-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O naturze organizacji i sposobach ich likwidowania

Są zdania, które mają wyjątkową wartość poznawczą i żadnej wartości estetycznej. Są i takie, które mają taką sobie wartość poznawczą, stanowiąc dokument błędów i pomyłek ich twórców, ale mają wysoką wartość estetyczną, poetycką wręcz. Są i takie, które dają nam możliwość poznania nowych jakości, a jednocześnie są bardzo atrakcyjne estetycznie. W dawno zapomnianym komiksie zatytułowanym „Chyba rozumiem panie Albercie”, a dotyczącym życia i przygód Alberta Einsteina znalazłem zdanie, które na początku XX wieku stanowiło jądro sporu o naturę światła. Zdanie to zastosowałem do opisu koniunktur na rynku książki, albowiem książka i rynek podobnie jak światło stanowią rzeczywistość fizyczną. Jasne jest jednak, że zmiana wartości w tym zdaniu miała w tym przypadku znaczenie estetyczne. To bardzo ważny moment, bo w ten sam sposób, używając zdań dotyczących różnych całkiem obszarów o tych samych, niezmiennych właściwościach można dokonywać grubych manipulacji. Niestety nie da się tego wyjaśnić dokładnie przez prostą analogię, konieczny jest opis. I ja go tu dziś spróbuję przedstawić. Zdradzę jeszcze tylko co to było za zdanie. W oryginale brzmiało ono – jeśli światło ma naturę falową, to co faluje? Eter – brzmiała odpowiedź. Moją wersję tego zdania znacie, bo czytaliście tekst sprzed kilku dni. Pozostańmy jednak przy świetle. Ono nie ma natury falowej, a przynajmniej do niedawna nie miało, być może coś się w tej sprawie zmieniło. W podręcznikach do fizyki pisali za moich czasów, że światło ma naturę korpuskularną. Jak wiemy jednak nic pewnego nie ma na tym świecie i może się nagle okazać, że struktura światła jest inna. My jednak nie będziemy się dziś zajmować światłem, a na pewno nie w rozumieniu fizycznym, już prędzej metaforycznym. Interesować nas będzie sposób opisu działania organizacji, w tym organizacji niejawnych.

Dlaczego ja wybrałem tak dziwny i poważny temat na tak wesoły dzień, jakim jest lany poniedziałek? Dlatego, że przez pół soboty i całą niedzielę czytałem wspomnienia Tadeusza Sołtyka, zatytułowane „Dwa żywioły, dwie pasje”. Powierzchowna interpretacja tych wspomnień, zaprowadzi nas do nieciekawych wniosków, dotyczących sensu życia ludzi uzdolnionych, ciekawych świata i jego tajemnic, a także pogłębi w nas smutek. No, ale my tutaj nie uprawiamy powierzchownych interpretacji, zajmujemy się czymś innym zgoła. Czasem, żartujemy, ale z reguły staramy się konstruować syntetyczne opisy rzeczywistości. Czynimy to po to, by nie dać się zaskoczyć propagandzie i tanim zagrywkom medialnym, ale dowiedzieć się co będzie się działo w najbliższym czasie. Pewność tę zaś ma nam dać fizyczny opis zjawisk i wskazanie ich niezmiennych, przyrodzonych cech – jeśli światło ma naturę falową, to co faluje? Eter nie istnieje jak wiemy. Tak więc albo faluje coś innego, albo inna jest natura światła.

Tadeusz Sołtyk dał w swoich wspomnieniach zupełnie fantastyczny opis likwidacji AK w Janowcu nad Wisłą. Likwidacji tej dokonali Niemcy, a po niej janowiecka AK już się nie podniosła. Zanim przejdę do opisu, słów kilka rzec trzeba o warunkach życia i komunikacji pomiędzy ludźmi w pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej. To zdaje się nie było do tej pory zauważone przez nikogo, a nawet jeśli było, to nie doczekało się adekwatnego opisu. Oto po wkroczeniu Niemców, którzy nie palili się za bardzo do penetrowania głuchych i zapadłych miasteczek i wsi, rozpleniła się bandyterka. Były to działania bardzo brutalne, obliczone na rabunek i, co najważniejsze, powszechnie akceptowane. To znaczy, bandyci działali pojedynczo, albo w niewielkich grupach i nie było żadnej możliwości ich powstrzymania, albowiem ludzie sami z siebie nie stanowili władzy. Tę stanowił okupant, a on miał w nosie to co działo się we wsiach pod Janowcem. Nie świadczy to najlepiej o mieszkańcach wsi i małych miasteczek, ani o relacjach tam panujących. Nie świadczy to najlepiej o władzy w II RP, która nie przekonała do siebie ludzi na tyle mocno, by po klęsce tej władzy, sami z siebie stanowili strukturę gwarantującą bezpieczeństwo. Pojawienie się jednego czy dwóch bandytów, demonstrujących siłę i bardzo brutalnych, oddawało w ich ręce cały obszar aktywności i czasu, którego nie zagospodarował okupant. Słowo o tym, kogo napadali i mordowali wiejscy bandyci. Nie żydów bynajmniej, bo ci pracowali pod nadzorem Niemców w kazimierskich kamieniołomach i innych ważnych dla machiny wojennej niemieckiej przedsiębiorstwach. Bandyci rabowali uciekinierów z zachodu i wschodu, a im kto miał lepsze ubranie i większe walizki tym bardziej był narażony na atak. Ten zaś następował niespodziewanie, bo bandytami okazywali się na przykład ludzie dzierżawiący prom na Wiśle, albo bogaci gospodarze udzielający schronienia wygnańcom, którzy bandyterką zajmowali się dla sportu. Podkreślę raz jeszcze – nie było w narodzie odruchu potępienia, był tylko strach i uległość wobec siły. To się zmieniło najpierw za sprawą Niemców, ale ci zorientowali się, że nie ma sensu wkraczać w obszary lokalnej wendetty i porachunków, a także dzikich instynktów niektórych mieszkańców wiosek, lepiej tę brudną robotę scedować na kogoś innego. I tak właśnie się stało. Likwidacją, oczywistej bandyterki w dzień zajmowali się Niemcy, a likwidacją tej mniej oczywistej, nocnej zajmowała się AK. W końcu teren został oczyszczony. Tadeusz Sołtyk nie pisze, że doszło do nieformalnego porozumienia pomiędzy AK, a Niemcami, ale można tę wiadomość wyciągnąć z tła. AK przejęła różne interesy w Janowcu i działała w zasadzie jawnie, uważając, że osiągnięto stan optymalny, który trwał będzie do czasu rozwiązań narzuconych z góry. Z jakiej góry? No właśnie o tym za chwilę. Jak ktoś jechał kiedyś do Kazimierza Dolnego przez Górę Puławską i Parchatkę, ten wie, że likwidacja partyzantki na tym terenie musiała nastręczać spore trudności. No, ale Niemcy ani myśleli o tym, by uganiać się za żołnierzami AK po parchackich górkach. Zastosowali inny sposób, a raczej skorzystali z tego już istniejącego. Pozwolili na niepohamowaną produkcję bimbru i jego sprzedaż, nie pokątnie bynajmniej, ale jawnie. W krótkim czasie doprowadziło to do takiej degeneracji miejscowej struktury podziemnej, że kiedy „góra” przysłała do Janowca posłańca z wiadomością, że planowana jest obława, ten schlał się w drodze tak iż nie powiedziawszy nikomu słowa, zasnął. Rano SS otoczyło malowniczy, janowiecki rynek, wygarnęło wszystkich z domów, powiozło do Zwolenia i tam po kolei rozwaliło pod ścianą. Ocaleli ci, których ze stert siana celowo nie wyciągnęli niemieccy żołnierze mówiący po polsku. Jaki z tego wypływa wniosek? Moim zdaniem jest to seria wniosków. Pierwszy brzmi – nie ma takiej organizacji, której nie dałoby się zlikwidować. Drugi – można to zrobić tylko w wypadku odcięcia całej organizacji lub jej części od istotnych informacji. I trzeci najważniejszy, na który nie zwracamy uwagi, albowiem wydaje nam się, że światło ma naturę falową – nie istnieją organizacje rozproszone. Nie mogą istnieć, albowiem ich skuteczność byłaby zerowa. Postawmy teraz pytanie – co napędza działania organizacji? Jakie to jest paliwo? To są informacje. Organizacja pozostawiona bez informacji degeneruje się błyskawicznie, zmienia swój, postawiony na początku, przeważnie bardzo szlachetny i ryzykowny cel i zamienia się w bandyterkę, albo grupę interesu, prowadzącą na jakimś obszarze działalność gospodarczą, na przykład wyszynk. I teraz tak – w mediach, które są częścią naszego życia, można usłyszeć, że organizacje islamskie zajmujące się terrorem, nie mają centrali, są rozproszone i przez to trudne do likwidacji. Napędza je zaś fanatyzm i tradycja podtrzymywana przez charyzmatycznych imamów, którzy terroryzują swoim charyzmatem grupę i prowadzą ją ku zbrodniom na masową skalę. To jest opis niezgodny z fizykalną naturą świata i musimy go odrzucić. Organizacja odcięta od zewnętrznych informacji, nie utrzyma się bez herszta, który zagwarantuje jej członkom bezwzględne bezpieczeństwo. Ten zaś może być zlikwidowany szybko, albo przez organizacje porządkowe działające w dzień, albo te, które działają w nocy. Drugi typ organizacji może być wręcz klonem tych „dziennych”, ale dla potrzeb narracji medialnej, można go nazwać dowolnie i uczynić czymkolwiek. Na poziomie opisu rzecz jasna. Nas najbardziej interesuje to, kim są ludzie, którzy twierdzą, że istnieją i mogą działać organizacje rozproszone, nie posiadające centrali. To są ludzie odwracający uwagę od tej centrali i kierujący ją gdzie indziej. To znaczy ku wnioskowi, że centrum dowodzenia organizacją islamską może znajdować się tylko w kraju islamskim. Tymczasem to w ogóle nie jest konieczność, ani żaden warunek, albowiem organizacje napędzane są informacją, ta zaś może być wyprodukowana w dowolnym miejscu. Tak się bowiem składa, że tradycje, czy to ludowe czy to religijne, rozwijają się w kierunkach gwarantujących bezpieczeństwo oraz trwałość grupy. Te zaś, które takiego bezpieczeństwa nie gwarantują są na 100 procent narzucone z zewnątrz, są spreparowane i to także stanowi element niezmiennej, fizycznej natury wszechświata. Po takiej konstatacji pozostaje już tylko wskazać gdzie znajdują się fabryki zbrodniczych doktryn i zająć się poważną strategią ich likwidacji, a jeśli to nie jest możliwe, poważną strategią obronną. Czy takimi aktywnościami parała się janowiecka AK, albo AK w Polsce za niemieckiej i sowieckiej okupacji? Rzecz jasna nie. Organizacja ta zajmowała się doskonaleniem sposobów posyłania na śmierć, coraz to bardziej niewinnych i wartościowych ludzi, pozostając przy tym całkowicie bezradna wobec „central” skąd płynęły zasilające ją informacje. I mechanizm ten stanowi dziś podstawę naszej tożsamości i dumy. To nie rokuje za dobrze.

Ktoś powie, że ja tu piszę o sprawach oczywistych, ale używam tej swojej, nieznośnej maniery polegającej na komplikowaniu wszystkiego. Jak jakiś cadyk z Zabłudowa, który ponoć na chustce do nosa staw przepłynął. Przecież wiadomo, że zbrodnicze doktryny produkuje się na wydziałach socjologii i filozofii znanych zachodnich uniwersytetów, a wciela je w życie w jakiejś Kambodży czy na innych, podobnych obszarach. To prawda, ale nie do końca. Mamy bowiem dziś do czynienia z nowym i dość zaskakującym rozwinięciem tej metody. Oto uniwersytety od dawna są już nieważne i produkują jedynie niepotrzebną masę bezrobotnych, przewalającą się z jednego końca kontynentu w drugi. Masę, którą w jakiś sposób trzeba będzie zagospodarować. W jaki? No w ten znany z opisu Tadeusza Sołtyka – trzeba im dać herszta, który zapewni jakieś bezpieczeństwo, łupy i minimalne ryzyko. To jest dopiero przed nami, albowiem na razie metoda ta ćwiczona jest w krajach islamskich i tam nawet już doszło do jej realizacji. Ludzie nazywani talibami, to po prostu studenci. My o tym zapominamy, albowiem zdaje się nam, że to takie szyderstwo, które nigdy nie zostanie zastosowane w realiach Europy. Otóż zostanie, albowiem prymitywny bandzior jest trudniejszy do kierowania niż bandzior nastawiony entuzjastycznie i ideologicznie zmanipulowany. I to także już było ćwiczone, w 1968 w Paryżu. Teraz metody te zostaną twórczo połączone. Prymitywny bandzior wobec zagrożenia, zaczyna negocjować, ten drugi zaczyna strzelać gdzie popadnie, bo wierzy w swoją misję. Wczoraj tak zwane żółte kamizelki – organizacja rozproszona i nie kierowana przez nikogo, organizacja społecznego buntu – zaczęły wznosić okrzyki przeciwko odbudowie katedry, a także takie, sugerujące, że to oni są katedrą. Nie są. Nie jest nią także Macron, ale kiedy „lud” występuje przeciwko władzy, to znaczy, że centrum dowodzenia „ludem” mieści się poza zasięgiem tej władzy. Tyle i nic więcej. Jeśli zaś ktoś mówi, że żółte kamizelki, państwo islamskie, czy inna jakaś cholera, nie jest możliwa do likwidacji, bo nie ma herszta, ani centrali, ten kłamie. Każda organizacja jest możliwa do likwidacji, wystarczy tylko pozwolić na pędzenie bimbru, albo na produkcję narkotyków. Nie taką na sprzedaż, ale do użytku wewnętrznego.
Na koniec wniosek najważniejszy i dość oczywisty – jeśli paliwem organizacji są informacje, to władza spoczywa w tych miejscach, gdzie informacje są preparowane. Organizacje bowiem ich nie produkują. One mogą je tylko przetwarzać na własny użytek, mogą dokonywać brutalnych demonstracji, ale nie mogą produkować informacji. Stąd tak silny nacisk na promocję określonych treści na rynku, także rynku książki. Chodzi o wyparcie wszystkiego, co nie trzyma standardów centrali, przy jednoczesnym zachowaniu pozorów pluralizmu. Dlatego tak ważne są nieoczywiste i wynikające z wyznaczenia nowych punktów obserwacji, opisy. Takie jak ten powyżej. Na dziś to tyle. Idę jeść rybę po meksykańsku.

 

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl



tagi: okupacja  media  władza  informacja  organizacje 

gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 09:13
31     3115    17 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 09:48

Ładnie:)

Musisz pogadać z bosonem..:))

.

 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 11:24

Gabryś, opis ten należy do kategorii matematycznych zasad funkcjonowania organizacji.

zaloguj się by móc komentować

S80 @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 12:37

Po co Sołtyk uciekał z niewoli, jeśli uciekł, niewygodnie mu było? Bardzo brzydki sposób samousprawiedlieienia i likwidacji dysonans poznawczego wybrał dla swojej postawy.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 13:24

Panie Gabrielu, jest Pan geniuszem prostoty przekazu i jego trafności

zaloguj się by móc komentować

S80 @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 13:25

Tu ukrywał się paszkilant Sołtyk:
Brzeźce. " W latach 30. XX w. powierzchnia majątku wynosiła ok. 500 ha. Ostatni właściciel, Leon Bagniewski, hodował konie pełnej krwi angielskiej oraz tzw. remonty – konie pół krwi arabskiej, chętnie kupowane przez wojsko do służby w oddziałach kawalerii. Po II wojnie światowej majątek upaństwowiono"

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @S80 22 kwietnia 2019 13:25
22 kwietnia 2019 13:46

proszę pana, czy pan zwariował? Tak tylko pytam....pan w ogóle rozumie o czym jest ten tekst? Całe te wspomnienia są właśnie o pobycie w Brzeźcach. O co panu chodzi?

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @S80 22 kwietnia 2019 12:37
22 kwietnia 2019 13:46

A po co pan to pisze? Nie rozumie pan tekstu i chce coś na siłę powiedzieć?

zaloguj się by móc komentować



orjan @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 13:56

Ja zaś zwrócę uwagę na tę poszlakę, że o tzw. organizacjach hybrydowych mówi się od co najmniej kilkunastu lat i to dość intensywnie. Lekceważenie odrębności ich bytu organizacji hybrydowych opiera się na tym, że nikt nie zna ich statutów, nie wie gdzie są ich siedziby, kto jest w ich władzach i jaka jest siatka przepływu informacji oraz rozkazodawstwa. Bezsporne i zwykle bolesne są tylko dowody istnienia poszczególnych takich organizacji, po ktorych na wierzch wypływa ich istnienie. Jednak brakuje istotnej analizy organizacyjnej (jak one działają?).

To znaczy analizy takie muszą istnieć wewnątrz konkretnych organizacji hybrydowych, bo te muszą mieć świadomość jak działać. W końcu jakoś się np. konkretni lewantyńscy dżentelmeni ze sobą dogadali, kto leci którym samolotem i z którą wieżą w planach lotu. Niech więc nikt nie mówi, że to wszystko osiągnęli bez zorganizowania się.

Podobnie iluś tam ludzi musi się jakoś zorganizować, stosować jakieś reguły przywództwa, dyscypliny oraz siatkę obiegu informacji i rozkazu, aby udawało się ad hoc wybrać np. prezydenta Słupska, czy Ukrainy, Wiosnę w zimie uczynić, albo skontaktować żonę jakiegoś Kramka.

Z pewnością organizacje te są wystarczająco rozkminione przez różne ośrodki wywiadowcze i inne siłowe. Niekoniecznie w zakresie, kto jest członkiem i jaki jest cel, ale z pewnością w zakresie jak to-to działa? Nie wnikając tu w kolejność akcji: jajko, czy kura, przykład krymski dowodzi, że służby państwowe same takie organizacje tworzą i prowadzą. Na pewno więc istnieje i powtarzalnie stosowane jest określone know-how. A po co? To już kwestia potrzeby przez inwestora, animatora, czy sponsora.

Dopiero w pewnym momencie konkretyzują się wykonawcy. Niektórzy tylko jednorazowo wybuchają, ale inni stają się trwałymi bytami politycznymi. Kim oni są względem organizacji hybrydowej, która ich z niebytu napompowała? Na pewno nie oni są przywódcami, ani ideologami. Ci bowiem pozostają w mroku. Niezbyt odpowiednie jest dawne skojarzenie marionetki, bo u takiej widzimy, a przynajmniej wiemy, że to nie ona działa, lecz lalkarz.

Przy takich charyzmatach-schematach wydaje mi się najporęczniej używać wyobrażenie prezentera telewizyjnego. Taki ma popularność własną i o nią opiera swoją charyzmę. Ma nawet pewną swobodę samo-promocji. Ale choć każdy wie, że tekst jest z telepromptera, to nikt nie przyjmuje tego do wiadomości. Wszyscy patrzą w usta prezentera, jakby to on od siebie gadał. W ten sposób od Francji po Ukrainę organizacje hybrydowe (te poważniejsze) przejmują władzę i już nie wiadomo, do kogo i po co władza ta należy.

 

zaloguj się by móc komentować

S80 @gabriel-maciejewski 22 kwietnia 2019 13:46
22 kwietnia 2019 13:57

Dobrze, że zwariował a nie, że złodziej i pijak.

(dodam opisy historii terroru wobec rodziny ziemiańskiej z Brzeźć są jeszcze z czasów kiedy nie można było pisać o działalności bolszewików).

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @S80 22 kwietnia 2019 13:57
22 kwietnia 2019 14:13

W czasie wojny rodziny ziemiańskiej już tam nie było

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski 22 kwietnia 2019 13:47
22 kwietnia 2019 14:17

No pewnie że nie  ... to była moja asekuracja...że ja niby fizyk;))

Zresztą inny tu jest specjalista od eteru..

Ja się zaś nie wtrącam z zasady w spory chłopaków. Nigdy nigdzie never itd...już się o to stwierdzenie kiedyś boson na mnie obraził...Ehhh...

.

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @orjan 22 kwietnia 2019 13:56
22 kwietnia 2019 14:20

To nie są organizacje hybrydowe, to jest emanacja piętrowych  hierarchii, a wynika to wprost z faktu, że na świecie jest tylko kilka ośrodków realnej władzy. Reszta to lokalna bandyterka czychająca na duże walizki

zaloguj się by móc komentować


orjan @gabriel-maciejewski 22 kwietnia 2019 14:20
22 kwietnia 2019 15:00

Nie ma sensu spór o nazwy. Sam słusznie zauważyłeś działanie czegoś, czego skutek zależy od sprzężenia obiegiem informacji. W ten sposób mamy do czynienia właśnie z hybrydą, tzn. z tworem będącym mieszanką niezorganizowania ze zorganizowaniem. Przy tym niezorganizowanie to jest emanacja na zewnątrz (nie ma nas!), zaś zorganizowanie to jest to, na co wskazujesz i jeszcze parę obudów wewnątrz organizacyjnych.  To wszystko złączone jest jakimś celem i w ten sposób staje się systemem. Nie rzeczą, nie kategorią, ale systemem formalnie takim jak dowolna banda, partia polityczna, internet, itd. z tą względem takich różnicą, że zaprzecza, iż istnieje. Z drugiej strony, jeśli gdzieś emanują piętrowe hierarchie, to coraz częsciej zdarza się, że pojawiają się niczym deus ex machina. Następuje oto nowa sytuacja, która jakoby nie wynika z dotychczasowej logiki wydarzeń i proponuje ustawienie nowej logiki dalszych wydarzeń.

Tyle, że "coś" tę nową sytuację spuściło na scenę postępując w sposób zorganizowany, więc niewątpliwie jest. Ale udaje to coś, że go nie ma, że nowa sytuacja i dalszy rozwój wydarzeń powstają same niczym w wieku złotym u Owidiusza.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 16:49

"Na koniec wniosek najważniejszy i dość oczywisty – jeśli paliwem organizacji są informacje, to władza spoczywa w tych miejscach, gdzie informacje są preparowane. Organizacje bowiem ich nie produkują. One mogą je tylko przetwarzać na własny użytek, mogą dokonywać brutalnych demonstracji, ale nie mogą produkować informacji. Stąd tak silny nacisk na promocję określonych treści na rynku, także rynku książki. Chodzi o wyparcie wszystkiego, co nie trzyma standardów centrali, przy jednoczesnym zachowaniu pozorów pluralizmu. Dlatego tak ważne są nieoczywiste i wynikające z wyznaczenia nowych punktów obserwacji, opisy. Takie jak ten powyżej."

Skoro już tak sobie filozofujemy przy śmigusie dyngusie o naturze swiatła i organizacji rozproszonych, tudzież informacji jako paliwie tych ostatnich, rzucam w nieistniejący eter taką informację:

Pamiętniki Tadeusza Sołtyka "Dwa żywioły, dwie pasje" wydała słynna w swoim czasie Agencja Lotnicza Altair (https://www.altair.com.pl/agency). Słynna dzięki prezesowi, co swoje medialne pięć minut miał w pamiętnych dniach kwietnia 2010 r.: https://pl.wikiquote.org/wiki/Tomasz_Hypki

Ponoć nie ma przypadków. A światło ma naturę korpuskularno - falową (zależnie od "środowiska")... Przynajmniej tak mnie uczono na fizyce w zamierzchłych czasach licealnych.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @jolanta-gancarz 22 kwietnia 2019 16:49
22 kwietnia 2019 17:22

Informacja to podstawa sukcesu nie tylko organizacji rozproszonych;-). Dobrze poinformowany herszt Spawaczowi umknie i do Encyklopedii Solidarności trafi, a nawet od Dobraj Zmiany (AD 2016!) medal Wolności i Solidarności dostanie:

http://www.encysol.pl/wiki/Tomasz_Marian_Hypki

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Hypki

zaloguj się by móc komentować

AUU @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 18:03

Co do "bandyterki".      Jak  to  bylo  z otwarciem  wiezien    we  wrzesniu  1939 ?   Ilu  tych  wiezniow  bylo ?   Musieli  oni  wrocic  w swoje  okolice,  bo  niby gdzie ?     I  czym sie  mogli zajac  w sytuacji,  gdy ludzie  wiedzieli  kto jest kim ?   I  majac  okreslone  przedyspozycje i deficyty.  I  jak  nastepnie  dzialali,  i wsrod  kogo,   instruktorzy sowieccy   zrzucani  pozniej z Kukuruznikow ?  O  partzantce  radzieckiej  tez jest w ksiazce.  I  co  dalej ?  Co sie stalo z tymi paryzantami  po  zakonczeniu wojny. Przeciez nie wyjechali.  Musieli zostac  "u  siebie".

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @AUU 22 kwietnia 2019 18:03
22 kwietnia 2019 19:19

jak co się stało?

Zostawali komendantami posterunków milicji, prokuratorami rejonowymi, etc., etc., a bardziej z nich bystrzy dyrektorami szkół.

A najbardziej "umaczani" w morderstwach  nadzorcami w więzieniach i katowniach ubeckich.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 19:59

Masz rację, bardzo potrzeba takich opisów. Bo niby wszyscy, wszystko wiedzą, ale jeśli chodzi o szczegóły struktur i mechanizmów to jakoś nikt nie potrafi tego właściwie, nomen omen, naświetlić.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 21:16

a propos, choć  może nie do końca.

Doradcy Leszka Balcerowicza w Min. Finansów - początek 1990 r.:

USA

Konski Robert

Berg Andrew

Matthiew Olex

Wielka Brytania

Rostowski Jacek

Radwański Witold

RFN

Kostrzewa Wojciech

Podobnie było w przy każdym szefie resortu mającego wpływ decyzyjny w zakresie rozporządzania majątkiem publicznym. Ergo, to nie byli żadni „doradcy”, ale spece oddelegowani do przeprowadzenia inwentaryzacji komorniczej.

 

 

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @orjan 22 kwietnia 2019 13:56
22 kwietnia 2019 21:56

W zasadzie to "mówi się" o działaniach hybrydowych... Co też jest swojego rodzaju "kokieterią" (wycelowana w tzw "opinię publiczną" w celu osiągnięcia odpowiedniego efektu psychologicznego) mającą nadać pozór nowości starym sprawdzonym terrorystycznym metodom konfrontacji między państwami poważnymi (coś jak korsarstwo). Jednakże, jak dość logicznie wykazał gospodarz, coś takiego jak "hybryda" (przynajmniej w takim sensie w jakim nam się to sprzedaje, czyli zdecentralizowane/spontaniczne organizacje) nie istnieje.

zaloguj się by móc komentować

smieciu @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 22:20

Fajny tekst, pokazujący dlaczego zasadniczo jesteśmy na przegranej pozycji :P

Czasem można wręcz dojść do wniosku że skoro niemożliwe jest zwycięstwo zbiorowe to znaczy trzeba postawić na indywidualne? Cokolwiek oczywiście można zrozumieć pod słowem zwycięstwo. Może coś jest w tej liczbie 144 tysiące z Ewangelii św. Jana. Może więcej wycisnąć się nie da...

Zasadniczo niewiele można dodać do głównego tekstu. Tyle może że kiedyś czytałem Dostojewskiego. Który coś tam kombinował anarchistycznie z tego co kojarzę. Wtedy nie byłem jeszcze anarchistą ;) więc nie pamiętam dokładnie ale oni mieli już chyba wtedy trochę teorii rozpracowanej. W każdym razie Dostojewski urządził wykład jak powinna wyglądać taka komórka anarchistyczna, z czego ja zapamiętałem jedną rzecz: nie może ona liczyć więcej niż 5 osób. Gdyż tyle tylko osób da się jakoś kontrolować. Mieć na tyle dużo kontaktu i wiedzy o pozostałej czwórce że grupka ta może funkcjonować płasko i nie być podatna na infiltrację. Przy większej ilości osób musi pojawiać się hierarchia no i szansa na wniknięcie obcego.

Z jednej strony wiele to mówi na ile i na jak długo mogą pozostać autentyczne większe organizacje. A z drugiej daje wskazówkę: no niestety, budowa większych struktur jest bezcelowa. Oczywiście zakładając obecną sytuację, istnienia realnego, poważnego i zdeterminowanego przeciwnika. Słowem nie ma co liczyć na innych, robisz coś w swoim małym gronie licząc na to że inni jakoś się zarażą i też tak będą kombinować. I tak właśnie również można dotrzeć do tego tej kluczowej kwestii: przepływu informacji. To tak czy siak jest decydujące. I choćby tyle, zgodnie z maksymą Orwella „W czasach powszchnego fałszu.....", tak jak choćby tu się dzieje, każdy ma obowiązek robić. Kiedy nie będzie się tego dało robić to znaczy że nastąpił już koniec...

zaloguj się by móc komentować

DrWall @gabriel-maciejewski
22 kwietnia 2019 22:26

Swoją drogą, to ciekawe jak ten Assange, którego Angole dopiero co wygarnęli z ambasady Ekwadoru (też interesujące za jakie obietnice), ujawniający tyle niesłychanych sekretów, nie znalazł nic o tych niezależnych organizacjach islamskich.

zaloguj się by móc komentować

AUU @smieciu 22 kwietnia 2019 22:20
22 kwietnia 2019 22:39

I  zapewne  dlatego  te sprawy  nalezy rozpatrywac   uzywajac  rozumienia  "procesu holistycznego"   a nie  analizujac  dzialania  pojedynczych ludzi    w  hierarchiach  czy  organizacjach.  Podejscie  jest malo  znane,  poza  fizykami  kwantowymi.     Chodzi generalnie o to,  ze  grupa  i  prawa  nią  rzadzace  nie sa  prosta sumą    ludzi  i  praw  rzadzacych  czlowiekiem.  Powstaje  system  mechanizmow  grupowych i  miedzyludzkich.    I sprawa tak sie  komplikuje,  ze  wymyka sie  rozumieniu i kontroli.   Fizyk  Paul Davies  podaje,  dla  ulatwienia,  proste  przyklady :  wydma,  rzeka,  mrowisko.  Zaden  z tych tworow nie jest  prosta suma  elementow skladowych.  Jest czyms  wiecej.

zaloguj się by móc komentować

maciej-cielecki @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 00:15

Tyle i nic więcej. Jeśli zaś ktoś mówi, że żółte kamizelki, państwo islamskie, czy inna jakaś cholera, nie jest możliwa do likwidacji, bo nie ma herszta, ani centrali, ten kłamie.

Internet pozwala jeszcze dynamiczniej przenieść działalność takiej grupy w inne miejsce na świecie. Ona jest absolutnie do zwinięcia w jednym miejscu i gotowa do ponownego rozwinięcia po drugiej stronie świata. Kamizelki to jest lokalna przepychanka, jak Majdan, czy dojście kanclerza Adolfa do władzy, ale globalny dżihad z kolei to jest jak ten międzynarodowy komunizm - tutaj z założenia mamy doktryny całkowicie mobilne. U ich spodu stoi absolutne kwestionowanie zastanego porządku w wymiarze metafizycznym - tak samo jak kiedyś u Katarów i Waldensów, Bogomiłów, Paulicjan. Ci też byli międzynarodówką, dlatego mogli sobie przemierzać cały świat i znikać w jednym miejscu, a pojawiać się w drugim i zmieniać swoich mocodawców. 

Dalsza decentralizacja i serwery komputerowe ułatwiające przepływ gotówki z nierozpoznanych źródeł tylko usprawnia to celowe rozproszenie - mniej ludzi jest potrzebnych do obsługi i krycia tego hałaśliwego biznesu.

Każda organizacja jest możliwa do likwidacji, wystarczy tylko pozwolić na pędzenie bimbru, albo na produkcję narkotyków

A także na handel bronią, dziełami sztuki, surowcami za 1/3 ceny wartości rynkowej plus zaganianie ludzi do półniewolniczej pracy. Innymi słowy pozwolenie na bycie gospodarczymi alfonsami.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @stanislaw-orda 22 kwietnia 2019 21:16
23 kwietnia 2019 07:59

po nich zostały trwałe rezydentury wręcz w każdej gminie i w każdej instytucji, takie delegowane biura polityczno-wykonawcze

zaloguj się by móc komentować

orjan @OdysSynLaertesa 22 kwietnia 2019 21:56
23 kwietnia 2019 12:42

Masz rację. Wydaje mi się, że pierwotnie użyto określenia organizacja, wzgl. działanie "hybrydowe" po to, aby opisać pewien szczególny a nowy etap rozwoju organizacji niejawnych i ich nowych metod oddziaływania na sferę polityczną i społeczną. Wcześniej organizacje utajnione też istniały (np. nasze AK), jednak tajność dotyczyła ich stanu wewnętrznego, a nie tego, że istnieją. Wręcz przeciwnie, rozgłaszanie faktu ich istnienia oraz ich dokonań należało do strategicznych celów takich organizacji.

Gabriel ma rację wskazując na znaczenie zarządzania pozyskiwaniem i obiegiem informacji tajnej, a przynajmniej poufnej. Ale właśnie tutaj doszło ostatnio do rewolucji technologicznej, a ściślej informatycznej. Informacje krążą, ale już bez potrzeby przeprowadzania ich przez własną sieć organizacyjną, lecz przez sieć względem organizacji zewnętrzną, w której informacje stają się "liśćmi ukrytymi w lesie". Tu potrzebna jest uwaga, że postęp informatyczny dotyczy też śledzenia i wyławiania "takich liści w lesie". Dlatego informacje szczególnie wrażliwe kursują sposobami niemal starożytnymi. Już zatem w samej organizacji obiegu informacji mamy stosowanie współdziałania sposobów sobie przeciwstawnych. A jaka jest jedna z definicji hybrydy?

Analogicznie dochodzi do hybrydyzacji sposobów działania. Oto na Krymie pojawia się wojsko, nie-wojsko. Z braku laku zwane zielonymi ludzikami. Nikt się do niego nie przyznaje, do rekrutowania, wyposażenia, do postawienia zadań, itd. Teraz mamy te Sri Lankę, gdzie nikt się do niczego nie przyznaje, a przecież działanie było skoordynowane w takiej skali, że bez "podmiotu" uruchamiającego byłoby niemożliwe. I tak dalej.

Masz wreszcie (Gabriel też) rację, że w końcu te sposoby prowadzą do celów, które są stare jak świat. W obrocie publicznym, zwłaszcza medialnym określanie tych sposobów, czy nawet organizacji "hybrydowymi" jest wysoce niepokojące. Przez to, mianowicie, że następuje skoncentrowanie się na pytaniu: "jak" i "kto" zamiast na pytaniu podstawowym: "co się właściwie dzieje?". Jednocześnie wskazanie na "hybrydowość" zwalnia od poczucia potrzeby analizy, a zobowiązanych od obowiazku analizy. W ten sposób "hybrydowość" staje się rodzajem maskowania i przez to powiększa chaos informacyjny.

Mam wrażenie, że celem jest tu scedowanie wiedzy obywatelskiej na ośrodki siłowe, które oczywiście badają te "hybrydy" niczym żabę na stole. Natomiast nieoczywiste jest, jak korzystają z odkryć. Krymski przypadek poucza, że odkrycia z tej dziedziny są chętnie przyswajane.

Natomiast w odbiorze społecznym (i naszym tutaj) ma być utrwalona wizja odpowiadająca koncepcji cybernetycznej czarnej skrzynki ze sprzężeniem zwrotnym: nie ważne co, czyli jaka "hybryda" siedzi w środku. Opinii publicznej pokazuje się tylko efekty na wyjściu a uspokaja się tę opinię, że odpowiednia władza obserwuje wyjście i reaguje rozumnie na wejściu do skrzynki. W ten sposób usprawiedliwieniu ulega utrzymywanie niewiedzy opinii publicznej co do zawartości skrzynki, że zawartość ta jest nierozpoznawalna, a argument działań hybrydowych staje się niekontrolowanym instrumentem władzy. Czyjej? A, to dobre pytanie o odpowiedzi wcale nie oczywistej!

 

zaloguj się by móc komentować

qwerty @gabriel-maciejewski
23 kwietnia 2019 19:13

pozyskiwanie informacji [utajnionych, niejawnych, środowiskowych, ...] jest trudnym zadaniem, dostępowanie do dawkowanych informacji już nie [patrz: dziennikarze tzw. śledczy]; informacja ta realna i ta kreowana jako niby realna [fikcyjna] stanowią broń w wojnie o dobra cenione [mienie, władza, sława, ...], i niezmiernie trudno jest wskazywać gdzie są 'te biurka' co decydują o naszym losie ew. naszych losach; ale, ale bronią w tych bataliach jest sterowana dezinformacja i wtedy wyniki zadziwiają [-  powróćmy do rtm. Pileckiego; celami wejscia do Auschwitz było pozyskanie informacji oraz rozpoznanie możliwości zorganizowania oporu od środka [na zasobach personalnych osadzonych], oraz ew. odbicie kolegow z organizacji zaaresztowanych i osadzonych, bardzo latwo wskazuje sie zagrożenia mitologizowane w celu usunięcia z pierwszego planu zagrożęn realnych

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować