-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O komunikacji czyli prowincja nie śmierdzi

Jeśli idzie o komunikację z bliźnimi jestem jak wiedzie nieco upośledzony. Może nawet więcej niż nieco i często niewinni ludzie ponoszą konsekwencje tej mojej dysfunkcji. Na swoją obronę mam jednak to, że się staram, może nie za bardzo, ale od czasu do czasu próbuję. Idzie mi różnie, ale czasem odnotowuję jakiś sukces i mogę się pochwalić tym, że komuś coś wyjaśniłem. Jeśli nie wprost, to może ogródkiem, albo przez jakiś pokaz. Z wielkim za to zainteresowaniem obserwuję próby komunikowania się bliźnich, a także te momenty kiedy ktoś czegoś ode mnie chce i jest tak silnie przekonany o swoich racjach, że aż drży na całym ciele kiedy okazuje się, że mało kto go rozumie. W Gdyni mieliśmy dwa takie przypadki. Najpierw przyszła pani, której próbowałem wyjaśnić ideę jaka przyświecała mi kiedy zdecydowałem się wydać książkę „Zielone rękawiczki”. Obok mnie stał Rafał, grafik, który robił do tej książki rysunki. Nie będę streszczał sporu politycznego, od którego rozpoczęła się gawęda, ale opowiem o clou. Oto pani, silnie przekonana o własnej racji, otworzyła książkę na stronie z obrazkiem, gdzie widać śnieg, psa w czarne łaty i chłopca, a potem powiedziała do Rafała – a dlaczego pan takie ciemne te obrazki rysuje? Zamarliśmy. Wydawało nam się bowiem, że śnieg jest biały. Okazało się jednak, w ten upalny lipcowy dzień, że nie, myliliśmy się. On jest ciemny i ponury. Potem przyszedł jeszcze pan, który po zerknięciu na okładkę książki o socjalizmie powiedział, że kapitalizm też jest zły, nie można tak psioczyć na ten socjalizm bez przerwy. A w ogóle to przez tego Trumpa zaraz wprowadzą w USA na powrót niewolnictwo. Niełatwo było, powiem Wam, komunikować się z niektórymi czytelnikami w Gdyni. Nie byli to na szczęście moi czytelnicy, ale z tak zwanego ogólnego kontekstu wynikało, że ludzie ci bardzo chętnie poczytaliby Biedronia, czy innego jeszcze gnębionego przez reżim autora, albo może jakiegoś piewcę tolerancji w typie Jacek Dehnel. Ja się już nie chciałem nad nimi znęcać, naprawdę, ale oto dostałem link do imprezy, o której istnieniu nie wiedziałem. Okazuje się, że w sierpniu, na Roztoczu, w samym Szczebrzeszynie, w dawnych czasach zwanym Cebulowem, odbywa się festiwal literacki pod nazwą „Stolica języka polskiego”. Kontekst jest, mam nadzieję, zrozumiały, ale nie o chrząszcza tutaj chodzi. Szczebrzeszyn to polska prowincja, taka na którą do niedawna jeszcze nikt nie chciał zaglądać i nic o niej wiedzieć, poza oczywiście jakimiś ponurymi historiami dotyczącymi bestialskich bądź kuriozalnych zachowań tamtejszych mieszkańców. I oto okazuje się, że został Szczebrzeszyn stolicą języka polskiego, a tegoroczna impreza organizowana jest pod hasłem „Cała nadzieja w literaturze”. Zjadą do Cebulowa same gwiazdy z Masłowską i Żulczykiem na czele, a kuratorem imprezy została, co za niespodzianka, Justyna Sobolewska. Na stronie festiwalu zamieszczona jest jej deklaracja dotycząca właśnie komunikacji. Oto ona:

 

W czasach niepokojów politycznych pozostaje nam kultura (a szczególnie literatura) jako najlepszy sposób komunikacji. Varunjan Vosganian, Ormianin, odbierając we Wrocławiu Środkowoeuropejską Nagrodę Angelus powiedział: „Jeśli mamy uleczyć ludzkość, to nie będzie to droga przez politykę ani historię, ale przez kulturę”. W tej edycji festiwalu chcemy zająć się literaturą jako rozmową, kontaktem człowieka z człowiekiem, sposobem porozumienia wspólnot i społeczeństw.

 

Ciężko dociec o jakie niepokoje polityczne chodzi pani Justynie, ale zgaduję, że raczej o sprawy dotyczące ustawy o sądach, a nie o wyczyny uchodźców we Francji czy w Niemczech. Nie to jest jednak ważne, chodzi o komunikację. O to w jaki sposób sfromatowany przez nie wiadomo kogo zespół tak zwanych twórców będzie się komunikował z mieszkańcami Roztocza. Nie mogę tam niestety pojechać, a szkoda, bo chętnie bym to zobaczył. Co na przykład taka Masłowska, która niedawno jeszcze wyśpiewywała różne kuplety szydzące z tej wstrętnej, polskiej prowincji i jej brzydkich nawyków, powie mieszkańcom Szczebrzeszyna, czym ich będzie chciała uwodzić? Rozumiem, że raczej empatią niż intelektem, bo gdyby chodziło o intelekt Justyna Sobolewska wystąpiłaby sama albo w towarzystwie Magdy Ogórek.

Każdy kto wie jak wygląda Szczebrzeszyn musi zadać sobie pytanie – jak to jeździ? Dlaczego ten cały cyrk zatrzymuje się tam akurat? Otóż moim zdaniem dzieje się tak ponieważ ludzie w wielkich miastach mają już dosyć tego towarzystwa. Wielkie miasta, jak to zwykle bywa, są o krok do przodu przed Szczebrzeszynem, a nawet przed Zamościem i nikogo tam już Masłowska nie uwiedzie. A jak się pokaże, może wywołać jedynie wybuch śmiechu, jeśli nie wściekłości. Interes jednak musi się kręcić i dlatego postępowi publicyści, oraz dotowani literaci muszą ruszyć na podbój prowincji, tylko tam bowiem mogą jeszcze znaleźć naiwnych, którzy kupią ich gawędę, tylko tam bowiem są jeszcze ludzie, wierzący w zbawczą moc literatury oraz w jej funkcje komunikacyjną. Ta jednak, jak wiemy jest inna. Funkcją literatury nie jest komunikacja, ale zaprzeczenie komunikacji, oddanie władzy nad ludem kłamcy, żebyż on jeszcze był samozwańczy, ten kłamca, ale o tym mowy nie ma. On jest zawsze obudowany jakimś środowiskiem, a gdzieś tam z tyłu, zza jego pleców wychyla się znajoma postać Bronisława Natansona, sponsora Stefana Żeromskiego.

Wszelkie festiwale literackie służą temu jedynie by trucizna miała lepszy smak i ładniejsze opakowanie, choć w Gdyni z tym opakowaniem i smakiem było różnie, szczególnie jeśli się słuchało Daukszewicza czy patrzyło na Przybylika, albo może na odwrót. Myślę, jednak, że niebawem i ten aspekt zostanie dostrzeżony przez organizatorów biesiad i imprez literackich, a co za tym idzie istoty tak dziwaczne jak Sylwia Chutnik oraz Dorota Masłowska zostaną z tych rozgrywek wyeliminowane, żeby nie peszyć wyrobionej publiczności swoim emploi. Na ich miejsce wejdą jakieś prawdziwe gwiazdy, które nie dość, że będą pisać kontrowersyjne książki, to jeszcze będą do późnego wieku wyglądać tak, jak Ewa Minge, a niektóre z nich, żeby trochę oszczędzić na gażach, będzie można wprost w tym Szczebrzeszynie zaangażować do jakiejś antykościelnej, postępowej produkcji filmowej. Czego ani z Chutnikową, ani z Masłowską przeprowadzić się niestety nie da. Musi kiedyś do tego dojść, bo na każdym rynku tnie się koszta i maksymalizuje zyski, na rynku literackim też. Czekajmy więc na ten moment cierpliwie.

 

Teraz trochę ogłoszeń. Sprawy związane z jesiennymi targami książek komplikują się mocno moi drodzy. Nie mogę przyjechać na targi do Wrocławia, bo ich termin pokrywa się z terminem targów historycznych w Warszawie. Może zorganizujemy za to we Wrocku jakieś spotkanie. Być może, nie wiem, bo jeszcze tam nie dzwoniłem, a jedynie otrzymałem ustne zaproszenie organizatora, będę na Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Gdyni, który odbywa się pod koniec września w Gdyńskim Centrum Filmowym. Na początku października będę na targach jubilerskich w Warszawie, w centrum Expo przy Kolejowej (chyba). To jest pierwsza tego typu impreza, na której będę. Tam panują nieco inne zwyczaje. Pierwsze dwa dni są tylko dla zaproszonych gości, a dla osób spoza branży otwarty jest tylko dzień ostatni. Organizatorzy przysłali mi ostatnio taki oto link, z którym ja nie bardzo wiem co zrobić, zamieszczam go jednak tutaj, bo może ktoś zechce wpisać się na listę gości.

 

http://goldexpo2017.registration-online.pl/

 

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał idzie na urlop, więc FOTO MAG będzie na razie zamknięty. Zapraszam jednak do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

 



tagi: literatura  festiwale  prowincja 

gabriel-maciejewski
8 sierpnia 2017 09:41
10     774    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Caine @gabriel-maciejewski
8 sierpnia 2017 10:34

W pobliskim Zwierzyńcu z kolei osiemnasta już Letnia Akademia Filmowa. W programie m.in Rekolekcje Filmowe, kino kanadyjskie, cykl 18 mieć lat; wspomnienie terroru  Wielkiej Rewolucji Październikowej; Cinema Ukraina i Wajda

http://laf.net.pl/program/

Jakiegoś pecha ma Roztocze, jak nie formatowanie prowincji to agoturystyka, czekanie na dotacje z Unii, ścieżki rowerowe i rozlatująca się wieża widokowa w Suścu.

Tymczasem w rezerwacie Czartowe Pole wody rzeczki Sopot obmywają ruiny papierni Ordynacji Zamojskich; produkującej 4000 ryz papieru dziewięciu gatunków ( w latach trzydziestych XIXw  było to i 80%  produkcji carskiej guberni lubelskiej). Za Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego zakład był dzierżawiony kolejno przez Lejbusia Kahan i Całę Wax. A potem przyszły powodzie w 1849, 1870 a w 1883 pożar  i nie opłaciło się odbudować. 

Papier, wytwarzany ręcznie ze szmat, nosił znak wodny ordynata.

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Caine 8 sierpnia 2017 10:34
8 sierpnia 2017 10:39

Ten znak to symbol zacofania...teraz jest lepiej

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
8 sierpnia 2017 11:00

Mi się wydaje, że nie znajdą na prowincji nikogo kto łyknie ich gawędę, ale po prostu jest większa szansa, że nikt nie rzuci w nich pomidorem, ze względu na mniejszą gęstość zaludnienia, a tak ludzie przyjdą ewentualnie popatrzyć co to za cyrk zawitał do miasteczka, a potem machną ręką.

 

P.S.

Szkoda, że w tym roku Wrocław wypada z mapy targów. Chociaż z drugiej strony spotkanie to może być lepsza opcja.

zaloguj się by móc komentować

Caine @gabriel-maciejewski 8 sierpnia 2017 10:39
8 sierpnia 2017 11:12

Walkę z zacofaniem na sposób angielski prowadzi się nieopodal w Krasnobrodzie, gdzie słynne uzdrowieniami źródło pod kapliczką NMP daje już wodę o smaku miejskiej sieci wodociągowej. 

zaloguj się by móc komentować

emma @Caine 8 sierpnia 2017 11:12
8 sierpnia 2017 11:33

O matko! Dawno tam nie byłam. A ścieżka rowerowa do św. Rocha już jest?

 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Caine 8 sierpnia 2017 10:34
8 sierpnia 2017 12:16

Browar w Zwierzyńcu, który niegdyś należał do Ordyancji też zaniechał warzenia piwa pod dzierżawą Browarów Lubelskich.  Biedne to Roztocze.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
8 sierpnia 2017 12:18

Nie ma już zwierzynieckiego?! Niemożliwe!

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @gabriel-maciejewski 8 sierpnia 2017 12:18
8 sierpnia 2017 12:33

No dobra 6 lat temu był skład celny. Byłam, widziałam. Teraz czytam, że w końcu, w 2013 roku, zamontowano nową linię produkcyjną i wkrótce potem zaczęto warzyć nowe piwa. Ale tu musiałby się wypowiedzieć ktoś, kto pamięta dawny smak i może porównać nowe ze starym.

http://www.beerpubs.pl/br867,Browar%20Zwierzyniec

zaloguj się by móc komentować

Caine @gabriel-maciejewski
8 sierpnia 2017 14:34

Próbował żem, ale pamięć już nie ta. 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gabriel-maciejewski 8 sierpnia 2017 12:18
8 sierpnia 2017 22:17

Jest, ale pozostała tylko nazwa, bo w Zwierzyńcu juz go nie warzą.

Choć   jakościowo nadal ujdzie.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować