-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Pobite gary Sarumana

Co oznacza hasło „pobite gary” nie muszę, mam nadzieję tłumaczyć starszym czytelnikom. Młodszym chętnie wyjaśnię. Chodzi o to, że kiedy w czasie zabaw i gier dziecięctwa naszego dochodziło, wskutek nieprzewidzianych okoliczności do zmiany zasad tychże gier, wtedy trzeba było zawołać „pobite gary” i zacząć wszystko od początku. Mechanizm „pobitych garów” to psychologiczna przepaść, którą winno się analizować na wszystkich wydziałach socjologii i psychologii jak kraj długi i szeroki. Jest on bowiem stosowany z powodzeniem także w zabawach całkiem dorosłych ludzi, tyle że nazywa się inaczej. Czytelnicy lubiący sport mogą go nazywać pułapką ofsajdową. Nie wiem czy się tego wyrażenia jeszcze używa, ale w dawnych czasach, kiedy oglądałem mecze, bez przerwy słychać było, że ten czy tamten znalazł się w pułapce ofsajdowej. Pobite gary i ta pułapka to, w zabawach ludzi dorosłych, kwestie tożsame. Zmienia się bowiem w czasie tych zabaw nieco mechanizm „pobitych garów”, to znaczy nieprzewidziane okoliczności stają się okolicznościami zaplanowanymi.

Od dwóch dni trwa na naszym portalu „Szkoła nawigatorów” dyskusja o jakości. Jest to dobra dyskusja, bo jakość interesuje wszystkich, co widać po zapale dyskutantów i argumentach przez nich używanych. Ja także postanowiłem wtrącić swoje trzy grosz do tej gawędy, bo nie mogę pozostawić tego tak samopas. Proszę Państwa, misja takiego portalu jak Szkoła nawigatorów nie da się prosto zdefiniować i całe szczęście. Nie możemy wręcz produkować żadnych definicji, bo wpadniemy natychmiast w pułapkę ofsajdową. Jeśli zaś już ktoś chce się upierać przy określaniu misji i ustalaniu co jest, a co nie jest jakością, to ja dam jedną definicję, mam nadzieję, że wyczerpującą. Chodzi o to, by samemu zakładać pułapki ofsajdowe. Dlaczego tak? Już tłumaczę. Na rynku treści publicystycznych nie ma żadnej jakości. Rządzą mianowańcy, to widać choćby po tym, jak przyjmowane są te nasze z Józefem pogodne dziamdziania, które emitujemy tu co dwa tygodnie. Ludziom się to podoba, choć wierzcie mi, że ja tam nawet nie zaczynam się rozkręcać. Rynek zaś, o którym mówię, jest zorganizowany inaczej. Jest reaktywny, a reaguje na tematy podsuwane, przez tak zwane życie. Cóż to jest takiego owo życie? No, marsze KOD-u na przykład. Kochani, w świecie mediów i współczesnej publicystyki, jeśli się o czymś nie mówi, to tego nie ma. Wszyscy to wiemy, bo tak była przez wiele lat traktowana blogosfera, o której istnieniu do dziś miliony Polaków korzystających z sieci nie mają pojęcia. Jeśli więc media prawicowe reagują na to, że paru wariatów z płachtą lata po ulicy i coś tam wykrzykuje, to znaczy, że muszą tak robić, bo taka jest formuła. Trzeba to zmienić i zamiast reaktywności wprowadzić na jej miejsce inne pojęcie. Niech to będzie słowo misja. Oznacza ono, że publicystyka zwana prawicową ma określić, dla dobra odbiorcy, ramy w jakich działa polityka polska, oraz światowa i ramy te mają mieć jakiś rzeczywisty kontekst historyczny. Potem zaś w innych dyskusjach sprawy te winny być powielane i uszczegółowione. Na tyle, na ile się da. Nie zaś międlone w nieskończoność na poziomie podstawowym. To jest póki co niemożliwe, ze względu na wspomnianych mianowańców, którzy publicystyką polityczną rządzą, a jedyne co ich interesuje to podniesienie sobie samooceny poprzez dyskusję o wartościach. To jak wiemy są głupoty. Mają jednak ci ludzie w ręku jedno poważne narzędzie, które każe zachowywać przed nimi respekt. Mają pobite gary.

Napisał do mnie wczoraj onyx, że niektórym ludziom piszącym na Szkole nawigatorów marzy się walka z orkami na wielkiej, ciągnącej się po horyzont równinie, a my siedzimy dopiero w chatce Billa Bagginsa i omawiamy wyprawę. Odpowiedziałem mu, że jest gorzej. Nawet jeśli wszystko zaplanujemy, a potem wyjdziemy na równinę z naszymi świetlnymi mieczami, łukami, książkami z obrazkami i luksusowymi komiksami lśniącymi od złota, niczego nie uzyskamy. Orki natychmiast spieprzą do lasu i odmówią walki, a Saruman pobiegnie w podskokach za nimi. Kiedy już poczuje się bezpiecznie zacznie wołać na cały głos – pobite gary, pobite gary...a my zostaniemy z naszymi produktami, jak nie powiem kto i gdzie. Taka jest sytuacja i ona jeszcze długo taka będzie. Nie ma się co łudzić. Etap, na którym się znajdujemy to ciężka orka. Musimy zwiększać target i pomnażać liczbę odwiedzających portal, a to się nigdy nie odbywa łatwo i nie ma tu drogi na skróty. Autorzy, którzy publikują w Szkole nawigatorów robią co mogą i nie należy im przeszkadzać. Poza tym każdy musi realizować swoje indywidualne upodobania i mieć tu jakąś przestrzeń wolności. Inaczej istnienie tego portalu nie ma sensu. Sprawy dzieją się w czasie niestety i wielu rzeczy przyspieszyć się nie da. Szkoła nawigatorów startowała w okolicznościach skrajnie niekorzystnych, ale to dobrze. Ja lubię takie okoliczności, bo potem jest już tylko lepiej. Najgorsze co może się stać, to zacząć od wysokiego C, a potem już tylko schodzić niżej i niżej, aż do jakichś nieartykułowanych pomruków. To się przytrafia wielu projektom, a także wielu ludziom, którym się zdaje, że sukces przyjdzie od razu i w dodatku jeszcze w momencie najbardziej wyczekiwanym. Takich historii nie ma.

Posumujmy więc teraz aktywa, bo widzę, że duch w niektórych gaśnie. Mamy oto niezły portal Szkoła nawigatorów, mamy mój blog i blog toyaha, mamy wreszcie nagrania, które emitowane są z częstotliwością dwa razy na miesiąc. No i mamy nasze produkty oraz plany, których przecież nie zarzuciłem. Wszystko się opóźnia, ale taka jest prawidłowość, jeśli człowiek zacznie coś realizować okazuje się, że ma tych realizacji takie mnóstwo, że nie wie gdzie je składować. Tak samo jest z nami. Po kryzysie, jaki dotknął nas latem, celowo wstrzymałem wszystkie prace nad wydawnictwami, bo wiedziałem, że nie będzie my tego mieli gdzie położyć. Tomek, który robi ilustracje do Baśni, zaangażował się w projekt komiksu o Tadeuszu Kościuszce, nie może więc teraz poświęcić czasu moim sprawom. Nie szkodzi, to nawet lepiej. Poczekamy. Hubert przesłał mi ostatnio kolejne plansze do komiksu „Noc św. Bartłomieja”. Album Sacco di Roma ruszy, jak tylko uporamy się z Baśniami. Po Zaduszkach ukaże się hiszpański numer nawigatora, z którego dokładnie można będzie dowiedzieć się jak to było z tym wyzwalaniem Ameryki Południowej z rąk Hiszpanów, w grudniu mam nadzieję wyjdzie jeszcze jeden numer nawigatora. Przygotowujemy cały czas, złożony z nigdy nie publikowanych tłumaczeń z francuskiego, tom źródeł do historii Ukrainy, książka o czerwcu polskim się robi. Na targach historycznych zaprezentujemy nowy tom publicystyki Hipolita Milewskiego. To wszystko się dzieje i powoli wyłaniać się będzie z mroku. Niestety nie da się tych rzeczy robić na chybcika, poza tym prócz pracy mamy wszyscy też jakieś życie. Uważam jednak, że dajemy radę, jest nieźle, a w przyszłym roku będzie lepiej. Może zmienimy nieco formułę naszej działalności gospodarczej. To się zdecyduje na dniach. Tak więc niech każdy powiesi sobie nad łóżkiem tabliczkę z napisem „ora et labora” i czeka na sukces. On przyjdzie. Na pewno. Orki zaś i Sarumana dopadniemy w lesie. Nie chodzi bowiem o to, by wpadać w pułapki ofsajdowe i przyjmować reguły gry narzucane przez przeciwnika, ale o to, by narzucać własne. Do tego zaś potrzebne są narzędzia. Jednym z takich narzędzi są nagrania dla telewizji Wpolsce, o innych na razie rozmyślam. Bez takich narzędzi nie ruszymy z miejsca niestety. No, ale jakoś powoli ruszamy, więc będzie dobrze.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące wspierali ten blog dobrym słowem i nie tylko dobrym słowem. Nie będę wymieniał nikogo z imienia, musicie mi to wybaczyć. Składam po prostu ogólne podziękowania wszystkim. Nie mogę zatrzymać tej zbiórki niestety, bo sytuacja jest trudna, a w przyszłym roku będzie jeszcze trudniejsza. Nie mam też specjalnych oporów, wybaczcie mi to, widząc jak dziennikarskie i publicystyczne sławy, ratują się prosząc o wsparcie czytelników. Jeśli więc ktoś uważa, że można i trzeba wesprzeć moją działalność publicystyczną, będę mu nieskończenie wdzięczny.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

gabrielmaciejewski@wp.pl

Przypominam też, że pieniądze pochodzące ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego przeznaczamy na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie ksiądz prałat dokonał swojego dzieła, a gdzie obecnie pełni posługę nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek.

 



tagi: publicystyka  szkoła nawigatorów  polityka  promocja 

gabriel-maciejewski
31 października 2017 08:42
7     743    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski
31 października 2017 09:53

Pięknie! No i jeszcze te Twoje gadki u Orła. Pięknie!

zaloguj się by móc komentować

onyx @gabriel-maciejewski
31 października 2017 10:54

W oryginale było dosadniej i jak to się mówi oplułem monitor ze śmiechu choć przecież nie o żartach ta rozmowa ;) Świetne są te spotkania z J. Orłem, prowadzący dociera formułę rozmowy z Tobą i trzeba przyznać, że porównanie pierwszej do ostatniej to dzień do nocy. Muzyczka dla wszystkich:

 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @gabriel-maciejewski
31 października 2017 10:56

U Orla jak mówisz o tych fikuśnych mundurach z nowych amerykańskich krajów szytych w Menczesterze, ja dopiero dzisiaj się dowiedziałem jak wygląda ceremonia zamknięcia granicy między Indiami a Pakistanem:
https://www.youtube.com/watch?v=LZ0ue-XGl9c

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @parasolnikov 31 października 2017 10:56
31 października 2017 11:02

Pokaz siły kogutów przed obliczem króla Juliana;-))). Bollywood ma się na czym wzorować, kręcąc te tysiące filmów...

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski
31 października 2017 11:05

Notkę skomentowałam już słowami Wieszcza na blogu. Muszę jednak dodać, że od kilku dni czekałam na odpowiedź Gospodarza. Cieszę się, że dostałam zgodną z moimi przekonaniami.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @parasolnikov 31 października 2017 10:56
31 października 2017 11:57

Dobra, brytyjska szkoła, a w Polszcze się mówi o pruskim drylu, ech dzieci, dzieci...no, a tekstylia fanatstyczne po prostu

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
31 października 2017 17:24

Podoba mi się to.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować