-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Metamorfozy wieśniaków

Historia Philipa Astleya, którą opisałem wczoraj będzie dla mnie jeszcze długo źródłem wielu inspiracji. Był to bowiem człowiek niezwykły i miał, jak to się mówi, rękę. Każdy numer, który pokazywano w jego cyrku można by, bo lekkiej przeróbce zastosować w naszych dzisiejszych okolicznościach, nie cyrkowych bynajmniej. Oto wymyślił pan Astley pokaz następujący, wokół areny szerokiej na 42 stopy galopował na czwórce koni facet odziany w strój wieśniaczy. W czasie swojego popisu kilka razy zrzucał z siebie ubranie, za każdym razem ukazując się publiczności w nowej, zaskakującej kreacji. Na sam koniec pozostawał w jedwabnym surducie i takich samych spodniach. Widzowie bili brawo, a całość nazywała się „Metamorfozy wieśniaka”. Jak przeczytałem ten tytuł aż mnie zatkało z wrażenia. Od razu pomyślałem o Szczepanie Twardochu i jego reakcji na mianowanie premierem Mateusza Morawieckiego. Szczepanowi, jak pamiętamy zależy na tym, by uważać go za obywatela jakiejś tam śląskiej wioszczyny, z którą on się utożsamia tak silnie, że nie może czuć się Polakiem. No, ale konie już ruszają i Szczepan traci równowagę, chwyta się więc pierwszej myśli jaka mu przychodzi do głowy i spoconą ręką luzuje krawat, w którym zadawał szyku we wiosce. Coś trzeba było powiedzieć, żeby publiczność zauważyła zmianę i Szczepan powiedział. Teraz szykuje się do pierwszej metamorfozy, zrzuci swój kazionny, szwabski anzug i aż zgroza bierze co zobaczymy pod spodem. Nie martwcie się jednak, nie będzie to blade, udręczone i piegowate ciało pisarza, tam pod spodem kryje się z pewnością coś innego. Być może nawet strój krakowski albo – o nieba – kontusz może?! Czekajmy cierpliwie konie nabierają tempa.

Szczepan udzielił ostatnio wywiadu, w którym z charakterystycznym dla opłaconych propagandystów akcentem szydził z ludzi posądzających go o działalność agenturalną. A on przecież chciał tylko prawdę pisać, chciał tylko temu ciemnemu narodowi pokazać, że błądzi i co ma zrobić, żeby wejść na dobrą, wiodącą ku szczęściu drogę….Taka jest bowiem, w pojęciu Szczepana misja pisarza. No, ale my tutaj hołdujemy wartościom wypracowanym w cyrku Astleya i to co ma w głowinie Szczepek obchodzi nas średnio, podobnie jak nijak nie możemy znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego jakiś wsiowy buc, a niechby i ze skłonnością do metamorfoz, miał nam tłumaczyć cokolwiek. I jeszcze do tego wyznaczać jakieś trendy. Całe szczęście, że ten Morawiecki został premierem i sprawa się wyjaśniła. Szczepek stoi na tych końskich zadach a ruchu na widowni coraz większy. Czekajmy co będzie.

Jakby na zawołanie, niczym echo w wysokich górach, na wywiad Szczepana, odpowiedział Szymon Hołownia. Uczynił to dokładnie w tej samej manierze, szydząc z prowadzącego, z którym się wcześniej umówił co do wszystkich pytań jakie zostaną mu zadane. Szyderstwo dotyczyło rzecz jasna bezpodstawnego posądzenia Szymona, że chce on odgrywać rolę świeckiego księdza i jedyne o czym marzy to pouczać ludzi z wysokości ambony i brać za to pieniądze. Oczywiście to nie jest prawda. Szymon Hołownia nie chce być księdzem, ani świeckim ani duchownym, on chce być nadzorcą księży i ich drogowskazem, on chce mówić księżom o czym oni mają myśleć, co mówić i jak przygotowywać swoje homilie, żeby w najwydajniejszy sposób wpływały na sprzedaż książek Szymona oraz propagowały treści i styl w nich zawarte. Żeby zrobić odpowiednie wrażenie na duchownych, którym, jak wiemy zależy także na pieniądzach, Szymon bez ogródek zdradza jak wysokie są nakłady jego książek. A one są naprawdę wysokie, bo tak sformatowane bzdury piłujące najbardziej prymitywne emocje człowiecze, sprzedają się lepiej niż numer „Zburzenie Bastylii”, który wymyślił pan Astley. Ja niestety nie mogłem doczytać tego wywiadu do końca, doszedłem tylko do momentu, w którym Szymek szydzi, że nie ma szafy pełnej sutann, które wieczorami przymierza przed lustrem. Czytam to i widzę, że jest dokładnie na odwrót, trzyma się Szymon na tych końskich zadach, galopuje, a co ściągnie z siebie łachy to pod spodem sutanna, a każda w innym kroju i z innymi aplikacjami. Coś niezwykłego. Tego nawet pan Astley by nie wymyślił, galopujący na czwórce koni facet, który udaje katolickiego księdza. Że też nie pokazywano tego w Londynie...Trzeba przyznać, że Szymon ma dużo większą łatwość ściągania łachów w czasie galopady niż nasz pierwszy bohater. Weźmy tytuły tych jego książek. Jak nie „Tabletki z krzyżykiem” to „Ludzie na walizkach” (to o umieraniu), a ostatnio „Święci pierwszego kontaktu”. Widzimy tu wyraźnie ślad dobrej szkoły rozrywki pana Astleya i wielką chęć naśladowania go, kłopot jedynie w tym, że Szymon wymyśla numery hippiczne, ale nie pomyślał o tym, żeby się nauczyć jeździć konno przed występem. Całość więc jednak nie wygląda tak, jak opisałem wyżej, ale inaczej zgoła. On biega wokół areny o średnicy 42 stopy i zrzuca co jakiś czas łachy pokazując tę nową sutannę. Wykrzykuje przy tym głośno jakieś hasła uwodzące młodzież z dysfunkcjami, nie zapominając też co jakiś czas zawołać ile też wynoszą nakłady jego poczytnych książek.

Może od razu napiszę trollom, że wyjeżdżam na pół dnia, a więc będą mogli wpisywać tu komentarze o mojej zazdrości, którą pałam czytając o dokonaniach wymienionych autorów. Ostrzegam jednak, że jak wrócę wszyscy wylecą. Jestem już za stary, żeby wysłuchiwać tych idiotyzmów.

Czym metamorfozy wieśniaków anno domini 2017 różnią się od numeru w cyrku Astleya? Myślę, że motywacją, która nimi kieruje. Wieśniak galopujący konno po londyńskiej arenie był całkowicie we władzy pana Astleya, który – sądzę – osobiście dobierał kostiumy, w jakich woltyżer będzie pokazywał się publiczności. Jego zadaniem było jedynie jak najzręczniej je ściągać i zrobić jak najlepsze wrażenie na publiczności.

Ci dwaj nasi nie mają tak dokładnych instrukcji, działają trochę na ślepo, ale trzeba przyznać, że bardzo się starają. Szymon jest w lepszej sytuacji do Szczepana, bo on wie doskonale, w jakim kłopocie są księża, wie także, że nikt nie może tak po prostu wyszydzić jego nieszczerych intencji i jego trywialnej produkcji. Ma więc duży kredyt u publiczności, ona w większości nawet nie zauważa, że Szymon nie galopuje na czwórce koni, ale gdyby chcieć się założyć, będą się upierać, że jednak tak, że jest świetnym jeźdźcem. Ze Szczepanem jest gorzej, bo jego moce są w całości umowne i zależą od jednego słowa prowadzącego cyrk. Ostatni zaś występ Szczepana świadczy, moim zdaniem, o tym, że usiłuje on gwałtownie znaleźć nowy angaż.

Metamorfozy wieśniaków, numer wiecznie żywy i ciągle chętnie oglądany. Biedna publiczność siedzi i zastanawia się, jak oni to robią, ile do ciężkiej cholery łachów można na siebie naciągnąć, żeby nie spocić się i nie zemdleć w czasie biegu czy galopady. Myślę, że bardzo dużo. Nawet się nie spodziewamy jak wiele.

 

Zbliża się koniec roku, a ja muszę opróżnić magazyn. Postanowiłem więc, że zrobimy późną, grudniową promocję i przecenimy stare numery nawigatorów do 10 zł za egzemplarz. Do tego poziomu obniżmy też cenę „Straży przedniej” księdza Mariana Tokarzewskiego. Uwaga, numer 3 nawigatora nie jest już dostępny. Trzeba było się spieszyć.



tagi: pisarze  propaganda  cyrk  nakłady  wieśniacy  konie 

gabriel-maciejewski
27 grudnia 2017 08:56
7     1049    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski
27 grudnia 2017 10:34

Wychodzi na to, w ostatecznym rozrachunku jedyni prawdziwi ludzie to właściciele cyrków. Tak jak ów Phineas Taylor Barnum, o którym ja z kolei pisałem w swoich "wyprawach".

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski
27 grudnia 2017 10:46

Historia o cyrku fascynująca . Bardzo dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

bendix @krzysztof-osiejuk 27 grudnia 2017 10:34
27 grudnia 2017 11:59

No i widzisz? Długo nie trzeba było czekać na wysyp ;-)

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
27 grudnia 2017 12:35

"... wie także, że nikt nie może tak po prostu wyszydzić jego nieszczerych intencji i jego trywialnej produkcji. Ma więc duży kredyt u publiczności, ona w większości nawet nie zauważa, że Szymon nie galopuje na czwórce koni, ale gdyby chcieć się założyć, będą się upierać, że jednak tak, że jest świetnym jeźdźcem."

Słyszałem, że jest fundatorem fundacji pomagającej dzieciom w Afryce i nawet jeździ tam chyba jako wolontariusz.
W takim wypadku publiczność za cholerę nie zauważy, że nie galopuje na czwórce koni, a nawet jak zauważy to nic na to nie powie.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
27 grudnia 2017 16:08

Dość jestem bezradna wobec tego tekstu. jako nie tylko dziecko PRLu ale i dorosły PRLu mocno mam zakodowane różne nawyki. Np śledziło się polityczne przesunięcia stopniowo, na Kremlu, w KC w Warszawie.... i w dół..na szczeblach wojewódzkich.

Śledziło się zdjęcia w Trybunie Ludu z uroczystej defilady na Placu Czerwonym...kto obok kogo...kto zniknął... Wnioski i wróżby.

Poczucie teatralności, kukiełkowatości tego. I kolejne 'wydarzenia' organizowane jako zasłona dymna dla realnych posunięć.

Z biegiem lat poczucie grozy systemu, jego opresyjności...jakoś topniało. Może za sprawą Michników czy Kuroniów.... tacy byli opozycyjni...i nie wysłano ich 'na białe niedźwiedzie'. Naturalnie, że to teatrzyk nie można było mieć wiedzy...chyba że kto stał całkiem blisko...wiedział z autopsji.

Ale już wtedy pojawiło się gdzieś z tyłu głowy stwierdzenie 'ale cyrk'....czysto intuicyjne...

.

Patrzyłam na rozrastanie się pierwszej Solidarności do monstrualnych rozmiarów..... Ludzie co się zapisywali wtedy byli różni.... Fajni znajomi czy rodzina. Czyste intencje... 

I obok tego TAKIE nazwiska , osoby, że szczęka opadała....nie chciało się wiewrzyć, że 'się nawrócili'..... 

Pracowałam wtedy już w domu...a trochę potem wyjechałam ....Wyjazd zaplanowany jeszcze przed tym wszystkim. Nawet już trudno było odkręcić.

Zresztą wróciłam, rzucając wszystko przez stanem wojennym...zdążyłam....Z USA mogło się zdawać, że będe tam odcięta....Tam też był taki cyrk...tylko 'jeszcze bardziej'. Źle ich rzeczywistość znosiłam.

.

Dobry ten znaleziony przez Ciebie cyrk.....pasuje.

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
27 grudnia 2017 17:37

Od kilku już tygodni chodzi za mną pewne wspomnienie.

W czasach gdy Grotowski prowadził w kamieniczce przy wrocławskim Rynku swój teatr Laboratorium, byłam tam kilka razy...to osobna opowieść. Kolega ze studiów udzielał się tam aktorsko...

To złe określenie na tę mistyczną więź łącząca jego i resztę zespołu z mistrzem...

Grotowski uczył ich czgoś takiego...co mi się kojarzy z cyrkowcem zrzucającym kolejnie ubrania - zasłony....

Jasne, że w cyrku londyńskim nie dochodziło do etapu 'golizny'...chyba...?....

A Grotowski drążył w adeptach tak długo aż ...jego zdaniem...pokazali w przyjętej na czas spektaklu postaci - siebie..

Mówił, że mają zrzucić kolejne zasłony w które uzbroili się 'na życie'.

Myślę że skutki tego były dla jego adeptów różne..

Np Maja Komorowska

Ale ...czemu mi to akurat ostatnio tutaj stoi przed oczami.....

Też doszedłeś dziś do tego momentu w opisie cyrku

.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
27 grudnia 2017 22:49

Nie ma szans. Hałownia w końcu się wyłoży. Rynek się nasyci, lemingi się znudzą i zacznie pisać kriminały jako Ove Logmansbo albo raczej jako Fritjolf Romansbo, bo Logmansbo zostało już zajęte przez Mroza. I koniecznie z naklejką, że to właśnie on się ukrywa pod tym wdzięcznym pseudonimem. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować