-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O propagandowym znaczeniu relacji seksualnych

Tekst ten zacząłem pisać wczoraj, ale z powodu śniegu wyłączyli nam prąd. Musiałem więc przerwać, a dziś on jest troszkę zdezaktualizowany, no, ale wzbogacę go relacją z targów i jakoś, myślę, obleci.

 

Przedwczoraj z rana przywitała mnie na portalu WP ponura buzia Rafała Aleksandra Ziemkiewicza, który wypowiedział się w następujący sposób – traktowałem lepiej ku..wy, niż lewacy traktują swoje dziewczyny. To jest zapewne prawda, ale do tego dodany był tytuł - „Moja żona i córki znają moją przeszłość”. Zestawienie tych treści zdumiało mnie lekko i w tym zdumieniu pozostawałem przez cały wczorajszy dzień. Przypomniałem sobie też dawne czasy i cały emocjonalny sztafaż, jaki stworzono w latach dziewięćdziesiątych wokół tak zwanej prawicy, z którą utożsamiany był Ziemkiewicz. Wśród różnych aspektów tej aranżacji kwestie relacji między płciami wysuwały się na ważne miejsce. Nie mówię, że na pierwsze, ale na ważne. Chodziło generalnie o to, kto ma rządzić w stadle, a także czy prawdziwy mężczyzna ma prawo do skoków w bok. No i jeszcze o to czy może używać mechanicznych środków antykoncepcyjnych, czy też jest to całkowicie passe. Takie to spory były w one lata. Powracają dziś, jak widać, a my się możemy dziwić, że mają one w sobie taką świeżość, bo przecież i pan Rafał i jego koledzy bardzo posiwieli. No, ale jak ktoś jest młody duchem, to nic mu nie straszne.

Mnie nieustająco zdumiewa to gadanie o przeszłości, które uskuteczniają różni poważni autorzy, dziennikarze i celebryci. Czynią to, jak mniemam, celem podkręcenia promocji swoich produktów lub siebie samych. No, ale cóż w tej przeszłości może się takiego kryć, o czym inni by nie wiedzieli? Moim zdaniem nic. Ludzie kradną, oszukują, zdradzają się nawzajem, czasem, jak ktoś ma fantazję, to kogoś zabije. I tyle. Żadnych więcej tajemnic tam nie ma. Te zaś, które wymieniłem to jest pasza dla bardzo słabych autorów tworzących trzeciorzędną literaturę. Tak było, jest i będzie. Trudno więc oczekiwać by ktoś traktował serio wyznanie – jak byłem młody to zwiedzałem burdele. Cieszymy się wraz z panem Rafałem, że miał czas i środki na urzeczywistnianie swoich marzeń, rodzi się jednak w nas podejrzenie, że pasja ta została w nim rozbudzona sztucznie. To znaczy ktoś w kim pan Rafał pokładał zaufanie zdiagnozował jego deficyty emocjonalne, co – umówmy się – nie jest żadnym wyczynem, a potem pokazał mu czym i jak je wypełnić. No, a później już poszło z górki. Przypadek pana Rafała nie jest odosobniony i podobne przygody mieli zapewne inni jego koledzy. One posłużyły jako kanwa do zbudowania dostępnej publicznie relacji pomiędzy pełną hipokryzji, świętoszkowatą prawicą, której łatwo wyciągnąć różne brudy, a uczciwą z natury i szczerą lewicą, walczącą o lepsze jutro dla wszystkich. Ja teraz postaram się, nie wiem czy właściwie, wskazać istotną różnicę pomiędzy prawicą a lewicą – mam na myśli publicystów – a uczynię to posługując się właśnie relacjami seksualnymi. Oto prawica sformatowana była i jest nadal tak – jeden lub kilku ważnych, którzy mają budżet na dziwki i wódę stoi na czele gromady pryszczatych gołodupców, którym się zdaje, że jak już zwyciężą, to powyższe atrakcje dostępne będą wszystkim. Oto lewica – solidnie zaopatrzeni w przywileje i pieniądze przedstawiciele zasłużonych dla ojczyzny i partii rodzin, do których lgną dziewczyny wszystkich stanów, ras i przekonań, bo tam jest spokój i bezpieczeństwo. Oni nie mają w zasadzie deficytów, które należałoby diagnozować i zaspokajać, a więc problem z przeszłością i jej ujawnianiem nie istnieje w zasadzie. No, ale teraz coś się zepsuło. I to zepsuło się na lewicy. Czemu? Ponieważ ludzie obdarzeni przywilejami stają się ich niewolnikami. Myślę tę sformułował kiedyś Paweł Jasienica i odniósł ją, całkiem niesłusznie do polskiej szlachty. Ja dzisiaj pożyczam od niego to narzędzie i przykładam je, niczym uliczny złodziej sztangę do głowy przypadkowego przechodnia z grubym portfelem, do głów i innych części ciała działaczy feministycznych. Mam tu na myśli tych wszystkich dziennikarzy, którzy ostatnio popisali się biciem swoich dziewczyn. Zaznaczę jednak, już na początku, że panowie Ci, wkrótce wypłyną gdzieś na powierzchnię i staną się bohaterami mediów. Poniżej wyjaśnię dlaczego.

Nigdy, nawet przez pięć minut, nie traktowałem poważnie żadnej lewicowej ideologii. Feminizm zaś traktowałem szczególnie niepoważnie. Chodzi w nim bowiem wyłącznie o to, by zapewnić bezpieczeństwo emocjonalne grupie, nie mówię, że grupie kobiet, które z jakichś powodów nie radzą sobie z własnymi emocjami, ale grupie w ogóle. Tam bowiem gdzie jest grupa kobiet z deficytami emocjonalnymi zaraz zjawiają się jacyś faceci i grzecznie czekają, aż fala ideologicznego wzmożenia minie i zostanie zastąpiona wzmożeniem emocjonalnym. Podobnie było z tymi dwoma. Oni dobrze zdiagnozowali okoliczności i dobrze wiedzieli, jakie zasady panują w grupie, do której aspirowali. Dokładnie takie same jak w gromadzie pierwotnej, starającej się za wszelką cenę utrzymać matriarchat. To jest nie do wykonania, o czym uczą dzieje ludzkości. Powód jest prosty – jeśli łagodnieją zasady rządzące grupą, to znaczy za ich złamanie nie wypędza się nikogo do lasu, nie obcina mu różnych części ciała, albo nie zabija po prostu, zawsze zjawi się jakiś facet z „większym charyzmatem”, który złamie obowiązującą hierarchię i wykreuje nową. Żaden zaś matriarchat nie może, z istoty, karać za takie rzeczy. Pokazywanie publicznie genitaliów napiętnowane jest bowiem wyłącznie w świecie patriarchalnym. Ci panowie zaś, przyzwyczajeni już widocznie do tego, że można, postanowili pójść krok dalej. Powiecie, że się pomylili, bo przecież wyrzucono ich z pracy. Moim zdaniem oni będą mieli teraz rajskie życie. Dostaną z całą pewnością jakieś propozycje z prawicy, albo od tych, którzy prawicę organizują i przybędzie nam nowa, antyfeministyczna organizacja, dzięki której już na pewno zwyciężymy. A co z Ziemkiewiczem zapytacie? Okrzykną go starym dziadem i pierdołą. Nas pewnie też. Oczywiście będą mieli rację, bo tym właśnie jesteśmy. Mamy tylko jedną przewagę nad nimi. My się nie musimy starać o bezpieczeństwo grupy. Tam zaś, na lewicy i na prawicy rządzonej w myśl zasad z lat dziewięćdziesiątych to jest wymóg absolutnie konieczny. Już dziś, na przykładzie tych dwóch cwaniaków, widzimy, że emocje feministek są nie do obrony i zaraz trzeba będzie zacząć jakąś ideologiczną przebudowę formacji. Nie utrzymają tego w tym kształcie to pewne. Droga zaś ku takiej przebudowie może być tylko jedna, trzeba będzie te feministki nieco uczłowieczyć. W jakim kierunku to pójdzie? Jeśli wydaje się Wam, że w kierunku promocji rodziny, to jesteście w błędzie. Uczłowieczanie feminizmu, podobnie jak uczłowieczanie tych dwóch przestępców, zostanie połączone z promocją islamu. Jaka tym rządzi zasada? – zapyta ktoś zdziwiony. Normalna, taka, którą wszyscy znamy – klin klinem. Jeśli jacyś faceci biją kobiety i je upokarzają należy jako antidotum zastosować system całkowicie te kobiety degradujący. Wtedy wszyscy będą zadowoleni. One – bo ukryte i niewidoczne dla nas hierarchie grupy ujawnione przez tych dwóch zostaną oficjalnie zalegalizowane. Oni – bo wreszcie nie trzeba będzie ściemniać i pierniczyć publicznie tych wszystkich dyrdymałów o szacunku dla kobiet. No i cały sztafaż zyska przy tym jeszcze wymiar religijny. O tym, że wszyscy, pogodzeni już ze sobą uczestnicy, staną się częścią globalnej organizacji o skrajnie agresywnym i podstępnym charakterze nie muszę chyba mówić. Czy my mamy coś, albo kogoś kto temu przedsięwzięciu może się skutecznie przeciwstawić? Nie. My nawet nie mamy nikogo, kto by wyskoczył przed szereg i pokazał „charyzmat”. Mamy tylko Ziemkiewicza, który mówi – o, panie, kiedyś to się bywało...Sami wiecie co można zrobić z taką tarczą przeciwko włóczni złego. Można ją zamienić w nocnik, w dodatku taki, z którego naraz może korzystać dwie, albo nawet trzy osoby.

 

Teraz słowo o targach. Wczoraj gościem targów był profesor Maciej Giertych, który podpisywał swoją książkę o Piłsudskim. Jarek, dzięki któremu znaleźliśmy fragmenty drugiego tomu wspomnień księdza Mariana Tokarzewskiego, przypomniał sobie, że ostatnią osobą zaglądającą do teczki, w której znajdowały się te fragmenty, był właśnie on. Chwycił więc Jarosław „Straż przednią” i popędził do Macieja Giertycha zapytać go czy nie wie czasem, gdzie może być reszta tych wspomnień. Profesor Maciej Giertych nie pamiętał niestety, uśmiechną się jednak na te, przywołane przez Jarosława wspomnienia i rzekł – no tak, od 81 roku tylko ja i pan tam zajrzeliśmy, rzeczywiście, szalone zainteresowanie….Potem zaś wskazał w bibliografii swojej nowej książki pozycję, z której zaczerpnął informacje o Marianie Tokarzewskim. Jest tam napisane – Tokarzewski, ks, Marian - „Szkoła nawigatorów” nr 11.

 

Przypominam, że wyprzedajemy ostatnie egzemplarze. Stoisko nr 12.



tagi:

gabriel-maciejewski
2 grudnia 2017 07:48
4     695    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
orjan @gabriel-maciejewski
2 grudnia 2017 10:35

Coś musi tę grandę spajać i spijać.

Jakimś swoim enzymem podobno dużo literatury trawią. Niekoniecznie zaraz Burnsa, ale Steinbeck chyba tam nadal ma takie poważanie, że powinni wiedzieć:

Przemyślne plany i myszy, i ludzi
W gruzy się walą,

i dlatego oni sami są tak opętani waleniem się.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
2 grudnia 2017 10:47

Niedobrze mi się robi od czytania o tej bandzie...

Gdzie to on nie bywał..ho..ho...!

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
2 grudnia 2017 12:59

=ludzie obdarzeni przywilejami stają się ich niewolnikami=

W dodatku nie mają motywacji by się rozwijać intelektualnie.

.

 

zaloguj się by móc komentować

onyx @gabriel-maciejewski
3 grudnia 2017 11:12

Kupują, czytają i używają ale się tym nie chwalą, bo "wiesz Pan, to nic osobistego tylko interesy". Dobre i to, najgorsza jest idiotyczna postawa typu "nie bo nie, na złość mamie odmroże sobie uszy".

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować