-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Między metaforą a praktyką czyli kokieterie lewicy

Nie często używamy tu metafor, a jeśli już to czynimy to przeważnie dla żartu, żeby podkreślić absurd jakiejś sytuacji. Zdarza się jednak, że metafora zostaje użyta dlatego, że nie ma sposobu, by inaczej opisać jakieś zjawisko lub postawę. Sądzę, że to właściwe i tak należy czynić. Są bowiem ludzie, którzy posługują się metaforami tylko w tym celu, by wywołać wrażenie głębi i szczerości intencji. I są to, jak mniemam, wszyscy jak jeden, zawodowi oszuści. Czy łatwo ich rozpoznać? Moim zdaniem tak, zanim jednak przejdę do omówienia konkretnych przypadków – metafor nie ludzi – chciałbym wskazać gdzie bije źródło uczciwych metafor, z którego czerpać można spokojnie i garściami – o ile ze źródła można czerpać garściami. Są nim gry karciane. Wielu czytelników się w tym momencie uśmiechnie, ale ja – całkowita noga karciana, nie potrafiąca grać w nic poza najprymitywniejszymi grami – doznałem niedawno olśnienia. A dotyczyło ono gier karcianych właśnie. Oto jeden z czytelników zadał sobie trud – na portalu coryllus.pl – by wyjaśnić szeroko i szczegółowo na czym polegała gra w Lombra, której namiętnie oddawał się biskup wileński Kossakowski – zdrajca i sprzedawczyk. Mniejsza o to na czym ona polegała. Ów szczegółowy opis bowiem był tak sugestywny, że od razu zacząłem szukać książki pod tytułem Historia gier karcianych. Z zamiarem jej wydania. Oczywiście nie ma takiej książki i raczej nie będzie, bo byłaby ona jeszcze bardziej demaskatorska niż historia uniwersytetów pisana od strony formatów prawnych, ekonomicznych i politycznych. Nic bowiem w kartach nie jest przypadkowe, nawet jeśli gramy w durnia. Ja sam, w czasie wspomnianego olśnienia, uświadomiłem sobie dokładnie, choć rzecz jest przecież oczywista, że karty służyły do transferowania dużych ilości gotówki. Były narzędziem wpływu politycznego i politycznych matactw, ale to jest tylko powierzchnia zjawiska, bo  na pewno tkwią w nich znaczenia głębsze, których dziś nie rozumiemy, a na pewno nie rozumiem ich ja, bo w nic nie gram i nawet nie próbuję. Zrozumiem jednak kiedy znawcy i gracze powiedzą mi – stary, mówisz o sprawach oczywistych.

Gry karciane to ćwiczenie stałej obecności w trzech przynajmniej systemach logicznych i prawnych. Stałej podkreślam – a więc wymagającej uwagi i mającej swoje konsekwencje. Jest bowiem logika talii, logika gry i logika kantu. Pewnie jest ich więcej, ale poprzestańmy na tych trzech. Są różne rodzaje talii, a każda z nich zawiera inną liczbę kart. Hierarchie są w nich jednak zawsze takie same – as na początku, najniższa – siódemka, albo dwójka – na końcu. I w tym systemie rozwija się kilka podstawowych gier, za którymi nadążają nawet takie bęcwały, jak ja. Są jednak gry, które całkowicie zmieniają logikę talii, choć jej nie unieważniają, po prostu w pewnych sytuacjach w czasie rozgrywki ważniejsza jest logika talii, a w pewnych logika gry. I hierarchie z nimi związane. Dobry gracz musi na to uważać i stale się pilnować. I taką grą jest ta, której z pasją oddawał się biskup Kossakowski zanim go powiesili – L’hombre – pochodząca z Hiszpanii, a polegająca na tym, że jeden gracz toczy walkę przeciwko dwóm pozostałym, korzystając z różnych czarcich zapadek wymyślonych po to, by duże ilości gotówki w złocie przechodziły sprawnie i szybko z rąk do rąk, a także by w czasie tych ruchów można było stanowczo i nieodwołalnie załatwić sprawy dotyczące rozmaitych posług politycznych. W każdej grze, nawet najbardziej niewinnej i pozorującej szlachetność oraz zasady czynna i ważna jest logika kantu. Oczywiście najbardziej widoczne jest to w grach na pieniądze, stanowiących nieodłączną część funkcjonowania lokali z wyszynkiem w dawnych czasach. Logika kantu była tam jednak zwykle prymitywna, a hierarchie które nią zarządzały dało się wyśledzić i wskazać dość łatwo. I do dziś opisy takich gier budzą szczerą wesołość. Dziwi mnie jednak to, że nie ma jeszcze szczegółowych opracowań systemów karcianych połączonych z próbą dostosowania ich do konkretnych sytuacji politycznych. Nie tylko w XVIII wieku, ale i wcześniej. Karty w świecie stechnicyzowanym straciły bardzo na znaczeniu, ale dawniej miały potężny wpływ na rozmaite dziedziny życia. Jestem przekonany, co dla wielu bystrzejszych ode mnie będzie oczywistością, że były częścią lokalnych systemów rozbójniczych utrudniających przemieszczanie się obywateli z miejsca na miejsce. Były także łącznikiem pomiędzy zamkniętymi hierarchiami dworu, zamku lub całego latyfundium, a światem zewnętrznym. Były bronią, podstępną i zagadkową, a także sposobem na odmianę losu. Karciarz był praktykiem i tak pozostało do dziś. W przeciwieństwie do teoretyka-szachisty, musiał on lekko i z wdziękiem obracać się w różnych sytuacjach i reagować natychmiast na zmieniające się okoliczności. Jeśliby tego nie czynił i nie przećwiczył wcześniej setki razy, zginąłby marnie. Także do tego, by przeżyć w środowisku obcym i skrajnie niekorzystnym służyły ćwiczenia karciane. Bo logika wielu gier zaprzecza wręcz logikom talii, ale przecież ich nie unieważnia. Nad tym wszystkim unosi się jeszcze duch umowności, który sprawia, że potężniejszy gracz może zawsze przerwać niekorzystną passę jeśli gra przeciwko komuś, kto ma słabszą pozycję towarzyską. No, ale sprzeciwia mu się duch pychy i fałszywie rozumianego honoru, który każe grać dalej. Karty bowiem to obszar wiecznej kontynuacji i nie można od nich tak po prostu wstać. Dlatego hazard karciany był tak silnie zwalczany przez instytucje rodziny, szczególnie zaś przez ojców, których synowie stale chcieli się odegrać.

Wyobraźmy sobie teraz że metafory to blotki i figury karciane. I sprawdźmy czym gra współczesna lewica. Wczoraj wyciągnęliśmy tu z czeluści Internetu pojęcie smart mob – bystry tłum, czyli taką siódemkę trefl, co do której nie można mieć wątpliwości, że wielokrotnie była w użyciu w czasie pokerowych rozgrywek prowadzonych w brudnych tawernach przez jednookich Jacków i na chybcika przechrzczonych, źle ogolonych Szmulów, udających królewskich bękartów przed naiwnymi studentami wysłanymi z domu – dla nabrania ogłady – gdzieś w daleki świat. Samart mob to element masowej kokieterii, który ma sprawić, że ów bystry tłum, dobrowolnie i bez szemrania będzie oddawał pieniądze i pomysły pośrednikom obiecującym całemu tłumowi i pojedynczym osobom, z różnymi uzdolnieniami, złote góry. W istocie chodzi o przejęcie patentów, pomysłów i rozwiązań, których opracowanie kosztowałoby dużo czasu, pieniędzy i wysiłku. I co w tym złego – zapyta ktoś? A to, że system edukacji dewastowany jest metodycznie i stale, by obniżyć koszty, a potem w całości go zlikwidować, albowiem tych, co potrzeba będzie się wyłuskiwać bezpośrednio z tłumu, oczywiście bystrego. Jeśli zaś system nie będzie zlikwidowany to ulegnie całkowitej ideologizacji, a wiedza praktyczna, albowiem inna nie istnieje, pozyskiwana będzie od zdolnych samouków, którzy przeszli wstępną obróbkę. Ktoś tu ostatnio wspomniał, że Faraday znał tylko cztery podstawowe działania arytmetyczne, a jak sobie pięknie w życiu poradził. XVIII i XIX wieczna Anglia zaś nie była miejscem gdzie dbano i publiczną edukację, prawda? A jednak imperium istniało.

Powstanie więc na naszych oczach logika talii – czyli hierarchia ideologiczna systemu edukacji – czarny jest lepszy niż biały, Kościół to zło, chrześcijanie do gazu, itp., itd. W praktyce będzie jednak rządziła logika gry i doraźnie ustalanych trąmfów. Może i biały jest gorszy, ale jak zna podstawowe działania arytmetyczne, to jest dobry. Niech go ktoś, w największej tajemnicy, nauczy całek.

Trafiłem wczoraj także na pojęcie określające całkiem realny byt ekonomiczny – Beesfound. I to jest określenie wprost wzięte z gry w durnia. A jego wykładania brzmi tak – pszczoła – bee po angielsku – sama jedna, nie może wiele zdziałać. No, ale jeśli połączy swoje wysiłki z innymi pszczołami, może wyprodukować słoik miodu. Ułomność tej metafory bije wprost po oczach, jej naiwność poraża, ale to nikomu nie przeszkadza, najmniej zaś ludziom, którzy wmówili innym, że wespół, w zespół będą te słoiki miodu produkować. Okazało się, że jednak nie. Nie udało się wyprodukować ani słoika z miodem, ani nawet pustego. Udało się jedynie wyprodukować bystry tłum w całości składający się z pojedynczych durniów.

Jest jeszcze pojęcie crowdsourcing, podobne do smart mob, ale wskazujące na to, jak łatwo uciec od odpowiedzialności, zwalając ją na rozochoconą tłuszczę, która, która będzie pracować za darmo, byle tylko zdobyć trochę poklasku.

Na tym tle wyróżnia się zjawisko znane jako flash mob, które budzi wiele zainteresowania. Dokładnie tyle ile w czasach mojej młodości budziły karty z rozebranymi kobietami. Wszyscy chętnie oglądają popisy muzyków, którzy gromadzą się w jednym  miejscu, by grać i śpiewać przed oczami zdumionych przechodniów. Do czego to narzędzie zostanie jednak użyte w przyszłości, kiedy technologia rozwinie się jeszcze bardziej, a system edukacji zostanie jeszcze silniej zideologizowany, nie sposób dziś stwierdzić. No, trochę żartuję, że nie sposób…mamy wszak wyobraźnię, a niektórzy tu są nawet brydżystami.

Jak na te importy zagraniczne, na tę grę w Lombra i Faraona, reagują nasi miejscowi ideolodzy lewicy? Prosto. Była taka gra, której nazwa jest nie do wymówienia w dobrym towarzystwie, dlatego określano ją zwrotem – Chistoryczny Upadek Japonii. I proszę tu niczego nie poprawiać. Wspomniani wyżej ideolodzy lewicy, wszyscy pod wąsem, a niektórzy nawet w okularach, odkurzają stare, choć lekko już zapomniane pojęcie kolektywu. I nim usiłują rozpocząć rozgrywkę z coraz bystrzejszym i bardziej zaangażowanym tłumem, który powoli zaczyna się kiwać w rytm. Logika kantu jest tu oczywiście dobrze widoczna, ale tylko dla kogoś, kto zna zasady gry w Chistoryczny Upadek Japonii. A my znamy. I tego się trzymajmy.

 

Zostawiam Wam jeszcze na osłodę fragment książki Karola Zbyszewskiego Niemcewicz od przodu i tyłu.

Mam jeszcze taką prośbę, którą już kiedyś sformułowałem, o ile pamiętam także na przednówku. Na fejsie mam ponad 2 tysiące znajomych, gdyby połowa z nich, odejmując od tego niepełnoletnich, kupiła jedną książkę za 40 złotych. A mam na myśli tych, co kupują rzadko, albo wcale, ale często czytają bloga, bardzo by mi to pomogło. Jeśli ktoś może podać ten tekst dalej, będę wdzięczny.

A teraz już Niemcewicz

P O L I T Y C Z N A   S T R O N A  R O M A N S U

Patrioci oparli swą politykę na Prusach. W Berlinie mieli posła – kompletnego

matoła, jedynym łącznikiem między Polską, a Fryderykiem

był Lucchesini. Mimo murzyńskiej łatwowierności patrioci podejrzewali

czasem włoskiego słowika: czy tam Prusacy czego nie knują?

Czy nie prowadzą jakichś konszachtów z Wiedniem i Petersburgiem?

Śledzić jednookiego, wydzierać mu jego sekrety i donosić patriotom

– któż do tego był stosowniejszy od Niemcewicza. Zażyły przyjaciel

posła, czego nie dowiedziałby się wprost, nie wywęszyłby sam,

powinien uzyskać od kochanki. Obarczono go misją szpiega poselstwa.

Pełen entuzjazmu dla sprawy narodowej, rad, że może służyć krajowi

nawet tą poślednią częścią ciała, Niemcewicz gorliwie spełniał

swą rolę; w momentach szczytowej rozkoszy wyślizgiwał się z uścisku

i szeptał do Lucchesiniowej:

– A co zawierał ostatni kurier do twego męża?

W Warszawie kucharki szeptały o romansie z posłem inflanckim,

a wszystkowiedzący jednooki nie miałby o nim pojęcia? Ten człowiek

bez żadnej etyki i skrupułów, co dla kariery i pieniędzy zdradziłby

każde państwo, sprzedałby własną matkę, nie wyrzekłby się

dobrego interesu z powodu takiego drobiazgu jak wypożyczenie żony.

Chytry Lucchesini ocenił wartość Niemcewicza jako trąby berlińskiej.

Informował go osobiście, dawał mu ciekawy materiał do gazety,

prosząc czasem w zamian o zamieszczenie wiadomostki w pewnym

duchu...

Rzeczy, na których rozpowszechnieniu specjalnie mu zależało

powierzał pod największym sekretem swej połowicy – pewien, że tą

drogą trafią najniechybniej do patriotów.

Niemcewicz miał zatem mnóstwo świeżych informacji. O jakiejś

porażce Moskali ze Szwedami, propozycjach tureckich, wyskokach rewolucji w Paryżu, skandaliku wiedeńskim – wiedział niezawodnie

pierwszy; o Prusach i ich polityce wiedział też dużo, ale nigdy nic

kompromitującego, nic co by mogło zachwiać jego wiarę w kryształowość

sojusznika.

Prusy śniły o zagarnięciu Gdańska i Torunia; chciały mieć Polskę

słabą i posłuszną. Prusy na zjeździe w Reichenbachu, kongresie

w Szystowie; wszędzie – prowadziły politykę oportunistyczną, bez

oglądania się na dobro Polski; z góry zakładały, że sojusz z Polską póty

istnieje, póki jest dla nich korzystny.

Nie zdawał sobie z tego sprawy Niemcewicz; powszechnie uznany

za speca od Prus, stale działał po ich myśli, rozgłaszał wyłącznie

rzeczy im przychylne, był najbardziej ślepym wyznawcą przymierza.

W miłości zwyciężył kochanek, w polityce bezapelacyjnie mąż-

-rogacz. Niemcewicz jako tuba poselstwa pruskiego był bez zarzutu,

a jako penetrator tajemnic poselstwa do luftu. Zdrada Prus zaskoczyła

go jeszcze bardziej niż innych.

Flirt kościstej Lucchesiniowej z jurnym Niemcewiczem nie wyszedł

zatem Polsce na dobre. Pozostała po nim pamiątka, Maurycy Lucchesini,

jako 18-letni porucznik w siódmym pułku dragonów francuskich

zginął podczas kampanii napoleońskiej w 1808 r. Ani jednej

łzy nie uronił Niemcewicz po tym chłopcu – owocu swej politycznej

działalności. Za niecną zdradę pruską znienawidził Lucchesiniową,

żałował, iż starej megerze dostarczył tyle przyjemności.  

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/niemcewicz-od-przodu-i-tylu-karol-zbyszewski/



tagi: pieniądze  pomysły  lewica  metafora  praktyka  tłum  gry  kokieteria  karty 

gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 08:38
66     1951    15 zaloguj sie by polubić
Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

Komentarze:

Henry @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 09:17

  Szachista kwantowy jest lepszy niż  kanciasty, tfu kanciarz karciany ;-)

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Henry 21 stycznia 2026 09:17
21 stycznia 2026 09:20

Szachista potrzebuje przestrzeni gwarantowane, a karciarz/kanciarz sam sobie taką stwarza

zaloguj się by móc komentować

ahenobarbus @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 09:22

Dygresja co do historii gier karcianych. Był taki filozof analityczny i logik Michael Dummett, on pisał dużo o tarocie raczej w duchu demaskatorskim https://en.wikipedia.org/wiki/Michael_Dummett

Nie wydaje mi się żeby było cokolwiek wydane po polsku o kartach a on napisał tego całkiem sporo.

To znaczy nie wiem tego na pewno czy demaskatorskim, bo mam tylko jego inną książkę po polsku, ale myślę że jednak tak, bo jak wielu filozofów z kręgu Wittgensteina był konwertytą na katolicyzm.

 

zaloguj się by móc komentować

PanTehu @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 09:26

Podobno jak US przyczepi się do nowo wybudowanego domu przez bezrobotnego inwestora to może on zeznać,że wygrał w karty lub uprawiał nierząd...ot taka sobie furtka:)

 

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @PanTehu 21 stycznia 2026 09:26
21 stycznia 2026 09:29

Podobno...a kto to weryfikował?

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @ahenobarbus 21 stycznia 2026 09:22
21 stycznia 2026 09:30

Na allegro są tylko Logiczne podstawy metafizyki

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 09:35

Na YT są podcasty takich żonglerów karcianych. Tssują karty, rozkładają, proponują wybrać jedną, zapamiętać i schować do talii. Potem znowu tasują talię. W pewnym miejscu przerywają tasowanie, wyciągają hedną kartę i mówią "To ta". I zawsze trafiają.

A zatem są też niezawodne systemy TASOWANIA, MIESZANIA kart, które gwarantują, że zawszw wyciągnie się tę właściwą kartę. I czy to nie przypomina wyborów parlamentarnych? Nie przypomina zmiany koalicji politycznych? Zmian wewnątrzpartyjnych?

W tym pozornym chaosie wszystko działa precyzjnie i dokładnie, jak w zegarku. A ludzie myślą, że to oni wybierają, że to oni decydują.

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 09:35

To ja pozwolę sobie na przekierowanie do jednego z pierwszych moich tekstów.

https://betacool.szkolanawigatorow.pl/biznes-plan-pana-premiera-oswieceniowe-las-vegas

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @OjciecDyrektor 21 stycznia 2026 09:35
21 stycznia 2026 09:36

Nie o to chodzi. Numer z tasowaniem, to i ja znałem w dzieciństwie

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @PanTehu 21 stycznia 2026 09:26
21 stycznia 2026 09:37

To niech Pan spŕobuje. Ciekawe czy sąd Panu uwierzy...:). Piskorski swego czasu gadał, że wygrał w karty. I co? Siedzieć nie siedział, ale zniknął jak kamfora, a taki był perspektywiczny polityk.

zaloguj się by móc komentować


ahenobarbus @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2026 09:30
21 stycznia 2026 09:37

tę właśnie mam :)

Teraz nie pamiętam czy we wstępnie do tej książki czy może gdzieś indziej była wzmianka o jego zainteresowaniu grami karcianymi.

On chyba twierdził że tarot powstał z dwóch różnych gier (jedna chyba była pochodzenia arabksiego).

Ale z notki na wiki wynika że jednak duch demaskatorski :

Analiza historycznych źródeł dokonana przez Dummetta sugerowała, że wróżbiarstwo i interpretacje okultystyczne były nieznane przed XVIII wiekiem. Przez większą część swojej udokumentowanej historii, pisał, karty tarota były używane do gry w popularną grę w bitki (wzięcia), która do dziś cieszy się popularnością w wielu częściach Europy. Dummett wykazał, że w połowie XVIII wieku nastąpił znaczący rozwój gry w tarota, obejmujący m.in. unowocześnioną talię z francuskimi znakami kolorów oraz pozbawioną średniowiecznych alegorii, które interesują okultystów.

 

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2026 09:36
21 stycznia 2026 09:38

Ale tam pokazywali takie numery, że i Ty byś strzelił karpika...:). W końcu tasowanie to logika kantu.

zaloguj się by móc komentować

Pioter @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 09:38

Mam takie coś - umowa z ksiąg grodzkich Halicza z 1500 roku:

Zwany starożytnym akt, sporządzony na zamku halickim w piątek po święcie św. Franciszka Wyznawcy, najbliższym, roku Pańskiego 1598, dnia 9 września.

Przed urzędem i aktami niniejszymi grodzkimi halickimi osobiście stawili się szlachetni: Łukasz Drozdowski z Płocensis, Jakub Skrzelecki z Bełzensis, Samuel Turobojski z Rauensis, z okręgów i województw, zdrowi na umyśle i ciele, dobrowolnie, swobodnie i bez przymusu, wyraźnymi słowy odstępując od wszelkich swoich ziem, województw, okręgów i jurysdykcji własnych i im przysługujących, a poddając się w tym zakresie niniejszej jurysdykcji grodzkiej halickiej co do tego aktu, wraz ze swymi dobrami i sukcesorami, przyznali i każdy z nich osobno uznał stosownie do swego interesu.

Z wzajemnej zgody i przyjacielskiej ugody wyżej wymienionych uznających, ustanowili oni postanowienie wieczyste, stałe i nigdy nieodwołalne, mając przed oczyma owo stare powiedzenie: „Po szkodzie Polak mądry”, aby zapobiec temu, co im się niemal niedorzeczne wydaje, by nie spotkało któregoś z nich jakieś zło i z niego niemała szkoda; postanowienie to ma być zawsze zachowywane i na wieki przestrzegane.

A mianowicie w tym, że skoro gra w karty i kości pomiędzy ludźmi wszelkiego stanu wszędzie bardzo się rozpowszechniła, aby to zgoła najgorsze występne zajęcie nie pociągnęło któregoś z nich, zabezpieczyli się między sobą następującą ostrożnością.

Jeśli któremuś z nich zdarzy się w jakikolwiek dzień, także świąteczny, grać z kimkolwiek z rodzaju ludzkiego i zostanie na tym wykroczeniu przyłapany oraz na miejscu odnotowany, popadnie w karę dwunastu groszy, które winien zapłacić temu, kto go przyłapie; ponadto cała pozostała gotówka i sprzęty (paraphernalia) przy tej grze ujawnione ulegną konfiskacie i zostaną przeznaczone na użytek wspólny.

Z tym jednak warunkiem, że jeżeli w tych okolicznościach stawka nie przekroczy ani nie będzie niższa od dziesięciu groszy, a innych pieniędzy nie będzie, wówczas wolno będzie tych dziesięciu groszy używać i czerpać z nich wszelki pożytek, byle uczciwie.

Jeśli zaś któryś z uznających okaże się w tym względzie oporny, jeden lub dwóch pozostałych natychmiast, bez apelacji, wyda wyrok. A jeśli tylko jeden pozostanie wolny od tego występku, dobierze sobie współsędziego spośród towarzyszy; jeśli zaś wszyscy dopuszczą się wykroczenia, kto ich oskarży o grzech?

zaloguj się by móc komentować

PanTehu @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2026 09:29
21 stycznia 2026 09:38

Hm... kilkanaście lat temu kolega mojego przyjaciela tak się tłumaczył. Raczej skutecznie. A któryś tam " poseł" też dużo wygrał w kasynie. 

zaloguj się by móc komentować

PanTehu @OjciecDyrektor 21 stycznia 2026 09:37
21 stycznia 2026 09:40

Może to w dużej mierze zależeć od tego OD KOGO WYGRAŁ;)

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 09:43

A to fragment tekstu, który linkowałem w kolejnym artykule. Niestety link już nie działa, więc zostało tylko to co cytaowałem:

„Innym, sławnym na całą Europę, szulerem był Michał Walicki. Pisze o nim Przemysław Słowiński:

Urodził się w 1746 roku niedaleko Mińska w ubogiej rodzinie zaściankowego szlachcica. Wcześnie stracił ojca a za wykształcenie Michała płacił wuj nijaki Buczyński. Tenże Buczyński chyba go zbytnio nie rozpieszczał, bo wiele lat później krążyły po Warszawie opowiadania jak to młody Walicki, zawsze głodny siadał z kolegami do kart, by wygrać od jednego obiad, od drugiego zaś podwieczorek. Zapewne już wtedy zaczął zgłębiać tajemnice szulerki, bo w kilka lat później, zabrany w podróż po Europie przez zamożnego protektora Stanisława Sołtyka (za wikipedią: dał inicjatywę stworzenia Towarzystwa Przyjaciół Nauk, w 1802 należał (wraz z Tadeuszem Czackim) do inicjatorów założenia Towarzystwa Handlowego, celem eksportu zboża przez Morze Czarne), wyratował go w Neapolu z rąk bandy szulerów, ogrywając ich do suchej nitki.

W drugiej połowie wieku pojawił się w Paryżu, gdzie ów Sołtyk przedstawił go księciu Orleanu – Ludwikowi Filipowi Józefowi, który wprowadził Walickiego na królewski dwór. Dwór zaś – jak wiadomo – grał, nic więc dziwnego, że na Walickim szybko się tam poznano. Ciągnął banki królowej i Marii Antoninie, siadał do faraona z książętami i najzamożniejszymi panami Francji. Ujmujący i nienaganny, prezentował sztukę szulerską najwyższej klasy. Jak pisze kronikarz tamtych czasów, Henryk Rzewuski: „Nigdy o nic się nie sprzeczał, wątpliwe wypadki w grze zawsze przeciwko sobie nawiązywał, kredytu nikomu nie odmawiał, nikomu się nie naprzykrzał się o zapłacie (……) należności.”

Pewnego dnia złupił doszczętnie swego protektora diuka Orleanu, który widząc tak wspaniały szulerski talent, zaproponował Walickiemu spółkę. Książę finansował grę i naganiał, ofiary, młodych głupich „jeleni” z najbogatszych rodzin arystokratycznych, Michał zaś tyko grał. I to jak grał! Doprowadził niemalże do ruiny hrabiego d’. Artois, przyszłego króla Karola X. Cale worki złota wędrowały do skarbca obu oszustów. Nie tylko zresztą przy kartach siał popłoch polski szuler. Rozpowszechnioną wówczas w Europie angielską modą bilard był obok kart jego drugą namiętnością. Rękę miał i tu niezawodną, a uderzenie mistrzowskie. Jak podaje Rzewuski: „jednym sztosem partię zaczynał i kończył, najnieprawdopodobniejsze do trafienia zapędzał w luzy o zakład.”

Wiedząc jednak, że nadmiar szczęścia bywa złowrogi – gdyż nie tylko genialnym szulerem był pan Michał, ale i bardzo roztropnym człowiekiem – zamienił w końcu Sekwanę na Tamizę. Zrobił to jeszcze zanim krwawa dziejowa zawierucha zwana Rewolucją Francuską położyła za pomocą wynalazku pana Guillotine’a kres wszelkim szulerstwom na wersalskim dworze, a diuk Orleanu pod nazwiskiem Filip Egalite wstąpił na szafot. Na angielskim dworze królewskim robił Walicki to samo, co we Francji. Grał. I oszukiwał oczywiście w sposób niedościgniony dla tamtejszych mistrzów Grali również – i to grubo – na różnicach cen złota, kamieni szlachetnych i dzieł sztuki, pomnażając spekulacją swój i tak już niemały majątek. W Londynie przyjaźnił się z Janem Śniadeckim, Julianem Ursynem Niemcewiczem i Tomaszem Kajetanem Węgierskim. Nawiasem mówiąc – o czym nie wspominają podręczniki literatury – Tomasz Kajetan, wybitny [może niekoniecznie wybitny - w każdym bądź razie to od niego zacząłem rekonesans, którego efektem jest niniejszy post] polski poeta, był również nie mniej wybitnym szulerem.

W końcu 1787 roku, syt już triumfów, wrażeń, bogactw i zaszczytów powrócił do kraju. Polska magnateria przyjęła go gładko do swego grona, a Henryk Rzewuski tak o nim pisał: „Z wszystkich graczy mi znanych, tylko Walicki nie miał w sobie coś takiego, co by zdradzało szulera z profesji. On jeden i tonem i obyczajami między nimi byt zawsze panem. Była w nim jakaś powaga oznaczająca człowieka przywykłego do wysokiego towarzystwa a ta pomimowolnie budziła dla niego coś podobnego do uszanowania.” W I789 roku został pan Michał kawalerem orderu Świętego Stanisława a rok później uhonorowano go Orderem Orła Białego.

W końcowych latach życia osiedlił się w Wilnie, gdzie kupił dom na Bakszcie, w którym zupełnie odsunął się od świata. Jednakże drzwi jego domu dla większości zamknięte, stały zawsze otworem dla potrzebujących wsparcia: ubogich studentów i uczniów, początkujących malarzy i poetów. Zapisy i darowizny dokonane przez Walickiego na rzecz Uniwersytetu Wileńskiego przekroczyły bajońską sumę dwóch milionów złotych. Jego portret wisiał na honorowym miejscu w uniwersyteckiej auli pośród podobizn innych ludzi, którzy zasłużyli sobie na miana dobroczyńców uczelni. Hojne dary szły dla słynnego Liceum Krzemienieckiego, które ukończył sam Juliusz Słowacki. Ogromne kwoty zasilały kasę uczonych, szukających u niego materialnego wsparcia dla swych prac i planów. Niewielu można było znaleźć w tamtych czasach, którzy tak oddanie i z sercem wspierali polską naukę i kulturę. Zmarł w roku 1828, pozostawiając po sobie wspomnienie człowieka, który umiał darów fortuny dobrze a pożytecznie używać.

 

Pytania: Dlaczego Targowiczanie przegrywali w karty? Czy polscy jakobini byli bankierami w grze? Kto wyznaczał bankierów do gry w faraona na najgrubszych stołach? 

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @OjciecDyrektor 21 stycznia 2026 09:38
21 stycznia 2026 09:45

No rzeczywiście, ale poważni gracze nie popisują się tasowaniem

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @PanTehu 21 stycznia 2026 09:40
21 stycznia 2026 09:45

Nie. To zależy od zajmowanego miejsca w hierarchii. Nawet kobietom trudno jest udowodnić, że z nierządu czerpią zyski. Bo muszą wtedy to UPRAWDOPODOBNIĆ. Ato nie jest tak łatwo. Żadna instytucja nie uwierzy na zwykłe oświadczenie. 

W kasynach legitymują ludzi. A więc prowadzą księgi obecności.

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2026 09:45
21 stycznia 2026 09:46

No wiemy to. Ale to oznacza tylko tyle, że poważni gracze znają jeszcze bardziej zadziwiające metody tasowania...:)

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Pioter 21 stycznia 2026 09:38
21 stycznia 2026 09:47

Niezłe, ciekawe czy tego przestrzegali. Obstawiam, że nie, a było im to potrzebne do mącenia w głowach jakimś prostaczkom

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @PanTehu 21 stycznia 2026 09:38
21 stycznia 2026 09:47

A Wałęsa notorycznie wygrywał w totolotka

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @OjciecDyrektor 21 stycznia 2026 09:37
21 stycznia 2026 09:48

Pokazuje się na targach książki pod zamkiem, już dwa razy z rzędu go widziałem

zaloguj się by móc komentować

Pioter @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2026 09:47
21 stycznia 2026 09:50

Artykuł omawiący tę umowę (w 1894) twierdzi, że to tylko rodzaj satyry na ówczesne warunki. W to akurat wątpię, bo wpisanie czegokolwiek do ksiąg miejskich było płatne i wcale nie tanie. Dlatego wpisywano głównie testamenty. Z drugiej strony to co było wpisane od razu miało status prawa lokalnego, obowiązującego podpisanych i ich spadkobierców. Tam był chyba jakiś grubszy przewał skryty pod tymi kartami.

zaloguj się by móc komentować

PanTehu @OjciecDyrektor 21 stycznia 2026 09:45
21 stycznia 2026 09:51

UPRAWDOPODOBNIENIE? 

"Ot moje zdjęcie z prezesem SN. Wystarczy, czy mam pokazać inne?"

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool 21 stycznia 2026 09:43
21 stycznia 2026 09:53

Geniusz. Z jakiej to książki? Był jeszcze Chadzkiewicz, o którym Bolecki napisał niemożliwie nudną książkę

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @Pioter 21 stycznia 2026 09:50
21 stycznia 2026 09:54

Jakaś podmianka moim zdaniem

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @OjciecDyrektor 21 stycznia 2026 09:37
21 stycznia 2026 09:55

Nie on wygrał w kasynie, w ruletkę. Tak mówił.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 10:01

Anna Jambor - przebojowa kobieta z okresu międzywojennego - pięknie opisała jak odbywało się dawanie łapówek generałom i innym osobom decyzyjnym w sparwie dawania zezwoleń na wywóz broni. Pomagały w tym regularnie organizowane u niej w domu sesje brydżowe na zlecenie jej szefów.

Co prawda Pamiętniki Anny Jambor są fikcją literacją, ale autor musiła znać doskonale stosunkie panujące w warszawkim establiszmencie ministerialno-wojskowo-przemysłowym.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @ewa-rembikowska 21 stycznia 2026 10:01
21 stycznia 2026 10:03

Pani mi to kiedyś przysłała, a ja nie znalazłem czasu, żeby do tego zajrzeć. Bardzo źle zrobiłem

zaloguj się by móc komentować

Zyszko @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 10:09

Kiedyś miałem taką książęczkę o polskich karciarzach w historii ,O kartach, karciarzach, grach poczciwych i grach szulerskich." Niestety komuś pożyczyłem i nie wróciła. Całkiem fajna, z tego co pamiętam - niezbyt długa, ale opisuje kilku ciekawych ludzi, zwłaszcza z XVIII wieku.

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Zyszko 21 stycznia 2026 10:09
21 stycznia 2026 10:10

Jest na allegro, całkiem spora. W przyszyłym tygodniu sobie kupię

zaloguj się by móc komentować

Tytus @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 10:33

ważna jest logika kantu. Oczywiście najbardziej widoczne jest to w grach na pieniądze, stanowiących nieodłączną część funkcjonowania lokali z wyszynkiem w dawnych czasach. Logika kantu była tam jednak zwykle prymitywna, a hierarchie które nią zarządzały dało się wyśledzić i wskazać dość łatwo.

Bankier faraona, dentysta, rewolwerowiec, gruźlik i ostatecznie konwertyta na katolicyzm czyli Doc Holliday.  Pojawił się w Tombstone, gdy znaleziono tam srebro. Kolega Wyatta Earpa i daleki kuzyn autorki Przemineło z wiatrem. Ten tytuł może być bardzo trywianą metaforą do bankructwa graczy, zwłaszcza nieznanych właścicielom saloonów i szeryfom w jednej osobie.

A Doc Holliday dobrze obstawił przed śmiercią. 

Tak skojarzyłem, bo akurat jestem po oglądnięciu westernu z 1971 "Doc".

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Tytus 21 stycznia 2026 10:33
21 stycznia 2026 10:40

On i inni zjawiali się w takich miejscach, albowiem droga jaką złoto pokonać musiało ze strumienia do stolika nie przekraczała nigdy jednej mili, a przez to zysk z wygranej - po przewiezieniu złota o 600 mil rósł nieprawdopodobnie

zaloguj się by móc komentować


wuwu @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 10:49

Podają, że gry karciane pojawiły się i rozpowszechniły się w Europie nagle, w latach 70. czternastego wieku: https://www.wopc.co.uk/the-history-of-playing-cards/early-history-of-playing-cards

I od razu były zarówno popularne jak i zwalczane, jak jakiś narkotyk.

zaloguj się by móc komentować



Drzazga @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 11:43

Z tych dwóch tekstów wyłania się dość prosty obraz, choć ubrany w metafory. Jeśli mówić o „wielkim skoku lewicy”, to warto doprecyzować, czym on naprawdę jest. To nie jest atak ani budowa nowego świata. To jest operacja porządkowa po przegranej.

Dotychczasowy zarządca powołał syndyk, który wchodzi wtedy, gdy jakiś porządek przestaje działać. Jego zadaniem nie jest rozwój, tylko zebranie tego, co zostało: pomysłów, kompetencji, energii społecznej, pieniędzy. I zrobienie tego jak najmniejszym kosztem.

Lewica w tej sytuacji pełni rolę narzędzia. Dostarcza języka, metafor i emocji: „kolektyw”, „bystry tłum”, „współtworzenie”, „oddolność”. Dzięki temu odpowiedzialność rozmywa się, edukację można rozebrać na części, a zdolnych ludzi wyławiać z chaosu bez budowania systemu. To nie jest emancypacja, tylko zarządzanie upadłością.

Dlatego „skok lewicy” polega nie na przejęciu władzy, lecz na opanowaniu chaosu na czas likwidacji starego porządku. A skoro pojawia się syndyk, to znaczy, że gdzie indziej zaczyna się już inna gra prowadzona przez tych, którzy nie operują metaforą, tylko ciągłością i realnymi strukturami. Kto tego nie widzi, ten  jak w kartach bierze udział w rozgrywce, nie wiedząc, kto naprawdę rozdaje.

Czy jutro pojawi się tekst - kto wejdzie po syndyku? 

Świetnie to Pan rozegrał.

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 11:45

Barry Lyndon (1975) — Barry and the Chevalier cheat Lord Ludd at cards

 

Trzeba się będzie znów z Barrym Lyndonem przeprosić... a to znaczy nie tylko obejrzeć, ale w końcu przeczytać

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @OjciecDyrektor 21 stycznia 2026 09:45
21 stycznia 2026 12:02

Ale restrykcje wprowadzono po precedensie Piskorskiego. Przedtem był radosny czas salonów gier, które wszystkie jak jeden były pralniami dla kasy pozyskiwanej z nielegalnych obrotów (głównie kontrabandy przepuszczanej przez zblatowanych celników i nie mniej zblatowanych inspektorów ze skarbówki). No i kombinacji z rolowaniem faktur przy rozliczeniach (nadpłatach)  podatku VAT (tzw. handlu powietrzem).

Wracając o gier karcianych.. Byłem kiedys swiadkiem aranzowanych rozgrywek w pokera. Tzn. publika uważała, że gra jest serio, a tylko parę osób wtajemniczonych wiedziało, że to tzw. ustawka. Otóż bardzo juz dawno temu byłem  w delegacji, aby skontrolować jeden z cyrków (działało wówczas - rok 1982 - osiem cyrków w ramach przedsiebiorstwa ZPR (Zjednoczone Przedsiebiorstwa Rozrywkowe). Gwoli ścisłości ZPR-y stanowiły konglomerat bodajże sześciu zakładów, a w tym Zakład Widowisk Cyrkowych z owymi ośmioma ansamblami. W moim krótkim epizodzie pracy w owych ZPR-ach delegacja opiewała na wyjazd do Przemyśla, gdzie dawał przedstawienia jeden z tych cyrków. No, a w ramach ekipy byli zonglerzy, również karciani. Np o ono dali "po godzinach" pracy wlasnie taki spektakl.  W finale rozgrywki na stoliku leżała pula znacznie przekraczająca  milion złotych , czyli jakieś kilkadziesiąt moich ówczesnych pensji. Jeden z uczestników rozgrywki ją wygrał. Ja, że od drugiego roku studiów praaktykowałem rozgrywki w pokera, zorientowałem sie, ze to nie jest serio. W grze przy takich stawkach zaden z graczy nie tasuje i nie rozkłada talii kart. Mówiąc ściślej może dotykać tylko tych kart, które mu zadysponuje krupier, nie uczestniczący w grze (krupier jest albo na procencie od puli, albo za umówioną stawkę  np. od godziny albo za całość. Przykładowo jest zakontraktowany na 12-to godzinną sesję).  A w cyrkowej rozgrywce iluzjoniści jeden przez drugiego popisywali się, co potrafia zrobić z kartami. Nawey nie chciało mi sie wnikaać co to były za talie kart do gry, gdzie i jak spreparowane. 

W poważnej rozgrywce talie talie są kupowane tuż przed grą "na mieście" metodą na chybił trafił. 

itd., itp.

Drugi przypadek był podobny, tyle że  nie z cyrkowcami, ale z prawdziwymi profesjonalistami od gry w pokera.  A pokazówka odbyła się w klubie "Hades" za moich czasów studenckich w dawnej SGPiS (obecnie SGH).

W moim przekonaniu każdy dobry szuler musiał praktykować u jakiegos żonglera-cyrkowca. Oczywiście, nie wykluczam talentów-samorodków, ale raczej byłyby to wyjątki.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2026 10:03
21 stycznia 2026 12:17

Zwłaszcza trzy ostatnie tomy warto przejrzeć. I zacząć od ostatniego.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Drzazga 21 stycznia 2026 11:43
21 stycznia 2026 12:19

Chyba nie, jutro jadę do Krynicy. Całą moją uwagę to zaprząta

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @grudeq 21 stycznia 2026 11:45
21 stycznia 2026 12:20

Tak, też muszę to zrobić, bo na razie, jak zdarzy mi się coś wypić to tylko sarabandy słucham z tego filmu

zaloguj się by móc komentować


Henry @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 12:35

Ludowe porzekadła używane jako przestroga:

 - Kto gra w karty ma łeb obdarty

- Nie za to ojciec Jasia bił, że w karty grał ale za to że się odgrywał ;-)

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ewa-rembikowska 21 stycznia 2026 09:55
21 stycznia 2026 15:23

Też bym tak mówił, gdybym wygrał w toto. Po wygranej Wałęsy wszystko jest jasne.

zaloguj się by móc komentować

MZ @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 16:03

" Na fejsie mam ponad 2 tysiące znajomych,..."

Widzę,że nie tylko ja ulegam złudzeniom...

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @MZ 21 stycznia 2026 16:03
21 stycznia 2026 16:27

Wie pan złudzenia złudzeniami, ale jak ktoś tu przychodzi codziennie i uważa, że są tu wartościowe rzeczy, a nie ma nawyku kupowania, to może warto mu taką możliwość wskazać, choć raz na rok. Może ruszy go sumienie? Ja pracuję codziennie, żeby to miejsce było atrakcyjne

zaloguj się by móc komentować

pirks @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2026 09:45
21 stycznia 2026 17:00

Każdy, kto widział Wielkiego Szu to wie :)

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
21 stycznia 2026 17:48

Napewno zainteresuje cię film "Lucky You". Moim zdaniem całkiem ciekawie pokazuje to co w swoim tekście napisałeś na temat gry w karty, przy okazji naświetla ogólnie świat hazardu. W dodatku potrafi zainteresować, jestem kompletnym laikiem jeśli chodzi o pokera, a wciągnąłem się.

Jeszcze po przeczytaniu tekstu drugi film przyszedł mi na myśl - "The Color of Money", mimo że film o bilardzie to paradoksalnie związany z tym co napisałeś.

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

MZ @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2026 16:27
21 stycznia 2026 17:52

Ludzie lubią promocje ,a bardziej "darmochę"...

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Tytus 21 stycznia 2026 10:33
21 stycznia 2026 17:55

Sądzę, że Doc Holliday chyba najlepiej był przedstawiony w filmie "Tombstone".

Val Kilmer odstawił absolutne arcydzieło, ale nie tylko o grę aktorską chodziło, a całokształt postaci.

 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @MZ 21 stycznia 2026 17:52
21 stycznia 2026 20:12

Wie pan, jak to mówią - za darmo to można tylko po mordzie dostać

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @Kuldahrus 21 stycznia 2026 17:48
21 stycznia 2026 20:42

moim faworytem w tej tematyce  jest "Gracz" -  film z 1982 r. w reż. Roberta Altmana

zaloguj się by móc komentować

MZ @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2026 20:12
21 stycznia 2026 22:07

Czy na podstawie noweli rosyjskiego autora-nie pamietam-o Polaku w M.Carlo?

zaloguj się by móc komentować

MZ @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2026 20:12
21 stycznia 2026 22:09

No to musi pan tutaj zatrudnić solidną grupę ,do wyrównania rachunków.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @stanislaw-orda 21 stycznia 2026 20:42
22 stycznia 2026 05:57

To film z 1992 roku. Właśnie miałem kiedyś obejrzeć, ale nigdzie nie był dostępny i potem zapomniałem o nim.
Zawsze myślałem, że to film-satyra na ówczesne Hollywood, nie wiedziałem, że ma coś wspólnego z hazardem.

 

zaloguj się by móc komentować

pirks @Kuldahrus 21 stycznia 2026 17:48
22 stycznia 2026 06:40

"Głupcy umierają" (znane też jako "Śmierć frajerom") Mario Puzo. Czytałem dawno temu, ale pamiętam, że bardzo mi się podobało.

zaloguj się by móc komentować

Tytus @Kuldahrus 21 stycznia 2026 17:55
22 stycznia 2026 10:18

Pełna zgoda, tylko im jestem starszy, tym bardziej kibicuję przeciwnikom Earpa.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Kuldahrus 22 stycznia 2026 05:57
22 stycznia 2026 10:42

Moja pomyłka. Angielski tytuł to "Californian Split"z 1974 r. Jestem pewien, że  był wyemitowany w  tv (dawno temu) pod tytułem "Gracz". Ale gdy Altman nakręcił  "The Player" wyszło by,  że dwa filmy miałyby ten sam tytuł. Po angielsku nie miały, a po polsku jak najbardziej. 

Z przekładami tytułów filmów czy książek  polscy dytrybutorzy wyczyniają nie takie hocki-klocki.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @stanislaw-orda 22 stycznia 2026 10:42
22 stycznia 2026 19:20

Tak, dystrybutorzy nieźle czasami odwalają z wymyślaniem tytułów zamiast zostawić oryginalny jak nie wiedzą jak przetłumaczyć. Szczególnie dawniej robili cyrki.

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować