-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Opowieści o zwierzętach

Nie łudźcie się, że dam się wciągnąć w dyskusję o filmach, albo o tym kto pierwszy coś tam powiedział i przez to jest lepszym wyrzuconym przez Gwincińskiego niż inni przez niego wyrzuceni. Mowy nie ma. Zbliża się wigilia, dzień kiedy zwierzęta mówią ludzkim głosem i ja opowiem dziś o różnych niezwykłych zwierzętach, które spotkałem w życiu.

Ci, którzy pamiętają tom opowiadań „Dzieci peerelu” przypomną sobie pewnie też jedno z nich, gdzie występują niezwykłe, słodkowodne skorupiaki, które pewnego dnia, w ilości zupełnie niespotykanej, pojawiły się we wszystkich kałużach, jakie wielka, lipcowa ulewa utworzyła na naszych łąkach. Były to stwory przeokropne i dziwne, a pojawiły się ich od razu aż dwa gatunki – przekopnice i dziwogłówki. Te dziwogłówki, co właśnie zauważyłem w tym momencie, są znakomitym uwspółcześnionym memem. Dziwogłówek mamy ostatnio wyspy prawdziwy, a jakby dobrze poszukać, to i ze cztery przekopnice się znajdą.

Pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem łosia. Było to w czasach, kiedy łoś należał do zwierząt rzadkich i bezwzględnie chronionych. Wystraszyłem się jak nie wiem co, bo był środek dnia, a ja z kolegą zbierałem właśnie czerwone koźlarki w osinowym zagajniku. Krzaki były gęste i nic w zasadzie nie było widać na dwa kroki do przodu, a z całą pewnością nie było widać wielkiego zwierza, który stał sobie spokojnie i nie spodziewał się, że ktoś nadejdzie. Kiedy rzucił się do ucieczki wydawało się, że to słoń tratuje dżunglę, wystraszyliśmy się jak nie wiem co, ale popędziliśmy wprost ku skrajowi zagajnika, żeby popatrzeć jak ten wielki stwór, którego jeszcze nie rozpoznaliśmy wybiegnie na łąkę. I rzeczywiście wybiegł. Potem spokojnie pogalopował do dużego lasu za torami. Dziś łoś nie jest żadną atrakcją, tu niedaleko ludzie mają problem, bo jeden wyjątkowo uparty niszczy im ogrodzenie. Ja sam widziałem ostatnio dwa. Pasły się w sosnowym młodniku jak konie.

Może się to komuś wydać dziwne, ale prawdziwego, żywego dzika zobaczyłem dopiero niedawno. Nie udało mi się zaobserwować dzików ani kiedy jako dziecko włóczyłem się po łąkach i lasach, ani kiedy uczyłem się w technikum leśnym, ani później. Od kiedy mieszkam pod Grodziskiem widziałem dzika aż trzy razy, dwa razy wyskoczył mi na drogę tuż przed samochodem, a raz locha z młodymi chciała przebiec przez ulicę Orlą, już za fabryką odzieży ochronnej, czyli prawie w mieście, ale jechało za dużo samochodów i tylko tak stała zmartwiona na chodniku z całą gromadą pomarańczowych prosiąt w białe paski.

Pewnych zwierząt jest dziś więcej, a innych nie ma wcale. Kto widział ostatnio kuropatwę? Kiedyś wystarczyło zimą wyjść na pole, albo łąkę i można było zaobserwować kilka stadek kuropatw jak posilały się przy wyschniętych ostach, albo rozgrzebywały śnieg, albo stały przy pozostawionym przez leśników paśniku. Nie ma ich już, wyginęły chyba całkiem. Ludzie fotografujący ptaki ekscytują się orłami bielikami, a przecież ten nasz, którego Klinika Języka ma w logo, został ściągnięty z fotografii zrobionej pod Milanówkiem. A gdzie kuropatwy? Czy ktoś ma może jakieś zdjęcie tych ptaków? O tym, żeby zobaczyć przepiórkę nie ma nawet mowy. To samo z cietrzewiem. Kiedy mieszkaliśmy w internacie, koledzy chodzili w nocy do rezerwatu Obary obserwować toki cietrzewi, mi się nie chciało. Dziś w takiej sprawie trzeba jechać na Białoruś, do Rosji, albo do Finlandii.

Najdziwniejszą rybą jaką złowiłem była certa. Do dziś to pamiętam, taka srebrna z dziwnym nosem, ciekawa. Oczywiście nie postąpiłem po sportowemu i nie wypuściłem jej do Wisły, ale zabrałem do domu, zabiłem, oskrobałem i zeżarłem. Były takie zimy kiedy koledzy zastawiali wnyki na bażanty. Mnie ojciec kategorycznie tego zabronił. Byłem bardzo nieszczęśliwy z tego powodu. Technika łowienia bażantów zimą jest prosta jak włos Mongoła, trzeba mieć starą rakietkę do badmintona i metrowej długości kij, jeśli nie mamy ziarna na przynętę, możemy wyłuskać nasiona ostów rosnących przy torach. Z żyłek wysupłanych z rakietki robimy pętelki i mocujemy je na kiju. Ten zaś umieszczamy na sztywno w jakimś krzaku, tak żeby ptaki nie mogły go ruszyć i pociągnąć za sobą. Pętelki muszą znajdować się tuż przy ziemi. Obok nich, na śniegu, rozsypujemy ziarno. Zostawiamy ten zestaw na noc, a rano przychodzimy i zbieramy martwe już, albo spętane za nogi ptaki. To jest oczywiście skrajne barbarzyństwo, które potępiamy wszyscy, ale chcę tylko przypomnieć, że kiedy niektórzy koledzy stawiali takie pułapki w sklepach nie było niczego, a opieka społeczna nie rozdawała chleba, kaszy i ryżu nałogowym alkoholikom, jak to czyni dzisiaj. Aha, do tej pułapki najlepiej nadają się właśnie żyłki z badmintona, bo takie wędkarskie, ze szpuli, nawet grube, skręcają się i pętla nie pełni swojej funkcji.

Kiedy byłem dzieckiem bardzo chciałem zobaczyć lisa, ale populacja tych zwierząt była tak zdewastowana przez kłusowników i handlarzy futrami, że było to w zasadzie niemożliwe. Przedwczoraj, kiedy wieczorem wracałem z miasta, lis siedział przy ulicy nad rowem, zupełnie jak kot i gapił się na samochody.

Ziemia Lubuska zaś pełna jest szopów praczy. Nasz wujek Edek, który jest myśliwym mam z nimi nielichy problem, bo przychodzą w kilka pod ogrodzenie jego działki, gdzie w specjalnym kojcu mieszka pies tropiciel. Jeden po drugim włażą na słupek i prychają na tego psa, a on dostaje prawdziwego szału i nie można przez to spać. Kiedy jeden szop siedzi na słupku i prycha, reszta spaceruje w tę i z powrotem przy ogrodzeniu, żeby tego psa jeszcze bardziej wkurzyć. Ja sam o mało nie przejechałem jednego szopa latem. Chciał przebiec ulicę tuż przed samochodem.

Wróćmy jednak do dawniejszych czasów. Kiedy na łąki, gdzie bawiliśmy się w Indian, wywalano śmieci jak popadnie, kiedy na torach stały dymiące parowozy, a wszyscy palili węglem w piecach, kiedy w telewizji nikt nie gadał o smogu, na wspomnianych łąkach żyły nieprzeliczone ilości błotnych ptaków. Już o tym pisałem, ale nie zaszkodzi przypomnieć – rycyki, brodźce, bekasy, czajki, mewy, wszystko za czym ludzie fotografujący dziś ptaki uganiają się po biebrzańskich i warciańskich bagnach. W każdym wypełnionym wodą dole były ryby, przeważnie karaski zwane przez nas japończykami, ale też okonie. W rowach melioracyjnych, szczególnie tych starych, już zarastających, położonych na skraju lasu żyły szczupaki, które na wiosnę poważni mężczyźni tacy jak Stefan czy Tolek wyławiali sufotą, czyli siatką rozpiętą na trójkątnej, drewnianej konstrukcji. O piskorzach łowionych w upalne dni grabiami, w błocie już pisałem. Było tego nieprzebrane mnóstwo. Dziś, w czasach kiedy promuje się ekologię, nie ma po tych wszystkich stworach śladu. Ktoś może zechce mnie przekonać, że są inne. Nie ma innych. Na łąkach przez które ostatnio przejeżdżałem nie ma żadnych ciekawych zwierząt, które mogłyby zainspirować dziecięcą wyobraźnię. Nie ma nawet myszołowów, których kiedyś było tam mnóstwo.

No, ale miałem pisać o dziwnych zwierzętach, a tekst wyszedł o zwykłych. Kiedy chodziliśmy z kolegami z internatu do miasta, a rzecz miała miejsce w Biłgoraju, Piotrek zaobserwował coś naprawdę niezwykłego – było to w olszynie porastającej zabagnienia nad rzeką Białą Ładą – wśród stada srok biało czarnych, uganiających się po gałęziach, była jedna brązowo-biała. Możecie mi nie wierzyć, ale tak było. Nikt z nas nie miał aparatu fotograficznego, ale wielu kolegów to pamięta. Piotrek chciał nawet, za pomocą pożyczonej wiatrówki zastrzelić ptaka i go wypchać, ale się nie udało. Wczoraj zaś byłem w składzie drewna opałowego i brykietu pod Milanówkiem. Mają tam maskotkę. Nie uwierzycie co to jest. To gołąb. Niby taki zwyczajny, ale w całkiem niezwyczajnych kolorach. Jest to bowiem gołąb czarno-brązowy. Pierwszy raz w życiu coś takiego widziałem. Ani jednego białego piórka, brązowa głowa i pierś, a reszta czarna jak smoła. Nogi czerwone. Naprawdę coś niesamowitego.

Najbardziej jednak niesamowita historia jaką słyszałem dotyczyła albinotycznej wrony zamieszkującej kiedyś jeden z polskich ogrodów zoologicznych. Wrona ta żyła sobie tam spokojnie nieświadoma losu, jaki ją czeka po śmierci. W tym czasie, w USA pewien naturalizowany przez Indian Polak, opowiadał wodzom o tym, że w dalekim kraju mieszka sobie biała wrona. Oni, zaintrygowani tą wiadomością, wysłali go do Polski z misją przywiezienia wypreparowanej, białej wrony, którą mieli zamiar umieścić razem z innymi niezwykłymi rzeczami w świętym zawiniątku, chroniącym byt plemienia. Polak pojechał, a wrona jakoś w tym samym czasie zmarła. Nie wiem jak to zrobił, ale omijając wszelkie amerykańskie przepisy dotyczące przewożenia żywych i martwych zwierząt przez granicę, dojechał z ciałem wrony do rezerwatu w jednym z zachodnich stanów i martwy ptak z Polski stał się częścią kultury i wierzeń Indian z prerii. I jest tam ponoć w tym zawiniątku do dziś. Myślę, że to lepsza i bardziej inspirująca historia niż wszystkie filmy Kuca i Tomka Gwincińskiego razem wzięte.

 

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl



tagi: ekologia  zwierzęta  egzotyka 

gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 09:28
65     2392    15 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 09:58

Informuję, że Twoje kuropatwy są u mnie. Nie ma spaceru, żeby skromna Azunia nie poderwała ich do lotu. Są też bażanty, lisy, sarny, a nawet jelenie. Dziki wizytowały dopóki trwał remont linii kolejowej Poznań-Konin. Teraz zostają w większych lasach.

I cały ten zwierzyniec żyje sobie w naturalnej ostoi, na kilku hektarach podmokłego, całkiem zarośniętego lasku. Wychodzą na łąki, a wtedy można paść nimi oczy. Nawiasem mówiąc, tak jest od kilku lat. Wcześniej widywałem głównie ślimaki.

Ale najlepsza jest krucza rodzina, która odwiedza mnie, nie wiedzieć czemu, w każdy wtorek sezonu zimowego. Jesienią zbierają orzechy i tak sobie polubiły moje zaokienne drzewo. 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Jacek-Jarecki 20 grudnia 2018 09:58
20 grudnia 2018 10:03

Bażantów i tutaj jest mnóstwo, żywią się w kompostownikach, ale kuropatw nie ma wcale

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 10:10

Bażanty niestety wznoszą się bardzo wolno. Podczas jednego ze spacerów mój seter irlandzki zwany Carlosem wypłoszył kilka. Spłoszyły się jednak w złym kierunku. Nad pobliską drogą nagle potężnie zaiskrzyło, po czym wzdłuż całej drogi zrobiło sie ciemno we wszystkich domostwach.

Nie czekałem, żeby stwierdzić, czy chłopaki z zakładu energetycznego wzięli bażanta na kolację.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool 20 grudnia 2018 10:10
20 grudnia 2018 10:11

Nie wzięli, nie te czasy, badania weterynaryjne potrzebne i inne duperele

zaloguj się by móc komentować

bolek @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 10:11

"Myślę, że to lepsza i bardziej inspirująca historia niż wszystkie filmy Kuca i Tomka Gwincińskiego razem wzięte."

Howgh! :D

zaloguj się by móc komentować


sannis @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 10:15

Myszołowów jest teraz bardzo dużo przy drogach ekspresowych. Obserwowuję je od dłuższego czasu na Dolnym Śląsku i teraz w Wielkopolsce. Zimą siedzą na słupkach od siatek przeciwśniegowych. Coraz więcej jest kruków na skraju lasów, które kiedyś rzadko widziałem. Czajki po polach na wiosnę. Dużo żurawi w Dolinie Baryczy skrzeczało jak byłem na grzybach, aż sobie nagrałem na telefon. W G.Sowich skolei spłoszyć stado muflonów w lesie, to żaden problem. Ale faktycznie kuropatwy, które u babci po sadzie latały dawno nie widziałem. Mimo, że rowerem po lasach i polach od czasu do czasu pomykam. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 20 grudnia 2018 10:11
20 grudnia 2018 10:16

Mój stryj był wiele lat kierowcą cięzarówki.

Dziadek brał wszystko, co wpadło stryjkowi pod koła. Tylko dziki badał na włośnicę. Cała reszta trafiała na stół.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 10:34

Spotykam większość z tyvh zwierząt.  Nie w jednym miejscu.  Zależy czy jestem tu czy tam,  tyle ze muszę iść na spacer o właściwej porze. Nue próbuję nawet robić im zdjęć.  Mam wesołego psa

.

 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 10:43

U nas, na mniejszym wirydarzu przez parę lat gnieździł się sokół pustułka. Przynajmniej tak było do czasu remontu dachu. Teraz pewnie się przeniósł. Muszę popytać się braci, co się z nim ostatnio stało.

Natomiast na wschodniej zewnętrznej ścianie prezbiterium przez jakieś parę lat zagnieździły się dzikie pszczoły. To było fascynujące je oglądać wlatający i wylatujące z prześwitu w murze. Niestety od ponad roku ich nie ma.

Za kościołem mamy swojski sad, kawałek niby ogrodu rekreacyjnego - nic specjalnego. Tam zdarza się nam przepłoszyć bażanty.

I oczywiście jaskółki. Z nimi mamy problem. Lubimy te ptaki, ale zrobiły sobie gniazda nad drzwiami i w okresie letnim ciągle trzeba czyścić wejście, eh!

 

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @sannis 20 grudnia 2018 10:15
20 grudnia 2018 10:53

Przepiórki i kuropatwy mają przechlapane ,a to dzięki obrońcom przyrody,jest nadmiar lisów i zdziczałych kotów które wyżerają jajka i pisklęta,a strzelać ich nie wolno,bo te kotki są takie miłe....A tu, w Puszczy Boreckiej jest wszystko ,prócz niedźwiedzi,wilki,żubry ,rysie,etc. i ach,piękne białe czaple.

zaloguj się by móc komentować

jacekjack @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 11:09

https://www.youtube.com/watch?v=panQrGHM8Po            " król" zwierząt   widziałem pod Warszawą !!  .......w Puszczy Kampinoskiej dwa wypasione okazy ...szły szlakiem turystycznym !  nie wyczuły  mnie ale szukałem drzewa do ucieczki   .... póżniej poczytałem że są spotykane kiedy migrują

zaloguj się by móc komentować

kowal @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 11:44

Bezkrawym sposobem na łapanie bazanta lub kuropatwy jest zwinięty karton w stożek.

Posypujemy ziarenka kukurydzy, pszeniczki na zmarznietym śniegu.

Wbijamy taki stożek z zaspę razem z rozsypaną przynetą i czekamy w oddali jak sobie posmakują karmy. Ważne w środku stożka też musi być parę ziarenek. Ptak wpycha głowę w stożek i robi się ciemno, instnktownie przykuca i nieruchomieje.

Każdy ptak, można wypróbować osobiście na kaczce, kurze, gołebiu - jak wepchamy głowę pod skrzydło i połorzymy na ziemi ptak udaje martwego.

 

Miłych obserwacji i bezkrwawych łowów.

 

Dobrym sposobem jest karma z alkocholem wtedy to jest jazda, a jaki ubaw.

 

:)

 

 

zaloguj się by móc komentować

Robo @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 11:45

Cale stada kuropatw pamietam z dziadkowych pol na podlasiu .Gluszcza czy cietrzewia tylko ze sciany z rogami u drugiego dziadka ,ktory zbieral wiszace zegary i takie zwierzece trofea ,nie bedac mysliwym . Wychowywalem sie tez na na ziemiach dawnych Prus Wschodnich sluchajac od powojennych mazurow jakie to gatunki i ilosci ryb byly w okolicznych jeziorach i rowach ,padalo okreslenie ,ze row sie gotowal i mozna bylo caly woz zapelnic. Mowilo sie tez o tym ,ze ryba w mazurskich jeziorach mocno przyrosla podczas wojny bo zbiorniki byly traktowane jako rezerwa wojskowa. Stan ilosci ryb systematycznie spadal a od czasu dzierzawy jezior prywatnym rybakom sytuacja stala sie patologiczna. Dzisiaj ,zeby kupic od rybaka majacego pod soba naprawde duze jezioro o pow 19km2 rybe , trzeba czesto ja wczesiej zamawiac i zbierac. Bo polow to kilka kilo lina ,szczupaka , sandacza , okonia czy plotki. Wegorz  np na wesele to juz zbieranie i mrozenie duzo wczesniej. Gospodarka rybna jest rabunkowa , chodzi mi o odlawianie podczas tarla czy  zimowania ryb . Uzywanie sieci ciagnionych o zbyt malych oczkach ,bo takie sieci tez wciaz sie stawia. Do tego dochodzi niestety tez klusownictwo w okresach ochronnych.  Szkodnik pod ochrona kormoran zjada ok 1kg ryby dziennie a gniazduje ich na Warmi i Mazurach ok 6000 par ,co po legu daje na wylocie ok 30tys sztuk .Nie wspominajac o ich odchodach zamieniajacych w pustynie tereny gniazdowania. Pojawil sie tez inwazyjny gatunek ryb inwazyjnych ,Babka Bycza z morza Czarnego ,ktora zywi sie miedzy innymi ikra innych ryb.

zaloguj się by móc komentować

Robo @DYNAQ 20 grudnia 2018 10:53
20 grudnia 2018 11:55

Do tego dochodzi kuna ,zarowno lesna jak i domowa jest tego zatrzesienie , kto ma dom pod lasem wie jakie ogromne szkody wyrzadza ten maly i pozornie milutki  z wygladu potwor. A wroga naturalnego w postaci borsuka juz nie ma.

zaloguj się by móc komentować

Robo @kowal 20 grudnia 2018 11:44
20 grudnia 2018 11:57

Kury ,gesi kaczki tak usypialismy jako dzieci u babci . Dzieki za wyjasnienie bo nigdy wczesniej tego nie zglebilem.

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 12:03

Bardzo dobra notka.

Porozmawiajmy więc o jeleniach. — Na moją wyobraźnię, jako dziecka, działała makatka wisząca u mojej babci, na której stał pokaźny jeleń — taki jeleń na rykowisku, powszechnie znany jako kicz. Podobnie działała jakaś trojka sunąca po śniegu, którą dopadały wilki.

Żywe zwierzęta, jak konie, krowy, świnie i ptactwo domowe, nie robiły na mnie wrażenia (może jedynie syczące gęsi), bo widywałem je codziennie, mieszkając w podwrocławskiej Lutyni (tej od słynnej bitwy).

Za PRL-u widywałem często zające, których dzisiaj prawie nie widuję (chyba 2 w ciągu ostatnich 10 lat) i bażanty, które do dziś trzymają się nieźle. Czasami, ale rzadko pojawiał się lis. Sarny to standard.

Dopiero jak zacząłem jeździć w góry to poszerzyłem znajomość fauny widzianej na żywo — muflony, kozice, świstaki, kruki.

No ale ten jeleń na żywo, z ogromnym porożem, gdzieś tam tylko, daleko, czasami przemknął.

Dwa lata temu idę z kolegą jakimiś szczytami na granicy polsko-czeskiej. Zima, śniegu po kolana. Towarzyszy nam pies. Stromo po obu stronach. Stoki obrośnięte drzewami. Bardzo malowniczo.

I nagle jakieś dwa metry przed nami, z jednego zbocza, wyłaniają się na ułamek sekundy dwa potężne jelenie. Magia! Dech nam zaparło. My nie słyszeliśmy ich, one nie słyszały nas. O psie nie wspomnę, bo nawet nie jęknął. Jak my. Staliśmy osłupieni. Trwało to krócej, niż mój opis teraz. One przebiegały, a właściwie chciały przebiec, z jednej stromizny, po stronie polskiej, na drugą stromiznę, po stronie czeskiej. Wbiegły na szczyt, zobaczyły nas i... jeden zawrócił do Polski a drugi poleciał do Czech. Szast-prast. Ułamek sekundy. Chwyciłem odruchowo za aparat, ale na zdjęciu nic już nie ma. Dopowiadam więc, oglądającym to zdjęcie, chwaląc się tym spotkaniem, że tu, ten mały fragmencik, to kawałek jelenia, który ucieka w dół. Rzecz jasna, nic tam prawie nie widać.

Inne, podobne spotkanie, miałem raz w życiu z głuszcem. Idziemy, tą samą trójką — ja, kolega i pies — lasem, nagle trzask łamanych gałęzi, łomot taki, jakby się coś waliło. Rany, co się dzieje? Patrzymy w górę, a tam, obijając się o gałęzie, spłoszony głuszec. Na zdjęciu, jako pamiątkę, mam piękne, niewyraźne smugi, ni to, ni sio. Takie spotkanie trwa ułamki sekund a nikt z nas nie poluje na zwierzynę (ani z aparatem, ani z flintą) i się na nią nie zasadza, tylko zwykle pokonujemy jakąś trasę, idąc szlakiem. Co się trafi, to nasze.

Co do dzików, to widuję je często. Pierwszy raz, jako dziecko, nad morzem :)

Teraz nie powiem, że co drugi dzień, ale tak co parę dni, albo tygodni albo je słyszę, albo widzę, albo domyślam się, że były, po tym, jak się coś w krzakach pokotłowało, albo po zrytej ziemi, zależy od pory roku.

Kiedy wyprowadziłem się z Wrocławia, za teren lotniska, to nie ma prawie dnia, żebym jakiejś zwierzyny nie widział. Ogrodzenie lotniska, ciągnące się kilometrami, dzieli strefę życia tych zwierząt na dwie części — strefę bezpieczeństwa po stronie lotniska, gdzie sarny i dziki to rzecz powszechna. Jak czasami, nad ranem, w księżycową noc, wracam z miasta rowerem, to sarny potrafią stać stadem i nawet się nie ruszą. Dziki się jednak płoszą. Po drugiej stronie ogrodzenia, strefa bezpieczeństwa się kończy i... trup ściele się gęsto. Zwłaszcza wzdłuż ulicy biegnącej przy ogrodzeniu.

Niestety ruch jest coraz większy, bo grunty rolne zamieniają się na osiedla mieszkalne. Samochodów przybywa w zastraszającej ilości. Wszystko to, w ciągu ostatnich 10 lat.

Po jednej stronie więc żywe, a po drugiej nieżywe, albo te które uszły z życiem. Zwykle te zwierzęta biegną z pól w kierunku lotniska, odbijają się od ogrodzenia i z powrotem przebiegają przez ulicę. Nie zawsze uda się im przeżyć. Potrącenia albo śmierć zdarzają się często. Te zabite znikają w ciągu kilku dni. Dziki są dość odporne na uderzenia, zwykle, takie zderzenie z samochodem, udaje się im przeżyć. Ale czasami i te dostają się pod koła. Lisy mają chyba najmniej szczęścia. Ale tych jest plaga. Widuję je czasami wieczorem, nawet na gęsto zaludnionym jednym z osiedli wrocławskich.
Dochodzi czasem do tego, że latem, lis potrafi siedzieć na środku mojej drogi przy lotnisku i się nie rusza ani nie ukieka na mój widok. Muszę go przestraszyć, żeby pobiegł w krzaki, bo wydaje mi się, że pierwszy nadjeżdżający samochód go rozjedzie.

U mnie pod Wrocławiem jest dużo dzików. Tłumaczę sobie to tym, że one poruszają się szlakiem rosnących tam od lat dębów. Część z tych drzew rośnie na terenie lotniska i stąd te ich częste tam wycieczki. Zwykle buszują dalej, w takiej mini-dąbrowie nad ściekiem/potkiem, który chyba dopływa do Bystrzycy. Tam, to one mają gdzie wędrować.

No dobra, bo się rozpisałem. Wróćmy do tych jeleni.

Jest wieczór, ruch samochodów mniejszy. Jadę rowerem wzdłuż ogrodzenia lotniska. Potem ono skręca i zza tego zakrętu wybiega ogromny jeleń, z ogromnym porożem. Przy drodze, na odgłos jadącego samochodu, zawraca i biegnie w przeciwną stronę. Ja już jestem za tym zakrętem i zatrzymuję się, żeby popatrzeć, co będzie dalej. Taki jeleń na żywo, to fascynujące zjawisko. Jeleń przebiega jakieś sto metrów i zawraca. Ale znów, przy ulicy, z powodu jadących samochodów, sytuacja się powtarza. Przychodzi mi do głowy żeby go przepłoszyć, żeby się nie pchał w stronę tej ulicy i żeby pobiegł w stronę pól i tej mini-dąbrowy, ale nie, uparty jeleń znów biegnie, a ja się jednak boję stanąć mu na drodze. W końcu udaje mu się tę drogę pokonać. Ależ to był widok.

I może jeszcze, na koniec, opowiem spotkanie z sokołem Harrisa.

Jeżdżę czasami rowerem, dla poszerzenia horyzontów, po okolicznych wsiach. Któregoś razu widzę w oddali samochód zaparkowany przy polnej drodze i młodego człowieka, do którego przylatuje ogromne ptaszysko. Zatrzymuję się zaciekawiony i podchodzę do niego, przepraszając za zakłócanie spokoju. W którymś momencie, na gwizdek, przylatuje Harry i siada na orękawicznionej ręce właściciela. Wdajemy się w pogawędkę. Okazuje się, że Czesi handlują tymi południowoamerykańskimi sokołami i tam bardziej opłaca się je kupować niż u nas. A taki sokół to pies ze skrzydłami po prostu. Zwykle trzymany jest w wolierze, u zaprzyjaźnionego leśnika i regularnie wyprowadzany jest na takie lotne spacery, podczas których może sobie polatać i coś upolować. Słuch ma ponoś doskonały. Reaguje na komendy sponad kilometra. Przewożony jest w dużym bagażniku samochodu, w kapturze i na smyczy, ze szponami wbitymi w kawał konaru. Piękny ptak. Dostojny i arystokratyczny w zachowaniach. Nie mogłem się na niego napatrzeć.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 12:12

U mnie za torami w lesie jest cała dynastia myszołowów. Co roku latem w słonecznie dni widać jak stare kołują z młodymi popiskując charakterystycznie, przynajmniej tak to interpretuję, że to stare z młodymi. W sumie zjawisko. Bo czasem przeleci taki między drzewami ze 20 m od mnie. A czasem zerwie się z czubka sosny. W sumie duży jest. Ma rozpiętość. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem, myślałem że to bielik. 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Robo 20 grudnia 2018 11:45
20 grudnia 2018 12:18

na naszym stawie była taka kormorania pustynia, i na nic romantyczna piosenka, nie lubiłam ptaszyska, szczególnie jak przemókł w wodzie i taki nastraszony siedzial na gałęzi i się suszył

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 12:20

Jeszcze do zeszłego roku 2 pustułki zaglądały mi na parapet w pracy, w centrum miasta. To był piękny widok. Zrobili remont i zniknęły. Musieli zniszczyć gniazdo. Kuropatwy to w pod Szczytnem widziałam, moja kuzynka z nieodległej miejscowości widzi regularnie.

Szkoda, że nie miałam spotkania z certą, bo ten nos rzeczywiście fajny, ale z ryb największe wrażenie zrobił na mnie miętus, którego w dzieciństwie złapał mój brat – wyglądał jak bezkształtna, zepsuta ryba. Był najpyszniejszy. Wtedy go jadłam i widziałam pierwszy, i ostatni raz.

A zwierzęta niezwykłe to wszystkie te, jakie były w domostwie i jakie teraz są :)

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 12:20

Najwięcej dzików spotykałam w Warszawie na Forcie Augustówka oraz na polach wilanowskich. Lisy chodziły po ogórdkach działkowych na Królikarni a jeden to nawet na Malczewskiego zawędrował. Tu gdzie teraz mieszkam, czyli nad jeziorem Wójcińskim dzika jednego młodego widziałam raz. Widać siedzą gdzieś głębiej w lasach i do osiedli ludzkich nie podchodzą.

Za to wesoło harcują sobie zające. Kiedyś na ścieżce przy jeziorze niepodal mojego domu pojawił się daniel. Koło Miradza widziałam pięknego jelenia jak przeskakiwał przez szosę. Sarny spotykam dość często. Poza tym mieszkam na trasie przelotu dzikich gęsi ze Skandynawii na Południe. Często odpoczywają na jeziorze albo na polach a koło 8 rano startują do dalszego lotu. Fantastyczny widok jak z 500 sztuk startuje i formuje szyk. Sikorki, rudziki i sójki posilają się w karmniku. Jest dużo orłów, czapli siwych i białych oraz ptaków, które nie mam pojęcia jak się nazywają.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 20 grudnia 2018 10:16
20 grudnia 2018 12:25

straszne, zaraz zrobi się z tego film jak to kierwocy ciężarówek zjeżdżają na pobocze, by coś "ustrzelić ;) 

albo jak upiec gęś karmioną winem ;)

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @sannis 20 grudnia 2018 10:15
20 grudnia 2018 12:33

Byłem w Sowich ale muflona nie widziałem

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @Maryla-Sztajer 20 grudnia 2018 10:34
20 grudnia 2018 12:33

Widocznie za mało chodzę po polach

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @mniszysko 20 grudnia 2018 10:43
20 grudnia 2018 12:34

U mnie w domu były kiedyś, cały rój 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @DYNAQ 20 grudnia 2018 10:53
20 grudnia 2018 12:34

Białe czaple są i u mnie, tu niedaleko na stawach

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @Robo 20 grudnia 2018 11:45
20 grudnia 2018 12:35

No tak, ale dawne Prusy to bogactwo gatunków

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @umami 20 grudnia 2018 12:03
20 grudnia 2018 12:36

Jelenia nie widziałęm w życiu, to dziwne

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @ainolatak 20 grudnia 2018 12:20
20 grudnia 2018 12:37

Pustułki są wszędzie w zasadzie, przy drogach je widać jak zawisają w powietrzu

zaloguj się by móc komentować


Robo @ainolatak 20 grudnia 2018 12:18
20 grudnia 2018 12:38

Tak Agnieszko to jest ptaszysko ,ktore raczej nie da sie lubic w Polsce jest jedna z najwiekszych w Europie koloni legowych na Mierzei Wislanej , to jest rozpaczliwy widok , są to hektary zniszczonego, wypalonego przez ich odchody lasu. Na SN byl poruszany kilka razy przez Greenwatcher watek ochrony srodowiska w Polsce i wnioski jak traktuje sie Polske .  Juz widze  jedna z najwiekszych w Europie koloni kormorana  nad takim jeziorem Bodenskim ,ciekawe jak szybko by sie z nim tam uporali ?

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @gabriel-maciejewski 20 grudnia 2018 12:37
20 grudnia 2018 12:41

w zasadzie zależy gdzie się mieszka i patrzy

ani na moim podwórku ich nie ma, ani nie zawisają wzdłuż Solidarności, były za to w kominowym zamknięciu podworza w pracy

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Robo 20 grudnia 2018 12:38
20 grudnia 2018 12:47

teraz to już szkodnik ten kormoran - zawsze na takiego wyglądał ;)

nad jeziorem bodeńskim można w knajpie zjeść pierś z wędzonego kormorana, bo w Szwajcarii można je ustrzelić, w Niemczech też jest chyba odstrzał kontrolny, mimo, że sa pod ochroną - ponoć smaczna i jest całkiem niezły zbyt....

pozdrawiam :)

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 13:22

No i to jest temat z kręgu spraw ważnych. Żyjemy w pięknych czasach. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 20 grudnia 2018 12:25
20 grudnia 2018 13:44

Dawno temu to było. Drogi wąskie i śliskie, o oponach zimowych to może u Lema można było coś przeczytać. Stryjek nie lubił wjeżdżać w zwierzynę, bo to z jego pojęciem o byciu dobrym kierowcą bardzo się kłóciło, ale jeszcze bardziej z ogólnym pojmowaniem świata kłóciło mu się, że coś mogłoby się zmarnować.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @gabriel-maciejewski 20 grudnia 2018 12:36
20 grudnia 2018 14:06

Daniele są w okolicy. Jelenia widziałem tu raz. Duże bydlę.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @ainolatak 20 grudnia 2018 12:41
20 grudnia 2018 14:25

Prawie wszędzie, u mnie też ich nie ma, ale bardzo jestem przyzwyczajony do ich widoku

zaloguj się by móc komentować



DYNAQ @Magazynier 20 grudnia 2018 12:12
20 grudnia 2018 14:47

A to nie orlik krzykliwy jak tak kwili? 

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 14:56

Na Zaduszki jadąc pierwszy raz w życiu zobaczyłem orła przedniego.Orła rybołowa mam w sąsiednim leśnictwie,u siebie robiliśmy mu platformę do gniazdowania na szczycie sosny (musi mieć możliwość dolotu od góry) ,ale nie skorzystał...

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @sannis 20 grudnia 2018 10:15
20 grudnia 2018 15:16

Myszołowów jest teraz bardzo dużo przy drogach ekspresowych.

Jeśli teraz to są to przede wszystkim myszołowy włochate, które zalatują do nas na zimowanie albo lecą dalej na południe lub zachód. Kilka lat temu naliczyłem z samochodu około 30 takich myszołowów na odcinku między Gorzowem a Poznaniem. Są to fajne głuptasy, przyglądające się samochodom i niewiele sobie robiące z ruchu pojazdów, ale spróbuj zwolnić lub zatrzymać się. To pożegnają cię, machając skrzydłami. No chyba, że są b. zmęczone i leniwe, to jeszcze musisz otworzyć drzwi, wyciągnąć aparat i dopiero wtedy odlecą. Oczywiście zdjęcie nie ma.

Szponiaste, w ciągu całego roku przy drogach szybkiego ruchu, nie tylko odpoczywają, ale polują. Niskie trawiaste murawy z drobnymi gryzoniami, ale i małymi ptakami zapewnia im tu drogowcy. To są setki ha w kraju. Gryzonie też mają tu fajnie bo siatka utrudnia wkraczanie małych ssaków. O tej nowej stołówce wiedzą też bociany, a te najbardziej bezczelne i ryzykujące, żerują pomiędzy jezdniami, na tych wąskich pasach trawy.   

zaloguj się by móc komentować


Grzeralts @gabriel-maciejewski 20 grudnia 2018 14:25
20 grudnia 2018 15:32

Koło nas w lesie. Przynajmniej były w zeszłym roku w tym lesie, co to się ciągnie do Radziejowic. Jeden mi wylazł na drogę przed rower, aż specjalnie sprawdziłem w necie, co za cholera, bo na koziołka sarny za duże, a na jelenia za małe. Ale jelenia też tu kiedyś widziałem, tyle, że dosyć dawno.  

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @gabriel-maciejewski 20 grudnia 2018 12:36
20 grudnia 2018 16:19

Ja mialem kiedys przedziwna przygode, dawno temu, jeszcze w latach 90-ych. Mieszkalem wtedy w Kolorado. Wczesnym zimowym wieczorem jechalem z jednego z malych miasteczek - resortow w Gorach Skalistych do Denver. Mgliscie bylo i droga zasniezona i miejscami chyba nawet lekko oblodzona wiec jechalem nie za szybko. I nagle te opary mgly ustapily i zobaczylem przed soba wielkie stado jeleni przed soba, przechodzacych przez szose, takimi jakby grupami jakies kilkadziesiat metrow przede mna. Wapiti, olbrzymie kanadyjskie jelenie. Po prostu zamurowalo mnie, nie wiedzialem co robic. Gdybym probowal hamowac to pewnie wpadlbym w poslizg, wiec nie probowalem nawet. Gapilem sie na to stado tuz przede mna, i nagle, zrobila sie luka, przejechalem spokojnie miedzy jedna grupa a druga nadchodzaca. Az mi sie cieplo zrobilo bo gdybym uderzyl w jedno z tych zwierzat to masakra, juz bym chyba nie siedzial teraz i nie stukal w klawiature.

Pamietam to jak dzis chociaz od tamtego dnia uplynelo juz chyba ze dwadziescia lat.

A losia pierwszy raz w zyciu zobaczylem bedac w parku narodowym w Gorach Skalistych, niedaleko od Estes Park, takie miasteczko na polnocny zachod od Denver.

Olbrzym. Stal spokojnie w takiej dolince w zaroslach i przezuwal cos, nie zwracajac uwagi na gromady ludzi pstrykajacych zdjecia.

zaloguj się by móc komentować

Trzy-Krainy @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 16:49

Ze 30 lat temu liczylem jelenie nad jeziorem Lebsko. Pewnego wieczoru wyszlo ich na pola ponad 50 sztuk.

Losie widywalem tylko na Lotwie i to jedynie na dawnym pograniczu Inflant Polskich i Inflant Szwedzkich. Do tej pory zachowalo ono swoj szczegolny charakter: jest to pas mniej wiecej 30 km szerokosci, idacy z polnocy na poludnie, w wiekszosci pokryty lasem, wielkimi bagnami, pelen rzek i jezior (w tym najwieksze jezioro na Lotwie Lubans), gdzie losie maja idealne warunki do zycia. Taka naturalna granica.

Przed klasztorkiem w Olaine, kolo Rygi, wystarczylo posadzic kilka krzakow winorosli, obok po pare metrow zywoplotu, a w ogrodku pas swierkow i troche innych krzewow, by po kilku latach to miejsce zaroilo sie od gniazd roznych gatunkow ptakow, co kilka, czy kilkanascie metrow gniazdo, takze w winogronach. Najwieksze bylo gniazdo kosa. Razem ta czesc ogrodowa z podworzem, gdzie pod zadaszeniami suszylo sie drewno, zostala przez ptaki zagospodarowana. Kos bronil swego bardziej lesistego terytorium przed szpakami i kwiczolem. A pliszka siwa, ktora pewnie zrobila sobie gniazdo w garazu, bronila dostepu do tegoz garazu z narazeniem zycia, podfruwajac pod sam twarz zakonnika, ktory chcial wziac samochod :)

zaloguj się by móc komentować

emi @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 19:33

Z głębokiego dzieciństwa pamiętam wyprawy rodziców w dorzecze Biebrzy na raki (i zdziwienie białym kolorem tego, co mi dawali do zjedzenia mówiąc, że to raki).

Z ostatnich czasów- bliskie spotkanie 3 stopnia z odyńcem, bo nazwa dzik nie oddaje ogromu tego zwięrzęcia, które spotkałam. Do dziś nie umiem sobie wytłumaczyć dlaczego będące wtedy z nami 2 psy zupełnie na niego nie zareagowały, jakby był duchem (duchem odyńca z opowiadania Franciszka Wysłoucha). Podniósł się z ogromnych nawłoci, kiedy zrównalismy się z nim idąc miedzą. Góra. Miałam wrażenie, że jest wyższy ode mnie. Nawet na nas spojrzał. Ruszył w przeciwnym do miedzy kierunku i zniknął. W mgnieniu oka. Bezszelestnie. Dzieci też go nie zauważyły. Dziękowałam Bogu, że psy go nie zaatakowały.

Na podmokłe łąki pod Radzyminem już trzeci rok przylatuje para żurawi. Lubię ich krzyk. Widok też wspaniały. Trochę przypominają strusie ;)

Sarny, bażanty, lisy to codzienność, ale już znalezione poroże koziołka było dla mnie darem z nieba.

Pamiętam jeszcze jedno spotkanie. Późne popołudnie w Tatrach, właściwie już zmierzch wiadomo, że do schroniska w Morskim Oku dojdziemy już po ciemku (jeżeli dojdziemy) i nagle, na Świstówce stado kozic ustawia się na tle nieba, jak do zdjęcia, na wyciągnięcie ręki. Opadło ze mnie całe zdenerwowanie (a miałam pod opieką nastoletniego siostrzeńca) i zmęczenie. Tak obdarowana mogłam iść dużo dalej niż do Morskiego Oka.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 20:30

Dziki poznałem dość dobrze już jako dziecko bo mój wujek był myśliwym i pokazywał, bratu i mi, z ambony jak żerują dziki, a także jak pasą się sarny.

Teraz w sumie też mam okazje dosyć często widzieć dziki i sarny bo żyją nieopodal w parku, jeszcze parę lat temu nawet przechodziły przez jedną z głównych dróg i przez osiedle, żeby dojść do zagajnika i resztek pól jakie były, ale jakiś czas temu deweloper to wykupił i zbudował tam osiedle domków i już tam nie chodzą.
Do tego jeszcze, prawie że oswojone lisy i zakała okolicy - kuny, łasice i szczury, na podwórkach na szczęście jeszcze nie tak często się pojawiają, ale są.
Najgorszym zjawiskiem jest to, że jeże kiedyś częste, nawet były lekko osowojone, a od paru lat ich nie ma, przez to jest więcej robactwa. Chociaż jest nadzieja, bo ostatnim latem rozgrzebały pół trawnika, więc może wrócą.

 

P.S.
Podobno szopy wypierają coraz bardziej rodzimą faunę.

zaloguj się by móc komentować


chlor @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 20:49

W Szczecinie po nocy to głównie dziki. Trochę zajęcy, lisów i saren. Raz na chodniku widziałem chybajelenia. Chybajeleń, bo większy od sarny i miał coś sporego na głowie. To wszystko grasuje dopiero po północy. Może likwidacja przemysłu wzdłuż Odry to sprawia, albo likwidacja lasów.

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @chlor 20 grudnia 2018 20:49
20 grudnia 2018 21:14

Jaka likwidacja lasów!? O czym Ty piszesz?

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @Kuldahrus 20 grudnia 2018 20:30
20 grudnia 2018 21:21

Oprócz szopów zadomowił się już jenot,pcha się czarna wiewiórka amerykańska no i szakal.Swoją drogą ciekawe czy tam gdzie są wilki szopy   ,jenoty i szakale się ostoją bo np. zwykły pies to dla nich przysmak i potrafią go wziąć nawet z podwórka. 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @DYNAQ 20 grudnia 2018 21:21
20 grudnia 2018 21:30

O wiewiórce amerykańskiej i jej negatywnym wpływie wspominał prof. Tryjanowski w swoim wykładzie.
 

Szakal? Nie za zimno dla niego?
W sumie porządnych mrozów już dawno nie było i podobno gdzieś na południu Polski zaczęła pojawiać się nawet tarantula ukraińska.

zaloguj się by móc komentować

chlor @DYNAQ 20 grudnia 2018 21:14
20 grudnia 2018 21:50

Skoro mieszkałem na skraju miasta, a dalej na zachód było pole i las aż do Berlina, a teraz ani pola , ani lasu tylko dalsza część miasta, to mi wygląda na likwidację. Puszcza zaczynała się od pętli tramwajowej na Głębokim. Teraz są tam tylko osiedla bogaczy podmiejskich.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2018 23:44

Wyszła kolejna dyrektywa Unii, że mianowicie jaskółkom nie wolno gniazdować w stajniach, oborach etc.. Jaskółki dyrektywę unijną miały w kuperkach i spokojnie budowały i rozbudowywały /do starego gniazda wiosną dobudowywały kolejny pokoik/ swoje siedziby. Konie były zachwycone, bowiem nie dokuczały im stajenne muchy - przysmak jaskółek. Czasami we wrotach stajni trzeba było czujnie unikać pospiesznej jaskółki z jedzeniem w dziobie, lecącej do wystających już z gniazd żółtych, rozwartych  dzióbków, zakończonych jakimś pierzaczkiem na łepetynkach. Zachwycające widoki! Lubiły zwłaszcza robić gniazda na otoczonych siatką żarówkach. Stabilnie i ciepło :) 

Koleżanka wypucowała na glanc swojego ślicznego konia, już osiodłanego wyprowadzała ze stajni i we wrotach: pac! - biała kupka na zadzie Dino na szczęście. To było nagminne :)

Kolega przysiadł przed stajnią na krzesełku i czyścił sprzęt. Akurat nastała pora "wykopu" smarkaterii z gniazda nad wrotami na pierwszy "lot". Szczyle pacnęły na ziemię i następnie po nogach Andrzeja wdrapywały się "do góry". Obwieszony jaskółczą drobnicą Andrzej wyglądał fascynująco :) Nie było rady - drabina i wsad smarkaczy na powrót do gniazda. 

Na torze, gdy zbliżał się deszcz, jaskółki towarzyszyły koniom - przelatywały między końskimi nogami, nisko przy ziemi. To było bardzo miłe. 

A tu nasze doświadczenie z gołębiami grzywaczami:

https://kossobor.neon24.pl/post/15225,ludzie-i-golebie

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @KOSSOBOR 20 grudnia 2018 23:44
20 grudnia 2018 23:49

Naturalnie do żłobów zawsze wkładało się koniom opłatek na Wigilię. Koń dla jeźdźca to bowiem szczególne zwierzę. 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @KOSSOBOR 20 grudnia 2018 23:49
20 grudnia 2018 23:56

Jeszcze dwie opowiastki o zdumiewającym zachowaniu zwierząt: kota i konia:

https://kossobor.neon24.pl/post/48223,jak-to-wytlumaczyc

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @KOSSOBOR 20 grudnia 2018 23:49
21 grudnia 2018 00:01

pociągowemu też. Był podstawą. Bazą ? :)

Ale było na co patrzeć jak śmigał pod jeźdzcem na oklep.

zaloguj się by móc komentować

atelin @gabriel-maciejewski 20 grudnia 2018 12:36
26 grudnia 2018 12:53

Jak się jeździ po opolskich lasach po nocach trzeba na nie bardzo uważać. Mogą być wszędzie i chyba są wszędzie.

zaloguj się by móc komentować

atelin @gabriel-maciejewski 20 grudnia 2018 12:36
26 grudnia 2018 12:53

Jak się jeździ po opolskich lasach po nocach trzeba na nie bardzo uważać. Mogą być wszędzie i chyba są wszędzie.

zaloguj się by móc komentować

atelin @gabriel-maciejewski
26 grudnia 2018 13:14

Cmentarz Osobowicki we Wrocławiu - od Rynku w linii prostej maksymalnie trzy kilometry - stado dzików z warchlakami wzdłuż cmentarnego muru o piątej nad ranem urządza sobie ucztę z żołędzi. Po stronie cmentarza rośnie bowiem sporo dębów i ich gałęzie wystają za mur. To zresztą specyficzny teren, ponieważ tuż obok owego cmentarza kiedyś była Wyższa Szkoła Wojsk Inżynieryjnych z mini poligonem, a dalej to już tylko mały lasek. Na południu Wrocławia po ulicach łażą sarenki. Przypominam sobie gawrony sprzed czterdziestu lat - bardzo były płochliwe - teraz wzięły przykład z gołębi i się nie przejmują, kiedy przechodzę metr obok.

Myślę, że gdyby nie mury obronne - w średniowieczu zwierzęta też łaziłyby po miastach. Bo przez wioski przechodziły i pewnie nikogo to nie dziwiło.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski 20 grudnia 2018 12:36
27 grudnia 2018 15:57

Z żoną widzieliśmy kilka lat temu. Zimą, osobne stado łań. I ze dwa razy osobno rogacze. Jeden raz z wiaduktu. Równym truchtem pędziły przed siebie przez tory w kierunku lasu. Zjawisko.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować