-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O sposobach opisywania zjawisk II

Dawno temu poprosiłem jednego z autorów, by napisał tekst dotyczący powieści Agaty Christie zatytułowanej „Pasażer do Frankfurtu”. Nie pamiętam co on tam napisał, ale niedawno sam zacząłem czytać tę książkę i jestem jej treścią zdumiony w najwyższym stopniu, a nie przeczytałem jeszcze całości. Pani Agata próbuje wyjaśnić w swojej ostatniej powieści fenomen ruchu młodzieżowego lat sześćdziesiątych. Sposób w jaki to czyni demaskuje ją całkowicie i demaskuje także plany tych osób, które ruchem studenckim kierowały w istocie. Powieść zaczyna się, jak wszystkie chyba jej powieści od prezentacji bohaterów, którzy okazują się nie tym kim są w istocie. Na lotnisku, młoda dziewczyna proponuje mężczyźnie by oddał jej swój paszport oraz ubranie, bo grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. On się oczywiście na to zgadza, a potem jeszcze zgadza się wypić pozostawiony przez nią środek nasenny, który ułatwi mu upozorowanie kradzieży paszportu i bezpieczny powrót do Londynu. Rozumiemy, że pani Agata zdradza nam tutaj sposób w jaki porozumiewają się w tłumie, w miejscach od centrali odległych agenci Londynu. Główny bohater bowiem jest rozpoznawalnym dyplomatą, odwiedzającym nudne konferencje pokojowe. Trudno więc przypuścić, by wybranie jego właśnie jako swoistego dawcy, było przypadkiem. Ot, jedna z agentek wpadła w kłopoty i musiała sobie poradzić w myśl zasad zawartych w tajnej instrukcji. Każdy to zrozumie, nawet ktoś tak nierozgarnięty i nie obznajomiony z literaturą szpiegowską jak ja.

Im głębiej się człowiek zapuszcza w tę książkę tym jest gorzej. Oto główny bohater, lekko nieporadny dandys, zostaje wraz ze swoją przyjaciółką, a jakże, tą samą agentką, która zaczepiła go na lotnisku, wydelegowany do zbadania sprawy ruchów studenckich. Agata pisze wprost, że te rozruchy kojarzą się jej z faszyzmem i tak samo się skończą. Najlepsze jest jednak to, kto próbuje zbadać całą sprawę. Nie MI6 bynajmniej, ani żadne inne MI. Za wszystkim kryje się grupa szlachetnych biznesmenów z Wyspy, którzy są zaniepokojeni sytuacją w ośrodkach akademickich i próbują za wszelką cenę dowiedzieć się kto finansuje rozruchy. Bo, że ktoś je finansuje, nie może być wątpliwości. Szefem grupy jest niejaki Mr Robinson, postać tajemnicza i dwuznaczna, o którym opowiada się najróżniejsze bajki, niektórzy posuwają się do tego, że mówią iż jest on synem jakiegoś hinduskiego nababa. W jego opisie ani razu nie pada słowo „żyd” i Agata jest jak najdalsza od podobnych sugestii. Pan Robinson, człowiek spełniony i szlachetny chce po prostu ratować Europę przed zarazą. Tak to wygląda teraz, być może zmieni się coś pod koniec książki. Nigdy nie zgadniecie, dokąd wyruszają nasi bohaterowie. Powiem Wam – do Niemiec. Na pogranicze austriackie rzeknę wprost, żeby nikt nie miał wątpliwości, gdzie lęgnie się zło. Młoda agentka, która prowadzi głównego bohatera nazywana jest przez Mr. Robinsona Mary Ann, w rzeczywistości jednak nazywa się Renata Zerkowski i jest autentyczną austro-węgierską hrabianką. Nie wiem czy mogę czytać dalej, bo podejrzewam, że za całymi tymi rozruchami studenckimi, pełnymi przemocy okrzykami, za dilerką narkotykową kryje się stara, rodowa arystokracja, która wcześniej wykreowała Hitlera. Przeciwko tym ludziom, poukrywanym w swoich zamkach, gdzieś na południu Niemiec występuje bohatersko dobry pan Robinson wraz z innymi brytyjskimi finansistami. Być może do końca książki jeszcze coś się jeszcze zmieni i sprawy przybiorą nieoczekiwany obrót, ale na razie wygląda to właśnie tak, jak zarysowałem wyżej. Można rzecz, że książka Agaty, to donośny krzyk – łapaj złodzieja! Trudno bowiem przypuścić, by osoba obracająca się w takich sferach jak ona, osoba świadoma przecież skutków i przyczyn zjawisk politycznych, wierzyła w to, że rozruchy studenckie organizowane są gdzieś z centrali położonej na południu Niemiec.

Agata jest do dziś jednym z najważniejszych narzędzi propagandy imperialnej, w dodatku skonstruowanym tak sprytnie, że nikt złego słowa na nią nie powie, bo to przecież literatura rozrywkowa, a nawet jeśli miewa jakieś podteksty, to cóż z tego. To niezwykle inspirujące, szczególnie dla pań, które lubią utożsamiać się z głównymi bohaterkami jej książek. I teraz zostawmy Agatę , przejdźmy do czasów i okoliczności nam bliższych, biorąc ze sobą jedynie mechanizm tego dziwnego urządzenia, którym są książki pani Christie. Oto brytyjska propagandystka jest wiarygodna dla wielu ludzi dlatego właśnie, że jest brytyjską propagandystką. Reprezentuje bowiem siłę i organizację, dla której nie ma żadnych przeszkód, a to zawsze imponuje, szczególnie słabym i bezradnym. Do tego stopnia, że gotowi są uwierzyć w zamianę paszportu na lotnisku i cudowne przeistoczenie się kobiety w mężczyznę. To nie jest zjawisko przyrośnięte do kultury brytyjskiej, ono jest tu z nami i my je doskonale rozpoznajemy. Oto ostatnio pan pułkownik Wroński zdradził, że służył razem z Jackiem Bartosiakiem. Taki link dostałem dzisiaj od kolegi. Nie zdziwiłem się za bardzo tą informacją, ale zdziwiłem się sposobem w jaki zareagowali na to komentatorzy na twitterze. Otóż oni uważają, że to nie jest nic złego. Mamy bowiem certyfikowanego agenta, a więc mamy całkowitą gwarancję, że informacje, które on podaje są prawdziwe, właściwe i rzeczowe. - Nie – zawoła ktoś – jest właśnie odwrotnie! Agenci kłamią, naginają rzeczywistość i produkują memy, które służą nie temu by cokolwiek wyjaśnić, ale temu, by wokół stało się jeszcze ciemniej. Ludziom nie chodzi o to, by było jaśniej, piękniej i lepiej, nie chodzi im o udział w dyskusji. Chodzi im o to, by ktoś, kto ma za sobą siłę, przedstawił taką wersję wydarzeń i okoliczności, w którą oni będą mogli uwierzyć. Wersję, która zdejmie z nich wszystkie rodzaje odpowiedzialności i jeszcze zapewni całkowite emocjonalne bezpieczeństwo. No i da gwarancję, że świąteczne pogaduchy ze szwagrem przy ogórku i śledziu podniosą samoocenę obydwu interlokutorów. Nic więcej się nie liczy. Agata dała Brytyjczykom gwarancję, że są oni bez winy jeśli idzie o europejski kryzys, choć to przecież na Wyspie pojawili się nowi muzycy dewastujący mózgi młodzieży, to na wyspie przemysł rozrywkowy wprzęgnięty został w machinę państwowej propagandy zawłaszczającej kulturę we wszystkich zakątkach globu. Nie miało to jednak znaczenia, bo stara, wesoła Anglia, dawała wszystkim swoim mieszkańcom gwarancję, że są poza tą zarazą. Tak jak Jacek Bartosiak daje wszystkim aspirującym inteligentom gwarancję, że powtarzając głoszone przez niego banały stają się kimś lepszym. Im więcej zaś demaskacji na jego temat pojawiać się będzie w sieci, tym dla głoszonych przez niego prawd lepiej.

A co z nami zapytacie? A nic, do nas będą, jak dawniej przychodzić trolle i sprawdzać ile zrobiliśmy tu literówek, czy nie pomyliłem się gdzieś w dacie oraz czy nie napisałem zdania, które całkowicie mnie dyskwalifikuje jako autora. No więc powiem Wam wszystkim jedną ważną rzecz – wobec tego co jest napisane wyżej, nic już mnie nie może zdyskwalifikować jako autora. Po prostu nic, nie ma takiej rzeczy na świecie. Ja za to mogę zdyskwalifikować wielu. I na tym także polega nasz wspólny sukces.

 

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące wspierali ten blog dobrym słowem i nie tylko dobrym słowem. Nie będę wymieniał nikogo z imienia, musicie mi to wybaczyć. Składam po prostu ogólne podziękowania wszystkim. Nie mogę zatrzymać tej zbiórki niestety, bo sytuacja jest trudna, a w przyszłym roku będzie jeszcze trudniejsza. Nie mam też specjalnych oporów, wybaczcie mi to, widząc jak dziennikarskie i publicystyczne sławy, ratują się prosząc o wsparcie czytelników. Jeśli więc ktoś uważa, że można i trzeba wesprzeć moją działalność publicystyczną, będę mu nieskończenie wdzięczny.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

gabrielmaciejewski@wp.pl

Przypominam też, że pieniądze pochodzące ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego przeznaczamy na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie ksiądz prałat dokonał swojego dzieła, a gdzie obecnie pełni posługę nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek.

Zapraszam też do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze, do Tarabuka, do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu GUFUŚ w Bielsku Białej i do sklepu HYDRO GAZ w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

 

 



tagi: propaganda  agenci  wiarygodność 

gabriel-maciejewski
20 grudnia 2017 10:12
5     711    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
SilentiumUniversi @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2017 10:30

Tak jak w każdym filmie w najbardziej emocjonującym momencie słyszymy "słuchaj serca" od dawna w niemal każdym kryminale jest coś, co ma nas ustawić, głównie przez demoralizację. Szkolne przykłady to Conan Doyle (np. narkotyki, rozwody, okultyzm)  i Christie (mam za mało przykładów aby ten proceder ściśle opisać)

zaloguj się by móc komentować

onyx @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2017 11:56

Wroński już na wejściu miał lepszą pozycję niż Bartosiak bo pojwił się od razu w telewizji. Myślisz że by kłamał? Może pracowali razem na wydziale w jakiejś słusznej sprawie? ;) Takie podgryzania będą się pojawiać częściej bo za chwilę ten czy tamten ronin nie będzie już nikomu potrzebny. Nawet rycerze Jedi odchodzą do lamusa.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2017 12:32

Mieszkańcy masowej wyobraźni ...musza kryć jakąś tajenicę :))

.

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
20 grudnia 2017 19:23

Dziękuje za ten tekst.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @SilentiumUniversi 20 grudnia 2017 10:30
20 grudnia 2017 22:32

"mam za mało przykładów aby ten proceder ściśle opisać"

Ależ skąd! Cała literatura światowa otwiera przed panem i przed nami no nie powiem że swój otwór, bo to raczej Szekspir wraz z lady Agatą, Bitelsami, Joycem, Beckettem, na dokładkę wraz z ich jawnym w zasadzie sponsorem Johnem Quinem, oficerem dorywczo prowadzącym Alistera Crowleya, wchodzą i wychodzą tym otworem jakoby otworem jakiegoś jamochłona. Wszyscy nobliści wraz ze światowej sławy Grahamem Greenem w czele leżą i całą brytyjską literaturą przed panem i przed nami rozchełstani jak zapite menele, którym film się urwał, i nic przed nami nie mogą ukryć. Wszystko wyśpiewywują w tym pijackim amoku, pardąs, strumieniu świadomości. A nawet nie muszą śpiewać. Wystarczy na nich popatrzeć. Na dowolny detal ich artystycznych wizji. 

Jak pisze gospodarz, "Ja za to mogę zdyskwalifikować wielu. I na tym także polega nasz wspólny sukces." 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować