-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O nowych sposobach organizacji sprzedaży

Miało być dziś o tekście Unii Lubelskiej, ale czas jest zbyt niespokojny i ja niestety myślę bez przerwy o czymś innym. Postanowiłem zmienić dość drastycznie politykę sprzedażową. Każdy kolejny rok pokazuje, że wystawianie się na targach książki, gdzie cena powierzchni wystawowej, w porównaniu z takimi choćby targami biżuterii jest horrendalna, nie ma sensu. To znaczy można się pokazać na kluczowych imprezach, ale nic ponadto. Imprez średniej wielkości jest tyle, że można w nich przebierać, ale cena stoiska w stosunku do obrotu jest zwykle skrajnie niekorzystna. Poza tym w niektórych ośrodkach tworzą się lokalne, sprofilowane rynki treści, które przyciągają określonych odbiorców, na przykład literatury dziecięcej o charakterze terapeutycznym. Cóż więc pozostaje? Wczoraj rozmawiałem z dwoma kolegami, którzy stale są obecni na blogu, a do tego są mocno osadzeni w regionach i zamierzają wydawać książki. Jeden z nich to znany wam Dzierzba, który mieszka na Śląsku, drugi zaś kolega pochodzi z Podhala. Ich obecność i aktywność na rynku wydawniczym nasunęła mi pewne pomysły. Z grubsza chodzi o to, by stworzyć rynki lokalne w regionach, w których i tak mamy wielu czytelników, a ci którzy tam są mogą przyciągnąć nowych. Nie ma szans, byśmy na wielkich targach książki, organizowanych dla celebrytów z telewizji mogli zainteresować kogoś swoją ofertą. To są niemożliwe rzeczy i ja to ćwiczę od lat. Cała sprzedaż targowa to sprzedaż dla klientów, którzy są wierni blogowi. A skoro tak, nie ma sensu płacić za stoiska na imprezach, gdzie ciągle pojawiają się ci sami ludzie, wielbiciele Bondy i Twardocha, głęboko niezainteresowani naszą ofertą. Dla klientów z bloga można zorganizować trzy spotkania pod rząd w różnych miastach Śląska czy Podhala, przywieść książki, Toyaha i zrobić trzy wieczory autorskie każdy po trzy godziny. Jeśli ktoś nie będzie miał czasu przyjść w piątek, przyjdzie w sobotę, jak ktoś będzie zajęty w sobotę, wpadnie w niedzielę. Koszt takiej imprezy jest do zaakceptowania, bo w grę wchodzi w zasadzie tylko wynajem sali. A do tego można całe spotkanie nagrać i korzyść będzie podwójna. Można też zorganizować przy tym jakiś poczęstunek, mam na myśli ciasto i herbatę, żebyśmy pogadali sobie w atmosferze seminaryjnej i przyjacielskiej. Taki mam pomysł na dziś, o jego realizacji jeszcze nie rozmawiałem z kolegami, bo gadałem z nimi tylko ogólnie o tworzeniu wydawnictwa.

Ktoś zapyta – a czym to się różni od normalnego spotkania autorskiego? Tym, że ja jestem mniej zmęczony przede wszystkim. Na spotkaniu autorskim, na które i tak nikt mnie nie zaprasza, bo zwykle nie ma pieniędzy na honorarium dla autora tak mało znaczącego jak ja, bywa, że organizatorzy mają tak długą listę życzeń, że już w połowie dnia autor jest pół żywy. Na koniec zaś jeszcze trzeba iść na jakiś wieczorek, albo kolację i tam opowiadać dykteryjki przy alkoholu starannie wyselekcjonowanemu towarzystwu. Wiele osób się w tym realizuje, ale ja, wybaczcie, nie podejmę takiego wyzwania. Po pierwsze dlatego, że lubię sam wszystko kontrolować, po drugie, że nie realizuję i nie będę realizował żadnych pomysłów i propozycji poza tymi, które sam wymyśliłem lub po głębokim namyśle zaakceptowałem. Jeśli idzie o konkrety, pojawią się niebawem. Niech tylko uporam się z bieżącymi sprawami. Myślę, że pierwsze takie tournée zorganizujemy na jesieni. Największy kłopot w tej organizacji to obecność zaufanego koordynatora na miejscu. Kłopot, bo ja z zasady nie ufam nikomu, a jak już zaufam to dręczę potem takiego osobnika bez litości różnymi propozycjami. No, ale może jakoś sobie z tym poradzimy. Według jakich kryteriów odrzucać będziemy udział w imprezach targowych? Podstawowym kryterium będzie zysk, ale jego wysokość pozostanie jak się domyślacie niejawna. Na pewno będę w tym roku na targach historycznych w Warszawie, na pewno będę we Wrocławiu i na pewno będę w Gdyni na przełomie lipca i sierpnia. Nic w tej Gdyni nie zarabiam, ale dzieci muszą mieć jakiś kawałek wakacji. Jedziemy tam więc w czwórkę. No i trzeba zaprezentować jakoś publiczności autorkę książek dla dzieci czyli Hanię. Mam nadzieję, że przyjdzie.

Kto będzie płacił za wynajem sal na spotkania z czytelnikami? Ja, rzecz jasna, skoro mam płacić 2300 netto za stoisko i czekać przez cztery dni na klientów nudząc się przy tym jak mops, mogę te wrażenia zintensyfikować, skupić je jak w soczewce i za dużo mniejszą kwotę, być do dyspozycji czytelnika przez trzy godziny w każdy weekendowy wieczór. Warunek jest jeden, jeśli ja zapłacę za salę, ja decyduję jaki jest program spotkania. Nie realizuję też wtedy żadnych indywidualnych propozycji towarzyskich. Stali klienci przyjdą, spotkanie zostanie zarejestrowane, a nagranie umieścimy w sieci. Jeśli ktoś będzie mógł przyprowadzić kogoś nowego na taki wieczorek, będzie mi bardzo miło. Wielu ludziom, którzy chcieli organizować ze mną spotkania będzie z pewnością lżej, po przeczytaniu powyższego. Odpada bowiem problem zapłaty za salę, trzeba tylko załatwić nagłośnienie i rozpropagować imprezę na miejscu, za pomocą plakatu, który my tutaj przygotujemy. To wszystko. Jeśli ktoś będzie chciał mi pomóc i wesprzeć taki event finansowo, oczywiście chętnie pomoc przyjmę. Podobnie będzie ze wsparciem medialnym.

Do takiego postawienia sprawy skłania mnie, prócz nieadekwatnych do zysku cen stoisk na targach, także świadomość, że wiele osób chciało mnie zaprosić gdzieś na spotkania, ale z powodu odległości oraz związanych z tym kosztów, rezygnowało. Trzeba też stanąć w prawdzie i powiedzieć wprost, że wobec tak ogromnej liczby internetowych gwiazd jeżdżących po Polsce ze spotkaniami, my tutaj, autorzy Kliniki Języka, mamy marne szanse na zaistnienie. O tym bowiem czy ktoś jest popularny czy nie decyduje ilość kontrowersyjnych treści w serwowanym przekazie. My zaś nie startujemy w tej konkurencji. Jak wiecie i tak nam kradną tematy i tak się tym naszym dorobkiem posługują, a nie mają przy tym żadnego wstydu i nie muszą się borykać z prowadzeniem wydawnictwa. Nie możemy więc tak stać i gapić się na ten proceder. Samo się nie zrobi, a może być gorzej. Każdy kolejny dzień dowodzi, że siła tego bloga jest duża i czytelnicy chętnie się pojawią na spotkaniu z autorem, byle ten autor do nich dojechał. No więc możemy zacząć negocjacje z organizatorami. Tak jak to zadeklarowałem, pokrywam koszta wynajmu sali. Trzeba tylko zorganizować nagłośnienie i rozlepić plakaty. Pierwszą taką imprezę przygotuję sam, z pomocą któregoś z kolegów, odbędzie się ona na jesieni. Jeszcze nie wiem gdzie. Dam znać.

Wiele osób zwracało mi ostatnio uwagę na to, że w zasadzie każdy z prawicowych celebrytów ma na swojej stronie skarbonkę, do której zbiera jakieś groszaki na przeżycie. Nawet Witold Gadowski coś takiego uruchomił, choć przecież jest dziennikarzem pełną gębą i pokazują go po telewizjach. Jak wiecie ja jestem przeciwny tego rodzaju akcjom. Z wielką rezerwą podszedłem do tematu zbiórki pieniędzy na komiks o Sacco di Roma. Rzecz się jednak udała i komiks będzie. Realizacja się nieco opóźni, bo opóźnia się wydanie Baśni socjalistycznej, przy której Tomek także jest potrzebny. Tak więc musicie się uzbroić w cierpliwość. Ponieważ zgromadzenie funduszy celowego zostało uwieńczone sukcesem, postanowiłem, że w przyszłości spróbujemy to powtórzyć. Niebawem zdradzę na co będziemy zbierać, ale do zbiórki jeszcze daleko. Nie rozpoczniemy jej dopóki nie zostanie ukończony komiks Sacco di Roma, tak by wszyscy zobaczyli, że pieniądze nie zostały zmarnowane i mamy kolejną realizację. Inaczej tego w ogóle nie widzę. Takie oto są plany na najbliższy rok. Mam nadzieję, że wszystko się uda i odniesiemy kolejny sukces.

 

Póki co przypominam, że 30 czerwca w piątek przez cały dzień – od 9 do 17 – jestem na Festiwalu Komiksów Historycznych w lokalu IPN przy Marszałkowskiej, tam gdzie kiedyś był lokal Budapeszt. Zapraszam serdecznie. Zapraszam również na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl



tagi: sprzedaż  targi  blog  spotkania autorskie 

gabriel-maciejewski
27 czerwca 2017 09:09
4     495    1 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Kuldahrus @gabriel-maciejewski
27 czerwca 2017 16:26

To jest niezły pomysł.

zaloguj się by móc komentować

Paris @gabriel-maciejewski
27 czerwca 2017 22:33

Tez mysle, Panie Gabrielu, ze te spotkania a la "wieczor autorski" w mniejszym gronie i bardziej kameralne... moze niekoniecznie z ciachem... to niezly pomysl. Ja lubilam Pana posluchac... czy Pana  Osiejuka... z Panem Kamiuszkiem tez bylo ciekawie... ten panel blogerow w Bytomiu - tez byl super !!!

Przy okazji mozna to polaczyc ze sprzedaza ksiazek z Pana wydawnictwa... to super pomysl, ze nie bedzie Pana na tych "wielkich spedach cwelebryctwa" i ze nie beda do Pana podchodzic rozne takie "altorytety"  jak "profesur" Nowak... przyznajacy Panu racje i smutno odchodzacy... albo ten drugi pan Wysocki rowniez przyznajacy, ze "wazny temat Pan poruszyl"... naprawde 2300 zl za stoisko dla tego zlodziejstwa organizatorskiego - droga nie chodzi !!!...

... a ludzie i tak przyjda... zero takich wieeelkich "innowacji"... zreszta wielce zlodziejskich. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
27 czerwca 2017 23:16

2300 to kosztuje stoisko w Katowicach i to jest wersja optymistyczna. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @gabriel-maciejewski
27 czerwca 2017 23:32

O Chryste Panie !!! 

To ile kosztuje np. w Warszawie w Arkadach ???   5000 zeta???    Wiecej ???

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować