-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O przygodach pijaków, uwodzicieli i bohaterów narodowych

Znałem bardzo wielu tęgich pijaków i uwodzicieli działających z niezwykłą skutecznością. Ponieważ do obydwu tych aktywności nie nadaję się wcale, albo w niewielkim tylko stopniu, próbowałem – co dla każdego jest mam nadzieję oczywiste - wielu z nich naśladować. To się zawsze kończyło dramatyczną kompromitacją, więc w końcu dałem sobie spokój i już tylko tak siedziałem, gapiąc się bezmyślnie w ścianę. W stanie tym pozostaję właściwie do dziś. Postawy jednak tu wymienione są pewną stałą wyznaczającą standardy atrakcyjności bohaterów literackich. I to jest moim zdaniem prawdziwy dramat. Ciężko jest o tym pisać, bo krytykowanie tęgich pijaków i uwodzicieli z miejsca ściąga na człowieka podejrzenie, że nie nadaje się on do niczego i czepia się tamtych, żeby sobie poprawić samoocenę, albo zwrócić na siebie uwagę. Ale niech tam, zaryzykuję...Jak wiemy problem wszystkich debiutujących w Polsce autorów, których marzeniem jest sława prawdziwa, streszcza się w zdaniu – jak być Sienkiewiczem, żeby się krytyka nie pokapowała. To jest niewykonalne. A jeśli ktoś zaś ma w nosie krytykę i chce być Sienkiewiczem tak po prostu, jak na przykład Jacek Piekara, wychodzą z tego rzeczy jeszcze bardziej upiorne i nie nadające się do niczego.

Ludziom bardzo trudno jest wytłumaczyć, że nie potrafią pisać. To jest w zasadzie niemożliwe. Jarecki napisał tu ostatnio tekst o kulcie cargo w piłce nożnej, w zasadzie to samo odnosi się do literatury. Wielu autorów szlifuje ograne i wyświechtane wątki, bo im się zdaje, że to jest doskonalenie warsztatu. Wielu autorów uważa, że w powieści musi być wątek miłosny, albo też wątek przyjaźni dwóch bohaterów, zawiązanej na śmierć i życie. Najgorzej zaś jeśli autor ma za sobą ciężkie jakieś przeżycia i usiłuje o nich opowiedzieć. Większość słuchaczy zaczyna się go bać i wprost po to, by wreszcie się zamknął i przestał, opowiada mu komplementy. To oczywiście nie skutkuje i człowiek taki zaczyna wierzyć w swój talent. Rodzą się potem z tego wielkie dramaty, oczekujące na artystę prawdziwego, ale takich w systemie kultu cargo nie ma i nie będzie. Są tylko naśladowcy wierzący, że cały rynek literacki jest imprezą serio i daje się tam szansę rzeczywiście zdolnym. Pewien kolega startujący niegdyś w konkurencji „uwodzenie kobiet” zdradził mi pewną bardzo brutalną prawdę, która opisuje ten stan. Oto, jak sam wyznał, wszystkie jego sukcesy, brały się stąd, że jedna z drugą koleżanka nie umiały się go pozbyć i do głowy przychodziła im tylko jedna formuła – dam, to się wreszcie odchrzani i sobie pójdzie. Bywało różnie, ale znajomy ten nie był terrorystą, więc przeważnie sobie szedł. Z literatami, którzy uwierzyli, że mają talent nie jest tak łatwo. Oni nie chcą odejść.

My tutaj wiemy jak wygląda sytuacja na rynku literackim, a ja nigdy przez pierwsze dwadzieścia lat pisania nie zostałem pochwalony ani razu za żaden swój tekst. Możecie mi nie wierzyć, ale tak właśnie było. Mam więc dobre samopoczucie dzisiaj i bez lęku, śmiało mogę gapić się w ścianę, albowiem całą siła, która pozwala mi pracować dzień w dzień bierze się ze mnie. Oczywiście, jak każdy lubię pochwały i komplementy, ale mogę się bez nich obejść bardzo długo. Jak wielbłąd bez wody. O tym, że teksty mojego autorstwa są dobre, poznawałem zwykle po niezadowoleniu zwierzchników i wściekłości redaktorów, którzy defasonwali je według swoich wyobrażeń o jakości. I tak jakoś dociągnąłem do dnia dzisiejszego. Nigdy do tej pory, mając świadomość nieautentyczności rynku, nie pozwoliłem sobie na napisanie długiej fabuły. Świadom bowiem jestem pułapek jakie tam na człowieka prostodusznego i naiwnego czekają. One są gorsze niż wódka i niż szyderstwo kobiet. To się mam nadzieję kiedyś zmieni, ale nie wiem kiedy. Sprawa bowiem polega na tym, że do napisania autentycznej fabuły potrzebna jest metoda, w dodatku wypracowana całkowicie samodzielnie. Czego, wiem to na pewno, nikt nie rozumie, bo każdy wie, że trzeba robić tak samo jak Sienkiewicz, Hemingway, Faulkner, Dos Passos (niepotrzebne skreślić), tylko gorzej.

Chciałem dziś powrócić do powieści „Nadberezyńcy”, chwalonej i promowanej przez ostatnie lata tak intensywnie jak nic chyba wcześniej, od czasów niesławnej książki „Popiół i diament” Jerzego Andrzejewskiego. Nie potrafię jeszcze rozpoznać wszystkich mielizn jakich nie ustrzegł się Czarnyszewicz, ale wiele już rozpoznałem. Trzeba na samym początku oddać panu Florianowi jedno – nie pokusił się o psychologizowanie, jego bohaterowie nie przechodzą żadnych wewnętrznych ewolucji i choć dojrzewają do poważnych wyborów i decyzji, jakoś nas to nie razi. Widzimy bowiem ich tragizm i domyślamy się, że wszyscy zginą, a domy ich zostaną zrównane z ziemią. To jest oczywiste i jeśli dziś spojrzymy na mapę okolic Bobrujska, łatwo zorientujemy się, że nie ma tam nic. Po prostu nic. Ani śladu po Smolarni i innych zaściankach. Ludzie zaś, którzy z nich wyszli i ocaleli, byli niczym wyrzut sumienia, albowiem ich istnienie dowodziło tego ciężkiego grzechu, jakiego się wobec nich Polska dopuściła. Formuła, którą na opisanie sytuacji za Berezyną w latach 1914 – 1920 przyjął Czarnyszewicz jest jednak dalece niezadowalająca. Kilka zaś wątków wskazuje wręcz na to, że pan Florian chciał coś przed nami ukryć. Konkretnie zaś kontakty pomiędzy zaściankiem a ziemiaństwem. Nie wiemy dokładnie jakie anse miał do ziemian Czarnyszewicz, ale jakieś musiał mieć. Wątek hrabianki, która zakochała się w Kościku Wasilewskim na to wskazuje, wspomnienie o zjeździe ziemian i szlachty zaściankowej, na której miał być obecny pan Wańkowicz (zdaje się stryj Melchiora) także. Otóż nie było tak, jak nam pisze Czarnyszewicz, że ziemiaństwo nie chciało porozumienia z zaściankiem i przez to nie powstały zabarezyńskie, polskie pułki. Nie dlatego nie powstały, że zazdroszczono sławy Kościkowi Wasilewskiemu. Powody były inne o wiele poważniejsze. Jeśli zaś idzie bo bohaterów, to dziękujmy Bogu, że Czarnyszewicz nie uczynił ich pijakami i uwodzicielami, którzy przechodzą przemianę duchową. Dzięki temu ta książka bardzo wiele zyskuje i jej uroda jest z gatunku nieprzemijających. Ja tylko, swoim starym zwyczajem, muszę się wszystkiego czepiać. Tak się składa, że za Berezyną i w ogóle w ziemi mińskiej, był jeden prawdziwy bohater, który w dodatku miał wyjątkowy wprost zmysł polityczny. On się jednak słabo nadaje do budzenia ducha w narodzie, według państwowotwórczych recept socjalistów, albowiem był biskupem. Chodzi mi rzecz jasna o księdza biskupa Zygmunta Łozińskiego, o którym wspomina Florian Czarnyszewicz w swojej powieści. Ksiądz biskup odwiedził Bobrujsk i to było dla wszystkich Polaków za Berezyną wielkie święto. Niesłychanie dziwne jest to, że wątek księdza biskupa, który dwa razy był przez bolszewików więziony i dwa razy się ukrywał, nie został przez Czarnyszewicza wyeksploatowany. No dobrze, powie ktoś, ale Florian opisywał własne przygody, po sienkiewiczowsku, opisywał swoją młodość i dramaty ludzi prostych. Ja to rozumiem, ale wobec takiego faktu do powieści tej potrzebna jest glossa. I to nie jedna. Tymczasem nikt takowych nie pisze, publikacje zaś, które towarzyszą na rynku „Nadberezyńcom” są albo lekceważone, wręcz zamilczane, albo w ogóle nie są kojarzone z czasem i miejscem akcji książki Czarnyszewicza. A tak poza wszystkim kiedy ostatnio jakieś środowisko, a niechby nawet ta cała Teologia polityczna, zorganizowało jakąś debatę na temat „Nadberezyńców”? Nigdy chyba, bo i po co? Podobnie jest z Edwardem Woyniłłowiczem, który w sposób o wiele poważniejszy i otwarty krytykuje księdza biskupa Zygmunta Łozińskiego, za jego pro-białoruską postawę. I to jest rzecz zdumiewająca – fakt, że działania na rzecz Polski opisane w książce Czarnyszewicza nijak nie są kompatybilne z działaniami ludzi takich jak Woyniłłowicz czy biskup Łoziński. Tak jakby młodzież w zaściankach realizowała inne jakieś instrukcje, podsunięte im przez nie wiadomo kogo, opatrzone od razu krytycznym wobec ziemiaństwa komentarzem.

Jestem wprost przekonany, że owe instrukcje były, a nie dość, że były to otwierały dyskusję o tak zwanej sprawiedliwości społecznej, skąd już tylko krok do zdrady i przejścia na stronę bolszewików, czego większość mieszkańców zaścianków nadberezyńskich się ustrzegła, ale wielu poszło w tamtym kierunku. Postawa zaś wojsk polskich, stojących nad Berezyną w latach 1919-1920 tylko utwierdziła tych ludzi w słuszności wyboru. Z innych zaś, z patriotów i bohaterów uczyniła pariasów systemu, a pewnie także, w dłuższej perspektywie, pijaków i uwodzicieli. Do czego zmierzam? Do tego, że należy poważniej i dokładniej zainteresować się postaciami takimi jak sługa boży Zygmunt Łoziński, o którym piękną książkę napisał ksiądz Krzysztof Irek. Książeczka ta, dostępna w naszej księgarni, jest wstępem do obszerniejszego i dokładniejszego opracowania, być może zbeletryzowanego, w którym nie będzie miejsca, ani na pijaków, ani na uwodzicieli, ani na płytkie bohaterstwo, kończące się gwałtowną śmiercią lub równie gwałtownym rozczarowaniem.

Uważam, że to jest dobra droga, jeśli idzie o wybory autorów. Opis bowiem, nawet bardzo suchy i pozbawiony ozdobników, przedstawiający księdza biskupa nocującego na dworcu w Mińsku i odprowadzającego do pociągów kolejne grupy Polaków ewakuujących się przed bolszewikami, działa na wyobraźnię. Kiedy zaś przeczytamy, że po ewakuacji ludności polskiej, ksiądz biskup, wraz z towarzyszącymi mu kapłanami, udał się do dzielnicy żydowskiej i tam spędził noc spacerując po ulicach, zaczynamy wyczuwać w nim polityczny geniusz. Po pierwszym aresztowaniu księdza biskupa, wypuszczono go bardzo szybko. Ksiądz Krzysztof Irek, twierdzi, że wskutek interwencji strony polskiej, ja zaś sądzę, że wskutek emocjonalnego szantażu, jaki ksiądz biskup zastosował wobec żydowskich komisarzy. Którzy oczywiście mogli go wywieźć na Syberię, albo zamordować, ale dobrze wiemy, że nie był to czas po temu. Żeby zlikwidować zaścianki nad Berezyną, sowieci czekali jeszcze ponad dziesięć lat. Niełatwo było więc zrobić coś hierarsze, który otwarcie deklaruje, że udał się do dzielnicy żydowskiej, żeby nie doszło do pogromów. Ludność polska, tradycyjnie, jak wiemy, antysemicka, wyjechała, któż więc mógł się tych pogromów dopuścić? Prowokatorzy, to jasne, pewnie wysłani, przez tychże samych komisarzy żydowskich, którzy potem zdumieni postawą księdza biskupa zmuszeni zostali do uwolnienia go. To jest dobry motyw literacki, nie sądzicie? O wiele lepszy niż miłość Kościka i Karusi, która wygłasza długie tyrady o społecznej sprawiedliwości, jaka nastanie w odrodzonej Polsce, a potem odmawia wyjazdu do Bobrujska, bo woli na dobre i złe zostać w Smolarni.

Zadziwiające jest to, że w powieści Czarnyszewicza pada nazwisko leśnika Arciszewskiego, a słowa nie ma o tym, że u tego człowieka ukrywał się ksiądz biskup Łoziński. O tym, że Czarnyszewicz nie koresponduje wcale ze wspomnieniami Woyniłłowicza, nie muszę chyba nadmieniać. Równie dziwne w tej powieści jest to, że w pewnym momencie Stach Bałaszewicz, gołowąs i młodziak, idzie hen, hen, daleko po zaściankach, gdzie już prawie zapomnieli polskiej mowy i próbuje, pod przybranym nazwiskiem, uczyć dzieci. To jest misja, ale my nie wiemy przez kogo zlecona. Ponieważ Stach udaje uciekiniera z Lubelszczyzny, który zjawił się na Białorusi, obawiając się niemieckich represji, sądzić należy, że misja ta została Bałaszewiczowi zlecona przez jakąś organizację z Królestwa. Jaką i przez kogo kierowaną? I kolejne pytanie – jaki stosunek miała owa organizacja do lokalnych kresowych inicjatyw niepodległościowych, a także czy była ona uczciwa wobec samego Bałaszewicza i jemu podobnych.

To są ważne pytania wobec tej, jednej z najtrudniejszych w naszej historii kwestii, wobec tej łatwości z jaką wydano na śmierć dziesiątki tysięcy ludzi zasłaniając się dziwnymi, płytkimi i wypracowanymi nie wiadomo gdzie formułami. Tym się jednak nie zajmuje literatura, która ma ambicje, by kształtować postawy, bo te muszą być tworzone według znanych recept. Problem w tym, kto te recepty pisał...Jest wiele do zrobienia dla zdolnych autorów. Ja się tylko zastanawiam, czy ci autorzy, nie powinni nosić wszyscy jak jeden sukienki duchownej. Wtedy będą z całą pewnością mogli ustrzec się pułapek, mielizn i idiotycznych pomysłów, które tu, mam nadzieję, że bez szkody dla niczyjej wrażliwości, naszkicowałem. Szkic musi być wyraźny i musi wryć się w pamięć, żeby było jasne czym nie należy się zajmować na drodze do sukcesu prawdziwego. Czego księdzu Irkowi i sobie życzę.

 

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl, gdzie przez parę dni jeszcze wisieć będzie pogadanka naszego kolegi Piotra o ratownictwie dzwonów. Myślałem, że jutro pojadę nagrać coś o górnictwie, ale jednak mi się nie uda. Spróbuję w piątek.



tagi: kościół  patriotyzm  literatura  metoda  postawy  krezy  łoziński  czarnyszewicz 

gabriel-maciejewski
20 czerwca 2018 09:22
28     7218    13 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski
20 czerwca 2018 09:43

Zabawna rzecz. Mój tekst o piłce kopanej pierwotnie był właśnie o rynku pisarsko-literackim, ale tyle o tym piszesz, że poszedł ad acta. Wyciągnąłem go z okazji Mundialu. 

Tekst w zasadzie obrotowy, bo w pół godziny można go przerobić na opis mechanizmów np. rynku muzycznego. Nie, to w sumie nie jest w ogóle zabawne.

zaloguj się by móc komentować


mniszysko @gabriel-maciejewski
20 czerwca 2018 10:26

>>> Równie dziwne w tej powieści jest to, że w pewnym momencie Stach Bałaszewicz, gołowąs i młodziak, idzie hen, hen, daleko po zaściankach, gdzie już prawie zapomnieli polskiej mowy i próbuje, pod przybranym nazwiskiem, uczyć dzieci. <<<

 

Tak się składa, że przeglądam Mały alfabet Vittorio Messoriego. Jest tam takie hasło: Analfabeci. Vittorio Messorii pisze, że walka z analfabetyzmem miała ukryty główny cel. Była to walka z kulturą ustną celem zaprowadzenia kultury literackiej. Kultura ustna to kultura tworzona przez Kościół, kultura hierarchiczna tworzona przez naturalne elity dla danego środowiska. Kultura "wyssana z piersi". Kultura literacka to oczywiście kultura oświecenia kształtowana w opozycji do wszelkiego przekazu tradycyjnego (tradycja to: "przekazuję wam bracia to, co otrzymałem"). 

Z tekstu Messoriego wynika, że kościelny system kształcenia wspierał kutlurę ustną, bardzo oporną dla rewolucji.

Ja z tego wyciągam taki wniosek. To dlatego najpierw trzeba było ustanowić kult tekstu pisanego, potem zlikwidować kościelny system oświaty a następnie posłać w teren siłaczki i felczerów nafaszerowanych kulturą literacką. Tak się tworzyła ściółka rewolucji.

Byłoby ciekawe zbadać jaką edukację przeszli ci młodzi ludzie z zaścianków nad Berezyną. Zbadać właśnie ich kulturę literacką.

P.S. Parę razy zdarzyło mi się obejrzeć róznego rodzaju filmy o tzw. "misjach pokojowych". Teraz w tej perspektywie uderza mnie jedno. W każdej takiej misji natychmiast są tworzone dwie instytucje: szkoła i punkt sanitarny. Niby niewinne rzeczy. "Miłosierdzie" aż tryska! Ale te dwie instytucje walczą właśnie z kulturą ustną danego rejonu propagując kulturę literacką będącą nośnikiem wszelkiego rodzaju rewolucji.

 

zaloguj się by móc komentować

Vester @mniszysko 20 czerwca 2018 10:26
20 czerwca 2018 11:12

Ten Mały alfabet Vittorio Messoriego to część jakiejś książki czy książka stricte, czy artykuł? Bo tak na szybko nie widzę tego nigdzie.

zaloguj się by móc komentować

tadman @gabriel-maciejewski
20 czerwca 2018 11:44

Dzięki, to piękny przykład walki z analfabetyzmem, gdzie szkoła zależna od państwa unifikuje przekaz i wtłacza do głów poprawne treści. Kiedyś uczyli rodzice, bony, prywatni nauczyciele, księża, siostry i w takim otoczeniu nie mogło być mowy o tak mile widzianej państwu "nowoczesności". Swoistą zemstą było m.in. opisanie siostry Bernadetty z sierocińca w Zabrzu lub mocne popieranie twórczości Natalii Roleczek.

zaloguj się by móc komentować

Godny-Ojciec @gabriel-maciejewski
20 czerwca 2018 11:46

" To dlatego najpierw trzeba było ustanowić kult tekstu pisanego, potem zlikwidować kościelny system oświaty a następnie posłać w teren siłaczki i felczerów nafaszerowanych kulturą literacką." - porażające. Można spanikować.

Masowa kultura literacka właśnie umiera, tymczasem z tradycji ustnej nic już nie zostało. Z kultury tekstu pisanego został jedynie tekst pisny na smartfonie. Zataczamy koło i wszystko się powtórzy - tym razem jako farsa?

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Vester 20 czerwca 2018 11:12
20 czerwca 2018 12:57

To część zbioru jego autorstwa zatytułowanego "Kościół Katolicki i jego wrogowie".

zaloguj się by móc komentować

wierzacy-sceptyk @gabriel-maciejewski
20 czerwca 2018 13:22

W tej powieści zwraca uwagę brak kontaktu tej wsi z otoczeniem. Nawet z innymi wioskami. Te kontakty przecież są, a jakby ich nie było. Takie chwilowe zaburzenia codzienności, raz dobre a raz groźne. Nawet wizyta biskupa jest opisana jako wydarzenie nadzwyczajne, ale odległe i nie mające żadnego wpływu na ich losy. Tak jakby wioska zawieszona nigdzie. A przecież tyle się wokół działo, ale gdzieś daleko. Może ludzie wtedy tak postrzegali świat i istnienie ich wioski?

zaloguj się by móc komentować

przemsa @mniszysko 20 czerwca 2018 10:26
20 czerwca 2018 13:25

> przeglądam Mały alfabet Vittorio Messoriego

Czytałem jego książkę "Dlaczego wierzę".

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @Godny-Ojciec 20 czerwca 2018 11:46
20 czerwca 2018 13:39

Jest info o ustanowieniu kultu tekstu pisanego jako etap likwidacji kościelnej oświaty. Ojciec pisze o kulturze literackiej/poprawnej jako zamiennik dla kultury ustnej/z własnego doświadczenia i o tym jakie spustoszenie "oświecenie" z swoją kulturą literacką zrobiło i robi-  a ty piszesz, że ta kultura literacka umiera. Czy chciałbyś jakoś wybitnie celnie napisać, że ludzie nie czytają co tam im jest podsuwane zwrotem "kultura literacka umiera"?

zaloguj się by móc komentować

grudeq @mniszysko 20 czerwca 2018 10:26
20 czerwca 2018 13:56

Próbuje przeprowadzić dowód w kierunku takim, jak to uzasadniając walkę z analfabetyzmem za czasów Polski Ludowej wykorzystywano zawsze statystyki z początku XX wieku, i wskazywano że wtedy analfabetów było 90% a za Polski Ludowej już 10%. Tylko nikt nie patrzył, że statystyki z początku XX wieku to statystyki rosyjskie, dla których analfabetą był każdy kto nie mówił i nie pisał po rosyjsku, a takich w Król. Polskim zapewne było 90%. I potem jest źródło urban legend, jak to przed XX wieku ludzie nie pisali i nie czytali.. a książki kosztowały półwsi. Tylko po co były wszystkie szkoły parafialne i umowy pisane etc.

Bardzo mi się podoba rozróżnienia na kulturą słowa pisanego i mówionego. Taka myśli mi jedna przychodzi, że w tekście literackim jest trudniej wyrazić emocję niż w mówionym. Łatwiej jest też skłamać w tekście pisanym niż w mówionym, wszak "epistola non erubescit". Chociaż może kiedyś wynajdą taki papier, który gdy coś kłamliwego na nim zostanie napisane zacznie się pocić i czerwienić... 

zaloguj się by móc komentować

glicek @Godny-Ojciec 20 czerwca 2018 11:46
20 czerwca 2018 14:00

Z kultury tekstu pisanego został jedynie tekst pisny na smartfonie

Ktory żyje tak długo jak smartfon jego posiadacza. Może pan przeczytać sobie gdzieś sms'y które pisał pan 5 lat temu?

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @glicek 20 czerwca 2018 14:00
20 czerwca 2018 14:04

O jakiej "kulturze tekstu pisanego" piszecie?

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @Brzoza 20 czerwca 2018 14:04
20 czerwca 2018 14:14

Dla ułatwienia dodam, że w notce i komentarzach są użyte zwroty:

"kult teksu pisanego" jako coś co miało zniszczyć coś gdzie zwraca się uwagę na prawdę

"kulturze literackiej" jako coś co miało zniszczyć możliwość wnioskowania

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @mniszysko 20 czerwca 2018 10:26
20 czerwca 2018 15:58

W Afganistanie miejscowi te szkoły natychmiast dewastują, zabierając na opał co da się spalić. Pod punktami sanitarnymi podrzucają bomby. Nasi żołnierze nie mogą tego pojąć, traktują jako skrajne barbarzyństwo,  ale w tym świetle wygląda to inaczej.

zaloguj się by móc komentować

dziad-kalwaryjski @Grzeralts 20 czerwca 2018 15:58
20 czerwca 2018 16:12

Jeśli istniejąca kultura nie jest w stanie leczyć ducha ani ciała, to nie jest potrzebna. Od oświecenia przez siłaczki XIX wieku, przez sowiety, elektryfikacje, sławojki, konopielki, babraki karmale po misje humanitarne, wszyscy to przerabiają. 

Tajemnica tkwi w wyrażeniu "stopniowa adaptacja". I zdolność do niej- rzecz jasna.

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @dziad-kalwaryjski 20 czerwca 2018 16:12
20 czerwca 2018 18:06

To mi zawsze przypomina Rocha z chłopów Reymonta, który nauczył Antka historii o tym jak to Panowie Polskę przebalowali, i że  cysorz chłopa bronił 

zaloguj się by móc komentować

kalixt @glicek 20 czerwca 2018 14:00
20 czerwca 2018 20:51

Uzytkownik nie moze przeczytac wszystkich swoich sms-ow z przeszlosci, ale one wszystkie na pewno gdzies sa. Tak samo, jak wszystkie nasze maile, komentarze w sieci, rozmowy na komunikatorach itp. Woland przesadzal mowiac, ze rekopisy nie plona, ale wirtualne tresci nie plona naprawde. No ale to tak oczywiscie off topic.

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @kalixt 20 czerwca 2018 20:51
21 czerwca 2018 07:41

to nie jest OT, to jest pierdzielenie

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @kam5 20 czerwca 2018 23:12
21 czerwca 2018 07:43

Nie czytasz coryllusa to nie wiesz. Ta akurat informacja jest wyrwana z całości, jeśli w ogóle prawdziwa. Od co najmniej młodzieńczości mocno "miał gadane", wrażliwość,"ciągnęło go do towarzystwa", Żona coryllusa jest bardzo ładna (biorąc dzisiejszą modę, że Kobiety mają być mocno chude). To raczej ty masz problem patrząc na kpiarski ton i nie umiałeś wygenerować zainteresowania u młodych ładnych kobiet swoją osobą bez podstępu.

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @gabriel-maciejewski 21 czerwca 2018 07:48
21 czerwca 2018 08:26

ten żigolo zaśmiecił swym stręczeniem wszystkie wątki na "SN".

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @gabriel-maciejewski 21 czerwca 2018 08:27
21 czerwca 2018 10:17

ale gdzie tam.

Wisi sobie nadal u ravena59, deszcznocity, Jareckiego, i dalej nie chce mi się sprawdzać.
Wczoraj przed pólnocą, korzystając, że ruch o tej porze doby zamiera,  zasyfił wszystkie wątki.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2018 13:47

"Otóż nie było tak, jak nam pisze Czarnyszewicz, że ziemiaństwo nie chciało porozumienia z zaściankiem i przez to nie powstały zabarezyńskie, polskie pułki. Nie dlatego nie powstały, że zazdroszczono sławy Kościkowi Wasilewskiemu. Powody były inne o wiele poważniejsze."

Jeśli były instrukcje dla młodych z zaścianków, to znaczy że organizacje nieformalne współtworzące imperium carskie, które nazwałeś w wykładzie o Piłsudskim i Zubowie chyba "pionami" czy "strukturami pionowymi", jakoś tak, istniały nadal, przynajmniej ich część, w Rosji porewolucyjnej i w Polsce na progu tej tzw. niepodległości. Nadto sprofilowały one szlachtę z zaścianka i znalazły propagandowy sposób na nich. Nie jestem pewien, ale być może tym sposobem nie były marzenia o lepszej sprawiedliwej Polsce, np. bez ziemian, ale po prostu honor. Poczucie honoru ludzi ubogich acz ambitnych jest czymś nieprawdopodobnym, niemal przerażającym. Honor, niechrześcijański, namiętny głód "honoru". Kościk jest przecież ucieleśniem honoru zaściankowego, młodego mężczyzny. Być może to właśnie honor był powodem zaprzepaszczenia zaściankowej kawalerii. Jeśli polskich socjalistów profilował Mendelson, to jego następcy, sprofilowali zaścianek. PPSem posłużyli się jako kanałem do przekazania instrukcji.  

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @mniszysko 20 czerwca 2018 10:26
23 czerwca 2018 13:49

To ciekawe. Muszę wrócić do Nadberezyńców i sprawdzić jak to tam jest. Ale o ile pamiętam, szlachta zagrodowa jest wspólnotą jakby bez kultury ustnej. Przynajmniej Czarnyszewicz pomija katechezę kościelną. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Magazynier 23 czerwca 2018 13:49
23 czerwca 2018 13:56

I to mi się trochę nie zgadza z moją wiedzą na temat tamtego okresu na Litwie (Wileńszczyzna, Białoruś), bo wiem, że w momencie przesunięcia frontu na wschód, niektórzy duchowni np. Bł. Sopoćko, zaczęli energiczną akcję edukacyjną i to nie sami, ale w oparciu o świeckich. Sopoćko w oparciu o Sodaliski stworzył ze 30 kilka szkół podstawowych. Nie znam biografii Bp Łozińskiego, ale zaryzykuje tezę, że on tego też nie przepuścił.  

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Magazynier 23 czerwca 2018 13:56
23 czerwca 2018 13:57

Mam na myśli okres 1914-16.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować