O nieczystych intencjach
Jechałem sobie wczoraj na siedzeniu pasażera, z tyłu w dodatku, i miałem głowę na tyle spokojną, by pomyśleć o sprawach ważnych. I wyszło mi, że fałszowanie historii odbywa się na styku intencji z informacją. Badacze zaś zawsze mylą intencję autora z deklaracjami, które on składa w tekście. Te zaś najczęściej są fałszywe. Po takiej konkluzji nie można już traktować serio żadnych informacji w oderwaniu od intencji, tę zaś należy odnaleźć pod całym zwałem przeinaczeń, złudzeń i fałszów. Czyli – rzec można – tam gdzie zabawa zawodowego historyka się kończy – bo dotarł on do informacji w jego ocenie istotnej – zabawa autora dopiero się zaczyna. Dodam jeszcze tylko, że nie ma sposobu na to, by wytłumaczyć historykom, nawet bardzo bystrym, jak istotny błąd popełniają. Tak zwani zwykli ludzie w ogóle nie zrozumieją co się do nich mówi, bo oni są bezradni wobec autorów, nie tylko posługujących się subtelnymi manipulacjami, ale także takich co na chama kłamią.
Zacznijmy więc dziś od tych kłamstw. Macie tu oto link do kolejnego tekstu o naszym ulubionym bohaterze Staszku Supłatowiczu. Pan ten, jak wiecie doczekał się nawet swojej obwodnicy. Miasto Szydłowiec, w którym nigdy nie był, mu ją ufundowało. Oto ten link:
Na podstawie książki Rosiaka, autor, przedstawiający się jako doktor nauk politycznych, pisze że Supłatowicz kłamał okropnie, kradł też trochę, ale ogólnie był fajny, bo rozbawiał nas i przenosił w inne okoliczności w szarych latach PRL. Już sama ta konkluzja czyni ludzi bezradnymi, bo niby co mają zrobić? Dać temu doktorowi nauk politycznych po mordzie? A co z pytaniami dodatkowymi, które wyświetliłby intencje jakimi kierował się nie tylko on, ale także Rosiak, autor książki o Supłatowiczu oraz sam Supłatowicz i ci co go wystrugali z kaczana kukurydzy? Nikt wobec takiej oczywistej bezczelności żadnych pytań już zadawał nie będzie, a one właśnie są konieczne. Nikt tego nie uczyni z jednego prostego powodu – ze strachu. Bo nikomu przytomnemu nie może się w głowie pomieścić, że gówniarz aresztowany przez gestapo za kradzież, zostaje przez to gestapo wypuszczony po niedługim czasie. Kiedy zaś czytamy, że honorarium za pracę literacką było dzielone z Broszkiewiczem w proporcji 1:3, to domyślamy się, że ta pierwsza wartość była przeznaczona dla Broszkiewicza, a ta druga dla Supłatowicza. To zaś rodzi jeszcze więcej wątpliwości. O innych pytaniach, tych choćby dotyczących komiksu o Indianinie-komuniście, który był wydawany w ZSRR w ogóle szkoda gadać. Czytając taki tekst człowiek, którego zwykle zwiemy normalnym, albo zwyczajnym, zatrzymuje się w swoich przemyśleniach już na poziomie sugestii autora, którą ten przykrywa swoje czarne jak sumienie faszysty intencje. I nie zrobi ani kroku dalej. Historyk zaś może przejść przez fazę lekkiego niepokoju, ale wkrótce usprawiedliwi się sam przed sobą, że wszak nic wielkiego się nie stało. I żadna ogromna afera z działalności Supłatowicza nie wynikła. No, a poza tym zajmowanie się takim folklorem jest niepoważne i nie przystoi uczonym z prawdziwego zdarzenia, którzy podejmują inne wyzwania. Jakie? No właśnie jakie? Bo ja mam wrażenie, że to co dzieje się ciągle wokół Supłatowicza, to jedynie pewna ogniskowa. To znaczy jest to postać koncentrująca wszystkie patologie warsztatowe, a mam na myśli warsztat autorski i badawczy. Człowiek nie umiejący pisać, być może półanalfabeta, zajmujący się zawodowo mistyfikacjami, osobnik o nieustalonym pochodzeniu, o tak zwanej formacji ideowej to nawet szkoda gadać, zostaje wykreowany na super freaka, którego firmuje komunistyczne państwo. Dlaczego? Tego nie wiemy. Nie wiemy też dokładnie, które państwo go firmowało, bo ja jednak bym stawiał na ZSRR, a nie na PRL. Pracują wespół z nim literaci, którzy obrabiają w PRL segment literatury młodzieżowej i fantastycznej, a także zahaczającej o kulturę wysoką. To czyni ich intencje czystymi, a także umieszcza ich na piedestale. Choć ani ten intencje nie są czyste, ani piedestał zasłużony. No, ale ludzie, którzy żyją z tworzenia legend czyli literaturoznawcy i historycy upierają się, że jest na odwrót. Dlaczego? Bo są częścią tej samej tradycji. Czyli jakiej? Sowieckiej. I tu dochodzimy do punktu najistotniejszego – czy żyjąc w rzeczywistości komunistycznej można w ogóle wykroczyć choć na pół stopy poza czarno-czerwone intencje komunistów?
Powoli, z pewnym wahaniem, ale jednak, przekonuję się, że nie. Wczoraj dowiedziałem się, że ta oto książka jest ostatnim, a być może jednym opracowaniem naukowym, dotyczącym cichociemnych.
https://allegro.pl/oferta/cichociemni-jedrzej-tucholski-17892760103
Dzieło to wydane zostało w roku 1985, a biogram autora znajduje się tutaj i jest dosyć uspokajający. https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99drzej_Tucholski
Widzimy jednak, że Jędrzej Tucholski miał prócz cichociemnych jeszcze jedną pasję, a był nią Katyń. W takim razie jego życiorys prowadzi nas już wprost, to opisywanego tu niedawno depozytu katyńskiego, który premier Jan Olszewski uczynił w swoich wspomnieniach tłem zbrodni dokonanej na księdzu Niedzielaku.
Co takiego wydarzyło się więc w roku 1985 i dwóch późniejszych latach, że można było wydawać takie książki, jak „Cichociemni”? I z jaką intencją były one wydawane? O tym Wam opowiem, jak przeczytam książkę Tucholskiego.
Dowiedziałem się wczoraj, że w czasach późniejszych, czyli przez czterdzieści lat, nie napisano nic uczciwego o cichociemnych. To zaś, co napisano, to teksty w stylu Supłatowicza, wyszydzane przez historyków. Dlaczego więc owi historycy nie zabiorą się za pisanie uczciwych książek o cichociemnych? Jeden ponoć próbował, ale po zapoznaniu się z życiorysami wielu z cichociemnych, zrezygnował. Gdyby bowiem napisał prawdę większa część legendy AK zwaliłaby się w gruzy. Tak więc nie można tego pisać, można tylko mitologizować, jak ten pan:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kacper_%C5%9Aledzi%C5%84ski
I za nic mieć oburzenie tak zwanych zawodowców. Oni bowiem nic nie mogą. Są bowiem bezradni wobec intencji aranżera wypadków wojennych i tych, którzy je relacjonowali. Nie mają ani siły, ani talentu, ani chęci, by się z tym potworem mierzyć. Wiedzą też, że nikt im za to nie podziękuje. I ta okoliczność decyduje, że można spokojnie pisać o Supłatowiczu. Można też wskazywać na jego kłamstwa, a na koniec dopisać pointę, że był w zasadzie nieszczęśliwy, bo miał chorobę dwubiegunową. I wszyscy udadzą, że nic się nie dzieje, a nawet wypada chłopu współczuć. Trzeba też zachować w dobrej kondycji mit niezłomnej i pełnej ludzi gotowych do poświęceń Armii Krajowej. Starannie ukrywając spenetrowanie tej struktury przez agentów. To bowiem zaszkodzi naszemu patriotyzmowi.
No nic, wnioski są jak sądzę, niepotrzebne. Lepszych czasów się nie doczekamy. Pozostaje wierzyć, że na legendzie Sat Okha wychowają się kolejne pokolenia patriotów, którzy będą wołać za poetą – dziś idę walczyć mamo!
Miłego dzionka.
tagi: książki wojna historia tradycja agenci armia krajowa supłatowicz legenda cichociemni intencje broszkiewicz
|
|
gabriel-maciejewski |
| 16 września 2025 08:40 |
Komentarze:
|
|
Henry @gabriel-maciejewski |
| 16 września 2025 09:01 |
Intencje czyste, grzechy soczyste ;-)
|
Paris @gabriel-maciejewski |
| 16 września 2025 09:25 |
Swietne,...
... czekam niecierpliwie na refleksje po lekturze !!!
|
|
Alfatool @gabriel-maciejewski |
| 16 września 2025 10:48 |
Wykreowany czerwonoskóry albo czerwoną kreatura - brzmi podobnie.
Co do cichociemnych to o jednym kiedyś pisałem.
https://betacool.szkolanawigatorow.pl/na-tropach-orderu-swietego-graalaI
Skąd byś nie skakał w ten temat, zawsze wylądujesz w grząskiej materii.
|
|
ewa-rembikowska @gabriel-maciejewski |
| 16 września 2025 10:49 |
Ciekawe czy inspiracje dotyczące rozpropagowania Supłatowicza nie wypłynęły przypadkiem od generała Pożogi lub jego ludzi w ramach planu ratunku dla PRL? W tym okresie MSW funkcjonował jako NAD ministerstwo i zajmował się każdym aspektem życia politycznego, społecznego, kulturalnego.
|
|
gabriel-maciejewski @ewa-rembikowska 16 września 2025 10:49 |
| 16 września 2025 10:57 |
Staszek zaczął karierę w ZSRR
|
|
Zyszko @gabriel-maciejewski |
| 16 września 2025 11:06 |
Przy ogromnym dębowym stole zgromadziła się cały zarząd. Dwudziestu ubranych w wymięte, szaro-bure garnitury towarzyszy nerwowo oglądało paznokcie lub przekładało wyciagnięte z teczek kartki. Niektórzy miętosili w palcach papierosy. Co jakiś czas kazdy z nich zerkał w stronę drzwi w których pojawić się miał za chwilę ich przełożony. Na drzwiach tych wisiała wykonana ze szczerego złota tabliczka z wygrawerowanym napisem "Cała ta opowieść to misternie utkana fabuła".
Niewielu ludzi na świecie w ogóle wiedziało, że w strukturach KGB istniał pomijany zupełnie w oficjalnych statystykach odział XIII. Zajmował czternaście pięter tajnego podmoskiewskiego kompleksu "Gieroj" i zatrudniał ponad dwa tysiące osób. To czym zajmowali się pracujący tam towarzysze pozostawało ścisłą tajemnicą, której ujawnienie groziło najgorszym rodzajem śmierci.
Nagle drzwi bezszelestnie się otworzyły. Do sali wszedł starszy już, łysiejący i nieco otyły mężczyzna. Towarzysz Przewodniczący. W jego twarzy i spojrzeniu było zawsze coś, tak bezwzględnego i zimnego, że nawet zaprawieni w bojach weterani dygotali przed nim jak dzieci. Tym razem jednak jego widok zmroził zebranych strukrotnie bardziej niż zwykle. Ich serca na kilka chwil dosłownie się zatrzymały. Wszyscy wbijali wzrok w mężczyznę, który nad porytym bruzdami czołem założony miał ... olbrzymi, kolorowy, indiański pióropusz.
|
|
gabriel-maciejewski @Alfatool 16 września 2025 10:48 |
| 16 września 2025 11:13 |
Super tekst. Tyle, że wszyscy się pobawili, a nic nie zostało wyjaśnione. Może więc inaczej. Masz tu pewien życiorys, który wpadł mi w oko wczoraj i wiąże się z Rettingerem
|
|
gabriel-maciejewski @Zyszko 16 września 2025 11:06 |
| 16 września 2025 11:15 |
Powinieneś pisać powieści
|
MZ @Alfatool 16 września 2025 10:48 |
| 16 września 2025 11:24 |
"Są dwie drogi – zamiana śmieci w relikwie i relikwii lub potencjalnych relikwii w śmieci".
To co Pan napisał w swoim artykule to obraz naszego świata.
|
|
Alfatool @gabriel-maciejewski 16 września 2025 11:13 |
| 16 września 2025 12:19 |
No popatrz, a spece z wiki jakoś tej pani z Rettingerem nie łączą.
Życiorys utkany z informacji, które niczego nie wyjaśniają no oprócz tego, że po przyznaniu się do trucicielstwa na wysłanniku premiera można było w 2008 roku awansować.
Przedziwna historia pani Horodecka zwiedziła ponoć prawie cały świat (jak rozumiem promując kajakarstwo). No i takie "śmieszne rzeczy" opowiada:
- Proszę powiedzieć czy była pani represjonowana w jakiś sposób po wojnie?
Nie. Tylko raz jeden byłam wzywana. Chcę jeszcze opowiedzieć taka historyjkę, [która miała miejsce] już w czasie mojej bytności w Warszawie jak wróciłam. Śmieszna rzecz, która też może być. Była tego rodzaju historia, w 1951 roku zostałam z ulicy zabrana przez UB i wywieziona do Świdra. Nie do żadnego urzędu, [tylko] do prywatnego mieszkania. Tam od godziny czwartej, jak mnie tam przywieźli bezpośrednio po biurze, do godziny jedenastej stale mnie pytali o Retingera i cały czas, że to tak było jak oni mówili. A ja mówiłam cały czas jak było ustalone, bo nie miałam prawa się przyznawać jak to było z Retingerem, bo Iranek Osmecki powiedział, że to jest tajemnica. Sosnkowski ma zwolnić z tajemnicy, wtedy będę mogła mówić, a tak nie ma prawa nikt mnie zwolnić z tego. Stale mówiłam, że pojechałam do Tarnowa po dokumenty, że miałam przywieźć dokumenty. A oni: „Nie. Jak naprawdę było?’ Denerwowałam się, skąd oni, do cholery, wiedzą. Męczyłam ich i dopiero koło godziny jedenastej, taki zmęczony już ten człowiek a ja nie, bo jak ja zdenerwowana to nie jestem zmęczona, więc byłam zadowolona bardzo. On pyta mnie w ten sposób: „Niech mi pani powie, jak mi pani wytłumaczy to jak pani coś przeczytam, co mnie pozwolił mój dowódca” – dowódca, którego on posyła po szynkę i po chleb, więc na pewno to nie był jego dowódca, tylko to był jego podwładny, ale tak udawał. Przeczytał mi taki urywek mojego szefa okupacyjnego, który był aresztowany i był u nich, siedział w więzieniu. Przeczytał mi, że: „Przyszedłem sam – nie z dowódcą, tylko sam – do pani Horodeckiej na Walecznych 18 mieszkania 5 – w tym drugim, poprzednim moim mieszkaniu – zapytałem, czy pani Horodecka zdecyduje się na tego rodzaju historie. Pani Horodecka się zgodziła, doręczyli mi odpowiednie dyrektywy i ja to wszystko robiłam. Jak pani mi to teraz wytłumaczy?” Tyle godzin tłumaczę, że jest inaczej, inaczej tymczasem on mówi tak jak było. Mówię: „Proszę pana, jest taka sytuacja, to było tak dawno, byłam na tak niskim szczeblu, jako wywiadowczymi. Przychodziło to do mnie przez tyle rozmaitych rąk, że pamiętam, że to tak do mnie przyszło, że taki rozkaz dostałam jak panu powiedziałam.” „Dobrze, proszę pani. W takim razie niech pani to nam napisze.” I teraz taka sytuacja, przyszłam do domu i myślę sobie: „Mój Boże, puścili mnie.”, przywieźli do domu, wszystko bardzo pięknie. „Za tydzień pani z nami się spotka, napisze i powie jak to było naprawdę.” Myślę sobie: „Mówić to mogę mówić i potem powiem, że wcale nie tak mówiłam, mogę się wykręcić, ale jak napiszę czarno na białym, to potem się nie wykręcę. Jak muszę napisać, jak mój dowódca siedzi i zeznaje. Jego zeznania mi przeczytali.”
https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/izabela-horodecka,521.html
|
|
gabriel-maciejewski @Alfatool 16 września 2025 12:19 |
| 16 września 2025 13:10 |
Wyświetla mi się jakaś blokada. Nie wiem czemu. Historia piękna i taka życiowa. Można by ja czytać do snu biskupowi Baraniakowi
|
zkr @gabriel-maciejewski |
| 16 września 2025 14:52 |
Caly czas mam wrazenie, ze komus bardzo zalezy aby w temacie cichociemnych za duzo nie grzebac.
Zwlaszcza w losach tych co przezyli IIWS.
Cos tam wiem o tej formacji.
Kuzyn mego ojca (jego matka byla siostra mojej babki):
Michał Busłowicz - Cichociemny - Cichociemni elita dywersji
Michał Busłowicz – Wikipedia, wolna encyklopedia
A brat ojca (przeszedl szkolenie) zginal w niewyjasnionych okolicznosciach w 1946 po powrocie do Polski:
"Kiszczak, gdzie jest mój brat?"
|
Szczodrocha33 @gabriel-maciejewski |
| 16 września 2025 15:37 |
"Nie wiemy też dokładnie, które państwo go firmowało, bo ja jednak bym stawiał na ZSRR, a nie na PRL."
Sowieci zmontowali u siebie Timura i jego drużynę, a nam zaserwowali Supłatowicza.
Bo sam kapitan Żbik to trochę mało było, potrzebny był powiew wielkiej przygody.
|
Szczodrocha33 @gabriel-maciejewski |
| 16 września 2025 15:44 |
Tucholski?
Inżynier elektryk wziął się za cichociemnych i Katyń?
Coś tu śmierdzi.
|
|
gabriel-maciejewski @Szczodrocha33 16 września 2025 15:44 |
| 16 września 2025 16:44 |
Niekoniecznie, prędzej uwierzę inżynierowi elekrtykowi niż zawodowemu historykowi
|
MZ @zkr 16 września 2025 14:52 |
| 16 września 2025 17:51 |
W "Cichociemnych" J. Tucholski kilkakrotnie wspomina M.Busłowicza,to bardzo obszerna praca i dobrze udokumentowana.
|
MZ @Szczodrocha33 16 września 2025 15:44 |
| 16 września 2025 17:53 |
Nie przypuszczam by autor miał złe intencje,przecież w Katyniu zamorowano jego ojcieca,złe intencje to naplucie na jego pamięć.
|
|
Alfatool @gabriel-maciejewski 16 września 2025 13:10 |
| 16 września 2025 19:10 |
Jak ktoś o spotkaniach z chłopakami z UB pisze śmieszna rzecz, to nie wiadomo, czy jeszcze jest śemiesznie, czy już strasznie.
Nietypowe okoliczności przesłuchania świadczą prawdopodobnie, że zlecenie szło nie do końca służbowymi kanałami albo o całkiem raźnej współpracy Brytoli i Sowietów w rozwikływaniu niektórych kwestii.
|
|
gabriel-maciejewski @Alfatool 16 września 2025 19:10 |
| 16 września 2025 19:16 |
Obstawiałbym tę drugą opcję
|
zkr @gabriel-maciejewski 16 września 2025 19:16 |
| 16 września 2025 21:26 |
Mysle, ze pierwsza opcja nie wyklucza drugiej (tym bardziej na odwrot).
|
zkr @MZ 16 września 2025 17:51 |
| 16 września 2025 21:30 |
> W "Cichociemnych" J. Tucholski kilkakrotnie wspomina M.Busłowicza,to bardzo obszerna praca i dobrze udokumentowana.
Mamy te ksiazke. Staralismy sie aby miec wszystko co sie ukazalo na rynku na ten temat.
Ale dziekuje za czujnosc i informacje! :)
|
MZ @zkr 16 września 2025 21:30 |
| 16 września 2025 22:14 |
Ciężko się ją czyta mając swiadomość jak wartościowe pokolenie straciliśmy.
|
|
KOSSOBOR @zkr 16 września 2025 14:52 |
| 16 września 2025 22:19 |
.
https://listakrzystka.pl/przybylski-roman-felicjan/
To brat mojej Mamy. To, że przylatywał do Polski z zrzutami cichociemnych i z zaopatrzeniem Jego Mama, a nasza Babcia powiedziała nam dopiero na łożu śmierci. Przez całą komunę milczała o tym, że przez skomplikowaną drogę zawiadomił swoją Mamę, że przylatywał do Polski w czasie okupacji. Więc wiedziała, że żyje. Zginął nad Londynem, bodaj robiąc test wysokości. Jakaś sprawa z tlenem była. Dokładnie w tym czasie, jego żona, Angielka, rodziła syna. Gdy lekarz powiedział jej o wypadku i śmierci Romana - nie chciała żyć...
|
|
KOSSOBOR @KOSSOBOR 16 września 2025 22:19 |
| 16 września 2025 22:24 |
https://aircrewremembered.com/przybylski-roman-felicjan.html
Dzięki dzisiejszej notce -znalazłam ten link.
|
zkr @KOSSOBOR 16 września 2025 22:24 |
| 16 września 2025 22:39 |
Straszne, cale zycie bylo przed nim.
Ale lotnictwo czy marynarka to niebezpieczny "sport".
W czasie wojny ryzyko jest olbrzymie, strony staraja sie uzyskac za wszelka cene przewage nad przeciwnikiem.
Ale wezmy czasy po IIWS. Kiedys zainteresowalem sie tematem F-104.
Prosze poczytac:
Lockheed F-104 Starfighter – Wikipedia, wolna encyklopedia
1/3 maszyn sie rozbila, zginelo 115 pilotow...
Nazywali ten samolot "Erdnagel"
"Duża liczba wypadków, szczególnie w Niemczech, była powodem, dla którego zyskał w Luftwaffe przezwiska Witwenmacher (owdawiacz) i, z powodu częstego wbijania się w ziemię, Erdnagel (śledź od namiotu)."
|
zkr @MZ 16 września 2025 22:14 |
| 16 września 2025 23:43 |
> Ciężko się ją czyta mając swiadomość jak wartościowe pokolenie straciliśmy.
Ciezka jest tez swiadomosc, ze to pokolenie zostalo zastapione przez takich typow jak na przyklad S., ktory zostal kiedys w paru krajach ambasadorem...
|
|
KOSSOBOR @zkr 16 września 2025 22:39 |
| 16 września 2025 23:55 |
Właściwie "gwóźdź do ziemi".
Samoloty to dla mnie dość obcy temat. Naczytałam sie ongi o konwojach, u-botach, "Bismarcku" i innych "Lusitaniach". Oczywiście "Okrutne morze" Monsarrata.
Rozmawiałam kiedyś z Niemką, z tutejszych mennonitów. Jej brat pływal na u-botach. Powiedziała, że brat był sprawdzany do czwartego pokolenia wstecz przed przyjęciem do Kriegsmarine. Ta rodzina miała dolew polskiej krwi - na moje zdziwienie co do "czystości rasy" powiedziała, że... krew polska była dla tych ichnich Rassenamtów bardzo pożądana. Hmm... Tak czy inaczej - w tych u-botach Niemcy pozbyli się swojej najlepszej krwi.
Pozdrawiam :)
|
zkr @KOSSOBOR 16 września 2025 23:55 |
| 17 września 2025 00:17 |
> Powiedziała, że brat był sprawdzany do czwartego pokolenia wstecz przed przyjęciem do Kriegsmarine
No i prosze... A co odstawil Unrug? :)
"Jego przodkowie z rodu Unrugów mieszkali w Wielkopolsce od XVI wieku, gdy protoplasta polskiej gałęzi rodu, Christoph von Unruh (1550–1622) nabył majątek i zamek w Międzychodzie"
Józef Unrug – Wikipedia, wolna encyklopedia
Przeszedl na nasza strone :)
Rowniez serdecznie pozdrawiam! :)
|
MZ @zkr 16 września 2025 23:43 |
| 17 września 2025 09:57 |
...i nie widać by sie cokolwiek zmieniło i przerwało łańcuch "tych" !!! pokoleń.