Niemcewicz o podróżach morskich. Fragment
Impreza w hotelu Polonia jest jednak dosyć wyczerpująca, do pisania tekstów wrócę więc po powrocie do domu. Na razie zostawiam kolejny fragment Pamiętników Niemcewicza, nie tak drastyczny, jak ten z wczoraj, ale z drugiej strony....zależy jak na to patrzeć.
Towarzystwo nasze dosyć było przyjemne. Składało się ono z pani Maganes czterdziestokilkuletniej niezmiernej tłuściochy: żądza zebrania fortuny przeniosła ją naprzód do St. Domingo i Martyniki, gdzie pracą i przemysłem stała się dość bogatą. Rewolucja jak innych tak i ją zrujnowała, schroniła się do Stanów Zjednoczonych Ameryki, założyła sklep, i za lat kilka ujrzała się dość bogatą, by żyć spokojnie resztę życia i dzieciom zostawić majątek. Ale kto się raz uniesie żądzą pomnożenia fortuny, nie zna ni końca ni miary. Za zebranych kilkanaście tysięcy piastrów kupiła okręt, naładowała go tabaką i przypłynęła do Marsylii. Znowu wybuchła wojna, sprzedała swój okręt Amerykaninowi, który dawne jej obligi na siebie zabrał a razem i okręt i towary, i zniknął. Niezmordowana Francuzka leci znowu do Ameryki, szukać i kupić własności. Zresztą dobra, ludzka kobieta i z przemysłem: teraz naładowała skrzynie sikawkami do enem i tym podobnymi machinkami nowego wynalazku. – Mr Cotty rodem Genewczyk osiadły w: Marsylii, ma lat 24, pięknej postaci, oświecony, dowcipny, grzeczny, oprócz nauki kupieckiej wiele innych nauk posiada. – Mr Rey, młody człowiek z dobrymi skłonnościami, ale jeszcze potrzebujący ukształcenia. – Pan Le Claire dzikszy i surowszy w obejściu, dość jednak przyjemnego towarzystwa. – Kapitan Kuhn, żeglarz amerykański, sprzedawszy okręt w Londynie powraca do domu, biegły w swoim rzemiośle, książka go nudzi i szuka pożytecznej zabawy w robocie ciesielskiej, stolarskiej i robieniu a osobliwie w wiązaniu lin okrętowych, we wszystkim zręczny i pracowity.
Wieczorem tegoż dnia straciliśmy z oczu ostatnią ziemię, to jest Belle-Isle[1]. Zostawiliśmy w St. Nazaire nową fregatę francuską le President, której mimo wszelkich rekwizycji dotąd uzbroić nie mogli.
Nazajutrz wiatr lekki. Dnia 3 ułowiliśmy na wędę rybę ton, po polsku wyzinę; najmniej ważyła 12 funtów, ale bywają do 100 funtów. Jest to ryba beczułkowata, z jedną tylko grzbietową kością, a reszta samo mięso. Wyrazić nie można, co za radość, kiedy węda ciągnie to monstrum, którego łuska uderzona promieniem słonecznym, w pośród kryształów wody lśni najżywszymi kryształami i złotem, i kiedy blisko okrętu uderzona oszczepem drgająca pada na pomost.
Dalej mieliśmy wiatry przeciwne. Dnia 2 września z rana odkryliśmy flotę angielską kupiecką, złożoną z 6 okrętów prócz kilku fregat; płynęły do wysp amerykańskich. Piękny ten widok zatruty był bojaźnią, żeby nas nie zatrzymano, żeby nam nie zabrano majtków; szczęściem minęli nas nie ruszając.
Wiatr choć lekki znowu się dla nas obrócił ku wschodowi, morze łagodne i czas pogodny. Płynęliśmy w nocnym milczeniu pod roziskrzonym niebem. Widok ten, widok rozpiętych żagli, wznoszących się do 70 stóp wysokości, ten pływający zamek, to oddalenie od świata całego, myśl tylko i czucie serca ścigające najdroższych przyjaciół, słodkim i rzewnym napełniały mnie smutkiem. Smutek ten przerwany był ciekawym i niespodziewanym fenomenem. Kula ognista niezmiernej wielkości przelatując powietrze, otarła się prawie o żagiel nasz. Kapitanowie i majtkowie utrzymywali, iż gdyby się była tylko dotknęła żaglu, byłaby zapaliła okręt. Nie wiem, czy wszyscy są tak dobrzy fizycy, jak żeglarze.
Dnia 5 kapitanowi śnili się umarli, pewny więc był, że będzie deszcz; dotąd jednak nie zgadł, gdyż zamiast deszczu jest prawie cisza.
Aż do czternastego posuwaliśmy się z wiatrami miernymi. Odkryliśmy na koniec naprzód wyspę Corvo a potem Flores, obydwie w liczbie dziewięciu wysp Azorskich, należących do Portugalii. Znudzonym podróżą morską kazdy widok ląd jest prawdziwą rozkoszą; imaginacja lubi przenosić się nań, w jednostajnym widoku pienistych i hucznych bałwanów orzeźwia się wyobraźnia żyjącej natury. Powaby te imaginacja moja widziała okiem o mil dwanaście, widząc jedynie skalisty kształt wysp tych, tak jak nam się wystawiały. Terceira i St. Miguel są dwie z dziewięciu wysp, które są najludniejsze i najżyźniejsze. Ludność na wszystkich wynosi do 80.000 dusz. Obfite są w zboże i owoce; wady rządu sprawują, iż nie są ani przez połowę uprawne i zaludnione, jakby być mogły, i rządowi mimo podatków nie przynoszą korzyści oprócz tego, że okręty do i z Brazylii płynące znajdują tam przyjemny odpoczynek i zapasy w żywności. W każdym zdarzeniu myśl moja cofając się do ojczyzny, życzyła nieraz, aby w zagubieniu dzisiejszym narodu polskiego grono poczciwych wygnańców otrzymać mogło jedną z tych wysp, utworzyć na niej osadę, a tak na oddalonym i oblanym dokoła morzem punkcie ziemi ocalić szczątki narodu polskiego, i wydrzeć go zatarciu wieków następnych. Słodkie wysp tych klimat, żyzność ziemi byłyby rękojmią przyszłej pomyślności, szczupłość jej nie wzbudzałaby chciwości podbijaczów, niepodobieństwo nierównych i niezmiernych nie rodziłoby pychy, zazdrości i niezgód między spokojnymi wyspy mieszkańcami. Szkoda, że życzenia te w liczbie snów nocnych zapisać należy.
Dni 15, 16 i 17 były ciągiem niezmiernej burzy, wiatr tęgi wzdymał okropne bałwany wód i miotał okrętem na wszystkie strony; nie zmniejszał nawałnicy ulew obfitego deszczu. Położenie wtenczas żeglujących jest prawdziwie przykre: jeśli wyjdę na pomost okrętu, widok zburzonego morza przeraża okropnie, jeśli się poruszę, bałwan przenoszący wysokość okrętu oblewa mnie całego. Prócz jednego zebrane są wszystkie żagle. Okręt po iskrzących się ogniem falach raz się zanurza w głąb morza, i znów wynosi na wysokie szczyty bałwanów. Widok majtków, kołyszących się na poprzecznych żerdziach okrętu, przeraża trwogą. Gdy znajdę na dół, rzucony miotem okrętu z jednej strony na drugą, ni stać ni siedzieć ani nawet czytać nie mogę. Wszystko się suwa, odrywa i leci jedno na drugie. Izba wystawia obraz powszechnego zamieszania, choć umocowane taczają się stołki, kanapy, kufry, szkatułki, książki, butelki i pomiędzy nimi potłuczeni podróżni. Noc okropniejsza jeszcze: umysł człowieka, w tej porze dnia zawsze słabszy, w niebezpieczeństwie widzi śmiertelną zgubę, – bezsennemu na twardym łożu okropny krzyk kapitana i majtków zdaje się nieraz jakby być momentem rozbicia. Mnie, szczerze powiadam, bardziej rodzaj śmierci jak śmierć sama jest przykrą. Wtenczas stają na myśli drodzy przyjaciele, i żal rozstania się z nimi na zawsze zasmuca, wtenczas pomyślałem sobie nieraz: skąd ja, urodzony w województwie brzeskim, nieprzeznaczony nigdy do morza, tłukę się po nim. Lecz mylę się, znać żem przeznaczony, kiedy się na nim znajduję. Ta myśl uspakaja mnie, utrudzenie duszy i ciała sprowadza sen. – Nazajutrz moi towarzysze nieraz byli zadziwieni, iż kiedy oni przerażeni krzykiem majtków nie mogli zmrużyć oka, jam spał jak nie można lepiej na lądzie.
Była to burza ekwinokcjalna, która rzadko kiedy czuć się daje w sam dzień, kiedy słońce przechodzi tropik, a najczęściej kilku dniami wprzódy, czasem nawet później.
Po wytrzymaniu jej mieliśmy blisko przez 5 dni czasy pogodne i wiatry pomyślne. Wtenczas cała postać rzeczy odmienia się i człek kosztuje, co w żegludze najprzyjemniejsze być może. Sześćdziesiąt mil polskich płynie się w 24 godzinach, bez trzęsienia się i kłócenia z pocztylionami i celnikami u bram. Wśród jednostajności morza oko zastanawia się chciwie nad najmniejszym obcym jemu przedmiotem. Gałązkowate zielsko z żółtymi liśćmi i jagodami, zwane po angielsku Golf Weed, krzew ten bez kruszyny ziemi rozrost swój cały ciągnie z wilgoci morza. Niektórzy mniemają, iż zielsko to rośnie na dnie morskim, odrywa się później i pływa po wierzchu dla dojrzenia jagód. Gdyby to dno zwiedzić można, ile zadziwiających tajemnic natury odkryłby człowiek, ile nieznanych tworów, ile pochłoniętych skarbów, a może i miast przed tysiącem tysiąców lat kwitnących? Wtenczas dopiero dawność świata tego i niezmierne przemiany onego człowiek by poznał? Nie możemy się tego spodziewać, wszystkie sposoby zanurzania się w morzu okazały się próżnymi: robiono dzwony szklane, obszerne dosyć do zawarcia człowieka i dania potrzebnej wielości powietrza do oddychania, ale największa grubość szkła wytrzymać nie może niezmiernej wagi morza, która ciąży na nim i tłucze go. Zielska te żywnością są żółwi morskich i pająków, tak małych czasem jak ziarno grochu. Łapiąc je, ułowiliśmy małe monstrum najobrzydliwsze w naturze, z rogami na pysku i głowie i sześciu skrzelami, które były na kształt łap z pazurami. Monsterko to dziwaczne, ruchające się i żywe, mogło mieć dwa cale długości a jeden szerokości, i jest bardzo płaskie. – Delfiny, po francusku zwane dorades, ustawicznie przewijały się koło okrętu naszego kształtem i blaskiem najżywszych kolorów. Ryba ta między mieszkańcami wody jest tym, czym paw pomiędzy ptactwem, – złoto, szafiry i szmaragdy ogniami swymi w łusce jej igrają. Widzieliśmy je kupami po osiem i dziesięć, albo tuż koło okrętu płynące dla pochwycenia co z niego spadnie, albo też pożerające przylepione do niego ślimaki i muszle; niektóre uganiały się za latającymi rybami. Te uciekając przed nimi, wylatują z morza: kształt ich nadobny, srebrna łuska świecąca się kroplami wody, jak gdyby z niebieskiej gazy, skrzydełka najpiękniejszy sprawiają widok.
Nocy jednej ledwo o ostatnią nie byliśmy przywiedzeni zgubę. Wpośród ciemnoty okręt płynący z Ameryki otarł się prawie o nasze żagle; gdyby się były wzajemnie o siebie uderzyły, obydwa w mgnieniu oka byłyby pochłonięte w bezdennym morzu. Najwięcej atoli robić jest na brzegach, kiedy okręt w czasie gwałtownej burzy nie mogąc się rudlem kierować, pędzony wichrem uderza o skały i o nie się gruchocze. Okręty ginące na szerokim morzu, albo powyższym giną przypadkiem, to jest w nocy wpadając jeden na drugi; albo też gdy raptownie przeciwny wiatr powstanie, i nie masz czasu zebrać żagle, wtenczas okręt przewraca się do góry nogami; lub na koniec przez rozstąpienie się dylców i utworzenie szpary napełnia się wodą i tonie (co nas niezawodnie czekało na zbutwiałym okręcie Stevensona), a wtenczas ludzie małą ratują się łodzią, szczęśliwi jeśli jaki napotkają okręt, który ich ułowi, – inaczej giną z głodu i pragnienia, lub giną znajdując śmierć w morskich bałwanach.
W kilka dni potem ułowiliśmy, dwa delfiny małe, jeden 10 a drugi 6 funtów ważące. Największą tej ryby ozdobą jest łuska, osobliwie gdy delfin kona; wtedy tysiącznymi mieni się kolorami, raz ciemno-błękitna, znowu złota, znów biała z ciemnymi błękitnymi plamami i cętkami. Jest ona częstokroć zjadliwa, gdyż jak mniemają, żywi się na dnie morskim miedzianymi częściami; zawsze więc gdy ją gotują, kładą w wodę kawał srebra, – gdy to srebro czernieje, wtenczas ryby nie jedzą.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/julian-ursyn-niemcewicz-pamietniki-z-lat-1804-1807
[1] Belle-Isle en Mer, wyspa na zachodnich wybrzeżach Francji.
tagi: ameryka morze atlantyk julian ursyn niemcewicz
|
|
gabriel-maciejewski |
| 7 września 2025 07:38 |
Komentarze:
|
|
Matka-Scypiona @gabriel-maciejewski |
| 7 września 2025 08:04 |
Na pewno nie złowili delfinow. Te są pokryte skórą przypominającą w dotyku szkolną gumkę do wycierania ołówków. No i te kolorowe łuski...
Wyzina to chyba bieluga, ale tam nie mogła występować. No i ta kula ognista... Same cuda!
|
|
Henry @gabriel-maciejewski |
| 7 września 2025 08:14 |
Z Niemcewicza byłby przedni blagier, tfu bloger ;-)
|
|
gabriel-maciejewski @Matka-Scypiona 7 września 2025 08:04 |
| 7 września 2025 08:21 |
Kula ognista jest niezła, a te ryby też Bóg jeden wie co to
|
|
gabriel-maciejewski @Henry 7 września 2025 08:14 |
| 7 września 2025 08:23 |
No, ale dlaczego tak mówisz? Nie znał się na systematyce gatunków, ale podróżował przecież. Więc to co widział jest prawdą. Mój dziadek, jak większość ludzi w Polsce nie korzystających z dobrodziejstw edukacji mówił na dzięcioła czarnego - żołna. Bo tak lud prosty ptaka tego nazywł. A prawdziwej żołny chyba raczej nie widział
|
|
OjciecDyrektor @Matka-Scypiona 7 września 2025 08:04 |
| 7 września 2025 08:33 |
Kula ognia to piorun kulisty. Miał farta Niemcewicz.
Sam opis burzy na morzu, a potem 5 dni najprzyjemniejszej żeglugi też wspaniale opisane. Doświadczyłem tego - tzn. tej przyjemnej żeglugi, gdy wiatr wieje dość mocno, ale bez wzburzonych fal. Wtedy łódź pruje jak wodolot. A jeszcze, gdy o wschodzie ałońca człowiek wyjdzie na pokład i sobie tak patrzy na wschód słońca, to jest bajka. A co do burzy, to też klasyka. Nie opusał tylko zarzucania dryf-kotwy. No ale takich szczegółów nie musiał znać. Generalbie sztorm nie jest straszny, gdy stsyek jest w dryfie. Straszny jest wtedy, gdy kapitan koniecznie chce pruć fale i płynie z dość sporą prędkością. Wtedy fale zrywają relingi, liny i ze statku zistają strzępy. Teraz też jest to ryzykowne, pomimo stalowych burt i grodzi przeciwpowodziowych. Jak ststek opada na dno fali i potem nagle wspina się na kolejną, to są takie przeciążanie, że przy pewnej wartości prędkości kadłub statku może się złamać. Q wywrotki przy uderzeniu bocznej fali, to i dziś się zdarzają. Generalnie wtedy to jest błąd kapitana. Ale w czasie sztormu potrafi pojawić się silna boczna fala nagle.
Lubię opisy morskich podróży...:).
|
|
Henry @gabriel-maciejewski 7 września 2025 08:23 |
| 7 września 2025 08:51 |
Byłby przedni bo ciekawie pisze a nie dlatego, że zmyśla ;-)
|
|
Kuldahrus @gabriel-maciejewski 7 września 2025 08:23 |
| 7 września 2025 09:15 |
Nie tylko twój dziadek. Ja znam młode osoby które przeszły całą edukację i mają pod ręką wszystkie dobrodziejstwa internetu, które na krzak - pigwowiec japoński mówiły pigwa bo nigdy prawdziwej pigwy(tego drzewa pigwa pospolita) nie widziały.
|
chlor @gabriel-maciejewski |
| 7 września 2025 10:00 |
Wspaniałe opisy, przypominają się ksiazki "podróżnicze" czytane w dzieciństwie.
|
|
gabriel-maciejewski @Henry 7 września 2025 08:51 |
| 7 września 2025 10:14 |
Niech ci będzie
|
|
gabriel-maciejewski @Kuldahrus 7 września 2025 09:15 |
| 7 września 2025 10:15 |
Rozpoznawanie roślin jest trudne. Ja bym się ich nie czepiał
|
|
gabriel-maciejewski @chlor 7 września 2025 10:00 |
| 7 września 2025 10:16 |
No, on jest niezły
|
Perseidy @gabriel-maciejewski |
| 7 września 2025 10:54 |
Niemcewicz pisze świetnie, pamiętniki czyta się jednym tchem. Jaka szkoda, że nie mogę być na Targach z powodu choroby. Oddelegowałam męża.
Chciałabym panu przekazać taką myśl - mam przeczucie graniczące z pewnością, że tak jak my dzisiaj "odkrywamy" Kubalę, Szelągowskiego, Wojniłłowicza etc. - tak książki wydawane przez Klinikę Języka będą zcennymi znaleziskami dla przyszłych pokoleń. No i ma rację Ojciec Dyrektor, że to świetna inwestycja sama w sobie nie tylko matrerialna.
serdecznie pozdrawiam
|
|
jan-niezbendny @Matka-Scypiona 7 września 2025 08:04 |
| 7 września 2025 11:02 |
zaloguj się by móc komentować
|
|
Matka-Scypiona @jan-niezbendny 7 września 2025 11:02 |
| 7 września 2025 12:06 |
Dzięki. Nie mam o tym wiedzy, podobnie jak Niemcewicz
|
|
Kuldahrus @gabriel-maciejewski 7 września 2025 10:15 |
| 7 września 2025 17:53 |
Trudne jest rozróżnienie jednego gatunku jabłoni od drugiego, ale krzewu od drzewa już nie. Tylko, że tu nie chodziło o rozróżnienie, a o to, że oni byli zaskoczeni, że istnieje coś takiego jak pigwa(mimo że to drzewo jest dla Polski pospolite), bo u nich w domu na ten krzew japoński tak się mówiło.
Dokładnie tak jak napisałeś o tej żołnie: " Bo tak lud prosty ptaka tego nazywł. A prawdziwej żołny chyba raczej nie widział".
|
|
valser @gabriel-maciejewski |
| 7 września 2025 18:00 |
Pytanie za piec punktow - czy umiejetnosc koncentrowania swojej uwagi na rzeczach nieistotnych powinna byc jakos szczegolnie doceniana?
|
|
OjciecDyrektor @valser 7 września 2025 18:00 |
| 7 września 2025 21:17 |
Jak to. Napisał, że Anglicy na morzu rabowali cywilne statki. Inaczej by się tak nie bał na widok angielskiej floty.
No i napisał jak to "uczciwi" byli Amerykanie wobec swoich francuskich przyjaciół.
Dla mnie to rzeczy istotne.
|
|
valser @OjciecDyrektor 7 września 2025 21:17 |
| 7 września 2025 21:29 |
ja sie raczej do komentarzy odnosilem. Dziala to tak - Niemcewicz krecil cos na temat rtybm same niescislosci. Wiec nie dosc, ze odwracasz uwage od zeczy istotnych to jeszcze kwestionujesz to co napisal, bo przeciez jak gadal glupoty na temat stworzen morskich to cala reszta jest podobnie wiarygodna.
|
|
MarekBielany @valser 7 września 2025 21:29 |
| 7 września 2025 22:12 |
W drugiej połowie lat siedemdziesiątych nabyłem Arystotelesa.
Po przedmowie okazało się, że jest pseudo Arystoteles.
To jest śmieszne i komiczne - nieważne ?
W tomie tym było zbyt dużo o gatunkach i konsekwencjach.
P.S.
Nikomahejska ?
|
|
valser @MarekBielany 7 września 2025 22:12 |
| 7 września 2025 22:45 |
Stagiryty bym w to nie mieszal.
|
Paris @gabriel-maciejewski |
| 7 września 2025 23:04 |
Mnie tez swietnie sie czytalo Niemcewicza !!!
Akurat na wyspie Belle-Ile-en-Mer, albo teraz, B-I-sur-Mer bylam pare dobrych lat temu. Moje wspomnienia sa troche rozne od Niemcewicza i wiadomo z jakich powodow. Podroz na wyspe byl w fatalnych dla mnie warunkach, bowiem dosc mocny wiatr napedzal spaliny ze statku na poklad i wlasciwie wszystko bylo przesiakniete tym smrodem. Dostalam potwornego bolu glowy z tego powodu i marzylam tylko, zeby ta podroz jak najszybciej sie skonczyla, ale niestety ona trwala, chyba, cos kolo 2 godzin. Juz myslalam, ze caly dzien i wypad na te, naprawde piekna wyspe jest stracony.
Ale, o dziwo, po doplynieciu i zjedzeniu wspanialego sniadanka - bol przeszedl, jak reka odjal, a caly dzien byl przepieknie sloneczny, cieplutki i bogaty w cudowne krajobrazy.
A polowy dorady sa tam bardzo duze, bo ryba ta jest jedna z tanszych tam ryb i w ogole w calej Francji,... a do tego, relatywnie, dobra, smaczna ryba.
Chociaz tak, pol zartem pol serio, do naszego karpia albo sandacza nie ma wstanu.
|
|
valser @MarekBielany 7 września 2025 22:12 |
| 7 września 2025 23:05 |
Nikomachejska.
|
|
OjciecDyrektor @valser 7 września 2025 21:29 |
| 8 września 2025 04:37 |
To tylko twój wniosek. I nie wiem skąd wzięty. Z Arystotelesa? To, że ktoś zachwycił się rybami nie będąc ichtiologiem nie oznacza, że plecie podobne amatorskie narracje o wszystkim innym. Dla mnie to głupi wniosek
|
|
gabriel-maciejewski @Paris 7 września 2025 23:04 |
| 8 września 2025 06:42 |
Musi Pani zacząć prowadzić bloga i opisywać swoje przygody
|
|
gabriel-maciejewski @OjciecDyrektor 8 września 2025 04:37 |
| 8 września 2025 06:44 |
Nie o to mu chodzi, ale o skręcenie dyskusji na rybę, po to, by unieważnić autentyczność opisu. Co prawda nikt tu takich intencji nie miał, ale metoda jest znana i stosowana często. Sam tego doświadczyłem.
|
|
gabriel-maciejewski @valser 7 września 2025 18:00 |
| 8 września 2025 06:46 |
Często stosuje się ten chwyt w publicznych dyskusjach, żeby załatwić przeciwnika. Tu, jak sądzę, nikt takich intencji nie miał
|
|
gabriel-maciejewski @Kuldahrus 7 września 2025 17:53 |
| 8 września 2025 06:47 |
Okay, zgoda
|
|
gabriel-maciejewski @Perseidy 7 września 2025 10:54 |
| 8 września 2025 06:48 |
Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
|
Paris @gabriel-maciejewski 8 września 2025 06:42 |
| 8 września 2025 07:59 |
Dziekuje, Panie Gabrielu,...
... ale juz za pozno... i czasu mi brakuje !!!
|
|
jan-niezbendny @gabriel-maciejewski 8 września 2025 06:44 |
| 8 września 2025 10:41 |
Nic nie szkodzi (moim skromnym zdaniem), że dyskusja zeszła na rybę, bo jeśli miał to być test zdolności obserwacyjnych Niemcewicza, to ten zdał go doskonale. Podobny opis niezwykłych barw wyciągniętej z wody koryfeny znajdujemy w Encyklopedii Brytyjskiej, w dodatku w haśle "Dolphin (fish)", jako że jedna z nazw tej ryby w języku angielskim jest identyczna jak morskiego ssaka, a w języku francuskim naprawdę nazywa sie ona dorade (coryphène, w odróżnieniu od dorade royale z rodzaju Sparus, czyli naszej dorady). Czyli nic tu pan Julian nie pokręcił nawet z punktu widzenia przewrażliwonego na punkcie terminologii ichtiologa. Nawiasem mówiąc, terminologia zoologiczna też jest historycznie zmienna i obfituje w synonimy oraz niejednoznaczności. Dość powiedzieć, że dla wielkiego Linneusza nasza koryfena była gatunkiem makreli, co zmienili dopiero jego następcy.
Wcześniejszą zdobycz, czyli tuńczyka, również dobrze opisał i nazwał "rybą ton", zgodnie z normą unijną ;). Co prawda podana przezeń alternatywna polska nazwa "wizina" jest trochę konfundująca, bo według słowników odnosi się (jak słusznie zauważyła pani MatkaScypiona) do jesiotra (bieługi), ale niewykluczone, że mogła czasem odnosić się po prostu do każdej wyjątkowo dużej, a prawie pozbawionej ości ryby, niezależnie od gatunku.
Czy to w ogóle jest ważne? No cóż, dla mnie opisy złowionych ryb w relacji z morskiej podróży są co najmniej ciekawe, a potencjalnie ważne. Byłbym na przykłąd wdzieczny, gdyby ktoś pokusił się o zidentyfikowanie tego "monsterka" ze skrzelami przypominającymi łapki. Ktoś może sądzić inaczej, jednak podejrzenie, ze autor coś zmyśla i przekręca w błahej kwestii, może rzutować na ocenę innych jego spostrzeżeń, choćby dotyczyły czegoś innego. Jak zresztą pokazuje powstała tu kontrowersja. A - jak zaznaczyłem na początku - w tym miejscu Niemcewicz dowodzi, że jest bystrym i uważnym obserwatorem.