-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Polityka kontroli portów, polityka kontroli dworów

Zacznę od tego, że dziś jest pierwsza niedziela miesiąca i w kościele pod wezwaniem NMP w Brzezinach odprawiona będzie o godzinie 12.00 msza święta w naszej intencji zamówiona przez Wawrzyńca z Brzezin.

Wiele radości dać może człowiekowi lektura starej książki profesora Tomkiewicza zatytułowanej „Więzień kardynała”. Jest to zbeletryzowana gawęda, śledztwo historyczne właściwie, którego celem jest wyświetlenie rzeczywistych motywów uprowadzenia i uwięzienia Jana Kazimierza, przyszłego króla Polski, przez Francuzów. Polecam wszystkim tę książeczkę, bo jest tam mnóstwo ważnych szczegółów dotyczących epoki, a szczególnie frapujący jest opis działania francuskich agentów, którzy penetrowali całą właściwie Europę kontrolując dwory i szlaki wychodzące ze wszystkich stolic europejskich. Profesor Tomkiewicz nie umie ukryć fascynacji tą organizacją, a i mnie się ona udzieliła, ale tylko do pewnego momentu. Do tego mianowicie, w którym przeczytałem, że królewiczowi Janowi Kazimierzowi towarzyszył w podróży spolonizowany Irlandczyk pan Butler. Jak słyszę spolonizowany Irlandczyk, a mówimy o roku 1638, to od razu przypomina mi się inny Irlandczyk, zbohemizowany tym razem. Przypomina mi się Walter Deveroux, który wbiegł po krętych schodach zamku Cheb do komnaty Albrechta von Wallensteina i przebił go halabardą. Szpadę złamał po drodze w starciu z jednym ze strażników księcia, a halabardę porwał ze ściany wprost przed drzwiami komnaty Wallensteina. Stało się to cztery lata przed porwaniem Jana Kazimierza, w czasach kiedy Stuartowie zawarli tajny sojusz z Habsburgami uniemożliwiający osadzenie na tronie czeskim kandydata francuskiego, czyli Wallensteina właśnie. Walter Deveroux nie był byle kim, nie był dowódcą irlandzkiej, najemnej bandy, jakich wiele się kręciło się po czeskich i śląskich drogach na początku XVII wieku, choć pewnie na pierwszy rzut oka tak wyglądał. Walter Deveroux był nieślubnym synem Essexa, kochanka Elżbiety I. Rola bastardów w historii jest jak wiecie nie do przecenienia i faktu tego w żaden sposób nie można lekceważyć. Ponieważ w Polsce nikt literalnie nie zajmuje się kwestią tak istotną jak sojusze Stuartów z Habsburgami i z Moskwą zawierane w XVII wieku, o czym gawędziliśmy sobie wczoraj, nikt nie dał nam póki co żadnego nawet kulawego wyjaśnienia tych kwestii, musimy sobie na pewne pytania odpowiedzieć sami.

Jeśli z królewiczem Janem Kazimierzem podróżuje do Hiszpanii pan Butler, to znaczy tyle tylko, że Polska znajduje się w orbicie zainteresowań Londynu. Jeśli dookoła orszaku składającego się z 36 osób kręcą się francuscy agenci, którzy planują porwanie Jana Kazimierza, to oznacza, że takich agentów nie ma wśród osób towarzyszących królewiczowi. Samego bowiem następcę tronu pilnuje agent Londynu. Tak to interpretuję, choć mogę się mylić. Samo uprowadzenie Jana Kazimierza odbywa się w okolicznościach wodewilowych. Najpierw podsuwają w Genui jakąś piękną dziewczynę, a potem w trosce o jej cnotę oraz jego serce, ładują biedaka na jakiś przypadkowy statek wyczarterowany przez władze republiki i dają mu gwarancje bezpiecznego przejazdu do Hiszpanii. Wszyscy przy tym wiedzą, że Genua jest cichą sojuszniczką Paryża, a królewicz miał płynąć do Hiszpanii w silnym konwoju galer hiszpańskich wracających z Neapolu. Wypchniętą go na morze wcześniej, dając mu za kapitana człowieka bardzo zdecydowanego, który pozwolił aresztować swój statek dopiero wtedy kiedy portowe baterie jednego z małych garnizonów na wybrzeżu zostały skierowane wprost na jego jednostkę. Zszedł na ląd i pozwolił zejść Janowi Kazimierzowi. Tam prowadzono jakieś negocjacje bez udziału królewicza, których efektem był powrót kapitana na statek i zatrzymanie następcy polskiego tronu. Oficjalny pretekst był taki, że jechał on do Barcelony, a następnie do Madrytu, by objąć urząd admirała floty hiszpańskiej. Flota ta miała być następnie wprowadzona na Bałtyk w celu zwalczania Szweda. Choć profesorowi Tomkiewiczowi wydaje się to dość egzotycznym pomysłem, ja akurat sądzę, że to prawda. Sądzę ponadto, że Jan Kazimierz jechał do Hiszpanii po pieniądze. Próbował bowiem dostać się tam wcześniej przez zrewoltowane Niderlandy, ale został grzecznie poproszony o udanie się w drogę powrotną. Jego brat więc, król Władysław IV postanowił wyprawić ekspedycję dłuższą trasą, przez ziemie cesarskie i Italię. Tam niebezpieczny był właściwie tylko jeden odcinek drogi. Podróż morska z Genui do Barcelony, którą zabezpieczono konwojem hiszpańskich galer, ale jak już wiemy królewicz zdecydował się płynąć na samotnym statku o nazwie „Diana”. Jeśli Jan Kazimierz jechał do Madrytu po pieniądze, to znaczy, że jego podróż miała taki sam charakter, jak późniejsza o lat kilkadziesiąt podróż cara Piotra na zachód. On się tam jechał uwiarygodnić jako przyszły monarcha katolickiej Polski w oczach największej wówczas katolickiej potęgi. Podróż odbywał incognito, ale jak nam pisze Tomkiewicz, po drodze wszystkie wróble ćwierkały, że oto zbliża się orszak, wśród którego znajduje się polski królewicz. Jasne jest, że Francuzom zależało na zatrzymaniu Jana Kazimierza, bo nie mieli oni zamiaru dopuścić do pogłębienia sojuszu Warszawy z Wiedniem, no ale na czym zależało Stuartom, którzy wspierali potajemnie Wiedeń przeciwko Paryżowi? Czy także na osłabieniu Wiednia? Nie wiem, bo nie doczytałem, sądzę poza tym, że takie kwestie nie zaprzątały uwagi profesora Tomkiewicza. Zaprzątają za to moją uwagę. Uważam bowiem, że dwór który prowadzi tajne negocjacje z dwoma graniczącymi z Rzeczpospolitą potęgami w tym samym czasie, jest ważniejszy od dworu, który rozstawia szpiegów na drogach i wysyła trucicieli na dwory. Obojętne przy tym jest, jak wielką estymą wśród historyków cieszyłby się kardynał Richelieu i szara eminencja ojciec Józef. To są sprawy drugorzędne. Spróbuję wyjaśnić dlaczego. Oto napisał nam Jacek, w którymś kolejny nawigatorze, że polityka brytyjska to polityka kontroli portów. Ja zaś mogę dodać, że polityka francuska to polityka kontroli dworów. Od razu jednak trzeba zrobić zastrzeżenie, że nie do końca, bo jakby tak pogrzebać głębiej, to okaże się, że w każdej kancelarii królewskiej na kontynencie siedzi jakiś brytyjski agent i kopiuje listy. Wzory zaś pieczęci królewskich ze wszystkich krajów wykonywano w Londynie już za Elżbiety I. Co w takim razie kontrolują Francuzi? Osobę władcy i jego najbliższe otoczenie. Czynią to poprzez kobiety głównie, ale także poprze tak zwanych faworytów. Czy to jest polityka skuteczna? Do pewnego momentu z całą pewnością, ale ponieważ największy konkurent Paryża, który jeszcze na takiego nie wygląda, prowadzi politykę kontroli portów, czyli politykę kontroli przepływu pieniądza i strategicznych towarów, polityka francuska jest skazana na porażkę. W perspektywie kilku dziesięcioleci rzecz jasna, nie od razu. Od razu odniesie ona spektakularny sukces, którym będzie zdewastowanie Niemiec i unieważnienie ich jako sojusznika Hiszpanii. Następnie zaś będzie kolejny sukces, czyli zniszczenie katolickiej Polski poprzez wprowadzenie jej w pułapkę wojny ze Szwecją. Potem miał być, jak mniemam, jeszcze jeden sukces, czyli zwarcie sojuszu z Moskwą, ale to akurat było niemożliwe, bo nad Morzem Białym od ponad stu lat siedzieli już Anglicy i Holendrzy i to oni podporządkowali sobie cara, zawierając sojusz, którego punktem kulminacyjnym była koronacja Wilhelma Orańskiego. Jeśli zaś kraje północy zawierają sojusz i podporządkowują sobie duży rynek podczepiony pod drożne, nawet zimą, porty, to znaczy kontrolują najkrótsze drogi transportu i oszczędzają na czasie. Kraje zaś południa, mogą tylko patrzeć na ten wyczyn i zagryzać zęby z wściekłości, czekając, aż mocarstwa północy będą po kawałeczku przyłączać południe do kontrolowanego przez siebie rynku. I tak się stało, a my odczuliśmy to najboleśniej, bo owo przyłączanie to były rozbiory Polski.

Pora teraz zadać pytanie – jaką politykę prowadziła Polska? Była to polityka reaktywna, prowadzona według instrukcji dworów obcych, bez zrozumienia istoty sporów i bez wyznaczenia wizji przyszłości. Bardzo przepraszam, że się powtarzam, ale czasem trzeba. Czy wobec tego dziś Polska prowadzi jakąś politykę? Moim zdaniem nie. PiS próbuje prowadzić politykę wewnętrzną, a także próbuje coś tam ugrać w sporze z Niemcami, to wszystko. Cała polska polityka, to wykonywanie instrukcji dworów obcych. Tyle tylko, że PiS zgłasza jakieś obiekcje do niektórych ustaleń, a PO wdrażało wszystko jak leci, jak mniemam nawet bez dokładnego przeczytanie tych instrukcji. Nie możemy w Polsce mówić o jakiejkolwiek tradycji politycznej, stąd nasza historyczna narracja nie dotyczy polityki, ale wojny. Cała zaś jej mechanika polega na tym, by ukrywać przyczyny wojen przegranych. Zasłania się je rzekomym lub prawdziwym poświęceniem bohaterów. Nie muszę nikomu tłumaczyć co o tym myślę i jaki jest mój stosunek do tych kwestii. Jeśli jeszcze dodamy do tego współczesną propagandę, całkowicie już ogłupiałą i płaską, to przyszłość nasza rysuje się mało optymistycznie. No, ale nie ma żadnych widoków na zmianę tej optyki. Bo też i nikomu na tym nie zależy.

 

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał idzie na urlop, więc FOTO MAG będzie na razie zamknięty. Zapraszam jednak do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

 



tagi: polska  dwory  porty  wielka brytania  francja 

gabriel-maciejewski
6 sierpnia 2017 10:36
19     1227    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Kuldahrus @gabriel-maciejewski
6 sierpnia 2017 11:28

Przepraszam za offtopic.
Mechanicy poradzili sobie z naprawą samochodu?

zaloguj się by móc komentować


Kuldahrus @gabriel-maciejewski 6 sierpnia 2017 11:48
6 sierpnia 2017 11:49

Wiedzą co się zepsuło, czy jeszcze diagnozują?

zaloguj się by móc komentować


Kuldahrus @gabriel-maciejewski 6 sierpnia 2017 11:53
6 sierpnia 2017 11:58

Aha. Mam nadzieje, że trafią dobrze i oby okazało się, że to jakaś prosta sprawa.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @gabriel-maciejewski 6 sierpnia 2017 11:53
6 sierpnia 2017 12:10

A nie miałeś nad morzem jakiejś wizyty kuny? Tam jest dużo gumowych kabelków do poprzegryzania. To tak w ramach OT.

Nie można prowadzić żadnej innej polityki niż wdrażanie instrukcji dworów obcych, jeśli się jest finansowo i militarnie od nich zależnym. Można jedynie te instrukcje próbować negocjować. 

Te same obce dwory nie pozwolą raczej na jakieś masowe świętowanie bitew wygranych. O wyciąganiu z nich wniosków nie wspominając.

zaloguj się by móc komentować


pink-panther @gabriel-maciejewski
6 sierpnia 2017 12:55

Znowu odkryty ważny kawałek historii. Bolesny, jak zwykle.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @gabriel-maciejewski
6 sierpnia 2017 16:50

..." Pora teraz zadać pytanie – jaką politykę prowadziła Polska? Była to polityka reaktywna"...

Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale wydaje mnie się, że RON była jedynym państwem, gdzie naród polityczny był zadowolony z tego, co już posiadał i był zainteresowany tylko utrzymaniem status quo. Wielekrotenie pisaliśmy, że RON istniała tylko dlatego, że wydawała się atrakcyjna dla swojego narodu politycznego. Nie wiem, czy istniał w tym czasie jakiekolwiek państwo, które w tym czasie rozumiało, że jest potrzebne nie wiem jak to nazwać ... aktywne perspektywiczne przeciwdziałanie obliczone na utrzymanie stanu posiadania. To oznacza chyba potrzebę IMPERIALNEJ DOKTRYNY. Potrzebę odrzucenia UNIWERSALIZMU. Wiele razy odkrywaliśmy, że RON nie była imperium i nie dążyła do hegemonii. Inne ówczesne kraje, czy to Francja, czy Anglia łącznie z Wenecją dążyły do hegemonii na swoim obszarze. Pytanie zasadnicze według mnie jest następujące; czy możliwe jest stworzenie w oparciu o katolicką doktrynę teorii państwa, które jest hegemonem świata?

zaloguj się by móc komentować

tadman @gabriel-maciejewski 6 sierpnia 2017 12:31
6 sierpnia 2017 17:30

Widać dobitnie, że te wszystkie lata, te wszystkie zajęcia, bycie niezależnym to dało cholerny kapitał, który pozwala czytać rzeczywistość i nie dać się łapać na "oczywiste oczywistości".
Moja Babcia taki zbiór cech skutkujących realnym podejściem do życia nazywała mądrością życiową, której mógł nie posiadać nawet profesor uniwersytecki.


Jakim politykiem jest, będzie ten od dyskoteki w Białymstoku, którego za młodu wsadzono na dość wysoki szczebel drabiny ministerialnej, który niczego nie wypracował, nie zdobył, niedużo widział, nie za dużo wie, a aspiracje ma ogromne i kompletny brak pokory. Nie widać u nas zwyczaju wprowadzania do polityki młodych ludzi, którzy z definicji powinni przeszlajać się tu i tam, aby nauczyć się widzieć rzeczy jakimi są, a nie kupować bezkrytycznie to co im się wtrynia.

 

OT: Jak nie Kuna to może Żagiel?

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
6 sierpnia 2017 17:32

Nie wiem. Ale tak to właśnie było jak napisałeś. W dodatku wszyscy do dziś podnoszą to jako zarzut przeciwko szlachcie, że nie chciała wojować. Myślę, że rozwiązanie problemu tkwi nie w doktrynie imperialnej, ale w nowoczesnych nacjonalizmach - francuskim i brytyjskim. One sie narodziły dużo wcześniej niż się zdaje i postawiły siebie na miejscu Boga, traktując przy tym Kościół bardzo instrumentalnie. Polska była za słaba wobec nacisków jakie wywierały na papieża państwa zachodnie, a poza tym kto to wówczas rozumiał? Kto rozumiał, że najważniejszą siłą w Moskwie jest kompania? 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @gabriel-maciejewski 6 sierpnia 2017 17:32
6 sierpnia 2017 18:05

Poza tym musimy zdawać sobie sprawę, że od 1569 roku, od Unii Lubelskiegj jesteśmy ewenementem na skalę światową. Pojawił się nowy twór polityczny RON. Niech nas nie zmyli tutaj ciągłość narodu politycznego. Jesteśmy jedynym tak licznym narodem politycznym, który posiada państwo w skali mocarstwa. Wszędzie indziej to państwo posiadało szlachtę. U nas to szlachta posiadała państwo. Doktryna budowania państwa, które jest zaprzeczeniem "Absolutum dominium" siłą rzeczy wykluczała prowadzenie wszelkiej długotrwałej polityki hegemonistycznej wrogiej sąsiadom. Jesteśmy krajem, gdzie zastosowano prawie do bólu katolicką zasadę pomocniczości w doktrynie państwowej. Przetrwaliśmy jako taki byt polityczny w bardzo wrogim środowisku aż do Sejmu Czteroletniego. To jest co by nie powiedzieć duży sukces!A do dzisiaj w głębokiej naszej podświadomości zbiorowej tkwi jednomyślne przekonanie, że to my powinniśmy posiadać państwo a nie państwo nas.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
6 sierpnia 2017 18:56

" Doktryna budowania państwa, które jest zaprzeczeniem "Absolutum dominium" siłą rzeczy wykluczała prowadzenie wszelkiej długotrwałej polityki hegemonistycznej wrogiej sąsiadom. "

 

Z tego powodu to sąsiedzi zarządzani lub podburzani przez imperia(Imperium) byli wrodzy wobec tak zbudowanego bytu państwowego. Tak skonstuowany byt państwowy powoduje, że inni będą do niego dołączać ze względu na jego atrakcyjność, dlatego m.in. św. Andrzej Bobola(i wielu przed nim i po nim) został okrutnie zamordowany, żeby blokować dołączanie kolejnych ludów(celowo nie pisze narodów) do Polski.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @mniszysko 6 sierpnia 2017 18:05
6 sierpnia 2017 18:57

Oczywiście powyższy komentarz odnosi się do tego komentarza.

zaloguj się by móc komentować

Zadziorny-Mietek @gabriel-maciejewski
6 sierpnia 2017 20:39

Polska ma z Niemcami jedną zasadniczą sprawę sporną - wyjście ze strefy Gospodarki Wielkiego Obszaru, Mitteleuropy, czy jakoś tak. Pojawia się tu jednak pewien problem - "dotacje unijne", których "żarliwi patrioci" pragną tak samo jak mocno jak "zdrajcy i zaprzańcy". Eurokołchozem kierują Niemcy i nie zanosi się, by ktoś inny miał zająć ich miejsce.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @Zadziorny-Mietek 6 sierpnia 2017 20:39
6 sierpnia 2017 21:40

Myślę, że się mylisz, w dobry sposób, rzecz jasna.

A jak?

Sądzę, że Niemcy pierwsze siadają do stołu rokowań o wpływy i o pieniądze. Reszta siada do tego stołu, reszta dopuszczana jest do stolika, gdy już Niemcy wstały i mierzonym krokiem przeszły do wdrażania ustaleń.

Czyli?

To nie Niemcy rozdają karty, to nie Niemcy kierują ZSRE. Niemcy pierwsze są pytanie, pierwsze biorą mikrofon, pierwsze podpisują (tajne) ustalenia. Ale to nie Niemcy kierują Unią Europejsów. 

To synteza.

Jak zawsze w przypadku syntez, nie da się podać linka, gdzie można doczytać. Przy tej syntezie nic nie da się doczytać — trzeba samemu myśleć.

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @mniszysko 6 sierpnia 2017 16:50
6 sierpnia 2017 22:31

...czy możliwe jest stworzenie w oparciu o katolicką doktrynę teorii państwa, które jest hegemonem świata?

 

Sądzę, że tak. Religia katolicka to religia rycerska, wymagająca odpowiedzialności, świadomości celu życia, nasycająca wyznawcę wartościami... Podłoże, podstawa do zwycięstw w ziemskim życiu katolika jest zatem obecna, ba, solidna. Czego więc potrzeba, by solidnie zwyciężać. Zaczerpnę ze zrozumiałego dla każdego doświadczenia, jakie stało się moim udziałem w dwóch dziedzinach: w lotnictwie oraz przy nauce języków. Aby odnosić sukcesy, to trzeba uczyć się i ciągle ćwiczyć.

 

To konieczność. To reguła numer jeden. Praktykowanie 10 przykazań też zakłada wcześniejszą ich naukę, a potem ćwiczenie.

 

Jak ćwiczyć?

 

Myślę, że brakuje powszechnego, głębokiego zrozumienia metody uczenia się na swoich błędach. Nie na błędach innych, których pełne są podręczniki i przewodniki. Na własnych-to znaczy że sytuację niepowodzenia należy wręcz sprowadzić, sprowokować (jak krytyczną sytuację w locie, zwł. w symulatorze — albo jak tę stale sprawiającą kłopoty figurę gramatyczną, retoryczną) i wtedy świadomie przeżyć. Aby w konsekwencji wygrać samemu, wygrać w zespole, wygrać w państwie. Tego systemu nauki "na błędach własnych" nigdzie nie widzę, nie widzę na miarę społeczeństwa czy państwa. A sądzę, że to państwo, które pierwsze kompleksowo wprowadzi systematyczną naukę na własnych błędach zostanie hegemonem - światowym?

 

Możliwe.

 

Mamy instrukcję, jak zacząć. To jest przypowieść o nastawieniu drugiego policzka. Typowy instruktaż jak należy uwewnętrznić niepowodzenie, aby w dowolnej podobnej sytuacji już nigdy nie przegrać; mówiąc pozytywnie, aby jedno złe doświadczenie zamienić na nieustający ciąg wygranych. Wcześniej jest mowa, by nieść ciężar dwie mile, a nie jedną: znów instruktaż jak to zrobić, by do końca życia nigdy więcej nie pracować na wymuszające potęgi, a jedynie dla siebie i dla swoich, w rozszerzeniu znaczy to dla Ojczyzny.

 

Pod warunkiem, że wcześniej nauka nie poszła w las, że niepowodzienie przekute zostało przez nas somatycznie i mentalnie w nieustający ciąg zwycięstw. Mamy pod ręką ewangeliczny instruktaż, ale nie dowierzamy mu. Czy dlatego, bo został on sprytnie zafałszowany w "nieustający ciąg poddawania się"?

 

Być może.

 

Kto to fałszerstwo sprokurował, łatwo znajdziemy: ci potrzebujący dimmi, by z ich pracy żyć. Albo ci, którzy kabalistycznie, talmudycznie zatrudniają Ewangelię, by ta, przerobiona na przeciwne znaczenie, prała mózgi niewolnikom, zwierzętom roboczym, gojim, dzięki którym rasa panów "siedzi i zajada". Ostatecznie nie jest ważne, kto taki sfałszował pierwotne znaczenie. Ważne jest, że przyjmując fałszerstwo, pozbawiamy się nauki na własnych błędach, skierowanej ku zwycięstwu nad przyszłymi zdarzeniami, do których bylibyśmy już zawczasu przygotowani — jak pilot, wyuczony na symulatorze, na którym sprowadzał najgorsze zdarzenia na samolot w kontrolowanym przez samego siebie otoczeniu. Po co? Po to, aby gdy się one wydarzą, być gotowym na stawienie im czoła.

 

Wiara + nauka = sukces. Powtórzę: rycerska wiara + nieustanna nauka na własnych błędach = sukces.

 

Także w wymiarze państwowym. 

zaloguj się by móc komentować

JK @mniszysko 6 sierpnia 2017 18:05
6 sierpnia 2017 22:43

Podobny cazusem jest Republika Guarani. Ja bym postawił pytanie inaczej. Czy mozliwe jest stworzenie raju na ziemi. Poniekąd takim właśnie rajem na ziemi była RON i Republika Guarani. A może obytwa te byty polityczne były ułudą raju. Może zarówno szlachta jak i indianie (może Jezuici) zbyt przywiązali się do dobrobytu materialnego. Może Bóg dał nam i im dobrobyt materialny w innym celu a my nie odczytaliśmy jego intencji i spoczęliśmy na laurach. Może nie byliśmy jak Abraham, który nie pobudował domu z kamieni i drewna tylko do końca życia żył w namiocie, by w chwili kiedy go Bóg wezwie mógł załadować swój dobytek na wielbłądy i wyruszyć do miejsca gdzie Ten go wyśle?

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @JK 6 sierpnia 2017 22:43
7 sierpnia 2017 09:55

To nie były "raje na ziemi", niemożliwe jest zbudowanie raju na ziemi, Pan Bóg to zapowiedział: "Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść - przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli.
W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie
,
póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!"

Są 2 rozwiązania tego ludzkiego losu, albo zbudujemy społeczeństwo w którym każdy będzie pracował zgodnie ze swoim stanem i predyspozycjami i każdemu damy szanse i dzięki temu powiększymy dobrobyt, albo stworzymy imperium w którym gangsterzy na górze(najwyższa kasta) będzie eksploatować tych na dole bez zwracania uwagi na los tych ludzi niżej, czego efektem jest powstawanie obozów pracy, niewolnictwa, lichwy itd., czyli albo żyjemy zgodnie z Przykazaniami Boga w tym według najważniejszego Przykazania Miłości dążac do nieba na ziemi(cywilizacji życia) albo to odrzucamy i tworzymy piekło na ziemi(antycywilizacje - cywilizacje śmierci).

Ale nieba nigdy nie zbudujemy bo zawsze jest w nas i w świecie to rozbicie które wprowadził grzech pierworodny.

Nam się może wydawać, że RON albo Redukcje jezuickie to było niebo na ziemi, bo teraz żyjemy w dużo gorszych warunkach, ale i tam "w pocie oblicza ludzie zdobywali pożywienie" i musieli dbać o to żeby nie stracić tego co udało im się zbudować.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować