-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O sposobach przemawiania do wiernych

Nie mogę się otrząsnąć po ostatnich podróżach, choć przecież nic szczególnego się nie wydarzyło. Pojechaliśmy tu, pojechaliśmy tam, z kimś pogadaliśmy i to wszystko. Jak już jednak wspominałem, do ułożenia w głowie niemałego wcale tekstu wystarczy mi spacer po zaśmieconej ulicy, albo wycieczka do centrum handlowego. Pewnie dlatego Pan Bóg zadbał o to, żebym za dużo nie podróżował, bo mógłbym się pochorować z nadmiaru wrażeń.

Nie wiem czy też to odczuwacie, ale msza święta w rodzinnym mieście, w którym nie było się już ładnych parę lat, w dodatku msza święta w powszedni dzień, to jest przeżycie miażdżące i niezwykłe. Nie wiem czy wiecie jak wygląda duży kościół w Dęblinie? Pewnie nie wiecie. Chodzi mi o ten kościół co stoi w centrum miasta, ten którego budowę rozpoczęto w 1975 roku a zakończono ze 30 lat później. Otóż on wygląda wstrząsająco. Jest to budowla zaprojektowana przez kosmitów i ustawiona wśród pożydowskiej, parterowej zabudowy niczym jakiś olbrzymi statek kosmiczny olbrzymów, który wylądował na planecie gdzie żyją stwory wielkością podobne do kreta i tak samo popiskujące. Kiedy przystępowałem do pierwszej komunii kościoła jeszcze nie było, budowa trwała dopiero kilka lat. Komunia nasza odbyła się więc w starym kościółku, tym, który potem został przeniesiony na ulicę Wiślaną. On ma swoją niełatwą historię, była to kiedyś cerkiew garnizonowa, przerobiona na katolicką świątynię po odzyskaniu niepodległości. Bardzo lubiłem ten kościół, choć nie mógł on zmieścić nawet połowy parafian i zawsze stało się tam w nieludzkim tłoku. Ja przeważnie wybierałem miejsce w bocznej nawie, przed obrazem św. Tereski z Lisieux. Rzecz jasna nie wiedziałem wtedy, że to ona, ale podobały mi się róże, które trzymała w rękach. Był to widok dający prawdziwe wytchnienie, jeśli się weźmie pod uwagę fakt, co człowiek musiał oglądać idąc do kościoła. A z Rycic do miasta szło się przecież przez Mierzwiączkę. Dawno nie byłem w starym drewnianym kościółku, a w ostatni piątek poszliśmy do tego nowego, który już nie jest nowy, bo na Wiślanej budują jeszcze nowszy, tym razem z cegły klinkierowej.

Z dzieciństwa pamiętamy zwykle kilku dobrych kolegów i całą masę freaków. Nie wiem jak w innych miastach, ale w Dęblinie proporcje pomiędzy tak zwanymi normalnymi, a freakami były silnie i wyraźnie zaburzone. Nie chcę nawet myśleć ile osób mnie samego uważa tam za freaka. Nie chcę o tym myśleć, bo oni mają swoje powody, by utrzymywać taką opinię i są to powody poważne. Kiedy więc wszedłem w tę olbrzymią przestrzeń nowego kościoła, która jest okrągła i nie zachowuje wyraźnego podziału na nawy, w przestrzeń niesamowitą, oświetloną blaskiem słońca przeciskającego się przez szkła okropnych witraży wyobrażających zdeformowane postaci świętych i męczenników, miałem wrażenie, że wszystkie dęblińskie dziwolągi rozsiadły się wokoło i patrzą na mnie z uwagą. To rzecz jasna nie była prawda, w ławkach, których jest dużo, a mimo to giną w tej olbrzymiej przestrzeni, siedzieli normalni ludzie, którzy przyszli się pomodlić. Zacząłem szukać wzrokiem znajomych. Nie znalazłem, co było dość oczywiste, wszyscy znajomi byli w małym drewnianym kościółku na Wiślanej.

Ksiądz odprawiał nabożeństwo z takim namaszczeniem, że miałem cały czas wrażenie iż polski nie jest jego rodzimym językiem, a on wyuczył się całej mszy na pamięć i z wielką powagą odtwarza poszczególne części liturgii. Wrażenie to minęło podczas homilii, która całkiem nie pasowała do natchnionego i zdeformowanego dziwnym, pochodzącym z nieznanego języka, zaśpiewem kapłana. Homilia dotyczyła bowiem Krzysztofa Krawczyka. A nie dość tego, że Krawczyka to jeszcze Rynkowskiego i Wodeckiego. Zanim jednak do niej przejdę napiszę coś o czytaniach. Zabrał się do nich dojrzały już ministrant, którego chyba kojarzę z dawnych lat, ale nie chcę tu rzucać jakichś pomówień. Kiedy zaczął czytać włosy zjeżyły mi się na rękach. Tak może czytać tylko ktoś, kto posiadł tę sztukę niedawno i za każdym razem jest tak przejęty swoją umiejętnością, że każda linijka tekstu za którą się zabiera, wbija słuchaczy w fotel. Wracajmy jednak do homilii. Ksiądz, który w tym niesamowitym miejscu robił jeszcze bardziej niesamowite wrażenie, rozpoczął ją od odczytania fragmentów jakiegoś rzekomego świadectwa człowieka, który pracował w korporacji i prowadził lekkie życie, ale potem się nawrócił. Kontrast pomiędzy natchnionym głosem kapłana a tą brednią był tak wielki, że od razu – jak to pisał Witold Gombrowicz – zostałem osadzony w sobie i każdą cząstką ciała i duszy pojąłem, że oto znajduję się w mieście rodzinnym, które ma swoją specyfikę, jak każde miasto i ona jest niezmienna. Trwa latami, bez względu na to kto jest proboszczem w parafii św. Piusa V, bo tak fantastyczne i piękne wezwanie ma parafia dęblińska.

Do czego księdzu proboszczowi potrzebni byli Krawczyk, Rynkowski i Wodecki? Do tego, by przekonać parafian, żeby trwali w wierze. Ja tego jeszcze tak dogłębnie nie potrafię zrozumieć, ale próbuję to jakoś wytłumaczyć. W parafii pod wezwaniem św. Piusa V ksiądz w czasie homilii opowiadał o nawróceniu Krzysztofa Krawczyka, który wiódł życie lekkie i przyjemne, ale po wypadku, czy też może po ograbieniu go przez jakąś panią, przyszedł do przytomności i polecił swoje życie Bogu. To samo było z Rynkowskim. Ja oczywiście wierzę w szczerość świadectw tych panów, ale na mszy siedzieli ludzie, dla których doświadczenia są biegunowo odległe od świadectw Krawczyka i Rynkowskiego. Co z Wodeckim zapytacie? O jego nawróceniu niewiele wiadomo, ale ponoć Rynkowski na tym koncercie, gdzie ksiądz proboszcz był, powiedział, że z nieba patrzy na zgromadzonych Zbyszek Wodecki. Być może tak rzeczywiście było i być może wiernym potrzebne są takie właśnie świadectwa – bliskie, zrozumiałe, rozpoznawalne i piękne w swojej prostocie oraz oczywistości. Chlał, miał wypadek i po tym się nawrócił, bo wystraszył się piekła i śmierci. Czego ja się znowu czepiam? W zasadzie niczego, jestem jednym z tamtejszych freaków, a w związku z tym wiele mi wolno….Kiedy wychodziliśmy z kościoła wszyscy byli zachwyceni atmosferą i pięknem tego nabożeństwa...nawet mój syn, który wchodzi w tak zwany trudny wiek. Wszyscy z wyjątkiem mnie...ja jeden myślałem – Panie Boże tyle lat minęło, a Ty wszystko zachowałeś po staremu? Dlaczego?

 

Teraz ogłoszenia.

Jak pewnie już wszyscy wiedzą okoliczności zmuszają mnie do ogłoszenia tutaj pokornej prośby o wsparcie tego bloga. Jeśli ktoś uzna, że moja ośmioletnia, jakże intensywna działalność, warta jest jakiegoś zaangażowania, ponad wpisanie komentarza pod tekstem, będę mu nieskończenie wdzięczny za pomoc.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

 

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

gabrielmaciejewski@wp.pl

Teraz inne ogłoszenia.

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał wrócił już z urlopu, więc FOTO MAG jest już czynny. Zapraszam także do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2

 



tagi: artyści  msza święta  wierni 

gabriel-maciejewski
4 września 2017 08:53
17     1015    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
stanislaw-orda @gabriel-maciejewski
4 września 2017 09:41

To jest obraz szamotaniny w  nadążaniu za tzw. postępem.

Nie ma w homilii  przykładów z zyciorysów  świętych , którzy byli w młodości najemnikami czy konkwistadorami, a za to są przyklady  jakichś matriksowych kreacji.

Nie mozna sie do nich odwołać, bo ich czasy i realia ttych czasów zostały wyrzucone z programów szkolnych.

Na bazie tych programów ofiary  reform edukacyjnych trafiają róniez do seminariów. Koło sie zamyka, bo oni takze maja wdrukowane klisze, ktore są  wszechobecne w medialnej obróbce rzeczywistości.

To juz prędzej dotarło by , gdyby w homilii mówiono o marsjanach.

Tak przemija postać świata.

zaloguj się by móc komentować

bolek @gabriel-maciejewski
4 września 2017 10:30

"Jest to budowla zaprojektowana przez kosmitów i ustawiona wśród pożydowskiej, parterowej zabudowy niczym jakiś olbrzymi statek kosmiczny olbrzymów, który wylądował na planecie gdzie żyją stwory wielkością podobne do kreta i tak samo popiskujące."

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
4 września 2017 12:39

Kurczę, ale fatalne zdanie - olbrzymia, olbrzymów - muszę się bardziej pilnować.....a kościółek piękny, nieprawdaż?

zaloguj się by móc komentować

bolek @gabriel-maciejewski 4 września 2017 12:39
4 września 2017 12:56

E tam, czepiasz się ;-)

Prawdaż :D

A tutaj coś dla przeciwwagi.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @stanislaw-orda 4 września 2017 09:41
4 września 2017 16:17

Nie moge się z tym zgodzić. Nawet jeśli ludzie nie znają historii, to nie znaczy, że nie zrozumieją postaw świętych bo one są bliskie każdemu człowiekowi, trzeba tylko odpowiednio o tym mówić.

Niestety, czasami trafiają się dziwni księża.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @bolek 4 września 2017 12:56
4 września 2017 16:24

To ja wrzuce wnętrze. Po lewej widzimy wspomniany boczny ołtarz z obrazem przedstawiającym św. Teresę z Lisieux i portretem św. siostry Faustyny.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Kuldahrus 4 września 2017 16:24
4 września 2017 17:13

Tak, to ten ołtarz i ten obraz....dzięki.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @gabriel-maciejewski 4 września 2017 12:39
4 września 2017 19:01

Prześliczny. Opis niezwykle trafny. Plastyczny.

zaloguj się by móc komentować

Zadziorny-Mietek @bolek 4 września 2017 10:30
4 września 2017 19:08

Skojarzenie Coryllusa zrozumiałe jak najbardziej. Pojazd kosmiczny na platformie startowej. Widoczna część korpusu z obudową silnika, szereg dysz wylotowych przy gruncie. Może to tylko sprawa ujęcia, ale odnoszę wrażenie, że za chwilę pojawią się w nich płomienie, zaś cały statek zostanie otoczony potężną chmurą dymu i powoli zacznie się unosić. ;)

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @bolek 4 września 2017 10:30
4 września 2017 20:44

Pierwsze skojarzenie z tym obiektem to (Panie Boże wybacz) piracki budynek z "sens życia" Pytonów.

To i adoptowany po protestantach kościółek w mojej parafii prezentuje więcej powagi jak ta reklama sam nie wiem czego (zaiste godna homilii o nawróconych artystach). 

Niezbadane są wyroki Boże. 

Na szczęście wiara to uznanie za prawdę co Bóg objawił a Kościół naucza. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Zadziorny-Mietek 4 września 2017 19:08
4 września 2017 21:33

Rzeczywiscie...

... jakis pojazd kosmiczny, ale tak po prawdzie - to cos okropnego ten kosciol  !!!!

zaloguj się by móc komentować

Trzy-Krainy @gabriel-maciejewski
4 września 2017 21:36

Na coryllus.pl nie udaje mi się wklejać żadnego komentarza. Może wina internetu?

Więc tutaj komentarz do: JarekBeskidy 14:51

"Oczywiście, to musi być chleb pszenny; poważnym nadużyciem jest dodanie do chleba przeznaczonego na Eucharystię innych substancji, np. owoców, cukru, czy miodu; chleb wykonany z innej substancji, nawet zbożowej lub wykonany z takim udziałem innych substancji, że nie można go już nazwać chlebem pszennym, nie stanowi ważnej materii dla sprawowania Ofiary i sakramentu Eucharystii.

to na podstawie instrukcji Redemptionis Sacramentum."

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @gabriel-maciejewski
4 września 2017 23:15

Okres budowy kościoła zbiegł się z lądowaniem emilcińskich gigantów, jest możliwe, że z Dęblina wciąż wracają do domu. Ale patrząc na wnętrze i witraże, można przypuszczać, że pomysłodawca chciał trochę ducha Sagrady oddać, a że wyszło jak wyszło... Ostatecznie budowali kościół tylko 30 lat (?), stąd może być jakieś złudzenie kreciej roboty. Sagrada jest maksymalnie kosmiczna i jednocześnie tak boska, że nogi same się uginają. Znając wcześniej tylko z zewnątrz, niesamowite, kontemplacyjne wnętrze było zaskoczeniem. Być może i w dęblińskim kościele nie jest aż tak źle jak malują. Z pewnością jest lepszy niż wyrzutnia rakiet przy namiocie (kościół św. Kazimierza w Białymstoku). Budowanie słowem i kamieniem, gdzieś się pogubiło, na szczęście Duch św. i w takich "pięknościach" daje radę

 

zaloguj się by móc komentować

bolek @Kuldahrus 4 września 2017 16:24
5 września 2017 10:12

Te graficzne dodatki są świetnym uzupełnieniem tego tekstu :)

zaloguj się by móc komentować


bolek @OdysSynLaertesa 4 września 2017 20:44
5 września 2017 10:21

Ładnie to ująłeś :)

zaloguj się by móc komentować

bendix @gabriel-maciejewski
5 września 2017 11:17

Kiedyś w dawnych i mrocznych czasach był na ścianie przejścia podziemnego dworca centralnego taki malunek:

Pajac kultury, od czubka taki łuk ze strzałką do kropki z podpisem "moscow" a pod spodem napis: "SRU BETON RAKETE TO MOSCOW" ;-)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować