-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O komunikacji

Mam bardzo ciężkie doświadczenia jeśli idzie o komunikację z bliźnimi. W zasadzie jest tak, że nikt nic nie rozumie, a próby spokojnego, pełnego dobrej woli i łagodności tłumaczenia ludziom o co chodzi, zwykle nie zdają się na nic. Im łagodniej przemawiamy z tym większa agresją i pewnością siebie reaguje interlokutor. Słowo, które winno być podstawowym momentem jeśli idzie o wszelkie porozumienia okazuje się zwykle zawadą, czymś co przeszkadza przez swoją niedoskonałość. Bieda polega na tym, że ja się w swoim życiu posługuję głównie słowami i na słowach zależy mi bardzo. Cała przestrzeń, którą wokół siebie stworzyłem składa się ze słów i dzięki słowom, dzięki całym ich sekwencjom ludzie przychodzą tu chętnie i czytają ten blog, książki, a także wpadają na targi, żeby pogadać. Atmosfera, która tam panuje nie jest przypadkiem, to się samo nie robi, jak myśli wiele osób. Jest tak, bo ja tak chcę i podejmuję ten wysiłek codziennie od wielu lat z wielką premedytacją i zaciętością. Wielu osobom zdaje się, że przebywając w tej, stworzonej przeze mnie przestrzeni, znajdują się w przestrzeni publicznej. To nie jest kochani prawda. Wszyscy są doproszeni do mojego życia, a ja dobrowolnie skracam dystans pomiędzy sobą a widownią. Czynię tak z wyrachowania, co oczywiste, ale nie widzę innego wyjścia, bo nie można dziś, będąc autorem udawać czegokolwiek. Nie można, albowiem demaskacja lub gorsze od niej znudzenie zabije takiego ancymona od razu. A tu jak wiecie wszystko jest prawdziwe, a gra toczy się w czasie rzeczywistym.

Tak więc wszyscy, chcecie czy nie, znajdujecie się w przestrzeni prywatnej, w której panują zasady ustalone przeze mnie. Wyjaśnienie tych zasad i ich funkcjonowania dokonuje się codziennie na oczach wszystkich i każdy mniej więcej rozumie co wolno, a czego nie. Ponieważ jednak człowiek jest tylko człowiekiem zdarzają się głupie upory, narowy, a nawet próby wypchnięcia mnie z mojej własnej przestrzeni, co zwykle czynione jest z naiwną nadzieją, że skoro jest tak fajnie, to po pozbyciu się mnie będzie jeszcze fajniej, byle tylko zostać w tym miejscu. To się nie uda po pierwsze. Po drugie – nie byłoby fajnie. Dlaczego ja to piszę? Albowiem wszyscy poza mną mogą stąd wyjść. Nie ma żadnego przymusu, nikt nie musi znosić mojego towarzystwa. Muszę to robić jedynie ja sam. Każdy może wyjść, bo każdy ma swoje życie, a tu wszyscy przychodzą się jedynie rozerwać. Ponieważ jednak jest to przestrzeń prywatna, z której nie ma dla mnie ucieczki, każdy musi się liczyć z różnymi konsekwencjami swoich niestosownych zachowań.

Obszar, który zagospodarowałem jest niewielki, ale kluczowy, ja zaś czuję się na nim pewnie, albowiem nie chodzę na poważne kompromisy, a skoro nie chodzę, to podnoszę tym samym atrakcyjność tego miejsca może nie na niebotyczne jakieś wyżyny, ale znacznie powyżej tego do czego przywykł konsument treści pospolitych. To jest wielka pokusa, dla ludzi, którzy chcieliby dysponować podobną mocą, chciałbym im jednak zwrócić uwagę, jak to już uczyniłem ostatnio na jarmarku, że siła tego bloga pochodzi z rynku, który wokół niego stworzyłem, a także z wydawnictwa. Jej źródłem nie są pogadanki, które tu codziennie zamieszczam. Sieć jest pełna podobnych gawędziarzy i nikt się nimi nie przejmuje, każdy z nich ma swoją publiczność i usiłuje ją jakoś tam utrzymać, z mniejszym lub większym powodzeniem. Nie o to chodzi. Chodzi o rozwiązywanie problemów, nie handlowych bynajmniej, ale komunikacyjnych. I teraz najważniejsze, żeby rozwiązywać poważne problemy komunikacyjne, to znaczy budować mosty pomiędzy środowiskami, a tylko to ma w mojej ocenie teraz sens, nie wystarczą słowa. Komunikacja musi odbywać się przy pomocy demonstracji. Ja jestem słaby w demonstrowaniu, jak wiecie. O demonstrowaniu siły w ogóle nie ma mowy, a epatowanie pewnością siebie mnie krępuje. Wszelkie demonstracje traktuję jako ostateczność i kosztują mnie one zawsze potwornie dużo. Tak się jednak składa, że czasem wyczerpie nam się zasób słów i nadchodzi potrzeba urządzenia pokazówki. Ja na razie nie mam zamiaru niczego urządzać. Chcę tylko zwrócić wszystkim uwagę, że wobec faktu podstawowego, to znaczy owej prywatnej przestrzeni, w której się znajdujemy, dobrze jest zachować się w sposób stosowny. To znaczy nie mylić przestrzeni prywatnej z publiczną. Ja bardzo chętnie podłączę tę swoją przestrzeń do innych podobnych inicjatyw, bardzo chętnie zgodzę się na różne doraźne kompromisy, ale zrobię to z wyrachowania, to znaczy muszę coś za to otrzymać. Jeśli ktoś ma dla mnie jakąś ofertę i ona nie polega na świśnięciu treści z mojego bloga i chwaleniu się potem tą zdobyczą w sieci, chętnie z kimś takim porozmawiam, a nawet mogę się zgodzić na wpuszczenie go na swój teren. Nie może być jednak tak, że ja otwieram swoją prywatną przestrzeń w dobrej wierze, a ludzie zaczynają z niej wynosić jakieś rzeczy, bo im się zdaje, że właśnie po to drzwi zostały uchylone.

Nie lubię komunikacji za pomocą pokazówek, lubię komunikację za pomocą słów, ale wiem, jak bardzo jest nieskuteczna. Nie łudzę się więc, że cokolwiek komukolwiek wytłumaczę.

Jak wszyscy wiecie naszym celem jest stworzenie rynku treści, na którym odbywać się będzie skuteczna sprzedaż. Czy taki rynek może powstać bez udziału instytucji państwowych? Moim zdaniem nie. Nie może także powstać bez dużych wydawnictw katolickich. Dlatego też, musimy, powolutku, żeby nikogo nie spłoszyć budować współpracę z lokalnymi oddziałami IPN i wydawnictwami katolickimi, nawet z tymi, z którymi nam, ze względu na różnice polityczne czy jakieś inne, nie jest po drodze. To nic, że oni wydają książki za dotacje, a my nie. Nie ma to znaczenia, chodzi o to, by znaleźć się w szerokim spektrum firm zajmujących się dystrybuowaniem treści i mieć taką ofertę, która będzie się wyróżniać wśród innych ofert. W żadnym wypadku nie można, przepraszam, że jeszcze raz użyję tej niesmacznej metafory, zamykać się w kiblu i ogłaszać tam niepodległości. To jest zła droga. Jeśli bowiem twierdzimy, że mamy misję, musimy z tą misją do kogoś wyjść. Do kogoś, kto ma inne całkiem spojrzenie na różne sprawy niż my.

Jak wiecie wielokrotnie używałem i nadal używam metafor wojskowych. To się niektórym podoba, niektórym nie, o jednym musimy pamiętać – nie jesteśmy żołnierzami i nie będziemy nikogo likwidować. Jesteśmy ludźmi od słów i musimy się porozumiewać. Jeśli nie uda się to za pomocą języka polskiego, potrzebna będzie demonstracja. Może nawet kilka. Brzuch mnie boli kiesdy o tym myślę, ale innego kierunku marszu nie widzę.

Wrócę jeszcze do pojęcia przestrzeni prywatnej i stosowności. Atmosfera, która panuje na targach, w czasie spotkań autorskich i wszędzie gdzie widzimy się w większym gronie, jest przeważnie bardzo dobra, tak dobra, że niektórym myli się wieczór autorski z wieczorkiem tanecznym. Podkreślę więc raz jeszcze – ta atmosfera to moja zasługa, a także zasługa tych, którzy zachowują się w sposób stosowny. I niech tak zostanie, albowiem nie przewiduję zmian w tym zakresie. Jeśli ktoś nie rozumie o czym piszę, niech nie dzieli się ze mną swoimi niepokojami, ale spokojnie poczeka na pokazówkę. Mam jednak nadzieję, że wszyscy zrozumieli…

 

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl



tagi: rynek  blog  czytelnicy  wydawnictwo 

gabriel-maciejewski
10 lipca 2017 09:04
0     459    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
zaloguj się by móc komentować