-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Pisarze i ch...je

Mimo kilkukrotnego już wezwania mnie do opamiętania, nie zamierzam wcale przestać. Nie mogę przyjąć proponowanych przez życzliwe przecież osoby argumentów, albowiem, nawet najbardziej życzliwi ludzie nie widzą wszystkich kontekstów mojej pracy. Proszę Państwa, jeśli nie będę wskazywał, czasem nawet gwałtownie, takich momentów, które w istocie tę pracę paraliżują i odbierają jej sens, mogę się już pakować i zmieniać zawód. Nie pierwszy raz zresztą. Może kogoś to zdziwi, ale ja nie jestem autorem tej miary co Sławomir Koper i nie będę ze swadą opisywał intymnego życia przedwojennych pułkowników, wskazując, przy tym jeszcze, że ja też tak mogę. To nie jest droga, którą wybrałem. Nie mogę też, stanąć do jakiejś dyskusji, w której – pozostańmy przy przykładzie zamachu na Narutowicza – podnoszone będą wszystkie komunistyczne i lewicowe fejki, po to, by okazało się po raz kolejny, że racja i prawda nie są wcale takie jednoznaczne. Otóż są. Jeśli za każdym razem nie będziemy przypominać o tym, że Niewiadomski nie miał znajomych na prawicy, że na okres trzech dni przed zamachem na prezydenta wymieniono ministra spraw wewnętrznych, który potem, po zamachu majowym został wojewodą krakowskim, a podnosić będziemy sprawy takie, jak to, że uzbrojony rzekomo tłum ciskał w powóz prezydenta bryłami lodu, to będziemy w czarnej dupie. Bardzo przepraszam Panie. Jak ktoś jest uzbrojony to strzela, a nie rzuca bryłami lodu. Sieć, księgarnie, uniwersytety, media, wszystko jest pełne kłamliwych narracji dotyczących tego zamachu. Tak się dzieje, albowiem jest to kłamstwo założycielskiej II RP. Nieliczne publikacje wskazujące, że mogło być inaczej, są marginalizowane. Moja książka, podnosi kwestie rzeczywistego sprawstwa i rzeczywistej odpowiedzialności za zamach raz jeszcze. I co? Przychodzi jeden z kolegów i pisze, że on nie może dyskutować, bo nie miał czasu jej przeczytać? A ja mam się na to uśmiechnąć i powiedzieć – super, cieszę się bardzo - tak? Może kiedyś pan ją jednak przeczyta. Okay, jak tak właśnie mówię, bo nie mogę nikogo do niczego przymuszać, ale widząc jak wygląda sprzedaż tej książki i innych podobnych tytułów, zabieram się za zmianę oferty i skierowanie tej nowej oferty do innego całkiem odbiorcy. O czym zresztą powiedziałem wczoraj w pogadance, którą nagrałem u Michała.

Podkreślę więc raz jeszcze – przestrzeń wokół nas jest pełna kłamliwej propagandy produkowanej w najróżniejszych formach, a opisującej zamach na Narutowicza. Ten zamach i postaci z nim związane są bardzo wygodną i sprytną pułapką na ludzi o poglądach konserwatywnych. Jest to pułapka psychologiczna. Wystarczy bowiem, że ktoś zacznie mówić cokolwiek o Gabrielu Narutowiczu, a natychmiast dyżurni konserwatyści polecą palić świeczki na grobie Niewiadomskiego, żeby w ten sposób wyrazić swój konserwatyzm. Inne sposoby jego wyrażania nie są bowiem im dostępne. Nigdy z tego nie wyjdziemy. Podkreślam – nigdy. Uczestnicząc zaś w tej hucpie i podnosząc podrzucane nam pod nogi argumenty czynimy z siebie durniów.

Wczoraj Tomek przesłał mi skan ze strony książki Marka Krajewskiego, słynnego autora kryminałów. Dostał tę książkę w gratisie, w Biedronce, miała uszkodzoną okładkę i była wydana tak nędznie, że powinna być sprzedawana po 10 zł, a wydawca i pośrednicy i tak zacieraliby ręce z uciechy. Książka ta jednak, kosztowała w detalu 39,90. Nosi ona tytuł „Dziewczyna o czterech palcach” i opowiada o momencie historycznym, najbardziej nas dziś interesującym. Ja zacytuję ten fragment, który zaznaczył Tomek, w całości go zacytuję, chociaż jest długi.

 

- Wczoraj odbyło się zaprzysiężenie nowego prezydenta Narutowicza – Swolkień ciężko sapnął wypuszczając nosem dym. - Gen. Haller idol endeków wezwał do blokady sejmu, aby nie dopuścić do zaprzysiężenia. Na ulicach dwupiętrowe barykady. Hordy akolitów generała nie złożyły broni. Wciąż przetaczają się ulicami Warszawy, walą laskami każdego, kogo wezmą za Żyda i wydzierają się, że Narutowicz to mason i żydowski pachołek. Nie jest im łatwo, bo socjaliści organizują kontrdemonstracje i ścierają się z nimi ostro. Broń palna jest w użyciu. Wczoraj został zastrzelony jeden z socjalistów. Pełno rannych. Sędziwy starzec, poseł Limanowski, sponiewierany okrutnie. Prezydent Narutowicz opluwany i atakowany bryłami lodu. Policjanci widząc znieważanie głowy państwa ani drgnęli. Dzisiaj do dymisji podaje się minister spraw wewnętrznych Kamieński. W kraju strajki i zamieszki. Sowieci zacierają ręce. W tej sytuacji oczy wszystkich kierują się ku naczelnikowi państwa. Jest on w stanie silnego napięcia duchowego. Dlatego odrzuca z pogardą wszelkie drobne sprawy, które mu przeszkadzają w podejmowaniu kluczowych decyzji. Na przykład kpi sobie z zamachu, jaki szykował na niego Niewiadomski. Uważa go za wariata i tylko najżarliwsze prośby moje sprawiły, że nie kazał go puścić wolno. W tej sytuacji nie dziwi, że marszałek nie chce rozdrapywania innej drobnej sprawy, jaką jest samobójstwo kapitana Buki. Nie życzy on sobie stanowczo, by w tej napiętej sytuacji padał cień na jednego z jego dawnych, zaufanych oficerów. Przeciwnicy polityczni, zwłaszcza nienawistnicy endeccy, natychmiast by to propagandowo wykorzystali. Zakomunikował swoją decyzję w tej sprawie na specjalnym zebraniu, na którym byłem ja i szef dwójki pułkownik Matuszewski.

 

Napiszę najpierw, co wobec takiego zestawu kłamstw, przeinaczeń i demaskacji robi polski prawicowy konserwatysta. Zgadniecie? Na pewno tak. Leci na cmentarza zapalić świeczkę prześladowanemu przez piłsudczyków Niewiadomskiemu.

Idźmy po kolei analizując szczegóły tego opisu, a najlepsze zostawmy sobie na koniec. Zaprzysiężenie prezydenta odbyło się 11 grudnia, a więc opis dotyczy słów wygłoszonych 12 grudnia 1922 roku. Generał Haller nie wezwał do blokady sejmu, ale do uznania legalnie wybranego prezydenta. Na placu Aleksandra, a potem Trzech Krzyży ustawiono niewielką barykadę z ławek, która została przez policję usunięta. Akolici Hallera nie mieli w ogóle broni, a harcerze, którym generał przewodził salutowali na widok powozu, wiozącego Narutowicza. Socjaliści zorganizowali kontrdemonstrację, a na drugi dzień ogłosili strajk powszechny, który sparaliżował miasto. Prawicowe gazety wyszły w zmniejszonych nakładach, lewicowe w zwykłych. Demonstracji lewicy przewodzili radni miasta Warszawy – Józef Łokietek, szef bojówki PPS, Łukasz Siemiątkowski – słynny tata Tasiemka i Marcel Piłacki, wszyscy byli uzbrojeni, a Piłacki strzelał do tłumu. Nieznani sprawcy, albowiem prawica nie miała broni, zastrzelili robotnika niosącego sztandar. Był to Jan Kałuszewski, który brał udział w wojnie bolszewickiej, po stronie bolszewików. Potem zaś, jak gdyby nigdy nic, wrócił do Warszawy, żeby pomieszkać. Akurat jego wyznaczono do tego, by niósł sztandar.

Bolesław Limanowski został zatrzymany w bramie razem z Daszyńskim i Rajmundem Jaworowskim. To oni terroryzowali endeków, a nie endecy ich, albowiem Daszyński miał w ręku rewolwer. Była to jedyna broń palna na całym placu Aleksandra w owym dniu, znajdująca się w rękach prywatnych. Nie liczę bowiem broni funkcjonariuszy i karabinów maszynowych stojących na rogu Pięknej i Alei Ujazdowskich. Daszyński trzymał studentów na muszce, aż się do znudziło Jaworowskiemu, który wyszedł z tej bramy nie niepokojony przez nikogo i poszedł zatelefonować do pobliskiej apteki. Zadzwonił do OKR-u, do Adama Szczypiorskiego, ojca Andrzeja, sławnego powojennego pisarza, który to Adam zdążył być jeszcze współtwórcą KOR. Powiedział mu, żeby wezwał towarzyszy Piłackiego, Siemiątkowskiego i Łokcia oraz ogłosił strajk powszechny. Oceniam ten strajk jako próbę zamachu stanu podjętą wobec wybranych przez prawicę wyborów. Lodem w prezydenta rzucali policyjni prowokatorzy. W tym kobieta podająca się najpierw za siostrę, a potem za córkę Józefa Hallera. Generał nie miał ani siostry, ani córki. Minister Kamieński nie podał się do dymisji, ale został odwołany. Jego miejsce zajął Ludwik Darowski, który był ministrem przez jeden dzień, a jak chcą inni przez trzy dni – do samego zamachu. Po maju 1926 roku Darowski był na krótko zatrzymany, a potem został wojewodą krakowskim.

Sowieci nie mogli zacierać rąk, albowiem jeden z nich maszerował na czele demonstracji PPS, razem z odzianym w futro i melonik towarzyszem Piłackim. To tyle jeśli idzie o kłamstwa. Teraz demaskacje. Przysięgam, że nic nie wiedziałem o tym, jakoby na kilka dni przed zamachem na Narutowicza, Niewiadomski został zatrzymany przez defensywę, którą kierował Marian Swolkień, a następnie wypuszczony w dzień zaprzysiężenia Narutowicza, na osobiste polecenie Piłsudskiego. To jest moim zdaniem informacja druzgocąca, która nie pozostawia żadnych możliwości interpretacyjnych. Nie wiem kim był kapitan Buka, nie wiem czy nie jest to czasem postać fikcyjna. Przyjrzyjmy się nazwiskom widocznym na końcu. Ignacy Matuszewski to bohater, który poniósł śmierć za Polskę, tocząc zażartą prasową kampanię z bolszewikami zainstalowanymi w Nowym Jorku. Wcześniej był jednym z tych ludzi, którzy mieli doprowadzić do buntu w korpusie Dowbora i do rozstrzelania generała. Zostawmy go na boku tym razem. Marian Swolkień jest o wiele ciekawszy. Był to twórca i szef defensywy, którego miałem pozostawić na absolutny deser sprzedażowy, ale niech tam. I tak wszyscy o nim piszą. Marian Swolkień wykonywał swoje obowiązki w II RP do maja 1926 roku, kiedy to został zwolniony ze służby. Przypomnę – był to twórca i wieloletni szef słynnej Defy, który pięć dni przed zamachem na Narutowicza wypuścił z aresztu Niewiadomskiego na rozkaz Piłsudskiego. O czym donosi nam słynny pisarz Marek Krajewski. Co się stało z Marianem po wojnie? A nic. Dożył lat pięćdziesiątych, był przewodniczącym PTTK w Grodzisku Mazowieckim i szefem komisji budżetowej powiatu. Nie więziono go, ani nie torturowano. Obok, w Podkowie Leśnej, mieszkał kolega biurowy Eligiusza Niewiadomskiego, Jan Skotnicki, autor wspaniałych wspomnień. Marian Swolkień, opisywany jest przez historyków i popularyzatorów jako postać wyjątkowa, człowiek przebiegły, inteligentny, sprytny i wzór do naśladowania. Niestety nie mogę Wam zalinkować jego biografii z PSB, bo strona słownika jest akurat w remoncie i być może po jego ukończeniu coś się w tej biografii zmieni. Całe szczęście, mam ten opis skopiowany i wejdzie on do III tomu socjalizmu. I wyobraźcie sobie, że nikt zupełnie nie zadaje pytania – bracia jak to jest, że Fieldorf poszedł na zesłanie i do piachu, to samo Pilecki, Łupaszka i inni, a Marian Swolkień, szef cywilnego kontrwywiadu mający tropić bolszewików, spokojnie dożył swoich dni licząc wpływy do kasy powiatowej w Grodzisku Mazowieckim? Nikogo to, dacie wiarę, nie interesuje. To jest fakt nie budzący żadnych wątpliwości. Mało tego, są tacy, co stawiają pana Mariana za wzór do naśladowania. Dodam jeszcze iż dziwne wydaje mi się, że mając za zadanie tropienie bolszewików Marian Swolkień nie wytropił tego Kałuszewskiego, który razem z radnym Piłackim szedł na czele antyendeckiego pochodu. Dziwne, nie?

 

 



tagi: propaganda  historia  piłsudski  zamach  narutowicz  niewiadomski  swolkień 

gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 10:00
237     6334    31 zaloguj sie by polubić
komentarze:
krzysztof-laskowski @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 10:21

Polskie państwo oświeceniowe = II RP = PRL = III RP, a tak wielu nie chce tego faktu przełknąć, bo we wskazanej sytuacji zostaje tylko Rzeczpospolita tak zaorana podczas buntu Chmielnickiego, potopu.

zaloguj się by móc komentować


tomciob @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 10:36

No to rzućmy na to jeszcze raz okiem. Od początku, albo od końca, zależy jak to sobie obejrzymy:

http://lewicowo.pl/przemowienie-w-sprawie-zabojstwa-prezydenta-narutowicza/ - Tomasz Nocznicki, w Sejmie 1923 rok

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 10:41

Widocznie kolega/Towarzysz/Pan Swolkień miał dokumenty na wszystkich a poza tym znał się dobrze na turystyce.

Pewnie za 100 lat ludzie będą sie zastanawiać jak to jest, że ta III RP, która rzekomo powstała w ramach sprzeciwu względem Polski Ludowej i w opozycji do niej i jak to jest, że ten PIS który tak walczył z Komuną i komunizmem doprowadzili do tego, że Generał Kiszczak, w spokoju od procesów zmarł sobie w swojej willi w roku 2016... 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @tomciob 19 listopada 2019 10:36
19 listopada 2019 10:44

Fornal, a potem oficer carskiego wojska, a potem działacz ludowy i niepodległościowy. Ciekawa postać. Nie rozumie pan, że skupianie uwagi na Niewiadomskim ma odciągnąć uwagę? 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 19 listopada 2019 10:41
19 listopada 2019 10:45

Porównujesz komunę lat czterdziestych do PiS? To jest bardzo ciekawe, naprawdę. 

zaloguj się by móc komentować



jolanta-gancarz @Wrotycz1 19 listopada 2019 10:35
19 listopada 2019 10:47

Się napracowałam, żeby wyedytować z mojej prywatnej wersji PSB najważniejszy fragment (nie licząć tego, co po wojnie tudzież wypowiedzi o śmierci gen. Zagórskiego), a tu jednak wszystko hula. No to, żeby się nie zmarnowało, dla leniwych taki fragment (pogrubienia moje):

"Swolkieñ Marian (1883-1971), szef służb specjalnych, działacz społeczny. Ur. 6 IX w Krakowie, był najmłodszym synemBolesława (zob.) i Jadwigi Anieli z Epsteinów (1855-1931). (...)
Z polecenia Witolda Jodki-Narkiewicza zorganizował przy MSZ tzw. ochrankę, czyli wywiad, dla śledzenia
działalności organizacji prawicowych
oraz misji pañstw koalicyjnych w Polsce. Wraz z Jodko-Narkiewiczem i Włodzimierzem Wiskowskim należał do organizatorów placówki o charakterze wywiadowczym- Warszawskiego Biura Korespondencyjnego (działało do 1 VII). W sierpniu został naczelnikiem Inspektoratu Defensywy Politycznej przy MSW, a 15 III 1921 naczelnikiem Wydz. IVD Komendy Głównej Policji Politycznej, do inwigilacji organizacji o charakterze antypañstwowym i szpiegowskim. Był utalentowanym organizatorem służb specjalnych, a z jego doświadczeñ korzystały też obce służby bezpieczeñstwa; w l. 1922-3 przyczynił się do organizacji policji politycznej w Finlandii i Rumunii. Po zamordowaniu w grudniu 1922 prezydenta Gabriela Narutowicza znalazł się w grupie funkcjonariuszy Policji, których obciążono odpowiedzialnością za brak właściwej ochrony; otrzymał dymisję, a jego miejsce zajął Henryk Kawecki.
W wyniku reorganizacji służb w kwietniu 1923 został szefem Służby Informacyjnej jako kierownik.(...)"

Jak widać zdolny był człowiek, a jego promotor, czyli Jodko - Narkiewicz, to jeden z najbliższych współpracowników Piłsudskiego. "Od zawsze"

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @jolanta-gancarz 19 listopada 2019 10:47
19 listopada 2019 10:50

Obciążali ich odpowiedzialnością, potem zwalaniali, po to, by znów przywrócić na jeszcze bardziej odpowiedzialne stanowiska. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 10:45
19 listopada 2019 10:51

Ty porównujesz lata 20-te do lat 50-tych, to czemu nie można porównać lat 40-tych, z początkiem XXI wieku. Ale na pewno nigdzie nie napisałem, że Rządy PiS to tak samo jak rządy Bieruta i Radkiewicza z lat 45-56. 

Moje porównanie to próba odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że gen. Fieldorf poszedł do piachu a Swolkień nie poszedł.  

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 19 listopada 2019 10:51
19 listopada 2019 10:57

Cytat, który jest w mojej ocenie manipulacją

 

jak to jest, że ten PIS który tak walczył z Komuną i komunizmem doprowadzili do tego, że Generał Kiszczak, w spokoju od procesów zmarł sobie w swojej willi w roku 2016... 

 

Pis nawet jeśli rozliczał ludzi z przeszłości, to głównie w deklaracjach. I chodziło głównie o to, by dać satysfakcję tym, naprawdę pokrzywdzonym przez system. Mniejsza o to, jak to wyszło. Komuna likwidowała przeciwników politycznych bez litości, a pisłudczycy byli jej głównymi wrogami. No i jeden z nich, co za traf - szef Defy - zamiast zostać przemielony przez komunę zrobił karierę. I ty na to odpowiadasz żartem, że znał się na turystyce. Może powiedz ten żart córce Fieldorfa, co...

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 11:02

Cytuję:

Marian Swolkień nie wytropił tego Kałuszewskiego, który razem z radnym Piłackim szedł na czele antyendeckiego pochodu. Dziwne, nie?

Jeżeli on tropił tak, żeby nie wytropić to przestaje być dziwne, a biorąc pod uwagę, cytuję:

stawiają pana Mariana za wzór do naśladowania

to wszytko jest jasne. Pytanie niebezpieczne do zadania, to takie: dla kogo pracował?

zaloguj się by móc komentować


jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 10:50
19 listopada 2019 11:04

Oczywiście. Taka nowa metoda legendowania. No i na wszelki wypadek nie trzeba pewnych nazwisk za często i za głośno wymawiać. Oprócz Swolkienia,  choćby takich Dzwonkowskich, co wykreowali na polityków samego Daszyńskiego, czy Iwana Frankę, zacieśniając przy okazji lewicowy sojusz polsko - ukraiński. A braciszek tegoż Dzwonkowskiego, to wg rodzinnej legendy (opisanej przez wnuka - historyka w PSB, a potem przepisanej do Wiki itp.) do Norwegii dotrł po powstaniu listopadowym prawie jak Siczyński po zamachu na Andrzeja Potockiego. Czyli dzięki przypadkowemu spotkaniu... No, a potem stał się (18-19 latek!) ojcem najważniejszych tytułów prasy norweskiej, podróżując przy tym stale do rodzinnej posiadłości w Królestwie, z którego tak gwałtownie musiał uciekać. Ale to dłuższa historia, taki trochę cień ojca chrzestnego, gdzie się nawet brat nieszczęsnej Faustyny Morzeckiej pojawia...

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @jolanta-gancarz 19 listopada 2019 11:04
19 listopada 2019 11:07

Daj jakiegoś linka do Dzwonkowskich

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 10:57
19 listopada 2019 11:09

Na jakiej podstawie uważasz, że Swolkień był Piłsudczykiem, skoro w czasie zamachu majowego, jak pisze tutaj: https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/marian-swolkien zachował lojalnośc względem Rządu Witosa, a po zamachu majowym został usunięty na boczny tor. 

Rozumiem, że jak go raz Jodko Narkiewicz gdzieś polecił, to znaczy że do końca zycia będzie Piłsudczykiem?

No to jak ocenić cassus Marcinkiewicza?

Żart nie trafiony, wycofuje się, bo to dyskusja ze ślepym torem. I na pewno nie było moim celem szarganie pamięci Pana Generała. Po prostu Fieldorf był zbyt niebezpieczny dla komunistów i dlatego musieli go zabić, a stary dwójkarz z lat 23-26 taki niebezpieczny nie był. 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 19 listopada 2019 11:09
19 listopada 2019 11:12

Na takiej podstawie, że Piłsudski umieszczał swoich ludzi w różnych strturach i detonował ich potem w odpowiednim momencie, albo, kiedy spełnili swoje zadanie, przenosił. Darowski został wojewodą krakowskim. On też nie był piłsudczykiem, bo przecież aresztowali go w czasie zamachu majowego, prawda? A Zyndram Kościałkowski nie był piłsudczykiem, bo należał do PSL Wyzwolenie, taki był z niego ludowiec ideowy. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 11:12
19 listopada 2019 11:20

Swolkień w takim razie kiedy został zdetonowany (co pod tym pojeciem rozumiesz) w 1926 roku? czy w 1945 (zzagrobu przez Piłsudskiego). 

Logicznym chyba jest to, że jakby był Piłsudczykiem, to okres po 1926 powinien być dla niego najlepszym okresem zawodowym. 

W ogóle posługiwanie się pojęciem Piłsudczyk i umieszczanie w tym zbiorze ludzi których znał Piłsudski i współpracował z nim przed Nieświeżem z ludźmi z którymi współpracował po Nieświeżu jest w mojej ocenie nieporozumieniem.

Wracając do przypadku Marcinkiewicza (z uwzględniem proporcji pomiędzy nim a Swolkieńiem), on się sam zdetonował, czy Kaczyński go zdetonował? 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 11:07
19 listopada 2019 11:24

No właśnie problem w tym, że do iPSB jeszcze ich nie zdigitalizowali (jeśli masz nadal pewną płytkę, to musisz z niej skorzystać, albo szukać w wersji papierowej PSB). W Pamiętnikach Daszyńskiego (t. 1, młodość w Stanisławowie), są pod kryptonimem "państwo D." Doszłam o kogo chodzi, szukając przez cmentarz w Stanisławowie, dalej: córeczkę Józię, w której się Franko kochał i ponoć jej fotografię miał do końca życia na biurku. A potem już sobie w PSB doczytałam o Władysławie, Adamie Stefanie i dziadku Stanisławie, co jako eks-pijar żonę z domu Deskurów porwał. No i tam już wnuk Adama, Włodzimierz, wprost pisze, że w Pamietnikach Daszyńskiego figurują jako państwo D. Więc mi się wszystko pięknie zgodziło. W każdym razie Władzio to zawodowy rewolucjonista, co bez większego szwanku przeszedł przez: powstanie listopadowe, konspiracyjne organizacje lat 40-tych (m.in ks. Piotra Ściegiennego), powstanie krakowskie, wiosnę ludów, powstanie styczniowe, w międzyczasie zostając gorliwym towiańczykiem, no i emigrantem we Francji i Szwajcarii, aby ostatecznie w 1871 r. osiąść w Stanisławowie, celem dalszego kształtowania umysłów młodzieży, tym razem już także ukraińskiej, o czym dużo i kwieciście pisze sam Daszyński. No a Adam Stefan to już mistrz nad mistrze, co się chyba musiał z tej Norwegii teleportować, tak często bywał w rodzinnym Nowym Dworze. I wszystkie dzieci tam się rodziły i chrzczone były, choć w Norwegii mieli we własnym domu kaplicę katolicką, do której nawet sama królowa norweska (katoliczka ponoć) na msze chodziła, kiedy wizytę w mieście składała. Ho, ho, tak, tak! 

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 11:07
19 listopada 2019 11:28

Tu jest tekst o towianizmie Narcyzy Żmichowskiej z 1935 r. I o wpływie na nią Władka D., w którym się ponoć nieszczęśliwie kochała:

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/plain-content?id=114884

A z tych jej entuzjastek to w następnym pokoleniu takie nieszczęśne Faustyny wyrastały. Obróbka umysłów trwała naprawdę długo. A dzisiaj niejaka Filipowicz Izabela Żmichowską na sztandary lesbiaństwa polskiego pakuje. Nic się nie może zmarnować...

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @jolanta-gancarz 19 listopada 2019 11:28
19 listopada 2019 11:28

Przepraszam, nie Filipowicz, a Filipiak.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 19 listopada 2019 11:20
19 listopada 2019 11:58

Kaczyński jest zaprzeczeniem Piłsudskiego. Tamtemu wszyscy wierzyli i wykonywali jego polecenia z czystej "miłości". Kaczyński musi posługiwać się jakąś mierzwą, żeby w ogóle rządzić. To kto i kiedy zdetonował Marcinkiewicza nie ma znaczenia, bo to jest kapiszon, w dodatku mokry. Swolkień został użyty do przerobienia Niewiadomskiego na zabójcę Narutowicza. To chyba jasno widać z tekstu Krajewskiego. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @jolanta-gancarz 19 listopada 2019 11:28
19 listopada 2019 12:00

Ciekawe kiedy Alfred Redl zostanie partonem gejów

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @faustyn 19 listopada 2019 11:59
19 listopada 2019 12:01

Ty biedny durniu w ogóle rozumiesz, o którą Faustynę chodzi? 

zaloguj się by móc komentować

DWiant @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 12:02

SM znowu zbiera ale tym razem na zycie. Zwineli mu z kanta 188tys zl. wiec prosi ludzi dobrej woli o pomoc. Niedawno zbieral na mieszkanie i uzbieral. Nie prosi o pomoc rodziny, syna corek, nie prosi zony ktora ma emeryture ale prosi ludzi dobrej woli. 

Troche to dziwne przy jego ''pogladach wolnorynkowych''.

A mnie az cisnienie sie podnosi na taka beszczelnosc i pyche.

 

 

zaloguj się by móc komentować

atelin @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 12:03

Piękny cytat z tego Krajewskiego. Wygląda na to, że jemu się już nie chce składać epickich zdań. Gorzej, wygląda na to, że te jego książki pisze jakaś aplikacja. Niedawno w "Trujce" leciała jego powieść o jakieś żydóweczce, szczegółów nie znam, ale słuchać się tego nie dało ponad dwa odcinki.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @faustyn 19 listopada 2019 11:59
19 listopada 2019 12:06

I po to, by te bzdury napisać, zalogował się waść na SN?! Żałosne.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @DWiant 19 listopada 2019 12:02
19 listopada 2019 12:07

Nie wiem, jak to oceniać. Lepiej chyba w ogóle

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @atelin 19 listopada 2019 12:03
19 listopada 2019 12:08

On jest pisarzem zadekretowanym i choćby pisała za niego małpa, będzie drukowany i czytany

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 12:00
19 listopada 2019 12:16

Albo Roehm, w końcu ofiara Hitlera?

zaloguj się by móc komentować



jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 12:30

W ciągu pół wieku zaszły pewne zmiany w narracji autorów PSB. Z tomu 11 (wyd. 1964 - 1965), gdzie zamieszczono biogram Jodko Narkiewicza, opracowany przez jakiegoś Adama Jarosza (nie ma notki w Wiki) wynika, że tow. Witold (posiadający tylko w rzeczonym biogramie 23 ksywy, w tym tak spopularyzowany przez pewnego Stefka, jak "Judym") był podczas zamachu na Gabriela Narutowicza poza krajem: 

"Ok. listopada 1919 r. wysłany został jako «delegat rządu» do Konstantynopola. Przed wyjazdem z tej placówki (ok. maja 1921) był proponowany na ambasadora w Moskwie, ale nie uzyskał agrément. Odwołany z Konstantynopola, mianowany został 1 XI 1921 r. posłem nadzwyczajnym i ministrem pełnomocnym w Rydze, skąd powrócił do Centrali Min. Spraw Zagran. (październik 1923)."

No, ale Elżbieta Orman w t. 46 (wyd. 2010 - 2011) napisała jak wyżej. I mam powody, żeby jej bardziej wierzyć.

 

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @grudeq 19 listopada 2019 10:41
19 listopada 2019 12:30

Posiadanie dokumentów na wszystkich jest zwykle zagrożeniem dla takiej osoby, a nie polisą ubezpieczeniową. Komuniści by mu te dokumenty zabrali - a jego zabili - gdyby nawet się zająknął, że coś na kogoś w PRLu ma. Znając metody komunistów, przekonali by go do wszystkiego, gdyby chciał wierzgać.

Wyjątkiem jest sytuacja, gdy taka osoba ma jednocześnie wiedzę i realną władzę - a czy Swolkień miał realną władzę w początkach PRLu? To by wymagało bycia komunistą, ich przyjacielem lub agentem. Czyli prawdopodobne jest, że był "ich" - pytanie od kiedy. A może ich i jeszcze kogoś - i miał dobrą ofertę dla komuistów. Tak czy inaczej - spokojne życie wymagało dogadania się z komunistami - lub jakąś ich frakcją, która mogła zapewnić bezpieczeństwo - czyli miała realną władzę - a realną mieli ci źli.

Ta wiedza, bo jest to wiedza, a nie oceny - wręcz poraża. 

To, kto chronił Kiszczaka i innych można ustalić nawet na podstawie wiedzy publicznie dostępnej - przynajmniej uprawdopodobnić - i to jest opcja, powiedzmy, by z ostrożności procesowej było bez nazwisk - bliska oponentom PiS - i to czasem tych z telewizora, czy z pierwszej linii oporu "obrońców Konstytucji".

To nie Coryllus ma kogo i za co przepraszać - a ogólnie rozumiani "my" (choc nie wszyscy przecież) - za brak lektury, zrozumienia czy uleganie narracjom, czy siedzenie cicho. Boleję nad sobą - iż jestem nieco z boku - pomimo, że mam dobre usprawiedliwienie, tu nieistotne - bo jak widać druga strona (jakkolwiek ją rozumieć) nie zasypia gruszek w popiele - i ryje, ile wlezie. 

zaloguj się by móc komentować

tomciob @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 12:32

Myśli Pan, że można ot tak przewrócić stolik. No nie wydaje mi się. Były w naszej historii te 3 bardzo istotne wydarzenia : zamach na Gabria Narutowicza, na ks. Jerzego Popiełuszkę i Katastrofa Smoleńską. O każdym wiemy bardzo dużo, a zdaje się jakbyśmy jednak nie wiedzieli wszystkiego. I ja rozumiem szukanie "moralnego sprawcy" każdego z tych zdarzeń lecz jestem sceptyczny w rozważaniu pewności możliwości dotarcia do istoty rzeczy. Tylko tyle.

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @tomciob 19 listopada 2019 12:32
19 listopada 2019 12:36

> Tylko tyle.

Za mało.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @tomciob 19 listopada 2019 12:32
19 listopada 2019 12:37

Ale ja nie szukam moralnego sprawcy. Nie zrozumiał pan, ja wyszydzam szukanie moralnych sprawców

zaloguj się by móc komentować

atelin @atelin 19 listopada 2019 12:03
19 listopada 2019 12:38

Tak mi się przypomniało: latem w "Trujce" czytali też "Wieszanie" Rymkiewicza o wieszaniu kogokolwiek w czasie powstania kościuszkowskiego, dużo tych wieszań było. Czy ktoś z Szanownych Państwa to czytał/słuchał i ma wiedzę jak było? Pytam, bo nie mam pojęcia, a boję się, że Rymkiewicz może traktować historię jak Tokarczuk.

zaloguj się by móc komentować


jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 12:39
19 listopada 2019 12:43

Skoro, jak w cytacie z biogramu Swolkienia, wydał mu polecenie stworzenia przy MSZ owej "ochranki", to nie robił tego chyba pocztą dyplomatyczną?

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @DWiant 19 listopada 2019 12:02
19 listopada 2019 12:43

Michalkiewicz powinien zadbać, by w bazie PESEL był ten sam adres, pod którym odbiera korespondencję - bo w jego przypadku jest oczywiste, że może być pozywany. Jest prawnikiem, to wie, że sąd cywilny rozstrzyga racje stron, a nie prowadzi postępowania dowodowego z własnej inicjatywy (kontradyktoryjność procesu) - więc jak się nie odniesie do pozwu to sąd przyzna rację powodowi. Nie odniesie się, gdy adres uznany za adres do doręczęń nie będzie tym, pod którym odbiera korespondencję, więc sie o pozwie nie dowie. Nie ma w tym nic tajemniczego - tak się zdarza. Wynika to z interperetacji prawa, jaka jest stosowana - abstrahując, czy jest to całkiem lege artis. 

p.s. proszę o niekontynuowanie tego wątku (nieodpowiadanie na mój wpis) - bo jest marginalny.

zaloguj się by móc komentować


tadman @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 13:29

Wszystko na tym świecie po pewnym czasie się opatrzy. Pierwsze tomy baśni czytałem zarywając dwie, trzy noce. Teraz kupuję książki KJ, wiedząc iż dodruków nie będzie, więc jest to inwestycja tu i teraz, a czytanie odkładam, jak ów Kolega, na później.

Z obecnych wydań z zaciekawieniem czytałem Bukę, bo to i trochę humoru, trochę refleksji, a także wiedzy na temat czegoś co mnie na szczęście nie dotknęło. Kupiłem drugie i zmienione wydanie "Dzieci PRLu" i także je przeczytałem. Może dlatego, że przyswojenie tych książek nie wymaga oblatania w opisywanym temacie?

Była udana próba kryminału i czekam.

Mieszanką wybuchową byłaby kompilacja wyimków z różnych dotychczasowych publikacji prezentujących wiedzę/ocenę pisarzy takich jak: Kochanowski, Neverly, Sienkiewicz, Reymont, Conrad, Wańkowicz, Żeromski, Rymkiewicz, Herbert, Tokarczuk, Bonda, Twardoch, Krajewski, Pilch... W zanadrzu jest jeszcze ocena rynku zarządzanego przez marszandów czy producentów filmowych. Tu widzę potrzebę demaskacji jak w kulturze pop jesteśmy formowani, często nie zdając sobie z tego sprawy.

 

zaloguj się by móc komentować

valser @Wolfram 19 listopada 2019 12:43
19 listopada 2019 13:38

sranie w banie. bank i numer konta znalezli, a adresu to juz nie potrafili. 

jakby mnie cos takiego spotkalo, to sedziemu i temu kto mnie pozwal skladam kurtuazyjna wizyte. 

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 13:59

Cała narracja odnośnie zamachu na Narutowicza jest ustawiona. Wszystko jest pięknie przydeptane i kręci się wokół rozpisanych wcześniej ról/głosów. A w sądzie oskarżona strona ma prawo głosu, i z takiego prawa skorzystał nawet Niewiadomski, bezpośredni sprawca. Po to mu zresztą tego głosu udzielono (i perorował ponad 2 godziny), bo jest to ten niezbędny głos prawicy, a potem jeszcze udało mu się spisać soje credo w więzieniu. Jak go nakłoniono do tej samobójczej misji, nie mam pojęcia. Może obiecano mu jakieś inne rozwiązanie?
Takiego prawa jednak odmawia się temu ustawionemu do bicia głównemu sprawcy, temu „moralnemu”, i dodatkowo zarzuca się mu kłamstwo. Przejrzałem kilka realcji i tych endeckich i tych piłsudczykowskich i obie gadają tym samym głosem. W usta „moralnego sprawcy” wkłada się różne brednie, które miał niby wygłaszać, a które wg narratorów musiały doprowadzić do tragedii ale nikt nie cytuje jego słów z Pamiętników. Te mają pozostać ostemplowane jako kłamliwe a w sprofilowanym sporze mają być używane tylko te certyfikowane.
I to jest niebywałe. Piłsudski i jego kamaryla bawi się w najlepsze po knajpach z komunistami, konstruuje zamachy a generał Haller w tym czasie nazywany jest wprost mordercą i wystawia się na strzał (zadeklarował, że sam nie będzie strzelał) Mariana Zyndrama-Kościałkowskiego, który w 1922, na polecenie Piłsudskiego, wstąpił do PSL „Wyzwolenie”. To PSL „Wyzwolenie” postulowało przeprowadzenie radykalnej reformy rolnej i wystawiło kandydaturę Narutowicza a potem poparło przewrót majowy.

zaloguj się by móc komentować

valser @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 14:24

W temacie "sprawcy moralnego" to rzeczywiscie nie ma o czym gadac. Jak ktos pierdy oszusta Jaspersna na powaznie wdraza, to nie ma co z nim dyskutowac, tylko od razu odpalic ostrzegawczego gonga w leb, zeby przywrocic polaczenie miedzy dzialem obserwacji zmyslowej i departamentem rozumowej analizy. A jak to nie pomoze to odpalic drugiego gonga, tak, zeby sie gwiazda betlejemska pokazala. 

Wszystko dookola jest potelepane i wykoslawione.

Przeczytalem taki wywiad Agnieszki Piwar z mecenas Joanna Modzelewska. Jeden watek z wypowiedzi p. Joanny mnie zastanowil. Dotyczy to jej postrzegania i klasyfikacji postaw. Zaczal ja podchodzic niejaki Jacek Spyrka, facet ktory ma dwie zony - jedna ze slubem koscielnym i druga, ze slubem cywilnym. I startuje do trzeciej panny. P. mecenas okreslila typa jako "mezczyzna po przejsciach"...

https://wrealu24.pl/agent-dobrej-zmiany-mial-za-zadanie-zniszczyc-mi-zycie-z-mec-joanna-modzelewska-rozmawia-agnieszka-piwar/?fbclid=IwAR2Pg0gnkTqtXPQKPnKjqCCpB-X52-SP0gifpBfNNjMGgWq4d-JXyFJ4gwE

to jest niestety utrata zdolnosci poznawczych i analizy dotyczacej klasyfikacji zjawisk i postaw. I tu zadne studia prawnicze i uniwersytety nie pomoga.

Ja z tego wywiadu widze meska popierdulke, ktora nie potrafi wyprostowac swoich spraw. A ze ma wszystko dookola pokrecone, to tez wykonuje krzywe ruchy. Gong magnesujacy busole, zeby facet odnalazl kierunek, jest wlasciwie jedynym lekarstwem. No, moze jeszcze prondy prof. Swiecickiego cos by zdzialaly. 

Wracajac do sprawy pieniedzy Michalkiewicza. To nie jest zadne dzialanie systemu, tylko zwykla ustawka. Bo w dobie rzekomej inwigilacji, sledzenia kamerami i technologicznym sprzetem nie potrafia ustalic miejsca pobytu, ani nawet chwycic za telefon z ostrzezeniem rejestracji rozmowy (tak jak robia to banki czy wypozyczalnie samochodow) i w krotkich slowach poinformowac w czym rzecz.

Ja w kazdym razie, majac do dyspozycji telefon i polaczenie internetowe namierzylem Stanislawa Michalkiewicza w dwie godziny. Zlokalizowanie jego aktualnej pozycji przy dostepie do tych samych srodkow zajmie mi nie wiecej niz 24 godziny, a bezposredni kontakt, na terenie Europy do max. 48 godzin.

Ja juz nie chce mowic, o tym co jest w dyspozycji organow panstwowych, bo szkoda strzepic ryja.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @umami 19 listopada 2019 13:59
19 listopada 2019 14:28

Czyli całkiem nieźle wyszkolono J. Piłsudskiego. Ciekawe jedynie gdzie i kto zrobił to najbardziej skutecznie.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 12:08
19 listopada 2019 14:42

Przyszło mi do głowy, że on jest tylko po to, by ludzie zakodwali sobie nazwę Breslau i że w czasie, gdy ta funkcjonowała było spoko.

 

zaloguj się by móc komentować

Krzysiek @grudeq 19 listopada 2019 10:41
19 listopada 2019 15:10

@grudeq napisał

"i jak to jest, że ten PIS który tak walczył z Komuną i komunizmem doprowadzili do tego, że Generał Kiszczak, w spokoju od procesów zmarł sobie w swojej willi w roku 2016."

No a jak to jest, że nie był ruszony od 1990 do 2015 r? PiS to grudzień 2015 (powołanie rządu), Kiszczak umiera kilka miesięcy później mając 90 lat i ostatnie miesiące leży w łóżku jak zombie.

Jak już tak bardzo chcecie się przysrywać do JK i PiSu, to proszę włożyć jakiś minimalny wysiłek, no choćby poświęcić 30 sekund na wymyślnie czegoś bardziej przekonywującego.

zaloguj się by móc komentować

Krzysiek @faustyn 19 listopada 2019 11:59
19 listopada 2019 15:19

@faustyn napisał:

"Młyny Boże mielą mąke powoli...!!!"

A faustyn jest jego natchnionym "prorokiem" i objaśnia nam zamiary Najwyższego.

No chyba, że piszesz z autposji - bo cię już zmieliły. Za jakie grzechy - jeśli można spytać?

zaloguj się by móc komentować

smieciu @stanislaw-orda 19 listopada 2019 14:28
19 listopada 2019 15:40

Teraz widać troszkę wyraźniej niektóre rzeczy. Hah. Czy Przewrót Majowy nie powinniśmy nazwać lewackim zamachem stanu? Może wy to wiecie ale dopiero teraz to do mnie dotarło. Tak by to to w sumie wynikało. Zabójstwo Narutowicza i późniejsza nagonka skrępowała ręce prawicy. Piłsudski już wcześniej zapewne dostał rolę (świadomie lub nie) pozowania na prawicowca. Patrząc na to jak toczyły się rzeczy w początkach II RP widać że ktoś trzymał na tym łapę. Przewrót Majowy nie powiódłby się gdyby opiekuni ludzi takich jak Swolkień nie zaakceptowali tego stanu rzeczy. Piłsudski był idealny. W 1926 roku przeprowadzono więc powtórkę z rozrywki. Z udziałem tych samych stronnictw i sił. Z błogosławieństwem wszystkich reformatorów nowej Polski Piłsudski przybrawszy skórkę prawicowca  dokonał przewrotu. Prawicy wytłumaczył że to dla ich obrony i pojechał po ich sumieniu. Dodatkowo historycznie pociągnął wątek zabójstwa Narutowicza: to znowu ta prawicowa przemoc.

Czyż nie perfidne? Wszystkie argumenty przeciwników lewackiej Polski zostały obalone. Przecież Piłsudski zepchnął ich na bok jak mówią... I walczył z bolszewikami jak mówią. Itp.

Aż chce się napisać znów o PiSie ale to chyba u mnie normalne :P

 

zaloguj się by móc komentować

ArGut @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 15:41

Pozwolę zalinkować biografię pana Mariana Swolkieńa a iPSB. Głównej strony iPSB nie linkuję bo coś pewnie grzebią i nie odpowiada.

zaloguj się by móc komentować

bendix @valser 19 listopada 2019 13:38
19 listopada 2019 15:45

Tak tak. A potem za samą groźbę w stosunku do sędziego masz długie wakacje. Z sędzią który prowadzi Twoją sprawę nawet nie możesz porozmawiać.

zaloguj się by móc komentować

S80 @jolanta-gancarz 19 listopada 2019 12:30
19 listopada 2019 15:45

Takie coś znalazłem.

22 sierpnia 1922
W tych dniach odbyła się w M. S. Z. konfer., na której ustalono plan zmian personalnych na naszych placówkach dyplomatycznych oraz w centrali ministerjum. W konferencji wzięli udział minister Narutowicz, posłowie August Zaleski i Jodko - Narkiewicz, dyrektor departamentu Bertoni oraz pp. Roman Knoll i dr. Jackowski, którzy wspólnie kierują departamentem politycznym.

15 października 1922
Sowiety chcą rozbrojenia Bolszewicy posiadają obecnie największą na świecie , armję, którą trzymają w pogotowiu. Ostatnie wiadomości z Rosji głoszą, że zarządzili oni w związku z wypadkami w Turcji mobilizację, tak wojska jak i floty czarnomorskiej. Mimo to w Europie pragną uchodzić za miłośników pokoju i dlatego od czasu do czasu rzucają propozycje rozbrojenia (jak np. na konferencji w Genui). Niedawno zwróciły się sowiety do Polski, państw bałtyckich i Rumunji z propozycją ograniczenia zbrojeń. Sprawą tą zajęłaby się konferencja, jaka odbędzie się wkrótce w Moskwie. Ażeby uzgodnić swe stanowisko w tej sprawie, porozumiewają się od dłuższego czasu zainteresowane państwa bałtyckie, Polska i Rumunja. I tak niedawno bawili w Warszawie szefowie sztabów: armji rumuńskiej gen. Petala, armji estońskiej gen. Lill, armji łotewskiej gen. Penikis i armji finlandzkiej gen. Enckel, jako eksperci. W tych dniach wyjechał do RewIa (stolica Estonji) nasz minister spraw zagranicznych Narutowicz na konferencję, w której biorą udział ministrowie państw bałtyckich. Celem tej konferencji jest omówienie sprawy rozbrojenia i przygotowania się na konferencję w Moskwie.

zaloguj się by móc komentować

umami @S80 19 listopada 2019 15:45
19 listopada 2019 15:54

I to po Rapallo. Jadą pogadać o rozbrojeniu.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @smieciu 19 listopada 2019 15:40
19 listopada 2019 15:56

> Aż chce się napisać znów o PiSie ale to chyba u mnie normalne :P

Tak, to u Ciebie normalne. Twierdzenie jednak, że Piłsudski dostał rolę pozowania na prawicowca jest pewnym novum.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @smieciu 19 listopada 2019 15:40
19 listopada 2019 15:58

Wygląda na to, że tragifarsę z J.P.  powtórzono  z L. Wałęsą w roli głównej 

zaloguj się by móc komentować

S80 @umami 19 listopada 2019 15:54
19 listopada 2019 16:00

Bez przesady, Jeśli to jasne dla nas to dla nich też, To jest notatka prasowa, równie dobrze mogli rozmawiać o czymś zupełnie innym, a taki komunikat mógł spełniać równie dobrze inne funkcje.

zaloguj się by móc komentować

umami @S80 19 listopada 2019 16:00
19 listopada 2019 16:12

Co do tej jasności, to mam wątpliwości. Przestaję je mieć, kiedy myślę o tym, jak o realizowanym scenariuszu zaorania tych terenów między Niemcami a ZSRS.

zaloguj się by móc komentować

tadman @przemsa 19 listopada 2019 14:42
19 listopada 2019 16:15

Tak robi onet pokazując zdjęcia archiwalne różnych budynków oraz obecne i wychodzi, że my coś zniszczylismy, zburzyliśmy, czyli polnische Wirtschaft. Posuwają sie dalej i piszą, że najwyżej położona osada w Polsce, znajdująca się w Karkonoszach za Niemca tętniła życiem, a kilkadziesiąt lat później jest opuszczona bo "nie poradziliśmy sobie z aprowizacją", czyli Owczesna niemiecka technika i logistyka stała wyżej niż nasza obecna. Oczywiście nic nie piszą o tym jaką rolę faktycznie spełniała ta wioska. "Delikatnie", ale zawsze w tym samym kierunku.

zaloguj się by móc komentować

valser @bendix 19 listopada 2019 15:45
19 listopada 2019 16:18

Teraz takie czasy, ze przelew mozesz z telefonu zrobic. Wiec juz nie ma tego problemu co 15 lat temu, ze trzeba bylo do banku w okienko uderzac. Na miejscu Michalkiewicza bedac, sciagnalbym 200 kola z sedziego i z tego kto mnie skarzyl i jeszcze im policzyl odsetki tak, zeby rowne pol banki wyszlo.

Ja rozumiem, ze jest taka ogolna tendencja, zeby gluty, ktore sie przyspawaly do stolka usuwac za pomoca petycji, protestow i glosowan. Nic na to nie poradze. Mowie tylko - szczesc Boze.

Rozumiem, ze wiekszosc ludzi ma pelnego pampersa w momencie kiedy trzeba brac SWOJE sprawy w SWOJE rece, a nie delegowac odpowiedzialnosc i szukac kompromisow.

Do usuniecia gluta przyspawanego do stolka potrzeba palnika acetylen-tlen, szlifierki katowej i oczywiscie mlotka. Bez mlota, to nie robota.

zaloguj się by móc komentować

DrWall @smieciu 19 listopada 2019 15:40
19 listopada 2019 16:22

Posłuchaj co właśni mówi  w Sejmie, M. Horała. Włos się jeży na głowie jak pomyślę, że tacy ludzie wpływają na moje życie tutaj.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @tadman 19 listopada 2019 16:15
19 listopada 2019 16:38

> "Delikatnie", ale zawsze w tym samym kierunku.

Tak państwa poważne - w tym przypadku Niemcy - tworzą swoją politykę historyczną na terenach, które uznają za tylko czasowo wyłączone z własnej jurysdykcji. Nie kosztuje to dużo, a tworzy całkiem solidne tło. Swoją drogą ciekawe, kto z wpisujących się w tę opowieść jest świadomy swojej roli. Obstawiam, że jednak niewielu.

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @DrWall 19 listopada 2019 16:22
19 listopada 2019 16:39

Mnie się głos jeżył, gdy słyszałem Brauna. O Schetynie, Budce itp. Nitrasach rzecz jasna już nie wspominam. 

zaloguj się by móc komentować

tadman @przemsa 19 listopada 2019 16:38
19 listopada 2019 16:44

Oglądałem kiedyś atlas Meyera, bodajże z 1931 roku, i czytałem nazwy wiosek pod Wrocławiem i na innych terenach ZO. Nie zadawali sobie trudu z tłumaczeniami i dla pełnego obrazu brakowało ogonków, kresek czy przekreślenia.

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @valser 19 listopada 2019 13:38
19 listopada 2019 17:09

"sranie w banie. bank i numer konta znalezli, a adresu to juz nie potrafili. 

jakby mnie cos takiego spotkalo, to sedziemu i temu kto mnie pozwal skladam kurtuazyjna wizyte. "

Bo w Polsce jak chodzi o to zeby dorwac sie do kasy to jest tlok.

A jak chce sie ustalic kto jest za co odpowiedzialny to pustki dookola.

 

zaloguj się by móc komentować

pike @przemsa 19 listopada 2019 16:39
19 listopada 2019 18:28

A co sie nie podobało u Brauna ?

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @pike 19 listopada 2019 18:28
19 listopada 2019 18:31

Jedno pytanie - czy to jest tekst o Braunie? Albo o Michalkiewiczu?

zaloguj się by móc komentować

pike @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 18:31
19 listopada 2019 18:39

Ale nie o niego w pytaniu chodzi....

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 20:58

Drobne sprostowanie — Generał nie miał ani siostry, ani córki — Haller córki nie miał, ale siostry miał dwie. 

zaloguj się by móc komentować

DrWall @przemsa 19 listopada 2019 16:39
19 listopada 2019 21:31

Braun ma tyle wpływu w Polsce, co gambijski wywiad. Horała mówił jako przedstawiciel rządu. Proponuję posłuchać tego fragmentu, gdzie było o Konstytucji 3 Maja i całej reszcie. To jest zadekretowane z sejmowej mównicy przyzwolenie na łeż. I zaraz Jakub Szela zostanie wojownikiem o sprawiedliwość społeczną, a nawet jakieś rondo w Małopolsce zostanie nazwane jego imieniem. I nikt nie zaprotestuje.

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 10:57
19 listopada 2019 22:24

"PiS rozlicza" jedno zdanie, dwa kłamstwa.

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @Wolfram 19 listopada 2019 12:43
19 listopada 2019 22:31

A gdzie jest "baza PESEL"? Po grzyba jest w takim razie "meldunek"? Kafki nie znoszę, ale chyba nie doceniałem...

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @gabriel-maciejewski
19 listopada 2019 22:36

Proszę powiedziedieć; czy ten Siemiątkowski, z tamtego pochodu to jakiś protoplasta min. Zbigniewa Siemiątkowskiego, kozła ofiarnego w sprawie katowni CIA w Starych Kiejkutach?

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 11:58
19 listopada 2019 22:40

Z "Czystej miłości" to można samobójstwo popełnić, co najwyżej, rządzi? Konia z rzędem temu kto wskaże kto tu rządzi?

zaloguj się by móc komentować


umami @gabriel-maciejewski
20 listopada 2019 02:47

Nie wiem ilu generałów musiałoby zostać zabitych w niewyjaśnionych okolicznościach albo pobitych przez nieznanych sprawców, żeby głowy tych naszych ojców założycieli od marszałka pospadały z pomników. Gdyby Haller po zamachu majowym sam nie odszedł, albo by go mocniej podtruli (w dniu przewrotu wspomina o lekkim zatruciu — może to zbieg okoliczności), albo miałby wizytę seryjnego samobójcy.

Jeszcze parę zdań co do tego Niewiadomskiego. Jego ojciec, Wincenty, wspierany przez Natansona, napisał pean na śmierć Jakuba Natansona. Z tekstu dowiadujemy się, że chemik, oprócz tego że zsyntetyzował fuksynę (czerwony sztuczny barwnik), to jeszcze był filantropem, społecznikiem i zaharowywał się na śmierć. Nad czym takim pracował? Bo w końcu porzucił uczelnię i pieczę nad młodymi talentami na rzecz przemysłu. Czy ten barwnik to było takie współczesne eldorado, zamiennik czerwca polskiego? Wynalazek Natansona to 1858 rok. Ponad pół wieku później, Eligjusz zaprowadza w ministerstwie, w którym pracuje, nowy porządek pisania czerwonym atramentem. Jeśli to ta sama fuksuna, a pisanie czerwonym atramentem jest mało praktyczne, to nie mogę inaczej o tym mysleć, jak tylko jako realizacji jakichś interesów producentów tej fuksyny. Bo nie ma jak zlecenia rządowe — z tego da się dobrze żyć. Ale jakie ilości tego atramentu musiałyby być zamawiane? Skotnicki, który to opisuje, jako dziwactwo Eligjusza, albo chce mu tym zaszkodzić, albo przypadkowo zdradza nam przedstawiciela lobby producentów fuksyny. No i jak to pogodzić z tym antysemityzmem Niewiadomskiego?

Skotnicki pisze o 4 strzałach. Kto oddał ten czwarty?

Opisuje też te zdarzenia (atmosferę podczas manifestacji przed i atmosferę po zamachu) tak jakby miało dojść do rewolucji, sam niby próbuje zapobiec zamieszkom, kiedy chce przetransportować ciało prezydenta z Zachęty, ale jakoś mało skutecznie mu to wychodzi, bo sanitariusz górą. Skotnicki nic nie wspomina o okrzykach Mordercy!, wykrzyczanych na schodach Zachęty przez belwederczyków (w tym Zyndrama).
W tym wszyskim premier Nowak wykonuje dziwne ruchy, najpierw kiedy ma z Narutowiczem, odkrytym samochodem, przejechać przez miasto, wypełnione nieprzychylnym tłumem, to się wymiguje. Kiedy Narutowicz ma pojawić się w Zachęcie, to staje na głowie, żeby prezydent tam pojechał (Narutowicz wahał się czy jechać). A kiedy ten zostaje tam zabity, niepostrzeżenie, po angielsku, zmywa się i podaje do dymisji. Zdradza go Skotnicki swoi opisem.
Sam Skotnicki dziwnie relacjonuje powody zwolnienia Niewiadomskiego z pracy. Najpierw jest jedna wersja a na sali sądowej druga. Może sam odgrywa w tym wszystkim jakąś rolę?
Podaje, na przykład, taką informację, że odcięto telefony w Zachęcie by wiadomość nie dotarła przedwcześnie do miasta, a szczególnie do mas robotniczych, biorących udział w pogrzebie zabitego robotnika.

Tutaj — https://marucha.wordpress.com/2016/05/14/festiwal-hipokryzji-wokol-maja-1926-roku/ — ktoś cytuje Henryka Pająka. Ja wiem jakie Ty masz zdanie o tym jego wpadaniu w różne pułapki ale mimo wszystko:

Rozpoczynał się etap drugi — mord na prezydencie Narutowiczu. Musiał zo­stać zamordowany przez „endeka”, scenariusz nie mógł być inny.
Wybór już padł na Eligiusza Niewiadomskiego, niezrównoważonego mala­rza o poglądach rzeczywiście „endeckich” czyli narodowych, ale nigdy nie był on członkiem Narodowej Demokracji, nie utrzymywał kontaktów z „endekami”, czego nie zdołano mu udowodnić ani na procesie, ani potem, przez 60 lat szperania w jego życiorysie i w okolicznościach zabójstwa prezydenta. Natomiast udowod­niono podczas rozprawy sądowej, że Niewiadomski był przez jakiś czas pra­cownikiem II Oddziału — wojskowego oddziału Wywiadu Sztabu Generalnego, w którym Piłsudski sprawował rolę jednoosobowego szefa tego Sztabu.
Nic więc dziwnego, że tenże piłsudczykowski II Oddział wiedział o przygoto­wywanym zamachu na życie prezydenta co najmniej na kilka godzin przed zama­chem. Te powiązania Niewiadomskiego z wywiadem piłsudczykowskiej „jaczejki” stanowiły oczywisty dowód na to, że Niewiadomski został w tychże kręgach zain­spirowany ideą mordu na prezydencie.
Ten schemat — ukryci inspiratorzy i „na­kręcony” zabójca, czyli schemat „ręki i miecza”, był, jest i pozostanie klasycznym schematem organizowania politycznych morderstw i zamachów, nie wyłączając mordów na dwunastu prezydentach Stanów Zjednoczonych, z Kennedym na czele; jak mord na generale Władysławie Sikorskim, jak ataki na World Trade Center w Nowym Jorku, etc, itp.

O tym, że grupa piłsudystów wiedziała o mającym nastąpić zamachu, a na­wet znała nazwisko zamachowca, świadczą niezbite dowody, które rekapitulował m.in. Jędrzej Giertych w kilku swoich książkach, a w pracy Tysiąc lat historii narodu polskiego1 pisał:

„Jacyś oficerowie usiłowali powstrzymać księdza senatora Feliksa Bolta przed wyjazdem z Warszawy (być może, że mógł być objęty zamierzoną rzezią), mówiąc mu, że prezydent Narutowicz został zamordowany, choć było to na kilka godzin przed zabójstwem.
Władysław Ludwik Ewert w Sosnowcu wiedział na kilka godzin przed zabójstwem nie tylko o zabójstwie, ale i osobie zabójcy, malarzu Eugeniuszu Niewiadomskim. Ewert związany był w latach 1912—1914 ze „Strzelcem” w Krakowie, w roku 1917 był członkiem POW w Mo­skwie, a w latach 1927—1934 był redaktorem gazety „Polska Zbrojna”, co wszystko wskazuje na jego związek z obozem, który rządził Od­działem II.”

Wiele innych, szczegółowych informacji na temat mordu, jego sprawców i inspiratorów zgromadził J. Giertych oraz jego syn prof. Maciej Giertych w szere­gu artykułów zamieszczanych w Komunikatach Towarzystwa im. Romana Dmowskiego2.
(…)
Tak wprowadzeni w wątki o mordzie na pierwszym prezydencie „Drugiej RP” poszukajmy obiektywnych odniesień do ważnego w tym wątku nazwiska Władysława Ludwika Ewerta, który na kilka godzin przed zamachem już wie­dział o przygotowanej zbrodni, a co znacznie dziwniejsze, nawet znał nazwisko zabójcy.
I oto w książce L. Chajna znajdujemy kilka wzmianek o masonie Władysławie Ludwik Ewercie, a także o jego ojcu Józefie Ewercie1. Dowia­dujemy się tam, że Władysław Ludwik Ewert był współwłaścicielem domu wyda­wniczego „Trzaska Ewert Michalski” (s. 234), a co ważniejsze, jednym ze „wskrzesicieli” polskiej masonerii w carskiej Rosji w ramach tzw. Polskiego Zrze­szenia Niepodległościowego, które po upadku caratu wyszło z konspiracji i zaist­niało jako Polski Klub Demokratyczny. Władysława Ludwika Ewerta wymienia Chajn (s. 385) w grupie wolnomularzy, którzy głosowali w Senacie m.in. za zniesieniem okólnika ze stycznia 1927 roku, a więc osiem miesięcy po przewrocie majowym masonerii i Piłsudskiego — w sprawie praktyk religijnych w szkołach i przymusowej trzykrotnej spowiedzi, wydanego przez pierwszego po­majowego premiera i masona — K. Bartla.

Za obaleniem tego okólnika głosowali: Władysław Ludwik Ewert, Henryk Gliwic, Abramowicz, Boguszewski, Posner, Andrzej Strug2, Motz i kilku in­nych masonów. Batalia rozgrywała się w ramach kampanii o laicyzację życia reli­gijnego w Polsce, zwłaszcza nauczania religii w szkołach — temat jakże nam bliski od zawsze, zwłaszcza w „Trzeciej RP”.

Eligiusz Niewiadomski zastrzelił prezydenta Narutowicza 16 grudnia 1922 roku podczas zwiedzania wystawy malarstwa w warszawskiej „Zachęcie”. Nie­wiadomskiego natychmiast i skwapliwie okrzyknięto zatwardziałym „endekiem”. Jego proces rozpoczął się już kilka dni po zamachu, w sumie trwał 17 godzin, a stracono go już 31 stycznia 1923 roku. Zamknięto mu usta w tempie iście ekspresowym, a dokładniej — w tempie komunistycznych procesów powojennej PRL.

Niewiadomski jako człowiek co najmniej niezrównoważony psychicznie, po­winien był zostać, jak oceniali znawcy prawa — skazany na dożywotnie więzienie lub pobyt w zakładzie psychiatrycznym. Został jednak poddany talmudycznemu prawu „oko za oko, ząb za ząb”. Nigdzie w ówczesnej Europie nie wykonywano wyroku śmierci na osobach psychicznie chorych, jeśli przyjąć, że ówczesna sowiecka żydobolszewia nie była Europą tylko Azją z czasów Dżyngis Chana.

Tak oto terrorystyczna banda Piłsudskiego otrzymała doskonały pre­tekst do ostatniego etapu jego marszu ku władzy dyktatorskiej. Pisze tak wspomniany Jerzy Rawicz, nie inaczej oceniają tę zbrodnię dziesiątki innych au­torów na czele z J. Giertychem, choć politycznie różniło ich tak wiele. Pisze wielu, lecz tylko kilku wspomina, właśnie m.in. Rawicz, o planowanej odwetowej rzezi, swoistej przed-hitlerowskiej „nocy długich noży”, jaka miała spotkać kilkunastu najbardziej znaczących znienawidzonych „endeków”, rzekomo moralnych spraw­ców, jeżeli w ogóle nie zleceniodawców prezydentobójstwa.
I właśnie znakomitą okazją do krwawej rozprawy z „endekami”, miał stać się pogrzeb zastrzelonego robotnika. Spotkanie tych dwóch wydarzeń — pogrzebu robot­nika i zabójstwa prezydenta, miało spełnić rolę potężnego ładunku wybuchowego.
(…)
Generał Stanisław Haller (brat Józefa) już wcześniej został przeznaczony do „odstrzału”. Agentura „milicyjno-ludowa” zorganizowała brutalną prowokację przeciwko generałowi Hallerowi. Podczas demonstracji narodowców, głównie studentów przeciwko zaprzysiężeniu Narutowicza, agentka policji — jak potem ustalono o nazwisku Grochowiczówna — wraz z innymi prowokatorami zaczęła rzucać śnieżnymi kulami w kierunku pojazdu Narutowicza. Działo się to dokład­nie przed domem, w którym mieszkał generał Haller. Krakowski socjalistyczny dziennik „Naprzód” natychmiast napisał, że ta młoda kobieta była siostrą generała Hallera! Po zabójstwie generał Haller pozwał do sądu ten marksistowski szmatławiec i proces wygrał, lecz Warszawa i Kraków przez wiele dni żyły „zamachem siostry generała Hallera na prezydenta Narutowicza”.
Na rozprawie ustalono, że prawdziwa siostra generała, z zawodu nauczyciel­ka mieszkająca na Śląsku, w dniu zamachu nie opuszczała tamtego regionu.
Atmosfera do „nocy długich noży” była więc podgrzana wystarczająco. Doszło jednak do rozstrzygających rozmów hersztów bojówkarzy Łokietka i Sie­miątkowskiego oraz majora Adama Włoskowicza. (oficera „dwójki”) — z politycznymi bossami warszawskiej PPS, m.in. z Romualdem Jaworowskim i Adamem Szczypiorskim. Bojówkarze przekonywali ich, że wszystko jest już przygotowane do rzezi, „odwet” jest uzgodniony z Piłsudskim i Daszyńskim. Zgodnie jednak z relacją Szczypiorskiego, Daszyński poinformowany telefonicz­nie o zamiarze „odwetu”, podobno krzyczał do słuchawki, że to jest prowokacja i on na nią nie wyraża zgody, a sprawcy odpowiedzą przed sądem!

Tak oto „noc długich noży” zawisła w powietrzu. Łokietek i Włoskowicz je­dynie wzmocnili ochronę bezcennej osoby Piłsudskiego, zagrożonej rzekomo przez „endeków”. Tej wzmocnionej ochronie poddano również Daszyńskiego i Feliksa Perla.

Jak pisał Rawicz, z ramienia warszawskiej PPS organizatorem planowanego mordu na narodowcach był Rajmund Jaworowski — fanatyczny soc-marksista i takiż piłsudczyk. Kiedy zgłosiło się do niego dwóch oficerów piłsudczyków — Zyndram–Kościałkowski i drugi nie ustalony z nazwiska, Jaworowski ocho­czo rozesłał trójki bojówkarskie do ustalenia miejsc zamieszkania wyznaczonych ofiar. Jaworowski bał się jednak brać odpowiedzialności na siebie, toteż zawiado­mił o planach Daszyńskiego i dopiero ten zaczął „odkręcać” planowane morder­stwa.
Szczypiorski spotkał się wieczorem z inspiratorami odwetu — Tadeuszem Hołówką, Bogusławem Miedzińskim1, Włoskowiczem2, Stamirowskim i — jak pisze Rawicz — „chyba z Kocem”.
Spiskowcy przekonywali, że jeżeli nie dojdzie do „odwetu”, to rzekomo utracą Witosa i jego blok ludowy, bo ludowcy głosowali za wyborem Narutowicza.


Nie wiem z której książki ten cytat pochodzi. Przypisów nie zacytowano. Ale tu jest jeszcze jego relacja z książki Retinger — mason i agent syjonizmu:
https://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2014/09/Paj__k-H.-Retinger-mason-i-agent-syjonizmu.pdf


Ciekawe jest to, że nie trzeba jakoś specjalnie głęboko grzebać, żeby dotrzeć do tych informacji a lektura nie pozostawia złudzeń. Nawet mi się nasunęły podobne wnioski po przeczytaniu zaledwie kilku relacji, więc ta blokada niektórych informacji musi mieć ścisły związek z obudową propagandową sprzed 100 lat i pilnowaniem tematu, żeby przypadkiem pociąg postępu się nie wykoleił.


Na koniec Kronika Bydgoska z 2003 roku. W artykule Piotra Rybarczyka — „Dziennik Bydgoski” wobec wyboru Gabriela Narutowicza na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w 1922 r.
http://kpbc.ukw.edu.pl/dlibra/plain-content?id=46877w przypisach, jest jeszcze taka relacja odnośnie tej Grochowiczówny:
W środowiskach prawicowych obrzucenie Narutowicza w drodze do parlamentu oceniano jako prowokację policyjną mającą na celu zdyskredytowanie prawicy i jej czołowych działaczy, w tym gen. J. Hallera. W Archiwum Państwowym w Bydgoszczy, w zespole: Akta Miasta Bydgoszczy 1920—1939. sygn. 3662, znajduje się odpis raportu policyjnego z wiecu Związku Ludowo-Narodowego w Jachcicach, który odbył się 14 I 1923 r. W wiecu tym uczestniczył m.in. redaktor Konrad Fiedler (1886—1939), związany od 1923 r. z endecką „Gazetą Bydgoską”. Na tym wiecu przedstawił on informację o wydarzeniach z przejazdu Narutowicza do sejmu, według której „(...) dnia 11 grudnia r. ub. [tj. 1922 — przyp. P.R.] gdy śp. Prezydent Rzeczpospolitej Narutowicz wsiadał w samochód celem złożenia przysięgi w Sejmie wskoczyła na takowy pewna panienka i obrzucała go śniegiem. W czasie jej aresztowania mówiła, że jest córką generała Hallera, a gdy ktoś z publiczności krzyknął, że generał Haller córki nie ma, wtenczas odpowiedziała. że jest siostrą i dalej, że dziwnem sposobem policja ją zaraz zwolniła. Następnie owa panienka poszła do mieszkania generała Hallera, rzucając mu się do nóg i (...) rzekła: Rzuciłam na Prezydenta Narutowicza śniegiem i powiedziałam że jestem córką generała, a nazywam się Grochowiczówna. Potem wyjaśnił red. Fiedler, że jak się następnie wykazało, była to żydówka, aktorka sprowokowana przez policję (...)”. 

Wspominam o niej nie ze względu na ten śnieg, ale ze względu na wierszyk. Nie zachwyca polotem ale przypomina osoby z celownika czerwonych i jest przykładem propagandy z tamtego okresu — http://www.ifp.uni.wroc.pl/data/files/judzizohydzazeczciodziera.pdf:

Wiele tekstów ironicznych można było prawidłowo odczytać jedynie na tle ówczesnych wydarzeń politycznych. Przykładem takiego tekstu, zawierającego wręcz elementy czarnego humoru, jest artykuł Romana Boskiego zamieszczony w „Robotniku” 23 XII 1922 r., w którym rozdaje podarki gwiazdkowe „najbardziej niezadowolonym”:

A. Neuwert-Nowaczyńskiemu — czarną koszulę z trupią główką, w czym jako blondynowi powinno być mu do twarzy. Pannie Grochowiczównie, przybranej córce p. Hallera — branzoletki z łańcuszkiem.
Chjenie — kaftan bezpieczeństwa.
A. Z. Opęchowskiemu —
Życiorys Azefa.
St. Strońskiemu — zamiast choinki — drzewko genealogiczne.
E. Niewiadomskiemu — krawat á la Murawjew.
Pos. J. Hallerowi — Trzy krzyże i order Zachęty.
Endekom — daruję komunistów.
Komunistom — daruję endeków.

Ironia tego tekstu jest czytelna, jeżeli powiążemy jego treść z dramatycznymi wydarzeniami w grudniu 1922 r. Obdarowywani ludzie byli obwiniani o wzniecanie nienawiści społecznej, o wprowadzanie atmosfery gwałtu i przemocy, która doprowadziła do zabójstwa prezydenta G. Narutowicza. Drugi wątek, wykorzystany przy konstruowaniu artykułu, to znany powszechnie antysemityzm tych postaci. Dowcipna puenta podsumowuje ironię, zbudowaną w całości na kontraście znaczenia wyrazu
prezent z tym, co ma być ofiarowane.

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @umami 20 listopada 2019 02:47
20 listopada 2019 08:00

Jak ktoś spróbuje coś zrobić w tej sprawie, powołają się na Pająka, powiedzą, że to wariat i manipulant, no i koniec. Po sprawie. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @porfirogeneta 19 listopada 2019 22:40
20 listopada 2019 08:01

Czy to jest tekst o Kaczyńskim? 

zaloguj się by móc komentować



gabriel-maciejewski @umami 19 listopada 2019 20:58
20 listopada 2019 08:02

Okay, a pannę Grochowiczównę nazywają czasem jego przybraną córką. To nie była żadna przybrana córka

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @pike 19 listopada 2019 18:39
20 listopada 2019 08:03

Od dziś trole będą wycinani bez litości, radzę to wziąć pod uwagę

zaloguj się by móc komentować



gabriel-maciejewski @valser 19 listopada 2019 14:24
20 listopada 2019 08:09

Wiesz co, w drodze absolutnego wyjątku odniosę się słowem do tego wywiadu i sugestii w nim zawartych, albowiem nie o tym jest tekst. Po tej aferze, czy też rzekomej aferze, pani Modzelewska była wszędzie. Znalazła się nawet wśród moich znajomych na fejsie. Ty wiesz i ja wiem, że jak ktoś umieszcza w sieci takie zdjęcia jak tam są widoczne, to znaczy, że otwiera się na nowe przygody. Ja przy całej mojej aktywności, umieściłem w sieci jedno swoje zdjęcie. To z ogoloną głową, na plaży. I tyle. Nie wiem kim jest pan Spryka, Sperka, czy jako on się tam nazywa....Wiem, że nikt nigdy nie będzie się litował nad kobietami, które dały się podejść oszustowi. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @umami 19 listopada 2019 13:59
20 listopada 2019 08:10

Niewiadomski był ciężko chory. Miał poparzenia na całym ciele i był po wypadku, złamał sobie kręgosłup. Myślę, że był cały czas na haju. Śmierć była dla niego wybawieniem. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @tadman 19 listopada 2019 13:29
20 listopada 2019 08:11

Obawiam się, że przy tej blokadzie jaką mamy i szczerym entuzjazmie tłumu wobec mediów, to nic nie pomoże

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 19 listopada 2019 11:58
20 listopada 2019 09:22

Hm.... "Swolkień został użyty do przerobienia Niewiadomskiego na zabójcę Narutowicza. To chyba jasno widać z tekstu Krajewskiego. "

Ja tego nie dostrzegam  w tekście Krajewskiego. Dla mnie  fakt, że Niewiadomski pociągnął za spust w Zachęcie zrobił z niego zabójcę Narutowicza. 

Ale cały czas nie rozumiem, dlaczego Swolkień jest Piłsudczykiem, a Piłsudski ma odpowiadać za to, że Swolkień nie został rozstrzelany przez UB po II WŚ?

zaloguj się by móc komentować

ArGut @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 08:04
20 listopada 2019 09:34

Dzisiaj działa lepiej więc może warto wstawić linki do biogramów bohaterów notki. Terroryści trzymający endeków: Mieczysław Bolesław Wincenty Limanowski,  Rajmund Jaworowski, Ignacy Daszyński. Lewicowi demontstranci: Józef Łokietek, Łukasz Siemiątkowski - Tata Tasiemka, Marcel Piłacki. No i "kozioł ofiarny" - Jan Kałuszewski

W polskiej socjologicznej - fantastyce "kozioł ofiarny" pojawia się wielokrotnie. U pana Edmunda Wnuka-Lipińskiego dla przykładu, którego uważam za ideologa Uni Wolności i takiej Platformy Obywatelskiej. Kogo PPS-owcy mogli mieć za ideologa ? 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 20 listopada 2019 09:22
20 listopada 2019 09:43

Swolkień był  piłsudczykiem, bo wykonywał polecenia Piłsudskiego. Nigdzie nie napisałem, że Piłsudski odpowiada za to, że UB nie zabiło Swolkienia. Piłsudski nie żyje od 1935 roku i już za nic nie odpowiada. Swolkień nie został zabity dlatego, w mojej ocenie, że od czasów dawnych reprezentował interesy inne niż polska racja stanu, a te były spleciona z interesami samego Piłsudskiego i jego ludzi. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @ArGut 20 listopada 2019 09:34
20 listopada 2019 09:47

Najplesze było jak Sławojowi Składkowskiemu ukradli portfel i policja nie mogła go znaleźć. No i posłali po Tasiemkę. Portfel znalazł sie zaraz, ale bez pieniędzy. 

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 08:00
20 listopada 2019 10:36

Ale on tylko przytacza słowa Giertychów i Rawicza. Zresztą całkiem niedawno wznowiono jego książkę Doktor Łokietek i Tata Tasiemka i zrobiło to wydawnictwo WAB. A że się eleminuje z przestrzeni niewygodne głosy, to dobrze wiesz.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @umami 20 listopada 2019 10:36
20 listopada 2019 10:40

I tylko nikt nie mówi o tym, że obrońcą Rawicza w sprawie przeciwko rodzinie Heilów, był mec. Jan Olszewski...co za zbiegi okoliczności....

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 08:10
20 listopada 2019 10:40

OK, nie wiedziałem. Czytałem, że miał wypadek z tramwajem. Czyli na koniec jeszcze postanowił się przysłużyć sprawie zainspirowany przes służby. Masakra. Ch.je to mało powiedziane.

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 08:02
20 listopada 2019 10:41

Wiem. Odpowiadam dla porządku.

zaloguj się by móc komentować


saturn-9 @tadman 19 listopada 2019 16:15
20 listopada 2019 11:31

Ponieważ kiedyś tętniła życiem to taki sobie namiar na stronę encyklopedii z zacięciem do przegryzania tętnic dominującej transmisji mowy nienawiści...

 

Co to jest Verlag Axel Sringer?

Verlag Axel Springer (Axel Springer SE, wcześniej Axel Springer AG) jest największym syjonistycznych wydawcą gazet w RFN. ... [więcej w załączonym linku].

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @tadman 19 listopada 2019 16:44
20 listopada 2019 11:38

Po kiego mieli tłumaczyć? To były nazwy historyczne! 

Dopiero za wodza nieśmiertelnej tysiącletniej przyszła polityka przymusu administracyjnego zniemczania nazwisk rodowych jak i nazw miejsc/wsi/miasteczek obco brzmiących.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 09:43
20 listopada 2019 11:46

Na tej zasadzie to i Haller i Dowbór-Muśnicki byli Piłsudczykami, wykonując polecenia Piłsudskiego wydawane przez niego w okresie 1918 - 1922 roku, gdy Piłsudski był Naczelnik Państwa i Naczelnym Wodzem a Haller i Dowbór-Muśnicki byli generałami w Wojsku Polskim. 

A ja uważam, że Swolkień nie został zabity dlatego, że w roku 1945 miał 62 lata i od 20 prawie lat nie miał nic wspólnego z dwójk. Poza tym jak pracował w dwójce to walczył z tymi komunistami z Polski, z którymi walczył również i Stalin w 1938 roku. W czasie okupacji ukrywał różnych ludzi - (może ukrywał nawet i późniejszych komunistów) i ktoś był mu za to wdzięczny. A w 1945 roku stwierdził, że szkoda życia do walki za Polskę i żadna III WŚ nie wybuchnie, będzie co ma być i skupił się na pracy, co mu wychodziło raz lepiej, raz gorzej. W każdym bądz razie udało mu się uniknąc losu Fieldorfa. Ot po prostu życie.

W tym biogramie https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/marian-swolkien pisze, że po wojnie zajmował się elektryfikacją. To znaczy, że elektryfikacja kraju była interesem sprzecznym z Polską Racją Stanu? kto definiuje Polską Rację Stanu? pisarze historyczni czy przywódcy kraju? 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @Wolfram 19 listopada 2019 12:30
20 listopada 2019 11:49

Wolfram, czy można być przyjacielem komunisty, nie z uwagi na podzielanie jego poglądów, ale z uwagi na np. znajomość z czasów dzieciństwa, albo dzielenie wspólnej pasji? Czy po prostu typowy komunista przestaje być człowiekiem i nie ma żadnych ludzkich odruchów? 

ja jednak poproszę o jakieś konkretniejsze dowody tego, że Swolkień był komunistą i dlatego uniknął losu Fieldorfa. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @Krzysiek 19 listopada 2019 15:10
20 listopada 2019 11:52

Proszę aby Pan w całości przytoczył ten cytat, bo pełny brzmi tak:

"Pewnie za 100 lat ludzie będą sie zastanawiać jak to jest, że ta III RP, która rzekomo powstała w ramach sprzeciwu względem Polski Ludowej i w opozycji do niej i jak to jest, że ten PIS który tak walczył z Komuną i komunizmem doprowadzili do tego, że Generał Kiszczak, w spokoju od procesów zmarł sobie w swojej willi w roku 2016... "

To co jest pogrubione wydaje mi się być kluczowym w zrozumieniu mojego cytatu. To nie jest ocena z dzisiaj, to jest moja prognoza jak ta ocena może wyglądać za 100 lat. 

Tym bardziej zatem nieuzasadnoone jest twierdzenie, że ja się czepiam JK i PiS. 

Dziękuję. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 20 listopada 2019 11:46
20 listopada 2019 11:56

Oczywiście, ukrywał różnych ludzi, a Niemcy nic o nim nie wiedzieli. Po wojnie zaś zajął się elektryfikacją, która była zgodna z polską racją stanu. A przeżył, bo miał 62 lata. Nil ile miał lat? No i na elektryfikacji się nie znał tak dobrze jak Swolkień, co za pech....Za chwilę dojdziesz to tego, że armia radziecka wybawiła Polskę przed polskimi faszystami

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 20 listopada 2019 11:49
20 listopada 2019 11:57

A konkretniejszych dowodów na moralne sprawstwo zabójstwa Natutowicza przez Hallera nie potrzebujesz? Te, dostępne w książkach Pleskota i Krajewskiego ci wystarczą?

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 11:56
20 listopada 2019 12:09

Generał Nil miał lat 50 w 1945 roku. Został wywieziony na Syberię i z niej wrócił, co jest raczej dowodem jego tężyzny fizycznej na ten wiek.  Był także oficerem czynnym do 1945 roku. 

Istnieje szansa, że do zdania, że Armia Radziecka wybawiła polskę przed polskimi faszystami dojdę w tym samym momencie, w którym ogłosisz, że Piłsudski był polskim komunistą, któremu w 1921 roku nie udało się doprowadzić do granicy wschodniej na Linii Curzona a udało się to dopiero po śmierci, kiedy spełniło sie największe marzenie Piłsudskiego: Ostrą Bramę w Wilnie zamienił na Bramę Portową w Szczecinie. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 11:57
20 listopada 2019 12:21

Kodeks Karny nie posługuje się pojęciem moralne sprawstwo. Jest podżeganie, sprawstwo kierownicze, sprawstwo polecające,  współsprawstwo. Nie lubię sprawstwa moralnego, bo o sprawstwo moralne może oskarżyć kogokolwiek. 

Dla mnie wystarczy ten komunikat: Niewiadomski zabił Narutowicza. Został za to skazany na karę śmierci. Haller nie był zadowolony z faktu wyboru Narutowicza na prezydenta. 

Niewiadomski nie jest moim bohaterem. Haller nie jest moim bohaterem. Pleskot i Krajewski nie są dla mnie autorami, których mógłbym porównywać z Tobą.

Aha jeszcze jedno zastrzeżenie. Mój stosunek negatywny do Niewiadomskiego nie wynika z tego, że negatywny stosunek do niego ma Michnik. 

I jeszcze jedno: podobają mi się słowa jakie Piłsudski wygłosił po śmierci Narutowicza. Uważam te słowa za szczere. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 20 listopada 2019 12:21
20 listopada 2019 12:31

W III tomie Baśni będą słowa, które Piłsudski wygłosił przed śmiercią Narutowicza. On podobnie jak Haller także nie był zadowolony z decyzji Narutowicza o kandydowaniu

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 12:31
20 listopada 2019 12:45

Niezadwolenie może wynikać z dwóch różnych pobudek. Wątpie aby niezadowolenie Piłsudskiego z kandydowania Narutowicza było tożsame z tym, które ukazało się w artykule Stanisława Strońskiego "Zawada". 

Nie znam słów Piłsudskiego wygłoszonych przed śmiercią Narutowicza. 

Czytam te wygłoszone po śmierci:

"Był on, jak to miałem sposobność zauważyć, człowiekiem, któregobym nazwał europejczykiem w sposobie ujmowania państwa i jego zadań i oceny pracy indywidualnej ludzi sprawujących funkcje państwowe. Czuć w nim było jakby bolesny skurcz przy każdem oskarżeniu, które mu się wydawało niesłuszne, przy każdem przypuszczeniu, które uważał za niedostatecznie uzasadnione. Prosił wtedy natychmiast o głos i prostował. Gdy zauważył po skończonej konferencji u mnie, że z postępowania delegacji w pewnych kwestjach jak uznanie granic, pozostałem niezadowolony, prosił o specjalną audjencję, aby dodatkowemi wyjaśnieniami rozwiać moje wątpliwości i stanąć w obronie p. Skirmunta. Nie chciał przypuszczać, by postępowanie p. Skirmunta naraziło na szwank nasze interesy. Stwierdził mi, że najzupełniej nie mogło być mowy o uzyskaniu uprawnienia granic, lecz że stosunki przy końcu Konferencji ułożyły się dla nas o tyle pomyślniej, że żaden zręczny czy niezręczny początkowy krok z naszej strony, nie odgrywałby najmniejszej roli, gdyż wszystkie kwestje utonęły w ogólnem wrażeniu nieudatnej pod względem zamiarów i celów Konferencji."

https://jpilsudski.org/artykuly-historyczne-pilsudski/jozefa-pilsudskiego-pisma-zebrane/item/2310-jozef-pilsudski-wspomnienia-o-gabrielu-narutowiczu

No jak nic nie chce mi z tych słów ułożyć się koncept, że kilka dni wcześniej przed napisaniem tych słów, Piłsudski za pośrednictwem swojego człowieka - Mariana Swolenia kazał wypuścić Niewiadomskiego aby ten zabił Narutowicza. 

 

zaloguj się by móc komentować

tomciob @umami 20 listopada 2019 02:47
20 listopada 2019 12:52

Daszyński jak Rejtan? Dobre ale mało przekonujące.

zaloguj się by móc komentować

tadman @grudeq 20 listopada 2019 12:45
20 listopada 2019 12:57

Niektórzy oficerowie "samorzutnie" obijali gęby krytykantom Piłsudskiego.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @tadman 20 listopada 2019 12:57
20 listopada 2019 13:02

"Niektórzy oficerowie "samorzutnie" obijali gęby krytykantom Piłsudskiego." Czyli sprawstwo moralne Piłsudskiego? 

Czy jeżeli ktoś z wiernych czytelników Gabriela nie płaci regularnie podatków, to mozna Gabrielowi Maciejewskiemu też przypisać sprawstwo moralne? 

zaloguj się by móc komentować

tadman @grudeq 20 listopada 2019 13:02
20 listopada 2019 13:06

Szło o zupełnie coś innego, o metody bojówkarskie charakterystyczne dla członków PPS, więc nie mieszaj do tego Gospodarza.

zaloguj się by móc komentować

ArGut @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 09:47
20 listopada 2019 13:11

Pan Sławoj Składkowski to też interesująca postać. Po wojnie drugiej światowej na wychodźtwie jak się to mówiło ale w kraju też pewnie znalazłby kolegów , którzy zaglądali by do niego i pytali troskliwie a co tam Felicjanie u ciebie.

O tacy koledzy jak z obrazka.

iPBS ma funkcjonalność Graf Powiązań. Wizualnie można zobaczyć, kto z kum sie kolegowal i spierał.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @tadman 20 listopada 2019 13:06
20 listopada 2019 13:15

Mi się wydaje że szło o to, że to Piłsudski odpowiada za zabicie Narutowicza, a kolejnym argumentem staje się to, że PPS wykorzystywał metody bojówkarskie. 

Myślę, że metody bojówkarskie były charakterystyczne dla polityki dwudziestolecia, w końcu Endecja tez się dorobiła własnych bojówek. Natomiast z tego faktu, nie wyciagam wniosku, że Narutowicza zabił Piłsudski. 

 

 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @ArGut 20 listopada 2019 13:11
20 listopada 2019 13:20

Polecam "Kwiatuszki Administracyjne" bo wydaje mi się, że po prostu Sławoja się lubiło tak jak się lubi niektórych ludzi. jest takie ładne wspomnienie jak Sławoj po wojnie siedział w Anglii w Obozie dla Polaków i się zaprzyjaźnił z takim posterunkowym ze Lwowa, co to był wdzięczny Sławojowi, że jako Minister SW pozwolił odpakować na posterunku Policji przesyłkę od firmy Baczewski. 

Poza tym ponoć był całkiem dobrym lekarzem - Ginekologiem. 

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 10:40
20 listopada 2019 13:37

Sięgnąłem po tego Rawicza.

Jan Kałuszewski był uczestnikiem Rewolucji Październikowej. Rawicz nazywa drugą stronę faszystami i wstecznikami. Rawicz pisze nam, do czego służył ten czerwony atrament/fuksyna Natansona:
„Przypuszczał że jest ranny sekretarz OKR-u, Szczypiorski, ale jak się okazało, był tylko zalany czerwonym atramentem z butelki, która zrzucona z któregoś z okien Ministerstwa Komunikacji rozbiła się na jego głowie.”

No proszę, to nie tylko to Ministerstwa Kultury, gdzie pracował Niewiadomski, zaordynowało używanie czerwonego atramentu ale także Ministerstwo Komunikacji. Drugim powodem, może być używanie tego atramentu do fingowania rozlanej krwi i robienie wrażenia „rozlewu krwi” i wywołania reakcji.

No i czemu ktoś z Ministerstwa rzucał atramentem w demonstrantów?

PPS (OKR) ogłosił strajk powszechny i wynajął tego Łokietka do odbicia Daszyńskiego i jego towarzyszy, no i do „opanowania” sytuacji na pl. Trzech Krzyży. Zupełnym przypadkiem zamach na prezydenta miał miejsce w dniu pogrzebu chorążego.

Tomasz Arciszewski, przywódca PPS, były oficer Legionów i współtowarzysz walk Piłsudksiego, podczas procesu brzeskiego w 1932, występując jako świadek powiedział:
„Po śmierci prezydenta Narutowicza podczas pogrzebu zabitego robotnika przy niedopuszczeniu do Sejmu posłów, poseł Kościałkowski [Zyndram] zwrócił się do nas o czynne wystąpienie na ulicach klasy robotniczej, zapewniajac nam swobodę dziłania.” 

W tym momencie Rawicz zaczyna nam tłumaczyć tę swobodę działania a ja muszę przerwać lekturę i coś zrobić. Ciąg dalszy może nastąpi...

 

zaloguj się by móc komentować

umami @grudeq 20 listopada 2019 12:21
20 listopada 2019 13:40

Haller nie był zadowolony z faktu wyboru Narutowicza na prezydenta.

Bzdura. Przeczytaj co o nim pisał w Pamiętnikach.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @umami 20 listopada 2019 13:40
20 listopada 2019 14:28

Nie mam dostępu do pamiętników Hallera - nie mogę się wypowiedzieć. Zasłonię się Gabrielem, bo on powyżej tez napisal, ze Haller nie był zadowolony z wyboru. 

Zdanie: Stroński nie był zadowolony z faktu wyboru Narutowicza na prezydenta - jest prawdziwe. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 20 listopada 2019 14:28
20 listopada 2019 14:57

Nie napisałem, że nie był zadowolony. Napisalem, że Piłsudski nie był zadowolony. Haller rozkazał ludziom uznać legalnie wybranego prezydenta

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 14:57
20 listopada 2019 15:28

Znów moja pośpieszność i nie dokładność cytatu, napisałeś:  Haller nie był zadowolony, że Narutowicz kandydował.  

ALe z tego, że kazał swoim ludziom uznać legalnie wybranego prezydenta, nie oznacza, że był zadowolony z tego wyboru. Mniejsza o to, bo nie w tym spór jest. Chętnie jednak przeczytam w pamiętnikach Hallera co on dokładnie napisał o wyborze Narutowicza. 

Swoją drogą trudno jest sobie wyobrazić generała w służbie czynnej mówiacego o tym, że on nie uznaje Narutowicza za głowę Państwa.

I zobacz, przed chwilą ktoś pisał o tym, że to Lewica Piłsudskiego stosuje metody bojówkarskie, a tymczasem piszesz, że Haller rozkazał ludziom uznać legalnie wybranego prezydenta?

- od kiedy to Generał w służbie czynnej rozkazuje uznać prezydenta? czyli jakby rozkazu nie wydał, to wybór byłby nielegalny?

- jakim ludziom rozkazał uznać prezydenta (swoim ludziom?)?

- czy były jakieś sankcje za niezastosowanie się do rozkazu? 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 20 listopada 2019 15:28
20 listopada 2019 15:46

Wydał polecenie organizacji sokolskiej i harcerzom. Już przestań, dobrze...

zaloguj się by móc komentować

umami @grudeq 20 listopada 2019 12:45
20 listopada 2019 16:03

Jak Ty mozesz się powoływać na Wpomnienia o Gabrielu Narutowiczu Piłsudskiego po tekście betacoola?

Przecież Marszałek kłamie, od pierwszych słów:
„o Gabrjelu Narutowiczu słyszałem względnie bardzo dawno. Rodzina Narutowiczów pochodzi z tych samych stron, co moja — ze Żmudzi, i należy do tej samej ziemiańskiej szlacheckiej sfery, w której specjalnie w tym zakątku dawnej Polski wszyscy o wszystkich wzajemnie jeżeli nie wszystko, to zawsze coś niecoś wiedzą. Stąd nazwisko Narutowicza znane mi było od dzieciństwa. Później w czasie moich wędrówek po świecie nieraz obijało mi się o uszy jego imię, wspominane przez wielu moich przyjaciół. którzy dla tych czy innych powodów przemieszkiwali lub zawadzali o Szwajcarję.”

Odniosę się mimo wszystko do tych Wspomnień i tej postawy Marszałka. Marszałek opisuje nam ze zdziwieniem jak to Narutowicz pojechał na Konferencję w Genui, bo uważał, że Narutowicz nie miał do tego przygotowania. Na jakiej podstawie? Skoro, odnośnie Narutowicza, tylko gdzieś tam, coś do niego dochodziło. Wyrobił sobie zdanie na podstawie plotek?

A Betacool pisze nam tak:

No właśnie o tym, o co lekko zahaczył Drozdowski w swoim wstępie. Otóż wspomniał on organizacji, która nosiła szczytną nazwę „Komitet Obrony Narodowej”. Jeśli spróbujecie internetowo pójść tym tropem, to spacerek powinien okazać się dość krótki, ale mogę się mylić, bo są tu tacy spece od buszowania po necie, że ho,ho.

Ja poszedłem swoją papierową drogą i wpadłem na trop pewnej zapomnianej już przez prawie wszystkich historyków książki, w której odnalazłem takie oto zdanie:

„Na wiosnę 1915r. ustalony został kanał przesyłkowy. „Na mocy porozumienia z Piłsudskim, Narutowiczem, Kotem i M. Sokolnickim – pisał Dębski do KON – kasjerem funduszów amerykańskich na Europę jest prof. Narutowicz. Kwitować ma on i Piłsudski”. Odtąd pieniądze zaczęły nadchodzić regularnie aż do r.1918”.

http://betacool.szkolanawigatorow.pl/kaledoskop-na-klepisku

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski
20 listopada 2019 16:04

Może jeszcze kwiat polskiej literatury Julian Tuwim — Pogrzeb prezydenta Narutowicza

Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni. 
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie, 
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni, 
Chodźcie, głupcy, do okien — i patrzcie! i patrzcie! 

Z Belwederu na Zamek, tętnicą Warszawy, 
Alejami, Nowym Światem, Krakowskiem Przedmieściem, 
Idzie kondukt żałobny, krepowy i krwawy: 
Drugi raz Pan Prezydent jest dzisiaj na mieście. 

Zimny, sztywny, zakryty chorągwią i kirem, 
Jedzie Prezydent Martwy a wielki stokrotnie. 
Nie odwracając oczu! Stać i patrzeć, zbiry! 
Tak! Za karki was trzeba trzymać przy tym oknie! 

Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta, 
Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica 
Twarze wasze, zbrodniarze! I niech was przywita 
Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica!

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @umami 20 listopada 2019 16:04
20 listopada 2019 16:23

Poeci zawsze są potrzebni

zaloguj się by móc komentować

smieciu @umami 20 listopada 2019 16:03
20 listopada 2019 16:49

Ok to żeby doprecyzować: Piłsudski wiedział o planie sprzątnięcia Narutowicza i było mu to na rękę gdyż Narutowicz z jednej strony był mu konkturencją (u ważnych sponsorów) no i wiedział o rzeczach o których Piłsudski chciałby by nikt nie wiedział?

Tak czy siak to w sumie wciąż nie zostało wyraźnie określone kto ułożył ten plan. Dużo zostało tu napisane jak lewicowe środowiska wkręciły prawicę w odpowiedzialność, wiemy że jakieś ważne ludki z zewnątrz mogły trzymać ręce na pulsie. Dobrze. Ale to za mało żeby zabijać Narutowicza. Tylko po to by rozpętać medialną nagonkę? Swojego niemal człowieka zabili? 

Jeśli założyć że już wtedy miało zostać przeprowadzone coś w rodzaju Przewrotu Majowego, jak zostało wyżej wzmiankowane to zaczyna nabierać sensu. Ale Daszyński, ważna persona, plan ten storpedował. Czyli... trochę wygląda na to że za mordestwem Narutowicza stał przede wszystkim sam Piłsudski. Nie był to plan wyższy, jak wynika z dalszego rozwoju sytuacji i reakcji Daszyńskiego. Może coś tam było organizowane i przemyśliwane na ten temat w tych kręgach ale nie zostało zaklepane. Piłsudski jednak postanowił wykorzystać okazję, wyrwać się nieco przed szereg by załatwić jakieś swoje sprawy.

Coś w tym stylu?

zaloguj się by móc komentować

przemsa @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 16:23
20 listopada 2019 16:52

A Tuwim, był poetą i potrzebnym, i usłużnym. Czytałem jego biografię i nie jest już dla mnie sympatycznym autorem Ptasiego Radia i Lokomotywy, ale mocno odpychającym koniunkturalistą na usługach najpierw sanacji, później komunistów. Ale talent miał nie byle jaki, nie da się ukryć.

 

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @przemsa 20 listopada 2019 16:52
20 listopada 2019 16:55

Ambiwalentna postać sensu stricto.

zaloguj się by móc komentować

tadman @gabriel-maciejewski
20 listopada 2019 16:58

Szymborska i Tuwim, a teraz na wiekopomny moment czeka poeta Wencel. Co ja piszę, już doczekał i otrzymał nagrodę "Zasłużeni dla polszczyzny" z rąk prezydenta Dudy oraz trafił do lektur szkolnych.

zaloguj się by móc komentować


umami @smieciu 20 listopada 2019 16:49
20 listopada 2019 17:03

Rozkazu na papierze na pewno nie znajdziemy :)

zaloguj się by móc komentować

tadman @smieciu 20 listopada 2019 16:49
20 listopada 2019 17:52

Widzę podobieństwo w przygotowaniach społeczeństwa do rozpraw decydujących wtedy i niedawno, czyli rola środków przekazu w podziale społeczeństwa, aby nie było w stanie zająć zdecydowanego, jednoznacznego stanowiska.

zaloguj się by móc komentować

Paris @umami 20 listopada 2019 13:37
20 listopada 2019 18:20

Kapitalne...

... jaja jak berety  !!!

Bardzo Pana prosze  o  kontynuacje  tych  PASJONUJACYCH  wypadkow... z ta  fuksyna  !!!

 

Chryste Panie,  ale to byla  SCIEMA  !!!

zaloguj się by móc komentować

umami @smieciu 20 listopada 2019 16:49
20 listopada 2019 18:28

Na jakiś sposób polubiłem tę Twoją niecierpliwość :) Musisz sięgnąć do Pamiętników Hallera, bo on tam opisuje relację Sikorskiego po zamachu na Narutowicza.

zaloguj się by móc komentować

umami @Paris 20 listopada 2019 18:20
20 listopada 2019 18:29

Nie mam pojęcia czy będzie ciąg dalszy tej fuksyny. Nasz Gospodarz wie o niej wszystko :)

zaloguj się by móc komentować

Paris @tadman 20 listopada 2019 17:52
20 listopada 2019 18:39

I to jak na dloni...

... 5 kolumna  Sakiewicza  +  kurwizor  +  karnowskie   =   spoleczenstwo  "podzielone"  jak ta lala... i jeszcze do tego  NIC  NIEROZUMIEJACE  !!!

 

O tych  polskojezycznych  FOLKSDOJCZACH  w ogole nie wspominam  !!!

zaloguj się by móc komentować

tadman @Paris 20 listopada 2019 18:20
20 listopada 2019 18:55

Pamiętam jako gówniarz, że w urzędach były szklane kałamarze, suszki bibułowe, względnie walce z kredy. Kałamarze były solidne, zrobione z grubego szkła, więc raczej mogły rozwalić łeb niż na nim się rozpaść. Jedyna możliwa hipoteza, że chlupnął fuksyną na delikwenta podczas lotu lub po roztrzaskaniu się o chodnik.

zaloguj się by móc komentować

Paris @umami 20 listopada 2019 18:29
20 listopada 2019 18:58

Coz bede czekac w nadziei i cierpliwosci...

... ale  "pomysla"  to mieli te  zlodziejskie  lobuzy rzadowe - fuksyna  imitujaca "rozlew krwi"  !!!

zaloguj się by móc komentować

Paris @tadman 20 listopada 2019 18:55
20 listopada 2019 19:08

Tak...

... kalamarza uzywala moja sp. tesciowa... szklo rzeczywiscie bylo super solidne i rozbic by sie moglo tylko przy uderzeniu w mur albo jakies kamienie.  Ale te bandyci rzadowe nosili je przy sobie i podczas takich sfingowanych "zadym"  ta fuksyna sie polewali,  dla  wzbudzenia emocji, bo wiadomo jak ludzie - z reguly - reaguja na widok  "krwi"...

... tumult,  panika,  rejwach... a bandytom w to graj  !!!

zaloguj się by móc komentować

umami @Paris 20 listopada 2019 18:58
20 listopada 2019 20:07

Ale to tylko możliwa interpretacja :)

Jest jeszcze relacja Iłłakowiczówny z zabójstwa w Zachęcie. Jak to było naprawdę. Iłłakowiczówny przy tym nie było, pojawiła się przy umierającym prezydencie. Usłyszała 3 strzały i pobiegła do sali na górę. Niewiadomski po zamachu siedział u stóp prezydenta na krześle ze skrępowanymi łokciami przez jednego oficera, do którego powiedział: „Proszę mnie nie szarpać, nie będę uciekał”. Iłłakowiczówna prosiła żeby go wyprowadzono do sali obok, gdzie wisiał Grunwald. W MSZ, gdzie pracowała Iłłakowiczówna, zatrudniona była córka Niewiadomskiego, „śliczna, cicha panienka”. Narutowicz w MSZ był bardzo lubiany.

Skotnicki natomiast pisze, że Niewiadomski przedzierał się przez tłum a potem stał z adiutantami prezydenta i jeden z nich trzymał rewolwer hiszpański zabójcy. Strzał morderczy padł o 12:10. W swojej relacji dwukrotnie pisze o 4 strzałach a Iłłakowiczówna o 3. Czy ten śmiertelny strzał to był ten czwarty? W czasie organizowania noszy Niewiadomski siedział już na krześle ale nie podaje gdzie.

Wg Skotnickiego, Narutowicz został wybrany na prezydenta „na zasadzie poufnej aprobaty obozu narodowego”. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @umami 20 listopada 2019 20:07
20 listopada 2019 20:47

A to ciekawe...

... naprawde  pasjonujace  !!!

Wreszcie zaczynaja sie te puzle powolutku ukladac... a te relacje i uklady - to cymes...  no i jeszcze jak w tym wszystkim  oni wszyscy - ta cala polityczna banda - byli "zajeci  i przejeci"  Polakami i Polska...

... to naprawde jest...  SMIECHU  WARTE  !!!

 

I jakze adekwatne do dzisiejszej sytuacji i realiow.

 

 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @umami 20 listopada 2019 16:03
20 listopada 2019 21:39

Zarzut kłamstwa Marszałka może być trudny do obrony,

Z tekst na który się powołuje Betacool wynika, że było jakieś porozumienie z Piłsudskim, Narutowiczem, Kotem i M. Sokolnickim w kwestii odbierania pieniędzy od Amerykanów. W myśl tego porozumienia kasę miał kwitować Narutowicz i Piłsudski. Porozumienie zostało zawarte w 1915 roku. 

1) znane mi są przykłady porozumień trójstronnych, gdzie strony zawarły porozumienie bez osobistej styczności (np. poprzez wymianę listów, czy posłańców),

2) jak dobrze kojarzę historię, Piłsudski od 1914 roku nie ruszał się nigdzie zagranicą, najdalej chyba był w Wiedniu, a od 1917 roku w Magdeburgu, - wątpie aby urywał się z frontu aby pokwitować zgodnie z umową odbiór kasy, wraz z Narutowiczem, 

3) jak dobrze kojarzę historię, Narutowicz całą wojnę przesiedział w Szwajcari - zatem, było nie widzę miejsca w którym obaj Panowie - Piłsudski i Narutowicz mogliby się spotkać. 

4) Możesz powiedzieć: Dębski pisze że kasa zaczęła nadchodzić regularnie, więc porozumienie musiało być stosowane, ale... a) mógł być aneks lub zmiana porozumienia i wystarczył samodzielny podpis Narutowicza bądź Piłsudskiego bądź kogoś innego, b) Dębski pomylił się co do treści porozumienia.. c) kasa przychodziła na innej podstawie, niż umowa, 

Dlatego ja wierzę, że Piłsudski napisał prawdę, że poznał Narutowicza osobiście dopiero po wojnie. w znaczeniu tym, że obaj panowie stanęli twarzą w twarz i podali sobie ręcę.

Co do tekstu Dębskiego na który powołuje się Betacool - dowodem, który mógłby rozwiać moje wątpliwości jest pokwitowanie odbioru pieniędzy z USA podpisane wspólnie przez Narutowicza i Piłsudskiego, z oznaczeniem tej samej daty. 

PS

Bardzo lubię Betacoola i cenię jego pracę, ale nie traktuj jego tekstów jak pensjonarka "Jak Ty mozesz się powoływać", bo to pachnie troszeczkę sofistyką a i nie wiem z jakiej to przyczyny okazuje się, że nie można polemizować z tekstami Betacoola

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 08:02
20 listopada 2019 22:41

Pańskie gospodarstwo; pańska wola i prawo. 

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @przemsa 20 listopada 2019 16:52
20 listopada 2019 22:45

Talent miał; "Rznij karabinem w bruk ulicy" Rymkiewicz nie ma startu.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @gabriel-maciejewski
20 listopada 2019 22:46

"w niszy" to nawet po angielsku brzmi podobnie.

brrr.

P.S.

To jest trap, czyli pomost.

takie tam błędy w tłumaczeniu

:)

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 08:01
20 listopada 2019 22:51

Kaczyński nie zabił, Narutowicza, tak mi się zdaje.

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @gabriel-maciejewski 20 listopada 2019 10:40
20 listopada 2019 22:54

"Jeszcze ze sto lat a dojdziemy do prawdy", a wywalaj pan na zdrowie.

zaloguj się by móc komentować

umami @grudeq 20 listopada 2019 21:39
21 listopada 2019 00:25

Ale możesz polemizować. Nie napisałem przecież, że nie możesz. Uściślając, polemizujesz przecież nie z betacoolem, ani ze mną, tylko z tym fragmentem tekstu przywołanym przez betacoola.
 
Ja te Wspomnienia Marszałka uważam za pokrętne i napisałem dlaczego. Do tego się nie odniosłeś.
Jeśli nie znał Narutowicza, jeśli tak roboczo założmy, to nie możemy przyjmować tej wersji, jak to się do czegoś, wg Marszałka, Narutowicz nie nadawał. Bo albo go znał i to wiedział, albo opierał się na plotkach. A skoro się na plotkach opierał, to co są warte te jego uwagi i wspomnienia? Dla mnie nic. Może napisał je po to, żeby go z zamachem nikt nie łączył?
Jeśli natomiast znał Narutowicza wcześniej (i nie mam tu na myśli dzieciństwa, tylko okres, powiedzmy, od 1912 do 1922 r.) to po prostu kłamie i nie chce być inaczej.

Sięgnij po te Pamiętniki Hallera i przeczytaj relację Sikorskiego, o tym co zrobił Marszalek po zamachu.
Od razu mówię, że kwitów na to tam też nie ma. Marszałek nie pokwitował. Więc może... szkoda Twojego czasu?

zaloguj się by móc komentować

tomciob @smieciu 20 listopada 2019 16:49
21 listopada 2019 03:27

Napiszę to tak. Gdyby nie owa fuksyna to może i bym o tym nawet nie pomyślał ale ponieważ mam również pewne wątpliwości co do Kulczyka i Adamowicza to jednak pomyślałem sobie takie przypuszczenie. No tak mam i nic nie poradzę. Mamy oczywiście zdjęcia otwartej trumny z ciałem zabitego prezydenta, no mamy. Ale mamy też taki fragment w Wikipedii, z książki pani Danuty Pacyńskiej-Drzewińskiej "Śmierć Prezydenta" (1965 wyd. MON), o której to książce Betacool w 2017 roku napisał notkę, (nota bene pani ta była członkiem-założycielem założonego w 1994 roku STOWARZYSZENIA PRACOWNIKÓW, WSPÓŁPRACOWNIKÓW I PRZYJACIÓŁ ROZGŁOŚNI POLSKIEJ RADIA WOLNA EUROPA IMIENIA JANA NOWAKA-JEZIORAŃSKIEGO):

"15 grudnia 1922 późnym wieczorem – dzień przed zamachem, Stanisław Car omawiał z prezydentem Narutowiczem plan na dzień następny. Wspomniał podczas tej rozmowy o zaproszeniu na otwarcie dorocznego salonu sztuki w Zachęcie. Prezydent zgodził się odwiedzić Zachętę. Nie chciał, aby jego nieobecność została niewłaściwie odebrana.

Wobec zgody prezydenta Car zaproponował wstąpić do Zachęty po zaplanowanej na przedpołudnie, na godzinę 11:30 wizyty u kardynała Kakowskiego. Odwiedziny salonu sztuki miały nastąpić o godzinie 12:00.

Prezydent Narutowicz poprosił Cara, aby ten towarzyszył mu podczas wizyty w Zachęcie i zażyczył sobie jednocześnie, aby w ogóle nie powiadamiać policji o omówionych planach. Uznał, że najlepszym zabezpieczeniem będzie niezwracanie się do władz bezpieczeństwa[53]." Źródło cytatu - Wikipedia.

A kim był Stanisław Car? Jednym z najbardziej zaufanych ludzi Piłsudskiego. Do samego końca. I to, choć szalone i nieprawdopodobne, przypuszczenie (bo kwitów na to oczywiście nie będzie, a zdjęcia ciała z trumną mamy) z logicznego punktu widzenia likwiduje wiele sprzeczności w poszukiwaniu "moralnego sprawcy."

zaloguj się by móc komentować

grudeq @umami 21 listopada 2019 00:25
21 listopada 2019 10:47

Polemizuję zawsze z człowiekiem, który bądź napisał jakiś tekst bądż na ten tekst powołuje się. 

No dobrze, a jeśli ja napiszę tak: "O Umamim słyszałem względnie bardzo dawno. Razem blogowaliśmy na Szkole Nawigatorów. Pochodził z tej samej inteligencjie sfery. Stąd jego teksty i komentarze były mi znane dość dawno. Na podstawie tych tekstów wyrobiłem sobie o nim pewną opinię, uważając, że umysł ten i charakter dość szybko przyzwyczaja się do jednej myśli, nie potrafiąc na myśl tą spojrzeć w sposób krytyczny. Przy innych jego pozytywnych cechach ta jedna w mojej ocenie decydowała o tym, że nie byłem zadowolony z tego, że to właśnie jego wybrano do pełnienia tego urzędu. Tam był potrzebny nie człowiek jednej myśli, ale umiejący wybrać i zaanalizować kilka koncepcji."

To ten powyższy tekst jest kłamstwem, czy prawdą. Dowodzi on tego, że się znamy, czy że się nie znamy, dowodzi że się spotkaliśmy czy nigdy się nie spotkaliśmy?

Mam też wrażenie, że to są wspomnienia Piłsudskiego o zmarłym, więc na przykład z pewnych przyczyn mógł np. nie wspomnieć, że tak naprawdę poznali się z Narutowiczem na jakiejś balandze. 

Ale to kiedy się poznali to w sumie mniejszy szczegół. Dla mnie najważniejsze jest to czy jak Piłsudski pisał o Narutowiczu - mój przyjaciel, to pisał prawdę i faktycznie miał Narutowicza w sercu, bo jeśli tak nie było, to wtedy faktycznie mamy pole do dywagacji czy to naczelnik nie polecił, jako socjalista, zabić Narutowicza, a potem tylko udawał jego wielkiego przyjaciela. Póki co przyjmuje, że Piłsudski pisał prawdę i Narutowicz był dla niego przyjacielem. 

Poza tym idąc konsekwentnie za Twoim stanowiskiem właściwie o nikim nie moglibyśmy tu dyskutować, bo kto z nas poznał Piłsudskiego, Hallera, Niewiadomskiego Narutowicza.

Szukając kompromisu na koniec: chętnie przeczytam Hallera, zobacze jakimi plotkami na temat Piłsudskiego się posługiwał. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 21 listopada 2019 10:47
21 listopada 2019 10:51

Może poczytaj Dowbora Muśnickiego i zainteresuj sie tym jakimi plotkami posługiwał sie on na temat Matuszewskiego, Wańkowicza i Lisa-Kuli

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 21 listopada 2019 10:47
21 listopada 2019 10:52

Aha i jeszcze jedno - nie szukasz kompromisu

zaloguj się by móc komentować

tomciob @smieciu 20 listopada 2019 16:49
21 listopada 2019 10:56

Ale ponieważ wersja imitacji zostawia jednak ślady i można ją dowodowo zweryfikować (kiedy to ostatnio, a z parę lat temu, ekshumowano szczątki generała Sikorskiego) istnieje jeszcze jedna możliwa choć już nieweryfikowalna wersja. Oprzyjmy się raz jeszcze na cytatach z Wikipedii:

"Krótko przed wyjazdem prezydenta do Belwederu przybył Leopold Skulski, z którym prezydent wspólnie dzierżawił rejon myśliwski. Skulski namawiał Narutowicza na krótkie polowanie. Prezydent postanowił z decyzją o wyjeździe wstrzymać się do wieczora. Przed wyjazdem prezydent Narutowicz powiedział do Skulskiego: pamiętaj Panie Leopoldzie, w razie nieszczęścia proszę zaopiekować się moimi dziećmi[55]".

"W czasie, gdy trwało spotkanie Narutowicza z Kakowskim, około godziny 11:30 do Zachęty przybył Eligiusz Niewiadomski. Wejście było możliwe tylko za imiennymi zaproszenia – Niewiadomski zatem musiał je mieć. Zarząd Zachęty nigdy nie pomijał Niewiadomskiego. Znano jego niezrównoważony charakter i cięty styl artykułów na łamach prasy endeckiej.

Publiczność gromadziła się w westybulu.

Krótko przed godziną 12:00 do Zachęty przybyło dwóch adiutantów, aby potwierdzić przybycie prezydenta Narutowicza. Krótko po nich przybył urzędujący jeszcze premier Julian Nowak oraz ministrowie – Kazimierz Kumaniecki i Wacław Makowski.

Od kardynała Kakowskiego, prezydent Gabriel Narutowicz udał się do Zachęty samochodem, w towarzystwie szefa kancelarii Stanisława Cara. Przejazd Nowym Światem zajął kilka minut. Prezydent był w znakomitym nastroju, a przechodnie na ulicy witali go spokojnie.

Około godziny 12:10 samochód z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Gabrielem Narutowiczem zajechał przed gmach „Zachęty”. Na schodach wiodących do budynku gościa powitał szef protokółu dyplomatycznego hr. Stefan Przeździecki. Prezes Zachęty, dziękując za przybycie, wprowadził prezydenta do środka. Zgromadzona publiczność powitała Narutowicza oklaskami i wiwatami.

Po drodze do sal wystawowych prezydent przywitał się z grupą malarzy organizujących wystawę. Każdemu z nich uścisnął dłoń. O godzinie 12:12 prezydent wszedł do sali wystawowej nr 1 znajdującej się na pierwszym piętrze budynku. W czasie, gdy podziwiał obraz Bronisława Kopczyńskiego przedstawiający fronton Zachęty do prezydenta podszedł ambasador angielski w Polsce, William Grenfell Max Müller z żoną. Żona ambasadora powiedziała: Permettez-moi Monsieur le Président de Vous fèliciter (pozwoli pan sobie pogratulować panie prezydencie), Oh, plutôt faire les condoléances (raczej złożyć kondolencje) – odparł prezydent Narutowicz[28][44][57][58].

Osoba prezydenta wzbudzała powszechne zainteresowanie publiczności, większe niż zgromadzone w galerii obrazy". Koniec cytatu, źródło Wikipedia.

I tu pojawia nam się zdjęcie Piłsudskiego z Narutowiczem

https://jpilsudski.org/images/stories/pilsudski/rozne/Narutowicz_Pilsudski.jpgźródło zdjęcia

wraz z wieloma ciekawymi informacjami o relacjach obu panów od strony Naczelnika Państwa. Warto te wspomnienia przeczytać powoli, w całości, od początku do końca. Są tam bowiem i zarzuty Piłsudskiego o stworzenie własnej ekipy przez Narutowicza w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, są tam informacje o ciężkim stanie zdrowia prezydenta, są wreszcie informacje o sporym dystansie Naczelnika Państwa do jego osoby. A także, cytat:

"Ostatniego wieczoru przed śmiercią G. Narutowicza nie byłem u niego. Zdecydowałem nie stwarzać wrażenia, że istnieje jakieś condominium władzy i że G. Narutowicz bez mojej rady nic nie decyduje i nie postanawia. Nazajutrz, gdym był w Sztabie, w Biurze Historycznem, otrzymałem wiadomość o zamordowaniu Prezydenta Narutowicza w gmachu Zachęty sztuk pięknych".

Tak więc da się ułożyć te puzzle zarówno w wersję "publicznego samobójstwa" albo i odnaleźć poszlaki "moralnego sprawstwa" całkiem w zgodzie z logiką dla ustalonych wcześniej związków łączących obu panów GN i JP. Stolika nikt nie wywróci, wszak gra w trzy karty się na nim odbywa, ale świadomość kto obstawia(ł) grę warta jest, moim zdaniem, pewnego wysiłku. A tak dla rozrywki intelektualnej.

 

 

zaloguj się by móc komentować

smieciu @tomciob 21 listopada 2019 10:56
21 listopada 2019 11:20

Tak, to się układa. Dobre też było to skojarzenie z zamachem na Adamowicza!

Sprawca: i tu i tam był zapuszkowany, wypuszczony niedługo przed zabójstwem świetnie zna teren, wie gdzie się pojawić. I tu i tam ktoś daje zaproszenie. Ofiara wywodzi się z Układu, zostaje zabita na widoku podczas imprezy. Gdzieś z tyłu ktoś nad wszystkim czuwa. Ktoś pilnuje by jednak Narutowicz odwiedził Zachętę. By nie było ochrony.

Za dużo zbiegów okoliczności. No i ta szopka potem. Normalnie po Adamowiczu mieliśmy ten sam spektakl medialny. Oskarżenia o mowę nienawiści prowokującą do takich czynów. Strona rządowa (PiS) staje medialnie w jednym szeregu Układem stojącym za ofiarą by pokazać że tak nie wolno robić. No i kto wie czy dokładnie tak samo jak wtedy, w Gdańsku nie mieliśmy do czynienia bardziej z czymś w rodzaju prywatnych porachunków, które stały się częścią większą gry, większego widowiska.

zaloguj się by móc komentować

umami @grudeq 21 listopada 2019 10:47
21 listopada 2019 12:08

Stąd jego teksty i komentarze były mi znane dość dawno. Na podstawie tych tekstów wyrobiłem sobie o nim pewną opinię, uważając, że umysł ten i charakter dość szybko przyzwyczaja się do jednej myśli, nie potrafiąc na myśl tą spojrzeć w sposób krytyczny. 

Dowodzi tego, że miałeś okazję poznać moje poglądy/zachowania i to oznacza, że mnie, chociaż tylko trochę, poznałeś. Kontakt osobisty nawet, w takim wypadku, nie jest konieczny. Jeśli Marszałek zapoznał się/wyrobił sobie zdanie w taki sposób, to moim zdaniem, nie może twierdzić, że kogoś nie zna. Może uznać, na takiej podstawie (bo na czymś sie opiera), że do czegoś się ten ktoś nadeje lub nie. Ale o coś się musi oprzeć.

Marszałek poznał Narutowicza osobiście, kiedy ten był ministrem robót publicznych. Czyli ponad 2 lata przed zamachem.

Poza tym idąc konsekwentnie za Twoim stanowiskiem właściwie o nikim nie moglibyśmy tu dyskutować, bo kto z nas poznał Piłsudskiego, Hallera, Niewiadomskiego Narutowicza.

Skąd ten wniosek?

Ludzie korespondowali kiedyś ze sobą latami, widując się od święta, ale wymieniali poglądy — i te są podstawą znajomości. Nie poznałem osobiście wielu postaci historycznych, ale przeczytawszy ich wspomnienia, listy, a także wspomnienia innych postaci o tych osobach, mogę spokojnie uznać, że kogoś poznałem. 

Marszałek opisuje Narutowicza w tym pierwszym zdaniu swoich Wspomnień, tak jakby go poznał dopiero wtedy, kiedy ten został ministrem MSZ, czyli pół roku przed zamachem, a to nie jest prawda. On pisze, że słyszał o nim względnie bardzo dawno. No bezczelnie łże po prostu.

Możemy jeszcze podyskutować, o użytm przez Marszałka słowie względnie, ale chyba szkoda naszego czasu.

Pamiętniki Hallera wydało LTW, może są jeszcze w sprzedaży. 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 21 listopada 2019 10:52
21 listopada 2019 12:11

Zgodzimy się jednak z tym, że plotka też jest jakimś źródłem informacji. I nie można przypisać tylko złemu Piłsudskiemu posługiwanie się plotkami, podczas gdy np. taki Haller zawsze posługuje się pewnymi i sprawdzonymi informacjami. 

 

zaloguj się by móc komentować

bendix @valser 19 listopada 2019 16:18
21 listopada 2019 12:27

Zrób pokaz. Będę Cię wychwalał do końca życia :-)

ps. Wysłałem Ci maila z zapytaniem. Jak znajdziesz czas udziel odpowiedzi (to było kilka dni temu)

ps1. Odblokuj mnie to zadam Ci to pytanie pod ostatnią notką. Chodzi o rejestratory jazdy w Szwajcarii.

zaloguj się by móc komentować

Paris @smieciu 21 listopada 2019 11:20
21 listopada 2019 19:23

Gratuluje...

... swietnej dedukcji  !!!

I rzeczywiscie,  przylaczenie sie  "strony rzadowej"  - naszych - do choru "oburzonych  mowa nienawisci"  bylo  OBRZYDLIWE...  SKANDALICZNIE  OBRZYDLIWE  !!!

zaloguj się by móc komentować

ArGut @grudeq 20 listopada 2019 13:20
21 listopada 2019 20:05

DZIĘKI ! Wydawnictwo LTW sprzedaje "Kwiatuszki Administracyjne". Całkiem przypadkiem znalazłem ich na Krakowskich Targach Książki i kupiłem sporo książek panów A.F.Ossendowskiego i S.Piaseckiego. Tymi autorami się ekscytuje mój Edek, a ja lubię Edka i czytam co raz z jego biblioteczki, żeby było mu przyjemnie i by można o czym gadać. A nie tylko chlać i chlać herbatę :) czy kawę.

No i pan Felicjan znany jest także z sanitarnej technologii "srania" - sławojki, które to pan Felicjan wymyślił dla (za WIKIPEDIĄ) - "poprawy zdrowotności i świadomości higienicznej polskiego chłopstwa.

Pan Felicjan to człowiek RENESANSU i POZYTYWIZMU jednocześnie.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @umami 21 listopada 2019 12:08
21 listopada 2019 20:18

Umami to ja się z Tobą jednak nie zgodzę. Dla mnie kontakt zawsze musi być kontaktem osobistym. Może to jakieś zboczenie, ale ja tak to widzę. pisałem magisterkę o Cacie Mackiewiczu, ale i tak uważam, że osoba która z nim rozmawiała osobiście, uścisnęła mu dłoń, spędziła z nim jeden dzień, zna go lepiej ode mnie, chociaż nad jego tekstami przesiedziałem cały rok. Znam jego twórczosć. Nie znam jego jako człowieka. 

Równoczesnie uważam, że znajomość jego tekstów daje mi jakieś upoważnienie do wyrabiania sobie oceny. Przy czym jednak zawsze chcę mieć możliwosć weryfikacji oceny na żywo. Takie mam podejście. W tym miejscu, jeżeli się ze mną nie zgadzasz - ciach, spisujemy protokół rozbieżności. 

Dlatego też, dla mnie Marszałek mówi prawdę, a nie bezwzględnie łży. Zarzut składania fałszywych zeznań dla Józefa Klemensa Piłsudskiego, jak dla mnie, nie jest skuteczny. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @grudeq 21 listopada 2019 20:18
21 listopada 2019 21:49

Moze sie Pan nie zgadzac...

... a ja sie zgadzam z Panem Umami... malo tego - Jozefowi Klemensowi Pilsudskiemu  mozna spokojnie postawic zarzut skladania falszywych zeznan  !!!

Ach, co za szkoda, ze dla Pana  JKP  nie moze z grobu powstac.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @umami 21 listopada 2019 12:08
21 listopada 2019 22:44

Zastanawiałem się jak mógłbym zakończyć i spuentować tę naszą rozmowę pod tą notką i znalazłem to:

https://varsisava.pl/wp-content/uploads/2018/02/Kurjer_Poranny_1922_nr_344_Strona_01.jpgźródło

Dziękuję i pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

smieciu @tomciob 21 listopada 2019 22:44
21 listopada 2019 23:45

Uświadomcie mnie: Kurier Poranny to czyja była gazeta?

zaloguj się by móc komentować

umami @grudeq 21 listopada 2019 20:18
22 listopada 2019 00:03

Rozumiem, nie ma ciała, nie ma DNA. No ale wtedy trzeba poszlakowo. Brałem to pod uwagę i ustosunkuję się do tych Wspomnień Marszałka szerzej. Ale tak, czy siak, wrócę do tego Rawicza, bo dokończyłem jego relację. I to jest dopiero knockout. Więc jeśli nie czytałeś Rawicza, kup sobie i tę książkę — Doktor Łokietek i Tata Tasiemka.

zaloguj się by móc komentować

umami @tomciob 21 listopada 2019 22:44
22 listopada 2019 00:08

Ale to jeszcze nie koniec, dopiero nabieramy rozpędu :)

zaloguj się by móc komentować


umami @grudeq 21 listopada 2019 20:18
22 listopada 2019 00:38

Dla przypomnienia — fragment wspomnień ks. Tokarzewskiego:

zaloguj się by móc komentować

umami @grudeq 21 listopada 2019 20:18
22 listopada 2019 00:56

To pierwsze strony Wspomnień. Ignis — to z łac. ogień. Stąd ta swastyka.
Wydało Towarzystwo Wydawnicze Ignis (E. Wende i s-ka) Sp. akcyjna. Warszawa 1923.

Czyli świeżo po zamachu.

Odbito 30 egzempalrzy na papierze czerpanym. Pierwszy — dziesiąty tysiąc. Druk: „Rola” J. Buriana, Mazowiecka 11.
Czyja to drukarnia, nie sprawdzałem ale nie ma to znaczenia bo wydawnictwo było związane z PPS.

Nie ma tu ukrytych intencji jakichś wrogów Marszałka. Jak podają w Wiki:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Swastyka
Znak ten był też symbolem założonego w 1822 Towarzystwa Wydawniczego „Ignis” (łac. ogień).
Swastyka była znakiem Towarzystwa Wydawniczego „Ignis” działającego w Polsce w latach 1920‒1928.


Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” – polskie wydawnictwo w formie spółki akcyjnej założone w 1920 przez Ludwika Fiszera oraz grupę działaczy PPS, istniejące do 1928 roku.
W latach 1920–1924 nakładem oficyny „Ignis” ukazywały się utwory skamandrytów oraz ich miesięcznik programowy. W latach 1923–1926 wydano tłumaczenia pism wybranych Josepha Conrada. W 1924 roku z inicjatywy Fiszera podjęto wydawanie popularnych utworów literatury pięknej w ramach serii „Biblioteka Groszowa”. Poszczególne tomy serii kosztowały 95 gr, co czyniło je dostępnymi dla szerokich mas odbiorców.
W 1928 roku spółka zakończyła działalność w wyniku przymusowej likwidacji.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @umami 22 listopada 2019 00:08
22 listopada 2019 02:23

znacie, znamy. To posłuchajcie:

 

Józef Piłsudski i Walery Sławek w czasach I wojny światowej oraz w latach wcześniejszych byli nadzorowani przez oficera wywiadu austro-węgierskiego Włodzimierza Zagórskiego (h. Ostoja), późniejszego generała brygady WP w II RP (nominacja generalska 1924 r.), działając w charakterze tajnych współpracowników (de facto agentów wywiadu austro-węgierskiego), mających za zadanie organizowanie formacji paramilitarnych przeznaczonych do działań partyzanckich, sabotażowych i dywersyjnych na terenie zaboru rosyjskiego w przygranicznych rejonach buforowych z monarchią austro-węgierską, czyli na dawnych terytoriach z ludnością polską (Związek Strzelecki „Strzelec” itp.). W. Zagórski z funduszu operacyjnego wywiadu austriackiego przekazywał środki finansowe na takie działania i wymagał otrzymywania regularnych raportów sporządzanych przez TW o kierunkach wydatkowania przekazanych funduszy oraz zakresie podejmowanych działań. Wiedza i dokumenty posiadane przez gen. W. Zagórskiego były bardzo niebezpieczne w okresie II RP, a zwłaszcza wówczas, gdy gen. W. Zagórski z przełożonego byłych TW stał się ich podwładnym. Na dodatek gen. W. Zagórski wystąpił zbrojnie przeciwko puczowi wojskowemu pod dowództwem J. Piłsudskiego, przeprowadzonym w maju 1926 r. , gdy wydał rozkaz zaatakowania przez lotnictwo oddziałow puczystów. Po zamachu stanu został uwięziony w wileńskim więzieniu na Antokolu, gdzie przebywał ponad rok (razem z gen. T. Rozwadowskim). Po zwolnieniu z więzienia „zaginął” bezpowrotnie  w trakcie podróży pociągiem do Warszawy;"

vide:

http://dawidowicz.salon24.pl/426701,pilsudski-ogladany-z-boku

http://dawidowicz.salon24.pl/435906,pilsudski-ogladany-z-boku-dokonczenie

http://dawidowicz.salon24.pl/420024,pilsudczykowie

 

zaloguj się by móc komentować

umami @grudeq 21 listopada 2019 20:18
22 listopada 2019 11:12

Jak obiecałem, spróbuję odczytać ten tekst na nowo. Weź proszę pod uwagę, że nie jestem historykiem, nie skończyłem polonistyki, nie przeczytałem stosów książek na ten temat i mogę się oczywiście mylić. Jak zaznaczałem wcześniej — zapoznałem się z tym, co napisał nasz Gospodarz w II tomie Baśni socjalistycznej, fragmentami Pamiętników Hallera, Wspomnieniami Skotnickiego — Przy sztalugach i przy biurku, fragmentami książki Rawicza — Doktor Łokietek i Tata Tasiemka, relacją Iłłakowiczówny w Archiwum Akt Nowych oraz fragmentami jakiejś książki Henryka Pająka (link do jej fragmentów wyżej, bo nie znam tytułu), w której powołuje się on na Giertychów i Rawicza. Także wspomnieniami ks. Tokarzewsiego. To jest cała moja wiedza na ten temat. Plus oczywiście, przy ustalaniu dat — wikipedia i kilka artykułów w necie oraz gazet w archiwach cyfrowych. Staram się kierować zdrowym rozsądkiem. Zdecydowanie bliższy jest mi generał Haller niż Piłsudski.

Marszałek dystansuje się w tych Wspomnieniach i próbuje naszą uwagę nakierować na ten okres, kiedy Narutowicz był już w MSZ (od 28 czerwca 1922 do 14 grudnia 1922) a odsunąć naszą uwagę od okresu wcześniejszego. Robi to na zasadzie: „gdzieś tam, dawno temu, obiło mi się o uszy to nazwisko”, „owszem kiedy był ministrem robót publicznych, to widziałem go raz albo dwa; wymieniliśmy jakieś krótkie uwagi, ale nic ponad to. Taki fajny gość z niego był, szkoda że tak krótko” (ten styl ująłem w cudzysłów, proszę go nie mylić z cytatami). No ale on pisząc nam, że nie szukał zbliżenia z Narutowiczem, pisze jednocześnie, że wiedział jakie ma zainteresowania, że mu się Narutowicz przypomniał z lat kiedy był młodzieńcem z wyniesioną z domu powstańczą tradycją.

Rozbierzmy ten tekst tochę. Podkreślę kilka fragmentów. Swoje uwagi do tekstu Marszałka zaznaczę, dla odróżnienia, na niebiesko. Zaczynamy.

O Gabrjelu Narutowiczu słyszałem względnie bardzo dawno.

Powiedzmy, że chodzi o to, że słyszał o nim od dawna a nie, że słyszał o nim bardzo dawno temu. Słyszał od dawna ale się nie znają.

Rodzina Narutowiczów pochodzi z tych samych stron, co moja — ze Żmudzi, i należy do tej samej ziemiańskiej szlacheckiej sfery, w której specjalnie w tym zakątku dawnej Polski wszyscy o wszystkich wzajemnie jeżeli nie wszystko, to zawsze coś niecoś wiedzą. Stąd nazwisko Narutowicza znane mi było od dzieciństwa.

Jest wspólnota pochodzenia. Ziemiańska szlachecka sfera. Panowie byli prawie równi wiekiem. Piłsudski był dwa lata młodszy. No ale fragment: wszyscy o wszystkich wzajemnie jeżeli nie wszystko, to zawsze coś niecoś wiedzą i fragment: nazwisko Narutowicza znane mi było od dzieciństwa mówi nam, że w pierwszym zdaniu chodzi jednak o to, że słyszał o nim bardzo dawno temu. Marszałek nie mówi nam, czy znał go osobiście za młodu.

Później w czasie moich wędrówek po świecie nieraz obijało mi się o uszy jego imię, wspominane przez wielu moich przyjaciół, którzy dla tych czy innych powodów przemieszkiwali lub zawadzali o Szwajcarję. Było to naturalne.

Fragment: w czasie moich wędrówek po świecie nieraz obijało mi się o uszy jego imię, oznacza, moim zdaniem, zainteresowanie i podtrzymywanie kontaktu, a przynajmniej wskazuje na nadstawione ucho Marszałka w kierunku Narutowicza. Zwracam też uwagę na obijało mi się o uszy, bo jeszcze ten zwrot się później pojawi kilka razy. Pełni on rolę nonszalancji w relacji. Marszałek akcentuje w ten sposób sprawy, wg niego, nieważne. Marszałek zdradza nam tutaj także swoje związki ze Szwajcarią — miał je i utrzymywał kontakty z ludźmi tam przebywającymi. Ta, jak pamiętamy, była obok Anglii, kuźnią/przechowalnią socjalistów ale też i endeków. Zakładamy, że o Narutowiczu nadal tylko dobiegały do niego słuchy.

Ś. p. Gabrjel Narutowicz stał się w tym kraju swego rodzaju znakomitością dzięki wybitnym pracom w dziedzinie budownictwa wodnego. A że w owych czasach, czasach ciężkiej niewoli, każdy Polak, który zdobył uznanie wśród cudzoziemców, dawał wszystkim innym pewne prawo do dumy narodowej, nazwisko to przez nikogo ze spotykanych przezemnie Polaków inaczej jak z szacunkiem nie było wymawiane. 

Czyli siłą rzeczy śledził karierę i dokonania oraz był dumny z Narutowicza jako Polaka.

Przypominam sobie, że w tych czasach uderzył mnie jeden szczegół z życia Gabrjela Narutowicza. W jednej z rozmów któryś z moich znajomych wyraził się o nim, jako o dziwaku. Zapytany przeze mnie, na czem polegać ma to dziwactwo, odpowiedział z charakterystycznem wzruszeniem ramion, że Narutowicz, jeszcze jako słuchacz politechniki, uczęszczał systematycznie na specjalne kursa wojskowe, istniejące przy politechnice zurychskiej dla przygotowywania oficerów armji szwajcarskiej. 

Coś Marszałek sobie jednak przypomina, i to szczegół! No to siłą rzeczy, jeśli ktoś, kogo znamy, nazywa tego kogoś dziwakiem, to analizujemy to w głowie. Argumenty za i przeciw wyświetlają się nam automatycznie. Rzecz nie byle jaka, bo dziwactwo dotyczy kursów wojskowych. Bliskie to musi być sercu Marszałka.

Fakt ten był dla mnie nadzwyczaj zastanawiający. Było w owym czasie, gdy w dobie popowstaniowej, młodzież ulegała łatwo różnym prądom, jakie się krzyżowały w polskich umysłach, lecz wszystkie razem wykluczały absolutnie, jako rzecz zdrożną, rzecz śmieszną lub nonsensowną — jakąkolwiek pracę w dziedzinie nauk wojskowych. 

Skąd to zdziwienie? Ano mówi to ktoś, kto był zawodowym rewolucjonistą i terrorystą. Ma więc na myśli to, że wstąpienie do konspiracji było bardziej naturalnym wyborem niż wstąpienie do armii. I pewnie niewstępowanie do armii zaborców. Chyba, że ma na myśli pacyfistów, którzy się nie chcieli garnąć do wojska. Ale kursa to nie służba. A jak to by się przydało każdemu w działalności terrorystycznej.

Dla mnie osobiście Narutowicz, uczeń kursów wojskowych, był niejako wyrzutem sumienia, sam bowiem głęboko w sercu zataiłem jakby grzech dzieciństwa — sentyment dla tradycyj powstańczych polskich i gryzącą mnie ustawicznie zazdrość w stosunku do ubiegłych pokoleń, które miały tak piękne wiosny w swojem życiu. Zaledwie w najszczerszych rozmowach pozwalałem sobie dotykać zagadnień wojskowych; a tu człowiek, którego imię już powtarzano jako imię człowieka zasługi i wybitnej pracy, tak śmiało szedł po tej drodze, tak śmiało część swoich wysiłków poświęcał przedmiotowi powszechnie skazanemu w Polsce na zapomnienie, na odepchnięcie, na zatracenie. 

Ha, ha, ha — zataiłem jakby grzech dzieciństwa — sentyment dla tradycyj powstańczych. Ależ to kabotyn. Zaledwie w najszczerszych rozmowach pozwalałem sobie dotykać zagadnień wojskowych. Udaje, że nigdy w rękach broni nie miał? Nie strzelał? Czuł się naprawdę zawstydzony, bo poprzednie pokolenia miały takie piękne, powstańcze karty? Jeśli Marszałek nie kpi z nas, to mówi nam, że Narutowicz go... zainspirował? Może podsunął mu pomysł zorganizowania wojska (w domyśle: Legiony i w konsekwencji — odzyskanie niepodległości)?

Nie spotykałem się nigdy w tym czasie z G. Narutowiczem, lecz fakt ten wywołał w stosunku do niego jakąś bezwiedną sympatję, jakiś mimowolny pociąg.

Kiedy Marszałek spotykał się z Narutowiczem na razie nie pisze ale musiało się to stać wcześniej, skoro pisze nigdy w tym czasie. Może mieć też na myśli jakieś spotkanie późniejsze ale po co podkreśla, że w tym czasie tego nie robił? Że niby nie miał kontaktów z rewolucjonistami? Z Leninem na przykład?
Przypomnijmy za wiki, że sam Narutowicz w czasie studiów pomagał Polakom, ściganym przez carat; związany był też z emigracyjną partią „Proletariat”. Uniemożliwiło mu to powrót do kraju, gdyż władze rosyjskie wydały nakaz jego aresztowania. Przyjął obywatelstwo szwajcarskie (1895).
No ale Marszałek, zanim został Marszałkiem, sam przecież bywał w Szwajcarii, jego ludzie znali Narutowicza. Nie będę tego cytował, proszę rzucić okiem i prześledzić parę nazwisk i związków i przyjrzeć się w jakich kręgach obracał się Narutowicz, np. tu: 
http://polenverein-ch-zgoda.org/historia/
Zapamietajmy też tę bezwiedną sympatję i jakiś mimowolny pociąg, bo sam Marszałek zaraz o tym zapomni.

Nie spodziewałem się wtedy nigdy, że w dalszem życiu role nasze tak się dziwnie odwrócą. Ongiś ja jemu zazdrościłem jego studjów wojskowych. Po kilkunastu latach on, jak chętnie nieraz zaznaczał, zazdrościł mi mojej pracy wojskowej. Zanim drogi życiowe nasze zetknęły nas w Warszawie, spotykałem się z temi lub innemi wzmiankami o G. Narutowiczu jeszcze z innej strony — ze strony rodzinnych stosunków, gdyż weszliśmy z sobą na drogę powinowactwa: rodzony brat ś. p. Narutowicza ożenił się z bliską moją kuzynką, Billewiczówną. 

Marszałek zdradza emocjonalny stosunek do Narutowicza: ja jemu zazdrościłem. Fraza: Po kilkunastu latach oznacza, licząc od 1920 roku, czas np. poprzedniej rewolucji z 1905. Natomiast jak chętnie nieraz zaznaczał wskazuje liczne rozmowy i zażyłość. Mogła się ona zawiązać, oczywiście, później. Fragment: spotykałem się z temi lub innemi wzmiankami informuje nas o podtrzymywaniu zainteresowania, kontaktu, nastawionym uchu Marszałka w stronę Narutowicza. Nie mówi nam tego wprost, zasłanai się wzmiankami. Pojawiają się związki rodzinne.

Osobiście poznałem G. Narutowicza, gdy już w czasie istnienia wolnej Polski wrócił z emigracji i został mi przedstawiony, jako kandydat na ministra robót publicznych w gabinecie p. Skulskiego. Przy pierwszem zetknięciu się uderzyły mnie tylko jego wesołe, jakby rozradowane oczy, któremi oglądał zarówno mnie, jak i całe belwederskie otoczenie. Stosunki nasze były zrazu bardzo luźne. Ograniczały się do kilku nic nie znaczących rozmów, do wymiany jakichś urywkowych zdań. Pochodziło to stąd, że dla resortu, który objął p. Narutowicz, nie miałem nigdy ani wybitnego zainteresowania, ani wielkiego zaufania. 

Przyjmuję, że to jest pierwszy moment, kiedy panowie się spotkali. Po 1918 roku. Narutowicz we wrześniu 1919 roku, na zaproszenie polskiego rządu, przybył do kraju. Ministrem robót publicznych Narutowicz był od 23 czerwca 1920 do 6 czerwca 1922. Czyli spotkanie to miało miejsce przed 23 czerwca 1920 roku. I teraz przypomnijmy sobie tę bezwiedną sympatję i jakiś mimowolny pociąg. Marszałek pisze: Stosunki nasze były zrazu bardzo luźne. Ograniczały się do kilku nic nie znaczących rozmów, do wymiany jakichś urywkowych zdań. Jak na to że to rodzina, wspólnota pochodzenia, zazdrość, sława i sympatia, to aż zastanawiające. Marszałek informuje nas jednak o rozmowach, wymianie zdań i sprzedaje nam brak swojego zainteresowania resortem. I jak na ten brak zainteresowania, w tych swoich krótkich Wspomnieniach o Narutowiczu, poświęca teraz długi opis sytuacji w kraju i opis tego resortu? No chyba jednak chce się od czegoś odciąć.

W początkach Rzeczypospolitej miano w tej właśnie dziedzinie — robót publicznych i odbudowy kraju — wielkie iluzje i wielkie nadzieje. Szukano w tej pracy naprawy wielu bied i wielu nieszczęść Polski. Robiono olbrzymie plany i wielkie projekty, miano powetować w krótkim przeciągu czasu tyle blizn, zadanych przez wojnę, tyle rozmyślnych opuszczeń, zrobionych przez rządy zaborcze. Miano zrobić nadzwyczajny wysiłek, by dogonić świat pod tym względem. I jak gdyby dla większej ironji w stosunku do naszej bezsilności i może nieudolności, zostawiono tyle śladów robót rozpoczętych, nieskończonych, wyglądających tak śmiesznie, jak znakomity kanał obwodowy Warszawy, koło którego jeszcze i dziś nikt bez uśmiechu przejeżdżać nie może. W licznych podróżach moich po kraju konstatowałem wszędzie istnienie biur, zarządów i różnych instytucyj, związanych z robotami publicznemi, na które słuchać musiałem żałosnych skarg, że są one chyba stworzone dla przeszkadzania w pracy odbudowy, nie dla jej prowadzenia. Zajęty wojną lub jej likwidacją, nie miałem ani chęci, ani możności wtrącać się do szczegółów tej pracy, naiwidoczniej według mnie nieudanej. Z tego też powodu nie szukałem nigdy ani rozmów, ani zbliżenia się do Narutowicza, jako do ministra robót publicznych. 

Marszałek wyraźnie odwraca naszą uwagę i cały ten fragment podaje jako usprawiedliwienie zadania: Z tego też powodu nie szukałem nigdy ani rozmów, ani zbliżenia się do Narutowicza. Mimo sympatii, podkreślmy to.

Dochodziły mnie wtedy słuchy, że jest namiętnym sportowcem. Człowiek bardzo już nie młody, człowiek nauki, rozkochany w koniach i w polowaniu, jeżdżący codzień pomimo wieku konno, robiący długie wycieczki piesze, wesoły towarzysz myśliwski, przypominał mi wciąż temi cechami swego charakteru owego Narutowicza, który, będąc młodzieńcem, szukał śmiało wyrazu dla swojej z domu wyniesionej, powstańczej tradycji. 

Dla podkreślenia braku zainteresowania podaje nam dochodzące go słuchy o tym, że jest namiętnym sportowcem, że rozkochany w koniach i w polowaniu, jeżdżący codzień pomimo wieku konno, robiący długie wycieczki piesze, wesoły towarzysz myśliwski. Czytaj: ten resort naprawdę nudny, sport ciekawszy. W ramach „przekupstwa”, podaje nam zdanie: przypominał mi wciąż temi cechami swego charakteru owego Narutowicza, który, będąc młodzieńcem, szukał śmiało wyrazu dla swojej z domu wyniesionej, powstańczej tradycji. To jest zdanie, z którego wynika, że w młodości się znali. Tu proszę wrócić wyżej do zdania: Nie spotykałem się nigdy w tym czasie z G. Narutowiczem. Czyli te ich kontakty miały tradycję długą, ale były przerwy w spotkaniach osobistych. Ale od czego są inni przyjaciele, którzy, to czy owo, czasami coś mu o Narutowiczu donieśli?
Niektórzy twierdzą, że te związki z wczesnych lat są najważniejsze w życiu kazdego z nas. Wtedy powstaja przyjaźnie czy znajomości na lata. One się z czasem kruszą ale chyba nie wtedy, kiedy jest jakaś wspólnota celu — tu: wolny kraj.

I nagle zaszedł znowu fakt, który mi G. Narutowicza w nowem postawił świetle.

Czyli do obrazu, już chyba całkiem wyraźnego, doszła Marszałkowi nowa informacja.

Było to za czasów gabinetu p. Ponikowskiego, gdy praca całego rządu ześrodkowała się całkowicie w silnych wewnętrznych tarciach w łonie rządu z powodu walki wszystkich resortowych ministrów, z jednym ze swoich kolegów, z p. ministrem Michalskim. P. minister Michalski uzyskawszy od Sejmu pozwolenie na coś w rodzaju dyktatury finansowej, począł ją wprowadzać w nadzwyczaj oryginalny sposób. Dobrał on sobie mianowicie kilkunastu panów, czy mężów zaufania, których formalnie postawił ponad swoich kolegów ministrów, i ci wykorzystując swoje przywileje, zaczęli brutalnie sekować kolegów p. Michalskiego. Sprawa ta ciągle obijała się o moje uszy, jako Naczelnika Państwa, z całym mnóstwem anegdot niezwykle dla ministrów upakarzających. Mężowie zaufania p. Michalskiego byli to często młodzi panowie, tacy sobie nadministrowie, którzy mieli prawie bezapelacyjnie decydować o każdym wydatku, zrobionym z rozporządzenia ministra. Naturalnie byli ministrowie bardziej uprzywilejowani w oczach p. Michalskiego lub jego pomocników, byli mniej uprzywilejowani, jakby rozmyślnie sekowani, byli tacy, którzy znaleźli sobie drogę do przebłagania nie tyle p. Michalskiego, ile mądrego jego męża zaufania, byli wreszcie tacy, którzy się kłócili zarówno z tymi rzeczoznawcami, jak i z p. Michalskim, którego ekonomska ręka miała jakoby uratować Polskę od niechybnej klęski bankructwa. 

Rada ministrów trzy ćwierci swego czasu poświęcała w owe czasy udanym lub nieudanym próbom łagodzenia tarć, które ciągle groziły rozwaleniem się rządu z powodu podawania się do dymisji to jednego, to drugiego z pośród ministrów. Sprawy bowiem państwowe nabierały cech przypadkowości, uzależnionych od chwilowych nastrojów nietylko samego już dyktatora finansowego, lecz i jego subdyktatorów. 

Gdybyś Czytelniku przypadkiem przysnął przy czytaniu tej wcześniejszej sielanki o koniach i łąkach, to na wszelki wypadek masz tu trochę sensacji, na pobudzenie. Jest afera. Na pewno nie zostaniesz obojętnym. Losy kraju, ważna rzecz, zwraca Ci na to uwagę „ojciec narodu”. Marszałkowi jednak nadal tylko coś obijało się o uszy. Nic konkretnego. Mógłby nam Marszałek trochę ploteczek zdradzić ale, przyznajmy, jest to krępujące.

I wtedy nagle dowiedziałem się o jednej poważnej batalji, wygranej prawie całkowicie przez tak nieznaczący resort, jak roboty publiczne. Dowiedziałem się wtedy, że p. Narutowicz postawił spokojnie sprawę tak, jak należało ją stawiać. Zaproponował on zniesienie Ministerstwa robót publicznych, jako niepotrzebnego, z chwilą, gdy fundusze, które ma w swojej dyspozycji, ledwie wystarczają na utrzymanie urzędników, bez dania jakiegokolwiek ekwiwalentu państwu w postaci pracy, związanej z celem i przeznaczeniem swego ministerium. 

To znaczy jak? Znać musiał szczegóły i śledzić całą sprawę. Podkreślmy: I wtedy nagle dowiedziałem się... Podkreślmy: nieznaczący resort, roboty publiczne. Podkreślmy: Dowiedziałem się wtedy. 

Batalja została wygrana, gdyż 9 miljardów, (o ile sobie przypominam chodziło o podobną sumę), zostało przyznane ze względów personalnych dla zatrzymania istnienia ministra i jego urzędników.

Suma robi wrażenie, więc trudno zapomnieć. 

Obiło się to o moje uszy w bardziej szczegółowych sprawozdaniach z tego powodu, że ustępstwo p. Michalskiego w każdej dziedzinie zwykle powodowało tendencje zmniejszenia budżetu wojskowego, którym musiałem się zajmować. 

Obiło się to o moje uszy, znów się pojawia. Niby Marszałek nic nie wie, ale jego słuchy słyszą wszystko, każdy szmer. Zwracam uwagę na zestawienie zwrotów Obiło się i szczegółowych sprawozdaniach. To obiło się ma nas przekonać, o tym, że Marszałek nie zna szczegółów ale te szczegółowe sprawozdania temu przeczą. Czyli czytał sprawozdania i znał szczegóły. Co tu się mogło obić? I to o budżecie, dotyczącym bezpośrednio Marszałka — wojskowym?

Pomimo tej wygranej batalji która mi wskazywała, że wpływ osobisty G. Narutowicza jest względnie duży, byłem niezmiernie zdziwiony, gdy usłyszałem, że p. Skirmunt, ówczesny minister spraw zagranicznych, wyjeżdżając na znaną konferencję w Genui, chciał mieć jako wice-przewodniczącego delegacji polskiej właśnie G. Narutowicza.

Marszałek wyciąga wnioski: która mi wskazywała. No chyba nie wnioskuje na podstawie tego, co mu się obiło o uszy? Mało tego, ma już sporo informacji o Narutowiczu ale udaje zdziwienie. Czego się bał? 

Pomimo, że interesa ekonomiczne i finansowe odegrać miały na tej konferencji wybitną i wielką rolę, pomimo, że w rządzie i w społeczeństwie żywiono jakieś nadzieje na dochody, mające wpłynąć z ruchu tranzytowego, opartego na polskich środkach komunikacyjnych, które nie były w stanie podołać nawet naszym potrzebom wewnętrznym; pomimo wreszcie, że przed konferencją zbierano obfite materjały w różnych komisjach, w których brał udział również i G. Narutowicz — wyznaję szczerze, że wybór rządu zaskoczył mnie jak niespodzianka. 

No jak się dobrze orientuje w sprawie Marszałek. I mimo to zaskoczony. Chyba te finanse jednak go niepokoiły i Narutowicz, który trzymałby rękę na pulsie. Tu sprawa dograna, w tych międzynarodowych kontaktach, a tu cerber od finansów. No nie tak miało być panowie, nie tak się umawialiśmy.

Nie mogłem zupełnie zrozumieć motywów tego postnowienia. Tak dalekim dotąd był zawsze p. Narutowicz od wszystkich burz w szklance wody, które szalały i szaleją u nas przy każdem dotknięciu kwestyj międzynarodowych; tak dalekim wydawał mi się on od tego licznego u nas grona zawodowych autorytetów w tej dziedzinie, która należała zawsze do najdrażliwszych i do najbardziej delikatnych spraw dla każdego z rządów Rzeczypospolitej. 

Nie mogłem zupełnie zrozumieć motywów. Tak dalekim dotąd był zawsze p. Narutowicz od wszystkich burz w szklance wody — czyli śledził poczynania Narutowicza. I teraz wykazuje fałszywą troskę, że sobie nie poradzi, bo za delikatny. Że zadanie dla niego za trudne. Człowiek zdyscyplinowany, po kursach wojskowych, polujący i ćwiczący, z głową na karku i dbający o finanse?

Wybór G. Narutowicza wydawał mi się tem dziwniejszy, że sytuacja Polski podczas konferencji genueńskiej należała może do najtrudniejszych z czasów powojennych. Enuncjacje ówczesnego premjera Anglji wyraźnie i nie dwuznacznie skierowane były przeciw Polsce, jasno wskazując, czyim kosztem należy zadowolić naszych sąsiadów. Natomiast trudno było się spodziewać należytej obrony ze strony innych państw, gdy w grę wchodziły tak poważne interesy jak kwestja odszkodowań ze strony Niemiec i podniecone niezwykle nadzieje na możliwość zyskania rynków rosyjskich, przyczem konkurencja mocarstw mogła dojść do wysokiego napięcia, obniżając przez to szanse obrony interesów Polski.

Światowa konferencja gospodarcza w Genui odbywała się między 10 kwietnia a 19 maja 1922 roku. Za wiki: Próbowano na niej włączyć Rosję Sowiecką w obieg światowej gospodarki. Doszło wtedy do nawiązania stosunków dyplomatycznych i przerwania izolacji Rosji Sowieckiej na arenie światowej. W trakcie jej trwania podpisano układ pomiędzy Rzeszą Niemiecką a RFSRR we włoskim mieście Rapallo. Układ podpisali: Gieorgij Cziczerin, ówczesny komisarz spraw zagranicznych RFSRR i Walther Rathenau, minister spraw zagranicznych Niemiec. Układ został zawarty z inicjatywy sowieckiej nieoczekiwanie dla innych uczestników konferencji w Genui 16 kwietnia 1922 roku. Spisany w językach niemieckim i rosyjskim, wymiana dokumentów ratyfikacji nastąpiła w Berlinie 31 stycznia 1923. 
Marszałka martwią nasi sąsiedzi ale głównie Niemcy i Anglicy. Może warto tu jeszcze wspomnieć o bracie Gabriela Narutowicza, Stanisławie, który był członkiem tymczasowego litewskiego parlamentu — 
Taryby i jego podpis widnieje na Deklaracji Niepodległości Litwy ogłoszonej przez Tarybę 16 lutego 1918 roku. Litwa jest realizacją interesów niemieckich. Może Marszałek bał się, że Gabriel Narutowicz będzie także realizował interesy niemieckie? Ale na jakiej podstawie? Byłby więc agentem niemieckim? Może on, Marszałek, strzegł tu jakichś innych porozumień a w paradę wmieszał się mu Narutowicz? No ale o Marszałku także chodzą słuchy o agenturalnej przeszłości. Co prawda, w 1922 nie ma już Austro–Węgier ale czy Marszałek jest niezależny? Przeszłość tych ludzi mówi nam jednak coś innego. No ale może Marszałek bał się, po prostu, że ktoś chce go wysadzić z siodła?

Dlatego to w owe czasy radziłem bardziej skoncentrować się w obronie, nie mieszając do konferencji sprawy uznania naszych granic wschodnich, uzyskanych przez zwycięską wojnę. Niestety w Ministerstwie Spraw Zagranicznych byli innego zdania i sądzili, że należy i tę sprawę postawić na porządku dziennym. Wysunięcie tej kwestji uczyniło i tak już trudną sytuację Polski na konferencji jeszcze trudniejszą. Dało to w rezultacie, jak zwykle u nas w chwilach ciężkich, bardzo podnieconą atmosferę z masą sprzecznych plotek, domysłów, inwektyw, oskarżań, reminiscencyj wszelkiego rodzaju, przechodzenia od wysokich nadziei do nagłego strachu, co z konieczności odbijać się ciągle musiało na nerwach rządu, a przez to i na nerwach naszej delegacji w Genui. Tembardziej, że w Genui grano nieraz groźbami nowych wojen, nowych niepokojów, tymi straszakami nie tylko naszego życia państwowego.

Kogo Marszałek by widział na tej konferencji? Niestety nie wiadomo. I kto mu ten kij w szprychy włożył? Zwracam też uwagę, że przeskoczyliśmy o 2 lata. Od czasu kiedy Narutowicz przedstawiony został jako kandydat na ministra nieznaczącego resortu robót publicznych (przed 23 czerwca 1920) do Genui (10 kwietnia 1922 roku) upływają prawie 22 miesiące.

Byłem więc, powtarzam, zdziwiony, dlaczego obarczono tak trudnemi zadaniami człowieka, który mi się wydawał nieprzygotowanym do prac konferencyjnych i który nie mógł mieć siły utrzymania autorytetu rządowego przy tak podnieconej atmosferze wewnątrz kraju. 

Jakie to doświadczenie miał Narutowicz? A jakie sam Marszałek? Narutowicz był ministrem robót publicznych, bezpartyjnym, w 4 rządach, powołanych przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego:
od 23 czerwca 1920 r. do 24 lipca 1920 r. —  w pierwszym rządzie Władysława Grabskiego, powołanym po ustąpieniu rządu Leopolda Skulskiego;
od 24 lipca 1920 r. do 13 września 1921 r. — w pierwszym rządzie Wincentego Witosa;
od 19 września 1921 r. do 5 marca 1922 r. — w pierwszym rządzie Antoniego Ponikowskiego;
od 10 marca 1922 r. do 6 czerwca 1922 r. — w drugim rządzie Antoniego Ponikowskiego.

Ministrem spraw zagranicznych został już po powrocie z Genui. Był nim w 2 rządach:
od 28 czerwca 1922 r. do 7 lipca 1922 r. — w rządzie Artura Śliwińskiego i
od 31 lipca 1922 r. do 9 grudnia 1922 r. — w rządzie Juliana Nowaka.

A potem już prezydentem, następcą Marszałka. Krótko.

Konferencja po wielu perypetjach zakończyła się względnie szczęśliwie. Uznania granic, zgodnie z moimi przewidywaniami, nie osiągnęliśmy wcale, lecz to, co uważałem za naszą wygraną, osiągnęliśmy w zupełności, wyszliśmy z konferencji obronną ręką. 

Marszałek miał spore wyobrażenie o Narutowiczu, może błędne, jak nam usiłuje to przedstawić, ale wyrobione.

Po powrocie z Genui, zebrali się u mnie w Belwederze główni nasi delegaci na konferencję dla złożenia mi sprawozdania. Wtedy po raz pierwszy miałem sposobność poznać bliżej G. Narutowicza. Byłem zdziwiony, gdym usłyszał po raz pierwszy może, spokojną, rzeczową ocenę nietylko szczegółów Konferencji, lecz i stosunków międzynarodowych. Widać było w każdem niemal słowie, że p. Narutowicz mówi o świecie zagranicznym jak człowiek, który świat ten zna, z tym światem się zżył i obraca się w nim ze znacznie wiekszą swobodą, niż w świecie polskim. Długoletni pobyt w Szwajcarji, stałe obcowanie z mnóstwem ludzi, zatrzymujących się na krótko lub na długo w tym zajezdnym domu Europy, w Szwajcarji — dawały mu ten spokój w ocenie ludzi i zjawisk dobrze mu znanych, jaki rzadko spotyka się w Polsce. Nie było w tem, co mówił, nigdy ani dziecinnych, tak często u nas spotykanych, iluzyj, ani też akcentów niechęci i rozdrażnienia w stosunku do zjawisk wynikających z naturalnych tendencyj tego lub innego państwa. 

I tu już Marszałek opisuje nam innego człowieka. Pisze — po raz pierwszy miałem sposobność poznać bliżej, dodaje — Widać było w każdem niemal słowie. Ile to można z jednego słowa wywnioskować, ho, ho. To co mówi Narutowicz, Marszałka niemal hipnotyzuje :) Delegacja wraca po 19 maja 1922 roku, jak się domyślam, i za 7 miesięcy Narutowicz już żyć nie będzie. W tym to czasie, jak czytamy, tak doskonale pozna Marszałek Narutowicza... 

Był on, jak to miałem sposobność zauważyć, człowiekiem, którego bym nazwał europejczykiem w sposobie ujmowama państwa i jego zadań i oceny pracy indywidualnej ludzi sprawujących funkcje państwowe. Czuć w nim było jakby bolesny skurcz przy każdem oskarżeniu, które mu się wydawało niesłuszne, przy każdem przypuszczeniu, które uważał za niedostatecznie uzasadnione. Prosił wtedy natychmiast o głos i prostował. Gdy zauważył po skończonej konferencji u mnie, że z postępowania delegacji w pewnych kwestjach jak uznanie granic, pozostałem niezadowolony, prosił o specjalną audjencję, aby dodatkowemi wyjaśnieniami rozwiać moje wątpliwości i stanąć w obronie p. Skirmunta. Nie chciał przypuszczać, by postępowanie p. Skirmunta naraziło na szwank nasze interesy. Stwierdził mi, że najzupełniej nie mogło być mowy o uzyskaniu uprawnienia granic, lecz że stosunki przy końcu Konferencji ułożyły się dla nas o tyle pomyślniej, że żaden zręczny czy niezręczny początkowy krok z naszej strony, nie odgrywałby najmniejszej roli, gdyż wszystkie kwestje utonęły w ogólnem wrażeniu nieudatnej pod względem zamiarów i celów Konferencji. 

Podczas tych paru wizyt G. Narutowicza u mnie miałem sposobność poruszać z nim i różne kwestje z dziedziny naszego życia wewnętrznego. P. Narutowicz bowiem skorzystał z tych okazyj, aby poza służbowemi sprawami nieco więcej mówić o sobie i o swojem życiu, korzystając z łączącego nas powinowactwa. 


...i rozpozna go podczas tych paru wizyt. To jest fragment, który nie powinien, po tym wszystkim, na co zwróciłem uwagę, zostawić najmniejszych wątpliwości. Mamy „na liczniku”, wymienione przez Marszałka, to pierwsze bliższe poznanie i tę dodatkową audiencję a Marszałek robi z tego: Podczas tych paru wizyt. No i teraz się zastanówmy — oni są spokrewnieni — a Marszałek dopiero podczas tej niby pierwszej wizyty, po powrocie Narutowicza z Genui, miałby się bliżej zainteresować jego losem i go bliżej poznać? Moim zdaniem zrobiłby to od razu, 2 lata wcześniej, kiedy Narutowicz pojawił się w Belwederze jako minister od robót publicznych, a nawet jeszcze wcześniej, kiedy był kandydatem na ministra i został Marszałkowi przedstawiony. Wypytałby go o los, co tam słychać, itd. Marszałek zgrabnie łączy tutaj wszystkie te wizyty z Narutowiczem ale akcenty stawia tam, gdzie mu pasuje. Od tego momentu Marszałek nadrabia w opisie Narutowicza stracony czas, od 20 strony aż do końca, czyli 62 strony. Tu już może spokojnie opowiadać jakim to Narutowicz był wspaniałym człowiekiem. 
 

zaloguj się by móc komentować

umami @grudeq 21 listopada 2019 20:18
22 listopada 2019 11:25

A teraz porównanie. Jak wyglądały stosunki Piłsudskiego z krajanami.

To jest fragment książki Karola Wędziagolskiego Pamiętniki wojna i rewolucja, kontrrewolucja, bolszewicki przewrót, warszawski epizod. Można oczywiście stwierdzić, że Narutowicz zaufanym człowiekiem nie był i Marszałek wobec niego taki otwarty nie był. No więc skąd u niego ta sympatia, o której nam pisze we Wspomieniach o Narutowiczu?

zaloguj się by móc komentować

tomciob @umami 22 listopada 2019 00:08
22 listopada 2019 12:08

To może spuentuję to inaczej:

https://Pakt Lanckroński

"W wyniku paktu lanckorońskiego rząd Władysława Sikorskiego podał się do dymisji, a 28 maja 1923 r. prezydent Stanisław Wojciechowski powierzył misję utworzenia nowego gabinetu Wincentemu Witosowi. Ministrem skarbu w tym rządzie został Władysław Grabski. W skład rządu Wincentego Witosa weszli przedstawiciele endecji, chadecji i „Piasta”. Po ostrym starciu z gen. Stanisławem Szeptyckim, Józef Piłsudski zrzekł się przewodnictwa Ścisłej Rady Wojennej. Oświadczył, że jako żołnierz nie może bronić rządu złożonego z przedstawicieli partii odpowiedzialnych za śmierć Gabriela Narutowicza i odsunął się z życia politycznego w zacisze willi w Sulejówku".

"Do 14 grudnia 1922 roku przewodniczącym Rady Wojennej i Ścisłej Rady Wojennej był marszałek Polski Józef Piłsudski, który urząd Naczelnika Państwa łączył z funkcją Naczelnego Wodza. Po wyborze Gabriela Narutowicza na urząd Prezydenta RP, Józef Piłsudski zachował funkcje generała przewidzianego na Naczelnego Wodza w czasie wojny, I wiceprzewodniczącego Rady Wojennej i przewodniczącego Ścisłej Rady Wojennej. Od połowy 1923 roku, kiedy marszałek wycofał się z życia publicznego stanowisko pozostawało nieobsadzone".

zaloguj się by móc komentować

umami @grudeq 21 listopada 2019 20:18
22 listopada 2019 13:31

Dobra, to była druga osobista audiencja Karola Wędziagolskiego u Marszałka. A teraz przewracamy kilka kartek wstecz. Czas na pierwszą. Wędziegolski był także spokrewniony z Marszałkiem. Porównaj to sobie ze spotkaniem z Narutowiczem. Jakże różne są to spotkania. O sympatii nie zapominaj nawet na chwilę.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @tomciob 22 listopada 2019 12:08
22 listopada 2019 13:48

"Pakt przewidywał, że:

.państwo i samorząd powinny odzwierciedlać narodowy charakter II Rzeczypospolitej, a rząd winni tworzyć wyłącznie Polacy;
.większą niż dotychczas rolę w państwie uzyska Kościół katolicki;
.nastąpi wzmożona polonizacja Kresów Wschodnich;
.wprowadzony zostanie rozdział liczby miejsc w całym szkolnictwie według proporcji narodowościowej ludności w państwie (tzw. zasada numerus clausus);
.przyspieszona zostanie parcelacja rolna (przynajmniej 200 tys. hektarów rocznie).

Skutkiem podpisania paktu było powstanie 28 maja 1923 I rządu Chjeno-Piasta".

zaloguj się by móc komentować

umami @tomciob 22 listopada 2019 13:48
22 listopada 2019 13:54

Przepraszam, że Ci nie odpowiem ale to jest dla mnie zupełnie nowy wątek. A ja bym chciał jednak wrócić do zamachu na Narutowicza. Bo na razie nie pojawiły się tu jeszcze relacje z książki Rawicza. Spróbuję to jakoś wypunktować w skrócie, ale nie wiem czy uda mi się to zrobić jeszcze dzisiaj bo zajmie mi to trochę czasu.

zaloguj się by móc komentować


Magazynier @grudeq 21 listopada 2019 20:18
22 listopada 2019 20:24

A czy zbadał pan kwestię jaki interes mógł mieć Cat do Marszałka, względnie Marszałek do Cata? Oprócz niepodległości i stworzenia dynastii. Może mieli jakieś interesy do siebie nawzajem. Nie wiem, dlatego pytam.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @umami 22 listopada 2019 11:12
22 listopada 2019 21:36

Umami, przeczytałem to co Pan napisał. Muszę to przemyśleć. Haller już zamówiony, więc powiększe bazę źródłowa. Rozpaliłem ognisko u siebie na bloku, wiec zastrzegam sobie dłuższy czas na polemikę z Pana komentarzami. Szanuję i doceniam nakład pracy w niebieskich komentarzach, więc na pewno nie przejdzie to bez repliki z mojej strony.

 

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

grudeq @Magazynier 22 listopada 2019 20:24
22 listopada 2019 21:37

Wydaje mi się, że żadnych wspólnych interesów nie mieli. Po prostu siebie lubili i podobnie myśleli. Ja z Kaczyńskim Jarosławem nie mam wspolnych interesów, ale lubię go i podobnie jak Pan Premier myślę w wielu aspektach. 

zaloguj się by móc komentować

smieciu @umami 22 listopada 2019 11:12
22 listopada 2019 22:48

Ciekawe, dopiero teraz przeczytałem. Troszkę z tego wynika że Narutowicz miał to coś czego Piłsudski nie miał: prawdziwie szlachecką postawę. I to już od młodzieńczych lat. Co już wtedy musiał zapamiętać. To była ta drzazga, która uwierała Marszałka. Ten styl, znajomości i umiejętności. Dwa całkowicie odmienne typy ludzi. Jeden z zasługami rzeczywistymi i swoimi drugi z urojonymi i ukradzionymi.

Teraz pewne jest że Narutowicz w oczach Piłsduskiego był kimś. Kimś. Kimś kto ma szansę i możliwości by zapanować nad tym burdelem! Kimś, kto ma szansę zyskać szacunek i masowe poważanie. Zawsze skuteczny. Dał radę w Szwajcarii. Dał radę wydębić 8 mld od sknerusa mającego swoje widzimisię i zdołał rozpocząć wiele projektów, które pewnie potem sam Piłsudski skasował. Został zaproszony do wzięcia udziału w b. ważnej konferencji i i tam się znalazł. Aż wreszcie został prezydentem.

Teraz wszystkie elementy elementy wskoczyły na swoje miejsce. A ponieważ PPS też poparło Narutowicza to mamy jedno: Piłsudski był przygotowany na to. Zabójstwo nie było spontanem, szybką akcją. Było akcją przemyślaną aczkolwiek pewnie tylko w najwęższym gronie Marszałka. I być może dlatego musiał potem zaszyć się Sulejówku. By wydostać się stamtąd gdy dostał do wyraźnie zrozumienia że nie ma miejsca na takie wyskoki w przyszłości i wystarczająco spokorniał.

zaloguj się by móc komentować

umami @smieciu 22 listopada 2019 22:48
23 listopada 2019 02:40

Ten piękny obrazek burzy jednak opis Towarzystwa Polskiego ZGODA w Zurychu. Chyba tam nie zajrzałeś:
http://polenverein-ch-zgoda.org/historia/

zaloguj się by móc komentować

tomciob @umami 22 listopada 2019 13:54
23 listopada 2019 04:42

Ja po prostu lubię konteksty, a bez nich ciężko będzie ugryźć tę "pułapkę na szczury." Bardzo mało jeszcze wiemy o Gabrielu Narutowiczu. O jego młodości spędzonej w Lipawie, o jego przyjaźni z Tadeuszem Rechniewskim, o jego roli w polityce Szwajcarskiej w regulacji rzeki Ren, o nadaniu mu przez Szwajcarię obywatelstwa, którego chroniło go przed rosyjskim wymiarem sprawiedliwości. Tropów jest sporo i dlatego kontekst jest jednak istotny. Powrót do Polski Gabriela Narutowicza miał kilka wymiarów. Miał wymiar osobisty - śmierć żony, miał wymiar bezpieczeństwa - w niepodległej Polsce był już bezpieczny (oczywiście do czasu), jak rewolucjonista Piłsudski, mógł mieć też wymiar polityczny, który trudno będzie namierzyć (gra w trzy karty). Ale poszlak jest sporo, bo te poszukiwania są jednak, procesem poszlakowym. Niemniej myślę, że gra warta jest wysiłku, a tak chociażby dla rozrywki intelektualnej, no i dla lepszego poznania życiorysu pierwszego prezydenta II RP. Więc..., być może..., zacytuję z filmu "Chłopaki nie płaczą" - "rozkręcają się, chłopcy."

zaloguj się by móc komentować

tomciob @umami 23 listopada 2019 02:40
23 listopada 2019 04:56

Towarzystwo założone w 2015, strona hostingowna w Poznaniu. W szkole nas tego nieuczono, mamy prawo nie wiedzieć.

zaloguj się by móc komentować

umami @tomciob 23 listopada 2019 04:42
23 listopada 2019 05:53

No więc to Mościcki ściągnął Narutowicza do Polski.

Pod koniec roku 1919 Mościcki wybrał się w swoich sprawach do Szwajcarii. Korzystając z okazji minister robót publicznych powierzył mu misję nakłonienia Gabriela Narutowicza do porzucenia zajęć na politechnice w Zurichu i powrotu do kraju. Mościcki znał go od dawna i szanował za przymioty charakteru oraz wybitne zdolności naukowe i z misji tej wywiązał się znakomicie. I. Mościcki niejednokrotnie zwracał uwagę na trudną sytuację przemysłu chemicznego w Polsce, czemu dał wyraz w licznych artykułach. Proponował on, aby budowę przemysłu chemicznego oprzeć na krajowych surowcach w celu uniknięcia zależności od zagranicznych koncernów i ograniczenia ich udziału w polskiej gospodarce. Uważał również że największą stabilność zakładom zapewni własność państwowa oraz dobre zaplecze technologiczne skoncentrowane w jednym ośrodku badawczym. Ta propozycja znajdowała zrozumienie władz, ale nie podejmowano w tym zakresie żadnych konkretnych działań. Dlatego zdecydował się na realizację projektu za pomocą środków społecznych. 22 marca 1922 roku zarażeni entuzjazmem profesora udziałowcy spółki „Metan" przekazali jej majątek na rzecz powstałego Chemicznego Instytutu Badawczego. W statucie zapisano, że służyć ma on nie osiąganiu zysków, ale pracy twórczej na rzecz przemysłu chemicznego. W sierpniu 1925 roku rozpoczęto budowę siedziby Instytutu na warszawskim Żoliborzu, a jej oficjalnego otwarcia dokonał osobiście 14 stycznia 1928 roku Ignacy Mościcki, wówczas już prezydent Rzeczypospolitej. Instytut spełnił pokładane w nim nadzieje stając się ważnym centrum naukowym znanym nie tylko w kraju ale, i za granicą. Przez 17 lat prowadzono w nim badania m. in. nad klasyfikacją polskiego węgla. Najpoważniejszym jednak osiągnięciem było opracowanie metody produkcji syntetycznego kauczuku. Nowe wyzwanie, na miarę „problemu azotowego", stanęło przed Mościckim gdy po latach walk powstańczych i zabiegów dyplomatycznych uregulowano kwestię podziału Górnego Śląska. W granicach Polski znalazł się Chorzów z wielką fabryką związków azotowych. Niemcy rozpoczęli jej budowę w czasie I wojny licząc, że zaspokoi zapotrzebowanie ich przemysłu zbrojeniowego. Przejęcie zakładu w polskie ręce było kwestią nie tylko gospodarczą, lecz także prestiżową dla młodego państwa. Niemcy rozpętali bowiem w prasie europejskiej kampanię propagandową głosząc, że Polacy nie są w stanie sami uruchomić fabryki i utrzymać ciągłości produkcji. Rząd polski zwrócił się do Mościckiego, aby dowiódł nieprawdziwości niemieckiej tezy. Było to zadanie na miarę jego ambicji i możliwości.

http://tradycja.zst.tarnow.pl/strony/moscicki/7.html


​​​​​​​

zaloguj się by móc komentować

umami @tomciob 23 listopada 2019 04:56
23 listopada 2019 06:23

No ale ono się wywodzi ze „Stowarzyszenia Robotników Polskich w Zurychu“. W tym Zurychu oprócz Narutowicza, kształcił się także Daszyński.

Przez pewien czas Ignacy Daszyński studiował nauki przyrodnicze w Zurychu. W Szwajcarii kontynuował socjalistyczną działalność swojego brata, był jednym ze współzałożycieli Stowarzyszenia Robotników Polskich „Zgoda”. W tym czasie współpracował m.in. z Julianem Marchlewskim, Różą Luksemburg i Gabrielem Narutowiczem. Jego szczególnym osiągnięciem w tym czasie było zorganizowanie służby porządkowej ochraniającej manifestacje socjalistyczne. W jedną z nich przerodziła się uroczystość przewiezienia prochów Adama Mickiewicza do ojczyzny.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ignacy_Daszyński

Wkleję tu ten tekst jedank, bo inaczej nikt nie przeczyta:
 

Historia Towarzystwa Polskiego „ZGODA“ w Zurychu

Na burzliwym froncie politycznym Europy XIX wieku brakowało formalnie państwa polskiego, nie brakowało jednak programów wyzwoleńczych, zmierzających do stworzenia tego państwa. Nieudane próby wprowadzania w życie tych programów leżaly u podstaw powstańczych zrywów niepodległościowych.

W latach poprzedzających wybuch I.Wojny Światowej istniały zasadniczo dwa podstawowe, acz diametralnie różne, programy polityczne, w kontrastowy sposób definiujące drogi prowadzące do odrodzenia państwowości polskiej.   Narodowa Demokracja (czyli „endecja“) pod przywództwem Romana Dmowskiego dopatrywała się głównego zagrożenia dla zaistnienia Polski w Cesarstwie Niemieckim i widziała przyszłą Polskę w formie konstruktu w ramach Cesarstwa Rosyjskiego.

Program Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS) kierowanej przez Józefa Piłsudskiego (tzw. „frakcji rewolucyjnej“) zakładał, że zasadnym wrogiem Polski jest Rosja carska i uważała, że ponieważ wolnej Polski nikt Polakom nie podaruje można ją będzie tylko wywalczyć. Przewidując nadchodzący konflikt wojenny w Europie i zakończenie go prawdopodobnym upadkiem wielkich mocarstw, Piłsudski propagował aktywny udział polskich sił zbrojnych w obrębie armii austrowęgierskiej. Konsekwentnie realizując te założenia w latach 1908—1914 Józef Piłsudski przystąpił do tworzenia jawnych polskich związkow strzeleckich na terenie Austrii oraz tajnych oddziałów Związku Walki Czynnej PPS („Strzelca“) pod zaborem rosyjskim i m.inn. w Szwajcarii, Francji, Belgii i Stanach Zjednoczonych .

Zurych był wówczas ośrodkiem działalności wielu polskich ugrupowań politycznych na uchodźstwie. Należaly do nich „Narodowo-Demokratyczne Stowarzyszenie Młodzieży Polskiej“ (tzw. „Koło Akademickie“), założone w 1865 roku , powstałe w tymże samym roku Towarzystwo Polskie w Zurychu (skupiające głównie byłych powstańców styczniowych) oraz „Czytelnia Polska“ (powstała także w 1865 r.), mieszcząca się przy Universitätsstrasse 15 w hurtowni tytoniu prowadzonej przez pana Kossobudzkiego, Polaka zamieszkałego w Zurychu. U niego pod pozorem zakupu tańszego tytoniu spotykali się politykujący Polacy.

Wiosną 1867 roku Ignacy Daszyński student chemii na uniwersytecie w Zurychu, zakłada „Stowarzyszenie Robotników Polskich w Zurychu“, protoplastę obecnego „Towarzystwa Polskiego „ZGODA“ w Zurychu“. Dość szybko to prężnie działające stowarzyszenie rozrasta się, uzyskując członków zarówno spośród osób należących do innych grup polonijnych (m. inn. blisko 50% członków „Narodowo-Demokratycznego Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej“), jak i wśrod polskich robotników najemnych, przybywających głównie z zaboru austriackiego, jak i emigrantów politycznych z zaboru rosyjskiego.
Prowadzone na wiosnę 1889 roku przez członka Towarzystwa Aleksandra Dębskiego oraz Rosjanina Izaaka Dembo (Bimsztajna) próby chałupniczej produkcji bomb wypełnionych panklastytem (materiał wybuchowy),  przygotowywanych do dokonania zamachu na cara , kończą się nieszczęśliwym wypadkiem, (Dembo ginie, a poważnie ranny Dębski kontaktuje się telefonicznie z Gabrielem Narutowiczem) i stają przyczyną śledztwa prowadzonego przez policję szwajcarską oraz przez carską Ochranę. Gabriel Narutowicz  wtedy student politechniki zuryskiej,  dociera do mieszkania Dębskiego jeszcze przed policją, niszczy materiały dowodowe i ratuje przed aresztowaniem i ewentualną deportacją wielu zamieszanych Polaków.
Tajemnicze znikanie materiałów wybuchowych, czy raczej substratów do ich produkcji, z laboratorium chemicznego politechniki zuryskiej powoduje jednak przedłużenie dochodzenia policyjnego, które trwa aż do maja 1891, a od roku 1890 obejmuje również członków „ZGODY“. W rezultacie Ignacy Daszyński zostaje policyjnie deportowany ze Szwajcarii do Galicji, pochodzący z zaboru rosyjskiego Gabriel Narutowicz może pozostać w Szwajcarii na prawach azylu politycznego, ponieważ deportacja do Rosji narażałaby go na karę śmierci. Ten splot wydarzeń powoduje zawieszenie działalności pozbawionej czołowych działaczy „ZGODY“ aż do wyciszenia afery bombowej.

Wznowienie aktywności Towarzystwa wiąże się z przyjazdem do Zurychu Feliksa Perla, który z polecenia Piłsudskiego i za staraniem sekcji zuryskiej Związku Zagranicznego PPS wspólnie z Wincentym Sikorskim reaktywuje „ZGODĘ“ w dniu 8 września 1894 roku pod zmieniona nazwą, jako „Towarzystwo Robotników Polskich „ZGODA“ w Zurychu“, w 1908 roku przemianowując ją na „Towarzystwo Socjalistycznych Robotników Polskich „ZGODA“ w Zurychu“, która to nazwa przetrwała aż do roku 1935, kiedy po śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego zmieniono statut i nazwę na  do dziś aktualną  „Towarzystwo Polskie „ZGODA“ w Zurychu“.

Rozpoczyna się ożywiony okres działalności Towarzystwa, w którego poczet poza emigrantami politycznymi  wchodzi liczna grupa polskich robotników sezonowych. Magnesem przyciągającym ich do „ZGODY“ jest pomoc w załatwianiu formalności związanych z uzyskaniem zezwolenia władz szwajcarskich na pracę i pobyt w Zurychu. Poza tym policja szwajcarska wymagała wówczas od pracodawcy kaucji w wysokości 3‘000 franków (równoważnika dzisiejszych 30  50‘000 franków) za każdego pracownika, w ramach umów członkowie „ZGODY“ płacili jedynie połowę tej kwoty.

W 1903 roku „Czytelnia Polska“ finansowana i utrzymywana do roku 1935 wspólnie przez Towarzystwo Polskie „ZGODA“ w Zurychu“, „Towarzystwo Polskie w Zurychu“ i „Koło Akademickie w Zurychu“ przenosi się do nowego budynku przy ulicy Auf der Mauer 13, do pomieszczeń na pierwszym piętrze, gdzie znajdują się również lokale klubowe „ZGODY“ oraz  salki użytkowane przez „Uniwersytet Ludowy przy ZGODZIE“, a od roku 1908 również przez tajny oddział „Strzelca“  Zagranicznego Związku Walki Czynnej PPS.

W roku 1908 zjawiają się w Zurychu Włodzimierz Wiskowski oraz socjalista Józef Dobrzański, z zawodu introligator, poszukiwany przez policję carska. Dobrzański, z czasem prezes „ZGODY“, kieruje tym Towarzystwem od wybuchu I. Wojny Światowej, aż do śmierci w roku 1967. Włodzimierz Wiskowski (ps. „Chłop“)  jako komendant „Strzelca“ w Szwajcarii, zajmuje się szkoleniem wojskowym oddziałów w Zurychu, Sankt Gallen, Bernie i Genewie, pełniąc czasowo dodatkowo funkcję prezesa „ZGODY“ i sekcji zuryskiej PPS.

W latach 1894—1914 przebywa w Zurychu parokrotnie Józef Piłsudski, głównie dla dyskretnego, osobistego werbunku członków do „Strzelca“ wyłącznie w lokalu na Auf der Mauer 13, oficjalnie zaś w celu wygłaszania referatow na tematy wojskowe lub na temat polskich powstań.

Środki finansowe potrzebne na szkolenie wojskowe (na poziomie szeregowych, oficerowie są szkoleni w Galicji) zbiera Gabriel Narutowicz (który od czasu afery bombowej nie jest oficjalnie członkiem żadnego stowarzyszenia polskiego) a administruje nimi bibliotekarz Muzeum Polskiego w Rapperswilu  Stanisław Zieliński.

5 sierpnia 1914 roku pod domem na Auf der Mauer 13 na rozkaz Piłsudskiego odbywa się generalny apel i wymarsz wszystkich polskich Legionistow z Europy Zachodniej. Wpośród nich opuszcza Szwajcarię 65 członków „ZGODY“, którzy jako zwarta grupa „Strzelca“ pod komendą Włodzimierza Wiskowskiego przedostają się do Feldkirch w Austrii i wcieleni zostają w szeregi formujących się Legionów Polskich. Nota bene  większość członków „ZGODY“ ginie w walkach z Rosjanami na froncie wschodnim.

Formacje „Strzelca“ w Szwajcarii były doskonale zakonspirowane i prawdopodobnie nie zostałyby ujawnione , gdyby nie donos właścicielki domu na Büchnerstrasse 11 w Zurychu, u której mieszkał Włodzimierz Wiskowski (a gdzie równocześnie znajdowała się Komendantura „Strzelca“, jak i wszystkie wojskowe materiały szkoleniowe). Szwajcarska policja oraz prokuratura wojskowa wszczynają natychmiastowe śledztwo (pod zarzutem naruszania neutralnosci terytorium Szwajcarii), którego ofiarą staje się Stanisław Zieliński, jak i część personelu Muzeum Polskiego w Rapperswilu. W ręce policji trafia pełna dokumentacja finansowa „Strzelca“ oraz drukowane w Rapperswilu ulotki oficjalnie wydawane i rozsyłane przez Polskie Biuro Prasowe „Villa Zagroda“, mieszczące się na Zamku w Rapperswilu. Ulotki te zachęcały Polaków w wieku od 17 do 45 lat, nie objętych werbunkiem do armii austriackiej, do wstępowania w szeregi „służb sanitarnych“ na terenie Austrii, zaznaczając jednocześnie, że istnieją tam również Legiony Polskie!

Ponieważ neutralna Szwajcaria obawia się interwencji Państw Sprzymieżonych, a zwłaszcza Rosji, oskarżonym Stanisławowi Zielińskiemu i Włodzimierzowi Wiskowskiemu zostaje wytoczony proces w trybie doraźnym przed Trybunałem Wojskowym V Dywizji Armii Szwajcarskiej w Zurychu.

Ingerencja Gabriela Narutowicza (wówczas już obywatela Federacji i cenionego profesora Politechniki w Zurychu) oraz polityka i związkowca szwajcarskiego Hermanna Greulicha  (sympatyka „ZGODY“) i solidarne złożenie przez nich kaucji w wysokości 5 000 franków doprowadza do sądowego uniewinnienia Stanisława Zielińskiego. Rozprawa karna przeciw przebywającemu już w Austrii Włodzimierzowi Wiskowskiemu zostaje umożona wobec niemożności jego osobistego wstawiennictwa. Podkreślic przy tym należy, że dzięki dyskrecji i lojalności Stanisława Zielińskiego żadna z organizacji polonijnych nie zostaje zamieszana w śledztwo.

W latach 1917—18 Towarzystwo „ZGODA“ w ramach wspólnej działalności politycznej wydaje w Lozannie wraz z Muzeum Polskim w Rapperswilu przy współpracy księcia Konstantego Lubomirskiego i hrabiego Władysława Broel  Platera (i wielu innych)   „Manifest Polityczny“, w którego czterech punktach domaga się, jak następuje:

1. Utworzenia z niezaprzeczalnie rdzennych polskich ziem zjednoczonego i całkowicie niepodległego Państwa Polskiego, posiadającego własne wybrzeże z Gdańskiem,
2. Dostrzegania dobra sprawy narodowej w niezachwianym współdziałaniu Polski z narodami, które walczą o urzeczywistnienie prawa i sprawiedliwości,
3. Stania na stanowisku prawa narodów do swobodnego stanowienia o sobie,
4. W szczególności zaś uznania powyższego prawa dla bratnich narodów ziem Litwy i Rusi

(Polski Związek Polityczny, Lozanna 15 października 1918 r.)

zaloguj się by móc komentować

smieciu @umami 23 listopada 2019 02:40
23 listopada 2019 13:07

Czy to coś zmienia? Raczej zmierza do tego samego punktu: Narutowicz posiadał nie tylko te wszystkie atuty, które miał Piłsudski ale też szereg kolejnych, o których właśnie napisałem. Oczywiście że kariera Naruowicza nie była oparta tylko na jego osobistej charyźmie. Bez wątpienia jednak jego „europejskość” jak to nazwał Marszałek pozycjonowała go wyżej niż Piłsudskiego.

Warto być może wrócić do przytoczonej tutaj opowieści Wędziagolskiego jak poznał Narutowicza i Piłsudskiego. Ciekawe jest że najpierw ucina sobie pogawędkę z Narutowiczem i gdy tylko obaj stają się niemal kumplami to wtrąca się Piłsudski i zaczyna od ... tego samego. Jakby ktoś mu doniósł że kolejny człowiek właśnie został zdobyty przez Narutowicza. Teraz Piłsudski próbuje tego samego, siebie wykreować w podobnym stylu. Pokazać że on jest niegorszy a być może lepszy. Ten człowiek był naprawdę żałosnym pozorantem, najgorszego typu zawistnikiem, oszustem i nędznym gadem.

zaloguj się by móc komentować

smieciu @smieciu 23 listopada 2019 13:07
23 listopada 2019 13:18

Aha, teraz dotyczytałem że ten pierwszy fragment jest późniejszy. Ale to nawet lepiej się układa. Podczas pierwszego spotkania Piłsudski nie gada o wileńskich stosunkach bo i po co. Dopiero właśnie usłyszawszy że robi to Narutowicz, zdobywając jego człowieka, bierze się za to samo.

zaloguj się by móc komentować

smieciu @umami 22 listopada 2019 00:38
23 listopada 2019 13:30

Teraz jeszcze przyszło mi do głowy że może te papiery o których wspomniane jest pod koniec, uratowały głowy Hallerów. Piłsudski prewencyjnie oskarżył ich o fałszersrwa jakby miały one wyjść na jaw. Z drugiej strony jednak później wolał to zostawić na boku. Zresztą... Piłsudski ewidentnie nie mógł robić wszystkiego co chciał. Mógł sobie pozorować rządzenie Polską jak wielu kacyków na świecie, wyżywając się na prywatnych wrogach, którzy nie należeli do Układu. Jednak naturalne jest że, jak na każdego kacyka, musiały istnieć na niego kwity i sposoby szachowania tak by mu za bardzo woda sodowa nie uderzyła do głowy. Co u niego akurat chyba było dość naturalne ale jak napisał coryllus, do nadmiernie odważnych nie należał...

zaloguj się by móc komentować

umami @smieciu 23 listopada 2019 13:07
23 listopada 2019 16:16

Jak komuś grozi wyrok śmierci za działalność terrorystyczną (produkcja bomb na zamach na cara), to nie jest już taki czysty. Podkreślmy to: pochodzący z zaboru rosyjskiego Gabriel Narutowicz może pozostać w Szwajcarii na prawach azylu politycznego, ponieważ deportacja do Rosji narażałaby go na karę śmierci.
Można sobie zadać takie pytanie — co się dzieje z takimi ludźmi, których spory okres życia wypełniony był strzelaniem, zabijaniem, produkcją bomb, wycinaniem się wzajemnie? Przykrywa to narracja o tym, że oni to właśnie walczyli o niepodległość. No a po odzyskaniu niepodległości? Przebrali się w garnitury, ustatkowali się? Wracają do normalnego życia? Sporo o takich ludziach, zawodowych rewolucjonistach, pisze Rawicz. Opisuje walki różnych frakcji między sobą. On wręcz pisze o wewnętrznej mafii. To są wszystko bezwzględni ludzie. Zwykła gangsterka upudrowana przez propagandę. 
No ale jak się czasami pogryzą, to puszczają farbę i wypisują kompromitujące ich wzjamenie rzeczy.

 

zaloguj się by móc komentować

umami @smieciu 23 listopada 2019 13:30
23 listopada 2019 17:11

No napewno jest to ważne, dlatego to wkleiłem. Bo ten konflikt ludzi Piłsudskiego z Sikorskim ciągnie się aż do śmierci Sikorskiego. Haller opisuje też relację Sikorskiego, już po zamachu na Narutowicza, z zachowania Marszałka. To jest o tyle ciekawe, że Rawicz opisuje nam inną relację, z której wynika, że Marszałek z domu nie wychodził (bo poleciała do niego delegacja z pytaniem co robić). Ale uwaga! Ta delegacja z Marszałkiem nie rozmawiała, bo go nie widziała. Więc nie można wykluczać, że w tym fragmencie, ta relacja po coś kryje Marszałka. Nie wiem zresztą po co, bo w Kurjerze Porannym (patrz wyżej) piszą, że Marszałek piorunem spotkał się z Ratajem (więc w domu nie mógł siedzieć i dlatego nikt go tam nie widział), marszałkiem Sejmu, co uwiarygadnia relację Sikorskiego, przynajmniej co do tego, że Marszałek z domu wyszedł. 

Ja celowo nie chcę tego tu wszystkiego opisywać, bo uważam, że te Pamiętniki Hallera, powinien przeczytać każdy. To jest właściwy bohater, a nie ci wszyscy, pięknie malowani ojcowie narodu, jak Daszyński czy Piłsudski. Lansuje się gangsterów a człowiek z zasadami, żołnierz, z mocnym etycznym kręgosłupem, katolik, jest zepchnięty na bok. Zdaje się, że to wydanie LTW to pierwsze krajowe, bo wcześniej wydano te Pamiętniki w Londynie, ale nie chcę wprowadzać w błąd. Niestety, z lektury wynika, że są tam porobione skróty, np. z podróży po Stanach, co mnie wkurzyło.
Tę książkę Rawicza też polecam — to jest po prostu historia gangu. Zaczyna się rozdziałem Narodziny bojowca (czyli późniejszego Doktora Łokietka — zainteresował się tym, jak się robi proch, zaczął studiować chemię w Zurychu i Genewie, i skończył jako doktor chemii z Genewy. No drugi Mościcki). Jak to bojówka kształci ludzi na doktorów. Mieszanka wybuchowa. Swoją drogą, bo tego w necie nie widać, okładka pokryta jest miejscowo lakierem UV i dopiero pod światło widać, że świeci nam bomba z iskrzącym lontem. Idealna do kompletu z Baśniami socjalistycznymi Gospodarza. 

zaloguj się by móc komentować

smieciu @umami 23 listopada 2019 16:16
23 listopada 2019 17:40

Tak jeszcze ciekawią te kursy wojskowe Narutowicza na co zwróca uwagę Piłsduski, który był tylko konspiratorem, terrorystą... Narutowicz rzeczywiście wygląda na człowieka, który był świetnie przygotowany do zostania Naczelnikiem Polski. Trochę można powiedzieć w stylu Lenina :P Też ta Szwajcaria i potem gładka kariera w nowej Polsce. Piłsudski miał poważne podstawy by obawiać się Narutowicza, który zostawszy prezydentem mógłby chyba łatwo uczynić Belweder rzeczywistym centrum władzy i zepchnąć Marszałka na boczny tor. Co zresztą i tak się w sumie stało wktórce potem. Ciekawe co tak naprawdę dało mu znowu szansę. Nie znam wcale szczegółów tego okresu. Wbrew temu co się kojarzy, Chjena czy endecja powoli zdobywały teren? Jakie decyzje zostały podjęte przez Sejm w latach 1923-25?

Ciekawi ten szwajcarski wątek. Skąd kasa na ZGODĘ, te możliwości obniżenia kaucji za pracownika, generalnie sprawna organizacja. Ale chyba do tego z kim tam sobie gaworzył w Szwajcarii Narutowicz nie dojdziemy.

Piłsudski sam bywał w Szwajcarii wiedział więc że to nie przelewki. Przeciwstawił się w stylu, który znał najlepiej: agenturalno - terrorystycznym. Tajne gierki to był jego żywioł. Jedyne pytanie brzmi czy to była całkowicie prywatna inicjatywa czy też było jeszcze jakieś inne centrym decyzyjne, które nie chciało Narutowicza. Trudno w to jednak uwierzyć. To oznaczałoby że Narutowicz był kimś dużo więcej niż się dzisiaj wydaje.

Ciekawe czy Niewiadomski naprawdę groził że zabije Piłsudskiego. To może być legenda, mająca zaciemnić rolę Piłsudskiego lub informacja że Niewiadomski jako znakomity kandydat do wykonania brudnej roboty był dobrze znany. Ktoś wiedział że Niewiadomski zrobi to co mówi i wystarczyło tylko trochę odpowiedniego popracowania nad nim. Plan działania ułożył się niemal sam.

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski
23 listopada 2019 19:20

O jednej rzeczy trzeba jeszcze napisać. W Pamiętnikach Hallera, po zaprzysiężeniu prezydenta Narutowicza, 11 grudnia, mamy opisaną taką sekwencję zdarzeń:
— w hali wyjściowej Sejmu napada generała Hallera Andrzej Moraczewski i wykrzykuje: Napadliście na nas na placu Aleksandra. Będziecie ponosić skutki.;
— po powrocie do domu, do generała Hallera przyszła ta niby córka, po tym jak ją aresztowali na pl. Trzech Krzyży;— tego samego dnia, po południu, kiedy generał wybierał się do Amerykańskiego Czerwonego Krzyża naszła go hałaśliwa deputacja. Z delegacją przybył płk Sołłohub-Dowoyno, z którego ust padają takie słowa: — Widzi pan generał, jak warszawiacy w 1862 roku szli pod Pałac Błękitny — tak dzisiaj przychodzą do pana generała. Trzeba, żeby pan generał do nich wyszedł;
następnie „przemówił jakiś rozagitowany przeciwko wyborowi prezydenta głosami Żydów — jak się wyraził — agitator i zażądał” od generała, żeby powiedział zebranym co mają robić i generał wygłasza do zebranych krótką mowę, w której popiera wybór prezydenta, i odsyła ich do kardynała Rakowskiego, jeśli ci mają jakieś wątpliwości;— jeszcze tego samego dnia, wieczorem, prasa czerwona oskarżyła go o mowę antysemicką — jak się wyraża generał: „nie potrafiła znaleźć dowodów. Później wyszły na jaw nazwiska kilku oficerów, którzy w przebraniu cywilnym brali udział w manifestacji, a potem fałszywymi oskarżeniami usiłowali mnie obarczyć, że w swoim przemówieniu atakowałem Żydów.”

I teraz tak — dlaczego warto czytać Baśnie socjalistyczne?

W II tomie, w rozdziale Dwa banki, mamy opis prasowego konfliktu żydowsko-polskiego o jakieś tancerki, który kończy się tym, że Leopold Kronenberg zdobywa koncesję na swoją gazetę, kupuje w 1859 roku Gazetę Codzienną i zmienia jej nazwę na Gazetę Polską i może już, przy jej pomocy, bronić interesów żydowskich. 
Dalej dowiadujemy się jakie to stronnictwa patriotyczne funkcjonowały w Warszawie:
— białych, związanych z Andrzejem Zamoyskim,
— czerwonych, opartych o emigrację i agentów francuskich i...
— stronnictwo Millenerów Edwarda Jürgensa, w którego żyłach płynęła „przymieszka krwi semickiej”.
Dalej Gospodarz opisuje nam jak się bada grunt i testuje władzę, na ile można sobie pozwolić, i jak daleko się posunąć, kiedy myśli się o zorganizowaniu powstania. Jak? Najpierw robi się małe prowokacyjki ale i bardziej sprytne konstrukcje. Wspomniany Jürgens organizuje „deputacje studentów Polaków ze wszystkich uniwersytetów cesarstwa”, którzy piszą adres do cara, z wyrażonymi w nim żądaniami, pod którym trzeba zebrać podpisy najbardziej wpływowych obywateli miasta. Pamiętamy takie listy z PRL — List 34, List 59. Wszystko to pod kierownictwem Jürgensa. Na liście znalazły się nazwiska hrabiów (w tym Andrzeja Zamoyskiego), jednego jenerała, Leopolda Kronenberga i jeszcze kilkunastu innych. Później delegaci odwiedzają ich wszystkich, żeby zdobyć podpisy pod adresem, co fantastycznie opisuje nasz Gospodarz. Na koniec dowiadujemy się, że Jürgens to po prostu człowiek Kronenberga i że był to tylko „kolejny krok w eskalacji zdarzeń”. „Kolejnym były już manifestacje uliczne.” A także  prowokacje uliczne, np. pod Towarzystwem Rolniczym, którego prezesem był Andrzej Zamoyski, zakończone „salwą do tłumu”. Po tym krwawym zdarzeniu wszyscy wpływowi ludzie miasta, z biskupami i literatami, zbierają się w resursie kupieckiej. Bratają się a Kronenberg podaje trunki, cygara i papierosy. Jest i rabin Beer Majzels. Jak to się wszystko skończyło, to już trzeba doczytać w książce.

No ale to nie koniec. Zaglądamy do następnego rozdziału Parostatkiem w piękny rejs, który opisuje katastrofę finansową spółki Andrzeja Zamoyskiego. Nie będę tej historii streszczał ale, tak jak autor, muszę przywołać wiersz Fortepian Chopina, w którym nasz wielki poeta Cyprian Kamil Norwid opisuje scenę, „kiedy to żołnierze rosyjscy wyrzucają na uliczny bruk fortepian wielkiego artysty. Ideał sięgnął bruku — pisze Norwid, ale dla nas jednak istotniejsze jest skąd ów fortepian zostaje wyrzucony. Z pałacu Zamoyskich mianowicie, który został doszczętnie rozgrabiony, zdewastowany i zniszczony, a stało się tak, ponieważ powstańcy styczniowi dokonali przed tym właśnie pałacem nieudanego zamachu na generała Fiodora Berga, namiestnika carskiego w Warszawie.” Kto go zorganizował, to już trzeba doczytać sobie w książce.

No ale jaki to może mieć związek z generałem Błękitnej Armii Hallerem?

Pałac Błękitny to jest właśnie ten sam pałac Zamoyskich, w którym koncertował Chopin. Nasz Gospodarz opisał nam stałe warianty gry, jak to mówi Grzegorz Braun a najwyraźniej nieświadomy, w czym uczestniczy, generał Haller przytoczył nam te słowa: „Dziwne mi się wydawało, że z tą delegacją przybył płk Sołłohub-Dowoyno, który swoją z ruska brzmiącą polszczyzną usiłował mnie przekonać, mówiąc:

— Widzi pan generał, jak warszawiacy w 1862 roku szli pod Pałac Błękitny — tak dzisiaj przychodzą do pana generała. Trzeba, żeby pan generał do nich wyszedł.”

Powstanie styczniowe — „ulubiona narodowa tragedia Józefa Piłsudskiego”.

zaloguj się by móc komentować

Paris @umami 23 listopada 2019 16:16
23 listopada 2019 20:35

Cudne to,  Panie Umami...

... naprawde genialne  !!!

 

zaloguj się by móc komentować

umami @Paris 23 listopada 2019 20:35
23 listopada 2019 21:00

Ja o tej fuksynie pamiętam i jeszcze coś dopiszę.

zaloguj się by móc komentować

umami @smieciu 23 listopada 2019 17:40
23 listopada 2019 21:04

Niestety ja mam luki w historii. Tu coś poczytam, trochę tam. Tej II RP nigdy jakoś specjalnie nie śledziłem. Kiedyś pomagałem w robieniu materiałów do scenografii filmu, którego akcja, ocierała się o międzywojnie, i od tego momentu zacząłem gmerać w archiwach cyfrowych. I tak już chyba zejdzie mi całe życie :) W tych wolnych chwilach.

zaloguj się by móc komentować

Paris @umami 23 listopada 2019 21:00
23 listopada 2019 23:25

OK, poczekam...

... to ja tez sie zrewanzuje ciekawostka.  Otoz przedwczoraj ogladalam reportaz o produkcji "czarnych oliwek".  Okazalo sie, ze czarne oliwki  nie istnieja.  Za czarne oliwki "robia"  zielone i niedojrzale oliwki, ktore w procesie produkcyjnym sa traktowane wlasnie czarnym barwnikiem, w ten sposob, ze moczy sie te zielone oliwki kilkanascie dni do momentu az zrobia sie czarne.  Ten barwnik jest szkodliwy dla zdrowia i na etykiecie oznaczony jest jako E-costam...

... natomiast z czarnych  oliwek, czyli - po prostu - dojrzalych, wyrabia sie tylko oliwe. 

Tak wiec wszedzie same KANTY... to cos niebywalego.

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski
24 listopada 2019 12:14

O samej fuksynie i i nnych barwnikach można poczytać tutaj.
http://delibra.bg.polsl.pl/Content/26230/BCPS_29812_1962_Dzieje-chemii-i-prze.pdf

(...) fuksyna odkryta po raz pierwszy przez polskiego profesora Natansona w 1856 r. [odkrycie niewyzyskane praktycznie], badana przez A. W. Hofmanna, została opatentowana przez Verguina we Francji w kwietniu 1859 r., a prawa stąd wynikające przekazane firmie Renard Frères. Firma ta sprzedawała początkowo 1 kg barwnika po zawrotnej cenie 500 fr. Pod koniec października 1859 r. J. i A. Gerber-Kellerowie z Mulhousy uzyskali patent na ten sam barwnik inaczej nazwany i wytwarzany inną, tańszą metodą. Firma konkurencyjna Monnetet Dury podjęła wyrób tego barwnika, obniżając cenę sprzedażną. Wywołało to długotrwały i kosztowny proces z firmą Renard Frères, który zakończył się ostatecznie w 1863 r. wyrokiem niekorzystnym dla firmy Monnet et Dury. Sprawy tego rodzaju zablokowały silnie i skutecznie rozwój przemysłu barwników syntetycznych we Francji. Potencjalne zaczątki tego przemysłu poczęły emigrować z kraju, najczęściej na prawy brzeg Renu. Co gorzej francuski przemysł włókienniczy przesyłał tkaniny do barwienia w farbiarniach zagranicznych. W 1863 r. 1 kg fuksyny kosztował we Francji 300 fr., a w nadgranicznej Bazylei 130 fr. Gdy zaś niemiecki przemysł barwników wzmocnił się finansowo, zaczął zakładać własne fabryki we Francji. Patentowały one niezwłocznie wszystkie swoje osiągnięcia i nowości wypracowane w Niemczech i następnie — zabezpieczone przeciwko wszelkiej francuskiej czy zagranicznej konkurencji — sprzedawały swoje barwniki we Francji, najczęściej nawet bez opłacenia pełnego cła, po cenach monopolowych. Podobne powikłania procesowe na tle patentu dotyczącego tej samej fuksyny wyłoniły się w Anglii, a czołowa firma barwnikowa Read Holliday, produkująca ten barwnik obarczona została poważnymi kosztami i opłatami. W Niemczech, a także i we Francji, obcy patent upadał samorzutnie, jeśli w ciągu określonego czasu (2 — 3 lat) nie był on praktycznie realizowany w danym państwie. Jednak brytyjski akt o patentach, wzorach i markach handlowych z 1883 r. nie brał pod uwagę takiego wymogu. Toteż gdy we Francji sadowiły się filie koncernów niemieckich, w Wielkiej Brytanii stosowano inną politykę. W latach od 1891—1896 zagraniczne firmy, korzystając z istniejącej sytuacji prawnej, pobrały w brytyjskim urzędzie ok. 600 patentów na najcenniejsze, najbardziej atrakcyjne barwniki syntetyczne, ale ani jeden z nich nie był wytwarzany w Anglii, zaś Niemcy i Szwajcarzy odmawiali licencji na ich produkcję. „Produktem ubocznym” tak nieskutecznych ustaw patentowych była tendencja zachowania szczególnie cennych odkryć w tajemnicy, bez zgłaszania ich do ochrony patentowej, co z reguły całkowicie zawodziło. Firma Bayer sądziła np., że uda się jej utrzymać w tajemnicy metodę produkcji cennego zielonego barwnika siarkowego; w parę miesięcy później ten sam barwnik firmy Sandoz w Bazylei zjawił się w handlu. Ku zdumieniu zarządu BASF przemysłowiec angielski I. Lewinstein omówił w publicznym wykładzie te szczegóły produkcji indyga, które wówczas uważane były za najściślejszą tajem nicę fabryczną. Takich przykładów można by cytować bardzo wiele.

zaloguj się by móc komentować

umami @Paris 23 listopada 2019 23:25
24 listopada 2019 12:29

A niech to, dziękuję za info, nie będę kupował. 
Fuksyna ponoć też jest trująca i rakotwórcza.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @gabriel-maciejewski
24 listopada 2019 12:35

Witam. Choć jak twierdzą sami wolnomularze, Gabriel Narutowicz wolnomularzem nie był, to jednak na ich stronie można odnaleźć parę informacji o jego okresie szwajcarskim. Tak dla porządku można życie Gabriela Narutowicza podzielić na trzy odrębne okresy. Pierwszy okres, rosyjski, do wyjazdu do Szwajcarii, drugi okres szwajcarski, no i trzeci polski do prezydentury. No i, jak na razie, mam jedną grubą niewiadomą. Za co władze carskie wydały nakaz aresztowania i list gończy za Gabrielem Narutowiczem? Czy to się stało jeszcze za okresu rosyjskiego czy już w okresie szwajcarskim? No ale pewnie do tego da się jakoś dojść. Skupię się jednak teraz na okresie szwajcarskim, cytuję:

"Na skutek złego stanu zdrowia (gruźlica płuc) studia wyższe rozpoczął dopiero po rocznej przerwie, kiedy to zapisał się na wydział fizyko-matematyczny uniwersytetu w Petersburgu. Na początku 1886 r. rozwijająca się  choroba zmusiła Narutowicza do przerwania nauki i wyjazdu do Dovos (Szwajcaria). Na jesieni t.r. – wobec poprawy stanu zdrowia – wstąpił na wydział inżynierii budowlanej politechniki w Zurychu (Eidgenoessische Technische Hochschule) (ciekawe czemu nie wrócił do Petersburga - moja uwaga), który ukończył w marcu 1891. W okresie studiów związany był luźno (???) z emigracyjną grupą “Proletariatu” (ściślej IIProletariatu”). Gdy jeden z przyjaciół Narutowicza „proletariatczyk” Aleksander Dębski miał w lesie pod Zurychem wypadek z wypróbowywana wraz z rewolucjonistami rosyjskimi bombą (marzec 1889), poprosił Narutowicza o usunięcie ze swego mieszkania, w obawie przed rewizją, kompromitujących politycznie materiałów.

Spowodowałoto w następstwie kilkudniowe aresztowanie Narutowicza w Szwajcarii i zamknęło mu możliwość powrotu do kraju, gdzie władze carskie wydały nakaz jego aresztowania.

W tym stanie rzeczy, po uzyskaniu dyplomu, Narutowicz zdecydował się na pozostanie w Szwajcarii. Pracę zawodową rozpoczął na wiosnę 1891 w Saint Gallen w Biurze Budowy Kolei St. Gallen-Zug. W maju 1892 przeniósł się do miejskiego Biura Wodociągów i Kanalizacji w tym samym mieście na stanowisko inżyniera w dziale budowy. Pracował tam do maja 1895; wówczas objął stanowisko szefa jednej z sekcji regulacji Renu. Również w maju t.r. otrzymał obywatelstwo szwajcarskie (z poddaństwa rosyjskiego zwolnienie uzyskał dopiero w sierpniu 1905".

Źródło cytatu: https://wolnomularstwo.pl/baza_artykulow/wolnomularze/gabriel-narutowicz-non-omnis-moriar/-

I co my tu ciekawego mamy? Związki Narutowicza z II Proletariatem, niby luźne a zaaresztowany. Rosjanie wydają za nim list gończy za działalność w Szwajcarii, a neutralna Szwajcaria nie wydaje Narutowicza i zatrudnia go do regulacji rzeki Ren. To się, delikatnie rzecz ujmując, słabo tłumaczy, na zdrowy rozsądek oczywiście.

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski
24 listopada 2019 17:54

Fuksyna, jako barwnik, może być stosowana do produkcji atramentu a potem w biurach ministerstw ale może być też używana przy produkcji farb.
Rawicz w swojej książce na to uwagi nie zwraca ale przytacza jedną, wstrząsającą, relację — profesora Adama Szczypiorskiego, ojca donosiciela i PRL-owskiego literata, przez lata honorowanego jako wielki autorytet moralny (w ramach cyklu Errata do biografii o Andrzeju Szczypiorskim zrobił film Grzegorz Braun), wówczas sekretarza warszawskiego OKR-u, a więc drugą osobę po Rajmundzie Jaworowskim na terenie stołecznej organizacji PPS — to jest opis reakcji po zamachu na Narutowicza (podkreślenia moje):

(...) W OKR-ze dziwny obraz. Ruch! Komenderuje dwóch byłych peowiaków, znanych mi oficerów, i Łokietek. Jeden z tych oficerów to kapitan [Adam] Włoskowicz [oficer II oddziału Sztabu Generalnego], co do drugiego zaś mogę się mylić. Zostało mi w pamięci, że to był Adam Koc, ale wiele osób potem mówiło, że to był Marian Zyndram–Kościałkowski. Przede wszystkim jednak zdałem telefoniczną relację Daszyńskiemu z wizyty w mieszkaniu Piłsudskiego [Szczypiorski pojechał wcześniej powiadomić o tym, że był zamach na Narutowicza, nie został wpuszczony do mieszkania, z Marszałkiem nie rozmawiał i we wcześniejszym fragmencie swojej relacji, powiedział — „Piłsudskiego nie widziałem, ale niewątpliwie musiał być w domu”] tam wcześniej, a następnie wróciłem na salę, gdzie obok wymienionych było jeszcze wielu innych ludzi. Zapytałem, co się tu dzieje. Łokietek był nieco zmieszany, ale on i Włoskowicz zaczęli mi wyjaśniać, że na podstawie porozumienia Piłsudskiego z Daszyńskim rozpoczyna się „odwet”. To znaczy wysyła się „trójki”, które mają „zlikwidować” tych przywódców endecji, których opinia uważa za głównych moralnych winowajców morderstwa, dokonanego na prezydencie Narutowiczu, a więc: generała Józefa Hallera, publicystę Stanisława Strońskiego, wydawcę endeckiej „Dwugroszówki” Antoniego Sadzewicza i prezesa „Rozwoju” posła Dymowskiego. Te nazwiska utkwiły mi w pamięci. Łokietek dowodzący organizacyjnie całą akcją, wysłał już pierwszą trójkę — bez broni, ale z kubłami czerwonej farby, którą mają naznaczyć domy skazanych, by ułatwić robotę tym, którzy będą strzelać.
    Złapałem się za głowę. Przecież dwukrotnie rozmawiałem telefonicznie z Daszyńskim i ani słowa o tym. Byłem też w mieszkaniu Piłsudskiego... Poleciłem natychmiast przerwać tę akcję, którą uznałem za prowokację, i cofnąć trójkę z kubłami, która już wyszła na miasto. Oficerowie usiłowali mnie przekonywać, ale gdy zarzuciłem im kłamstwo, mówiąc, że rozmawiałem z Daszyńskim i byłem u Piłsudskiego, nie potrafili oczywiście nic odpowiedzieć i wyszli. Łokietek pozostał. Chwyciłem za telefon i opowiedziałem oględnie Daszyńskiemu, o co chodzi. „Łokietek oszalał! Dajcie go natychmiast do aparatu!” Oddałem Łokietkowi słuchawkę. Daszyński krzyczał tak głośno, że i ja, stojąc obok, słyszałem: „To prowokacja! Jak daliście się na to nabrać? Jak śmiecie słuchać jakichś oficerków? Natychmiast cofnąć to wszystko!” Mówił jeszcze coś, czego nie dosłyszałem.
    Gdy Łokietek odłożył słuchawkę, powiedziałem do niego: „No widzisz, w co wlazłeś...” Tłumaczył, że jeśli dwóch oficerów, których znał od dawna jako ludzi bliskich Piłsudskiemu, przyszło z taką sprawą, był przekonany, że jest to sprawa uzgodniona.
    Po tych wydarzeniach Łokietek zaczął organizować wzmocnienie ochrony osobistej przywódców: Daszyńskiego, Perla i innych.
    Już poprzednio informowano mnie, że z trasy konduktu telefonował Jaworowski, żądając abym przybył do niego na pogrzeb
[Kałuszewskiego], by się porozumieć. Teraz zadzwonił ponownie z tym żądaniem. Nie wspomniałem mu o sprawie z oficerami, nie chciałem przez telefon o tym mówić. Powiedziałem do Łokietka: „Nie wolno ci więcej robić kroku beze mnie!” — wsiadłem w dorożkę i pojechałem na trasę pogrzebu. Kondukt dogoniłem na Chłodnej. Rozmówiłem się z Jaworowskim. Na moje informacje o wydarzeniach w OKR-ze zareagował tak jak Daszyński. Kazał mi wziąć część obstawy z pogrzebu i wzmocnić tymi ludźmi ochronę dzielnic i mieszkań przywódców.

[Tu pozwolę sobie na wtrącenie — może to jednak wcale nie oznaczać końca akcji, może to być komunikat, że czekamy na rozkazy a na razie zajmijcie pozycje.]

    Znów wróciłem do OKR-u, mogła być godzina 3—3:30. To wszystko następowało bardzo szybko, jedno po drugim. Ledwo wróciłem, telefon. Tym razem Daszyński dzwonił do mnie i polecił mi zawiadomić Moraczewskiego, Barlickiego i oficerów–peowiaków (rozumiałem, że tu chodzi o Stamirowskiego, Włoskowicza, Hołówkę, Miedzińskiego [oficer sztabowy do specjalnych zleceń przy Piłsudskim, „odkomenderowany” do PSL „Piast”, skąd wszedł do Sejmu i przeszedł do „Wyzwolenia” a potem do BBWR]), by stawili się o siódmej wieczorem w mieszkaniu senatora Iwanowskiego na placu Wareckim. Tłumaczyłem Daszyńskiemu, że nie zdołam tego zrobić, stanęło na tym, że tylko niektórych zawiadomię.
    W chwilę potem następny telefon. Dzwoni do mnie z mieszkania Miedzińskiego Tadeusz Hołówko. „ Czy zgodzisz się tu przyjść do nas, pilna sprawa?” Zgodziłem się. Znów poleciłem Łokietkowi zostać w OKR-ze i poszedłem. U Miedzińskiego byli poza gospodarzem Hołówko, Włoskowicz, Stamirowski, chyba Koc i jeszcze jacyś oficerowie. Jeden Włoskowicz w mundurze. Byłem zaskoczony zestawem ludzi.
    Zaczęła się wielka dyskusja, czy słusznie zrobiłem, zabraniając Łokietkowi czynności „odwetowych”. Napadli na mnie za to, że udaremniłem ich plany, które w wyniku zaskoczenia i możliwości wykorzystania podekscytowanego tłumu na ulicach miały wszelkie szanse powodzenia. Znów mówiłem im o tym, że Włoskowicz usiłował wprowadzić mnie w błąd, wysuwając twierdzenie o porozumieniu Piłsudskiego z Daszyńskim.Tę sprawę pomijali, natomiast argumentowali, że jeżeli się nie wykorzysta obecnej szansy do kontrakcji, straci się też Witosa i jego wielkie stronnictwo. Widząc brak kontrakcji z naszej strony, „piastowcy” przekonają się o naszej słabości i na dobre sprzymierzą się z prawicą. Ten ostatni argument trafił do mnie.

Tu przerywam relację profesora. Padł motyw polityczny. W przypisie mamy słowa Kajetana Morawskiego z książki Tamten brzeg (Paryż, 1966), który „pisząc o źródłach przewrotu majowego, powołuje się na zdanie piłsudczyka, dyplomaty Romana Knolla, iż komórka przygotowująca przewrót za główny cel uważała »niedopuszczenie do utrwalenia się Centroprawu jako systemu politycznego, wciągającego ruch ludowy w orbitę idei nacjonalistycznych«.

Rawicz pisze, że to co powiedział Szczypiorski, a co w tym dłuższym fragmencie przytoczyłem, wcześniej opowiedział żonie Jaworowskiego „Jadwidze” a ta zrelacjonowała to w swoich pamiętnikach, ale z drobnymi różnicami w szczegółach, choć obydwie relacje pokrywają się. Jaworowska uzupełnia własnym wspomnieniem opis sytuacji na cmentarzu podczas pogrzebu Kałuszewskiego (swoją drogą ten chorąży musiał być ważny, skoro wybrała się na jego pogrzeb, chyba, że to taka manifestacja programowa):

„Na pogrzeb wydelegowany poseł [Norbert] Barlicki wygłosił tak rewolucyjne przemówienie, że towarzysze i robotnicy masowcy zrozumieli to jako wezwanie do natychmiastowej rewolucji. Kiedy się do niego zwrócili, by dał broń i prowadził, oświadczył, że zadecyduje o tym CKW. Oburzyło to robotników bardziej uświadomionych, że tak nie liczył się z tym, co mówi, i że wzywał , jak rozumieli, do rewolucji natychmiastowej, nie będąc do tego przygotowanym i nie mając takich pełnomocnictw. Skutki tego mogły być bardzo poważne i krwawe , bez korzyści dla sprawy. CKW oczywiście nie uchwalił tej rewolucji i podobno Barlicki przeraził się i ochłódł.”

I tu Rawicz komentuje:

„Coś w tym wszystkim niejasnego. Niewiadomski zamordował Narutowicza tuż po dwunastej. Szczypiorski był u Piłsudskiego około pierwszej i zastał tam Barlickiego. Pogrzeb Kałuszewskiego ruszył o 1:30. Na cmentarzu przemawiał Barlicki.
Należy chyba wnioskować, że jego wystąpienie na cmentarzu po wyjściu od Piłsudskiego było jakoś uzgodnione z Komendantem. A w takim razie: Piłsudski był za »rewolucją«, a Jaworowski, Daszyński i CKW — przeciw? Nie jest to wszystko jednoznaczne.”

Następnie, dywaguje na ten temat i w przypisie dodaje nam jeszcze wypowiedź posła PPS Adama Pragiera z pamiętników Czas przeszły dokonany (Londyn, 1966):

„Na torze politycznym PPS musiała odeprzeć pokusę krwawego odwetu na prawicy, do czego chcieli ją skłonić piłsudczycy, zarówno z organizacji warszawskie PPS, jak dawni peowiacy. Miało to się wyrazić w formie zabójstwa głównych sprawców moralnych zbrodni Niewiadomskiego. Rzecz działa się poza ramami instancji partyjnych i klubu sejmowego PPS. Jaworowski powiadomił o tym zamierzeniu tylko kilku członków CKW. Daszyńskie sprzeciwił się jak najostrzej i wymusił na Jaworowskim poniechanie tego zamysłu. Gdyby go nie udaremnił , jego następstwem musiałby być oczywiście także zamach stanu, bo o współpracy parlamentarnej z prawicą nie mogłoby już być przecież mowy. W takim wypadku władza znalazłaby się w ręku Piłsudskiego, co także, z uwagi na sposób dojścia do władzy, wywołałoby niechybnie wojnę domową. Szczęśliwy los sprawił, że próbę wytrzymał Sejm, gdy nie ukorzył się przed ulicą, i próbę wytrzymała PPS, gdy nie dała się uwieść pokusie zemsty podsuniętej przez spisek. Pozostała nadal otwarta droga dla demokracji w Polsce.”

Później Rawicz odnosi się do do Włoskowicza i Stamirowskiego. Kim byli?

    „Powiedzmy krótko: byli to oficerowie z drugiego oddziału Sztabu Generalnego. I ich, występujących zarówno w nomenklaturze Daszyńskiego, jak i w relacjach [Pobóg–] Malinowskiego jako »peowiacy«, czym w swoim czasie byli w istocie, przewidziano wedle wszelkiego prawdopodobieństwa jako głównych wykonawców planu, podjętego w pierwszej gorączce, którego realizacja jednak nie doszła do skutku. Trudno jednak sądzić, by oni byli inicjatorami zamierzonej wielkiej prowokacji; tych trzeba szukać wyżej.
    A Miedziński? W relacji Szczypiorskiego Bogusław Miedziński jest tym człowiekiem, w którego mieszkaniu i w którego obecności odbyło się pierwsze zebranie popołudniowe z udziałem wyłącznie zwolenników »odwetu«. A zatem — konwentykiel, jądro spisku! Miedziński był w hierarchii legionowo–peowiacko–dwójkarsko–piłsudczykowskiej kimś niewątpliwie znacznie wyższym aniżeli Włoskowicz czy Stamirowski. Znacznie wyższym od tych dwóch oficerów w tejże hierarchii był również Zyndram–Kościałkowski, ten, który przyszedł do OKR-u i konferował z Łokietkiem, a później ze Szczypiorskim. Wreszcie jeszcze wyższy szczebel reprezentował Tadeusz Hołówko, uczestnik spotkania w mieszkaniu Miedzińskiego. I wydaje się, ze właśnie ci trzej: Miedziński, Zyndram–Kościałkowski i Hołówko byli inicjatorami niedoszłego »odwetu«.
    Jeżeli nie jeszcze wyżej. Najwyżej!
    Zapytałem wprost profesora Szczypiorskiego:
    — Jakie pan wówczas odniósł wrażenie, czy Piłsudski był poinformowany o planie odwetu?
    Profesor Szczypiorski zaprzeczył, jak najenergiczniej, uważając że taka akcja »nie była w stylu Piłsudskiego«. To jednak tylko ocena.”

    Rawicz jakoś Szczypiorskiemu nie dowierza i podaje różne argumenty i kontrargumenty profesora. Konkluduje:

    „Tak więc skłaniam się raczej do przypuszczenia, że i Jaworowski wciągnięty był w spisek, którego górą w tej konstelacji byliby Jaworowski i Miedziński, w drugiej kolejności Zyndram–Kościałkowski i Hołówko, następnie zaś: Stamirowski, Włoskowicz i... Łokietek.
    W miarę rozwoju naszych rozmów z panem Szczypiorskim, także z innym działaczem ówczesnego PPS-u, który również, jak pan Szczypiorski, wraz z Jaworowskim uczestniczył w rozłamie w 1928 roku i wreszcie w rozmowach nie z politykami, ale działaczami innych frontów, nazwijmy je — policyjno–dwójkarskimi i bandyckimi, coraz wyraźniej rysowała się postać doktora Józefa Łokietka jako współpracownika II oddziału Sztabu Generalnego. Nie znaczy to, by Łokietek miał być szpiclem, donosicielem, nie tak sprawa wyglądała. Był on człowiekiem, który mógł wykonać inne, bardziej ważkie zadania. I wykonywał je, jak sie przekonaliśmy, również w późniejszych latach nie raz. W tym wypadku Kościałkowski i Włoskowicz mogli przyjść do Łokietka, bo ja wiem, z poleceniem lub też inicjatywą »odwetu«, wiedząc że natrafią na właściwego człowieka do wykonania tych zadań, co więcej, nawet chyba na jedynego człowieka, który może te zadania wykonać. Łokietek odznaczał się dużą odwagą, ba, ryzykanctwem i brakiem skrupułów. Łokietek był człowiekiem zaufanym, przebiegłym, nadto małomównym i dyskretnym (w odróżnieniu od drugiego naszego bohatera opowieści — Łukasza Siemiątkowskiego), czego dowody dał niejednokrotnie, wykonując rożne poufne polecenia w okresie szwajcarskim i później. Łokietka znali również »wielcy« właśnie z okresu szwajcarskiego. I Łokietek wreszcie posiadał aparat ludzi zdolnych do wykonania każdego zadania i będących w każdej chwili do dyspozycji. Czy można byłoby ich wziąć skądinąd? Policja — niepewna, mnóstwo w niej było endeków i ludzi z nimi sympatyzujących. Wojsko — zapewne znalazłoby się grono oficerów, którzy gotowi byliby wykonać i to zadanie. Ale zanim by się ich zebrało, moment zaskoczenia dawno by minął. I to wszystko, żadnych innych możliwości nie było.”

I jeszcze, na koniec, scenka z Zachęty, pochodząca z fragmentu wspomnień prokuratora Kazimierza Rudnickiego (Warszawa 1956):

„W przedsionku kilkadziesiąt osób stało jak gdyby ustawionych w zakreślone koło, a w środku koła jakiś mężczyzna — jak się później dowiedziałem — poseł Marian Kościałkowski — godząc wyciągniętą ręką w stojącego na ósmym czy dziewiątym stopniu schodów generała Józefa Hallera, ubranego w generalski mundur, wołał przenikliwym głosem o histerycznym napięciu: »...to pańskie dzieło, panie generale, wyście go zabili... jego krew obciąża wasze sumienia«.”
 

zaloguj się by móc komentować

umami @tomciob 24 listopada 2019 12:35
24 listopada 2019 18:17

No to się pokrywa z tą historią ZGODY i jest tam trochę wytłumaczone — patrz wyżej.
W skrócie:
Panowie produkowali bomby. Chcieli ukatrupić cara. Coś poszło nie tak, materiały wybuchły. Ginie Rosjanin, choć nazwisko wskazuje na pochodzenie żydowskie, Izaak Dembo (Bimsztajn). Poważnie ranny Dębski kontaktuje się telefonicznie z Gabrielem Narutowiczem. Policja szwajcarska oraz Ochrana wszczynają śledztwo. Narutowicz, wtedy student politechniki zuryskiej, dociera do mieszkania Dębskiego jeszcze przed policją, niszczy materiały dowodowe i ratuje przed aresztowaniem i ewentualną deportacją wielu zamieszanych Polaków [ilu tu może być zainteresowanych jego likwidacją, jako świadka?]. Narutowicz jako obywatel carskiej Rosji był więc poszukiwany. Groziła mu kara śmierci w Rosji i musiał się starać o azyl polityczny w neutralnej Szwajcarii, a ta, jak wiemy, bez rewolucjonistów ani rusz. Banki ich lubią. Ignacy Daszyński zostaje policyjnie deportowany ze Szwajcarii do Galicji.

Może Narutowicz poszedł na jakiś układ za ten azyl, albo zobowiązał się odpracować :)
Na pewno trzeba byłoby jeszcze poszukać adwokatów, bo obok banku i bojówkarza to trzeci, niezbędny element.
 

zaloguj się by móc komentować

umami @tomciob 24 listopada 2019 12:35
24 listopada 2019 19:48

Tu z wiki https://pl.wikipedia.org/wiki/Izaak_Dembo:

Izaak Wulfowicz Dembo, ros. Исаак Вульфович Дембо (ur. 1863 w Poniewieżu, zm. 1889 w Zurychu) — rosyjski rewolucjonista i zamachowiec.

Początkowo pracował jako farmaceuta[1]. Należał do Narodnej Woli i uczestniczył w nieudanym zamachu na Aleksandra III. Razem z Antonim Gnatowskim uniknął kary za to przestępstwo[2] i założył z nim w 1884 r. małą grupę rewolucyjną w Wilnie[3]. Został śmiertelnie ranny w czasie prób ze środkami wybuchowymi z panklastytem na górze Peterstobel w Zurychu, przygotowując zamach na cesarza niemieckiego Wilhelma II. Zmarł w szpitalu.[4].

Czyli oprócz zamachu na cara, jeszcze zamach na cesarza niemieckiego i to razem z Dębskim.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Antoni_Gnatowski

Antoni Dominikowicz Gnatowski, ros. Антон Доминикович Гнатовский (ur. 1863, zm. po 1905) — rosyjski rewolucjonista.

Pochodził z wileńskiej szlachty[1]. Za działalność rewolucyjną został aresztowany w 1882. Po wypuszczeniu żył pod nadzorem carskiej policji. Jeden z organizatorów zamachu na cara Aleksandra III, w obawie przed kolejnym uwięzieniem uciekł z Rosji.

W latach 1888—90 przebywał w Szwajcarii pod nazwiskiem Polikier, gdzie razem z Izaakiem Dembo i Aleksandrem Dębskim przygotowywał w Zurychu zamach na cesarza niemieckiego — Wilhelma II. Intryga zakończyła się niepowodzeniem, gdy wybuch źle podłożonej bomby z panklastytem na górze Peterstobel spowodował śmierć Demby i ciężkie okaleczenie Dębskiego[2].

Po wysiedleniu ze Szwajcarii dołączył do koła socjaldemokratów rosyjskich i redagował pismo Ruskij Raboczij. Od 1905 próbował zjednoczyć emigracyjne grupy rosyjskich rewolucjonistów.

 

zaloguj się by móc komentować

BTWSelena @tomciob 23 listopada 2019 04:42
24 listopada 2019 21:22

"Bardzo mało wiemy o G.Narutowiczu,o jego młodości w Lipawie"jest takie wydanie "Polacy w Lipawie"M.Głuszko.Może tam pan znajdzie coś z lat młodości ,bo o Stanisławie  i Gabrielu jest mowa.

https://polonika.pl/upload/2019/04/lipawa-www.pdf

zaloguj się by móc komentować

smieciu @umami 24 listopada 2019 17:54
24 listopada 2019 21:29

Nie wiem czego potrzeba jeszcze więcej by wskazać winnego... Przecież ci oficerowie, wiadomo kogo repezentujący nie mogli działać z własnej inicjatywy. Zresztą wykonali polecenia Szczypioreskiego a sami tylko sugerowali że plan jest wyższy, dogadał się Daszyński (czyli PPS) z Piłsudskim.  Tylko że Daszyński jak widzimy z nikim się nie dogadywał więc zostaje tylko ....

Wszystko się zgadza.

 

zaloguj się by móc komentować

smieciu @umami 24 listopada 2019 18:17
24 listopada 2019 21:35

No i jak widać wszystko kręci się wokół tej Szwajcarii, wszyscy główni bohaterowie. A zatem była to prywata.

Troszkę też można porównać znów do Rusków. Narutowicz jest jak Lenin, który woli posługiwać się dyplomacją. Jest nawet w stanie przychamować rewolucję jeśli taka jest potrzeba. Piłsudski to nasz Trocki. Karabiny w dłoń i do przodu. Tam wygrał Lenin (choć ... też przecież był zamach na niego ale nie udany) u nas zwolennik rozwalania łbów, Piłsudski. Chociaż go przytemperowali z czasem.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @umami 24 listopada 2019 18:17
24 listopada 2019 22:03

No i tu się właśnie to nie klei. Jak Izaak Dembo przygotowywał zamach na Wilhelma to śledztwo może prowadzić szwajcarski wymiar sprawiedliwości ale jak na cara to czy aby na pewno. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że Narutowicz właśnie dlatego pojechał "na leczenie" do Szwajcarii, że mógł mieć w Rosji kłopoty (był bardzo młody). Do tego bardzo ochoczo pojechał na prośbę Dembo aby usunąć z jego domu kompromitujące materiały czyli jego "luźne" związki nie wydają się takie luźne jak nam się to przedstawia. Tak więc pytanie za co i dlaczego był poszukiwany przez carską policję pozostaje aktualne, bo chyba nie za pomoc przy zacieraniu śladów w przygotowywanym zamachu na Wilhelma?

A co do spisku i odwetu to też mi się nie klei. Z zamachami to z reguły jest tak że powstaje plan, potem jest przygotowanie, a na końcu realizacja. Czyli co połowa planu (zamach) została wykonana, a reszta to miała być improwizacja? No bądźmy realistami i trzymajmy się chociaż zdrowego rozsądku. Nie kupuję Daszyńskiego jako Rejtana. Sorry ale za amatorsko to wygląda.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @BTWSelena 24 listopada 2019 21:22
24 listopada 2019 22:21

Dziękuję rzeczywiście ciekawe i całkiem nowe (2018) no i 80 zł. Tak więc nieprędko.

zaloguj się by móc komentować

BTWSelena @tomciob 24 listopada 2019 22:21
24 listopada 2019 23:08

Tak..przewertowałam,lecz w tym wydawnictwie nic specjalnego o G.Narutowiczu.Ogólne wzmianki raczej.Jest w necie artykulik o jego młodości,lecz z pewnościa znany...panu..

https://zw.lt/opinie/gabriel-narutowicz-litewski-polak-prezydent-polski-skonczylby-150-lat/

zaloguj się by móc komentować

smieciu @tomciob 24 listopada 2019 22:03
24 listopada 2019 23:52

Odnośnie Daszyńskiego to sprawa jest prosta. Piłsudski liczył po prostu że on dowie się jak już będzie po faktach a może i poprze plan widząc zapał i chętnych. Daszyński jednak miał swoje wytyczne, no i jego reakcja była w sumie słuszna. I reszty wierchuszki PPS zresztą też. Nic nie wiedzieli, nie mieli żadnych planów. Piłsudski sobie improwizował a przecież zamachy stanu to powazniejsza sprawa. Tu trzeba mieć poparcie i wewnątrz i na zewnątrz. Ciekawe co by się stało. Przecież ledwo Polska odparła bolszewicką nawałnicę a tu lewacy mordują generałów i urządzają zamachy stanu...

Odnośnie ściganego Narutowicza to sam napisałeś „Spowodowało to w następstwie kilkudniowe aresztowanie Narutowicza w Szwajcarii i zamknęło mu możliwość powrotu do kraju, gdzie władze carskie wydały nakaz jego aresztowania”. Czyli dopiero udział w spisku (próba organizacji zamachu na cara) mu zaszkodził? Tak czy siak jego stosunkom szwajcarskim to nie zaszkodziło. Z drugiej strony na jakiej właściwe zasadzie się rozniosło że ktoś tam w Szwajcarii próbował zorganizować zamach?

Z tekstu umami o ZGODZIe wynika tak swoją drogą że tam niezła rewolucyjna komórka się tworzyła. Daszyński z Narutowiczem byli mocno zaangażowani. Być może ten szwajcarski wątek dotyka czegoś dużo większego. W 1889 roku jeszcze się niepodległa Polska nikomu nie śniła. Ale jak się wydaje byli ludzie, którym śniła się rewolucja bolszewicka. Która ostatecznie dokonał się rękoma Żydów. Ale Polacy przecież też byli pociągający pod tym względem. Ten kto organizował przyszłą rewolucję proletariacką w Rosji mógł uznać że warto wciągnąć w to Polaków. Jako dotakowy motor osłabiający siły carskiej Rosji.

Ten trop zresztą wiele by wyjaśniał. Już wcześniej mi to chodziło po głowie. Dlaczego działacze PPS często tak bezboleśnie lądowali w PRL dostając nawet niezłe fuchy. Bo wywodzili się z tego samego pnia. Tu nie chodzi że oni byli bolszewickimi agentami. Nie byli. Oni byli czymś więcej. Oni byli agentami tej samej wyższej siły i mieli tą samą pozycję. Nie podlegali bolszewikom a raczej często byli jak druga drużyna.

W takim kontekście rozgłoszenie tego co się stało w Szwajcarii i carski wyrok uwiarygadniał ludzi ZGODY jako rewolucjonistów. Nie zapominajmy że Rewolucja z 1917 odbyła się rękoma zewnętrznego desantu. Posiadanie właściwej legendy mogło mieć istotne znaczenie dla tych ludzi: carski wyrok, nie mogłem być w kraju ale ciągle działałem i myślałem o nim i o rewolucji.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @BTWSelena 24 listopada 2019 23:08
25 listopada 2019 00:42

Tak czytałem ten tekst trzy dni temu nawet kawałek chciałem wkleić ale nie zdecydowałem się. Ale powiem pani dlaczego. Duża część dyskusji pod notka dotyczy momentu poznania się (osobistego) Narutowicza z Piłsudskim. I ja myślę, że warto szukać właśnie tam pod koniec lat osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku. To tam w Lipawie Stanisław Rechniewski z którym przyjaźnił się młody Narutowicz miał o rok młodszego brata Tadeusza, socjalistę.

"Od r. 1872 kształcił się R. (Tadeusz Rechniewski) w klasycznym gimnazjum niemieckim w Libawie. Zorganizował tam kółko samokształceniowe dla grupy uczniów Polaków którym wygłaszał referaty, redagował też humorystyczne pisemko «Świstek». W r. 1879 wstąpił na wydział prawa uniwersytetu petersburskiego. Najpewniej, studiujący o rok wyżej, mocno już wciągnięty w rewolucyjną działalność, Edmund Płoski wprowadził go w r. 1880 do Petersburskiej Gminy Socjalistów Polskich. Jako jeden z nielicznych, R. uniknął aresztowania. Jesienią r. 1881 wziął udział w odbudowie polskiej organizacji pod nazwą Polsko-Litewska Partia Socjalno-Rewolucyjna i został członkiem ścisłego kierownictwa – Rady Sekretnej. Z jego osobą wiązać należy wprowadzenie do programu Partii akcentów narodowowyzwoleńczych. Napisał polemiczną broszurę "Na dobie", w której atakował genewską „Równość” za niewłaściwe postawienie kwestii narodowej i utrudnianie przez to rozwoju socjalizmu w polskim społeczeństwie.

R. był reprezentantem petersburskiej organizacji na wileńskim zjeździe działaczy «Proletariatu» i polskich grup socjalistycznych w styczniu 1883. Sugerował tu utworzenie odrębnej polsko-litewsko-białoruskiej partii w związku z decentralizacją rosyjskiego ruchu rewolucyjnego i rozbiciem Narodnej Woli, do czego doszło na skutek prowokacyjnej działalności Sergieja Degajewa. Zjazd jednak wypowiedział się za utworzeniem ogólnopaństwowej organizacji. R. został wybrany wówczas do tymczasowego Komitetu Centralnego (KC) «Proletariatu»; z tego tytułu, a także ze względu na fakt, że mieszkał w Petersburgu, głównie na niego spadł obowiązek utrzymania stałej więzi z Komitetem Wykonawczym Narodnej Woli. Praktycznie R. współdziałał z rosyjską partią od początku swej działalności rewolucyjnej. Od jesieni 1882 szczególnie blisko współpracował z narodnickim «Robotniczym Kółkiem» Flerowa i Bodajewa, które prowadziło propagandę wśród petersburskich robotników. Wg świadectwa znanego narodowolca, później socjaldemokraty, Iwana Iwanowicza Popowa, R. wyróżniał się swym teoretycznym przygotowaniem tak, że nazwano go «małym Marksem». Poprzez pozostającego z nim w osobistej przyjaźni literata Piotra F. Jakubowicza, wywierał wpływ na tzw. centralne kółko studenckie i przyczynił się do jego zbliżenia w sferze ideowej a również i w kwestiach taktycznych do «Proletariatu». Przeciwny był jednak rozłamowi i wyodrębnieniu się Młodej Narodnej Woli z obawy o dalsze osłabienie rosyjskiego ruchu i niekorzystne konsekwencje dla związanego z nim sojuszem «Proletariatu». Obok Stanisława Kunickiego współdziałał z narodowolcami w przygotowaniu ekspiacyjnego zamachu Degajewa na inspektora tajnej policji w Petersburgu Grigorija Sudiejkina, co miało położyć kres prowokacji wyniszczającej rosyjski ruch. Dzięki stosunkom R-ego w Libawie zamachowiec został bezpiecznie wyprawiony za granicę.

Równolegle prowadził R. działalność mającą na celu stworzenie ośrodka «Proletariatu» w Wilnie, dokąd sam jeździł, a przez swego podopiecznego z Libawy, Stanisława Narutowicza, docierał z agitacją do Polaków studiujących w Kijowie. Chociaż bardzo zajęty składaniem końcowych egzaminów, przyjeżdżał na narady kierownictwa «Proletariatu» do Warszawy w maju, październiku i listopadzie 1883. Ludwik Waryński liczył, że R. obejmie redakcję pisma „Proletariat”. R. zredagował nr 3 z 20 X 1883 i pomógł Aleksandrowi Dębskiemu w kompletowaniu materiału do nr 4 z 20 XI t.r. Napisał podstawowy artykuł ideologiczny "My i rząd", który był wykładnią stanowiska partii w kwestii konieczności wysunięcia żądania swobód politycznych jeszcze przed rewolucją socjalną. Zdołał dostarczyć materiały do nr 5, w tym drugą część swego artykułu, w którym analizował stanowisko «Proletariatu» w kwestii polskiej (drukowany już po aresztowaniu R-ego uległ przeróbkom). Wedle niektórych źródeł w okresie działalności w «Proletariacie» używał też pseud. Król.

Tuż po aresztowaniu we wrześniu Waryńskiego, Praskiego i Aleksandry Jentysówny przyjechał R. do Warszawy i pewien czas wespół z Henrykiem Dulębą kierował partią. Właściwie to on, wraz z Kunickim, opracował zasady umowy z Narodną Wolą. W końcu grudnia 1883 zakończył studia ze stopniem rzeczywistego studenta. Przed przeniesieniem się do Warszawy, gdzie miał na stałe włączyć się do kierownictwa partii i przejąć redakcję „Proletariatu”, spędził kilka dni na Ukrainie. W Cukrowni Sieniawskiej koło Rokitna odbył się 22 I (3 II) jego ślub z Witoldą Karpowiczówną. Następnie przez kilka dni załatwiał sprawy partyjne w Kijowie, m. in. prowadził rozmowy ze stojącym na czele Młodej Narodnej Woli – P. F. Jakubowiczem. Te kontakty stały się bezpośrednim powodem aresztowania R-ego i jego żony 29 I (10 II) 1883 na stacji Żylany, gdy wyruszali w drogę do Warszawy. Osadzony w zamku Kijowskim, w czasie przesłuchań zaprzeczał przynależności do stowarzyszenia socjalno-rewolucyjnego, a w sprawie znalezionych przy nim materiałów, m. in. dużej ilości odezw i proklamacji Narodnej Woli i «Proletariatu», kilkunastu egzemplarzy nr 4 pisma „Proletariat”, szyfrowanych zapisków, dał wymijające wyjaśnienia. Podjęta wkrótce przez Bolesława Onufrowicza z inspiracji Kunickiego próba zorganizowania ucieczki R-ego i jego żony nie powiodła się. Wraz z liczną grupą wybitnych rewolucjonistów rosyjskich wziął udział w grudniu 1884 w buncie więźniów politycznych przeciwko zakuwaniu ich w kajdany. Również nie udała się przygotowywana w marcu 1885 z pomocą Stanisława Narutowicza ucieczka".

Źródło:

https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/tadeusz-wincenty-rechniewski

Gdybym miał obstawiać pierwsze osobiste spotkanie Narutowicza z Piłsudskim to obstawiał bym je w tym okresie, a może i wcześniej, cyt.:

"Jesienią 1885 rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Charkowskim[18]. Tam zaczął działalność konspiracyjną w niepodległościowych organizacjach studenckich, trafiając m.in. w szerokie kręgi osób kojarzonych z rewolucyjną organizacją rosyjską Narodnaja Wola (uczestniczył w kilku jej spotkaniach)[18]. 2 i 3 marca 1886 brał udział w studenckiej demonstracji z okazji 25. rocznicy uwłaszczenia, znajdując się potem wśród ponad 150 zatrzymanych przez policję carską[18]. Po zaliczeniu I roku próbował przenieść się wiosną 1886 na uniwersytet w Dorpacie, jednak tam odmówiono mu przyjęcia dokumentów z powodu jego uprzedniej działalności opozycyjnej[19].

Aresztowanie i zesłanie
22 marca 1887 Józef Piłsudski został aresztowany pod zarzutem udziału w spisku na życie cara, którego autorami byli członkowie Frakcji Terrorystycznej Narodnej Woli[20]. Piłsudski pomógł zamachowcom, będąc m.in. przewodnikiem po Wilnie jednego z głównych organizatorów zamachu, próbującego zdobyć truciznę niezbędną do zabicia cara Aleksandra III Romanowa[21]" źródło - Wikipedia

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski
25 listopada 2019 02:35

Sprostowanie. Nie wiem skąd oni to wzięli, ale w tej historii ZGODY są 2 błędy. Jest:

Wiosną 1867 roku Ignacy Daszyński student chemii na uniwersytecie w Zurychu, zakłada „Stowarzyszenie Robotników Polskich w Zurychu“, protoplastę obecnego „Towarzystwa Polskiego „ZGODA“ w Zurychu“. 

A chodzi prawdopodobnie o 1887 rok i to chyba zwykła literówka. Ale to nie o Ignacego chodzi tylko o Feliksa, jego starszego brata, który umrze 3 lata później, tak wynika z Pamiętników Ignacego Daszyńskiego, jeśli przyjąć że napisał prawdę. Ignacy pojawi się w Zurychu po śmierci brata. W wiki piszą tak:

Przed wyjazdem [prawdopodobnie w 1889 Daszyński planował emigrację do Argentyny — a może to nie emigracja, tylko handel żywym towarem? To tylko takie przypuszczenie.] postanowił jeszcze odwiedzić ciężko chorego na gruźlicę brata Feliksa, który przebywał w szwajcarskim Davos. Następnie udał się do Paryża, aby tam kupić bilet na statek. Jednakże w stolicy Francji 9 kwietnia 1890 dotarła do niego wieść o śmierci starszego brata. Załamany Daszyński dał się wówczas namówić Aleksandrowi Dębskiemu i Stanisławowi Mendelsonowi do rezygnacji z emigracji za ocean. Postanowił podjąć studia na uniwersytecie w szwajcarskim Zurychu. Przez okres nauki na jego utrzymanie łożył Mendelson, wypłacając Daszyńskiemu 60 funtów miesięcznie [potrzebny przypis].

Przez pewien czas Ignacy Daszyński studiował nauki przyrodnicze w Zurychu. W Szwajcarii kontynuował socjalistyczną działalność swojego brata, był jednym ze współzałożycieli Stowarzyszenia Robotników Polskich „Zgoda” [tu widzimy rozbieżność — Feliks zakłada to Stowarzyszenie w 1887 r. przecież — nie wiadomo, która data jest właściwa]. W tym czasie współpracował m.in. z Julianem MarchlewskimRóżą Luksemburg i Gabrielem Narutowiczem. Jego szczególnym osiągnięciem w tym czasie było zorganizowanie służby porządkowej ochraniającej manifestacje socjalistyczne.

zaloguj się by móc komentować

umami @tomciob 24 listopada 2019 22:03
25 listopada 2019 02:46

Mi się wydaje, że źle to sobie poskładałeś. Po pierwsze ma miejsce wybuch na terenie Szwajcarii, więc musi to zbadać policja. Jeśli organizowane są zamachy na cara czy cesarza, to myślę, że są tam też szpicle z Niemiec i z Rosji. Obaj zamachowcy mają obywatelstwo rosyjskie, więc siłą rzeczy Ochrana się interesuje. Narutowicz w to wszystko może być tylko wplątany przez tego Dębskiego. Niszczy dowody ale jest na celowniku policji. Co dalej nie wiadomo. Może to mu dało do myślenia i skończył z rewolucjonistami, bo sporo rzeczy sensownych potem zrobił. 

zaloguj się by móc komentować

BTWSelena @tomciob 25 listopada 2019 00:42
25 listopada 2019 12:14

Dziękuję za obszerne info.Abstrahując od tematu i dyskusji tutaj prowadzonej,ja usiłowałam prowadzić swoje swoje własne prywatne śledztwo w sprawie zdobywanej wiedzy przez moją matkę w Stanisławowie w oparciu o nieliczne dokumenty i stryja sponsora matki.Jako oficer zniknął w okolicznościach Katynia.Większość dokumentacji przepadła,a moja wiedza opiera się w dalszym ciągu na strzępach info... Bardzo żałuję,że nie odtworzę tych wspaniałych jej lat....

zaloguj się by móc komentować

tomciob @BTWSelena 25 listopada 2019 12:14
25 listopada 2019 13:44

Słynne Gimnazjum Mikołajewskie w Lipawie ukończył dziewięć lat młodszy brat Józefa Piłsudskiego - Jan

"Wśród absolwentów lipawskiego Gimnazjum znajdujemy nazwiska wielu wybitnych Polaków, którzy później odnosili sukcesy na polu życia społeczno-politycznego, kulturalnego i naukowego:

"Gabriel Narutowicz (1865-1922), inżynier hydrotechnik, profesor Politechniki w Zurychu, minister robót publicznych, minister spraw zagranicznych, pierwszy prezydent Rzeczypospolitej Polskiej".

Jan Piłsudski (1876-1950), prawnik, działacz społeczny, poseł, wicemarszałek Sejmu, w latach 1931-1932 minister skarbu, w latach 1932-1937 wiceprezes Banku Polskiego. Młodszy brat Józefa Piłsudskiego".

Źródło

Co ciekawe tak jak młodszy brat: "Naukę pobierał w I Gimnazjum w Wilnie, a potem przeniósł się do Libawy gdzie uzyskał maturę. Studiował na Uniwersytecie Moskiewskim z którego został usunięty za udział w polskiej organizacji studenckiej. Studiował prawo na uniwersytecie w Kazaniu".

A teraz o szkole:

"W 1861 r. wyższa Szkoła Powiatowa przekształcona została w Progimnazjum, tym samym uczniowie uzyskali możliwość zdawania egzaminu maturalnego w Lipawie. W Progimnazjum utworzono także klasę nawigacji, dając początek kształceniu, którego kolejnym etapem było utworzenie w 1876 r. Szkoły Morskiej (Navigationsschule).

W 1865 r. Progimnazjum zostaje przekształcone w 6-klasowe Gimnazjum (później 7-klasowe) – szkołę, która pod nazwą Gimnazjum Mikołajewskie zapisała piękną kartę także w historii Polski, kształcąc i kształtując pokolenie, któremu przyjdzie potem odbudowywać państwowość polską.

Otwarcie Gimnazjum w Lipawie zbiegło się w czasie z osiedleniem się w tym kurlandzkim mieście wielu znakomitych rodzin polsko-litewskich. W wyniku carskich represji po upadku Powstania Styczniowego rodzinne majątki ziemskie na Żmudzi, Kowieńszczyźnie czy Wileńszczyźnie zostały skonfiskowane lub przymusowo sprzedane (często znacznie poniżej ich wartości), a całe rodziny skazane na syberyjską zsyłkę. Po odbyciu kary i powrocie z Syberii rodziny te miały zakaz powrotu do rodzinnych stron w litewskich guberniach, dlatego osiedlały się często w Lipawie w guberni kurlandzkiej, aby być jak najbliżej rodzinnych stron. Drugim powodem popularności Lipawy w owym czasie było znakomite gimnazjum niemieckie, które w okresie postępującej rusyfikacji przyciągało Polaków z najodleglejszych krańców dawnej Rzeczypospolitej. Na początku lat 70-tych XIX wieku w lipawskim gimnazjum uczyło się 120 Polaków i Żmudzinów, którzy stanowili ponad 25 % ogółu uczniów. „Zjeżdża się do niego ze wszystkich stron kraju mnóstwo młodzieży polskiej,  szczególnie zaś Żmujdzinów, tak że Polonia tutejsza przeważnie z tego ostatniego żywiołu się składa” – czytamy w notatce prasowej z 1878 r.

Do tego okresu (tj. lata 70-te i 80-te XIX wieku) w historii lipawskiego gimnazjum odnosi się kilka interesujących opisów w literaturze pamiętnikarskiej/wspomnieniowej. Oddają one dobrze atmosferę panującą w szkole oraz powody, dla których Polacy, nawet z odległych stron dawnej Rzeczypospolitej, tak chętnie wybierali lipawską szkołę dla swoich synów".

Źródło jak wyżej.

A teraz pytanie dlaczego rodzice Józefa Piłsudskiego posłali do tego gimnazjum młodszego Jana, a Józef zdawał maturę w Wilnie skoro:

"Nieudana działalność inwestycyjna ojca doprowadziła zarządzane przez niego majątki do ruiny. Problemy rodziny pogłębił pożar, po którym w 1874 Piłsudscy przenieśli się do Wilna, zmuszeni tam do egzystencji w trudnych warunkach materialnych[11][12]". Cytat z Wikipedii z biogramu Józefa.

Chętniebym poznał ten akurat wycinek życia rodziny Piłsudskich pomiędzy Wilnem a Lipawą. A może była to szkoła z internatem.

 

zaloguj się by móc komentować

ArGut @umami 20 listopada 2019 13:37
25 listopada 2019 15:02

Z FUKSYNĄ może być też tak, że to był rodzinny interes wikipedia podaje, że została otrzymana w 1855 roku przez Jakuba Natansona. Wynalazki wtedy i dziś są po to by na nich zarabiać, sze pana. A kto jak kto naukowcy finansiści to wiedzą.

zaloguj się by móc komentować

umami @ArGut 25 listopada 2019 15:02
25 listopada 2019 15:27

Byli tacy co zarabiali, proszę rzucić okiem na komentarz wyżej i co załaczonego pdf-a. Tam jest nawet wymienione konkretnie kto i ile zarabiał. W wypadku jednak Natansona okazuje się, że to odkrycie nie zostało wykorzystane praktycznie. Czyli nie tylko Mościcki oddawał wszystko za free, Natanson także :) Na ale może Natanson jednak to komuś po prostu opylił i dlatego później opowiada się o rozwoju jakiejś tam firmy, a tu nie było komu tego wykorzystać. W każdym razie historia tych barwników, patentów i konkurencji jest też opisana w tym pdf-ie. Jest tam też opisany przypadek jakiegoś „wariata”, który publicznie opowiedział jak się robi indygo i strzeżoną tajemnicę szlag trafił. Wszyscy już mogli tego barwnika używać. Sabotaż?

zaloguj się by móc komentować

betacool @umami 25 listopada 2019 02:46
25 listopada 2019 15:48

Odsyłam, bo przypominania nigdy dosyć:

„Zebrane sumy przekazywano na adres Gabriela Narutowicza, profesora jednej z politechnik w Szwajcarii i późniejszego pierwszego Prezydenta Polski, który z kolei przelewał je do naszego Skarbu Wojskowego”.

To nie jest jedyne źródło łączące Narutowicza z przepływem funduszy z Ameryki. Te wątki można odnaleźć w kilu dość trudno dostępnych książkach. Oto jeden z cytatów:

„Na wiosnę 1915r. ustalony został kanał przesyłkowy. „Na mocy porozumienia z Piłsudskim, Narutowiczem, Kotem i M. Sokolnickim kasjerem funduszów amerykańskich na Europę jest prof. Narutowicz. Kwitować ma on i Piłsudski”. Odtąd pieniądze zaczęły nadchodzić regularnie aż do r. 1918”.

Dobrze – ktoś powie – jest kasa, są ludzie ideowi, odpowiedzialni i zdecydowani, dlaczego nie mieliby się za nią zająć organizowaniem niepodległości, nawet jeśli by się to miało wiązać z jakimiś kosztami administracyjnymi i nawet jakimś partyjnym monopolem.

Wszystko jasne, tylko dlaczego w takim razie Piłsudski w swojej książce „Wspomnienie o Gabielu Narutowiczu” pisał o nim pięknie wprawdzie, ale tak jakoś nie do końca szczerze i o roli „kasjera funduszów amerykańskich na Europę” zupełnie zapomniał?:

http://betacool.szkolanawigatorow.pl/gdy-przypyw-dolarow-przybra-pokazne-rozmiary

zaloguj się by móc komentować

betacool @umami 25 listopada 2019 02:46
25 listopada 2019 15:59

A tu o Dębskim. Kasa zebrana przez niego w Ameryce płynęła przez Szwajcarię i Narutowicza  do rąk własnych Piłsudskiego. Narutowicz z niczego się nie wyplątał.

https://wnet.fm/2019/01/19/wyklad-w-akademii-wnet-krolobojcy-kogo-maja-na-sumieniu-polscy-socjalisci-video/

Wplątał się i ściągnięto go na "kobiecy wabik".

http://betacool.szkolanawigatorow.pl/kroniki-zapowiadanych-smierci-ku-pamieci-ofiar-wszelkich-niecnot

Ewidentnym natomiast podobieństwem jest to, że w miasteczku, w którym urzędowali Narutowicz i Piłsudski prawie wszyscy wiedzieli co się nieświętego święci, tyle że miasteczko było zdecydowanie większe, a cała akcja nie rozegrała się tak błyskawicznie jak u Marqueza. Czasu i osób, które mogły nieszczęściu Narutowicza zaradzić, było więc zdecydowanie więcej.

W poprzednim wpisie zasygnalizowałem, że z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że Gabriel Narutowicz, który odrzucił kilka ofert powrotu do Polski, wrócił do kraju z powodu kobiety, którą kochał. Ofertą, której nie był w stanie odrzucić, było objęcie ministerstwa robót publicznych, w którego murach zatrudniono jako bibliotekarkę jego dawną miłość, która była jednocześnie siostrą umarłej żony Narutowicza. Ową panią była – Józefa Krzyżanowska – Kodis - świeża wdowa, o poglądach wielce postępowych ale nie na tyle, by przyjąć kilkukrotne oświadczyny Gabriela. Spotkałem się z taką uwagą (poczynioną przez kobietę), że Józefa pozostała wierna swojej pierwszej jedynej miłości. Ja nie jestem tego taki pewien. Odrzucenie awansów ze strony ministra i osoby błyskawicznie pnącej się po szczeblach władzy, można tłumaczyć brakami uczucia. Ja bym jednak raczej obstawiał opcję, że bibliotekarka była na tyle dobrze poinformowana, by uczuciem nie zapłonąć.

A tu o tym jak Piłsudski rozstawał się z władzą.

zaloguj się by móc komentować


umami @betacool 25 listopada 2019 15:48
25 listopada 2019 16:08

Pamiętam i powoływałem się na niego i na ten
http://betacool.szkolanawigatorow.pl/kroniki-zapowiadanych-smierci-ku-pamieci-ofiar-wszelkich-niecnot
Ale może warto też ten, gdzie mówi o nim Krzywicki:
http://betacool.szkolanawigatorow.pl/o-polskim-szakalu-i-jadzi-co-nie-chciaa-niemcow
albo
http://betacool.szkolanawigatorow.pl/moj-bukiecik-na-narodowe-swieto

Jest jeszcze wątek Narutowicza u Daszyńskiego, bardzo ciekawy, bo tam jest też grana taka figura — jest projekt zrobienia dobrze w gospodarce, są plany i projekty, ale pojawia się jakieś lobby i mówi nie. No jak z tymi projektami, o których wspomina Haller w Pamiętnikach. U niego blokowało jakieś konsorcjum kolejowe a u Daszyńskiego jakiś chyba Amerykanin o nazwisku Lee. Jak znajdę pdfa to wkleję ten fragment tutaj. On dotyczy, uwaga, uwaga, Krakowa, AD bodajże 1903 ale może źle zapamiętałem.

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool 25 listopada 2019 15:59
25 listopada 2019 16:08

No to jesteś szybszy :)

zaloguj się by móc komentować

smieciu @betacool 25 listopada 2019 15:48
25 listopada 2019 16:12

„Zebrane sumy przekazywano na adres Gabriela Narutowicza, profesora jednej z politechnik w Szwajcarii i późniejszego pierwszego Prezydenta Polski, który z kolei przelewał je do naszego Skarbu Wojskowego”.

Zbierane w USA sumy (przez kogo?) były wysyłane do Szwajcarii na konto Narutowicza „byłego” rewolucjonisty. Który z kolei wysyłał je PPSowcom, którzy tych idei nie porzucili. Więc i on chyba też tak troszkę z rewolucją nadal sympatyzował oraz cieszył się zaufaniem towarzyszy. Aczkolwiek jak się wydaje o ile poglądy tych wszystkich rewolucjonistów były dość elastyczne to już podejście do kasy twarde i rzeczowe. Co widać w dalszym rozwoju akcji w  II RP.

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool 25 listopada 2019 15:59
25 listopada 2019 16:17

Z tym wyplątaniem, to chodziło mi o to, że zajmował się, a przynajmniej tak wszyscy podają, projektami hydrologicznymi, czyli po prostu pracował. Bo jak to pogodzić: rodzina, niepełnosprawne dziecko, praca i bomby. Ale też wydaje mi się to zbyt piękne. Do Polski wrócił jak już ta powstała i żona mu umarła, czyli po ok. 20 latach od tego wybuchu w Szwajcarii.

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool 25 listopada 2019 16:00
25 listopada 2019 16:19

A tego nie czytałem, dzięki.

zaloguj się by móc komentować

BTWSelena @tomciob 25 listopada 2019 13:44
25 listopada 2019 17:04

Ten wycinek życia pomiędzy Wilnem,a Lipawą jest nie do odkręcenia jak na razie.Sa domniemania różnych "odkrywców"na których nie bardzo można się opierać. Ogólnie tylko. Bliżej coś można ewentualnie w bibliotece jagielońskiej,jeżeli już wcześniej ,niestety nie zostało to spenetrowane.Ze starodrukami w pewnym okresie działy się dziwne rzeczy i zostały wynoszone poza obręb.Kryminał,ale tak bywało. W końcu sprawa dotyczy naszych ostatnich "bohaterów".W necie standartowo jest jeszcze historyjka braci i w ciekawostkach historycznych.pl  Kamila Janickiego,lecz to czysty rozbój... historyczny...do którego nie mam ani za grosz zaufania,póki "śledztwo" na SN nie zostanie zakończone... Dlatego analizuję każdy komentarz...Bo interesuje mnie to,jako już ostatnie spojrzenie  w moim życiu... A w kupie jak to mówią siła..Z pewnością też to pan klikał itpodobne;

https://naszahistoria.pl/tajemnice-szesciu-braci-pilsudskich/ar/12611327

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool 25 listopada 2019 16:00
25 listopada 2019 17:26

Oczywiście pokręciłem z tym Lee. Algernon H. Lee, socjalista amerykański pojawia się ale w innym fragmencie. W tym fragmencie odnośnie Krakowa chodzi o dr Juliusza Leo, prezydent Krakowa.

Daszyński pisze tak (to chyba 1903 lub 1904 r.):

Prezydentem był najpierw p. Friedlein, księgarz i protestant, który zwyciężył hr. Andrzeja Potockiego, właściciela pałacu „Pod Baranami”, no i nienagannego katolika. Staruszek Friedlein miał dla mnie wiele sentymentu i żyliśmy w wielkiej zgodzie. Zmieniło się to, gdy po nim nastał p. dr. Juljusz Leo, stańczyk, który pewnej nocy przedzierzgnął się w konserwatywnego demokratę. P. Leo był człowiekiem zdolnym i nadawał się znakomicie na burmistrza Krakowa, ale samolubstwo i nadmierna ambicja czyniły go niesprawiedliwym i niesympatycznym. Wojował ze mną ze stolca prezydjalnego, ale kiedy zrozumiał — nauczony gorzkiem doświadczeniem — że socjalizm w Krakowie to nie przemijająca fala, lecz ważne zjawisko społeczne i polityczne, wówczas starał się dojść ze mną do porozumienia i do znośnych stosunków. Poplecznikiem moim w Radzie miejskiej był dr Gross, człowiek oryginalny i pierwszorzędny znawca spraw podatkowych. Głosował ze mną często staruszek
p. Uderski architekt, radykał z dawnych czasów, a także inni, zwłaszcza niektórzy konserwatyści, po zmianie frontu p. dra Lea. Pewien kolega został wybrany specjalnie, aby mnie zwalczać, a potem asystował mi wiernie w walce z p. Leem...

Oprócz reformy statutu dwie wielkie sprawy zaprzątały przez czas długi uwagę Rady: „Wielki Kraków” i ochrona miasta przed powodzią. „Wielki Kraków", czyli sprawa przyłączenia do miasta kilkunastu sąsiednich gmin i miasta Podgórza, była to myśl dra Lea. Godziłem się na nią ochoczo, ale żądałem wraz z drem Grossem, aby gmina wykupiła najpierw najważniejsze grunty w gminach sąsiednich i zapobiegła lichwie gruntowej, która się rozszalała po stworzeniu większego Krakowa. Żądałem też zniesienia akcyzy i planu racjonalnej rozbudowy ulic miasta na nowych terenach. Tymczasem na razie tylko lichwiarze gruntów porobili świetne interesy... Kiedy inżynier p. Ossowski (późniejszy polski minister handlu) wraz ze znakomitym profesorem zurychskim Gabrjelem Narutowiczem (zamordowanym Prezydentem) opracowali projekt przebicia tunelem kolana Dunajca i utworzenia elektrowni, pracowałem nad tem, żeby Kraków przystąpił do spółki i otrzymał bajecznie tanio wielką ilość prądu elektrycznego, ale przedstawiciele kopalń węgla z p. drem Leem na czele obalili ten wspaniały projekt. Z braku funduszów spoczywa on do dziś dnia w aktach...


 

 

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @grudeq 20 listopada 2019 21:39
25 listopada 2019 17:53

Wspomnienia Feliksa Młynarskiego to jedno źródło, a o KON całą książkę o ich machlojach i jumaniu kasy, walkami z ruchami narodowymi i kościelnymi w Ameryce napisał Mirosław Francic.

zaloguj się by móc komentować



betacool @grudeq 20 listopada 2019 21:39
25 listopada 2019 18:11

Ja nie twierdzę, że Piłsudski z Narutowiczem się się spotykali, ale Ziuk musiał wiedzieć przez kogo płynęła kasa. Narutowicz wiedział ile jej przepłynęło, a Młynarski twierdzi, że nikt się z niej nie rozliczył,  a Jodko proponował, by komitet wysłany do Krakowa przez Polonię dla sprawdzenia bilansu spoić i obić mordy.

zaloguj się by móc komentować

betacool @umami 25 listopada 2019 18:04
25 listopada 2019 18:13

Piękne. Tego nie znałem.

zaloguj się by móc komentować

Paris @umami 25 listopada 2019 18:04
25 listopada 2019 21:13

O la la  !!!

Ale sie czerwona "niepodlegla" swolocz bawila za kase Polonii.  Przypomnialy mi sie ekscesy Schnepfa u  sp. Pana Kobylanskiego,  jak  czerwonego dziadyge  UBRAL, bo przyjechalo toto  gole i wesole.  Takze przypomnialo mi sie jak swkiewiczowe presstytutki przyjezdzaly do Paryza  NA  ZEBRY  coby  tv republika  "wystrugac"...

... a teraz sam  bajkopisarz Sakiewicz, wsparty bardem, a nawet z panem Maciarewiczem za  Wielka Woda z  "kombatantami" i  "polonia"  o pozyskanie funduszy na  budowe luku tryumfalnego "walczy"  !!!

 

Cos niesamowitego, jaka to skala zlodziejstwa byla... i jacy  "politycy" w te przewaly zamieszani... no glowa mala  !!!

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool 25 listopada 2019 18:13
26 listopada 2019 00:44

No to tu jest komplet i o wszystkim, o czym tu pisaliśmy. O przelewaniu forsy również.

Tadeusz Hołówko - Prezydent Gabrjel Narutowicz (życie i działalność)
https://zbc.uz.zgora.pl/dlibra/show-content/publication/edition/17947?id=17947#dcId=1574724226169&p=1

Gabrjel Narutowicz - pierwszy prezydent Rzeczypospolitej. Księga pamiątkowa
https://www.sbc.org.pl/dlibra/show-content/publication/edition/17196?id=17196#dcId=1574724226169&p=1

zaloguj się by móc komentować

tomciob @umami 26 listopada 2019 00:44
26 listopada 2019 03:20

Tu też jest o tej forsie:

Aleksander Dębski - Gazeta Robotnicza - 1935 - pro memoriam

Dębski to ten od plastikieru i wybuchu w Szwajcarii co u niego w domu sprzątał kompromaty GN. Kończę już dyskusję pod notką. Kiedyś trzeba. Ostatnia, trzecia już, puenta:

http://blog.polona.pl/wp-content/uploads/2018/12/74674753.jpgtym razem bez źródła.

Dziękuję za dyskusję i pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

Artesen @gabriel-maciejewski
26 listopada 2019 03:30

Nie wiem co to w sumie jest za strona http://www.sejm-wielki.pl ale z googlach jak wpisałem Marian Swolkień to wyszło że jego matka Jadwiga Epstein jest z rodziny bankierskiej Epstein. Bliscy krewni Natansonów. Myślę że takie pochodzenie sporo znaczy i za Stalina.

zaloguj się by móc komentować

umami @Artesen 26 listopada 2019 03:30
26 listopada 2019 17:11

I powiązani z Rotszyldami.

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować