-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O niespodziewanych zwrotach akcji

Obiecywałem sobie, że nic nie napiszę o mundialu. Po wczorajszym jednak meczu Argentyna – Chorwacja zmieniłem zdanie. Ponieważ rzadko oglądam mecze piłkarskie nie do pomyślenia było dla mnie – do wczoraj właśnie – że Argentyna może przegrać z Chorwacją i to w dodatku trzy do jaja. Mam jednak pisać o niespodziewanych zwrotach akcji, oczywiście z mojego własnego punktu widzenia, więc uprzedzam, że dla wielu czytelników nie będą to żadne niespodziewane zwroty, ale same nudy. Chciałem też opowiedzieć raz jeszcze pewną historię, którą opowiadałem tu już kiedyś, a która dotyczy piłki nożnej. Wiele osób jej nie słyszało, więc nie zaszkodzi powtórzyć. No, ale o tych nagłych zwrotach….Pierwsze mistrzostwa jakie świadomie oglądałem to były mistrzostwa z roku 1978 rozgrywane w Argentynie właśnie. Nikt wówczas nie słyszał o piłkarzu nazwiskiem Maradona, który wczoraj w taki widowiskowy sposób obgryzał paznokcie w loży dla vipów. Gwiazdą tamtych mistrzostw był długowłosy facet nazwiskiem Kempes, którego dziś już nikt nie pamięta. Mistrzostwa argentyńskie oglądałem u dziadków, w Nałęczowie, w mieszkaniu, które mieściło się w małym, szarym, kolejowym bloczku, stojącym przy wąskich torach, prowadzących do Opola Lubelskiego. Telewizor, który mieli dziadkowie wywołałby dziś pewnie nawet nie śmiech, a szczere wzruszenie i łzy, tych wszystkich, którzy swoją przygodę z transmisjami mistrzostw zaczynali w tym samym co ja czasie. Dziadek, nieskory do wydawania pieniędzy, kupił mi wtedy breloczek z maskotką mistrzostw, czyli takim chłopcem-gaucho, w wywiniętym do góry kapeluszu. Jak pamiętają fani, Argentyna wygrała te mistrzostwa, w finale grała z Holandią, a Polska, która miała się znaleźć w ścisłej czołówce zajęła piąte miejsce. Po roku 1978 na długo zapomniałem o piłce nożnej i nie interesowałem się nią wcale. I tak, do pamiętnych mistrzostw roku 1982. Sam się wówczas nie spodziewałem, że taka pierdoła jak ja może się zaciekawić sportem tak dynamicznym. No, ale jak pamiętamy psychoza narastała w zasadzie od roku 1981 i mimo stanu wojennego, wszyscy gadali o tych mistrzostwach. Mecz zaś z NRD, który dał Polsce awans do finałów, oglądałem wraz z ojcem, w jakiejś mocno ponurej atmosferze. Była to chyba jesień, wietrzna i chłodna, a na stadionie Śląskim, bo grali chyba na Śląskim, wszystko było takie samo, jak w wyświetlanych później w kinach filmach Piotra Szulkina.

No, ale o tych niespodziewanych zwrotach miało być. Argentyna już była, teraz kolej na Łazukę. Jak pamiętacie piosenkę mundialową w roku 1982 śpiewał najpierw pan Bogdan, a potem takie dzieci, które ułożyły tekst o helikopterze, krowach, bykach i kosmetykach Miraculum. Gdyby mi ktoś powiedział w roku 1982, że będę mieszkał kiedyś w tym samym mieście co pan Bogdan, chyba uciekłbym z krzykiem od takiego proroka. A tu proszę...obaj mieszkamy w Grodzisku, a on ma ten komfort, że mnie nie zna, a ja jego a i owszem.

Mistrzostwa zaczęły się dla mnie od awantury. Moja matka miała różne ciekawe znajomości, na przykład w kiosku Ruchu na stacji i przez to zawsze pierwszy dostawałem do ręki komiksy i inne ciekawe, reglamentowane wydawnictwa. Przed mistrzostwami, KAW wydała specjalną broszurę o piłkarzach i drużynach, którą każdy chciał mieć. I ja powiedziałem kolegom, że na pewno będę ją miał. Artur zaś, dziś już świętej pamięci, zrozumiał, że jemu również to załatwię. To, jak się domyślacie, było niemożliwe, albowiem kupienie takiego śmiecia w tamtych czasach, w małym mieście, gdzieś hen, hen, za Warszawą, graniczyło z cudem. Kiedy więc pokazałem kolegom to cudowne wydawnictwo, ten papier kredowy i ilustracje błyszczące, Artur się obraził i poszedł do domu ze łzami w oczach.

Potem w tygodniku Panorama Śląska, który prenumerowaliśmy, zaczęli publikować zdjęcia drużyn i piłkarzy, każdy mógł je sobie wycinać i wklejać do specjalnego zeszytu. I ja tak właśnie robiłem. Nie wiem po co, ale wszyscy tak robili. No, a potem zbudowaliśmy sobie boisko. Sami. Mieliśmy po 12 – 13 lat i zbudowaliśmy sobie boisko. Przewodził nam co prawda starszy trochę kolega, ale on był tak samo nieświadom konsekwencji pewnych czynów jak my, a może bardziej. Obok miejsca zwanego Księdzową Górką, które nie było ani górką, ani nie miało nic wspólnego z księżmi, był kawał pustej, piaszczystej przestrzeni, porośniętej kępkami suchej trawy, w sam raz nadający się na boisko. I my tam właśnie ustawiliśmy bramki, takie same jak na prawdziwym boisku. Ukradliśmy z lasu sześć sosen, wynieśliśmy je na własnych barkach, męcząc się nieludzko, bo spróbujcie wyciąć, a następnie okorować i przenieść przez niegłębokie co prawda, ale jednak bagna, trzymetrowy sosnowy dyl mając lat 12. Drewno pozyskiwaliśmy w lesie państwowym, w odległości, jakichś dwóch kilometrów od Księdzowej Górki. Aha, ta górka, to taki spłacheć piachu, gdzie wcześniej był koński cmentarz, a nazwę swoją zawdzięcza takiemu gospodarzowi, który miał przezwisko – ksiądz. Za tę kradzież nasi ojcowie mogli pójść na dwa lata do pierdla, ale jakoś nikt się tym nie przejmował. Najważniejsze było boisko. Zrobiliśmy te bramki wreszcie, a wytyczaniem linii nikt się nie przejmował. Tej równej jak stół przestrzeni było akurat tyle ile, w naszym wyobrażeniu, zajmowało pełnowymiarowe boisko. No, a potem oczywiście zaczęliśmy rozgrywki. Ja byłem najgorszym zawodnikiem na całym boisku. Nie martwiło mnie to wcale, kupowałem sobie Panoramę Śląską, wycinałem zdjęcia drużyn i wklejałem je do zeszytu, latałem jak głupi za piłką, której nie mogłem dogonić i cieszyłem się razem z innymi, że Polska wygrywa. Nie zastanawiałem się też, jak to się stało, że w warunkach stanu wojennego, kiedy za byle co można było się przesiedzieć, ta kradzież drewna z państwowego lasu uszła nam na sucho. Dziś myślę, że całe te hiszpańskie mistrzostwa były w przypadku polskiej drużyny jedną wielką ustawką. Coś trzeba było zorganizować, żeby naród się uspokoił i odwrócił oczy od polityki. No i trafiły się mistrzostwa, a pod stołem poszła jakaś większa kasa na te sukcesy. Pamiętacie przecież jak to było z wręczaniem medali po ostatnim meczu z Francją. Działacze dekorowali Francuzów, a Żmuda wręczał medale kolegom. Trudno było o większą demonstrację pogardy. No, ale wszyscy to jakoś łyknęli i komentatorzy tłumaczyli nam, że to dlatego iż zły zachód ma w nosi dobre kraje socjalistyczne. My, dzieci, nie przejmowaliśmy się tym jednak, bo dla nas liczył się sukces Polski. Dziś już nikt nie myśli o takich przewałach, no chyba, że Putin wykupił sobie trzecie miejsce dla swoich. Reszta gra normalnie, a Maradona obgryza paznokietki w loży. To już lepiej by chyba było gdyby zaprosili tego Kempesa, on by się potrafił zachować godniej niż Diego. A może nie…

 

Teraz ważne ogłoszenie. Ponieważ kwartalnik nasz Szkoła nawigatorów, staje się coraz grubszy i zawiera coraz więcej unikatowych treści, a do tego jeszcze staje się kosztowniejszy w produkcji postanawiam co następuje – jeszcze przez dwa tygodnie można zamawiać prenumeratę w cenie 25 zł za egzemplarz, bez kosztów wysyłki. Tylko przez dwa tygodnie. Potem prenumerata zostanie zawieszona do końca roku 2018, a od stycznia 2019 kwartalnik kosztował będzie 35 zł za egzemplarz. Szkoła nawigatorów ukazuje się już cztery lata, cena nie była przez ten czas zmieniana. Koszta produkcji rosną, a i przydałoby się też zróżnicować honoraria autorów. Jeśli nie zastosujemy tego zabiegu produkcja SN przestanie się opłacać i trzeba będzie kwartalnik zamknąć. Tak więc jeszcze przez dwa tygodnie można zamawiać prenumeratę w cenie 100 zł za 4 numery, potem przerwa do końca roku i zmiana ceny na 140 zł za 4 numery.

 

 



tagi: piłka nożna  mistrzostwa  akcja  zwroty 

gabriel-maciejewski
22 czerwca 2018 09:18
19     3570    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
OdysSynLaertesa @gabriel-maciejewski
22 czerwca 2018 09:53

Stare jak świat to wykorzystywanie sukcesów sportowych na kanwie politycznej... Nie powiem że nie ulegałem kiedyś tej magii, gdzie ojców sukcesu były zawsze całe stada, a matka porażka była zawsze jedna. Zazwyczaj jakiś trener, albo prezes (związku). Bo w końcu władza jako klient który płaci, ma prawo i wymagać... Kiedyś aż tak demonstracyjnie nie chwalono się kosztami tego rodzaju propagandy. No ale kiedyś byliśmy biedni. Nie to co teraz. Dopóki rzecz jasna piłka w grze, a zimą Kamilowi się chce.

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski
22 czerwca 2018 10:10

Ja w czasie mistrzostw w Hiszpanii miałem lat 16. Pewna dziewczyna umówiła się ze mną na randkę. W każdym razie to jej zależało bardziej, by trzymać się za rączki. Datę i godzinę randki także wyznaczyła ona. I zrobiła to bardzo niefortunnie. Sam się zorientowałem, ale trochę za późno.  Otóż w tym czasie rozgrywany był mecz Polska-Peru, który był naszym ostatnim meczem w grupie i trzeba było go wygrać. Randka wyglądała przedziwnie.  Chodziliśmy bowiem po uliczkach kompletnie pustego miasteczka. Z otwartych okien dobiegały strzępy komentowanego meczu i panowała poza tym kompletna cisza. Mocno się niepokoiłem, bo cisza trwała długo i byłem coraz bardziej przekonany, że po końcu randki, będzie również koniec szans na medal. Aż tu nagle te otwarte okna wybuchnęły wrzaskiem, a za chwilę jeszcze raz i jeszcze raz. W tym momencie dziewczyna zlitowała się, puściła moją rękę i randka się skończyła, a ja biegnąc do domu zdołałem się załapać na ostatnią bramkę strzeloną przez Polaków. 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
22 czerwca 2018 10:12

Normalnie jak z obrazu Giorgio de Chirico...

zaloguj się by móc komentować

cbrengland @gabriel-maciejewski
22 czerwca 2018 11:11

Dla mnie mistrzostwami mistrzostw to byly Mistrzostwa Swiata w 1974 roku. Przez te mistrzostwa "przerąbałem" studia, bo zamiast się przygotowywac do egzaminów, siedziałem w klubie MPiK wtedy na Floriańskiej jeszcze, Kraków. Ale też tej atmosfery do końca życia nie zapomnę. I te mecze właśnie z Argentyną  , Wlochami ... i ta  polska ekipa Deyna, Szarmach, Gadocha, Kasperczak, Tomaszewski, Gorgon ... a przede wszystkim styl gry tej drużyny. Coś z tego ma Chorwacja. U nas się rozlecialo. W 1978 polska druzyna ponoć była jeszcze mocniejsza. Pewno nie było decyzji, by ta Polska komuś znów podskoczyla. Wystarczyło raz cztery lata wcześniej.

zaloguj się by móc komentować

Czytelnik @gabriel-maciejewski 22 czerwca 2018 10:12
22 czerwca 2018 11:36

dla ścisłości: Mecz z NRD na Śląskim był w maju (1:0 Buncol), a decydujący o awansie w Lipsku w październiku 81

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
22 czerwca 2018 11:42

To ten w Lipsku pamiętam

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @cbrengland 22 czerwca 2018 11:11
22 czerwca 2018 14:18

Chorwacja moze byc moim zdaniem tym w tych mistrzostwach czym Polska w 1974 roku. Graja bez kompleksow i moga zajsc daleko.

A fart Nawalki na ktorym on jechal praktycznie odkad objal kadre juz sie skonczyl. Obserwowalem ten balon nadymany przez ostatnie lata i wiedzialem ze zderzenie z rzeczywistoscia bedzie ostre. Nie wiedzialem jednak ze bedzie az tak brutalne. To co zobaczylem we wtorek to byl szok.

I powiem szczerze ze ja chcialbym ze by ta nasza kadra zakonczyla wystepy na spotkaniu z Japonia i pojechala do domu.

Bo jesli jakims psim swedem wygraliby z Kolumbia (co uwazam za bardzo malo prawdopodobne) to po wyjsciu z grupy spotkaliby sie albo z Belgia albo z Anglia. I bylaby to masakra. Zwlaszcza z Belgia.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gabriel-maciejewski
22 czerwca 2018 16:46

Putina stać, aby wykupić  co najmniej drugie.

zaloguj się by móc komentować

edzio @cbrengland 22 czerwca 2018 11:11
22 czerwca 2018 17:06

W 1974 Pan Nawalka byl najbardziej pracowitym pomocnikiem grajacym w polskiej druzynie. Trener Gorski zmienial go w drugiej polowie bo on padal z odwodnienia. Ale faktycznie to byly dla Polski mistrzostwa najlepsze a polska druzyna budzila powszechna sympatie za dobra gre, kontakty z dziennikarzami i tak naprawde byla druzyna numer jeden tych mistrzostw. W Argentynie mielismy kibicow lokalnych po swojej stronie poniewaz wygrana polskiej druzyny z Wlochami pozwolilismy awansowac Argentynie do drugiej rundy mistrzostw. Dla Polski byla to gra o "pietruche". Milo powspominac.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Szczodrocha33 22 czerwca 2018 14:18
22 czerwca 2018 18:03

Chorwaci mają teraz parę asów w talii. W ostatnim meczu grupowym mogą wynikiem swojego meczu ułatwić wylot Argentynie i mogą sobie wybrać przeciwnika w następnej rundzie, bo będą znali wyniki z grupy "francuskiej". Myślę, że to oznacza, że jedną nogą są w ćwierćfinale. 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
22 czerwca 2018 18:46

"Dziś już nikt nie myśli o takich przewałach..."

 

Ależ oczywiście, wszystko jest czyste i przejrzyste jak łza, szkoda, że ciężko w to uwierzyć jak się ogląda niektóre rozgrywki.
Ja się na piłce nożnej kompletnie nie znam, ale jak w 2016r. zobaczyłem jak przebiegają mistrzostwa Europy, to nie mogłem się nadziwić jak drużyny mieszane z błotem potrafiły z łatwością wygrywać w grupie z potencjalnymi finalistami(ewentualnie pół-finalistami), a potem znowu przegrywać z kretesem w ćwierć-finałach i reprezentacja Polski, która niby nie miała szans, a nagle późniejszy mistrz Europy, czyli Portugalia musiał liczyć na fart żeby z nimi wygrać i teraz znowu, ledwie po 2 latach, Polska nie może sobie dać rady z Senegalem. Może w tym sporcie tak po prostu jest, że sytuacja w rankingach zmienia się niemal z dnia na dzień i jednego dnia drużyna gra jak mistrzowie, a następnego jak dzieci we mgle, ale to dla mnie troszke podejrzanie wygląda.

zaloguj się by móc komentować

Czytelnik @edzio 22 czerwca 2018 17:06
22 czerwca 2018 19:28

w 1974 Nawałka to grał co najwyżej w lidze juniorów, a nie na MŚw; zagrał w 1978 w Argentynie

zaloguj się by móc komentować

Starybelf @edzio 22 czerwca 2018 17:06
22 czerwca 2018 21:26

W 1974 Pan Nawalka byl najbardziej pracowitym pomocnikiem grajacym w polskiej druzynie. Trener Gorski zmienial go w drugiej polowie bo on padal z odwodnienia.

Jaki Pan Nawałka w 1974 roku? W 1974 roku Nawałka miał 17 lat i nie marzył o grze w reprezentacji Polski, a celował bardziej, aby załapać się do składu w rezerwach Wisły Kraków. Trener Górski prawdopodobnie o Nawałce nic nie słyszał.

zaloguj się by móc komentować

Starybelf @Czytelnik 22 czerwca 2018 11:36
22 czerwca 2018 21:29

dla ścisłości: Mecz z NRD na Śląskim był w maju (1:0 Buncol), a decydujący o awansie w Lipsku w październiku 81

Dokładnie 1 maja 1981 r. na Stadionie Śląskim, a zamiast reklam wisiał transparent "Uwolnić więźniów politycznych".

zaloguj się by móc komentować

Czytelnik @gabriel-maciejewski
22 czerwca 2018 22:25

a jeszcze dokładniej to 2 maja.... - nie wiesz, nie pisz

zaloguj się by móc komentować

Czytelnik @Czytelnik 22 czerwca 2018 22:25
22 czerwca 2018 22:26

to powyżej to oczywiście do staregobelf(ra), co nauczać musi, bo się udusi

zaloguj się by móc komentować

Starybelf @Czytelnik 22 czerwca 2018 22:26
22 czerwca 2018 22:36

Dokładnie 2 maja 1981 i co z tego? Ludzie poszli na manifestacje, zorganizowane przez "Solidarność"
i przynieśli na mecz dużo biało-czerwonych flag.

zaloguj się by móc komentować

edzio @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2018 01:14

Moze macie racje, to bylo tak dawno ze moglem cos pokrecic. Musze to sprawdzic.

zaloguj się by móc komentować

edzio @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2018 01:21

W sprawie Pana Nawalki wchodze pod stol i "szczekam". Bardzo przepraszam komentatorow.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować