Księżyc jest z sera i mieszka na nim Twardowski, czyli o specjalizacji i popularyzacji
Jak wiemy, poprzez aktywność w sieci każdy chce zwrócić na siebie uwagę. Im mniej potrafi im bardziej jego możliwości ograniczają się do funkcji – kopiuj/wklej, tym większe ma aspiracje i jest przekonany o swojej sprawczości.
Jeden pan na iksie przypomniał dziś na przykład wybitnego historyka Antoniego Prochaskę, którego książki przydałoby się wydać. Czy on je wyda? Nie. On tylko przypomni, że taki człowiek istniał, otrzepie dłonie po skończonej robocie i pokaże z dumą swoje dzieło – kopiuj/wklej. To jest tak zwana popularyzacja. Jak szary człowiek z iksa przeczyta o historyku nazwiskiem Prochaska, rzuci wszystko i popędzi czytać jego książki. Tak będzie – na pewno.
Wydajemy książki Ludwika Kubali, Wiktora Czermaka, a pewnie wydamy coś tego Prochaski. Czy jakaś osoba, korzystająca z internetowych popularyzacji sięgnęła dzięki nim po nasze wydawnictwa? Oczywiście, że nie, bo wpływ tych czynności na ogólny poziom wiedzy w narodzie jest zerowy. W zasadzie gorzej niż zerowy, bo wskazywanie tych wszystkich bohaterów, tego dorobku naukowego, osiągnięć na niwie kultury i cywilizacji, dołuje wszystkich, albowiem nie ma autentycznego sukcesu. To wszystko jest lista porażek, albo lista wymagań nie dających się spełnić, albowiem odbiorca tych komunikatów nie wie, po co miałby spełniać jakieś wymagania. Po co miałby czytać Prochaskę, bo z samego faktu, że on istniał niewiele wynika.
No tośmy sobie omówili w skrócie popularyzację historii i wiedzy w ogóle, do której niektórzy ludzie czują przemożny pęd, wręcz powołanie. Pod warunkiem, że to nic nie kosztuje, to oczywiste. Bo jak pojawia się kwestia nakładów, dystrybucji, promocji innej niż opisana, wszyscy wzruszają ramionami i zadają ważne pytanie – a po co? Żeby był dorobek – odpowiadam. No, ale co to za dorobek, jak to wznowienia starych tekstów? I tu właśnie drogi moje i popularyzatorów rozchodzą się ostatecznie. No, ale prócz popularyzacji mamy także specjalizację, czyli system, który pozwala młodym badaczom robić kariery. Poprzez specjalizowanie się w jakiejś dziedzinie. Oni też są obecni w sieci, to trochę dziwne, ale jednak tam są. Dlaczego? Bo chcą być popularni i dla swojej aktywności, która nie interesuje nikogo, no chyba że wywoła skandal, znaleźć jakąś publiczność. I ta się znajduje. Tworzą się fora, rankingi, wtajemniczenia i kanony. Wszystko to jednak nie ma nawet znaczenia lokalnego, bo tych ludzi jest za mało. I nikt nie ma sposobu, by grupę tę powiększyć. Dochodzimy więc do sytuacji, w której duże ilości popularyzatorów i specjalistów szukają gwałtowne odbiorcy. Ten zaś, jeśli się już pojawia, sam jest albo popularyzatorem, albo specjalistą i zaczyna nie od wyrażenia entuzjazmu, ale od krytyki, często podstępnej albo głupiej. I na pewno wcale nie oczekiwanej. Żeby utrzymać swoją pozycję specjaliści podpierają się autorytetami, najlepiej by byli to politycy. No, ale takich, których dałoby się wykorzystać do promocji jest trzech na krzyż. I co teraz? Trzeba się chwalić nagrodami, które ktoś tam kiedyś przyznał jednemu z drugim za działalność naukową. No, a wszyscy wiemy, jak to jest z pochwałami. Człowiek wracał ze szkoły po rozdaniu świadectw, miał to z czerwonym paskiem, a w domu już czekała rodzina przy stole. Przyjechała ciotka z kuzynami, z których jeden był w poprawczaku, a drugi ma upośledzenie w stopniu lekkim i jest bardzo agresywny. Tak bardzo, że psy ze wsi, w której mieszka, uciekają na jego widok. Matka zaś od razu wyrywała świadectwo z ręki i głośno, wprost do ucha ciotki, odczytywała jakie to też oceny dostał jej kochany pączuś. Kuzyni słuchali tego z rosnącą wściekłością. I tak samo jest dzisiaj w sieci. Ludzie zajmujący się wąskimi specjalizacjami próbują się lansować poprzez swój dorobek, który jest albo nudny, albo promowany w opisany wyżej sposób. I wszyscy oni oczekują, że ktoś wreszcie uczyni ich autorytetami i to oni będą urabiać nowych adeptów nauki na swój obraz i podobieństwo. Pejzaż ten jest więcej niż przykry. Bo nikogo takiego, kto rozdawałby prawdziwe charyzmaty nie ma. Polska nauka zaś to jeden festiwal zaniechań, kłamstw, przeinaczeń, fatalnych interpretacji i lizusostwa. I ten stan się pogłębia.
Od wczoraj trwa jednak dyskusja nad jego naprawą, nie od końca humanistyczno-historycznego, ale całkiem innego. Oto sławnym badacz latających żab, Jakub Wiech, który z całą powagą ogłaszał nam, że im zimniej tym cieplej, bronił wczoraj doktorat. Okazało się, że doktorat jest, pardon, do dupy i nic z obrony nie będzie. I wiecie co się okazało? Tak, zgadliście, że są równi i równiejsi. Podczas gdy historycy kłócą się o to, kto z nich zrobił lepsze przypisy i bibliografię, recenzenci pracy doktorskiej Wiecha wskazują na fragmenty splagiatowane w oczywisty sposób. Sam doktorant jednak nie bierze tego nawet do bani, jest spokojny i zupełnie wyluzowany. Kiedy zaś przez sieć przelewa się fala krytyki pod jego adresem, na scenę wchodzi Terlikowski – cały na biało i mówi – ja wiem, co to znaczy hejt i podłość, współczuję Jakubowi. Jakby tego było mało Jakub Wiech należy do teamu sławnego popularyzatora nauki, smażącego jajka na karoserii samochodu – Tomasza Rożka. On także bierze w obronę sławnego badacza płonącej planety.
Jeśli ktoś tu nie widzi podwójnych czy nawet potrójnych standardów, nie potrafię mu pomóc. No, ale może choć je zilustruję. Oto szczerze zainteresowana polską historią, kulturą i nauką ludożerka, dostaje jakieś ochłapy, z których ma wyciągnąć dokładnie nie wiadomo jakie korzyści. Nie ma co ryzykować dla nich nawet półgroszkiem, bo i tak wiadomo, że nic nie znaczą. Oto adepci nauki szykujący się do robienia karier, z których płyną takie same satysfakcje, jak z oglądania filmów typu „Widziadło”, z cyckami Doroty Kwiatkowskiej, w czasie kiedy człowiek na 13 lat i chodzi, świątek, piątek czy niedziela, w sweterku po starszym bracie. Rozmowa zaś z koleżanką starszą o trzy lata wywołuje w takim postępujący paraliż kończyn. Żeby tego uniknąć ambitni naukowcy szukają odzewu na swoje publikacje w sieci. No, ale tam już siedzą popularyzatorzy kopiuj/wklej, miejsca więc jest mało. No, ale to miejsce – w sieci i poza nią – zawsze się znajdzie dla ludzi, którzy posiadają fundację lub z jakimiś fundacjami współpracują. Oni mogą nawet napisać doktorat o tym, że księżyc jest z sera i chodzi po nim imć Twardowski z jednym kapciu w drugim bucie, a gdzieś pod kraterem Kopernika, zaparkowany jest jego międzygwiezdny kogut, na którym tam przyleciał. I nikt nawet nie mrugnie. Na najsłabszy głos krytyki, powstaną autorytety, których nie ma nigdzie indziej i zaczną bronić teorii, że księżyc jest z sera, a Twarowski ma tam wykupioną działkę. I powiem Wam w tajemnicy, że wszystko to nie ma najmniejszego związku ze stanem polskiej psychiatrii. Tworzy za to bardzo ładne tło, na którym wyraziście malują się intencje lewicy i sił postępu. Te zaś są jasne – unieważnić wszelką konkurencję, wszystkie zawody mają być oszukane i muszą wygrywać w nich ci, co zawsze. I do tego chętnie przyłączą się publicyści prawicowi, pod warunkiem jednakowoż, że zostaną zaliczeni do grupy tych, co zawsze wygrywają.
Ktoś powie, że takie rzeczy były już wcześniej. To prawda, ale wcześniej można było wskazywać na istnienie jakiegoś wyższego porządku. I mówić, że zapraszanie na rekolekcje do kościołów kogoś takiego jak Terlikowski czy Hołownia, to jednak przegięcie. Wmawianie ludziom, że ostra zima to wynik ocieplenia klimatu, podważanie przy tym badań czynnych na uniwersytetach profesorów, zajmujących się takimi zagadnieniami w sposób nie wymagający udziału publiczności internetowej, to dobry powód do degradacji. No, ale czasy te minęły, a rozpoczęła się kontrofensywa agresywnych idiotów uwiarygadniających jeden drugiego. Publiczność zaś patrzy na to z rozdziawionymi gębami, albowiem nie ma już nikogo, kto by przeciwko temu szaleństwu zaprotestował.
No, ale, jak napisał poeta – jest gdzieś świat, obce języki…lecz nie tu. I może w tym świecie jest jakiś porządek, który unieważni zbijane tu z desek po europaletach absurdy? Ponoć Elon kupił TVN, w pakiecie z jakąś większą menażerią. Ludzie patrzą w jego stronę z nadzieją, ale ja myślę, że jak ktoś kupuje ogródek, nie czyni tego po to, by omawiać kwestie upraw z zamieszkującymi go dżdżownicami. Szczególnie, że należą one do dwóch nie potrafiących się porozumieć gatunków. Nawet jeśli Elon zmieni hierarchię w TVN, nie wiadomo na co ją zmieni. Jeśli myślicie, że będzie się przejmował słupkami sprzedaży i postawi na prawicę, bo ta zapewni oglądalność, możecie się przeliczyć. Prawica bowiem, jak i cała reszta marzy dziś tylko o jednym – żeby ją zaangażowali do tych ustawionych biegów przez płotki i zagwarantowali trzecie miejsce na podium, zaraz po komunistach i ekologach.
Możecie oczywiście brać w tym wszystkim udział. Jeśli ktoś jednak nie ma ochoty, może sięgnąć po książki wydawnictwa Klinika Języka. Zwłaszcza, że do soboty są przecenione.
I na koniec żart, rozpychające się od dłuższego czasu wszędzie wydawnictwo Prześwity, które kojarzy mi się z przesianymi na tyłku majtkami, z jakiegoś powodu zablokowało mnie na iksie, choć nigdy nie napisałem na ich temat ani słowa. Chyba powinienem to uznać za komplement, bo oni wydają książki o najważniejszych zagadnieniach współczesnego, dynamicznie zmieniającego się świata. Jak myślicie?
A tu lista przecenionych książek. Do soboty – pamiętajcie….
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rydwany-bojowe-boguslaw-sujkowski/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-brandenburska-ludwik-kubala/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-wojny-chocimskiej-1621/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-48-hohenzollernowie/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zmierzch-izraela/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/maryna-mniszchowna-aleksander-hirschberg/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/dymitr-samozwaniec-aleksander-hirschberg/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-polskie-historie-tom-1/
tagi: historia ekologia popularyzacja publiczność nauka hierarchie ocieplenie klimatu doktoraty jakub wiech
|
|
gabriel-maciejewski |
| 24 września 2026 08:32 |
Komentarze:
|
|
Henry @gabriel-maciejewski |
| 24 września 2026 09:12 |
Popularyzacja
prawdziwa ;-)
|
|
Zyszko @gabriel-maciejewski |
| 24 września 2026 09:59 |
Generalnie dramatycznie brakuje w Polsce ludzi, którzy widzieliby potencjał w dobrym produkcie i którzy wzięliby minimalną nawet odpowiedzialność finansową za wprowadzenie takiego produktu na rynek. Często kupno jednego egzemplarza od autora to już zbyt wielki wysiłek. To się tyczy tak samo architektury, filmu i każdej innej działalności publicznej. Skale są różne, ale zasada ta sama. Po co drożej i trudniej, jeśli można taniej i łatwiej. Popularyzację nauki załatwia Rożek, ekologię Wiech, a wiernych nauczy Terlikowski. Miasto wypromują skarpetki z Kopernikiem i magnesy, a języka polskiego dzieciaki nauczą się z Lalki Netflixa.
A odbiorca? Bierze co dają. Czasem tylko, w bladym świetle telewizora, ucząc psa skakać przez zakupiony na straganie drewnany miecz pomarzy o tym co będzie jak Mel Gibson nakręci wreszcie film o husarii.
|
|
gabriel-maciejewski @Zyszko 24 września 2026 09:59 |
| 24 września 2026 10:26 |
Wydawcy na iksie płaczą, że powinien się znaleźć jakiś księgarski Brzoska, który wywróci rynek i urządzi go na nowo, po swojemu...I nikt nie rozumie, że książka to nie perkal, nie można sprzedawać tańszego, bo to prawie to samo, a potem jojczyć, że czytelnictwo upada. Upada, bo nie ma co czytać. Wszyscy mają pomysły na to, jak zbudować nową sprężarkę do pompowania ściegów do głowy. I nic więcej
|
qwerty @gabriel-maciejewski |
| 24 września 2026 10:42 |
Problem ktory poruszasz to znaczenie pracy w życiu społecznym. Wielokrotnie po dużych imprezach przedstawialem projekty do działań w skali półmasowej z określonymi celami do osiągnięcia. Ba, kasę położyliśmy na stole za to aby ktokolwiek opisał swoją historie. Zero odzewu. Jak pieniądze nie stanowią siły motorycznej to o innych funktorach szkada gadać. Tłumy kretynów.
|
|
gabriel-maciejewski @qwerty 24 września 2026 10:42 |
| 24 września 2026 10:46 |
I każdy oczekuje miłego łechtania pod brodą, jest wszak ważny i potrzebny...
|
|
OjciecDyrektor @gabriel-maciejewski |
| 24 września 2026 10:53 |
Z tymi popularyzatorami historii jest dokładnie tak samo, jak z popularyzatorami tzw. wiedzy o świecie, czyli podróżnikami. Oni sobie wymyślają specjalnie takie miejsca do odwiedzin, w których nikt jeszcze z Polski nie był lub było tam bardzo bardzo mało ludzi. I oni potem z tego, że tam byli robią coś szalenie ważnego, niebezpiecznego i wkscytyjącego. Wskazując tym samym, że są osobami niezwykłymi. Piszą o tej swojej podróży relację i dostają nagrodę, a potem zaraz kontrakt reklamowy lub ciepłą posadkę w organizacjach "non-profit" z tych wyciągają rzecz jasna profity. No u stają się ekspertami, a nawet "legendami", tak jak ci korowcy, o których tak ciepło mówił prezydent Nawrocki.
Wspomnienie więc Prochaski przez tego iksowca ma wskazać, jakim to on jest ekspertem.
Ci zaś, co starają się zrobić konkretne dzieło, to wiadomo, że są jakimiś uzurpatorami. Zwłaszcza, że nie pokazują publicznie swojej facjaty i genitaliów.
No ale to my mamy satysfakcję prawdziwą, a oni muszą udawać, jak aktorzy pornosów. I to jest wg mnie najważniejsza różnica i dobre określenie na te osoby.
Zobacz - napisałem i do końca grudnia opublikuję KOMPLETNY przewodnik po ukraińskich Karpatach. Nikt tego wcześniej nie zrobił, choć czasu na to było bardzo dużo, bo aż 35 lat. Jeźdxiły tam przed wojną co roku całe zastępy ludxi, dzisłajacych w organizacjach turystycxnych, otrzymujących na to kasę z publicznych budżetów. I efektem ich eksplorscji jest co? Czarna dziura lub w najlepszym wypadku zapiski, z których nic konkretnego nie da się wyczytać. Moje archiwalne notki są nadsl czytane. Średnio 250-300 nowego przyrostu na rok. A ich relacje leżą w teczkach i vzekają, aż je dżdżownice zjedzą, bo w sumie na to się tylko nadają.
I żeby tak po nazwiskach - sorry, ale ja mogę - to jest tski człowiek o nazwisku Supergan. On nic ciekawego nie napisał w tej swojej książce po Karpatach, ale zrobiono mu taką promocję, że dxiś jest pracownikiem Greenpeacu czy czegoś w podobie. To oznacza, że on pełni identycxną funkcję, jak ten p. Jakub, który też walczy z chmurami i ze słońcem. Bo to bezpieczne - wszak słońce jest 1,4mln kilometrów od powierzchni Ziemii.
My nasze dzieła tworzymy za swoje pieniądze. Oni swoje g****a wydalają za cudze pieniądze i jeszcze się tym chwalą.-"patrzcie, co ja zrobiłem". Tak, jak dziecko w wieku 2 lat.
Wychodzi na to, że prawdziwą kasę zarobi się w Polsce tylko na produkcji i sprzedaży klozetów, bo produkcja i ilość g****a jest taka, że zbyt jest gwarantowany.
|
|
OjciecDyrektor @Henry 24 września 2026 09:12 |
| 24 września 2026 10:58 |
Za to masz u mnie plusa...:)
|
|
gabriel-maciejewski @OjciecDyrektor 24 września 2026 10:53 |
| 24 września 2026 11:00 |
Podróże nie kształcą, a jedynie zniekształcają...te podcasty podróżnicze to jest plaga