-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Narodziny polskiej inteligencji

Moje dziecko rozchorowało się w nocy i mieliśmy tu różne sensacje, w związku z tym jestem trochę półprzytomny. Postanowiłem więc, że umieszczę tu dziś fragment najważniejszego rozdziału nowej socjalistycznej Baśni, poświęconego strajkowi szkolnemu. Jak wszyscy pewnie już zauważyli, epoka romantycznych szarż gawędziarskich zakończyła się na naszym blogu definitywnie, jeśli więc ktoś szuka szczerych wzruszeń patriotycznych, powinien się skupić na oglądaniu tureckich seriali. Przepraszam za brutalność tego stwierdzenia, ale wybór jest taki - albo pavulon emocjonalny serwowany przez autorów takich jak Koper, albo rozgryzanie zapisków tych wszystkich oszustów, których tu sobie od dłuższego już czasu omawiamy. Miłe gawędy przesuwamy zaś do segmentu literatury dziecięcej. Zapraszam.

 

Nie raz jeszcze przyjdzie nam przywołać obszerne fragmenty wspomnień Ludwika Krzywickiego. Jednak to co chcę opowiedzieć w tym rozdziale dotyczy absolutnie szczególnej części tych zapisków, części kuriozalnej, zakłamanej, choć wobec absolutnej grozy utrwalonych tam wypadków, boleśnie prawdziwej. Nie mógł bowiem autor – Ludwik Krzywicki, legenda polskiego socjalizmu – kłamać aż tak bezczelnie, by całkowicie ukryć motyw działań i cele jakie stały za opisywanymi wydarzeniami.

Oto wypada nam teraz omówić szczegółowo fragment drugiego tomu wspomnień Krzywickiego, konkretnie zaś rozdział pod tytułem Bojkot szkolny. W rozdziale tym, wyjawiony został, jak przypuszczam, istotny powód dla którego wspomnienia te, wspomnienia człowieka tak zasłużonego dla tego co zwykle nazywano postępem, nie są wznawiane, znajduje się tam prawda po prostu, która w myśl dyrektyw wydanych przez nieznanych nam ludzi, nie powinna nigdy ujrzeć światła dziennego. Przypomnę jeszcze tylko, że redaktorem pism Krzywickiego był Stanisław Stempowski, on także nie zrobił nic by choć w części zatuszować groźną wymowę opisywanych wypadków, tak więc mamy ów zakłamany i pokręcony chronologiczne rozdział podany na talerzu, niczym usmażone truchło jakiegoś głębinowego stwora. Cóż to był ów bojkot szkolny? Najprościej rzec można, że była to prowokacja tajnych organizacji lewicowych, która doprowadziła do tego, że tysiące polskich uczniów opuściło rosyjskie gimnazja rządowe, w proteście przeciwko zakazowi nauki w językupolskim. Opuścili uczniowie te gimnazja, a przez to stali się łatwym łupem dla wszystkich żerujących w środkowej Europie organizacji, tak politycznych, jak gospodarczych i terrorystycznych. Zostali oni także wyjęci jednym zamaszystym ruchem spod wpływu własnych rodzin, biednych, wystraszonych ojców i zdesperowanych matek i stali się zakładnikami gry, która wkrótce zamieniła się w małą rewolucję, potem w wielką wojnę, a następnie, na samym końcu w rewolucję gigantyczną, która unieważniła cały porządek świata. Napisałem, że rozdział skreślony ręką Krzywickiego, poprawiony potem i podrasowany przez Stempowskiego jest pokręcony chronologicznie. Sądzę, że jest to zbieg celowy, który i autor i jego redaktor zastosowali po to, by wyjawiając prawdę nie pozbawić jednocześnie złudzeń tych młodych ludzi, którzy wierzą i wierzyć będą w postęp i socjalizm. To się nie udało, a to z tego względu właśnie, że my tutaj zajmiemy się analizą tych zapisków.

Rzecz najważniejszą Krzywicki napisał w samym środku swojego opisu. Zdradził nam mianowicie, że postawa młodzieży w czasie bojkotu szkolnego, postawa ze wszech miar godna pochwały w sytuacji kiedy młodzież postawiona byłaby wobec okoliczności jasnych, postawa skrajnego lojalizmu wobec grupy, bez oglądania się na to kto akurat grupą kieruje, kształtować się zaczęła w roku 1890, albo w jego najbliższych okolicach. To już jest kłamstwo, bo Krzywicki wiąże ową uczniowską lojalność z powstaniem kółek samokształceniowych, których inicjatorem miał być wypuszczony z twierdzy, działacz socjalistyczny Kazimierz Puchewicz. Gdybyśmy serio traktowali to co się pisze o socjalizmie w podręcznikach do historii, to znaczy, że pierwszą organizacją o charakterze socjalnym czynną w Królestwie Polskim i Cesarstwie Rosyjskim był Proletariat Waryńskiego, nie moglibyśmy nawet wymienić nazwiska tego Puchewicza. Został on bowiem aresztowany za socjalizm w roku 1879 i groziło mu dożywotnie zesłanie na Zachodnią Syberię, sędzia jednak okazał się łagodny i socjalista Puchewicz odsiedział jedynie rok w twierdzy iwangorodzkiej, czyli w znanej nam do dziś twierdzy dęblińskiej. Kara, jak na działacza antypaństwowego dość łagodna, twierdza mieści się nad brzegiem Wisły, powietrze jest tam dobre, wieją przyjemne wiatry, jeśli człowiek ma szczęście i siedzi w pomieszczeniu od strony rzeki, może patrzeć na przepływające łódki i stateczki, a przez to rok więzienia schodzi mu szybko i bezboleśnie. Z Puchewiczem było trochę inaczej, bo w twierdzy zachorował na gruźlicę, a być może był chory już wcześniej, tyle że choroba rozwinęła się w wilgotnym i chłodnym mikroklimacie. Kiedy wyszedł, rozpoczął od nowa swoją działalność rewolucyjną, a także podjął studia prawnicze, na co wyraził zgodę sam ekscelencja gubernator. Na studiach Puchewicz rozpoczął organizację kółek samokształceniowych, a także zetknął się z działaczami postępowymi różnych frakcji, w tym z samym Ludwikiem Krzywickim. Poznał także Ludwika Waryńskiego i wraz z nim zakładał Wielki Proletariat, ale odsunął się na dalszy plan nie chcąc konfrontować swojej silnej osobowości z równie silną osobowością Waryńskiego – ustąpił dla dobra sprawy. To są oczywiście głupstwa, które studenci czytać powinni z rozdziawionymi pyskami, a ja już tłumaczę dlaczego. Oto monsieur Puchewicz założył, zaraz po wystąpieniu z Proletariatu, organizację o nazwie….Solidarność. Ujmując zaś rzecz konkretniej była to Partia Robotnicza Solidarność, której program człowieka współczesnego, mającego w pamięci lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte wieku dwudziestego po prostu zwala z nóg. Podam go w skrócie, żeby nie targać za mocno nerwów czytelników. Oto Solidarność wbrew planom Waryńskiego i jego towarzyszy przeciwstawiała się terrorowi i na pierwszym miejscu stawiała walkę ekonomiczną, walkę z wyzyskiem robotnika przez kapitalistę. Partia wydała w czasie swojego istnienia jedynie program i jedną odezwę datowaną na rok 1883, w odezwie tej można przeczytać, że robotnikom należy się podwyższenie płac, w fabrykach gdzie nie ma kas ubezpieczeniowych koniecznie te kasy założyć (dzięki tej odezwie dowiedzieliśmy się, że robotnicy w czasach dzikiego kapitalizmu byli ubezpieczeni), a przede wszystkim trzeba likwidować lokalne nadużycia właścicieli wobec robotników. Solidarność wzywała do tego, by unikać terroru i zatargów z wojskiem. Działalność partii zakończyła się niesłychanie szybko, jej członkowie zostali aresztowani przy jakimś całkowicie niegroźnym rozlepianiu wspomnianej odezwy na ścianach domów. Wszyscy dostali po trzy lata twierdzy, co wydaje się być niezwykle dziwne, jeśli porównamy to z wyrokiem Puchewicza, który miał dożywotnio zamieszkać na Syberii, a przesiedział się przez rok w Dęblinie, gapiąc się na Wisłę i słuchając jak Dońcy rzępolą na harmoszkach, obsiadłszy plac apelowy w środku cytadeli. Nie myślcie sobie, że w roku 1883 nie aresztowano i samego Puchewicza, oczywiście, że aresztowano, na całe dwa tygodnie. Potem go wypuszczono, a potem znów aresztowano, ale ze względu na zaawansowaną gruźlicę Puchewicz znów wyszedł na wolność i zmarł latem 1884 roku, miał dwadzieścia sześć lat. Od niego i jego następców właśnie wywodzi Krzywicki sławną solidarność uczniowską, która doprowadziła do zwycięstwa ten tak zwany bojkot szkolny, który pozbawił perspektyw tysiączne rzesze młodzieży skazując ją na rolę mięsa armatniego, bydła werbowanego do organizacji terrorystycznych lub czyniąc z niej zapas siły roboczej dla amerykańskiego przemysłu ciężkiego. O wyjazd do Ameryki bowiem, było w owych czasach niezwykłe łatwo, czego Krzywicki nam nie pisze, bo sam był zbyt wysoko postawioną figurą, by się takimi problemami zajmować. On wyjeżdżać nigdzie nie musiał. Wśród następców Puchewicza, którzy zgłaszali się do Krzywickiego po broszury niezbędne do samokształcenia wymienia pan Ludwik dwa nazwiska – ze starszego pokolenia był to Władysław Grabski, późniejszy premier, a z młodszego Tadeusz Kotarbiński.

Przypomnę teraz, że jesteśmy w samym środku rozdziału wspomnień Ludwika Krzywickiego, rozdziału poświęconego bojkotowi szkolnemu, który zaczął się w roku 1905. Przejdźmy teraz na sam jego początek. Tam znajdujemy wyznanie, które czyni nieważnymi wszystkie następujące po sobie nagłe zwroty akcji i zmiany opinii, wolty poglądów i całą ekwilibrystykę słowną jaką ten rozdział zawiera. Krzywicki pisze nam wprost, że bojkot szkolny w Królestwie związany był z wystąpieniem Gapona czyli tak zwaną krwawą niedzielą w Petersburgu, kiedy to wojsko strzelało do nieuzbrojonego tłumu prowadzonego przez ogłupiałego i zmanipulowanego mnicha. Od tego Ludwik Krzywicki zaczyna swoje rozważania na temat strajku szkolnego, po to by następnie trzy razy pochwalić jego organizację i dwa razy zdemaskować przywódców. Po wyjawieniu nam prawdy na samym początku, mamy tam jednak coś jeszcze – mamy wyjaśniony powód istotny dla którego socjaliści w ogóle zdecydowali się ten strajk zorganizować, a następnie przeobrazić go w bojkot.

Pisze nam Krzywicki, że strajk rozpoczął się niejako samoczynnie, a do niego przybył z Petersburga emisariusz od samego Borysa Sawinkowa, Krzywicki nie pamięta dokładnie kto był owym emisariuszem, ale chyba….matka Sawinkowa….Jak na lewicowego myśliciela, ojca socjologii polskiej, te luki w pamięci wydają się trochę dziwne, tym dziwniejsze, że dotyczą wydarzeń szalenie ważkich. Sawinkow przez matkę przekazał Krzywickiemu, że partie polskie, w roku 1905 było ich już trzy – PPS frakcja rewolucyjna, PPS lewica i SDKPiL nie powinny włączać się w wydarzenia, których tłem i początkiem była Gaponada. I one się nie włączały, ale strajk szkolny trwał i rozwijał się samoczynnie. Próbą jego wygaszenia zająć się mieli pospołu towarzysze socjaliści i działacze narodowi. Opis owej klęski, tej maszkary, którą następnie do końca swoich wspomnień będzie pudrował Krzywicki zaczyna się od wydarzenia niezwykłego i od lekceważącego opisu niezwykłego człowieka. Oto 19 lutego czyli 2 marca jak podaje Krzywicki, roku 1905 w gmachu Muzeum Przemysłu i Handlu zorganizowano zebranie, na które przybyło ponad 1000 osób. Krzywicki pisze wręcz, że 1500. Zebranie to było jednym z kilku wydarzeń inicjujących przekształcenie strajku szkolnego w trwały bojkot, a jego organizatorem był Stanisław Lewicki, szlachcic z powiatu łukowskiego. Krzywicki poświęca temu człowiekowi jedną linijkę w swoich wspomnieniach, ale my musimy mu poświęcić nieco więcej miejsca. Zacznijmy jednak od cytatu jaki pozostawił nam pan Ludwik, bo jest on bardzo znamienny.

I oto w tej chwili zjawia się człowiek w Warszawie nieznany, obywatel z siedleckiego p. St. lewicki, osobisty znajomy kuratora Szwarca, i wyjednywa u niego zgodę na urządzenie olbrzymiego wiecu rodziców. Szwarc obiecał osobiście przybyć na więc i złożyć oświadczenie w imieniu rządu. Była to istna niespodzianka!…

Lewicki nie był człowiekiem w Warszawie nieznanym, a wiec, który zorganizował nie był żadną niespodzianką. Krzywicki jedynie próbuje wmówić nam, że Lewicki był prowokatorem powiązanym z rosyjskim ministerstwem oświaty i warszawskim kuratorium. Sam zresztą potem te, wyglądające na mimowolne rewelacje, dezawuuje. Wyjaśnijmy kim był Stanisław Lewicki. Otóż był to działacz katolicki, który od roku 1902 pisał do cara petycje za petycją o umożliwienie w Polsce nauki religii po polsku. Działania te zakończyły się sukcesem, a sam Lewicki został nagrodzony przez papieża Leona XIII orderem pro Ecclesia et Pontifice. To musiało bardzo zaniepokoić socjalistów, szczególnie tych zaangażowanych w świecką edukację społeczeństwa polskiego, a więc ideowych i duchowych spadkobierców gruźlika Puchewicza oraz całą warszawską ochranę, która stała za wszystkimi wystąpieniami socjalistycznymi, czy to polskimi czy to żydowskimi. Lewicki przybył do Warszawy, by przedstawić plan dalszych działań dotyczących reformy polskiego szkolnictwa i spotkał się tu z przyjęciem skrajnie wrogim. Biorąc za podstawę pokrętny opis Krzywickiego stwierdzić możemy, że środowiska postępowe najpierw próbowały ukraść mu sukces, a kiedy okazało się to niemożliwe po prostu wyraziły milczącą zgodę na działania licznych w zebranym tłumie prowokatorów.

Ważnym elementem narracji Krzywickiego jest też wzmianka o udziale w wiecu członków warszawskiej palestry, w tym adwokatów Kijeńskiego i Pepłowskiego, zaangażowanych w procesy Proletariatczyków, hrabiego Ronikiera, a potem także Eligiusza Niewiadomskiego, którego Kijeński bronił z urzędu.

Popatrzmy jak Krzywicki opisuje wypadki rozgrywające się na wiecu zorganizowanym przez Lewickiego.

Przed wiecem odbyło się zgromadzenie tych, którzy interesowali się bliżej sprawą strajku i mieli wiecem kierować. Było to zdaje się na ówczesnej ulicy Nowowiejskiej, dzisiejszej Poznańskiej, w niewielkim pokoiku, bodaj na drugim piętrze w podwórzu, w mieszkaniu Jadwigi Jahołkowskiej. Z obecnych pamiętam: Lewickiego, Niemojewskiego Andrzeja, Małżonków Bukowińskich i Sujkowskich, Kruszewskiego, Kalinowskiego, Ostachiewicza, Moszczeńską, Dzierżanowską, Radlińską. Był bodaj obecny również adwokat Kijeński(…) Zajęto się sprawą urządzania wiecu. A więc rozdzielono role – przede wszystkim co i kto ma mówić. Na mnie przypadło drugie miejsce w kolejności przemówień. Miałem mówić o tym, jak szkoła rosyjska nie wywiązuje się i nie może się wywiązywać ze swoich obowiązków pedagogicznych, spełniając rolę w życiu społeczeństwa polskiego swego rodzaju cyrkułu policyjnego. Po mnie miał przemawiać Niemojewski, który zastrzegł sobie prawo wyłączne powiedzenia, iż językiem szkolnym ma być język polski.

Zanim przejdziemy do dalszych wyimków z tekstu zatrzymajmy się nad postacią Andrzeja Niemojewskiego, który zastrzegł sobie prawo do wygłoszenia na wiecu kluczowej i najbardziej drażliwej kwestii. Zwróćmy także uwagę na to, że Krzywicki ani razu nie podaje jakie zdanie w kwestii strajku miała osoba najważniejsza, człowiek, który „załatwił” w Petersburgu możliwość nauczania religii w języku polskim – Stanisław Lewicki. Przejdźmy jednak do Andrzeja Niemojewskiego, który podobnie jak charyzmatyczny gruźlik Puchewicz przesiedział kilka miesięcy w twierdzy. Niemojewski był socjalistą, należał do PPS, a do tego był antyklerykałem, tak więc prócz jednego Lewickiego, na wiecu gdzie zgromadziło się 1500 osób domagających się jakichś działań w sprawie strajkujących dzieci, byli wyłącznie socjaliści i to ci najwyższej próby. Krzywicki reprezentował socjalizm naukowy, a Niemojewski socjalizm mistyczny. Był on bowiem autorem prac literackich i popularyzatorskich, w których dowodził, że chrześcijaństwo ma charakter astralny, sam Jezus nigdy nie istniał, a ukrzyżowanie to po prostu symbol wyrażający gwiazdozbiór Oriona otoczony przez Plejady – płaczące kobiety: Marię i Marię Magdalenę. Ten właśnie człowiek zastrzegł sobie prawo do wypowiedzenia kluczowej kwestii na wiecu, gdzie obecny był carski kurator i, jak nam to opisał Krzywicki, półtora tysiąca ludzi, głównie rozhisteryzowanych kobiet, matek uczniów, którzy z nieznanych przyczyn porzucili szkołę w imię solidarności grupowej, inspirowanej zza grobu przez śp. Puchewicza i jakieś nieznane nikomu bliżej osoby.

Dodam jeszcze, że kiedy Niemojewski obraził się na socjalistów, tuż po rewolucji roku 1905 stał się aktywnym działaczem narodowym i zajadłym antysemitą.

Popatrzmy teraz jakimi słowami opisuje Krzywicki to co działo się w czasie wiecu, popatrzmy i zapamiętajmy te słowa, bo są one znamienne i znajdują zastosowanie w każdej kryzysowej sytuacji, w której uczestniczy tłum. Dodać należy jeszcze, że wiec, który poprowadzić mieli bohaterowie niniejszego rozdziału był imprezą biletowaną, a po wejściówki zgłaszały się wielkie tłumy ludzi, z których większość została odprawiona z kwitkiem.

Wiec rozpoczął się wśród zdenerwowania. Otworzył go ks. Światopełk- Mirski, przewodniczył St. Lewicki, pierwszy zabrał głos i wyjaśnił zebranym cel zebrania. Po nim przemawiałem ja około kwadransa, ale co mówiłem już nie zdołałem zanotować następnego dnia.(…) Już wtedy podczas swego przemówienia zrozumiałem, że więc wymyka nam się z rąk. Jeszcze później, w okresie wieców rewolucyjnych w końcu 1905 roku doszedłem do przekonania, że w ogóle wykazaliśmy wielką niesprawność w urządzeniu wiecu szkolnego, z zarazem zupełną nieumiejętność w trzymaniu tłumu na wodzy.(…) Przeważały kobiety, kobiety młodsze. Gdy podczas przemówienia swego ogarniałem w krótkich chwilach odpoczynku dla piersi tę zwartą masę głów ludzkich, to oglądałem w twarzach wyraz największego podniecenia – panie w niecierpliwości i zdenerwowaniu miętosiły swe chusteczki i nawet, jak się okazało później, darły je na kawałki. Wybuch nastąpił podczas przemówienia Andrzeja Niemojewskiego. Niemojewski umiał dobywać efektów silnych. Rozpoczął swoje przemówienie słowami: „Chcemy w Polsce szkoły polskiej” - i na tym skończył. Ryk kompletny, nieczłonkowany, silny namiętnością, jeszcze silniejszy poczuciem długich krzywd dziecka i krzywd całego społeczeństwa, był jedyną odpowiedzią. Niemojewski skończył swe krótkie przemówienie, a potem – potem już nie kierowaliśmy wiecem. Wchodził na mównicę kto chciał i mówił co chciał.

Kiedy już tłum był całkowicie owładnięty emocjami na więc przybył kurator Szwarc, który wykpił się kilkoma ogólnikami i odjechał pozostawiając całą tę masę ludzi w poczuciu emocjonalnego niespełnienia.

Zapanowała na razie konsternacja. Przemawiają różni mówcy: w pamięci między innymi wypływają mi nazwiska: adw. Kijeńskiego. Zaczynają wyładowywać się głosy, które już nie o krzywdach mówią, nie o uczuciach podeptanych społeczeństwa polskiego, ale usiłują wyzyskać podniecenie i narzucić się na wodzirejów – między innymi na mównicy ukazuje się Aleksander Zawadzki, znany powszechnie pod nazwą Ojca Prokopa, urodzony demagog. W końcu pojawia się powtórnie zasłużony stary Pepłowski. Wychowany w łożysku innych poglądów i czynów nie orientował się całkowicie w sytuacji.(…) Przede wszystkim wyolbrzymiał doniosłość wypadków petersburskich, jak to czyniło bardzo wielu spośród starszej inteligencji warszawskiej. Zdziwiło mnie w ogóle jego małe wyrobienie polityczne, gdy chodzi o nadchodzącą falę wypadków.

Kijeński i Pepłowski to dwaj najważniejsi warszawscy adwokaci, z tekstu Krzywickiego wynika, że nie oni, choć wymienieni wśród mówców, chcieli przejąć kontrolę nad wiecem. Pepłowski, niezorientowany w sytuacji politycznej zdecydował nagle, że strajk szkolny ma być prowadzony ad infinitum, co Krzywicki zinterpretował następująco:

Supeł został rozcięty – położono kres dalszemu szerzeniu się bagna. Czyn młodzieży otrzymał sankcję ze strony starszego pokolenia. Ale wraz z uchwaleniem bojkotu wysunęły się na plan pierwszy inne troski. Trzeba było szukać środków na stypendia, umożliwiające młodzieży ósmej klasy wyjazd na studia za granicę, myśleć o pomocy dla względnie drogiego szkolnictwa polskiego, ażeby umożliwić biednym kształcenie się. Rozpoczyna się praca organizacyjna w tym kierunku.

Za chwilę przejdziemy do opisów najbardziej kuriozalnych, trzeba jednak wcześniej koniecznie zacytować przypis znajdujący się na samym początku rozdziału Wspomnień zatytułowanego Bojkot szkolny. Oto on:

Tekst wg Stempowskiego. Z oryginału Krzywickiego zachowały się tylko trzy kartki, zawierające fragment od słów” „Zrozumieli to zebrani” na str. 380 do słów „należały do przeszłości” na str. 381.

Teraz już możemy iść dalej przekonani, że cała opisana tu historia jest autorskim dziełem Stanisława Stempowskiego.

Wyrażona przez Pepłowskiego, a właściwie przezeń narzucona uchwała wiecu, zamykała uczniom z zakładów państwowych drogę na studia, pozostawali oni poza systemem edukacji rosyjskiej i jedynym wyjściem był dla nich wyjazd za granicę, gdzie nie mieli, poza nielicznymi zamożnymi studentami, żadnych szans na utrzymanie. Stypendia, które rzekomo zbierano zaspokajały małą garstkę i były rozdzielane według zasad, których Krzywicki i Stempowski nie omawiają. Bojkot trwał nieprzerwanie do roku 1909 i dopiero wtedy młodzież przekonała się, że nie ma już żadnej szansy na powrót do państwowych zakładów edukacyjnych. W ciekawy sposób na owo opuszczenie szkół zareagowali Rosjanie. Oto zrezygnowano całkowicie z egzaminów wstępnych, zezwolono na palenie papierosów w szkołach, a egzaminy organizowano i zdawano „na ura”. Ciekawy był także społeczny wydźwięk bojkotu. Okazało się, że w wyniku strajku mury szkół opuściła elita, w dodatku elita patriotyczna, która szukała miejsca w prywatnych szkołach polskich, zwykle za drogich na możliwości finansowe rodziców uczniów biorących udział w bojkocie. Chłopcy ci zostali, na przełomie lat 1908/9 właściwie bez perspektyw. Ich miejsce w szkołach zajęli uczniowie ze sfer, które wcześniej ani myślały o edukacji, synowie praczek, stróżów, dzieci woźniców i poganiaczy bydła pędzonego do miast na rzeź. Chłopcy ci, z chwilą kiedy awansowali w hierarchii społecznej, z chwilą kiedy włożyli mundurek szkolny stali się najzacieklejszymi wrogami uczniów biorących udział w bojkocie. Stali się pretorianami systemu albo narybkiem rewolucji, ale nie rewolucji narodowej, bo ta została wykorzystana do wyczyszczenia szkół z patriotycznego elementu. Stali się narybkiem rewolucji proletariackiej.

Teraz przystąpmy do właściwego, demaskatorskiego opisu przywódców bojkotu szkolnego, który na karty Wspomnień wpełza niczym jadowity wąż. Krzywicki i Stempowski zdają się nie zauważać tego dziwnego dysonansu, kiedy po entuzjazmie dotyczącym wystąpienia Pepłowskiego, po opisach zbiórek i solidarności uczniowskiej, po zachwytach nad dojrzałością społeczeństwa polskiego, trochę co prawda rozhisteryzowanego, ale jednak zbornego, piszą:

Istniało wtedy w Warszawie kółko młodzieży szkolnej socjaldemokratycznej, zebrane z różnych szkół. Byli tam ludzie, którzy skończyli już uniwersytet, a jednocześnie dzieciaki po trzynaście – piętnaście lat. Kółko się nazywało socjaldemokratyczne, ale z widnokręgami socjaldemokratycznymi nie miało wiele wspólnego, tak dalece, że gdy partia socjaldemokratyczna z pobudek, o których tu pomówimy, była przeciwko bojkotowi szkolnemu, kółko socjaldemokratyczne właśnie ten bojkot stworzyło. Właściwie było to kółko młodych głodomorów nerwowych, którzy szukali silnego dreszczu nerwowego. Szukali go wbrew wszelkim przykazaniom partyjnym! Pod maską socjaldemokracji byli tam przyszli socjalbandyci, przyszli karierowicze, a w razie czego przyszłe wydekoltowane i wytynkowane damy, gdyby nie wiek dość podeszły, nie pozwalający im na tynki i dekolty w tej dalekiej przyszłości. W tej przyszłości wielu przedstawicieli tego kółka wykaże, że, jak dalece chodziło tam o dreszcz nerwowy, nie zaś o przekonania socjaldemokratyczne. Że chodziło o dreszcz nerwowy – za dowód może posłużyć skład tego kółka: właściwych Polaków było bodaj tylu lub mniej nawet, ilu było wyraźnych z poglądów swoich i sympatyj litwaków. Organizatorem był przybłęda, który miał mieć żywot awanturniczy w Polsce. Z Rosjanina stał się Polakiem, z prawosławnego – ewangelikiem i katolikiem, z kandydata na ministra – człowiekiem, który zanadto czerpał z kasy powierzonych mu instytucji, bez rachunku i ładu, a z męża zaufania Ministerstwa Spraw Zagranicznych stał się pijaczyną, którego z rynsztoka wynosiła policja i odprowadzała do cyrkułu.

Tutaj musimy zrobić pauzę, żeby nas ten rozogniony koń nie poniósł. Przed chwilą jeszcze byliśmy przekonani, że strajk szkolny zyskał sankcję starszego pokolenia, które reprezentował adwokat Pepłowski, a teraz dowiadujemy się, że istniało jakieś kółko, które z samej tylko chęci przeżycia dreszczu nerwowego rozkręciło machinę strajku i wciągnęło w nią kilka pokoleń polskich uczniów. Darmo próbowalibyśmy się dowiedzieć co rozumie Krzywicki i co rozumie Stempowski pod hasłem dreszcz nerwowy. Chodzi mu zapewne o frajdę płynącą z manipulowania tłumami, które niczego nie rozumieją, wespół z wesołymi i mało pruderyjnymi damami. No, ale jak to było możliwe wobec opisanej dwie strony wcześniej dojrzałości i zborności społeczeństwa polskiego, które zbierało pieniądze na stypendia dla biednych uczniów klas ósmych? Poznajmy lepiej nazwiska członków tego tajemniczego kółka socjaldemokratów, którzy rządzili Warszawą mimo gubernatora, mimo kuratora, mimo władz partyjnych socjaldemokracji. O jaką socjaldemokrację może Krzywickiemu chodzić? Tego nie wyjaśnia, podobnie jak nie zdradza kim był ów tajemniczy osobnik, którego opisał na końcu słowami tak straszliwymi. Przejdźmy teraz do nazwisk:

Skład tego kółka , o ile kogoś nie opuszczono był następujący: Włodzimierz Wakar, Wołkowyska ( primo voto Wakarowa, secundo voto – Baryczyna), W. Radecki, uczeń gimnazjum IV, Rudomino – uczeń Szkoły Kupców m. st. Warszawy, Henryk Pozner, Łazowert Salomon (później działacz sowiecki na Białej Rusi), Bloch ze szkoły Rontalera, dwie litwaczki siostry Drexlerówny, Bronisław Karst, Korjański Ludwik, Honigwill adwokat, Żydówka Maria Makowska z drugiego gimnazjum żydowskiego, Janina Landen.

To wszystko są nazwiska całkowicie czytelnikowi nieznane i przyjąć trzeba, że Krzywicki myli się lub celowo wprowadza nas w błąd obarczają całą winą za bojkot szkolny, którym się przecież potrafił zachwycić, te dziwne osoby. Trafiamy w końcu jednak na miejsce w jego opisie, które coś niecoś wyjaśnia. Oto ono:

Zebrania kółka odbywały się w latach 1903 – 1904 u Janiny Landenówny na ul. Kopernika 4, która była członkinią zarządu w Związku Nauczycielskim Żydowskim, gdzieś w dzielnicy żydowskiej, bodaj na ulicy Karmelickiej. Na zebrania przybywali delegaci od zarządu partii socjaldemokratycznej. Był to zazwyczaj Radwański, z rzadka Dzierżyński. Pośrednikiem pomiędzy kółkiem, a kółkami Żydów rosyjskich był niejaki Suryc czy Saryc. Skład świadczy, iż była to młodzież, dla której sprawa szkoły polskiej nie była zasadniczą, a jeżeli kółko włożyło w nią tyle inicjatywy, to dlatego, że przedstawiała się okazja do silnych wrażeń.

Najstraszniejsze zostawiłem na koniec

W pierwszej chwili chodziło tu o strajk powszechny jedynie dla zadokumentowania rewolucyjności. Bojkot szkoły rosyjskiej ukazał się jako hasło zasadnicze dopiero w trakcie przygotowań ostatecznych, gdyż tylko to hasło mogło być zrozumiałe dla ogółu młodzieży polskiej.

Wypada w tym miejscu jeszcze raz przypomnieć to co sam Krzywicki napisał wcześniej – strajk szkolny uzyskał sankcję starszego pokolenia….Czyje wobec tego polecenia wykonywało to starsze pokolenie? Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego?

Teraz ogłoszenia. Mamy już nowy sklep https://basnjakniedzwiedz.pl/ wszystkie nowe książki będą wrzucane tylko tam, ale sklep na coryllus.pl będzie jeszcze przez jakiś czas czynny, żeby wszyscy mieli czas się przyzwyczaić.

Nasze książki dostępne będą w Słupsku, w sklepie Hydro-Gaz przy ul. Słowackiego 46, wejście od ul. Jaracza

Zapraszam do księgarni Przy Agorze, do księgarni Tarabuk w Warszawie, do sklepu FOTO MAG, do antykwariatu Tradovium w Krakowie i do sklepu Gufuś w Bielsku Białej.

Przypominam, że mamy już nowy numer Szkoły nawigatorów, przypominam także o naszym indeksie zawierającym biogramy osób występujących w moich książkach

http://www.natusiewicz.pl/coryllus/



tagi: socjalizm  wojna  strajk szkolny 

gabriel-maciejewski
30 maja 2017 09:18
3     763    1 zaloguj sie by polubić
komentarze:
bolek @gabriel-maciejewski
30 maja 2017 10:27

Co za przypadek. Albo znak?

Jakiś czas temu wygrzebałem takie cudo

Zacząłem nawet czytać ale to wymaga dużego ... wysiłku :)

Z drugiej strony są tam bardzo dobre, moim skromnym zdaniem, ilustracje.

Chyba zrobię drugie podejście...

zaloguj się by móc komentować

Czepiak1966 @gabriel-maciejewski
30 maja 2017 13:44

Wczoraj doszła.

"Socjalizm i śmierć".

Po tej notce mam stany lękowe.

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować