-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O przygodach Żyda w dżungli czyli jak stawiać akcenty w gawędzie

Po całym dniu pracy nad rozdziałem Baśni obejrzałem wieczorem film zatytułowany Dżungla. Obejrzałem go w wersji angielskiej, więc nie wszystko zrozumiałem, ale chyba wystarczająco dużo, by zabrać głos w sprawie konstruowania narracji w tak zwanych filmach przygodowych.

Od dawien dawna przekonuje się ludzi, że podróże w dalekie strony, a także niebezpieczne wyprawy ludzie podejmują wiedzeni jakimś ukrytym pragnieniem, instynktem i wiarą, że za horyzontem jest coś niezwykłego. Pragnienie przygody wyrasta wprost z potrzeby niezaspokojonego serca i jest zawsze szlachetne. Nie inaczej jest w tym filmie. Mamy tam grupę trzech podróżników, z których główny bohater jest Izraelczykiem, świeżo po odbyciu służby wojskowej. Facet wyjeżdża do Boliwii, ponieważ chce przeżyć coś ekscytującego i tam spotyka Marcusa, sympatycznego pierdołę ze Szwajcarii, a potem dołącza do nich Kevin, Amerykanin zajmujący się amatorsko fotografią, który chce zrobić karierę w National Geografic. O tym, że narracja ta jest dęta przekonujemy się nie tylko na podstawie dialogów w języku angielskim, które nawet ja zrozumiałem, ale poznajemy to także po opowieściach głównego bohatera. Najpierw bowiem wyszedł z wojska i pojechał do dżungli, a potem okazuje się, że po drodze zaliczył jeszcze Las Vegas, jego luksusowe kasyna i burdele jak z marzeń pryszczatych nastolatków. Z kolegami wybierają się do Peru, żeby zobaczyć wymarłe miasta Inków, ale na swoje nieszczęście, w zapyziałym La Paz, gdzie jak gdyby nigdy nic znajduje się lokal z żydowskim jedzeniem, spotykają Karla. Ten wygląda jak Lian Neeson dla ubogich, na plecach nonszalancko nosi strzelbę i opowiada dzieciakom niestworzone historie o dziewiczej dżungli, która rozciąga się gdzieś przy peruwiańskiej granicy. A przypomnę tylko, że jeden z tych dzieciaków jest byłym izraelskim żołnierzem. I on właśnie przekonuje resztę, że trzeba olać Machu Picchu i iść w las z tym przypadkowo poznanym facetem. Z pewnymi oporami, ale wszyscy się na to godzą. Najwięcej obiekcji ma Marcus, podługowaty stwór w okularach, z wiecznie otwartymi ustami. W końcu i on się decyduje. No i potem mamy już w tym filmie same nudy i dręczące duszę widza, całkiem nieautentyczne konflikty. Karl ma jakąś dziwną mapę, bez przerwy pieprzy o tym, że człowiek chce zniszczyć dżunglę i jest wrogiem przyrody i ma jakieś obiekcje do Kevina. Ja zaś patrząc na to zastanawiałem się dlaczego ekologowie nigdy nie opowiadają o tym, że człowiek chce zniszczyć pustynię. Zawsze tylko ta dżungla, albo Antarktyda….o pustyniach cicho jakoś.

Potem chłopcy mają w dżungli różne przygody, ale takie bardziej dla dzieci, a to jedzą małpę, a to widzą motyla, nie dzieje się nic szczególnego. Jeśli ktoś pamięta sławną książkę Raymonda Maufrais zatytułowaną Zielone piekło, wie, że z dżunglą nie ma żartów. Jeśli zaś ktoś myśli, że znajdzie w dżungli coś do jedzenia, bo to jest kipiący życiem las, ten chyba zwariował. Maufrais zginął w Gujanie, w dzienniku zapisał, że raz natknął się na wielkiego żółwia, którego zabił i zjadł. Potem umarł, najpewniej z głodu.

Nasi bohaterowie zaś idą sobie dziarsko, każdy ze swoim plecaczkiem, aż nagle okazuje się, że Marcus poobcierał sobie nogi i dalej nie pójdzie. No i wtedy się zaczyna. Marcus, chłopiec emocjonalnie niedojrzały – pewnie dlatego, że nie był w wojsku – chce, żeby Karl się nim opiekował. Dwaj pozostali zaś widząc, że przyjętym przez Karla systemem nigdzie nie dotrą chcą wszystkich przekonać, do tego, by zbudować tratwę i spłacić się rzeką do najbliższej osady. Rzeka jest oczywiście niebezpieczna i po pierwszej przeprawie przez progi, grupa się rozdziela. Marcus i Karl idą piechotą przez las, a Kevin i Yossi, bo tak nazywa się główny bohater płyną tratwą. Są jednak na tyle głupi, że nie zauważają plaży, na której mieli wylądować. Wpadają więc wprost w kipiel i tracą wszystko. Yossi zostaje sam w lesie, a los Kevina jest nieznany. Dalej mamy już to co zawsze jest w podróżniczych filmach, czyli inicjację młodego człowieka, który musi zmierzyć się z nieznanym. W przypadku Yossiego oznacza to pożarcie węża, zjedzenie pisklaków wydobytych z jaj na surowo, walkę z larwą, która zagnieździła się w otorbieniu na jego czole i inne podobne historie. Aha, są jeszcze zwidy, Yossi ma halucynacje. Najpierw wydaje mu się, że widzi Marcusa, a potem spotyka całkiem żywą, młodą Indiankę o nieco ekstrawaganckim usposobieniu, która okazuje się być złudzeniem.

Kevin zostaje odnaleziony przez miejscowych i rozpoczyna poszukiwania kolegi, ale są one z góry skazane na klęskę. Bo nikt z tych cholernych dupków nie chce mu pomóc tak naprawdę. Yossi zaś przypomina sobie, jak ojciec, który miał na przedramieniu wytatuowany obozowy numer, przepędza go z domu, kiedy tylko dowiaduje się, że syn miast studiować prawo będzie podróżował po świecie. Mamy więc w tym filmie zestaw typowy i ogrywany wiele razy. Kiedy w końcu przyjaciele się odnajdują Yossi jest wyczerpany, a my w napisach końcowych dowiadujemy się, że Marcus i Karl nigdy nie dotarli do cywilizacji. Dowiadujemy się także, że Karl był poszukiwany. Nie mówią nam jednak przez kogo. To jest moim zdaniem dziwne. Podobnie jak losy dwójki ocalałych bohaterów. Kevin bowiem zamieszkał w Izraelu, a Yossi wrócił nad tę rwącą rzekę i razem z miejscowymi Indianami zmienia tam przyrodę niczym towarzysz Stalin za swoich najlepszych lat. Czyli najlepsze co można było pokazać w tym filmie zostało ukryte. Postać najbardziej ciekawa – Karl – została przesunięta do tyłu i robi tło. My zaś wiemy, że nigdy, w całej historii świata, nikt nie ruszał po przygodę wiedziony li tylko chęcią przeżycia czegoś niezwykłego. Najtrudniej zaś przychodzi nam uwierzyć, że wyzwanie takie podjął były izraelski żołnierz. No więc po co oni tam pojechali? Kim był Karl i kto go poszukiwał? Co się naprawdę stało z Marcusem? To są ważne pytania, na które powinien odpowiedzieć poważny filmowiec. No, ale nie odpowie, bo walka z larwą prowadzona za pomocą pęsety jest ważniejsza. Ważniejsza jest także goła baba spotkana w dżungli. No i te wszystkie pierdoły o inicjacji. Ciekawe są też zdjęcia wychudzonego Yossiego po dwutygodniowej wędrówce po dżungli. Yossi bowiem wygląda na nich mniej więcej tak jak ja teraz kiedy zdejmę koszulkę. To oczywiście nie musi być żaden trop, ale takie skojarzenie mi się nasunęło. Dziwny film o śmierci dwóch ludzi, którą nikt się nie zainteresował. Ponoć Yossi przez wiele tygodni penetrował dżunglę w poszukiwaniu Karla i Marcusa, ale nic nie znalazł. To dziwne, bo kiedy sam zabłądził w lesie, bez trudu trafił do miejsca, gdzie wcześniej pożarł pisklaki z jaj i od razu zauważył ślad swojego buta odciśnięty w glinie.

 

Przypominam, że na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl trwa promocja książek i czasopism. Baśń czeska i amerykańska po 10 zł, Baśń III po 15, tak samo Łowcy księży oraz Straż przednia. Nawigatory także po 10, ale ubywa ich w zastraszającym tempie, więc trzeba się spieszyć. Budowa jachtów po 35, Berecci, Irlandzki majdan i Kroniki klasztoru w Zasławiu po 10. Sanctum regnum po 30 zł. Na tej samej stronie dostępny już jest nowy komiks Tomka Bereźnickiego zatytułowany „Kościuszko. Cena wolności”. W sprzedaży jest już także książka „Czerwiec polski” zwana tu książką o pluskwach



tagi: żydzi  film  armia  dżungla  inicjacja 

gabriel-maciejewski
20 lutego 2018 09:32
5     1100    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
parasolnikov @gabriel-maciejewski
20 lutego 2018 09:56

Oni normalnie zeżarli Karla.

"Marcus and Karl – who was later revealed to be an Austrian criminal wanted by the authorities – were never heard from again. "

Wprawdzie nikt się nie dowiedział, ale na wszelki wypadek zrobili z niego kryminalistę, gdyby się znalazły obgryzione kości

zaloguj się by móc komentować


Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski
20 lutego 2018 11:02

Hi... Starałem się obejrzeć ten film, ale może dlatego, że mialem dostęp do polskiej wersji, dotrwałem tylko wodnej kipieli. Niewątpliwym atutem tego filmu jest stworzenie u widza wrażenia, że nawet gdy bohaterowie milczą, zda się, że pieprzą od rzeczy.

 

zaloguj się by móc komentować

chlor @gabriel-maciejewski
20 lutego 2018 12:02

Z przyrodą nikt nie wygrał. Równo 148 lat temu wybuchł w Peru straszny wulkan Huaynaputina (czyt. łajnaputina). Spowodował globalne oziębienie. W Rosji największe. W latach 1601 - 1603 temperatura w lecie stale spadała w nocy poniżej zera. Z głodu zmarła 1/3 ludności Rosji.

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @gabriel-maciejewski
20 lutego 2018 15:29

Coraz częściej oglądam jedynie fragmenty, tylko początek i zakończenie, filmów, a na to pozwala mi netflix.

Hamulców do oglądnięcia całości jest sporo, jednym z nich jest słodki okruch żydowski obecny w +85% produkcji. Nasycenie tym wątkiem, często nie mającym nic wspólnego z głównym tematem, jest równe przesyceniu, i zawsze jest lub ma być przekazem pozytywnym... jak to bywało o ludziach radzieckich w filmach z kraju rad.

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować