-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Sobowtór Paderewskiego, fotograf Fuks i zagadki historyczne, a także artystyczne

Przez to gadanie o malarzach i pieniądzach zacząłem dziwnie patrzeć na największe nawet świętości. Wczoraj i przedwczoraj zagłębiłem się znów w znakomitych wspomnieniach Jana Skotnickiego, które podczas poprzedniej lektury wydały mi się tylko ciekawe i zabawne. Jeśli oczywiście pominąć szczegółowy opis zamachu na Narutowicza, który Skotnicki obserwował z bliska. Opis ten jest straszliwy i demaskatorski, część jego opublikowana zostanie w III tomie socjalizmu. Nie mogę niestety wydać tych wspomnień, albowiem prawa autorskie dziedziczy wnuczka autora, która pracuje w Gazecie Wyborczej.

Kiedy zacząłem to czytać ponownie, włosy podniosły mi się na głowie. Generalnie Jan Skotnicki skupia się na opisach życia bohemy artystycznej Krakowa i Zakopanego, poświęca temu aż trzy rozdziały. Jego opis pierwszych lat wolnej Polski i funkcjonowania ministerstwa kultury, to jest także coś wstrząsającego. Mnie jednak najbardziej zaskoczyły teraz te fragmenty dotyczące artystów. Wyobraźcie sobie, że Paderewski miał sobowtóra, a jakby tego było mało sobowtór ów celowo podkreślał podobieństwo przez charakteryzację. Był to jeden z krakowskich malarzy, którego koledzy – kiedy Paderewski przybył do Krakowa – często z mistrzem mylili. Sobowtór miał zresztą taką ksywkę – Paderewski. Był on trochę wyższy niż pianista. Skotnicki pisze, że sobowtór w Krakowie bywał okazyjnie, bo zimę spędzał we Florencji, a lato gdzieś poza miastem. Pokazywał się jednak na plantach i był rozpoznawalny. Jeśli ktoś jeździ co roku na całą zimę do Florencji, to znaczy, że ma wolne środki i prawdopodobnie nie utrzymuje się ze sprzedaży obrazów. Najciekawsze jednak jest to, jak nazywał się ten sobowtór Paderewskiego. Otóż, proszę wycieczki, pan ów miał na nazwisko Fleiszman. Nic bliższego o nim nie znalazłem, a miejsce gdzie się teraz znajduje mi to uniemożliwia, albowiem internet rwie się bez przerwy. Jak wiemy, obecność sobowtóra jednego z ojców ojczyzny, który w dodatku ma ugruntowaną opinię naiwniaka i frajera, nie może być przypadkowa, szczególnie jeśli ten sobowtór ma na nazwisko Fleiszman. Jan Skotnicki, nic bliższego nam o nim nie pisze, podaje tylko kilka śmiesznych anegdotek, na zasadzie qui pro quo. Ciekawe jednak rzeczy pisze o Paderewskim. Otóż Paderewski wspomógł sporym groszem, określane jako faszystowskie, pismo „Dwa grosze”, był to dziennik, który rozchodził się w milionowych nakładach. Dwugroszówka była zwalczana przez PPS, przez komunistów, przez żydów, przez wszystkich właściwie, poza zatabaczoną, polską prawicą, która Dwugroszówką się narkotyzowała. Tak się składa, że jak miałem okazję czytać wiele tekstów z Dwugroszówki i mogłem je porównać, na przykład, z tekstami z Robotnika. To jest, proszę wycieczki, budujący przykład uczciwości dziennikarskiej. Mam na myśli pismo Dwa grosze. Przykład niespotykany już nigdzie, któremu nie dorówna żadne wydawnictwo publicystyczne z przeszłości i przyszłości. Jak doszedłem do momentu, kiedy po jakichś zajściach zakończonych rozprawą nożową na skalę dzielnicy, reporter Dwugroszówki, stoi przez całą noc pod szpitalem i spisuje zeznania wszystkich poszkodowanych, żeby napisać bezstronny artykuł, to mało się ze wzruszenia nie rozpłakałem. Pismo Dwa grosze, przynajmniej te numery, które przeczytałem, nie zniżyło się do chamskiego szkalowania przeciwników politycznych, podczas gdy Robotnik, był w zasadzie cały wypełniony takimi inwektywami. No i dlatego właśnie nazywane jest faszystowską gadzinówką, a Robotnik jest oceniany jako postępowe wcielenie dziennikarskiej uczciwości.

Wracajmy jednak do Paderewskiego. Mistrz bardzo się wystraszył, że po wsparciu Dwugroszówki, żydzi zechcą urządzić na niego zamach. Lękał się tak okropnie, że poprosił dwie szwagierki Skotnickiego, by – podczas koncertu w Łodzi – szły po obu jego stronach, kiedy wchodził na salę koncertową. Teść zaś Skotnickiego zamykał ten pochód. W takiej osłonie Paderewski czuł się bezpiecznie. To jest koniec żartu według Skotnickiego, ale według mnie, jest to dopiero początek. Jan Skotnicki ożenił się bowiem z córką jednego z najbogatszych, żydowskich fabrykantów z Łodzi, a na ten koncert przyszła wyłącznie żydowska plutokracja, która wiwatowała na cześć mistrza. No, a potem Paderewski został premierem prawicowego rządu i chciał ratować Polskę jak umiał. Powyższe anegdotki są ilustracją jego politycznych możliwości i umiejętności.

Malarz Chełmoński był, podobnie jak brat Albert wielkim wrogiem jezuitów. Na samo wspomnienie braci w czarnych habitach, dostawał szału i gotów był dokonywać różnych horrendów. Kiedy umarł, Skotnicki, wraz z jakimś kolegą zmarłego udał się do Ojrzanowa pod Grodziskiem Mazowieckim na pogrzeb. Ten Ojrzanów dzisiaj to właściwie Żelechów, a Chełmoński ma pomnik w samym Grodzisku przy dworcu. W czasie tego pogrzebu wydarzyło się coś niezwykłego. Zamknięta trumna stała przed ołtarzem, żałobnicy płakali, a dziewczęta wyciągały na chórze wysokie i smutne pienia. Przy trumnie stali miejscowi chłopcy w strojach strażackich. I nagle zatrąbiło auto, wprawiając wszystkich w konsternację, albowiem pogrzeb miał być podniosły, patriotyczny, chłopsko-szlachecki. Auto zatrąbiło po raz drugi, a potem do świątyni wpadł jegomość w rozwianym płaszczu. Nie zdjąwszy nakrycia głowy coś szepnął stojącym przy trumnie chłopakom, a ci zdjęli ją z katafalku, postawili na ziemi i otworzyli. Jegomość, wyjął nie wiadomo skąd aparat fotograficzny i zaczął robić zdjęcia zmarłemu. Wprawił tym we wściekłość zgromadzonych, którzy rzucili się doń z pięściami. On się jednak nie przejął, powiedział, że nazywa się Fuks, jego zakład fotograficzny mieści się tam i tam, a martwi malarze o światowej sławie to znakomity materiał dla prasy. Po tych słowach wybiegł z kościoła, na odjezdne zatrąbił klaksonem i odjechał. Nie mnie oceniać ten wypadek, ale przeczytawszy tę historię miałem wrażenie, że pan Fuks przyszedł tam po swoje. Nie są mi znane szczegółowe okoliczności zbankrutowania Chełmońskiego w Paryżu i jego osadzenia się w Kuklówce, ale zachowanie pana Fuksa, może mieć z tymi okolicznościami coś wspólnego.

Włodzimierz Tetmajer jak wiemy ożenił się z Anną Mikołajczyk z Bronowic Małych pod Krakowem. W tych Bronowicach były dobra klasztorne, franciszkańskie, należał do nich dworek, który w okolicznościach nie do końca jasnych przeszedł nad własność pana Włodzimierza. Niektórzy twierdzą, że odkupił go on od mnichów, a inni, że od chłopów, którym go wcześniej mnisi sprzedali. Pan Włodzimierz był szczerze zakochany w swojej żonie, o czym świadczyć może gromada dzieci, jakie biegały po panawłodzimierzowym podwórku. Jak wiemy z Jadwigą Mikołajczykówną ożenił się Lucjan Rydel, który był postacią operetkową, całkiem przez chłopów nie szanowaną. O ile Tetmajer był poważny i jego zaangażowanie się w sprawy wsi można określić słowem „szczere”, o tyle Rydel chciał chyba skupić na sobie uwagę publiczności, a ożenek w Krakowie – według opisów ówczesnych – mógłby być dla niego pułapką, nie szczęściem. Wybrał więc wieś i rodzinę Mikołajczyków. To jest dziwne, bo trzecia siostra Mikołajczykówna – Marysia, miała wyjść za mąż także za inteligenta, za malarza Ludwika de Laveux. Ten jednak umarł na gruźlicę. To nie koniec jednak. O Marysię zaczął się starać inny malarz – Tadeusz Noskowski. Nie było go jednak stać na ożenek, bo zarabiał mało i miał na utrzymaniu starą matkę. Kurde blaszka, co to jest za mania, żeby wszyscy chcieli się żenić akurat w Bronowicach i akurat w jednej tylko rodzinie, gdzie panny były całkiem nieposażne? Czym to może zalatywać? Będę okropny, wiem, ale moim zdaniem to pachnie formatowaniem rynku na obrazy o tematyce chłopskiej. Obrazy te miały wpisać się w jakąś, kreowaną przez ojca Jana Skotnickiego koniunkturę połączoną na sztywno z polityką za pomocą pana Fleiszmana, sobowtóra Paderewskiego, a uwiecznianą na fotografiach przez pana Fuksa. Nie tylko bowiem Tetmajer miał pracownię w Bronowicach, miał ją tam także sam Jan Skotnicki, który przyjeżdżał do tej wsi z żoną. Ja wiem, że moje hipotezy mogą wydawać się dziwaczne, ze nikt tego w ten sposób nie ujmuje, ale w życiu nie uwierzę, że żydowski przemysłowiec wydał córkę za zubożałego szlachcica, wywodzącego się z socjalizującej rodziny o chłopomańskiej tradycji, w dodatku z Bobrownik, gdzie wokoło są same sztetle z Ireną, czyli z dzisiejszym Dęblinem na czele, szlachcica, który postanowił zostać malarzem. W konsekwencji jednak zrobił karierę w polityce. Może nie tak wielką, ale jednak.

Opisy tak zwanej braci malarskiej, która gromadziła się w dworku Tetmajerów, żywo przypominają to, o czym pisał kolega betacool, w odniesieniu do Rzeczpospolitej Babińskiej. Pomysły zaś zgromadzonych na politykę i przyszłość Polski są tak realistyczne i tak bliskie urzeczywistnienia, jak pomysł lotu na księżyc w starej pralce Frani. I żaden z nich nie pomyślał nawet o tym, że może być częścią jakiego większego projektu.

Na dziś to tyle.

 

Zapraszam tam gdzie zwykle, ale tekstu nie kopiuję, bo okropnie chodzi komputer

 



tagi: żydzi  polityka  obrazy  malarze  kraków  chłopi  paderewski 

gabriel-maciejewski
29 sierpnia 2019 08:58
12     1982    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
stanislaw-orda @gabriel-maciejewski
29 sierpnia 2019 09:15

Inteligentów-gołodupców można wkręcać w dowolne mistyfikacje. A ponadto kalkuluje się  to najtaniej.

zaloguj się by móc komentować

Pioter @gabriel-maciejewski
29 sierpnia 2019 09:20

http://nieobecni.com.pl/index.php?s=grob&id=145134

Chodzi chyba o tego Fleischmanna. Stanisław Fleischmann - artysta malarz - niestety zdjęcie nagrobka mało czytelne. Grobowiec na cmentarzu Rakowickim w Krakowie

zaloguj się by móc komentować

S80 @Pioter 29 sierpnia 2019 09:20
29 sierpnia 2019 10:40

Czyli zmyślone.

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski
29 sierpnia 2019 12:13

Koniunktury kęcono:

 

"List w kąt nie trafił; jeszcze po wojnie przechowywała go jedna z córek Chełmońskiego. Jednak w czasie, gdy jezuicki nowicjusz go pisał, autor „Bocianów” od trzech lat używał paryskiego życia, gdzie po długim niedostatku i niedocenieniu w kraju stał się wreszcie modnym i wziętym malarzem. Jego obrazy, zbyt „chłopskie” w Warszawie, okazały się „egzotyczne” w stolicy sztuki i były rozchwytywane przez paryskich, londyńskich i nowojorskich kolekcjonerów. Polski artysta „produkował” je i sprzedawał masowo, za ciężkie pieniądze: płacono za nie po kilka-kilkanaście tysięcy franków, podczas gdy Monet „chodził” wówczas po pięćset franków, a Renoir – po sto. Oszołomiony sukcesem Chełmoński szastał pieniędzmi bez opamiętania: wielkie mieszkanie, wytworne meble i stroje, perskie dywany, wykwintne jedzenie. Podobno, odwiedziwszy Warszawę, gdzie zajmował apartament w Europejskim, jedwabnych ubrań nie prał, lecz palił je w piecu po jednym nałożeniu. Kiedy na początku lat osiemdziesiątych karta znów się odwróciła i popyt na jego obrazy spadł, okazało się, że z wielkiej fortuny pozostało zaledwie kilkadziesiąt tysięcy franków. Chełmoński z rodziną wrócił w 1887 r. do kraju i osiadł na Mazowszu, w modrzewiowym dworku w Kulkówce, nieopodal Radziejowic".

To był list od Alberta Chmielowskiego

cytat stąd - warto przeczytać

http://www.idziemy.pl/wiara/adam-chmielowski-pisze-do-przyjaciol/46199

 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @gabriel-maciejewski
29 sierpnia 2019 16:00

Myślę, że powyższa notka jak wiele poprzednich prowadzi czytelnika do konstatacji, że coś takiego jak lewica polityczna, a więc i prawica, nigdy nie istniało.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Pioter 29 sierpnia 2019 09:20
29 sierpnia 2019 17:25

Torche małe, ale czytelne jak najbardziej, po kliknięciu na miniaturkę rozwija się zdjęcie. Przynajmniej u mnie tak jest.

zaloguj się by móc komentować

cbrengland @gabriel-maciejewski
29 sierpnia 2019 18:45

Wtedy byli malarze, dzisiaj to reżyserzy, aktorki i aktorzy, czy celebryci wszelkiej maści, aha, big-beatowcy przecież przede wszystkim, czy inny kopacz piłki, a publiczność ma oglądać, podziwiać, a rano do roboty.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @gabriel-maciejewski
29 sierpnia 2019 20:48

Wczoraj w tel...ewizji widziałem Wesele. Jak żaba rażona przez żmiję chciałem, ale nie mogłem wcisnąć guzika z czerwoną kropką.

zaloguj się by móc komentować

Paris @betacool 29 sierpnia 2019 12:13
29 sierpnia 2019 21:16

Ciekawe...

... jakiej nacji byli ci tzw.  "kolekcjonerzy paryscy, londynscy czy nowojorscy" ???

zaloguj się by móc komentować

valser @gabriel-maciejewski
29 sierpnia 2019 21:54

I o tych jajcarzach z Krakowa i Bronowic chyba do dzis w szkolach uczo?

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @Paris 29 sierpnia 2019 21:16
3 września 2019 14:09

takiej samej jak wiedeńscy.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować