-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O wczorajszym spotkaniu i czyszczeniu bibliotek

Najpierw opowiem o wieczorku w Zielonej Górze. Przyszło niewiele osób, około trzydziestu. Wszystko nagrywaliśmy i było fajnie. Ja się w Zielonej Górze czuję lepiej nawet niż we Wrocławiu, a to przez fakt, że samo miasto i okolice mają w sobie klimat ostatnich odcinków serialu „Stawka większa niż życie”. To się powoli kończy, ale sporo jeszcze zostało. Opowiadałem trochę o Międzymorzu, a trochę o książkach i planach wydawniczych. Szło mi dobrze, bo na sali były w zasadzie same wtajemniczone osoby. Okazało się jednak, o czym przekonałem się późno, że w kącie pod ścianą siedzi dwóch panów, wielce z czegoś niezadowolonych. Jeden milczał przez cały czas, ale minę miał, jak młody ambitny pisarz, źle potraktowany przez wydawcę. Drugi zaś wchodził ciągle i wychodził, wreszcie, kiedy chciałem przypomnieć co tam kiedyś Jacek Drobny pisał i mówił udziale Holendrów w rozpętaniu wojny trzydziestoletniej, nie wytrzymał. Przerwał mi i zaczął coś w sensie – co pan wie, co pan wie...pan tu tak gada, a czy słyszał pan o dynastii Bernadotte…? Ja oczywiście słyszałem, ale to nie było przedmiotem naszych rozważań, na co zwróciłem uwagę. Pan się zirytował, więc zaczęliśmy go nagrywać i wszystko będzie można zobaczyć. Uprzedziłem go, że niestety nie mogę go w żaden sposób zabezpieczyć przed komentarzami ze strony widzów i czytelników. Nie mogę też nie wspomnieć o tym wypadku, dlatego, że podobny miał miejce dawno temu w Gdańsku. Też przyszło dwóch panów i jeden tylko patrzył, a drugi przerywał. No, ale tamci byli o wiele intensywniejsi. Może przez to, że miasto było większe. Sam nie wiem. Wydarzenie to przekonuje mnie jeszcze bardziej, że nie ma sensu organizowanie za często tych spotkań, o wiele ważniejsze są konferencje. Jeśli ktoś przyjdzie posłuchać nie tylko mnie, ale także innych autorów, a do tego za to zapłaci, będzie mniej skłonny do wszczynania awantur. Ja oczywiście rozumiem, że każdy chciałby mieć publiczność, występować na scenie i opowiadać różne ciekawe rzeczy, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że obecny jestem głównie w internecie, który jest dla wszystkich. Także dla tego pana, co wczoraj zagaił o dynastii Bernadotte. Każdy może założyć bloga i pisać co chce, a także starać się, by przychodzili do niego ludzie. Chciałem też zwrócić uwagę, że w przestrzeni publicznej pojawiam się nader rzadko, w zasadzie wcale. I o ile nie jestem wyraźnie zaproszony przez kogoś, jak wczoraj, to moja obecność w tej przestrzeni wiąże się z ponoszeniem kosztów. Nie małych dodam, bo stoisko na targach kosztuje od 2 tysięcy w górę. No, ale, jak już powiedziałem – wobec takich postaw, nie mam innego wyjścia jak zroganizować własną przestrzeń dystrybucji, zapłacić za nią i wyciągać konsekwencje z niedpowiedzialnych zachowań, których się tam ktoś może ewentualnie dopuścić. - Zapłaciłem to się bawię – jak mawiał stary Mueller w filmie „Ziemia obiecana”.

Na spotkaniu, co mnie bardzo ucieszyło, by obecny także wnuk Jana Chudzika, o którym rozmawiałem ostatnio z Krzysztofem Kaczmarskim przy jego grobie na cmentarzu w Brzozowie. Pogawędziliśmy dość intensywnie, między innymi o tym czy nie dałoby się urządzić muzeum Ruchu Narodowego na Podkarpaciu w domu, w którym Jan Chudzik się wychował, To jest pomysł rzucony na szybko, ale piszę o nim, bo wydaje mi się ciekawy. Niedaleko Ulanowa na prywatnej posesji stoi dom, w którym Jan Chudzik się wychował. Trzeba by go było przenieść i coś w nim zaaranżować. Pierwsze pytanie – gdzie przenieść? Tego właśnie nie wiemy, bo jasne jest, że plac to sprawa kluczowa. Dlatego, nawet przy zaangażowaniu wszystkich wnuków i prawnuków Jana Chudzika ta operacja się nie uda, dopóki nie włączą się w to jakieś organizacje lokalne, czy to samorządowe czy to państwowe. No, ale na to ja nie mam wpływu. Takie muzeum powinno, tak nam się zdawało, kiedy kontynuowaliśmy ten wątek z Panem Chudzikiem, powstać w Nisku. Jan Chudzik urodził się w powiecie niżańskim i to jest jego ziemia rodzinna. Zamordowany został co prawda w Brzozowie, ale Nisko jest chyba lepszą lokalizacją. No, ale ….bez lokalnych działaczy ten pomysł nie ma sensu, bo nawet jeśli rodzina wszystko opłaci, to potrzebny jest ktoś kto będzie tym mieniem odpowiedzialnie administrował i widział sens w istnieniu takiej placówki. Ja co prawda mam kolegę w Nisku, ale on jest biznesmenem z branży restauracyjnej, a nie lokalnym działaczem czy urzędnikiem. No nic, będę jeszcze o tym myślał...a jeśli coś się zacznie dziać będę ten pomysł promował i wspierał.

Teraz słów kilka o literaturze szpiegowskiej. Siedziałem sobie tak i wymieniałem różne uwagi, a to z Panem Romanem, a to z innymi gośćmi, ale myślałem przez cały czas o tym, co zrobić z literaturą szpiegowską. Bardzo wszystkich przepraszam, ale tak to już ze mną jest, siedzę i gadam o czymś, a myślę w tym czasie o czymś zupełnie innym. Nie moja to wina, ale na początku samym mechanizm ten uruchomił Pan Roman właśnie pytając mnie o Bidwella. Potem już nie mogłem przestać. Mamy tych autrorów poczytnych powieści szpiegowskich wykreowanych w Wielkiej Brytanii. W Polsce próbuje się ten trend nieudolnie naśladować promując w Biedronce niejakiego Severskiego. Nie będę się tu nad nim zatrzymywał. Konkluzja jest taka – wszyscy promowani w mediach autorzy muszą być agentami. Nie może być inaczej. Można się oczywiście łudzić, że to nieprawda, ale po co. Co zrobić, żeby pozostać poza ich wpływem? Najprostsza odpowiedź brzmi – przestać czytać książki. I ku temu wszystko niestety zmierza, że poza książkami agentów takich jak Twardoch czy Miłoszewski nie będzie nic więcej do czytania. Pewien Pan opowiadał wczoraj o tym, że w czasie wyprzedaży biblioteki więziennej w Zielonej Górze wyniósł stamtąd, za grosze zupełnie, całe sterty ważnych i ciekawych książek. Niektóre nie były nawet rozcięte. Co znadzie się na miejscu tych książek w największym zakładzie karnym w całym województwie? No, zapewne ów Severski, a do tego jeszcze Twardoch i Miłoszewski, żeby było jakieś spektrum. Zrobił się bowiem za duży ruch na rynku i trzeba ten rynek uporządkować. Tego się jednak nie da zrobić bez brutalnej cenzury. Czyszczenie bibliotek nie wystarczy, bo jest internet. Lansowanie durniów też nie pomoże, bo nawet jeśli ktoś jednemu czy drugiemu uwierzy, to po kilku latach doświadczenia dnia codziennego i spostrzeżenia głębsze rozjadą się z tym książkowym opisem całkowicie. Pozostanie jeszcze złudzenie, że to taka rozrywka. No, ale rozrywka musi rozrywać, a nie zanudzać, więc to także jest nie do utrzymania. Padł wczora postulat, żeby tworzyć lokalne, prywatne biblioteki. To dobry pomysł, ale wobec likwidacji zbiorów w tych państwowych, może okazać się, że te biblioteki to rzecz dla systemu groźniejsza niż organizacje terrorystyczne. Jeden z wczorajszych moich rozmówców nadmienił także, że ten proceder czyszczenia zaczął się od rządów dobrej zmiany, że wcześniej tego nie było. No nie wiem….mam wrażenie, że na wschodzie było, może nie na taką skalę, ale było. No, ale wracajmy do tych bibliotek. Być może w Zielonej Górze właśnie powstanie taka prywatna biblioteka, ciekawe tylko ile osób się skusi i do niej zajrzy. Zobaczymy. Ja tam w każdym razie zamierzam przekazać książki. Pan Jan ze Waschowy, który też był na tym spotkaniu opowiadał z kolei anegdotę taką – ustawił we Wschowie stolik z prasą patriotyczną, obwieszony flagami i kotylionami, żeby wzbudzić zainteresowanie przechodniów. Okazało się, że źle, że ludzie wytresowani przez media, nie wiedzą po co komu ten stolik i dlaczego on jest taki udekorowany. Zainteresowanie było słabe, choć Wschowa jest miastem, gdzie tradycja żyje i ma się dobrze. Zdaje się chodziło o to, że Pan Jan nie miał stosownych certyfikatów na szerzenie treści patriotycznych. Kiedyś już to pisałem, ale jeszcze powtórzę – dojdzie do tego, że będziemy musieli występować pod własnymi znakami, bo flagi i godła będą zarezerowane dla organizacji finansowanych z budżetu. Nie martwmy się tym jednak. Będzie dobrze. Spłaszczanie i dewastacja treści nie prowadzi do niczego poza kompromitacją tych, którzy taki proceder uprawiają.

Na dziś to tyle, zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

 



tagi: zielona góra  przestrzeń publiczna  biblioteki  książki szpiegowskie 

gabriel-maciejewski
24 sierpnia 2018 09:49
11     1609    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski
24 sierpnia 2018 10:23

"za dobrej zmiany"... A kto jak nie ja kupił przy okazji czyszczenia 1243 kg książek za 93 zł pięć lat temu, hę?

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @gabriel-maciejewski
24 sierpnia 2018 13:00

Wschowa - ośrodek luteranizmu w XVI i XVII wieku. Może im coś z tego okresu w mentalności zostało.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gabriel-maciejewski
24 sierpnia 2018 14:16

Po pierwsze; do zbierania ksiązek trzeba mieć warunki prócz finansowych choćby metrażowe.

Stąd zdecydowany odwrót od książki papierowej, w kierunku e-booków, najlepiej tekstów kopiowanych  z zasobów  internetu.

Po drugie, pokolenie, które nobilitowało się poprzez czytanie tzw. literatury ambitnej właśnie wymiera.

Kolejne pokoelnia sa coraz bardziej na bakier z czytaniem, a co za tym idzie z rozumieniem czytanego. Trudniejsze zagadnienia są poza percecepcja nie przygotowanych odbiorców, któruym nic z niczym sie nie kojarzy i nie moga znaleźć prawidłowych puntów odniesienia.

Dlatego każda "sensacja" upozowana na literature :faktu" może robić za dokument epoki, bo nie będzie komu rozróznic fikcji od elementarnych faktów. Dla wspólcesnych ofiar reform edukacyjnych cos co działo sie w wieku XIII, i cos co działo sie w wieku XIX jest "zrówno". Coraz bardziej nie ma o czym z kim ani  jak rozmawiać.

Jeszcze z 10-20 lat i będzie zupełnie "pozamiatane".

PS

Jeszcze zwróciłbym uwagę na zbiory bibliotek w garnizonach i szkołąch wojskowych (ew. policyjnych),   ale one pewnie już dawno polikwidowane.

zaloguj się by móc komentować

ajs @gabriel-maciejewski
24 sierpnia 2018 19:16

Co się tyczy biblioteki - wybrałem się dzisiaj do głównej biblioteki w Zug, Szwajcaria. Z ciekawości chciałem się przekonać, co tam mają na temat Polski? Niestety, okazało się, że za wiele na temat naszego kraju przeciętny Szwajcar tu nie znajdzie. Na regale pozycje dot. Polski znajdują się wspólnie z książkami na temat Węgier (Polen. Ungarn). Jako, że nie ma tego wiele, to podam jakie pozycje są do wypożyczenia/przeczytania:

1) Jurgen Heyde, "geschichte Polens". Verlag C.H. Beck oHG, Munchen 2006.

2) Peter Oliver Loew, "Danzig. Biographie einer Stadt". Verlag C.H. Beck oHG, Munchen 2011.

3) Joanna Olczak-Ronikier, Im Garten der Erinnerung. Eine Europaische Jahrhundertfamilie". Aufbau Verlagsgruppe GmbH, Berlin 2006. To jest         tłumaczenie powieści J.O-R. "W ogrodzie pamięci".

4) Włodzimierz Borodziej, "Geschichte Polens im 20. Jahrhundert". Verlag C.H. Beck oHG, Munchen 2010. 

5) Calel Perechodnik, "Bin ich ein Morder? Das Testament eines judischen Ghetto-Polizisten". Klampen Verlag, Springe 2015. Tłumaczenie z   polskiego ("Spowiedź. Czy ja jestem mordercą?") Lavinia Oelkers.

6) Thomas Urban, "Polen". Verlag C.H. Beck oHG, Munchen 2003 (wyd. 2 zaktualizowane/poprawione).

7) Thomas Urban, "Katyn 1940. Gesichte eines Verbrechens". Verlag C.H. Beck oHG, Munchen 2015.

Tak więc nie ma wątpliwości co do tego, że w strefie jęz. niemieckiego rządzi niemiecki punkt widzenia odnośnie polskiej historii. Ciekawy jestem jak jest w innych krajach z książkami na nasz temat? Może czytelnicy SN rozsiani po świecie zechcieliby sprawdzić w lokalnych bibliotekach...

Wcześniej nie miałem okazji zapoznać: Włodzimierz Borodziej - no i sprawdziłem w sieci co to za autor? Powiem tylko hohoho co za życiorys i pochodzenie!!! We wrześniu wypożyczę jego książkę bo ciekawość już mnie zżera jak autor przedstawia historię Polski w XX wieku.

Aha i jeszcze jedna pozycja, którą znalazłem - w dziale ksiażek anglojezycznych wyeksponowano nowość: Olga Tokarczuk, "Flights". To jest angielski tytuł jej książki "Bieguni". 

To tyle raportu z biblioteki w Zug/CH.    

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ewa-rembikowska 24 sierpnia 2018 13:00
24 sierpnia 2018 20:10

Duma z postępowości rozdymana przez Kołłotaja i Wańkowicza?

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
24 sierpnia 2018 20:12

"że będziemy musieli występować pod własnymi znakami, bo flagi i godła będą zarezerowane dla organizacji finansowanych z budżetu. Nie martwmy się tym jednak. Będzie dobrze."

Nawet bardzo dobrze, zwłaszcza z logo Kliniki i z całą galerią p. Huberta i p. Tomka. Co jak co, ale logo Kliniki jest nie do ruszenia. 

zaloguj się by móc komentować

beczka @gabriel-maciejewski
24 sierpnia 2018 21:11

Z tymi certyfikatami na szerzenie treści patryjotycznych to ciężka sprawa, ja np. już mam taki nawyk, że jak słyszę prasa patryjotyczna, to już mam ochotę uciekać.

zaloguj się by móc komentować

beczka @beczka 24 sierpnia 2018 21:11
24 sierpnia 2018 21:12

Albo literatura patryjotyczna, odzież patryjotyczna itp.

zaloguj się by móc komentować

sannis @ewa-rembikowska 24 sierpnia 2018 13:00
24 sierpnia 2018 22:15

Nie ma ciągłości. Po Powstaniu Wielkopolskim miasto zostało przy Niemczech, bo 90% mieszkańców stanowili Niemcy. Po 45 ludność napływowa, w mniejszej części z Wielkopolski.

zaloguj się by móc komentować

DrWall @beczka 24 sierpnia 2018 21:11
24 sierpnia 2018 23:57

Taki Szczepan, to raczej literatura "pantryjotyczna".

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @sannis 24 sierpnia 2018 22:15
25 sierpnia 2018 09:49

Może spiritus movens związany z miejscem?

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować