-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O najwierniejszych patriotach polskich

Na pewno nie uwierzycie, ale stosunkowo łatwo można dowiedzieć się, jak nazywali się carscy cenzorzy pracujący w Warszawie, w budynku przy ulicy Miodowej, kontrolujący przepływ druków z zagranicy. Byli to panowie: Łaganowski ( w randze prezesa) oraz Trofimowicz, Dragomirecki i Kulig. Był także jeszcze jeden pan – w randze sekretarza – ale o nim później.

Jak każdy rosyjski i nie tylko rosyjski urzędnik, byli oni zaszeregowani płacowo. Nie tylko w strukturze państwa, ale także w strukturze, która to państwo próbowała zwalczać propagandowo. Czyli wśród wydawców warszawskich sprowadzających nielegalne drugi z Austrii i Niemiec. I tak pan Trofimowicz będąc na pensji w jednej z księgarń ( w jednej tylko – podkreślam – bo inne księgarnie i wydawnictwa płaciły mu osobno) otrzymywał 200 rubli miesięcznie. To nie było wszystko. Osobno dostawał za każdą „sprawdzoną” skrzynię wydawnictw 10 rubli, a za taką w której znajdowały się same nielegalne wydawnictwa – 50 rubli. I udzielał wydawcy i księgarzowi gwarancji, że żadna książka nie zostanie skonfiskowana.

Cenzorom należało przedstawiać każdą nowo wydaną książkę do akceptacji. W zasadzie operacja ta powtarzała się co tydzień, albowiem ruch wydawniczy był bardzo duży i rynek dynamizował się stale. Na Miodową chodził specjalnie do tego celu wytypowany pracownik, który za to iż tytuł nie znalazł się na indeksie płacił panom cenzorom od 20 do 100 rubli. Potem szedł z nimi na śniadanie. To zwykle kończyło się około południa, kiedy dorożki odwoziły panów cenzorów i pracownika księgarni do domów, rzecz jasna pijanych w trupa.

W zasadzie nic nie zakłócało tej sielanki, choć nie każdą książkę udawało się skreślić z indeksu. No, ale każdy się na to godził, bo wszyscy rozumieli sytuację. Nie można było kolportować w Rosji dzieł Słowackiego i Mickiewicza. Nie można było sprzedawać niczego o Powstaniu 1863 roku i o kilku innych jeszcze, drażniących sprawach. Wiele jednak publikacji udawało się szczęśliwie przez cenzurę przepchnąć. I wszystko szło dobrze, dopóki ktoś w ochranie nie postanowił systemu udoskonalić. Relacje pomiędzy Rosjanami-cenzorami, a Polakami-księgarzami układały się dobrze i bez stresu. Kłopot pojawił się kiedy ochrana – centralnie – nakazała, by sprawdzaniu skrzyń z książkami zagranicznymi asystowali dwaj polscy donosiciele, na etacie ekspertów. Ktoś się prawdopodobnie zorientował, że za dużo książek przechodzi, ale nie mógł wprost oznajmić „górze”, że to przez łapówki, bo sam zapewne brał pieniądze, więc postanowiono „uszczelnić system”. W charakterze kitu do uszczelniania, jak zawsze, obsadzono aspirujących frustratów, którym dodano atrybut specjalizacji. Nie wiemy kim byli ci ludzie, wiemy tylko że umowy polsko-zagraniczne zwykle są dotrzymywane przez obie strony, szczególnie gdy dotyczą dużych i regularnych zysków. Umowy polsko-polskie, a mam tu na myśli ewentualną próbę przekupienia pary „ekspertów” w ogóle nie wchodziły w grę. Po pierwsze dlatego, że eksperci nie ufali sobie nawzajem, po drugie dlatego, że umowy pomiędzy Polakami są łamane z zasady. Szczególnie jeśli zawierane są pod sankcją obcoplemienną, na przykład rosyjską. Zrobiło się więc niebezpiecznie.

Sprawę załatwiono w ten sposób, że czasowo ograniczono sprowadzanie książek zakazanych, które zwykle importowane były z Lipska, a następnie zaczęto pakować je w charakterystyczne opakowania przeznaczone dla żurnali z modą. Monsieur Trofimowicz zaś, pozbawiony przez ochranę dodatków do pensji wynoszących odpowiednio – 10 rubli za skrzynię zwykłą i 50 za „niebezpieczną”, przystąpił nagle do wykonywania swoich obowiązków z nadzwyczajną sumiennością. Tak wielką, że „ekspertom” ręce mdlały od przerzucania paczek, a binokle zachodziły im mgłą. I tak na koniec zawsze okazywało się, iż pozostały jeszcze do sprawdzenia owijki z modą, ale nikomu się już nie chciało tam sięgać.

 

Nowy system działał, ale był bardzo kłopotliwy i stanowił wyzwanie. Zaraz powiem dla kogo. Oto prócz wymienionych panów w cenzurze był jeszcze sekretarz urzędu pan Mucharski, który decydował o tym, jakie skrzynie w ogóle idą do kontroli, a jakie są od tego wolne. Skrzynie zaś wożono do Warszawy z przejścia granicznego specjalnymi furmankami. I każda ze skrzyń była oznaczona specjalnym – charakterystycznym dla odbiorcy – symbolem składającym się z dwóch liter.

Pan Mucharski poprosił kiedyś jednego z najbardziej narażonych na działanie cenzorskie księgarzy warszawskich, by spotkał się z nim na neutralnym gruncie. Nie chciał, by ktokolwiek z urzędu zobaczył iż odwiedza on polską księgarnię. Byłaby to – wobec powszechnej i dorozumianej korupcji – zbyt wielka ostentacja.

Panowie spotkali się i sekretarza cenzury Mucharski zaproponował taki oto układ: skrzynie z książkami jego rozmówcy zostaną oznaczone w specjalny sposób i już na granicy zostaną przesunięte na tę stronę rampy, która nie podlega kontroli cenzorów. Potem wszystkie skrzynie zapakowane zostaną na furmanki i przewiezione do Warszawy. Koszt takie operacji to 10 rubli od skrzyni. Księgarz się zgodził, ale był świadom, że panowie Trofimowicz, Dragomirecki i Kulig nie będą zadowoleni z nagłego zmniejszenia się obrotu w kamerze kontrolującej paczki. No i rzecz jasna nie mogli się oni niczego domyślić, bo wtedy trzeba by ich obłaskawiać osobnymi łapówkami.

Pan Trofimowicz coś wyczuł, bo wezwał kiedyś naszego księgarza i zapytał go wprost o zmianę jego tak, patriotycznego do tej pory, nastawienia. Dlaczego – pytał – ach dlaczego nagle zachowuje się pan tak niepatriotycznie i nie sprowadza już nielegalnych druków z zagranicy w ilościach, które zadowoliłby nas obu?

Jaki z tej historii płynie morał? Żeby był to jeden morał! Jest ich kilka. Zaczniemy więc omawiać je po kolei. Po pierwsze: skuteczna walka z przeciwnikiem ideowym polega na tym, by wciągnąć go na grząski grunt deprawacji i mieć do dyspozycji narzędzie do takiej deprawacji służące. To w przypadku urzędników rosyjskich było łatwe. Aspirowali oni bowiem do tego, by stać się kimś innym. Ich niedoszłe ofiary zaś, a w rzeczywistości patroni, reprezentowali świat, do którego i oni pragnęli należeć. Nie można było jednak przesadzać i rozwijać takich projekcji w nieskończoność. Trzeba było zapłacić i już, bo z tego właśnie płynęła największa satysfakcja, a mgiełka współodczuwania i zrozumienia była tylko dodatkiem. Przeliczalnym zresztą na wódkę, jak się można było od razu zorientować.

Z urzędnikami niemieckimi takie numery nie przechodziły, albowiem oni uważali się za coś lepszego. A to z kolei oznaczało, że można się było po nich spodziewać rzeczy najgorszych. I to jest warta zauważenia korelacja – po kimś, kto uważa się za coś lepszego możesz spodziewać się wszystkiego najgorszego.

Kolejny morał zaś jest taki: deprawacja lubi eskalować, nie będzie jednak to działać w nieskończoność. Jeśli więc sekretarz urzędu cenzorskiego zgłasza się do ciebie z propozycją, przyjmij ją. Kiedy jednak z identyczną lub lepszą zjawi się posłaniec od komendanta ochrany, wyrzuć go za drzwi z oburzeniem. To to na pewno jest prowokacja.

Czy to koniec moralizowania na dziś? No gdzie tam…Mamy jeszcze coś. Jeśli dysponujesz narzędziami deprawacji wrogów, sprawdź lepiej kogo masz za sojusznika i czy na podorędziu leży coś, czym jego także mógłbyś zdyscyplinować. To ważne, bo życie lubi płatać różne figle. Warszawscy księgarze sprowadzali nielegalne druki po to, by budzić w narodzie ducha i przygotować ten naród na odrodzenie polityczne. Do tego służyły zakazane przez cenzurę książki, pełne emocjonalnych i głębokich treści. I w końcu się udało. Ojczyzna wolna zmartwychwstała. Na kim oparła swoje wątłe jeszcze ramiona, by utrzymać się w pionie? Czy ta księgarzach, wydawcach i kolporterach, którzy z własnych zysków deprawowali carskich cenzorów, by ci nie przeszkadzali w jej odrodzeniu? No skąd. Ona się oparła na tych dwóch, co ich ochrana wynajęła jako ekspertów do sprawdzania paczek z nielegalną literaturą wożoną z Lipska. To oni stanowili bowiem dla niej sól ziemi, nie wydawcy, księgarze, poeci i pisarze. I stali się ci chadzający w parach „eksperci” niczym bicz boży. A co się stało z księgarzami i wydawcami? Z poetami i pisarzami? Jedni zbankrutowali, inni wyemigrowali, a poeci poszli na służbę do tajnej policji, czyli jak zwykle.

Pamiętajcie więc, że prócz weryfikacji – stałej – metod deprawowania przeciwnika, musicie mieć zawsze coś, co Was ochroni przed funkcjonariuszami idei, której służycie. Bo ci są najgroźniejsi. Są jak Mucharski dla Trofimowicza – dybią na wasze zyski i nie zamierzają żartować.

No nic, jutro opowiem Wam o samobójstwie pewnego znanego wydawcy.

 

Przypominam, że od kilku dni mamy w sprzedaży nową książkę

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-pomorza/



tagi: książki  cenzura  powstania  deprawacja  wolność słowa  kolportaż  łapówki  carski rząd  odrodzona ojczyzna  bankruci 

gabriel-maciejewski
16 listopada 2025 09:45
18     1557    11 zaloguj sie by polubić
Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

Komentarze:

Matka-Scypiona @gabriel-maciejewski
16 listopada 2025 10:08

Tak ustaeic kontrole,zeby ofiara myslala,ze uczestniczy w czyms wyjatkowym. Na uniwerku w gdansku  w latach 90 tych sprzedawano tytuly z drugiego obiegu drukowane na nedznym papierze. Sama kupowalam, a w akademiku ksiazki te i ulotki trzymalam pod szafa myslac o potencjalnym nalocie milicji...ci, co sprzeda2ali te ksiazki,wydawali sie bohaterami. Komu wtedy przyszlo do glowy,ze wiekszosc tej tresci byla drukowana w lipsku, czyli w drukarniach ubecji. Paczki sprawdzali pewnikiem specjalisci,ktorzy przejeli rzady po tzw upadku komunizmu... 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Matka-Scypiona 16 listopada 2025 10:08
16 listopada 2025 10:15

Oczywiście. Repertuar też był ściśle określony

zaloguj się by móc komentować

Henry @gabriel-maciejewski
16 listopada 2025 11:40

Memento

mori ;-)

 

 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @gabriel-maciejewski
16 listopada 2025 12:24

... dwaj polscy donosiciele ...

Dlaczego natychmiast z pamięci wyłoniła się: dwójka przesuwna ?

Dlaczego ?

 

zaloguj się by móc komentować

grzegorz-ksiazek @MarekBielany 16 listopada 2025 12:24
16 listopada 2025 12:34

Dlatego, że nielegalnych druków nie pakuje się do skrzynek Nortona.
Pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
16 listopada 2025 14:06

" Pamiętajcie więc, że prócz weryfikacji – stałej – metod deprawowania przeciwnika, musicie mieć zawsze coś, co Was ochroni przed funkcjonariuszami idei, której służycie. Bo ci są najgroźniejsi. Są jak Mucharski dla Trofimowicza – dybią na wasze zyski i nie zamierzają żartować."

Tak mi się skojarzyło, że publicysta konserwatywno-patriotyczny za największego wroga nie uważa publicysty lewicowego, ale osobę która szeroko pojęte treści konserwatywno-patriotyczne traktuje poważnie, bo taka osoba obnaża to, że publicysta patriotyczny traktuje te treści instrumentalnie.

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Kuldahrus 16 listopada 2025 14:06
16 listopada 2025 14:18

Co w całej jaskrawości zostanie wykazane jutro

zaloguj się by móc komentować

MZ @Matka-Scypiona 16 listopada 2025 10:08
16 listopada 2025 14:25

... i dzisiaj "drukarze" bibuły patryjotycznej odznaczają kolporterów tejże orderami Orła Białego...

"gdzie my jesteśmy i po co tu siedzimy",jak mawiał adwokat Śmietanko na procesie we Wrocławiu.

zaloguj się by móc komentować


Szczodrocha33 @Matka-Scypiona 16 listopada 2025 10:08
16 listopada 2025 14:48

"Tak ustaeic kontrole,zeby ofiara myslala,ze uczestniczy w czyms wyjatkowym. Na uniwerku w gdansku  w latach 90 tych sprzedawano tytuly z drugiego obiegu drukowane na nedznym papierze. Sama kupowalam, a w akademiku ksiazki te i ulotki trzymalam pod szafa myslac o potencjalnym nalocie milicji.."

 

Tak, i zapewne Adamowicz też myślał że uczestniczy w czymś wyjątkowym.

W wieku 25 lat zostać prorektorem na uniwerku?

Wyczyn to niesamowity, ale dla chcącego nie ma nic trudnego.

A raczej dla chcących, tych co go wywindowali.

A gdy przyszła odpowiednia chwila to zgasili.

To jest jedno wielkie polskie Palermo, ten uniwerek gdański i całe Trójmiasto.

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @Szczodrocha33 16 listopada 2025 14:48
16 listopada 2025 15:49

Nieźle. Umknęło mi prorektorstwo Adamowicza. Jego los powinien być przestroga dla wszystkich "pewniaków". Świeczkę gasi się szybko... 

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @Szczodrocha33 16 listopada 2025 14:48
16 listopada 2025 15:53

Pios smierdziaszczij - kapitalne określenie. Przyswoilam sobie :) 

zaloguj się by móc komentować

Paris @gabriel-maciejewski
16 listopada 2025 17:46

Genialny  wpis,  Panie  Gabrielu  !!!

 

Ale,  juz  na  samym  poczatku  czytania  wpisu,  jakos  skojarzyl  mi  sie  on  z  ,,lekaZynami,,  ktorych  zarobki  zostaly  WYWINDOWANE  na  kilka  dziesiatek  tysiecy  zeta.  Co  jest  istnym  SKANDALICZNYM  KURIOZUM.

Taka  ,,lekaZyna,,  lata  tylko  po  etatach  i  UDAJE,  ze  LECZY,...  i  NOTORYCZNIE  spoznia  sie.

Pardon,  za  moje  skojarzenie,  ale  mysle,  ze  nie  jest  ono  calkiem  ,,od  czapy,,.

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @grzegorz-ksiazek 16 listopada 2025 12:34
16 listopada 2025 18:29

Ale próbuje się nimi przesuwać okno Overtona.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @maria-ciszewska 16 listopada 2025 18:29
16 listopada 2025 20:13

Stanowczo upierałabym się przy pudle kota Schro"dingera.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Matka-Scypiona 16 listopada 2025 10:08
16 listopada 2025 20:23

Ja trzymałam takie rzeczy w zimnym piecu, dopóki nie obejrzałam w telewizorze jakiegoś filmu polskiego, gdzie dawna policja robiąc rewizje u rewolucjonistów, pierwsze co zrobiła, to wyopatroszyła piec :)))

Po 1989 roku całą tę literaturę /miałam tego mnóstwo!/ etc. przekazałam bibliotece szkolnej. Dzisiaj mam świadomość, że może przesadziłam - w sensie deprawacji młodzieży określonymi treściami - no ale to jednak materiał do naszej ówczesnej historii.

 Zostawiłam sobie tylko tylko "Żmut" Rymkiewicza. 

No i człowiek wzrok tracił od tego gównianego, małego druku.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @grzegorz-ksiazek 16 listopada 2025 12:34
16 listopada 2025 20:31

Dziękuję !

:)))

Ale jeżeli te skrzynki są od Strzelczyka i dodatkowo zapakowane są w okładki z desek/sklejki ?

 

Pozdrawiam.

 

 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @maria-ciszewska 16 listopada 2025 18:29
16 listopada 2025 20:41

Nashville tuning.

Kto by usłyszał ?

i jeszcze się zdziwił, jak ja.

 

P.S.

NT'ing

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować