autora wspomnień nie ma. Na allegro pierwsze wydanie chodzi po półtorej stówki, a to późniejsze po sto dwadzieścia złotych. W środku więc muszą być jakieś rewelacje. Dla mnie książka wydana przez ŻIH, z pseudonimami Chedy, Piwnika i tego trzeciego na okładce to już jest wystarczająco dużo sensacji na cały tydzień. I mam o czym myśleć. A prawda rzeczywiście jest ciekawa, tylko nie wiem, czy ona się akurat znajduje w tej książce. Wiem jednak o czym może myśleć młody autor, który chciałby napisać powieść o wyklętych. O tym mianowicie, jak wskazać, że postawy wymienionych łączą się z polską tradycją romantyczną, a także o tym, gdzie by tu dorysować gołą dupę na okładce. Bo przede wszystkim trzeba zadbać o promocję dzieła.
Na dziś to tyle. Dziękuję za uwagę.
Przypominam o naszych nowościach i dodrukach
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/krucjata-dziecieca/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-46-pomorze/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-23/
tagi: promocja prawda dyskusja józef mackiewicz jakość wyklęci makulatura
|
|
gabriel-maciejewski |
| 18 sierpnia 2025 04:52 |
Komentarze:
|
Autobus117 @gabriel-maciejewski |
| 18 sierpnia 2025 05:32 |
"Na tym bowiem polega główny problem z promocją tak zwanych treści polskich. Jeśli już jakiś pisarz wystarczająco się namęczył przy swoim dorobku, wysiedział w więzieniach, a także został ciężko pobity ze dwa razy i szczęśliwie umarł w zapomnieniu, najlepiej na wygnaniu, można zeń zrobić format do unoszenia się na wysokości lamperii, coś w rodzaju latającego dywanu dla ubogich. Nie wzleci on za wysoko, ale żeby zaimponować kolegom z uczelni wystarczy. Próby tkania takich dywanów to dzień powszedni ludzi zatroskanych o Polskę i jej tradycję."
Dziękuję, po prostu dziękuję, dzięki Tobie nawet poniedziałek jest jakiś lepszy:)
|
|
gabriel-maciejewski @Autobus117 18 sierpnia 2025 07:32 |
| 18 sierpnia 2025 06:21 |
Cieszę się, że mogłem pomóc
|
|
Henry @gabriel-maciejewski |
| 18 sierpnia 2025 07:15 |
Z pomocą kilku kilogramów makulatury też uratowałem ze szkolnej biblioteki kilka przedwojennych książek Ludwika Kubali
Co to za historia była ;-)
|
|
Andrzej-z-Gdanska @gabriel-maciejewski |
| 18 sierpnia 2025 07:19 |
Znalazłem takie coś na Allegro:

Książka "sponiewierana" może wskutek czytania, a może słabo wydana. Ma 568 stron! Ktoś "zareklamował " ją jako "Historia, archeologia" (?). Też ciekawe. ;))
https://archiwum.allegro.pl/oferta/lasy-i-ludzie-marian-langer-i9685138339.html
Fragmenty książki:
Na jednej ze stacyjek do wagonu, w którym jechali partyzanci, wsiadła grupa żandarmów. Niemcy wsiedli równocześnie z obu końców wagonu i zaczęli się przemieszczać korytarzem, legitymując pasażerów w przedziałach. Widząc to, por. „Blady” ukrył wiezioną paczkę oraz posiadany pistolet pod ławką w przedziale. W tym czasie „Kret” stał na korytarzu, obserwując przemieszczające się za oknem widoki. Gdy Niemcy doszli do niego, kazali mu podnieść ręce do góry i dokonali rewizji osobistej. Za chwilę to samo z pozostałymi. Paczkę z amunicją i pistolet znaleziono w przedziale i chociaż nikt się do tych przedmiotów nie przyznawał, całą trójkę wysadzono na stacji w Końskich i dostarczono do Gestapo.
Przypadek zrządził, że w tym samym wagonie, na pomoście, jechał inny partyzant z tego samego oddziału Edward Paszkiel „Pozew”. Widząc scenę aresztowania kolegów i koleżanki, chociaż jego obecność w tym wagonie była od nich niezależna, wyskoczył w biegu z pociągu i dotarł szybko do oddziału, meldując o tym „Szaremu”. „Szary” natychmiast przystąpił do działania. Zwrócił się z prośbą do Komendanta Obwodu Końskie o pozwolenie na uderzenie w siedzibę Gestapo oraz więzienie. Równocześnie rozwinął działania rozpoznawcze na terenie Końskich, niezbędne dla dobrego przeprowadzenia akcji. W tym czasie gestapowcy „badali” zatrzymanych. Gdy dalsze śledztwo było już niepotrzebne, jeden z gestapowców wyprowadził „Kreta” na zamknięte podwórko i tu robił mu zdjęcia fotograficzne. Chciał mieć pamiątki, aby po zwycięskiej wojnie pokazywać rodzinie i znajomym, jakich to on polskich bandytów posyłał na śmierć. „Kret” był półprzytomny i nie rozumiał, co po niemiecku gestapowiec do niego mówi. Temu natomiast chodziło o odpowiednie ustawienie się do zdjęcia. Aby jaśniej to „Kretowi” wytłumaczyć, walił go pięścią po twarzy, odwracając mu głowę według jego potrzeb. Po południu gestapowcy przewieźli „Kreta” do więzienia. Nad ranem miał odjechać transport więźniów na rozstrzelanie i „Kret” figurował na liście, którą zdobyto przy rozbiciu więzienia. Właśnie tej nocy „Szary” zaatakował więzienie oraz siedzibę żandarmerii i Gestapo. Była to noc z 5 na 6 czerwca 1944 r. Po zażartej walce pokonano załogę więzienia oraz dokonano masakry żandarmów, jadących na pomoc. Pozwolono żandarmom, aby się załadowali na ciężarówki i wtedy położono na nich ogień z karabinów maszynowych. W ten sposób „Kret” po raz kolejny uniknął śmierci, gdy wydawało się, że ratunku nie ma.
10 czerwca, czyli kilka dni po uwolnieniu więźniów, „Szary” zorganizował zasadzkę na szosie Końskie–Stomporków. Wykorzystano tu słupy wysokiego napięcia, które wysadzono w powietrze, gdy w zasadzkę wjechała kolumna niemieckich samochodów. Słupy zwalono na jezdnię przed kolumną i za nią. Niemcy widząc, w jakiej sytuacji się znaleźli, poddali się. Na tylnym ubezpieczeniu zasadzki leżał przy karabinie maszynowym, jak się wydaje, Józef Małek „Tygrys”. Wśród żołnierzy leżących w pobliżu stanowiska „Tygrysa” znajdował się „Kret”. Stanowisko to usytuowane było na skarpie, przy zakręcie szosy. Około 20 minut po wysadzeniu słupów, gdy Niemcy byli już rozbrojeni, pojawiło się na szosie czarne auto, jadące w tym samym kierunku, w którym jechała kolumna niemiecka. Gdy auto zbliżyło się do zwalonego słupa, jadący w nim gestapowcy odgadli, co się tu dzieje. Natychmiast zaczęli manewrować samochodem w sposób niedwuznacznie mówiący, iż chcą uciec. Wtedy „Tygrys” pociągnął po nich z karabinu maszynowego, unieruchamiając auto i zabijając niektórych pasażerów. Podekscytowany widokiem „Kret” nie wytrzymał i samorzutnie zbiegł ze skarpy, do gestapowskiego auta, być może tego samego, którym gestapowcy odwozili go do więzienia. Trzymając stena, wezwał gestapowca, który był jeszcze cały, do podniesienia rąk. Gestapowiec miał podwieszony pistolet maszynowy, skierowany do nadbiegającego „Kreta”. Wydarzenia jednak biegły tak szybko, że gestapowiec stracił głowę i podniósł ręce do góry. Być może wzięło tu górę przyzwyczajenie do posłuszeństwa. Po wszystkim „Kret” sobie uświadomił, że biegnąc do Niemca w ten sposób, mógł zostać przez niego zabity. Niemiec, młody mężczyzna, pochodził z Łodzi i doskonale mówił po polsku. Gdy zapytano go, czy gdyby odzyskał wolność, pracowałby nadal w Sipo (Gestapo),odpowiedział, że tak. Był to jeden z tych Niemców, którzy „Kreta” badali. Mało jest ludzi, którym udało się dostać w swe ręce kogoś, kto jeszcze parę dni wcześniej był jego katem.
|
|
gabriel-maciejewski @Andrzej-z-Gdanska 18 sierpnia 2025 09:19 |
| 18 sierpnia 2025 07:24 |
Bardzo przekonująca relacja...Stąporków pisze się przez ą
|
|
gabriel-maciejewski @Henry 18 sierpnia 2025 09:15 |
| 18 sierpnia 2025 07:25 |
Papirusy z Qumran by odwieźli do skupu, byle normę wyrobić
|
|
jan-niezbendny @gabriel-maciejewski |
| 18 sierpnia 2025 07:45 |
Żydowski Instytut Historyczny widnieje jako wydawca książki Langera (wydanie 1993) w opisie egzemplarza wystawionego na jakiejś aukcji Allegro, ale inny egzemplarz na innej aukcji w tym samym serwisie podaje "Urząd d/s Kombatantów". Nie wygląda to na wiarygodne informacje. Według Polskiej Bibliografii Literackiej, katalogu BN, Google Books, WordCat, Open Library i innych baz bibliograficznych książka ukazała się nakładem autora. Było jeszcze wydanie z 2007 roku nakładem Fundacji "Radostowa" ze Starachowic. PBL wymienia zaledwie dwie recenzje, jednak odwołania do tej pozycji pojawiają się w kilku czy kilkunastu rozmaitych opracowaniach. M.in. w pracy Patterns of Cooperation, Collaboration and Betrayal, w przypisie do następującego zdania: "Żydowscy uciekinierzy, schwytani przez Niemców w pobliżu Lubienia, na południe od Piotrkowa Trybunalskiego, zdradzili wielu pomagających im chłopów i leśników, co stało się przyczyną egzekucji kilkunastu Polaków".
I to mnie upewnia, że kto jak kto, ale ŻIH by tej ksiązki nie promował ani jej nie wydał.
Sprawę rozstrzygnęłaby oczywiście wizyta w BN czy innej bibliotece posiadającej egzemplarz tamtego wydania.
|
|
gabriel-maciejewski @jan-niezbendny 18 sierpnia 2025 09:45 |
| 18 sierpnia 2025 07:53 |
Jest to w każdym razie przedziwny obiekt. Zważywszy na to co wypisuje autor. Dziękuję że pan zrobił ten risercz
|
|
Andrzej-z-Gdanska @gabriel-maciejewski 18 sierpnia 2025 09:24 |
| 18 sierpnia 2025 08:04 |
To były inne czasy i może ortografia była inna. ;)
|
|
gabriel-maciejewski @Andrzej-z-Gdanska 18 sierpnia 2025 10:04 |
| 18 sierpnia 2025 08:19 |
Tak, z pewnością
|
orjan @Andrzej-z-Gdanska 18 sierpnia 2025 09:19 |
| 18 sierpnia 2025 09:07 |
Teraz jestem poza dostępem do swojej biblioteki więc skonfrontować nie mogę. Lecz czy przypadkiem, w tym cytowanym fragmencie, mowa jest o przypadku "Kreta" opisanym (znacznie zwięźlej) w powieści "Legion" Elżbiety Cherezińskiej?
|
orjan @jan-niezbendny 18 sierpnia 2025 09:45 |
| 18 sierpnia 2025 09:37 |
W archiwum tezeusz.pl ukazane są dwa wydania. Jedno z 1993 r. Nakładem autora. Drugie z 2014 r. nakładem Mireki. Oba różnią się tytułem, a ściślej podtytułem. W podtytule późniejszego wydania wskazani sa w szczególności: ""Ponury", "Szary" i "Potok". To wskazywałoby, iż nie są to raczej dwa wydania tego samego, lecz - raczej - różnią się zakresem objętego materiału.
Do tego wszystkiego na allegro.pl pokazany jest (ta sama okładka!) egzemplarz tej wersji z 1993 r. ze wskazaniem wydawcy: Żydowski Instytut Historyczny, więc może jest więcej wersji niż domniemane tylko te dwie? Pytanie jest niby z głupia frant, ale jest całkiem zasadne, gdy dopytać, czy przypadkiem tacy wydawcy jak np. ŻIW nie korzystali z wolności przedruku? Polska ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych pochodzi dopiero z 1994 r. a i ona dla niektórych podmiotów dopuszcza tzw. ustawowe licencje prawnoautorskie.
|
|
jan-niezbendny @orjan 18 sierpnia 2025 11:37 |
| 18 sierpnia 2025 10:27 |
Nie sądzę. Ustawa z 1994 r. po prostu zastąpiła wcześniejszą z 1952 r. Zresztą prawo przedruku stosuje się do innych sytuacji.
Chyba znalazłem jakąś odpowiedź na bez podejmowania wycieczki na Pole Mokotowskie. Pan Andrzej Langer - mniemam, że spadkobierca autora, bo figuruje jako właściciel praw - w 2012 roku udostępnił w wersji PDF wydanie II elektroniczne na podstawie wydania I. W metryczce książki czytamy:
Książkę wydano nakładem autora oraz byłych żołnierzy AK
pod patronatem ŚZŻAK "Jodła" w Warszawie,
a także dzięki szczególnie znaczącej pomocy finansowej
URZĘDU D/S KOMBATANTÓW I OSÓB REPRESJONOWANYCH
Warszawa 1993
|
orjan @jan-niezbendny 18 sierpnia 2025 12:27 |
| 18 sierpnia 2025 10:38 |
Brawo!
Pozostaje znaleźć ten *pdf. Na tym to ja się nie znam.
|
|
jan-niezbendny @orjan 18 sierpnia 2025 12:38 |
| 18 sierpnia 2025 10:49 |
Gapa ze mnie. Napisałem o tym właśnie dlatego, że znalazłem.
Autor, jak wynika ze wstępu, był synem leśniczego, także Mariana, który czynnie wspierał działającą w tamtym regionie partyzantkę. Obecnie w dawnej leśniczówce Klepacze znajduje się Izba Partyzancka oraz Izba Leśna. Izba Partyzancka poświęcona jest działalności gen. Antoniego Hedy „Szarego”, który w czasie II wojny światowej był dowódcą ugrupowań AK stacjonujących w okolicznych lasach. W Izbie Leśnej znajdują się pamiątki historyczne z okresu międzywojennego.
|
orjan @gabriel-maciejewski |
| 18 sierpnia 2025 10:58 |
Parę lat temu kupiłem tę powieść Cherezińskiej. Cokolwiek powiesz, mi się jej styl narracji podoba. Ale do rzeczy. Oczywiście wcześniej coś tam słyszałem jak dzwony z odległego kościoła, lecz po tej Cherezińskiej temat mnie wciągnął. Potem, całkiem niedawno, kupiłem u Ciebie te "Zeszyty" i temat dla mnie odżył. W szczególności uzyskałem potwierdzenie, iż powieść jest historycznie prawdziwa nie tylko w scenerii tamtych czasów, lecz w czynach tamtych ludzi.
Naturalnie, zaraz zacząłem wertować powieść szukając jakiejś noty dla odpowiedzi, czy Cherezińska, pisząc "Legion", dotarła do tych "Zeszytów". Nie znalazłem odpowiedzi. No, ale to nie zarzut, bo gdyby nawet dotarła, to autor powieści nie ma obowiązku naprowadzać na źródła swojego natchnienia twórczego. W każdym razie powieść i "Zeszyty" dla mnie są literacko kompatybilne i to w dobrym tego układzie.
Teraz okazuje się, że być może w formie literackiej jest jeszcze trzeci element kompatybilny. Tym razem element wspomnieniowy prywatny. Możliwe zatem, że mamy tutaj szansę skoncentrowania całkiem poważnego ładunku popularyzatorskiego historii przełomowego okresu skoncentrowanej w różnych sposobach spojrzenia na tych samych ludzi w tym samym miejscu i w tym samym czasie. Bezpośredni świadkowie już w zasadzie odeszli, a młodzieży wkłada się byle co do głów.
|
orjan @jan-niezbendny 18 sierpnia 2025 12:49 |
| 18 sierpnia 2025 11:07 |
No, masz u mnie ogromy plus!
Ściągnąłem (darmo!) i zaczynam przeglądać.
Sprawdzę, czy moje oczekiwania były trafne (te, które wyraziłem w komentarzu do Gospodarza).
|
Wojciech2 @jan-niezbendny 18 sierpnia 2025 12:49 |
| 18 sierpnia 2025 19:38 |
Pan znalazł czy raczej Andrzej-z-Gdańska podał odnośnik na tacy, a komentatorzy dalej szukali ignorując jego komentarz.
|
orjan @gabriel-maciejewski |
| 18 sierpnia 2025 20:41 |
Jeśli kogoś interesuje szczególnie wątek udziału tamtejszych leśników w partyzantce, to wpadło na mnie (a nie odwrotnie) takie źródło:
W szczególności nie miałem pojęcia o tym, co już napisane jest tam w drugim zdaniu: "Pracownicy leśni, a szczególnie służba leśna, przed wybuchem wojny odbywali utworzone w 1933 r. „Przysposobienie wojskowe leśników”, przygotowujące ich do obrony kraju na wypadek wojny." To tak w temacie społecznej organizacji porządku państwowego jako takiego.
Podobno, jakoś w 2022 r., ten paskudny PiS organizacje tę reaktywował w oparciu o Wojska Obrony Terytorialnej. Tajemnica wojskowa?
|
orjan @orjan 18 sierpnia 2025 22:41 |
| 18 sierpnia 2025 20:50 |
PS.: Tym "zeszytom kombatanckim" wypada się bliżej przyjrzeć.
|
|
jan-niezbendny @Wojciech2 18 sierpnia 2025 21:38 |
| 18 sierpnia 2025 22:07 |
Ma Pan rację, panie Wojciechu. Przeoczyłem uzupełnienie pana Andrzeja do jego własnego komentarza, który dotyczył wydania oficyny Mireki, które to wydanie z kolei mnie nie interesowało. Jak Pan (nie) zauważył, chodziło mi na razie wyłącznie o ustalenie, kto stał za pierwszym wydaniem książki i czy mógł to być Żydowski Instytut Historyczny. Pytanie istotne (follow the money) i zadane z powodu informacji obecnej w sieci - teraz wiemy, że błędnej. A to, że szukając tego samego trafiliśmy na to samo, powinno nas właściwie cieszyć. Oznacza to, że świat Internetu, choć wirtualny, mimo wszystko nie jest jakimś upiornym matriksem, ale ma odniesienia do wspólnej nam wszystkim rzeczywistości.
W każdym razie, gdyby ktoś odniósł wrażenie, że chciałem ukraść odkrycie PDF-a książki, to niniejszym oddaję panu Andrzejowi palmę pierwszeństwa. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, ze nigdy się o nią ubiegałem i w ogóle nie miałem pojęcia, że to wyścig. ;)