-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

O ahistorycznej postawie księży

Dziś, przy święcie Trzech Króli napiszę naprawdę coś strasznego. Rozmawiałem wczoraj ze znajomym i zeszło się na przedziwną i niezrozumiałą dla wielu ludzi, szczególnie tych co pokończyli studia humanistyczne, postawę księży, którzy – czy to z powodu własnych ograniczeń, czy to w wyniku kształcenia w seminarium – nie rozumieją następstwa historycznych zdarzeń i nie potrafią ich interpretować. Chodzi mi o sprawy naprawdę podstawowe. O to, że wielu księży wie jedynie, że był Jaruzelski, Elvis Presley i Pan Jezus. To jest postawa, którą łatwo można wytłumaczyć i wielu ją tłumaczy. Ja milczę i mam po temu dobre powody. Milczę, bo kiedy na przykład widzę, że ksiądz nie jest w stanie umiejscowić jakiegoś zdarzenia na osi czasu, nie mówię, że z dokładnością do roku, dwóch, ale do pół tysiąclecia na przykład, za to zna wszystkie parametry samochodu Mazda CX9, odczuwam pewien dyskomfort. Jeśli, nie mając świadomości historycznej kapłan absorbuje wszystkie memy ze świata popkultury, jakie podsuwają mu media współczesne, a czyni to wprost z przekonania, że przyda mu się to w działalności misyjnej, to jestem mocno zdziwiony. Tak, jak byłem zdziwiony kiedy okazało się, że w kościele jest wykład o Tolkienie i postaciach z powieści „Władca pierścieni”. Prowadzi go jakiś oszalały student, a księża, razem z przygotowującymi się do bierzmowania dziećmi słuchają tego, jak nie przymierzając świnia grzmotu.

Ten znajomy, z którym wczoraj gadałem twierdzi, że to jest kwestia wychowania w seminariach, a także w zgromadzeniach zakonnych, że w niektórych zakonach, wprost nie uczy się historii i nie ma śladu po zależnościach ekonomicznych w tejże, za to cały nacisk kładziony jest na filozofię. To jest moim zdaniem pułapka. Nikt jej dziś nie dostrzega, a to z tego względu, że Kościół jeszcze się jakoś trzyma, przynajmniej w Polsce i nie został sprowadzony całkowicie do jakiegoś folkloru. Poprawcie mnie jeśli się mylę – są na świecie siły, które bardzo chcą, by księża stali się elementem obsługi sieci dystrybucji dóbr luksusowych. Siły te na razie tolerują dużą swobodę Kościoła na wielkich nieraz obszarach, ale rozumiejąc, że czas powołań się kończy, a do seminariów trafiają coraz słabsi i bardzo bezradni chłopcy, wychowani przez globalną popkulturę, przygotowują się do zmiany sytuacji. Ta zmiana nastąpi pewnie z dnia na dzień, jak wszystkie gwałtowne zmiany, a przebiegać będzie w dwóch etapach. Pierwszy – redukcja zbędnych i problematycznych kapłanów – to ci, co znają historię lub mają własne pomysły na jakąś dystrybucję. Drugi podporządkowanie sobie całej reszty. Końcówką tego etapu będzie likwidacja owej reszty i przejęcie majątku Kościoła, ku uciesze mediów świata całego.

Ktoś powie, że znajomość bądź nieznajomość historii nie ma z tym procesem nic wspólnego. Otóż ma i to dobrze widać na pewnym bardzo charakterystycznym przykładzie. Oto w czerwonym tomie felietonów Wiecha, który niedawno sprzedawałem, umieszczona została przezabawna historyjka o wizycie uczniów jeszybotu w galerii Zachęta. Wszyscy ci uczniowie, a także prowadzący ich rabin, reprezentowali taką właśnie, jak opisywana tu przeze mnie, postawę. To znaczy byty realne, memy popkultury i duchy złe oraz dobre były dla nich taką samą realnością. Żaden z nich nie zdziwiłby się widząc szatana wysiadającego z tramwaju przy Franciszkańskiej, a kiedy stanęli przez obrazem Siemiradzkiego, na którym widać „gołe kobite” przywiązaną do rogów byka, interesowało ich przede wszystkim to, dlaczego na tym obrazie nie ma policji. I to jest dla wielu osób powód do trwającego pół godziny śmiechu. Dla mnie już nie, bo ja sobie uświadamiam, że proces likwidacji zgromadzeń religijnych przebiega następująco – najpierw – w terenie, w którym jest to niezbędne organizują one dystrybucję towarów opartą na totalnej lojalności, jaką gwarantuje właśnie religijny charakter zgromadzenia. Potem kiedy sieć się bogaci i zaczyna funkcjonować, a także się rozrastać oraz stawiać własne postulaty, przygotowuje się jej likwidację. Bo już jest niepotrzebna. Ta likwidacja zaczyna się od zmasowanej propagandy, w której uczestniczą wszyscy – i ci z dobrą wiarą i ci ze złą. Celem zaś jest uzyskanie takiego poziomu cywilizacyjnego, który zadowoli wszystkich i przyniesie – obszarowi, gdzie religijna dystrybucja funkcjonuje – odpowiedni, inny niż ten, który jest, status. Musi być nowoczesność i cywilizacja, a żeby to nastąpiło, trzeba tych parchów w chałatach zasymilować albo wysłać na Madagaskar. Tak mówią miejscowi, którzy zwykle są całkowicie pozbawieni wyobraźni, a moc ich polega jedynie na wykrzykiwani haseł. Oni spełniają ważną, ale nie najistotniejszą rolę – służą temu, by propaganda żyła w umysłach zwykłych ludzi. Są także tą grupą, na którą zwali się odpowiedzialność – uwaga – historyczną. Ludzie stawiający takie postulaty są, jak powiadam, pozbawieni wyobraźni i w ogóle nie rozumieją o co chodzi. Jeśli ktoś likwiduje dystrybucję na dużym obszarze, to nie ma mowy o jakichś przesiedleniach. W grę wchodzi tylko fizyczna likwidacja przedstawicieli handlowych, a im większa wartość rynku (a ta jest zwykle ukryta przed zwolennikami przesiedleń na Madagaskar) tym bardziej bezwzględny i okrutny sposób likwidacji. To jest jedna z rudymentarnych zasad rządzących światem – im większą wartość ma likwidowany rynek, tym większe okrucieństwo stosuje się wobec czynnych na nim komiwojażerów. Dobrze, żeby wszyscy to sobie zapamiętali.

Ja wiem, co mi zaraz powiecie – że napisane jest iż bramy piekielne Go nie przemogą. Potem pójdziecie na mszę, a potem na obiad. Bo skoro nie przemogą, to nie przemogą, czym tu się martwić? Moim zdaniem jest czym, bo nie wiemy jakie będą koszta owego „nie przemogą”. Może nie starczyć czasu, a nie pieniędzy na ten obiad.

Czasem, kiedy zaczynam poruszać takie tematy, popsztykamy się delikatnie z ojcem Wincentym, bo on mówi wtedy – Kościół nie ma kadr, Kościół, ma codzienne problemy….itp, itd...ja to rozumiem. Nie rozumiem tylko, dlaczego w kościele jest miejsce dla każdej popkulturowej bredni, a nie ma tam miejsca dla prostego kursu historii, który – wierzcie mi – dałby jeśli nie wielu, to kilku na pewno, zapalonym i przekonanym kapłanom, narzędzia do codziennej walki. Jak wiecie, sprawy mają się tak, że do tej walki nie trzeba wielu osób, czasem wystarczy tylko kilku, byle mieli sposoby i narzędzia. I od tego właśnie zaczyna się też ich unieważnianie, od wręczenia im do rąk narzędzi fałszywych i nieskutecznych, a następnie przekonania ich, że z tą oto motyką mogą szarżować na czołgi. Nie mogą. Widzieliśmy to już w wielu bardzo odsłonach.

Ksiądz Filip napisał dziś tekst, w którym jest ciekawy wątek dotyczący szacunku, ja się do niego odniosłem w komentarzu. Jeśli na jednym biegunie postawimy szacunek, na drugim będzie musiała stanąć kokieteria. To jest prosta opozycja znana z wielu codziennych doświadczeń. Uzyskanie szacunku, wiąże się niestety z zerwaniem komunikacji z otoczeniem, z podjęciem wielkiego ryzyka i narzuceniem swojej woli innym. Innej drogi nie ma. Myślę, że taki kurs historii dla księży, powinien zacząć się od drobiazgowego omówienia (drobiazgowego podkreślam) postawy i planu papieża Grzegorza VII. Piszę tak, ponieważ uświadomiłem sobie, po przeczytaniu książki fragmentów książki Harolda J. Bermana, że w Polsce nie zrobił tego do tej pory nikt. A dokładnie i celowo zrobić mogą to tylko ludzie Kościoła. Dlaczego tak? Jeśli plan ten i epoka zostanie omówiona drobiazgowo i dokładnie, okaże się, że pytanie o to „dlaczego tu nie ma policji” nie jest wcale bezzasadne. Przeciwnie, można je postawić, bo wtedy dopiero, po gruntownym poznaniu motywów, jakimi kierował się papież zrozumiemy, że historia dzieje się tu i teraz, a w tramwaju na Franciszkańskiej można rzeczywiście spotkać demona. Problem polega na tym, jakiego narzędzia użyjemy do zdobycia tej wiedzy. Nie może to być – w mojej ocenie – podstawowy kurs filozofii wymieszany z fragmentami programu „Uwaga” emitowanego w TVN. Trzeba znać historię, prawo i motywy jakimi kierowali się reformatorzy Kościoła. Motywy istotne, to znaczy takie, które są aktualne również dzisiaj. Na dziś to tyle. Muszę iść dziś wcześniej na mszę….książka jeszcze nie skończona.

 

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl



tagi: kościół  propaganda  historia  dystrybucja  globalizacja 

gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 08:54
43     2930    14 zaloguj sie by polubić
komentarze:

DWiant @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 09:59

""Poprawcie mnie jeśli się mylę – są na świecie siły, które bardzo chcą, by księża stali się elementem obsługi sieci dystrybucji dóbr luksusowych""

100% racja w Irlandii mamy boom na domowy kościół wśród Polaków. Rozwój dk przez kilka ostatnich lat jest niesamowity.... powstają już grupy mieszane pol-ang żeby sprostać zapotrzebowaniu. 

..... a ci co należą do dk zachowują się i czują jak .... elita wybrana na ziemi pogańskiej. 

zaloguj się by móc komentować

rk3745 @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 10:31

Obserwuje to zjawisko oderwania od rzeczywistości w nauce religii w szkołach. Moje dzieci uwielbiają słuchać różnych przypowieści z Biblii i Nowego Testamentu. Chętnie oglądają też animowane filmy na ten temat. Chętnie chodzą na niedzielne msze.


W szkole dzieje się coś okropnego. Lekcje religii mają bardzo niski poziom. Moje dzieci tak często prosiły mnie o wypisanie z tych lekcji, że podpisałem im zgodę na ich opuszczanie. Są to najnudniejsze lekcje. W rozmowach z innymi rodzicami potwierdza się powszechny brak przygotowania katechetów i księży do pracy z dziećmi.


Powinniśmy sami zagospodarować ten obszar. Wielu ludzi dobrej woli bez formalnego przygotowania mogłoby poprowadzić lekcje religii znacznie lepiej. Wystarczy puścić krótki film (np. o przykazaniach) na lekcji a potem go omówić. Może to zrobić każda osoba z darem gawędziarstwa, która ma realne wyobrażenie o świecie i historii. Poza filmami można znaleźć inne atrakcyjne formy przekazu.
Szkoda, że Grzegorz Braun i inne inicjatywy prawicowe nie dostrzegają tego problemu. Jest to idealna przestrzeń dla oddolnej inicjatywy, której rezultaty byłyby łatwo widoczne i zdumiewające.

zaloguj się by móc komentować

JK @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 11:16

Czy mógłby pan trochę jaśniej o tej dystrybucji towarów opartą o lojalność religijną?

Ja się pogubiłem. Jakich towarów? Kto te towary sprzedaje a kto prowadzi dystrubucję?

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @JK 6 stycznia 2019 11:16
6 stycznia 2019 11:31

Jeśli idzie o żydów, to wszystkich towarów, jakie weszły pod rękę. Pan tego nie rozumie? Dziwne.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @JK 6 stycznia 2019 11:16
6 stycznia 2019 11:35

...a jeśli idzie o księży, to wie Pan, wielu z nich narażonych jest na poważne pokusy i są to pokusy systemowe, nawet jeśli wyglądają jak przyjacielska pogawędka dwóch biznesmenów przy świetnym winie. Tego też pan nie rozumie?

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski 6 stycznia 2019 11:35
6 stycznia 2019 11:38

Szczególnie rozmowy dwu biznesmenów. Wobec zawartości tzw  tacy...

Ale nie tylko 

.

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @jason 6 stycznia 2019 11:44
6 stycznia 2019 11:48

Zwracam się do ciebie z prośbą, żebyś się, sam wiesz co...

zaloguj się by móc komentować

Krzysztof5 @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 11:52

Ja wiem, co mi zaraz powiecie – że napisane jest iż bramy piekielne Go nie przemogą. Potem pójdziecie na mszę, a potem na obiad. Bo skoro nie przemogą, to nie przemogą, czym tu się martwić? Moim zdaniem jest czym, bo nie wiemy jakie będą koszta owego „nie przemogą”. Może nie starczyć czasu, a nie pieniędzy na ten obiad.

 

A koszta np. w 1932 r.-  skad sie wziałes i dlaczego masz na obiad...

 

Rok 1932,

 Katolicyzm dynamiczny będzie silniejszy lub słabszy nie w zależności od rozwiniętej przez siebie akcji organizacyjnej czy nawet naukowej i pisarskiej, ale w zależności od stopnia przeniknięcia swoją ideologją pewnej elity. Wynika to z całego charakteru tej doktryny, nastawionej w pierwszym rzędzie na stosunek człowieka do Absolutu, w drugim - na wyrobienie pewnego typu charakteru, a w trzecim rzędzie dopiero - na akcję zewnętrzną. Dzięki tej właściwości wszystko niemal zależy w katolicyzmie od poziomu religijnego wybitnych jednostek. I nie może być inaczej: dynamiczna religja powstaje, rośnie i pogłębia się dzięki podniesieniu na wyższy mistyczny poziom poszczególnych ludzi, którzy następnie porywają za sobą tłumy.   

 

 

Kto zwycięży? Trudno być prorokiem. Powiedzieliśmy, że niewiara ma naogół lepszą pozycję. Każde zamieszanie w stosunkach politycznych może jej znacznie pójść na rękę, nie mówiąc już o niebezpieczeństwie - okupacji przez Rosję Sowiecką, która, oczywiście, najradykalniej starałaby się katolicyzm zlikwidować. Niemniej katolicyzm dynamiczny ma w ręku potężny atut, który może odegrać ogromną rolę: jest obecnie w Polsce jedyną zwartą, przemyślaną aż do szczegółów koncepcją życiową - obok leninizmu. Mówiliśmy o “niewierze", obejmując tą wspólną nazwą wszystkie kierunki, które łączy niechęć do katolicyzmu. Nie trzeba zapominać, że jest tych kierunków wiele, że niektóre z nich (jak np. tak zw. “ideologja masońska") należą stanowczo do przeżytków, podczas gdy katolicyzm dynamiczny nietylko ustawicznie rozwija swoją myśl filozoficzną i społeczną, ale i w realizacji jest czynnikiem agresywnym i zdobywającym. Trudno wiec cokolwiek powiedzieć o przyszłości. 

 

J.M. Bocheński, O.P. SENS ŻYCIA I INNE ESEJE      

 VIII. PROBLEM KATOLICYZMU W POLSCE8 Jedną ze stron współczesnego kryzysu, o której się stosunkowo mało mówi, a która przecież odgrywa bardzo wielką, jeśli nie zasadniczą role w całości przesilenia, jest kryzys światopoglądu. W Polsce wobec tego, że religią znacznej większości mieszkańców państwa jest katolicyzm, kryzys światopoglądu jest zarazem kryzysem katolicyzmu. Nie ulega wątpliwości (i wszyscy sobie z tego zdają sprawę), że coś się w obecnem jego położeniu zmienia. Niestety, nieliczne głosy o tym temacie, spotykane w naszej prasie, dowodzą przeważnie braku orjentacji w zagadnieniu i to u obu stron, zainteresowanych w jego rozwiązaniu. Poniższe uwagi mają na celu wyjaśnienie niektórych podstawowych faktów z tego zakresu, zbyt często przeoczanych lub niedocenianych. I Mówimy o zagadnieniu katolicyzmu w Polsce. Że takie zagadnienie w ogóle istnieje, o tym chyba nikt wątpić nie może. Ale dopiero całość naszych wywodów pozwoli nam sformułować je należycie; o rozwiązanie nie będziemy się kusili. Nawet rozpatrując dane problemu, ograniczymy się tylko do najważniejszych. Poprawna metoda poprowadzi nas tu od faktów do ich wyjaśnienia, a wśród faktów od najbardziej widocznych i najbardziej bijących  w oczy do tych, które zwykle uchodzą uwagi przeciętnego obserwatora. Pierwszym faktem, o którego oczywistości wątpić nie można, ale o którym nieraz się w zapale dyskusji zapomina, jest to, że Polska jest w przeważnej części swojego terytorjum i ludności zewnętrznie (mówię: zewnętrznie - w znaczeniu jaknajbardziej materjalnem) krajem katolickim. Niema wśród chrzczonych małżeństw pozakościelnych. Nie zdarza się prawie widzieć pogrzebów laickich. Kościoły są zawsze i wszędzie pełne podczas mszy niedzielnych. Ksiądz katolicki cieszy się we wszystkich środowiskach szacunkiem i wysokiem położeniem towarzyskiem. Księży jest dużo; choć niektóre djecezje (Lwów, Kresy) doznają przejściowo braku powołań. Państwo wreszcie sankcjonuje ten stan rzeczy przez konkordat, przez asystowanie większym nabożeństwom, przez powszechnie znaną przychylność dla kleru, przez formuły przysiąg, itp. Oblicze zewnętrzne państwa polskiego jest katolickie. Czy tylko oblicze zewnętrzne? Jeśli chodzi o masy ludowe i o znaczną część ze szlachty rekrutującej się inteligencji, zdaje mi się, że jest i coś więcej. Katolicyzm wszedł tym ludziom niejako w krew. Lud polski dziś, jak przed wiekami, chodzi w dziesiątkach tysięcy na “odpusty", ponosi chętnie ciężary osobiste związane z wiarą i - jest to argument bardzo mocny - płaci: utrzymuje całą armję księży, których naogół, mimo to, nietylko nie nienawidzi, ale przeciwnie - uważa za coś koniecznego, bez czego obejść się niepodobna. Coś podobnego, choć w nieco mniejszym stopniu, można zauważyć także u inteligencji związanej z tradycjami, tj. u ziemian, oraz u pewnej części pochodzących z nich urzędników i ludzi wolnych zawodów. I oni chodzą do kościoła, szanują księdza proboszcza jako takiego, wzywają go w chwili choroby i - płacą. Inna rzecz, że podbudowa psychologiczna pod ten stan rzeczy jest u nich, być może, inna niż u włościan i drobnych rzemieślników. Pozostaje faktem, że stosunek zewnętrzny jest pod wieloma względami podobny. Stwierdzamy więc, że Polska jest katolicka nietylko czysto zewnętrznie, ale że ten katolicyzm zewnętrzny posiada u ludu i u pewnej  części inteligencji pewne podstawy w światopoglądzie, których narazić bliżej rozpatrywać nie mogę. Katolicyzm jest czemś niesłychanie ściśle związanem ze sposobem życia przeciętnego chłopa i ziemianina, a także wielu inteligentów miejskich. Musi jako taki odgrywać pewną rolę i w jego ideologji. II Czem jest ten katolicyzm? Jaka jest jego treść? Aby zrozumieć sens tego pytania, chcę przypomnieć najnowszą tezę Bergsona, który wszelką religję i wszelką moralność dzieli na dwie grupy: dynamiczną i statyczną. Religja dynamiczna to, zdaniem Bergsona, religja “od góry": prąd ideowy, wywodzący się od wielkich założycieli religij i ich naśladowców, a przez nich -z samej pierwotnej, doskonałej intuicji Absolutu. Religja dynamiczna - to religja miłości, religja poświęcenia; nastawiona na Boga i miłość bliźniego. Ta religja (tutaj opuszczam już tezę bergsonowską) ma zawsze pewien rozumny sens; nie w tem znaczeniu, żeby można było poszczególne jej tezy udowodnić, ale w tem, że stanowi pewną logiczną i dla każdego wyznawcy możliwą do uzasadnienia (choć w praktyce niezawsze uzasadnioną) całość. Religja statyczna - przeciwnie: nie pochodzi od wielkich ludzi, ale od szarej masy: jest wytworem natury, biologiczną funkcją rasy ludzkiej, która broni zapomocą “mitotwórczego organu (la fonction fabulatrice)swojej żywotności przeciw rozkładowym tendencjom logiki poszczególnych ludzi. Religja statyczna jest funkcją obrony społeczeństwa: wywiera na jednostkę presję zapomocą mnóstwa najbardziej fantastycznych wymysłów, które mu wbrew logice narzuca. Katolicyzm polski jest religja statyczną - w tej formie przynajmniej, w jakiej jest religja panującą. Jest to drugi fakt, który chcemy podkreślić. Wiem, że teza w ten sposób wygłoszona nie może mieć pretensji do absolutności - bo zresztą żadna teza w naszym zakresie mieć jej nie może. De facto jest w katolicyzmie panującym w Polsce wiele elementów “dynamicznych" - choćby to, że jest on, bądźcobądź, religja katolicką, więc używa przynajmniej zewnętrznie haseł prawzoru religij dynamicznych: słów Ewangelji. Z temi zastrzeżeniami jednak, zdaje mi się, nie dalecy będziemy od prawdy, wygłaszając powyższe twierdzenie. Postaram się je w paru słowach uzasadnić. Stwierdzamy wiec przedewszystkiem, że geneza katolicyzmu w poszczególnej jednostce owej masy, o której mówimy, ma czysto “statyczny" charakter. Nie da się oczywiście, jakeśmy powiedzieli, religji nigdy “udowodnić". Religję dynamiczną jednak przyjmuje się po przemyśleniu przynajmniej głównych jej zasad, nie mówię o przemyśleniu filozoficznem, ale przynajmniej elementarnem, do którego każdy człowiek jest zdolny w sprawach zasadniczych. Otóż - kto zna polskiego chłopa czy ziemianina (niema pod tym względem między nimi różnicy), zgodzi się z łatwością, że u niego o tem nawet elementarnem przemyśleniu zazwyczaj mowy niema - z tej prostej przyczyny, że olbrzymia większość nie zna wogóle tego, co w religji jest istotne. Katolicyzm przedstawia się przeciętnemu wierzącemu Polakowi jako zbiór zakazów moralnych i nakazów obrzędowych. O tem, co w tej religji jest pozytywnego i twórczego, o jej ideale życiowym i jego zastosowaniu praktycznem nikt nic nie wie. Słowa Chrystusa: “Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca twego... to jest pierwsze i największe przykazanie" zdają się nie istnieć. A przecież trzeba być zupełnym analfabetą, aby nie wiedzieć, że właśnie te słowa zawierają najistotniejsze przykazanie katolicyzmu. Już więc ze stanowiska genezy, katolicyzm panujący w Polsce jest religją statyczną, narzuconą przez tradycję; pod względem treści również nie zawiera tego, co jest dla katolicyzmu dynamicznego rzeczą istotną. Natomiast na tę statyczną religijność polskiego katolika składa się cały szereg wytworów owej mitotwórczej funkcji gatunku homo sapiens, nie znajdujących absolutnie żadnego uzasadnienia ze stanowiska katolickiego. Lud polski nietylko ma etykę w wysokim stopniu różną od etyki, głoszonej przez Kościół (jako przykład może posłużyć moralna ocena z jednej strony - koniokradów, niesłychanie surowa, a z drugiej - cudzołożników, z “panów"; byle dali odszkodowanie - niesłychanie łagodna). Ma on pozatem cały szereg wierzeń, do których jest fanatycznie wprost przywiązany. Będą to np. “odpusty", pielgrzymki do miejsc “świętych", odbywane z wielkim nakładem wysiłków i stratą czasu, podczas gdy Kościół daje taki sam właśnie odpust codziennie w każdym kościele. Będzie to przywiązanie do obrzędu błogosławieństwa przez nowego księdza, choć ze stanowiska katolickiego dużo lepszą rzeczą jest przeżegnać' się wodą święconą. Będzie to wreszcie cały szereg już wprost zabobonnych praktyk, niesłychanie, zwłaszcza w b. zaborze rosyjskim, rozpowszechnionych. To wszystko idzie w parze z daleko idącem ignorowaniem podstawowych prawd etycznych i dogmatycznych nauki katolickiej. Nawiasem mówiąc: wszystkie te obrzędy, o których wspomniałem, mogą mieć psychologiczne (a więc i dynamiczne) uzasadnienie i dlatego są tolerowane przez Kościół. Jednak ze stanowiska polskiego wiernego niema o niczem podobnem mowy: są to poprostu praktyki “statycznej" religji, bezmyślnie pod presją tradycji społecznej przyjęte. Powtarzam, że powyższe twierdzenie nie ma pretensji do absolutności. Może lepiej byłoby sformułować je następująco: katolicyzm panujący w Polsce ma charakter przeważnie statyczny. W tej postaci jednak jest to fakt, o którego oczywistości wątpić nie możemy. III Lud i pewna część inteligencji polskiej wyznaje katolicyzm statyczny. Większa, i to znacznie większa część tejże inteligencji nie wyznaje żadnego katolicyzmu. Jest akatolicka. I ten fakt wydaje mi się oczywisty. Coprawda, dopiero w ostatnich czasach powstał wśród tej grupy inteligencji otwarty ruch do oderwania się od Kościoła. Wielkie zasługi pod tym względem położył przedewszystkiem BoyŻeleński. Jego pisma nie odtwarzają dokładnie, mojem zdaniem przynajmniej, psychiki owej grupy ze względu na przesadny nacisk, z jakim powracają ustawicznie do zagadnień seksualnych. Niemniej, jeśli pominiemy tę okoliczność, wzięcie, jakiem się cieszą jego artykuły, Boy zawdzięcza temu, że naprawdę wyraził coś, co dawno już przeciętnemu polskiemu inteligentowi leżało na sercu, ale czego poczęści nie śmiał, a poczęści nie umiał wyrazić: tendencję do uwolnienia się wreszcie od tej dwulicowej, obłudnej roli, jaką odgrywał wobec wiary, a zwłaszcza wobec moralności katolickiej. Boy bardzo ostro, ale, mojem zdaniem, słusznie tę dwulicowość przedstawił i napiętnował. Chodzi mu w pierwszym rzędzie o sferę zainteresowań seksualnych, gdzie było stosunkowo najgorzej. Katolicyzm stoi na stanowisku bezwzględnej teleologji stosunków płciowych, uznając dopuszczalność ich tylko w jednym jedynym wypadku, tj. gdy chodzi o dziecko. To stanowisko opiera się nietylko na dogmacie, ale jest wynikiem swoistej katolickiej (albo, ściśle mówiąc, tomistycznej) aksjologji, według której dobro bezwzględne (bonum honestum) z całą grupą wartości podporządkowanych (życie, zdrowie itp.) zajmuje naczelne miejsce w drabinie wartości i nigdy nie wolno podporządkowywać go objektowi, nacechowanemu wartością utylitarystyczną albo tembardziej hedonistyczną. Otóż - wiadomo, jak się pod tym względem przedstawia sytuacja w Polsce: dla olbrzymiej większości naszych inteligentów ten światopogląd uchodzi za absolutnie niemożliwy do urzeczywistnienia i, co za tem idzie, w praktyce stosuje się zgoła odmienne zasady. Zachowanie przytem nazewnątrz ideologji katolickiej jest, oczywiście, rażącą niekonsekwencją, czyli - wobec tego, że mówimy o sprawach etycznych obłudą. To samo dałoby się stwierdzić w całym szeregu innych zagadnień. Tak np. stosunek inteligenta polskiego do zagadnienia społecznego jest nasiąknięty czemś, co możnaby w terminologji komunistycznej nazwać umysłowością drobnomieszczańską: przekonaniem, że istnieją nienaruszalne klasy społeczne, z których jedne są powołane do rządzenia, inne do pracy i poniewierki. Wiadomo, że pod tym względem stosunek przeciętnego urzędnika czy adwokata do swojego służącego (a jeszcze bardziej jego żony do służącej) jest “burżujski", tak samo jak stosunek ziemianina do parobka. Oczywiście nie ma to nietylko żadnych podstaw w ideologji katolickiej, ale wprost sprzeciwia się duchowi religji “dynamicznej". Podobnych przykładów moglibyśmy przytoczyć więcej. Mniej więcej podobny jest stosunek przeciętnego inteligenta polskiego do dogmatu. Nie mogę tu, oczywiście, wchodzić w rozbiór procesu historycznego, który do tego ustosunkowania doprowadził. Działała tu i ideologja “masońska" i pozytywizm i nowoczesna filozofja niemiecka, którą bezpośrednio czy pośrednio karmiły się rzesze naszych studentów z dwuch zaborów. Polak naogół myśleć nie lubi (dowodem jest chociażby znikomość naszej produkcji filozoficznej i, niestety, jej poziom). Ale, bądźcobądź, inteligent wchłaniał ustawicznie powtarzane tezy pozytywizmu i w rezultacie w nie wierzy. Istnienie Boga naogół uchodzi jeszcze za rzecz dość prawdopodobną, jeśli nie pewną. Nieśmiertelność duszy już podlega dość często dyskusji. O prawdach niefilozoficznych, takich jak np. dogmat wcielenia, Trójcy św. itp., wogóle nikt mówić nie chce: dla normalnego polskiego inteligenta jest to czvsta mitologja. Przy tem wszystkiem duży odsetek niewierzących inteligentów nie zrywa zewnętrznie z Kościołem. Oczywiście, inteligent taki nie praktykuje szczerze przykazań kościelnych, ale do kościoła przynajmniej od czasu do czasu chodzi, dzieci chrzci, ślub od księdza bierze i requiem po śmierci mu śpiewają. Tylko nieznaczna mniejszość, o ile można ocenić, uwolniła się i od tych zewnętrznych związków z obcą im duchowo religją. Mimo to, jak powiedziałem, nie stawiam większości tych ludzi w jednym rzędzie z pierwszą grupą, tj. nie zaliczam ich do katolików, wyznających religję “statyczną": pierwsi - chłopi, ziemianie i niektórzy inni - wierzą naprawdę, choć zwykle niejasno, i praktykują naprawdę, choć zwykle źle. Ci - przeciwnie: nie wierzą wcale, a praktykują obłudnie. Różnica jest zasadnicza; mamy dwa obozy: “statycznych", ale wierzących katolików - z jednej strony, niewierzących ale jeszcze “zapisanych" w większości do Kościoła -z drugiej. IV interesu, wobec upadku znaczenia społecznego i gospodarczego klas, przywiązanych do religji katolickiej, a znacznego prestige'u kół naukowych, w ogromniej większości niewierzących. Drugi proces, proces dechrystjanizacji mas i części inteligencji jeszcze wierzącej, napotyka na znaczne trudności: przywiązanie do tradycyjnej religji, stanowiącej integralną cześć nietylko światopoglądu, ale i życia polskiego chłopa czy ziemianina, jest bardzo silne i, oczywiście, nie da się złamać z łatwością, tembardziej, że religją statyczna jest funkcją biologiczną, koniecznością naturalną - a wiadomo, że instynkt nie zmienia się dokładnie w chwili, kiedy już nie jest potrzebny - pominąwszy nawet fakt, że nikt nie może powiedzieć, czy ze stanowiska obrony rasy inny system niż nasz katolicyzm byłby racjonalniejszy. Wielu, nawet wśród owej grupy niewierzących, sądzi, że takiego systemu obecnie niema. Ale o ostatecznym wyniku wątpićby nie można. W tej sytuacji niewiara miałaby wszystkie atuty w rękach: jest stroną atakującą, co daje już olbrzymią przewagę, ma za sobą “naukę" tj. ludzi naukowo pracujących, jest reprezentowana przez inteligencję, przez to, co w narodzie jest najlepszego. Walka z katolicyzmem statycznym miałaby stale wygląd walki z ciemnotą. Lud obstawałby przy swoich wierzeniach, ale wkrótce zabrakłoby mu wodzów. Szkoła, gazeta, kino, wojsko - zrobiłyby wkońcu swoje. Nie można, oczywiście, matematycznie określić, jak długoby ta walka trwała -może kilkadziesiąt lat, może kilka wieków. Wynik byłby w każdym razie zapewniony. W jakim kierunku poszłaby ewolucja, gdyby inne czynniki nie działały na te dwa obozy? Odpowiedź nie nasuwa, zdaje się, najmniejszej wątpliwości: po pierwsze, poszłaby w kierunku uzewnętrznienia niewiary wśród większości inteligencji, po drugie -pod jej wpływem do uświadomienia sobie “statyczności" czyli bezwartościowości wiary, a co za tem idzie - do jej porzucenia u innych. Te dwa procesy odbyłyby się w niejednakowem tempie. Pierwszy już się rozpoczął i nic nie wskazuje na to, aby...

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @jason 6 stycznia 2019 11:44
6 stycznia 2019 11:55

Do kościółka ,powiadasz...

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 11:57

Obdzieranie duchowieństwa z szacunku też ma wielkie znaczenie. I to się robi ich własnymi rekami. W Watykanie w sali audiencyjnej miał miejsce występ tancerzy z Kuby. Pomijając fakt, że tancerki były polnagie, to w pewnej chwili jeden z artystów, kręcący piłkę na swoim palcu, podszedł z nią do Franciszka, który wystawił swój palec do góry i też tak ją sobie na palcu chwilę potrzymal (trochę z pomocą owego tancerza). Kiedy piłka spadła,  artysta przybił papiezowi piątkę.  I to jest obraz nędzy.  W Albanii, aby zdeprecjonowac i spowszednic wiarę,  zamieniano krzyże na wieszaki. Teraz najważniejszy człowiek na świecie pozwala traktować siebie bez żadnego szacunku. Czy ów artist przybiłby piątaka Raulowi Castro albo kroliwej Anglii?  Diabeł tkwi w szczegółach. 

Co do celebrytow w Kosciele...pelna zgoda; na jesieni zeszłego roku przyjechał do Elblaga prof. Kucharczyk z wykładem nt. Humanae Vitae. Na sali 1 ksiądz i kilkunastu słuchaczy. Kilkadziesiąt metrów dalej katedra z plebania. Żadnego księdza  stamtąd. W mieście jest seminarium. Od nich również nikogo (w zeszłym roku 1 osoba przyjęta; JEDNA). Pod koniec roku przyjechał do miasta Zanussi. Plakat w katedrze na drzwiach wejsciowych. A jakże!  Wiem, że było mnóstwo ludzi, nawet z grona moich znajomych, słuchających wynurzen starego człowieka (ile uslyszalam zachwytow nad tym, jak się dobrze trzyma jak na swój wiek!) jak świnia grzmotu. Ilu było księży?  Nie zapytałam, ale więcej niż jeden. Przed nami czasy pełne zdziwka.

zaloguj się by móc komentować

cbrengland @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 12:07

Z tą filozofią byłbym ostrożny.  Gdybym w pewnym momencie i to stosunkowo niedawno nie skręcił właśnie w tamtą stronę, byłbym się może zupelnie zakręcil  w swoim myśleniu, o co tak właściwie chodziło i chodzi w Świecie, a zwlaszcza w tym miejscu, gdzie jestem, gdzie nie ma nic, wszystko jest nie tym, co widać, nawet wiara, a nawet już i te pieniądze, bo wirtualne.

Ora et labora. W tym dzisiejszym zagonieniu w życiu,  wiecznym braku czasu, nie raz doświadczyłem Jego dotyku. I to tylko, gdy przeczytałem czytania z Pisma Świętego na dany dzień. A dostaję je codziennie wieczorem mailem na następny dzień. Mam więcej czasu, zaglądam do brewiarza i źywotow świętych. Czyli do historii. Bo historia nas interesujaca, to historia Chrześcijaństwa właśnie. Bo z nim przede wszystkim walczy zło tego świata. Swoimi filozofiami właśnie, a czymże jest Marksizm-Leninizm, jak nie filozofią, a można je nazwać, herezjami.

Czytam więc filozofię życia, jaką przekazał Chrystus i to u źródła i tylko przede wszystkim. To daje niewyobrazalną moc i siłę w kazdym momencie. A o to właśnie chodzi, czyż nie? Gdyby nie ta siła wiary pierwszych Apostołów, a potem Chrześcijan, nie bylo by nas dzisiaj.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 12:34

Chłopcy którzy poszli do seminariów nie chcą się czuć wyobcowani x dawnej świeckiej grupy rowiesniczej.  Dostają kilja razy w roku,  ci z zakonnych seminariów,  przepustki wakacyjne do domu. W pokoleniu np mojego opiekuna duchowego i po latach już po prostu przyjaznego człowieka,  takie wypady do domu były niemożliwe. 

Zakon miał się stać i stał się Jego rodziną, choć te biologiczną ma dalej liczną mimo upływu 70 lat od wstąpienia do  zakonu.

Seminaria po wojnie bardzo rozluźniały rygory. Czemu tak. .można filozofowac.

A najnowszy nabór jedt już uczony przez to powojenne pokolenie. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 12:41

Twój znajomy pewnie ma rację, ale ja uważam, że to jest coś jeszcze głębszego. To jest brak rozpoznania sytuacji, to znaczy, przedewszystkim już nastąpiła całkowita zmiana stosunków własnościowych, za tym przyszła zmiana "mentalna" ludności na dużych obszarach i trzeba by troche przeorganizować wiele rzeczy. To jest to o czym mówi papież Franciszek.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Maryla-Sztajer 6 stycznia 2019 12:34
6 stycznia 2019 12:56

C.D.

Kilka lat temu , gdy już trochę Cię czytałam,  chciałam namówić tego mojego znajomego byś dał kilka wykładów w seminarium gdzie ten Ojciec miał trochę zajęć. Młyny kościelne mielą powoli. Czytał. .I czyta. .Twoje książki które zanosiłam w prezencie. .

Gdyby tam został pewnie by do tego doszło,  bo sam był zainteresowany. 

Ale wiek choroby. .przestał uczyć. 

,,nowe rządy, ,  młodych już były inne.

Nie byli zainteresowani dokladaniem młodzieży obowiązków. Wiele godzin zajęć obcięto

.

 

zaloguj się by móc komentować

JK @gabriel-maciejewski 6 stycznia 2019 11:35
6 stycznia 2019 14:01

A cha! Jeśli idzie o Żydów to im nic nie pomoże. A za księży to modlić się trzeba (za Żydów też można) i właściwe ofiary składać.

Dziękuję za wyjaśnienie. Teraz rozumiem.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 14:50

Właściwie nigdy nie pora by to napisać.  Wydaje się ze księża parafialni boją się swoich parafian . Od tacy zależy ich byt materialny. Wielu chłopaków kończy najpierw normalne studia żeby mieć zawód. .

To ma dwa znaczenia. Wnoszą to swoje wykształcenie do wspólnoty,  ale też inne...

Z jednej strony gdyby ich opuściło powołanie to mają coś. Z drugiej często słyszę ze dobrze żeby to państwo im placilo pensję. I to mówią ci trochę starsi,  co mają  ,,tylko,, seminarium plus teologię z jakąś specjalizacją. .czasem studia w Rzymie 

.

Boją się o źródło utrzymania,  już nie Kościoła.. tylko swoje...jakby co. To nie jest tak ze oni nic nie rozumieją z przemian idących 

.

 

zaloguj się by móc komentować


mniszysko @Maryla-Sztajer 6 stycznia 2019 14:50
6 stycznia 2019 15:44

Odpowiem Pani, a przy okazji skomentuję tekst Gospodarza.

Księża o własne utrzymanie nie boją się, przynajmniej nie swojej przeważającej masie. Jeśli już się ktoś boi, to proboszcz i to też nie z tego powodu, że nie będzie miał, co włożyć do garnka tylko jak utrzyma kościół, ponieważ taca idzie na kościół, nie na księży. Boi się bo i biskup i wikarzy i ludzie, powiedzą, że jest niedorajda, bo mężczyzna musi i dom wybudować i drzewo zasadzić itd...
Taca idzie na kościół i na potrzeby diecezji. Na księży idą stypendia mszalne i iura stolae (czyli do co ludzie dają na mszę, ślub oraz na pogrzeb), przy czym potrąca się też im koszta utrzymania plebani. Poza tym księżą też są opodatkowani na różne dzieła charytatywne. Muszą opłacić utrzymanie seminarium i księży emerytów.

Kościół w Polsce naprawdę w co najmniej 2/3 a według mnie w 3/4 utrzymuje się z datków wiernych. I myślę, że tutaj ich trafia - znaczy się wszystkich przeciwników Pana Boga i Jego Kościoła. Nic nie mają, bo zabraliśmy im ziemię i majątki a jeszcze dychają. To dlatego chcą zniszczyć autorytet Kościoła. Dla wrogów jest to uderzenie w bazę materialną. Rozumują tak. Odbierzemy duchowieństwu autorytet, to ludzie przestaną dawać i ci czarni wreszcie zdechną. Proszę pamiętać, że Kościół nie utrzymuje zwykłych budynków. Często są to zabytki. Plus dzieła, dzieła i jeszcze raz różnego rodzaju instytucje użyteczności publicznej. 

Problemem, który zasadniczo według mnie tłamsi księży nie jest troska o własne utrzymanie. Wbrew pozorom czy ozorom to nie jest problem większości księży. Gdyby się coś pogorszyło, może na początku trochę popłaczą, polamentują a potem się zawezmą i będą robić swoje. Myślę, że problemem księży jest to, że większość żyje w postawie usprawiedliwiania swojej obecności i w związku z tym ciągle aspiruje do uznania ich przez popkulturę. A to jest fatalne! Jednak parę wieków czarnej legendy i obrabiana pleców Kościołowi robi swoje. Tym bardziej że duchowni nie spadają z nieba. Pochodzą z rodzin i środowisk, które są już przeniknięte popkulturą i tą wieczną podejrzliwością w stosunku do "kleru". Sześć lat seminarim a teraz siedem, tego nie przemieli. Nie ma sił. Seminarium może coś zapoczątkować i dać trwały rozpęd. Nic więcej.

Duchowni po prostu muszą przestać usprawiedliwiać swoje istnienie a zacząć mówić: "Mamy coś, co nie ma nikt inny. Tylko my możemy wam to dać. Chcecie? To przyjdźcie do nas." Przekładając na język popkultury trzeba by było powiedzieć tak:

My jesteśmy i przetrwamy! Musicie się z tym pogodzić. Nie podoba się wam? To spadajcie na drzewo. Pamiętajcie tylko, że jabłka należą do nas!

To łatwo się pisze ale trudno się przyjmuje i zachowuje taką mentalność.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 15:52

Czy ja wiem. Z tymi niebezpieczeństwami. Jest faktem, że obecnie niektóre seminaria (za sprawą co bardziej postępowych biskupów) zalecały czytanie "studentom" Gazety Wyborczej. Ale teraz ta gazetka pada:)))

Ale z drugiej strony, jeśli chodzi o praktyczne podejście do "ekonomii", to są ciekawe przykłady pewnej "logiki dziejów" w KK. 
Na przykład budowa Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Licheniu.
Podobno w latach 1921-1924 - pobyt i uzdrowienie alumna Stefana Wyszyńskiego. W latach 1940-1945 kościół św. Doroty ( z obrazem Matki Boskiej Bolesnej - wówczas ukrytym w innym miejscu) był siedzibą "obozu Hitlerjugend", który zabawiał się strzelaniem do krucyfiksu.

W 1949 kościół św. Doroty obejmują marianie. W 1967 kustoszem sanktuarium zostaje ks. Eugeniusz Makulski (MIC) a Prymas Stefan Wyszyński koronuje obraz Matki Boskiej Licheńskiej.

W 1994 kustosz ks. Eugeniusz Makulski rozpoczyna budowę największej bazyliki w Europie i jednego z największych kościołów KK na świecie - w samym  środku niczego. Nieopodal kopalnie węgla brunatnego i bogate górnictwo. W 2004 poświęcenie świątyni pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Licheńskiej. Zaledwie 10 lat budowy bardzo dużej i trudnej konstrukcji budowlanej. Co prawda urodę nowej świątyni kontestowali wszyscy esteci z wyższych sfer, ale jak dla mnie, to jest "tak brzydkie, że aż ładne". Po prostu widać, że wszyscy rzemieślnicy i artyści chcieli się przyczynić do ozdobienia nowej świątyni a ksiądz nie umiał odmawiać. Bogactwo stylów porażające. Ale obraz bardzo dobrze wyeksponowany.

Ks. Machulski przed śmiercią udzielił obszernego wywiadu, z którego wynikało, że cała ta "robota" nie spotkała się z zachwytem "określonych kół kościelnych". Ale w 10 lat zbudował coś, czego "cały Episkopat wraz z najbogatszym miastem w Polsce" - nie był w stanie zbudować w Wilanowie.

Niewątpliwie nauczanie historii gospodarki w seminariach byłoby pożyteczne, ale zasadniczo rolą księży jest nawracanie pogan, sprawowanie sakramentów i w razie czego- śmierć za Wiarę.

Teraz przeżywają ciężkie chwile z powodu nagonki na KK. Co oznacza, że do seminariów zgłoszą się nieliczni ale najbardziej zdeterminowani i odporni psychicznie. 

Zrozumienie dziejów antykatolickich spisków i roli "wielkich budżetów" przez prostych księży w sytuacji, gdy miejscowi politycy nie ogarniają niczego to  byłby maksymalny optymizm. Ale od czego internet i niezależne wydawnictwa. Wymiana informacji już została zainicjowana i "maszyna ruszyła". Kto będzie czujny, ten dotrze.

PS. Ciekawi mnie czy w seminaryjnych bibliotach są dostępne dzieła Patrona diecezji rzeszowskiej Świętego biskupa Józefa Sebastiana Pelczara? Zmarł niedawno, w roku 1924 r. w Przemyślu.  W roku 1886 zostało wydane dzieło "Życie duchowne czyli doskonałość chrześcijańska" a w roku 1905 ( do 1914 jeszcze dwa wydania) dzieło pt. "Masoneria. Jej początki , organizacja, ceremoniał, zasady i działanie". Napisane przystępnym językiem i dostępne w internecie:))))

http://krolestwonmp.pl/biblioteka/Bp%20Pelczar%20-%20MASONERYA.%20Jej%20istota,%20zasady,%20d%c4%85%c5%bcno%c5%9bci,%20pocz%c4%85tki,%20rozw%c3%b3j,%20organizacya,%20ceremonia%c5%82%20i%20dzia%c5%82anie%20%5bKrak%c3%b3w%201914%5d.pdf

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @mniszysko 6 stycznia 2019 15:44
6 stycznia 2019 15:52

O! TAK!

"Mamy coś, czego nie ma nikt inny. Tylko my możemy wam to dać. Chcecie? To przyjdźcie do nas.""

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @mniszysko 6 stycznia 2019 15:44
6 stycznia 2019 15:59

Bóg zapłać Ojcu.  Mam nadzieję ze jest tak właśnie , bo inaczej ...kto mnie pochowa, gdy przyjdzie czas?

.

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @mniszysko 6 stycznia 2019 15:44
6 stycznia 2019 16:03

Ta postawa usprawiedliwienia mnie irytuje najbardziej. To jest kokieteria w istocie. Jeśli idzie o zabytki - przez tysiąclecia Kościół wynajmował najlepszych, żeby budowali i ozdabiali świątynie, a dziś musi uzgadniać renowację każdego detalu z jakimś sprzedajnym oszustem mieniącym się wojewódzkim konserwatorem zabytków. To jest skandal największy moim zdaniem.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @pink-panther 6 stycznia 2019 15:52
6 stycznia 2019 16:04

Coś jutro napiszę o wydawnictwach

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski 6 stycznia 2019 16:03
6 stycznia 2019 16:09

" Ta postawa usprawiedliwienia mnie irytuje najbardziej "

To jest chyba to co niestety wielu ludzi w Polsce dotyczy, nie tylko duchownych, czyli szukanie akceptacji.

zaloguj się by móc komentować


krzysztof-laskowski @mniszysko 6 stycznia 2019 15:44
6 stycznia 2019 16:35

Przewielebny Ojcze, absolutna słuszność z Ojca wypowiedzi wypływa. Tylko pojawia się pytanie, dlaczego księża nie mają wystarczającej siły duchowej, by takie rzeczy głosić przeciwko szerzycielom kultury popularnej. Otóż łask nie otrzymują z niebios. I do tego poziomu reformatorzy świadomie doprowadzili stan duchowny. A skoro rzecz dotyczy większości księży w zasadzie na całym świecie, nie można mówić o procesie spontanicznym, tylko dogłębnie przemyślanym.

My jesteśmy i przetrwamy! Musicie się z tym pogodzić. Nie podoba się wam? To spadajcie na drzewo. Pamiętajcie tylko, że jabłka należą do nas! - przekaz taki jest według obecnie rozpowszechnionych standardów nieekumeniczny. Jeśli rzecz jasna ekumenizm rozumiemy jako akceptację wszystkiego oprócz tego, czego Kościół nauczał do połowy dwudziestego wieku, a nie jako wezwanie kierowane do niekatolików, by wstąpili do kościelnej ekumeny i przyjęli to, co Kościół do wierzenia podaje. W tym drugim ujęciu przekaz powyższy jest stuprocentowo ekumeniczny, tylko że stoi w sprzeczności z ideą wciągnięcia wszystkich ludzi do Trzeciej Świątyni Jerozolimskiej.

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @Grzeralts 6 stycznia 2019 15:52
6 stycznia 2019 16:42

Daj Boże,  żeby każdy kapłan miał takie przekonanie!

zaloguj się by móc komentować

qwerty @Kuldahrus 6 stycznia 2019 12:41
6 stycznia 2019 17:48

kilka elementów w tym z socjotechniki także widać; że bratanie się z wszystkimi środowiskami jest celem i sposobem dotarcia do tych środowisk, że prawdy oczywiste są dla wszystkich zrozumiałe, że przykład ma być tożsamy z tłem, że lepiej nie antagonizować, że każdy kiedyś dojrzeje i zrozumie, że  ..., itd., itp. - to manowce i prosta droga do zatracenia, no i zapodziane kryterium Tak znaczy Tak a NIE znaczy NIE, a jak się nie podoba to po prostu won; w ubiegłym roku w kościele przed Mszą św. jakas nawiedzona [ok. 20 lat] latała i wrzeszczała, wszyscy potulnie głowy spuszczone, podszedłem do tej dziewczyny i cichuto jej powidziałem, że jak nie wyjdzie w spokoju z koscioła to za chwile bedzie miala złamaną rekę, a jak ja wyprowadzę to sama już dalej nie pójdzie o własnych siłach; nawet 15 sekund nie potrzebowała na samodzielną i cichutką ewakuację, ludzie zachowują się jak niewolnicy, nawet po leżącą na posadzce rękawiczkę sąsiada sie nie schylą aby mu ja podać

zaloguj się by móc komentować

qwerty @krzysztof-laskowski 6 stycznia 2019 16:35
6 stycznia 2019 17:51

i pojawia sie pytanie: dlaczego wierni nie mają wystarczającej siły duchowej, by ....; a wierni to już poza Kościołem a kapłani to jak automaty: wrzuć monetę - nie działa -to telefon do serwisu?

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 18:09

Księża i wiedza o historii. Ważny temat i chyba trudny w naszych czasach. Bo absolutnie księża powinni znać historię i realnie ją oceniać, bo to na pewno pomoże im w bardziej świadomym dziele ewangelizacji a tym bardziej codziennej pracy w parafii. I bronieniu Wspólnoty przed różnymi atakami.

Tylko pytanie kto ich tej historii nauczy (skąd kadry) i w związku z tym jaka to będzie wiedza. Zgadzam się z kilkoma komentującymi wyżej oraz z Ojcem Wincentym. Stulecia czarnego PR i popkultura za którą stoi Zły zrobiły swoje. A księża nie rodzą się w zakonach, tylko w normalnych domach. 6 lat w seminarium to nie jest wiele, przypuszczam, że w zgromadzeniach zakonnych (szczególnie klauzolowych) wygląda to znacznie lepiej, przynajmniej jest większa szansa na długie i owocne "wychowanie" świadomości kolejnych pokoleń. Ale i tak ciężko jakkolwiek porównać siłę dzisiejszej organizacji zakonnej czy tym bardziej parafialnej do czasów, kiedy choćby zakony były potęgami.

Postawię ryzykowną tezę, że dzisiaj kapłanom jest dużo trudniej niż 300-500 lat temu, mimo że nie grozi im już szafot ani tortury. I gdyby choćby taki wykład prof. Kucharczyka "Propaganda antykatolicka na przestrzeni wieków" był obowiązkowy w seminarium (odpowiednio rozwinięty i powtarzany), to już byłoby dużo.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @qwerty 6 stycznia 2019 17:51
6 stycznia 2019 18:53

Skoro wiara jest powszechnie rozumiana jako uczucie, to nie można mówić o grzechu. No i w puste miejsce wchodzą automaty.

zaloguj się by móc komentować

jaguar @Krzysztof5 6 stycznia 2019 11:52
6 stycznia 2019 21:37

Obawiam się, że diagnoza o. Bocheńskiego jest prawdziwa, a dzisiaj jest jeszcze gorzej.

Bardzo dziękuję za jej przypomnienie.

zaloguj się by móc komentować

JK @mniszysko 6 stycznia 2019 15:44
6 stycznia 2019 22:10

Nie wiem czy nie gorsze jest to, że świeccy również wymagają od księży, by ci byli uznani przez popkulturę i zachowywali się co najmniej jak gwiazdy popkultury (z lekkim okraszeniem śpiewem gregoriańskim i nieinwazyjną formą "ładnej" modlitwy). I tu się koło zamyka. Bo kto ma wyrwać zarówno świeckich jak i duchownych z tego zaklętego kręgu.

Z drugiej strony jak popatrzeć na doświadczenia misyjne KK to misjonarze musieli jakoś dostosować się do popkultury ewangelizowanych ludów. Przecież jak Jezuici ewangelizowali Chiny to nie mogli powiedzieć jak to ojciec określił "spadajcie na drzewo", bo jeszcze żaden Chińczyk na to drzewo nie wszedł. Musieli ich jakoś zachęcić do wejścia na to drzewo (inkulturacja, podziw dla wiedzy wcale nie teologicznej). Jak ewangelizowali indian Guarani to im przygrywali na instrumentach i nie sądzę by była to tylko muzyka Bacha i Scarlattiego a jeżli już to na poczatek "co ładniejsze kawałki". Pewnie przykłady można by mnożyć.

Inna sprawa to taka, czy nie czas uznać całą Europę - włącznie z Polską - jako obszaru misyjnego.

zaloguj się by móc komentować

beczka @gabriel-maciejewski
6 stycznia 2019 22:14

Tak sobie myślę, że aby wykonać wszystko to co tutaj piszemu, to w Kościele musiałby powstać nowy zakon, którego misją byłoby zajęcie się zabytkami będącymi własnością parafii i ich interpretacją, archeologią, źródłami i ich wykładnią oraz interpretacją. A także pzy papieżu komisja składająca się z zakonników badająca doktryny.

zaloguj się by móc komentować

an24 @mniszysko 6 stycznia 2019 15:44
6 stycznia 2019 23:52

Dla mnie to dramat, że nie ma w seminariach takich przedmiotów jak Historia Powszechna Kościoła czy Historia Kościoła w Polsce. Wskazany też byłaby geopolityka, czyli umiejętność definiowania uczestników rywalizacji wizjami państwa, które definiują ich ojczyznę i wynikającą z tego doktryny politycznej w aspekcie politycznym, gospodarczym i społecznym oraz myślenie kategoriami przestrzeni i konfliktów jakie się toczyły, toczą lub będą toczyć, móc działać skutecznie w realizacji własnej wizji rozwoju cywilizacji do wewnątrz i na zewnątrz, zapewnianiające bezpieczeństwo i podmiotowość własnej ojczyźnie w aspekcie politycznym, gospodarczym i społecznym oraz oddziaływać na innych. 
Zakładam, że proponowane porządki etyczne w róznych cywilizacjach są w zakresie programu. 

Myślę, że to jest gigantyczna pułapka, to co Pan opisał. Nie ma większej władzy, niż władza nad duszami. Na studiach, czyli politylogii uczono nas, że kogo władza - tego religia. I tak to jest we wszystkich kościołach narodowych, do których zaliczam i prawosławie, świecie islamskim i buddyźmie. 

Od Lutra mamy całkowite odchodzenie o podmiotowości, czyli równości człowieka, który jest obrazem Boga. Od budowy Królestwa Bożego, czyli w skrócie pożądku w aspekcie politycznym, gospodarczym i społecznym opartego na nauczaniu Kościoła Katolickiego, gdzie fundamentem jest przykazanie miłości i dekalog.  Najbardziej to wychodziło w Rzeczypospolitej Obojga Narodów i dlatego taka ojczyzna musiała przestać innie. Pamieć o tym miała i ma zostać wymazana. Przecież gdyby nie cywilizacja germańska czy anglosaska, to my ta tych ziemiach zwanych RON, siedzielibyśmy na drzewach - taki mamy przekaz i narrację hegemonów od rewolty firmowanej przez Lutra do współczesności.

O ile marksizm był stosunkowo łatwym przeciwnikiem, czyli budowa człowieka bez duszy a więc gó..a z którym można zrobić wszystko, całkowitego przedmiotu. System ten również niszczył cielesną stronę człowieka, dlatego był stosunkowo wygodnym przeciwnikiem. Wiele trudniejszym, z którym nie poradził sobie świat zachodni od Odry po krąńce Europy jest postmodernizm i ta cała kultura komsumpcyjna, która dopieszcza cielesność człowieka i jej potrzeby, namacalne, widzialne, których można doświadczyć, tu i teraz, piękno ciała, szczęścia cielesnego i doczuć z tym związanych, podporządkowanie temu sfery sacrum, wskazując że zbawienie to jakaś abstrakcja, nieznana i odległa. A piewcy tego, czyli protestanci (nie przeszkadza być lewakiem - sam sobie jesteś nauczycielem - patrz to choćby w wizerunku Obamy), mówią nam - nieważne co rozbisz, i tak będziesz zbawiony, ponieważ Chrystus umarł za ciebie na krzyżu. Niestety tak się składa, że od oświecenia (odbiciem tego jest Konstytucja 3 Maja), gdzie Fryderyk (Prusak) opłacił filozofów francuskich aby szkalowali RON (tak się prowadzi politykę i nie możemy mieć o to pretensji) - protestanci przejmują pełną kontrolę nad przekazem i deprawowaniem dusz. Oczywiście nas papistów nawracają, wskazując, że tylko dzięki ciężkiej pracy w korporacji dla nich  zostaniemy zbawieni a bryluje w tym JKM. 

Pamięć o takim bycie RON, który jednak udolnie strał się podchodzić do nauczania KK, musi zostać wymazana, ponieważ jest to w interesie świata anglosaskiego. I tą całą propagandę mamy w podręcznikach i kulturze masowej serwowanej przez taki Hollywood - jest narzędziem Imperium do dominacji, podporządkowania, dewastacji i rabunku w białych rękawiczkach. 

Księża też w ramach publicznej i obowiązkowej edukacji by zyło nam się lepiej, przechodzą to samą podstawową obróbkę propagandową. Tak samo politycy. Później mamy takie kwiatki, jak tworzą tzw. partie prawicowe o nazwie choćby Prawo i Sprawiedliwość, czyli oparta na dziedzictwie starożytności (prawo najważniejsze i wynikająca z tego zapisanego prawa sprawiedliwość, w myśl oko za oko, ząb za ząb, co zrobiłeś tym ci odpłacą), tak jakby Syn Boży nie narodził się w Betlejemskiej grocie i nie wywórcił tego porządku - przynosząc miłość i miłosierdzie i podmiotowość każdego grzesznika.

Wskazując, co jest najważniejsze - patrz też na błogosławieństwa. A protestanci oczywiście, że najważniejsze jest błogosławieństwo majatkowe, czyli jak bogaty to znaczy że ma opiękę Boga i jemu błogosławi. A jak błogosławi, to on jest podmiot, a ten który na niego pracuje i nie jest bogaty to przedmiot i musi słuchać tego podmiotu. Prawa będzie miał takie, jakie sobie zapisze lub zostaną jemu zapisane. Jak będzie ich przestrzegał to będzie dobry (nie ważne czy wieży w Pana Boga, Trójcę Świętą itd.), jak dobry to i tak pójdzie do nieba, bo przecież to nie stan ducha tylko miejsce odpoczynku dla wszystkich. Skoro tak, to nie ważne jest, że urodził się kobietą a umarł mężczyzną. A Syn Boży narodził się pałacu ziemskim i wyróznił w ten sposób bogaczy - taka przebiegła herezja.  

Posiadając wiedzę prawdziwą, wręcz łopatologiczną (niekiedy nawet szczegółową o słuzbie zdrowia, żywności, szkolnictwie, nowoczesnych technologiach, kredycie oferowanym i jak to było z konkurencją itd.) o tym jak wiele zawdzieczamy kościołowi katolickiemu, jak wiele dobra dawał, daje i będzie dawał w aspekcie politycznym, gospodarczym i społecznym. Mając wiedzę o tym będą mieli księża narzędzia do skutecznej walki z tymi, którzy zamierzają zająć miejsce księży kościoła katolickiego i obrony nas przed tymi herezjami.
Oni wiedzą, że kapłani nigdy nie zgodzą się na powiedzenie ten człowiek to jest podmiot a ten to przedmiot czy nawet zwierze i w nim OBRAZU BOGA nie ma, tylko wygladem przypomina człowieka, to go możecie okraść czy pędzić za miskę do ciężkiej pracy czy zabić. Dlatego wytacza sie najciężce działa w postaci pałki pedofili porównywalne z pałką antysemityzmu wobec nas Polaków. Jeżeli to się dzieje w Polsce, i takie pałki używa, to znaczy że bardzo złe zamiary wobec tych bytów zamieszkałych na tych ziemiach ma zleceniodawca tych narracji, czyli pozbawić ich pasterzy (dać swoich), tych, którzy mogą stanąć w ich obronie i zniweczyć plany (zamienniki nie staną w obronie) co najmniej dewastacyjne.  

Niestyty świat islamu, protestancki, wieżący w bustwo władzy czy pieniądza czy samego siebie (potocznie nazywany ateistyczny), prawosławny, zawierał, zawiera i będzie zawierał sojusze przeciw katolicyzmowi. Także z naszymi starszymi braćmi w wieże. Trzeba mieć tego pełną świadomość. 
Do wygrania tej rywalizacji potrzebna jest też m.in. wiedza i intelekt. Inaczej jak pasterz zaprowadzi swoje owce do wieczności i uchroni przed wilkami. 

zaloguj się by móc komentować

Globalny @gabriel-maciejewski
7 stycznia 2019 02:41

To NIE JEST kolejny gazowniano/tygodnikowy lament nad "klerem", których widziałem już setki. Uderza Pan w kilka istotnych punktów, które "przerobiłem" na własnej skórze i potwierdzam - tak, jest tutaj problem. Dlatego postaram się ustosunkować zarówno do artykułu jak i komentarzy w osobnym tekście. Temat jest dla mnie zbyt istotny, by pozostawić go w ramach samego tylko komentarza.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @JK 6 stycznia 2019 22:10
7 stycznia 2019 06:34

wniosek jest trafny, bo to realny obszar misyjny, w całym spektrum

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @an24 6 stycznia 2019 23:52
7 stycznia 2019 09:34

>>> Dla mnie to dramat, że nie ma w seminariach takich przedmiotów jak Historia Powszechna Kościoła czy Historia Kościoła w Polsce. <<<

Ma Pan złe informacje. Historioa Kościoła czy Powszechnego czy w Polsce jest nauczana. Z tego co wiem, wykłady z historii trwają przez dwa lata, w sumie cztery semestry w wymiarze dwóch godzin tygodniowo. Jest to przedmiot objęty egzaminami. Poza tym z obszernymi kontekstami historycznymi alumni mają do czynienia cały czas np. przy kursie z patrystyki, historii filozofii, podczas studiowania teologii czy przy naukach biblijnych (historia Izraela i państw ościennych).

Problemem nie jest brak historii ale problemem są klucze interpretacyjne, które używa się do objaśniania zdarzeń i tłumaczenia procesów. Jeśli Kołłątaj czy Staszic są postaciami pozytywnymi a w Lutrze próbuje szukać się plusów do mamy zgryz prowadzący do szczękościsku. To samo jest z Oświeceniem. Tutaj jest wyrażając się kolokwialnie pies pogrzebany.

Ale tego nie da się zrobić za pomocą dekretu. To są całe pokolenia wychowane w oświeceniowym kulcie. Z tym Oświeceniem to jest tragedia. Wszelkie ujemne strony Oświecenia tłumaczy się jako wypadek przy pracy a Oświecenie jest z gruntu dobre. Nikt nie widzi Oświecenia jako nowy typ herezji, która wyrwała się konfesyjnych ram. Tego jednak nie da się ot tak przepracować.

zaloguj się by móc komentować

an24 @mniszysko 7 stycznia 2019 09:34
7 stycznia 2019 13:17

Niestety, pytałem się moich księży w parafii, w jednej z najstarszych diecezji w Polsce, nie mieli takich przedmiotów w seminarium, jak Historia Powszechna Kościoła czy Historia Kościoła w RON czy Polsce a już z uwzględnieniem tego wkładu w spekcie politycznym, gospodarczym i społecznym to ... Niestety pojęcie o RON i czym był RON, jest mgliste i ukształtowane na współczesnym przekazie propagandowym, który od grubo ponad 300 lat jest w domenie anglosaskiej. A już powiedzenie, że RON to republikanizm wypełniony personalizmem, to zapiera dech. Mało kto się nad takimi kwestiami zastanawia, mimo, że archiwa kościelne w tych kwestiach są, nie wiedzieć czemu o tym całym dobru nie ma publikacji. Tak pobocznie, tymczasem spotkałem się tylko z jedną publikację książkową i to świecką "Myśl Polityczna I Rzeczypospolitej" autorstwa Włodzimierza Bernackiego, która dorobek tej bogatej myśli skupia w jednej książce a jest to myśl w zdecydowanie przeważającej większości - dzieło księży kościoła katolickiego. Szczeże powiedziawszy, takiego przedmiotu jak Myśl Polityczna I Rzeczypospolitej, nie było, nie ma i prędko nie będzie na rzadnym wydziale Nauk Politycznych w Polsce. Temat tabu. Trzeba samemu do tego dochodzić. Natomiast "Dwa traktaty o rządzie" to jest dopiero zachwyt, jakie to cacko. Ja miałem szczęście, że swego czasu na mojej uczelni był taki przedmiot "Historia Europy Środkowowschodniej XIX i XX wieku" (niestety wczesniejszych nie było ale tu też było liznięcie wstecz) i jeszcze wykładał profesor - Węgier. Jego łzów w oczach jak doszedł do Węgier i Traktatu w Trianon nie zapomnę nigdy.
Może kiedyś doczekamy się publikacji zebranej w oparciu o archiwa kościelne o szkolnictwie, słuzbie zdrowia, ówczesnych nowoczesnych technoilogiach itd. jakie dał bytom i tym ziemiom Kościół Katolicki i księża, zakonnicy (o ludzkości nie wspomnę). Współcześnie mało kto wie, co dał kościół. Niby skąd maja ludzie wiedzieć, młodzi itd., skoro nawet księża wolą opowiadać bzdury o Konstytucji 3 Maja, niż o tym dorobku kościoła na tych ziemiach. W szkole nikt na takie kwestie nie ma głowy. 

Nie potrzeba do tego dekretu, tylko wola. Niestety, mimo że religia jest w szkołach, w takim zakresie, jak to zapisze państwo w postaci podstawy programowej, czyli dbałość o zbawienie dzieci (pokoleń) jest przesunięta z rodziny do państwa (też w taki zakresie jak widzi to aparat biurokratyczny państwa). Więc nie ma co się dziwić, że niestety coraz więcej osób dochodzi do  przekonania iż kapłan (ksiądz) jest zbędny a nawet balast do szczęścia przyziemnego. Taka świadomość i sformatowanie i aby to przełamać potrzebne są sprawdzone środki ewangelizacyjne. Jak chrześcijaństwo wkraczało na te ziemie to niosło nie tylko dobrą nowinę. Dysponowało innymi narzędziami. 
Władza zawsze będzie chciała podporządkować sobie kapłanów i wiernych. Osobiście niezwykle ubolewam, że księża nie mogą uczestniczyć w życiu publicznym w aspekcie politycznym, czyli być posłami, senatorami, ministrami, radnymi. Skoro pastor może a taka JKM jest politycznym i religijnym przywódcą Wspólnoty Brytyjskiej, to tym bardziej nie widzę powodów aby księża kościoła katolickiego byli też przetrzymywani w tej pułapce. 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @an24 7 stycznia 2019 13:17
7 stycznia 2019 15:23

To jest niemożliwe, żeby nie było historii Kościoła. Ktoś wprowadza Pana w błąd. Historia Kościoła jest wpisana w ratio studiorum. Proszę mi podać w którym seminarium nie ma tego przedmiotu? Dziw nad dziwy!

zaloguj się by móc komentować

molier @gabriel-maciejewski
11 stycznia 2019 22:16

nie wiem, czy znajomość historii pomoże na słabość charakteru i brak właściowej formacji duchowej.

Inna rzecz, ze może zainspirować do poszukiwań swojego miejsca w życiu kapłana. 

Tylko, że szeregowy kapłan jest silnie zhierarchizowany i tak naprawdę ma niewielką moc sprawczą, dopóki nie osiągnie jakiejś pozycji w tejże hierarchii. I może taka edukacja w ogóle nie jest potrzebna z punktu widzenia, że się tak wyrażę językiem korporacji,  "celów organizacji"?

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @an24 7 stycznia 2019 13:17
11 stycznia 2019 22:42

łez, a nie "łzów".

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować