-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Rabini, bankierzy i cesarski waffen-dealer

Nie było dziś z rana Internetu u karmelitów. Nic więc nie mogłem napisać. No, ale już jestem w domu i chciałem przypomnieć pewien zapomniany dawno kawałek

Trudno doprawdy dociec, dlaczego obserwator tak wnikliwy i tak demaskatorski jak Heinrich Graetz poświęca losowi Żydów w czasie wojny trzydziestoletniej ledwie parę stron, które w zasadzie i tak dotyczą jedynie poprzedzających ją pogromów w miastach niemieckich oraz reakcji na nie miejscowych książąt i cesarza. Potem szybko, bez żadnych ceregieli przechodzi Graetz do sytuacji Żydów w Polsce za czasów Władysława IV, do wojny z Chmielnickim, która wybuchła z winy jezuitów rzecz jasna. Bo oni przecież są najbardziej odpowiedzialni za klęski i masakry jakie spadły na naród wybrany w czasie tej strasznej wojny. Nawet jednak w tym co jest nam dane możemy wyłowić pewne cenne informacje. Możemy się na przykład dowiedzieć, że kiedy w roku 1615 miasto Wormacja, gdzie istniała najstarsza gmina żydowska w Niemczech usiłowało się pozbyć swoich Żydów, z pomocą przyszedł im nie kto inny, ale palatyn reński Fryderyk, późniejszy król Czech, zwany królem zimowym, ze względu na niedługi czas swojego panowania. Zacznijmy jednak od tych pogromów. W końcu XVI i na początku XVII wieku Żydzi osiedlają się w Zjednoczonych Prowincjach Niderlandów, które uwolniły się właśnie od dominacji hiszpańskiej. Po kilku ledwie latach, nie bez związku z tym faktem, wybuchają zamieszki antyżydowskie w Niemczech. Do morderstw i grabieży dochodzi we Frankfurcie i w Moguncji. Dlaczego tam? Ponieważ Żydzi z Amsterdamu zamierzają przenieść się do Frankfurtu i utworzyć tam, jak pisze Graetz „pierwszorzędny punkt handlowy”. No, ale okoliczności im wyjątkowo wprost nie sprzyjają, mieszczanie frankfurccy zamiast ucieszyć się i przygotować miejsce dla tych ludzi, zamiast poczynić jakieś inwestycje pod przyszłą prosperity, wyciągają noże i straszą. To się oczywiście spotyka z odpowiednią reakcją władz. Nie tylko Fryderyka, palatyna reńskiego ale także cesarza. Fryderyk bierze Żydów w obronę, bo – jak podaje Graetz – przyjaźni się z lekarzem żydowskim Zacutem Lusitanusem, czyli mówiąc po polsku Portugalczykiem. No, ale popatrzmy kto dokładnie prześladował Żydów w Niemczech i jakimi metodami książę Fryderyk ich obronił. Przywódcą rozruchów był niejaki Vincent Fettmilch, mistrz piernikarski i pisarz miejski. Bunt zaś, jak wszystkie miejskie bunty w średniowieczu i czasach nowożytnych skierowany był przeciwko patrycjatowi, który stał się kastą zamożnych próżniaków żyjących z rent i wahnięć na giełdzie. Był to taki sam bunt cechów, jak rozruchy praskie dwieście lat wcześniej, zakończone epopeją husycką. Tyle, że do swoich celów mistrzowie cechowi nie zaprzęgli herezji. To znaczy byli oni luteranami, ale w roku 1614 Europa nie była już jednolicie katolicka, a więc i znaczenie herezji jako motoru służącego do uzyskania gospodarczych korzyści nie było aż tak wielkie. Ponieważ cechy nie miały możliwości, by zemścić się na patrycjacie, który w mieście przebywał teoretycznie jedynie, ciesząc się wolnością w swoich wiejskich posiadłościach, skierowały one swój gniew przeciwko Żydom. Sprawa była poważna, bo do tłumienia zamieszek Fryderyk reński, a potem cesarz Maciej użyli dragonów, piechoty i armat. Sprawy więc zaszły daleko. No, ale po pewnym czasie wróciły na swoje miejsce. Nie był to czas krótki, bo Żydzi wypędzeni z Frankfurtu i Wormacji wrócili tam dopiero po dwóch latach, w roku 1616. Otrzymali też od cesarza nowe przywileje, zupełnie tak, jakby przewidywał on, że niebawem coś się zacznie dziać i kredyty w żydowskich domach bankowych będą mu bardzo potrzebne. Z przywódcami buntu rozprawiono się w sposób dla tamtych czasów charakterystyczny, Fettmilcha poćwiartowano, a jego szczątki poprzybijano gwoździami w różnych częściach miasta. Frankfurt zaś musiał zapłacić Żydom odszkodowanie w wysokości 175.919 florenów. W Wormacji zaś Żydzi uzyskali od cesarza przywilej kupowania lub zabierania mleka wyprodukowanego przez krowy pasące się na miejskich pastwiskach. Graetz nazywa to 'kapitalną zdobyczą”. Po wybuchu wojny zwanej trzydziestoletnią Żydom żyło się może nie bezpieczniej, ale na pewno lepiej niż ich chrześcijańskim sąsiadom. „Wodzowie katoliccy otrzymali od cesarza wskazówkę, by oszczędzali życie i mienie żydowskie” - pisze Graetz, ale że pisze swoją książkę w wieku XIX kiedy triumfuje protestantyzm, dodaje zaraz, że w murach getta kryli się heretyccy uciekinierzy spod katolickiego miecza. Nie podaje jednak żadnych nazwisk. A szkoda. Cesarz Ferdynand uwolnił na czas działań wojennych wszystkich Żydów od ciężarów na rzecz wojska, nawet od przymusowego kwaterunku żołnierzy. Ponadto specjalnym postanowieniem utworzono nową kastę bankierską, zwaną po niemiecku Hofjuden. Mieli oni wspierać dwór w jego potrzebach wojennych. Wielu Żydów przybywało specjalnie do Niemiec i Czech, by znaleźć się wśród owych Hofjuden i zarobić na pośrednictwie w transakcjach z dworem. Zdarzył się jednak kiedyś, że wśród tej sielanki pomiędzy gminami żydowskimi a dworem, pewien zgrzyt. Oto w roku 1629 naczelny rabin Pragi Jom-Tow Lipman Heller został z rozkazu cesarza Ferdynanda aresztowany i osadzony w więzieniu. Zarzut był poważny, bo chodziło o obrazę religii chrześcijańskiej. Ponoć w sprawę znów zamieszani byli jezuici, którzy nie mogli ścierpieć coraz większych wpływów Żydów u dworu. No, ale kiedy przyjrzymy się temu bliżej okazuje się, że sprawy nie są aż tak proste. Oto cesarz Ferdynand zażądał od praskich Żydów dodatkowych podatków na wojnę w wysokości 40 tysięcy talarów. Heller jako naczelny rabin miał wraz ze specjalnie powołaną komisją zdecydować kto i ile wpłaci do cesarskiej kasy, żeby państwo mogło prowadzić wojnę. Zdecydowano, że obciążenia zostaną rozłożone na wszystkie rodziny proporcjonalnie do wysokości majątku. Wywołało to gwałtowną reakcję najbogatszych rodzin żydowskich z Pragi, które nie zamierzały uczestniczyć w subwencji na takich zasadach. Po nieudanych negocjacjach bogaci żydowscy kupcy postanowili oskarżyć Hellera przed cesarzem o przestępstwo w warunkach wojny religijnej najcięższe, o obrazę religii katolickiej. Nie wiemy jak sformułowane były zarzuty, ale skończyło się na tym, że rabbi Heller został skazany na ciężkie roboty. I wtedy stał się cud. No, może prawie cud. Przed sądem cesarskim pojawił się niedawno uszlachcony Żyd, bogaty i wpływowy plenipotent księcia Wallensteina, Jakub Bassevi z Treuenburka. Wyłożył on kaucję w wysokości 12 tysięcy talarów i uwolnił Hellera z więzienia. Natychmiast po zwolnieniu z więzienia Heller zaczął odpracowywać dług jaki mimowolnie zaciągnął u Basseviego, szczegółów jednak tego przedsięwzięcia nie znamy. Bassevi był człowiekiem zamożnym, wpływowym i uprzywilejowanym jeszcze przez cesarza Rudolfa, do Pragi przybył z Werony, gdzie się urodził. Cieszył się wolnością osobistą, wolnością inwestycji, wolnością kupowania nieruchomości w całym państwie i przywilejem zamieszkiwania w kwaterze cesarza. Można więc śmiało przyjąć, że pieniądze na wykup Hellera pochodziły ze szkatuły cesarskiej, a nie z jego osobistej, on zaś służył jedynie za pośrednika, który pomógł w uratowaniu Hellera, jakże cennego dla Habsburgów, z idiotyczne opresji. Skąd takie przypuszczenie? Stąd, że najsłynniejszy żydowski bankier w cesarstwie, czynny za panowania Rudolfa, Markus Mordechaj Meisel, stał się ofiarą podobnego procederu, ale o odwróconym wektorze. Cieszył się on bardzo poważnymi wpływami w cesarstwie, wiele było mu wolno, na przykład nabywał mnóstwo nieruchomości, których w zasadzie nabywać nie powinien. Cesarz patrzył na to przez palce, a tak zwana opinia publiczna uważała, że powodem tej postawy jest jego oderwanie się od życia doczesnego i zainteresowania sprawami ponadzmysłowymi oraz okultyzmem. Kiedy jednak Meisel umarł, Rudolf najspokojniej w świecie skonfiskował jego majątek, twierdząc, że został on zdobyty nielegalnie, na co spadkobiercy patrzyli lekko wytrzeszczonymi oczami. Tak się bowiem układały relacje pomiędzy domem panującym, a Żydami w złotym królestwie Czech na przełomie stulecia XVI i XVII. Ta właśnie, charakterystyczna postawa, polegająca na pozornym ignorowaniu i nie zauważaniu pewnych zachowań, po to by potem jednym ruchem zabrać to co się cesarzowi należy skłania mnie do stwierdzenia, że Bassevi wykupił Hellera z rąk sprawiedliwości na polecenie Ferdynanda II. Obaj byli mu bardzo potrzebni. Niektórzy niemieccy autorzy twierdzą, że nazywanie Jakuba Bassevi bankierem cesarza to nadużycie. Być może, ale niewielkie. Był on bowiem, po śmierci Meisla najważniejszym i najbardziej wpływowym Żydem w cesarstwie. Jako pierwszy praski Żyd uzyskał szlachectwo, a jego związki z Włochami były monarchii bardzo potrzebne. Jego gwiazda rozbłysła pełnym blaskiem w epoce, którą Czesi zwykli określać „czarną nocą niemieckich represji”. Bitwa na Białej Górze określiła definitywnie sytuację szlachty czeskiej na długie stulecia. Ludzie ci dokonując fałszywych i złych w istocie wyborów zdegradowali swój kraj i jego mieszkańców do roli podwykonawców w różnych politycznych i gospodarczych procesach, jakim ulegała Europa. O ile w stuleciu XVII jeszcze cokolwiek słychać o Czechach jako ludziach, o tyle w stulecie później Czech to jest już jakieś kuriozum, nikt nie chce być Czechem, ani mieć z Czechami jakichkolwiek związków. Sprawy zmieniają się w wieku XIX, ale także za sprawą ingerencji obcych, którym Czesi i Czechy są potrzebne do rozgrywania Niemców i osłabiania ich pozycji w świecie. Po bitwie białogórskiej rozpoczęły się tylekroć opisywane represje. Cesarz powołał specjalną komisję, na której czele stanął Karol von Lichtenstein, komisja ta miała zająć się kilkoma szalenie istotnymi sprawami. Po pierwsze miała wyłapać i osadzić w areszcie tych buntowników, którzy przeżyli i nie wyjechali za granicę. Po drugie ściągnąć z rynku wszystkie srebrne monety wyemitowane z polecenia króla Ferdynanda, po trzecie zająć się zmianą stosunków własności w Czechach, czyli przejąć na rzecz skarbu majątki buntowników lub ich część jeśli właściciel nie był akurat skazany na śmierć, ale zdecydował się na wygnanie, nie przyjmując religii katolickiej. Wśród najważniejszych członków komisji prócz Karola von Lichtenstein wymienić należy także kardynała Dietchisteina oraz Pawła Michnę, sekretarza, a później hrabiego. Na działanie tego ciała miał również wpływ Albrecht Wallenstein. Tak wyglądali główni rozgrywający z pierwszego garnituru komisji cesarskiej do spraw uporządkowania Czech po zbrodniczej rebelii. Był jednak jeszcze garnitur drugi i w nim znajdowało się zaledwie dwóch ludzi. Pierwszym z nich był Jakub Bassevi, a drugim Jan de Witte holenderski bankier z Amsterdamu. Jeśli kogoś to dziwi, nie umiem podzielać jego emocji, bo cały ówczesny świat mało się przejmował kwestiami wiary i dogmatami, ufając głównie pieniądzom i rapierowi przypasanemu do boku. Obecność kalwińskiego protestanta przy naprawie cesarskich finansów w Czechach nie powinna więc nikogo dziwić. Spośród wszystkich zadań jakie Ferdynand II postawił przed komisją Lichtensteina najbardziej interesować nas będzie owo ściąganie srebra z rynku, które zaowocować miało poprawieniem się koniunktur oraz ogólnym wzbogaceniem ludności i zwiększeniem się dobrobytu. Czyli wszystko szło prawie tak samo, jak w Polsce ludowej za Władysława Gomułki. Całą tę imprezę śmiało możemy nazwać Praskim Konsorcjum Menniczym, a mechanizmy wówczas wypracowane są z powodzeniem stosowane do dziś w różnych częściach świata, choć przecież czasy są podobno inne, a i srebrnej monety nie ma w obiegu już od dawna. Wymienieni panowie, trzymali rękę na najbardziej intratnym przedsięwzięciu jakie znał ówczesny świat, jeśli oczywiście nie liczyć kopalni srebra w Potosi, która pozostawała pod władzą vicekróla Peru, mianowanego przez króla Hiszpanii. Srebro z Czech, srebro, którym opłacano armię, przekupywano urzędników i płacono za towary i usługi miało być ściągnięte z rynku i przebite w praskiej mennicy, którą zarządzał Wilhelm Wrzesowicz, ojciec Jana Weyharda Wrzesowicza. Nie należał on do cesarskiej komisji, ale trudno wątpić, że w trakcie przebijania monet na nowe, które wkrótce zyskały sobie miano „długich” wzbogacił się znacznie. Pieniądze które po przetopieniu były wypuszczane z powrotem na rynek miały o wiele gorszą próbę. Różnica wagowa w srebrze ładowana była do kieszeni szacownych członków komisji. Dzięki informacjom zawartym w pracy Jorga K. Hoenscha, zatytułowanej „Historia Czech” wiemy ile zarobili poszczególni członkowie konsorcjum menniczego. Oto książę Frydladnu zarobił na tej operacji 617 249 florenów, Karol von Lichtenstein 453 185 florenów, Paweł Michna 726 1860 florenów. Nie wiemy niestety ile zyskał na tych oszustwach kardynał Dietrichstein, bo jego się w tym zestawieniu nie wymienia. Mamy za to nazwiska dwóch bankierów czyli Jakuba Bassevi i Jana de Witte oraz liczby, które przy tych nazwiskach figurują. I tu spotyka nas pewne zaskoczenie. Okazuje się bowiem, że zyski magnatów są niczym przy zyskach dwóch bankierów. Oto Bassevi wyciągnął z „naprawy czeskiej gospodarki” 6,75 milionów florenów, de Witte zaś 31,34 miliony florenów. To jest, przyznam, aż nie do uwierzenia, no ale niemiecka nauka nie myli się nigdy, ja zaś mogę jedynie przytoczyć te dane za badaczem z Niemiec. Czy cesarz coś o tym wszystkim wiedział? Myślę, że tak, ale był pewien, że żaden z wysoko postawionych złodziei nie może mu umknąć. Każdy jest śmiertelny, a prawo dziedziczenia łatwo zastąpić konfiskatą, jak to się stało w przypadku Mordechaja Meisla. Tak więc Ferdynand spokojnie przyglądał się machinacjom swoim dostojników. Być może także dostawał od nich coś z przeznaczeniem do swojej prywatnej szkatuły, mogą na to wskazywać różnice w wysokości zagrabionych pieniędzy, szczególnie w przypadku Lichtensteina i Michny. Sekretarz ukradł więcej niż przewodniczący komisji, to trochę dziwne. O wiele prawdopodobniejsze wydaje się, że Karol von Lichtenstein podzielił się zagrabionym majątkiem z kimś o wiele wyżej postawionym. Być może z samym cesarzem. Weźmy pod uwagę, że wojna toczyła się nadal, a Habsburgowie musieli mieć ją kim prowadzić, nie tylko w polu, ale także w kantorze i banku, wielcy złodzieje, tacy prawdziwi, działający z rozmachem, byli im bardzo potrzebni. Po śmierci Karola Lichetnsteina, w roku 1627 Jakub Bassevi zostaje natychmiast oskarżony o defraudacje majątku i wtrącony do więzienia. Jest to, jak mniemam, sposób w jaki cesarz prowadzi negocjacje ze swoimi majętnymi i bardzo wpływowymi poddanymi, wyznania mojżeszowego. Po kilku tygodniach Bassevi wychodzi z więzienia i staje się zaufanym człowiekiem, drugiego z wielkich panów zasiadających w konsorcjum menniczym, czyli Albrechta von Wallensteina. Na jego polecenie, z rozkazu i we współpracy z cesarzem organizuje armię, która wyruszy na Pomorze gromić Szwedów. W dziele tym pomagał Jakubowi Bassevi Jan de Witte. Był on potrzebny Wallensteinowi ze względu na swoje rozległe kontakty, był on także potrzebny kupcom z Antwerpii, którzy po zwycięstwie stanów niderlandzkich w wojnie z Hiszpanią i utwierdzeniu supremacji handlowej Amsterdamu na północy, zostali pozbawieni rynków i zysków. Witte był tym człowiekiem, który poprzez sieć pośredników we wszystkich miastach cesarstwa otworzył dla nich rynek Europy Środkowej, rynek czeski, śląski, morawski i austriacki. Żeby obsługiwać wielką armię trzeba było mieć do dyspozycji sieć nie lada współpracowników, trzeba było mieć do dyspozycji kopalnie, zakłady produkujące węgiel drzewny, proch, saletrę, trzeba było dysponować lojalnymi warsztatami płatnerskimi i znać bankierów lokalnych, którzy swoim autorytetem poręczać będą zakupy do cesarskiej armii. W czasach, kiedy większość interesów załatwiana była na słowo, a ewentualne nadużycia regulowano szpadą lub pistoletem, był z tym spory kłopot. Dlatego właśnie tak potrzebni byli cesarzowi i jego generalissimusowi ludzie pewni i niezawodni, ludzie mający oparcie w starych handlowych rodach, w firmach funkcjonujących wiele lat, na jednym terenie, ludzi tacy jak Jan de Witte i Jakub Bassevi. Sieć pośredników jaką dysponowali była ogromna, ale poprzez swój ogrom zawodziła czasem, bo zawsze znajdą się w takiej strukturze oszuści, złodzieje publicznego grosza i kombinatorzy. Dlatego Wallenstein za wszelką cenę dążył do tego, by jak największą część produkcji wojennej skupić w swoich dobrach, w księstwie Frydlandzkim, w Jicinie i na Śląsku. Proces ten trwał długo i pochłaniał mnóstwo pieniędzy, ale nie było innego wyjścia. Tylko centralizacja produkcji, na terenie odległym od głównych frontów, a po Białej Górze właśnie Czechy były takim terenem, gwarantowała sukces. Nie oznaczało to, że generallisimus zechce pozbyć się od razu swoich pośredników. Na pewno znaleźliby oni inne zatrudnienia. Witte prócz kontaktów w cesarskich Niderlandach miał także wpływy w Genewie, a Bassevi w Wenecji. Miasta te także chętnie brały udział w przedsięwzięciach handlowych na terenie Czech, Moraw i Austrii. Nie było więc niebezpieczeństwa, o ile armia będzie zwyciężać, że coś się załamie i koniunktury oklapną. Hans de Witte został w roku 1624 obdarowany przez cesarza Ferdynanda tytułem szlacheckim i ożenił się, jak podają autorzy niemieccy, z córką naczelnego skarbnika Czech. Nie umieszczając przy tym nazwiska narzeczonej, ani jej ojca. To jest trochę niepoważne, zważywszy na autorytet jakim cieszy się niemiecka nauka. Wypada zastanowić się więc, czy ów naczelny skarbnik Czech, nie jest czasem tożsamy z zarządcą cesarskiej mennicy, panem Wrzesowiczem. No, ale na to pytanie odpowiedzieć z całą pewnością nie możemy. Kariera Hansa de Witte załamała się w roku pierwszego kryzysu wallensteinowskiego, w roku 1630 kiedy elektorzy wymusili na cesarzu usunięcie Albrechta Wallensteina ze stanowiska głównego dowódcy wojsk. Nadszedł kryzys, który opisywany jest przez Niemców nader oględnie, z pominięciem wszystkich właściwie szczegółów. Bassevi ów kryzys przetrwał, a de Witte nie. Bassevi przesunięty został na stanowisko administratora dóbr księcia Frydlandu, a Hans de Witte popełnił samobójstwo. W jakich okolicznościach? Ciekawych, jak to zwykle bywa w przypadku bankierów i handlarzy bronią. Ten kalwiński przedsiębiorca, czeski szlachcic, wyniesiony do najwyższych godności przez katolickiego cesarza, powiesił się ponoć w swoim domu w Pradze. No, ale gdzieniegdzie znaleźć możemy informację, że dom ów wcześniej sprzedał. Nie mógł się więc powiesić w nieswoim już domu. Ponoć strzelił sobie w głowę i tak zginął. Jak widzę atrapy siedemnastowiecznych pistoletów wolę już uwierzyć w powieszenie na jakimś wynajętym na chybcika strychu. To pewniejszy sposób niż strzelanie do siebie z tej broni. Pojawiają się jednak również inne doniesienia, oto Hans de Witte miał się ponoć rzucić do głębokiej studni. Rzucić się do studni? Ha. Można się rzucić do Wełtawy, w przepaść, pod tramwaj, albo na barykadę, ale rzucanie się do studni to jest sport skrajnie ekstremalny. Jeśli już znajdujemy w studni czyjeś ciało, to mamy 99,9 procent pewności, że zostało ono tam wrzucone przez osoby zwane w kryminalistyce trzecimi. I nie zawsze mamy pewność, że ciało to było w chwili zderzenia z lustrem ciemnej wody martwe. O tym orzekają dopiero biegli lekarze sprawdzając czy w płucach nieboszczyka znajduje się woda. W chwili kiedy doszło do gwałtownej śmierci Hansa de Witte nie było jednak w pobliżu żadnego medyka, a nawet gdyby był nie potrafiłby stwierdzić kiedy dokładnie nastąpił zgon bankiera. Nie do tego bowiem służyli medycy na dworach siedemnastowiecznej Europy. Przyjedzie jeszcze pora by o nich opowiedzieć. Hans de Witte pozostał więc samotny ze swoją śmiercią i dziś jej przyczyn nie próbują ustalić nawet niemieccy historycy. Wróćmy na koniec do Jakuba von Bassevi, on także umarł, ale później, umarł w tym samym roku, w którym zakończył się żywot Wallensteina. Najprawdopodobniej stało się to w czasie ucieczki ku granicy. Bassevi przestał być potrzebny, jego majątek skonfiskowano, a rodzina żyła ponoć jeszcze długo, mieszkali w praskim getcie i klepali biedę. Może tak, a może nie. Sprawdzenie tego to kolejne wyzwanie, jakie stoi przed niemiecką nauką, bo na polską nie ma przecież co liczyć. Zagadka ta nie musi być wcale trudna do rozwiązania, kiedy bowiem ruszymy tropem rodziny Bassevi odnajdziemy jej przedstawicieli z podejrzaną łatwością. Jakub Bassevi miał dwóch synów jeden z nich nazywał się Leon Leib Jehudah Basevi a drugi Naftali Herz Hirsch Basevi. Obaj pisali swoje nazwiska inaczej niż ojciec, przez jedno „s”. Naftali miał z kolei czworo dzieci: Dolce Basevi Cervetto; Ricca Basevi Cervetto; Giuseppe Basevi Cervetto i Naftali Basevi Cervetto. Z tej czwórki najważniejszy dla nas jest Giuseppe, miał on, prócz innych dzieci także syna Salomona. Ten z kolei miał sześcioro dzieci, a w tym syna nazwanego popularnym w rodzinie imieniem Naftali. Naftali wyjechał z Włoch, gdzie mieszkała cała rodzina do Londynu i tam umarł w roku 1802. On również miał synów, ale nas tutaj bardziej interesuje jego córka – Maria. Wyszła ona za mąż, za młodzieńca pochodzącego z dobrej, sefaradyjskiej rodziny, za Izaaka Disraeli, badacza literatury, człowieka inteligentnego, o otwartej głowie. Miała z nim pięcioro dzieci. Jedno z nich, syn imieniem Benjamin, urodzony jako drugi z kolei, porzucił judaizm i został członkiem kościoła anglikańskiego. Zrobił wielką karierę został premierem Wielkiej Brytanii. Dzięki niemu właśnie królowa Wiktoria mogła włożyć na skronie cesarską koronę Indii.

 

Okazało się, że mam jeszcze takie książki

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-domowa-w-polsce/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-kradziezy-wehikulu-niesmiertelnosci-jacek-drobny/ 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pustelnik-polnocnego-ogrodu-tomik-poezji-ojca-antoniego-rachmajdy/ 

 

 



tagi: żydzi  praga  bankierzy  disraeli  wojna 30-letnia 

gabriel-maciejewski
29 maja 2026 13:28
23     1431    12 zaloguj sie by polubić
Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

Komentarze:

Andrzej-z-Gdanska @gabriel-maciejewski
29 maja 2026 15:16

Ciekawa notka. Chyba występuące postacie gdzieś się przewijały, w jakichś Twoich książkach?

Postanowiłem coś poszukać o tym Hansie, ale to co znalazłem w angielskiej Wiki jest dziwnie napisane, żeby nie napisać, że śmiesznie. Śmieszne nie jest, bo Hans "rzucił się" do studni. Myślę, że taka poważna persona nie mogła, po prostu, zwyczajne wpaść do studni jak jakis wiejski/miejski głupek. No, chyba, że na rozkaz.

Oto cała wiadomość:

Hans de Witte (1583–1630) był niemieckim finansistą, który był głównym sponsorem armii Albrechta von Wallensteina podczas wojny trzydziestoletniej. Po tym, jak Wallenstein został zwolniony przez Ferdynanda II, de Witte popełnił samobójstwo. Wallenstein został zwolniony 26 sierpnia 1630 r., De Witte popełnił samobójstwo 28 sierpnia 1630 r. i nie mógł w żadnym wypadku usłyszeć tej wiadomości. De Witte stał się bardzo zamożny dzięki współpracy z Wallensteinem. Nie będąc w stanie spłacać pożyczek, stracił zdolność kredytową, a inni finansiści go unikali. Wallenstein odpowiedział na jego prośby, żądając natychmiast 20 000 guldenów na miesięczne utrzymanie swojego dworu. De Witte rzucił się do studni. Po otrzymaniu tej wiadomości Wallenstein wysłał ekipę, aby odzyskała jak najwięcej aktywów.

Przetłumaczono z DeepL.com (wersja darmowa)

https://en.wikipedia.org/wiki/Hans_de_Witte

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski
29 maja 2026 15:54

I stad takie zmiany w nowoczesnej bankowości. Trudno rozeznać właściciela, wyczaić jego adres. A na wszelki wypadek dofinansowanie studni - to tylko z dala od siedzib banków - najlepiej gdzieś daleko w Afryce. 

zaloguj się by móc komentować



stachu @gabriel-maciejewski
29 maja 2026 16:23

Niektórym bankierom wydawało się, że złapali Pana Boga za nogi, a to był zwykły książę. Na marginesie - wehikuł jest mój.

zaloguj się by móc komentować

jan-niezbendny @gabriel-maciejewski
29 maja 2026 16:31

Im głębiej w przeszłość, tym bardziej tropy zacierają się i plączą. Ten łańcuch pokoleń, łączący premiera Wielkiej Brytanii z cesarskim  bankierem ma jedno słabe ogniwo, a mianowicie postać Giacobbe (Giacomo) Basevi zwanego Cervetto. Otóż nie wiadomo, jakoby był synem Neftalego, a wnukiem Jacoba Bassevi. W ogóle niewiele wiadomo o jego pochodzeniu poza tym, ze urodził sie w 1682 roku prawdopodobnie w północnej Italii (Wenecja? Werona?), skąd przybył do Londynu w 1738 lub 1739, a może (jak twierdzi jeden badacz) już w 1728. Tu zajął się najpierw handlem instrumentami, a potem zyskał wzięcie jako wiolonczelista. Tutaj także zmarł jako stulatek, pozostawiając jedynemu synowi w spadku 20 tysięcy funtów. Ów syn jednak nazywał się James i, rzecz jasna, nie mógł wyemigrować z Włoch do Anglii. Tymczasem dziadek premiera Disraelego rzeczywiście nazywał się Naphtali Basevi i przybył do Londynu z Werony w 1762 roku. Czy łączyło go coś z baronem Bassevim von Trauenberg? Jeśli tak, to na pewno nie przez Cervetta.

Zachodząc temat z drugiej strony, według Deutsche Biographie Jakob Bassevi von Treuenberg miał tylko jednego syna imieniem Samuel. Co prawda, był trzykrotnie żonaty, ale o innych synach nie wiemy. Tym bardziej nie wiadomo, żeby mieli nazywac się Leon Leib i Naftali Herz. Ci pojawiają się na niektórych portalach genealogicznych jako synowie Josepha Basseviego (1583 - 1671), syna Leviego. Nie zgadza się ani imię dziadka, ani daty urodzenia i śmierci ojca. 

Jak pisze Lucien Wolf w artykule The Disraelis Family, lord Beaconsfield [Benjamin Disraeli, znaczy] miał dość mglista wiedzę o swoich korzeniach. "Jego dziadek, praktyczny człowiek biznesu, nigdy nie próbował rozwikłać tajemnicy swojego pochodzenia. Ojciec mógłby mu opowiedzieć wiele o przodkach ze strony matki i innych znamienitych powiązaniach rodziny, ale wygląda na to, że tego nie zrobił. [...] Rodzina Basevi pochodziła z Werony i utrzymuje się, że należał do niej Jakub Batsheba Schmieles, zamożny dworski Żyd z Pragi, który w 1622 roku został nobilitowany przez cesarza Ferdynanda i otrzymał tytuł barona Bassevi von Treuenburg. Jest to jednak wątpliwe, chociaż grób barona jest dziś pokazywany angielskim turystom odwiedzającym Pragę jako miejsce spoczynku jednego z przodków lorda Beaconsfielda".

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @gabriel-maciejewski 29 maja 2026 16:14
29 maja 2026 17:17

Tak myślałem. świetna książka! czyli "Tajna historia Czech" :-)

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @jan-niezbendny 29 maja 2026 16:31
29 maja 2026 18:08

Musi pan o tym wszystkim powiedzieć administratorom portalu geni, oni wtedy posłuchają i poprawią poczynione przez siebie wcześniej błędy

zaloguj się by móc komentować


OjciecDyrektor @gabriel-maciejewski
29 maja 2026 18:38

Czechów reaktywowano - a akże! - w tym czasie,,co Ukraińców, czyli po wojnach napoleońskich i też przy decydującej pomocy poetów, co pisali, zachwalali ludowszczyznę. I myślę, że pieniądze na to płynęły z Petersburga. Bo komu wtedy potrzebni byli bardzo Czesi?

Co do bankierów, to dziś zastąpiono ten proceder emisją i obsługą obligacji rządowych. I fortuny z tego tytułu są większe, niż pana Witte. Nie wiem tylko jak oni tam się dzielą tym "smalcem", ale coś wskazuje, że tego smalcu zabeaknie, bo bank centralny USA nie chce już skupować obligacji. A to oznacza -:bujajcie się frajerzy" - to jeszcze lepszy numer, niż ten wykręcony spadkobiercom Meisela czy temu Żydowi z Werony.

No i ja koniec jeszcze o Żydach...:). Właśnie przeleciał njys, że w Boliwii złapano lidera najgroźniejszego i największego gsngu w Brazyli PCC - a imię i nazwisko tego pana chyba też pochodzi z Werony....:). Gerson Palermo...:). Gerson to typowo żydowskie imię (a przynajmniej ja znam dużo Gersonów z tej nacji). A Palermo to nawet nie trzeba nikomu wyjaśniać...:). I ja to aresztowanie też łączę z bankierami i obligacjami. No ale oficjalnie zarzuty są inne. 

Tak więc wszyscy na całtm świecie kopiują dobre wzorce...:)

 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @OjciecDyrektor 29 maja 2026 18:38
29 maja 2026 18:40

Może jakiś film o Gersonie nakręcą

zaloguj się by móc komentować

jan-niezbendny @gabriel-maciejewski 29 maja 2026 18:08
29 maja 2026 19:20

Geni to serwis, którego użytkownicy budują niezależnie swoje drzewa genealogiczne na podstawie wiedzy, ktorej zwykle nie sposób zweryfikować (np. archiwa rodzinne, ustnie przekazywana tradycja). System sugeruje połączenia z drzewami innych użytkowników i tak powstaje duża baza danych - czasem jedynych dostepnych. Rzekomi dwaj synowie Jakuba syna Abrahama nie figuruja w encyklopediach, a tutaj występuja jako synowie Josepha syna Leviego. Nie wiem, czy to błąd. Nie sposób tego zweryfikować. To jest zreszta rzecz drugorzędna wobec faktu, że według opracowan opartych na źródłach archiwalnych, takich jak Deutsche Biographie, bankier Jakub Bassevi nie miał synów o takich imionach.

w 3. tomie 22-tomowej Encyclopaedia Judaica - 2nd Edition (2007) są dwa odrębne, niepowiązane z sobą hasła: "BASSEVI OF TREUENBERG (Treuenburg), JACOB" oraz "BASEVI". To drugie dotyczy włoskiej rodziny niemieckiego pochodzenia (zwracam uwagę na kierunek migracji) i tam stoi czarno na białym: "Nie jest jasne, jakie powiązania łączyły tę rodzinę z rodziną Bassevi z Pragi (zob. Bassevi, Jacob von Treuenberg)". Spośród przedstawicieli włosko-angielskich Basevich obszerniej omówiono: Abrahama i Josepha - drukarzy z Salonik (sic!). Abraham nasteponie wyemigrował do Damaszku, a jego brat do Werony. Ci dwaj to XVI/XVII wiek. Potem jest juz wiek XVII/XVIII: Gioacchino - prawnik z Mantui, następnie z Mediolanu, Emanuele - lekarz z Pizy, Abramo - muzyk z Pizy, Giuseppe - rabin z Werony. W XVIII wieku część rodziny wyemigrowała do Anglii i tutaj są wymienieni: znany nam już Nathaniel (lub Naphtali)  - prawnik, dziadek Disraelego, jego brat Joshua, syn Joshuy Nathaniel (popularne imie w tej rodzinie), również znani już nam Jacob Cervetto i jego nieslubny syn James, a takze podróżnik James Palladio. Jest jeszcze Joseph Basewi (przez "w"), który założył w Trieście firmę eksportujaca cukier na rynki wschodnie.

Tak więc według wymienionych opracowań po prostu nie ma żadnych potwierdzonych powiązań Jacoba Basseviego z Pragi z rodziną Basevi, z której poprzez matkę wywodził się Disraeli. Genealogia, którą Pan przedstawił to puzzle złożone z elementów pochodzacych z co najmniej dwóch różnych pudełek.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @jan-niezbendny 29 maja 2026 19:20
29 maja 2026 19:22

Nie jest jasne, czyli nie jest też ciemne. Wykluczyć nie można

zaloguj się by móc komentować


OjciecDyrektor @gabriel-maciejewski 29 maja 2026 18:40
29 maja 2026 19:53

Tak. "Don't cry for me Brasilia"...:). W roli głównej będzie Madonna...:)

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @OjciecDyrektor 29 maja 2026 19:53
29 maja 2026 19:53

To znaczy Madonna stworzy piosenkę filmową...:)

zaloguj się by móc komentować

stachu @gabriel-maciejewski 29 maja 2026 18:08
29 maja 2026 22:32

No, nieśmiało powiem, nieśmiertelności.

zaloguj się by móc komentować


jan-niezbendny @OjciecDyrektor 29 maja 2026 18:38
29 maja 2026 22:49

Ja wiem, Ojcze, że żartujecie, więc proszę i mój komentarz potraktować z przymrużeniem oka.

>> Gerson to typowo żydowskie imię (a przynajmniej ja znam dużo Gersonów z tej nacji). 

I pod tym względem jesteście wyjątkowi. Bardzo trudno jest spotkać Żyda o imieniu Gerson. Przynajmniej w Europie jest to raczej nazwisko, nie imię. Prawda, niezbyt częste - w Polsce nosi je około 20 osób - ale spotykane. Anglojęzyczna Wiki odnotowuje w sumie 13 takich postaci, w tym naszego rodaka, znanego malarza Wojciecha Gersona. Zdaje się, ze nie był Żydem.

Za to w tej samej Wiki na 15 osób o imieniu Gerson dziesięć to Brazylijczycy. W tym kraju istnieje praktycznie niespotykany gdzie indziej obyczaj używania nazwisk - najczęściej obcych, brzmiących z anglosaska - jako imion: Wagner, Robson, Cleidson, Jeferson, Washington, Lincoln, Kennedy, Clinton, Edison... Sam podczas kilkutygodniowego tam pobytu poznałem dwóch Andersonów i jednego Nilsona. Z czego dwóch było czarnych, czyli nie Skandynawowie i nie Żydzi chyba. 

Oczywiscie imię Gerszon/Gershon jest biblijne, a więc żydowskie, i zdarza się (rzadko) w fonetycznie uproszczonej formie Gerson, ale gdybym mial określać pochodzenie akurat brazylijskiego gangstera, to orientowalbym się na jego nazwisko.

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @jan-niezbendny 29 maja 2026 22:49
29 maja 2026 22:58

No jasne że to z pochodzenia Italisnirc,l. Ale jak sam pan zauważył imię Gerszon pochodzi z Biblii...a więc jednak żydowskie....:). No ale w Italii istnieje do dziś najstarsza na swiecie gmina żydowska - w Rzymie. Nie mówiąc już o tym, że w Italii żyło i żyje mnòsywo zasymulowqnych Żydów.

Gdy Grecję podbili hitlerowcy, to dali Włochom część jej terytorium do kontroli. No i na tych terenach, ku rozpaczy gestapowców, Włosi najzwyczsjniej chronili Żydów. Za pieniądze rzecz jasna, ale każdy z nas wie, że pieniądze nie ratowały Żydów w czasie tej wojny, a przynajmniej rzadko.

Brazylia jest już w 1/4 krajrm heretyckim, gdzie protestantyzm wyznaje ponad 50mln ludzi. Więc te nazwiska anglosaskie to zapewne protestancki import.

 

zaloguj się by móc komentować

jan-niezbendny @OjciecDyrektor 29 maja 2026 22:58
29 maja 2026 23:34

Tak, szczególnie ekspansywne są wyznania ewangelikalne, sporo tez jest wyznawców różnych religii synkretycznych. Ale protestanci na całym świecie używaja najczęściej "zwykłych" imion. Chyba jednak w Brazylii to przejaw naiwnego snobizmu. Coś jak nasze Kewiny i Brajany w swoim czasie, tyle że bardziej kreatywnie. 

Poza tym predylekcja do urobionych z nazwisk imion zakończonych na -son (tych jest najwięcej)  może wynikać z subiektywnego odczucia siły i męskości, jakimi pobrzmiewa ten przyrostek w języku portugalskim, szczególnie w "śpiewnej" odmianie brazylijskiej.

No dobrze, tyle na dzisiaj. Boa noite. ;)

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @jan-niezbendny 29 maja 2026 23:34
30 maja 2026 18:26

Wiele denominacji protestanckich też używa imion typowo żydowskich, wziętych od patriarchów i proroków(Samuel, Mojżesz, Aaron, Eliasz itp.), z powodu tego, że uważają je za "bardziej biblijne".
W USA jest to bardzo rozpwoszechnione wśród tamtejszych protestantów.

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować