-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

PPS kontra spółdzielcy, drobnomieszczanie i Żydzi

Muszę zwolnić, a nie mogę. Dziś znów wyjeżdżam. Zostawiam fragment jednego z rozdziałów nowej Baśni socjalistycznej. Najgorsze jest to, że wymyśliłem iż Salon Ciekawej Książki w Łodzi, na który się wybieram ma się odbyć w dniach 23-25 listopada, on zaś odbywa się w dniach 16-18 listopada. Muszę wszystko odkręcać. Mam też pytanie - czy koledzy z Łodzi mogliby pomóc mi w rozładunku w piątek 16 listopada? Będę wdzięczny. A teraz już fragment rozdziału.

 

Praca Jana Żerkowskiego PPS a ruch spółdzielczy w Polsce, należy do tych mimowolnie demaskujących się dzieł, których nie czyta się z przyjemnością. Żerkowski nie ma za grosz wdzięku i nie potrafi ładnie kłamać, za to pewne rzeczy objaśnia wprost. Możemy się z jego broszury dowiedzieć, dlaczego spółdzielczość polska w Galicji nie mogła konkurować ze spółdzielczością ukraińską, a także dlaczego spółdzielczość polska w Królestwie nie mogła konkurować z żydami. Dowiemy się też, dlaczego socjaliści z PPS całkowitym milczeniem kwitowali dokonania i osiągnięcia księdza Wawrzyniaka w Wielkopolsce oraz sukces żywiołu polskiego w walce ekonomicznej z Niemcami.

Zacznę może od prostej odpowiedzi na dwa pierwsze pytania. Nie było sukcesu polskich spółdzielców w Galicji, bo ruchem spółdzielczym, a mam tu na myśli ruch lewicowy, kierował Jędrzej Moraczewski. W Królestwie nie było zaś tego sukcesu ponieważ stery socjalistycznej spółdzielczości chwycił w swoje rewolucyjne dłonie Stanisław Wojciechowski, pseudonim Gromnica, a do pomocy najął sobie pisarza Żeromskiego. Teraz po kolei będę wyjaśniał o co chodzi w tej syntetycznej bardzo formule.

Spółdzielczość, jak twierdzi Żerkowski, jest starsza niż socjalizm. I do momentu, w którym ruchy spółdzielcze nie ujawniły swojej mocy oraz swoich aktywów, spółdzielczość jako sposób na polepszenie życia mas, socjalistów nie interesowała. Oto stosowny cytat

 

spółdzielczość traktowano przez długi czas jako

organizację nie mającą w sobie momentu klasowego – widziano

w jej założeniu gospodarczym raczej cechę drobnomieszczańską.

Zwłaszcza, że w wielu ośrodkach spółdzielczych kierownictwo

ruchu nadawało mu istotnie taki charakter.

 

Jak widzimy spółdzielczość była dla socjalistów burżuazyjną pułapką na lud, który angażując się w kooperatywy odsuwał od siebie myśl o rewolucji. Jak wiemy kooperatywy mogą funkcjonować w różnych branżach. Socjaliści jednak interesowali się tylko jedną – przemysłem spożywczym. Ich zainteresowanie dla ruchów spółdzielczych wykształciło się w pełni wraz ze sławną rewolucją roku 1905, a potem było już z górki. Wielka wojna co prawda przerwała pęd socjalistów ku kontrolowaniu rynku żywności poprzez przejmowanie spółdzielni, ale w wyzwolonej ojczyźnie, nie mieli oni już żadnych zahamowań jeśli idzie o te kwestie.

Przyjrzyjmy się teraz doktrynie, która przyświecała socjalizmowi niepodległościowemu i rzutowała na stosunek socjalistów z PPS do spółdzielców. Oto socjalizm, który jak wiemy dąży do dobrostanu mas, jego naturalnym zapleczem jest wiecznie głodna klasa robotnicza, która ma stać się zaczynem rewolucji i przyszłego, szczęśliwego ustroju. Wobec tak spozycjonowanej misji, socjaliści nie mogą współpracować na przykład z księżmi społecznikami. A więc pan Żerkowski pisze nam, że w Wielkopolsce pod panowaniem pruskim, spółdzielczość nie istniała. Oto stosowny cytat:

 

Poznańskie i Pomorze ze względu na swe

specyficzne warunki polityczne i gospodarcze – nie były objęte

ruchem spółdzielczym spożywców.

 

A pisze to w roku 1933, nie w roku 1953, jak mogłoby się zdawać, kiedy to pamięć o księdzu Wawrzyniaku i jego dziele, nie mogła być wspominana. Nie było w Wielkopolsce spółdzielczości spożywczej, zaś w Galicji i Królestwie spółdzielczość przybierała często formy kapitalistyczne. Co to znaczy? Otóż chodzi o to, że spółdzielcy bogacili się każdy po swojemu i zakładali własne sklepy oraz instytucje finansowe. W Wielkopolsce zaś, gdzie sporą grupą spółdzielców i udziałowców kooperatyw i banków byli księża, socjaliści nie mieli co liczyć na sukces. To się socjalistom, dążącym z całym impetem do destrukcji wszystkiego, a następnie do odbudowy tegoż wszystkiego na wyznaczonych przez siebie zasadach nie mogło podobać. Tak więc Żerkowski klasyfikuje spółdzielczość w Galicji i Królestwie jako drobnomieszczańską i klerykalną, bo zawsze się w jednej czy drugiej spółdzielni jakiś klecha znalazł. Z tego też względu każdy ruch spółdzielczy poza spożywczym jest poza zainteresowaniem socjalistów z PPS. To się trochę zmieni po odzyskaniu niepodległości, ale nie uprzedzajmy faktów.

Skoro spółdzielczość drobnomieszczańska, klerykalna i dążąca do indywidualnego sukcesu poszczególnych spółdzielców wyłączona jest z obszaru zainteresowań PPS, to ludzie zajmujący się nią nie są przez PPS traktowani jako równorzędny partner w dziele odzyskiwania niepodległości. Ta właśnie ukryta zależność leży u podstaw formuł Józefa Piłsudskiego, tak często nieraz powtarzanych, a mówiących o tym, że Polacy moralnie nie dorośli do niepodległości i moralnie nie dorośli do poświęceń jakich ta niepodległość wymaga.



tagi: niepodległość  piłsudski  targi  spółdzielczość 

gabriel-maciejewski
8 listopada 2018 07:13
4     1257    11 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Wawrzyniec @gabriel-maciejewski
8 listopada 2018 08:27

No pewnie, że pomożemy w rozładunku. Bliżej 16 się skontaktuję.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski
8 listopada 2018 11:00

Spółdzielnie w II RP udało się socjalistom w większości przejąć, ale ziemian - głównych producentów żywności trzeba było, po okresie skubania parcelacją i podatkami, definitywnie zlikwidować po II wojnie. Bo jak pisał Daszyński, z nimi robotnicy nie mają żadnych interesów (sic! Taka była wiedza zawodowego polityka o rynku żywnościowym!). Nawet kapitalista był wg towarzysza posła lepszy od właściciela ziemskiego, bo poniekąd na jednym wózku z robotnikiem jechał i strajk mógł być na niego skuteczną bronią. A na takiego ziemianina bata nie było, bo strajk robotników rolnych mógł być rozwiązywany indywidualnie i rzadko miewał charakter masowy. Chociaż więc tow. Ignacy komunistów nie lubił, to właśnie oni jego intencje i myśli w życie raz a dobrze wcielili. Co do dziś nam się czkawką odbija...

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @jolanta-gancarz 8 listopada 2018 11:00
8 listopada 2018 11:33

W 1906 F. C. Howe w książce Wyznania Monopolisty wyłożył całą strategię socjalistycznego dobra społecznego wprxegnietego w politykę. .tak aby społeczeństwa pracowały dla kapitalisty - monopolisty. Cel J. P. Morgana i J. D. Rockefellera. .

K. Marks był przez nich przyjęty  Z otwartymi rękami bo dał przepis na ich sukces. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

S80 @jolanta-gancarz 8 listopada 2018 11:00
8 listopada 2018 14:52

1919. "Ciekawe. iż Daszyński groził w sejmie nawet rzezią panów. Jako socjalista wie doskonale, że reforma rolna, projektowana przez witosowców, stoi w sprzeczności z dogmatami literatury jego ideologów. Ideologowie ci głosili, że przez koncentrację posiadania dąży się do upaństwowienia. Z tego powodu byli zawsze przeciwni rozdrabnianiu własności. Wiadomo jednak, że pan Daszyński nosi swoje teorje socjalistyczne, jak czapkę, na bakier.(...)

"Leży przed nami tekst mowy sejmowej Dąbskiego z dnia 3-go czerwca [1919]. Dąbski powiedzial: "Hrabia Karolyi* dobrowolnie oddał swe dobra pod nóż parcelacyjny". Na to odezwał się głos na sali: "U nas takich niema" (Gazeta Ludowa Nr. 24). Dąbski nie sprostował tego oczywistego fałszu. Albowiem w zeszycie kwietniowym "Ziemianina" znajduje się deklaracja naszych ziemian w sprawie rolnej, złożona na ręce Marszałka sejmu. W tej deklaracji ziemianie nasi oddali pod nóż parcelacyjny półtora miljona morgów. Jest to jednak nie na rękę agitatorom typu Dąbskich, Witosów i Daszyńskich. Oni dążą do rewolucji a nie do reformy rolnej.
Świetną odprawę dał tym wywrotowcom i ich ciemnym sojusznikom poseł poznański ksiądz [Józef] Kurzawski. Mówił: "Wiem, że panom cyfry nie podobają się i świadczy to smutnie o poziomie panów. Nie każdy człowiek urodził się agronomem i uczonym, trzeba fałdów przysiąść i uczyć się. Może doskonale znacie się na ziemi, ale odmawiam wam prawa sądzenia o tym, co tu przytaczam." Powstała wielka wrzawa: "To jest niesłychane! Co to znaczy!" Cała Warszawa sobie opowiada, że gazety opuściły pewien epizod z mowy księdza Kurzawskiego. A opowiada sobie ten epizod, jak następuie. Gdy ksiądz Kurzawski mówił, odezwały się głosy chłopów "Na ambonę, na ambonę!" Wtedy ksiądz Kurzawski miał tak się odezwać; "Na ambonę? Racja. Tam spełniać powinienem swoją misję kapłańską. Ale jeżeli już panowie tak pilnujecie się miejsc, to wam powiem a do łopaty, a do wideł, a do gnoju, bo nie tu wasze miejsce!".

*hr. Mihály Ádám György Miklós Károlyi de Nagykároly "(ang) Przekazał dzierżawcom swoje włości rodzinne. Był to jedyny transfer ziemi; socjaldemokraci zablokowali wszelkie pomiary [measures], które mogłyby prowadzić do przekazania tych ziem chłopstwu, uzsadaniając to propagowaniem kapitalizmu".


1919. "W Warszawie odbył się zjazd dwudniowy robotników rolnych. Na zjeździe tym poseł Ignacy Daszyński wzywał służbę folwarczną do gwałtów. "Nie dajcie parcelować", wołał, "zanim nie ustalona będzie ustawa umyślna" (Robotnik Nr. 280 z 26 sierpnia). Cóż to znaczy "nie dajcie parcelować"? To znaczy: rozpędzajcie kłonicami chłopów, chcących nabywać ziemię od obywateli, przepędzajcie jeometrów, odmierzających parcele, dopuszczajcie się gwałtów, jakich się dopuszczano w ziemi lubelskiej i w innych okolicach kraju. Nietykalny poseł chce bowiem nadać specjalną interpretację uchwale sejmowej o reformie rolnej. Gdy sejm parcelacyjny uchwalił wywłaszczenie majątków ziemskich na rzecz chłopstwa wogóle, pan poseł Daszyński, chcąc jako socjalista odebrać ludowcom służbę folwarczną i wcielić ją do swej partji, pragnie ustawę zmienić w ten sposób, iżby majątki zagarnęła służba folwarczna tych majątków.(...)  
Zarazem zjazd parobczański, kierowany przez nietykalnego wichrzyciela [Daszyński], uchwalił, że jeżeli nie uwzględni się tych żądań, to pracownicy rolni razem z całą klasą robotniczą dążyć będą do rozwiązania "burżuazyjno-obszarniczego sejmu". A więc sejm nasz, pełen Witosów, Dąbskich, Pużaków, Arciszewskich, Daszyńskich i basujących im jedynie Sewerynów Czetwertyńskich, został nazwany sejmem "burżuazyjno-obszarniczym".
Daszyński nigdy się nie zająknie. Nie zająknął się, gdy jako "niepodległościowiec" dnia 15 czerwca 1917 roku mówił: "Uważaliśmy sobie za święty (!) obowiązek dowieść Austrji, że nie jesteśmy przy niej tylko czczym słowem, lecz również z mieczem w ręku". Przypomniał to dr. Karol Renner dnia 2 czerwca b. r. [1919] w Saint-Germain podczas wręczania warunków pokoju. Nie zająknął się Daszyński jako "niepodległościowiec" i "republikanin", gdy innym razem mówił: "Pragniemy połączenia Królestwa z Galicją pod berłem cesarza austrjackiego jako króla polskiego". Utrwalił to "Świat" w Nr. 5 z dnia 2 lutego 1918 roku. Nie zająknął się Daszyński, gdy jako "niepodległościowiec", "republikanin" i "socjalista" wyznawał w Wiedniu, iż jako bluszcz owijać się chciał dokoła pnia dynastji Habsburgów. Wypomniał mu to poseł Wojciech Korfanty na jednej z sesji sejmowych".

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować