-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Ksiądz profesor Tadeusz Guz czyli apoteoza Lutra

Na początek trochę wiejskiej filozofii pomieszanej z kokieterią, nie subtelną bynajmniej. Oto czasem mam wrażenie, a wierzę, że nie jestem w tym odosobniony, że składam się z dwóch istot. Jedna to ta, którą widać i która za wszelką cenę stara się racjonalizować wszelkie docierające do niej strumienie informacji, a także pozostawać w zgodzie w zasadami i powszechnie obowiązującymi umowami. Druga zaś, troszkę inna, mniejsza, ale bardziej ruchliwa siedzi w środku tej pierwszej i często podważa jej decyzje, albo je blokuje. To jest tak silne, że bywa iż mówię sobie, że muszę, powinienem zrobić coś, a potem się okazuje, że tego nie robię. Nawet jeśli się zaprę rękami i nogami, ten drugi potrafi wypuścić z palców takie haki, które się powbijają w tę ścianę, co to mu się zachciało po niej pełzać i mnie całego przy niej przytrzyma. Nie jest to, mniemam moje tylko zmartwienie, taka wewnętrzna konstrukcja, wierzę więc, że mnie zrozumiecie. To ten drugi przez całe lata zabraniał mi słuchać wykładów księdza profesora Tadeusza Guza, bo muszę się Wam przyznać do pewnej bardzo wstydliwej rzeczy, nie wysłuchałem do wczoraj żadnego z tych wykładów, ale jak mówię, nie moja to wina, ale tego drugiego. Czasem zdarzają mi się takie rzeczy, na przykład przez całe studia, a jak pamiętacie studiowałem historię sztuki, nie odwiedziłem ani razu zamku królewskiego w Warszawie. Poszedłem tam dopiero całe lata po ukończeniu tych studiów.

Przedwczoraj poczułem nagłą potrzebę stoczenia jakiejś nierównej walki, którą z całą pewnością muszę przegrać. Wiem skąd mi się to wzięło i nie musicie mi tłumaczyć. Z pewnego rodzaju bezradności. Tak się się zwykle dzieje, że kiedy nie wiemy co robić, szukamy zaczepki. No i ja właśnie w stanie tego dziwnego ożywienia postanowiłem wysłuchać, pierwszy raz w życiu, wykładu księdza profesora. Włączyłem sobie taką jakąś wersję skróconą, trwającą pięćdziesiąt osiem minut i oniemiałem. Z kilku powodów oniemiałem, zacznę od najmniej istotnego. Nie mogę tego wyjaśnić wprost, więc pójdę ogródkami, zadzwoniłem do mojego kolegi, który jest przemądrym filozofem i zapytałem go czy on słuchał wykładów księdza Guza. On zaś powiedział mi, że nie mógł ze względu na charakterystyczny zaśpiew w głosie kapłana. - Aha – powiedziałem sam do siebie, czyli nie ja jeden mam to wrażenie. I na tym poprzestańmy jeśli idzie o rzecz najmniej istotną. Teraz sprawy ważniejsze. Ja się w żaden sposób nie mogę zgodzić z tym co głosi ksiądz profesor Tadeusz Guz, to znaczy z koncepcją jakoby Luter był trzecim co do ważności kataklizmem jaki spotkał istoty stworzone przez Boga, po strąceniu szatana i rozpoczęciu jego kreciej roboty, oraz po grzechu pierworodnym. Nie mogę się z tym zgodzić z tej prostej przyczyny, że Luter nie zasługuje na takie wyróżnienie, a stawianie go w jednym rzędzie z Lucyferem oraz Adamem i Ewą to jest po prostu nadużycie. Prawie tak samo prymitywne jak ta moja kokieteria na początku tekstu.

Zaczyna swój wykład ksiądz profesor od stwierdzenia, że Luter napisał iż Bóg zanim stanie się Bogiem musi stać się diabłem. Umieszcza więc Boga w czasie i czyni nas wszystkich jego częścią. Jest więc Bóg Lutra także światem, jest z nim tożsamy, nie występuje poza nim jako skończona doskonałość. I tu mówi nam ksiądz profesor, że Luter poprzez takie postawienie sprawy jest absolutnie najgorszym heretykiem jakiego znał świat, gorszym niż faryzeusze i saduceusze, a także gorszym niż grecka metafizyka starożytna. Ja wierzę księdzu profesorowi na słowo, albowiem nie mam wyjścia. Nie znam dorobku faryzeuszy, ani greckich metafizyków, którzy ponoć uznawali Boga za byt doskonały. Luter zaś czyni zeń najważniejszego grzesznika, nas ludzi czyni jego częścią, a Chrystusa Pana rozpina na krzyżu po to, by okupił grzechy Boga- szatana. Wszyscy słuchając tego rozdziawiają usta w zdumieniu nad przebiegłością tego całego Lutra i nad jego szatańskimi konceptami wymierzonymi w Kościół, a ksiądz profesor zaczyna każdy prawie swój wykład od nokautującego ciosu, który uniemożliwia w zasadzie zadanie jakiegokolwiek pytania. Mówi mianowicie, że od wielu lat zajmuje się studiowaniem w oryginale pism Lutra. To wystarczy, żeby sparaliżować publiczność i odebrać jej mowę. Bo i o czym mają licznie zgromadzeni na wykładach księdza profesora ludzie gadać, jak nie wiedzą nawet ile i czego Luter napisał. No, ale my co nieco wiemy, zanim bowiem zacząłem pisać ten tekst porozumiałem się z kilkoma kolegami, którzy coś tam o Lutrze słyszeli. Może nie zawarli z nim aż tak bliskiej znajomości jak ksiądz profesor Tadeusz Guz, ale jakieś pojęcie mają. Otóż gdybyśmy chcieli traktować serio wszystkie pisma, które zostawił po sobie Luter okazałoby się, że człowiek ów był tytanem pracy, który nie jadł, nie spał i nie pił w ilościach nadmiernych wina, co jak wiemy miało miejsce, a jedynie bez przerwy rozmyślał i myśli swe przelewał na papier czy tam pergamin. Takie rzeczy nie są możliwe i wielu ludzi zastanawia się, ile osób w skrytości pracowało nad sukcesem nazwiska Luter, a także kto wymyślił ów projekt. Ludzie ci nie referują swoich wątpliwości używając optyki zaproponowanej przez księdza profesora, bo wydaje im się ona wadliwa i jakaś taka nieszczera. Niby dlaczego bowiem osoba i czyn, osadzone w realiach epoki tak silnie, że silniej już chyba nie można mają być wiązane już to z upadkiem Lucyfera, z Adamem i Ewą, faryzeuszami z jednej strony, a Heglem z drugiej? Niby dlaczego tak ma być? I dlaczego ksiądz profesor nadaje tej postaci i rzekomym jej myślom takie znaczenie? Po poprzedniej konstatacji nie możemy już tak łatwo przyjąć, że ksiądz profesor studiuje pisma Lutra, on studiuje pisma przypisywane uporczywie Lutrowi przez ludzi dziś jeszcze zainteresowanych jego promocją, a to jest wielka różnica. Stąd też narzędzie, którym ksiądz profesor hipnotyzuje publiczność nie jest tak doskonałe jak się zdaje. Z tymi studiami nad tekstami źródłowymi bywa jak wiemy różnie, ja nie jestem tu żadnym specjalistą, ale wyobraźmy sobie coś takiego, ktoś po wielu latach odnajduje tekst źródłowy do dziejów naszej epoki, którym jest oświadczenie majątkowe Sobiesiaka. I tam jest napisane, że pan Sobiesiak posiada stary zegar z kukułką, małego fiata, oraz pół mieszkania o powierzchni 32 metry kwadratowe, które dzieli z niepełnosprawnym umysłowo bratem, przebywającym czasowo na oddziale zamkniętym w Tworkach. Wszystko potwierdzone urzędowymi pieczęciami. Ktoś, kto miałby jeszcze w pamięci nasze czasy, albo był po prostu wytrawnym krytykiem źródeł rzekłby może tym, którzy próbowaliby serio traktować takie oświadczenie i ubóstwo Sobiesiaka, że warto byłoby poddać analizie okoliczności w jakich Sobiesiak działał. No, ale na takie słowa zerwałaby się czereda historyków wykrzykując, że przecież mamy tekst źródłowy potwierdzający jego status materialny, o co więc chodzi. Jakieś tam analizy okoliczności i procesy poszlakowe, to jest dziecinada, a nie poważna praca. Ksiądz profesor nie czyni rzecz jasna takich rzeczy, on jedynie, przynajmniej w czasie tego wykładu, którego wysłuchałem, bardzo dyskretnie podkreśla swoją wyższość nad słuchaczami obsypując ich komplementami. Nie jest to jednak dyskrecja aż tak dyskretna, żeby taki grubo ciosany pniak jak ja jej nie zauważył.

Wracajmy do meritum, proponuje nam ksiądz profesor w ocenie Lutra perspektywę ontologiczną zamiast historycznej, a ja się zastanawiam dlaczego, bo wydaje mi się, że zestawianie Lutra z Heglem tylko na podstawie eleganckich bardzo konstrukcji myślowych jest jednak trochę naciągane, a jeśli nie jest naciągane ale możliwe, to – wybaczcie drodzy, jeśli się pomyliłem – tylko w rzeczywistości kiedy Bóg jest światem, tak jak tego chciał sam Luter. Ja tu celowo skracam swój wywód, bo skrócił go także w czasie tego wykładu ksiądz profesor. Jeśli Lutra możemy postawić obok Lucyfera, saduceuszy i Hegla to w takiej jedynie konstrukcji kiedy Bóg jest światem, a nie kiedy jest zewnętrzną w stosunku do historycznego świata istotą, która jest w dodatku doskonała. W tym drugim bowiem przypadku narzuca nam się perspektywa historyczna i rodzą się pytania prostsze niż te dotyczące grzesznej natury Boga, ale nie mniej palące. Na przykład takie pytanie – skoro w podręcznikach do historii Kościoła, z których uczą się księża napisane jest, że ojciec Lutra był biedakiem pracującym w kopalni czy też hucie, jak to jest możliwe, że informacja ta ilustrowana jest wyobrażeniem starego Lutra namalowanym ręką Łukasza Cranacha Starszego, cesarskiego propagandysty, pracującego za olbrzymie pieniądze niedostępne przecież biedakom. Inne pytanie, które natychmiast pojawia się, kiedy zrezygnujemy z tego co proponuje nam ksiądz profesor Tadeusz Guz, a zastosujemy perspektywę historyczną: w tym samym podręczniku pojawia się informacja dotycząca ekspertyzy jaką kontynentalne uniwersytety miały wydać na temat małżeństwa zawartego pomiędzy Henrykiem VIII i Katarzyną Aragońską, a jej wynik był następujący – Paryż uznał małżeństwo za nieważne i to jest mam nadzieję zrozumiałe dla wszystkich, Madryt zaś, Lovanium i Wittenberga uznały je za legalne. Madryt i Wittenberga!!!!!!? Madryt i Wittenberga mówią jednym głosem w sprawie najważniejszego mariażu epoki, profesorowie w sutannach piszą o tym w podręczniku dla księży i nikt się nie zastanawia jak to jest możliwe i jaka była płaszczyzna porozumienia pomiędzy jednym a drugim ośrodkiem?! Nawet ksiądz profesor Guz się nad tym nie zastanawia, stawiając Lutra obok Lucyfera i węża z raju?! Dlaczego?! To jest teoretycznie niemożliwe jeśli rzecz będziemy opisywać zaproponowanymi przez historyków pojęciami albo jeśli uciekać będziemy w inne niż prosta perspektywa historyczna optyki. Dlaczego Madryt i Wittenberga powiedziały tak w sprawie małżeństwa dającego Hiszpanom szansę na zajęcie tronu w Londynie? To jest moim zdaniem możliwe tylko w jednym przypadku, w takim mianowicie, jeśli przyjmiemy, że Luter był projektem zaplanowanym przez kręgi bliskie cesarzowi, wymierzonym w papieża, który następnie został przejęty przez jakieś inne siły, wrogie cesarzowi, ale jednak zainteresowane poszerzaniem przez niego wpływów w Londynie. Jednym słowem przez kogoś, kto był znacznie większym wrogiem Londynu niż to wyglądało na pierwszy rzut oka. Mój kolega filozof dał mi od razu odpowiedź na pytanie kto to mógł być. I ja Wam ją zdradzę – Hanza. Luter według niego to projekt hanzeatycki wymierzony w cesarza, który wraz z Jakubem Fuggerem, a potem jego następcami szykował się do podboju nowego świata, zostawiając na uboczu cały handel północno-niemiecki. Ja dokonam tu powierzchownej bardzo syntezy i powiem tak: uważam, że Luter to projekt cesarski, który został przejęty przez braci Hohenzollern, ci zaś poprzez Albrechta, będącego wielkim mistrzem krzyżackim powiązani byli z Hanzą, albowiem zakon należał do Hanzy. Firmował ów Luter rzecz szalenie ważną, a mianowicie likwidację pewnych dość istotnych dla ówczesnego świata aktywów – odpustów. Jak twierdzi mój kolega finansista odpusty były tym samym czym są dziś obligacje amerykańskie – gwarancja stabilizacji finansowej ówczesnego świata, a także Kościoła. Unieważnienie odpustów spowodowało krach o jakim nie śniło się nikomu, książętom zaś z północnych Niemiec nie pozostawiało innej możliwości, jak tylko przyłączenie się do herezji. Książęta zaś Kościoła i sam papież zostawali właściwie bezbronni wobec przemocy. To kto ową przemoc zastosował było w zasadzie bez znaczenia, tak się jednak złożyło, że zrobił to cesarz. Po co? Żeby podreperować swoją, także nadszarpniętą przez Lutra sytuację finansową. Wystąpienie Lutra i ludzi za nim stojących spowodowało katastrofę, która wywołała efekt taki oto – trzeba było zniszczyć najsłabszego, żeby przetrwać, a najsłabszy był papież. Spalono więc i rozgrabiono Rzym, a Klemensa VII publicznie upokorzono. Trzy lata po tym wydarzeniu kontynentalne uniwersytety poproszone zostały o wydanie orzeczenia w sprawie mariażu króla Henryka. Obydwa dla nas najważniejsze – Wittenberga i Madryt liczył w tym posunięciu na to, że uda im się zneutralizować potęgę Londynu. Oni, podobnie jak dziś ksiądz profesor Guz zlekceważyli przeciwnika i zlekceważyli opcje, które obstawili ludzie stojący w cieniu za królem Henrykiem. To nie Luter był w perspektywie historycznej najgorszą z dotychczasowych herezji, był nią anglikanizm, albowiem jego pojawienie się na świecie przyniosło dla Kościoła najwięcej tragicznych w skutki wydarzeń. Z faktu zaś, że Luter napisał iż Bóg, żeby być Bogiem musi najpierw stać się diabłem, nie wynika nic, choć ksiądz profesor twierdzi, że od tego załamało się nauczanie Kościoła. Być może za mało znam historię Kościoła, ale miałem zawsze wrażenie, że jednak się nie załamało.

Wróćmy jeszcze na chwilę do tej elegancji wywodu, która mnie jakoś nie bierze. Kolega filozof mówi, że sposób w jaki ksiądz profesor Tadeusz Guz łączy Lutra z Heglem jest godny podziwu i bardzo elegancki właśnie. Dla mnie ma on jednak jedną podstawową wadę, otóż Luter nie miał pojęcia o Heglu, dobrze za to wiedział kim był Georg Hohenzollern i jaka kara spotka go jeśli ludzie dający mu ochronę dogadają się jednak z cesarzem. Porzucenie rozważań na temat rzeczywistych okoliczności życia i działalności politycznej oraz propagandowej Lutra i uniwersytetu w Wittenberdze na rzecz doszukiwania się tragicznych konsekwencji jakie jego pisma i tezy wywarły na Kościół uważam, za dużą ekstrawagancję, która przybiera wymiar coraz bardziej rozrywkowy. Wiem, co się tu zaraz zacznie, ale powiem Wam, że niespecjalnie mnie to wzrusza. Uważam bowiem, że trzeba się dzielić z bliźnimi swoimi wątpliwościami. Co też i czynię.

 

Teraz ogłoszenia.

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

 

 

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał idzie na urlop, więc FOTO MAG będzie na razie zamknięty. Zapraszam jednak do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2



tagi: kościół  historia  luter 

gabriel-maciejewski
17 sierpnia 2017 09:45
34     2638    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Stalagmit @gabriel-maciejewski
17 sierpnia 2017 09:57

No właśnie, a autorzy podręczników chcą, żebyśmy wierzyli, że ojciec Lutra, "prosty górnik" z Eisleben cudownie się dorobił i wysłał syna na studia. O dziwo jednak nawet niektórzy historycy napomykają coś o chęci przejęcia dóbr klasztornych przez część niemieckiej szlachty przed 1517 rokiem....

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Stalagmit 17 sierpnia 2017 09:57
17 sierpnia 2017 09:59

Dzięki, że zacząłeś....

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski 17 sierpnia 2017 09:59
17 sierpnia 2017 10:01

Kiedyś słuchałem paru wykładów ks. Guza, leciały w TV Trwam. Ale to dobrze, ze uporczywie wracasz do realiów tamtych czasów. To ciekawsze i daje więcej do myślenia

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
17 sierpnia 2017 10:28

Tak właśnie odbieram ks. Guza

.

 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @gabriel-maciejewski
17 sierpnia 2017 10:50

Coryllusie twoja teza o sponsorach Marcina Lutra jest jak zwykle błyskotliwa. Gdybym był akademikiem zabrałbym się do skrzętnej weryfikacji tej syntezy. Myślę, że jak będziesz żył długo i szczęśliwie to powinieneś napisać biografię Georga Hohenzollerna. Ale najpierw skończ Baśń o socjaliźmie. To jedna rzecz.
Jednak na tyle na ile ja się orientuję niemożliwa byłaby działalność i nauczanie Hegla bez środowiska, które powstało w wyniku Reformacji. Myślę, że to chyba dla wszystkich jest sprawa bezdyskusyjna.
Gdybym natomiast miał typować skrybę, który wywołał całą tą nieszczęśliwą lawinę, która doprowadziła nas do obecnego stanu to mój wybór pada na John'a Wycliffe'a jako "duchowego ojca" Jana Husa. Mam taką intuicję, że to oni dostarczyli materiały do przemyślenia i opracowania eskperymentu czy to w postaci anglikanizmu czy luteranizmu. Przynajmniej jeśli chodzi o średniowieczną Europę.

Ale to tylko odczucia zasiedziałego w klasztorze mniszyska ... Może gdzieś mi kurz siadł na oczach więc je ciągle przecieram i dlatego tak myślę ... Poza tym z doliny Kamiennej nie zawsze wszystko się dostrzega ...

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski
17 sierpnia 2017 10:56

"Porzucenie rozważań na temat rzeczywistych okoliczności życia i działalności politycznej oraz propagandowej Lutra i uniwersytetu w Wittenberdze na rzecz doszukiwania się tragicznych konsekwencji jakie jego pisma i tezy wywarły na Kościół uważam, za dużą ekstrawagancję, która przybiera wymiar coraz bardziej rozrywkowy".

 

Od dwóch tygodni nie jestem w stanie sklcić tekstu o książce dotyczącej Jana Kochanowskiego. Ale w tekstach o nim i jego twórczości także generalnie chodzi o to, by koncentrować się na "podmiocie lirycznym", a nie na rzeczywistych okolicznościach.

I to jest niestety walka, którą uniwersytet wygrał.

Teraz rozpoznawania rzeczywistych okoliczności mogą się podjąć jedynie nie dysponujący " odpowiednim warsztatem naukowym" naturszczyki.

I stąd to tropienie diabła w pismach, a nie pokazywanie kto w tamtych czasach tak naprawdę mieszał czacią chochlą.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
17 sierpnia 2017 11:42

"Co też i czynię." 

Za co wdzięczność i szacunek.

Choć wykłady na na temat Lutra to najbardziej spektakularna strona działalności Ks. Guza, to jednak nie jedyna. Faktycznie Ks. Guz stawia nacisk na analizę doktryny protestanckiej. O historycznym kontekście zaczął mówić niedawno i tylko w jednym wykładzie, o ile się orientuję, i to w kontekście historii I Rzeczypospolitej: Stanisław Orzechowski i jego casus, bigamia i nadużycie sakramentu kapłaństwa, które pozostało nieukrane decyzją Zygmunta Augusta i Sejmu, i odsunięcie Kościoła od decyzji o wadze fundamentalnej.

Ks. Guz jest filozofem i koncentruje się na ideach. Chyba to jest niedoskonałośią. Usprawiedliwiam go jednak, bo, z tego co wiem, tak wygląda edukacja i pisarstwo naukowe w Kościele. Historia Kościoła jest za bardzo oddzielona od filozofii i teologii. Są jednak historycy Kościoła, którzy łączą historię i doktrynę, choć ów klucz polityki siły i rywalizacji między organizacjami finansowymi i politycznymi, jest faktycznie słabo zanalizowany. Tak mi się zdaje, ale nie wiem czy ten mój ogląd jest pełny. Chyba w przeszłości było to bardziej obecne, tak mam wrażenie. Otwarcie na świat i humanizm mogło to zepchnąć na margines nauczania.

Jest jeszcze w Trwamie cykl wykładów Ks. Perszerona na tematy również historyczne i tam widzę większą syntezę historii i doktryny. Historczyne treści w nauczaniu św. JPII owszem są, atakują wporst oświecenie/zaciemnienie, ale nie kwestionują propogandy Komisji Edukacji Narodowej i czarnej legendy staropolskiej szlachty, która według wybicko-kołłątajowskiej wersji historii miała przepić I Rzpospolitą, i pomija czarną legendę Jezuitów skleconej przez Massalskiego i Kołłątaja. Czy to w czymś umniejsza św. JPII? Raczej nie. Bo ma inne wartości. 

Inne wartości u Ks. Guza to antopologia, małżeństwo, obrona życia i filozofia prawa, krytyka prawa pozytywnego i apologia scholastycznej szkoły prawnej, i to, co, drogi Autorze nieprzejednany, nazywasz "kokieterią", którą odczytuję jako faktyczną wysoką kulturę rzeczonego.  

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @mniszysko 17 sierpnia 2017 10:50
17 sierpnia 2017 12:18

A jak widzi klasztorne Mniszysko historię piastowskiej Polski pióra Bł. Wincentego? Bo właśnie zastanawiam się nad ujęciem polityki siły w dawnych dziełach pisarzy kościelnych. Mistrz Kadłubek faktycznie sporo pisze o tym przy okazji Bolesława Śmiałego. Ale milczy na temat jego ewentualnych sojuszy z Wenecją czy z diasporą żydowską, tzn. sponsoringu z ich strony. Nie pisze też o ile pamiętam o oślepieniu brata Krzywoustego z rozkazu tegoż. Pewnie nie mógł i pewnie było to tajemnicą poliszynela, dlatego nie napisał. Nie pisze też nic o pożyczkodawcach Krzywoustego. Zatem mimo że napisana po łacinie, przeznaczona była historia Kadłubka do może nie szerokiego ale szerszego użytku, ku zbudowaniu duchownych i wykształconych panów. 

zaloguj się by móc komentować

Godny-Ojciec @gabriel-maciejewski
17 sierpnia 2017 12:45

Wg Lutra, Heglstów Bóg jest "procesem" Ewoluuje w czasie. Rozpatrywanie więc dokonań Lutra w perspektywie historycznej prowadzi do negacji Bożej doskonałości. Perspektywa ontologiczna eliminuje wymiar czasowy z dowodu.Ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz - Warszawa - 24 maja 2017 r. https://www.youtube.com/watch?v=gfEA0t2tUyw&spfreload=10

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
17 sierpnia 2017 12:55

"Takie rzeczy nie są możliwe i wielu ludzi zastanawia się, ile osób w skrytości pracowało nad sukcesem nazwiska Luter, a także kto wymyślił ów projekt. Ludzie ci nie referują swoich wątpliwości używając optyki zaproponowanej przez księdza profesora, bo wydaje im się ona wadliwa i jakaś taka nieszczera."

I to jest bardzo ciekawy a frapujące. Ale na razie nic nie umiem na ten temat powiedzieć. Pozostaje narazie to, co dalej napisałeś, Autorze przebiegły, w tym tekście. Hanza, Luter i Albrecht, państwo krzyżackie jako kolejny po Husie udany projekt zagrabienia mienia kościelnego i przecwelowania niemieckojęzycznej szlachty mocą łąpówek ziemskich z ziemie zagrabionej Kościołowi.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Magazynier 17 sierpnia 2017 12:55
17 sierpnia 2017 13:02

Dokładniej przecwelowania ex-rycerzy kamratów na tę szlachtę pruską, co nazwie się w końcu junkrami (być może też i byli za Krzyżaków jacyś tam rycerze, ale chyba jednak nie, raczej  było rycerstwo zakonne i świeckie mieszczaństwo) w ramach przepoczwarzenia się państwa zakonnego kościelnego w państwo luterskie. Niezły trick.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Magazynier 17 sierpnia 2017 12:55
17 sierpnia 2017 13:18

..."uważam, że Luter to projekt cesarski, który został przejęty przez braci Hohenzollern, ci zaś poprzez Albrechta, będącego wielkim mistrzem krzyżackim powiązani byli z Hanzą, albowiem zakon należał do Hanzy."... 

 

Coryllus stawia mimochodem inną śmiałą tezę odnośnie Krzyżaków. My widzimy Krzyżaków jako zakon i może zwyrodniałe ale jednak ramię Kościoła. Corylus widzi - przynajmniej takie mam wrażenie - jako zbrojne ramię Hanzy na Morzu Bałtyckim i w tym regionie Europy. To zupełnie śmiałe i dla mnie niespotykane podejście ... 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Magazynier 17 sierpnia 2017 12:18
17 sierpnia 2017 13:21

Osobiści widzę Kronikę Kadłubka nie jako historię Polski ale jako doktrynę państwa piastowskiego ujętą w formie historii. Dlatego dla mnie Kadłubek pisze tak jak pisze i pomija wiele rzeczy i sięga długo, długo wstecz. To tak z grubsza. Cały czas przymierzam się do tego, aby trochę w tej materii pogmerać. Dla mnie to nie jest dzieło historyczne a dzieło doktrynalne.

zaloguj się by móc komentować

Nova @mniszysko 17 sierpnia 2017 13:18
17 sierpnia 2017 14:16

  Można rzec, że Grunwald to Hanza kontra banki Włoskie .

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @mniszysko 17 sierpnia 2017 13:21
17 sierpnia 2017 14:35

A to ciekawe. Kiedy przyjdzie czas po temu, przejrzę Kadłubka jeszcze raz pod tym kątem. 

A Jan Długosz, jeśli wolno zabrać Ocju jeszcze trochę czasu?

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @mniszysko 17 sierpnia 2017 13:18
17 sierpnia 2017 14:47

Ponieważ ja dopiero zaczynam studia historyczne, niekościelny charakter Krzyżaków nie jest dla mnie tak szokujący. Teza oficjalna o ich kościelność nie zdąrzyła u mnie wryć się w beret. A to co znalazłem w Britannice wręcz mnie utwierdziło w przekonaniu przeciwnym. Nie mogę teraz tego znaleźć, ale tam było czarno na białym, że Albrecht przekupywał zakonnych rycerzy i całego zakonu do przejścia na luterstwo i obietnicą i faktycznym nadeniem ziemi zakonnej, a jak przeszli na luteranzim to znowu coś mu tam zostało po zakonie i dalej załatwiał swoje sprawy tymi łapówkami. Zakon został rozwiązany wtedy tylko w Prusiech, bo w Rzeszy zakon jeszcze trwał i miał swojego nowego mistrza, ale to był już ostatni mistrz.  

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
17 sierpnia 2017 16:23

"Porzucenie rozważań na temat rzeczywistych okoliczności życia i działalności politycznej oraz propagandowej Lutra i uniwersytetu w Wittenberdze na rzecz doszukiwania się tragicznych konsekwencji jakie jego pisma i tezy wywarły na Kościół uważam, za dużą ekstrawagancję, która przybiera wymiar coraz bardziej rozrywkowy."

To niestety wynika z zasad akademickiej filozofii, popada ona w coraz bardziej zawiłe rozważania pomijając obiekt rozważań i odrywając je od rzeczywistości. Ks. prof. Guz po prostu idzie tą ścieżką jaka została wytyczona przez uniwersytety. To niestety tyczy się też uniwersyteckich historyków, którzy uczynili tzw. źródła obiektem kultu zapominając o istocie badania historii, ale ten kult podstawiły im ośrodki imperialne(taki mocz szamana), które wcale nie przejmują się źródłami w opisie historii. Najgorsze jest jak historyk omamiony kultem źródeł trafi na tekst propagandysty(a że większość wiarygodnych źródeł które były w klasztorach została rozgrabiona lub unicestwiona to nie trudno trafić na "źródła" siejące fałsz) który celowo przekłamywał opisywane wydarzenia, wtedy już takiemu nie wytłumaczysz, że to rzekome źródło nie trzyma się kupy. Tak jak to opisałeś przywołując przykład Sobiesiaka.

Niestety prof. Kucharczyk też częściowo wpada w ten akademicki nurt sądząc, że za wszelkimi nieszczęściami stoją Niemcy. Na nic były tłumaczenia Magazyniera w Bytomiu, że Marks zaczynał kariere w Wlk. Brytanii, dla profesora najważniejsze było to, że marksizm wywodzi się od Hegla.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Magazynier 17 sierpnia 2017 14:35
17 sierpnia 2017 17:24

Po raz pierwszy w historii naszych dziejów wyszliśmy na prostą. Trzeba było spisać i utrwalić tradycje Korony Polskiej. Dla mnie ks. Jan Długosz chce zbudować narrację nowego wcielenia Civitas Romana. Proszę zobaczyć jak tytułuje swoje dzieło: Annales. Kto wcześniej napisał Annales?  Kanonik Jan Długosz nie uprawia reaktywną politykę historyczną. On tworzy narrację pod nową civitas. Był przecież współpracownikiem ks. Zbigniewa kard. Oleśnickiego, którym dzisiaj straszy się lewicę, ten zaś myślał dalekosiężnie...

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Kuldahrus 17 sierpnia 2017 16:23
17 sierpnia 2017 18:00

Niemcy i idee. Za wszelkimi nieszczęściami stoją Niemcy i idee. Mamy tu walkę historii idei z historią gospodarczą i polityczną. I jak narazie historia gospodarcza wygrywa. Jak mi się zdaje o to chodzi Gospodarzowi. Nie mogę mu nie przyznać racji, z całym szacunkiem dla bardzo kulturalnego Ks. Guza i jego wiedzy teologicznej i jego chwalebnego i nawet heroicznego zaangażowanie w obronę ortodoksji, a nawet więcej w obronę po prostu sumienia i tego co najcenniejsze - miłości.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @mniszysko 17 sierpnia 2017 17:24
17 sierpnia 2017 18:04

Ale numer! To mnie i nas Ojciec zażył. Szczęka mi opadła. Będę się modlił o czas i wenę dla Ojca do napisania czegoś o Długoszy i jego Annales. 

Ale w takim razie słusznie się Oleśnickiego boi lewica ... Vivat Civitas Romana! I kto tu, bracia nasi germańscy, jest dziedzicem Rzymu?

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @mniszysko 17 sierpnia 2017 17:24
17 sierpnia 2017 18:32

Czyli Grunwald to był dla Długosza taki Rubikon albo bitwa na moście mulwijskim? In hoc signo vinces ... 

O fratres germani, timete!

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Magazynier 17 sierpnia 2017 18:32
18 sierpnia 2017 07:59

Według mnie to był skutek. My mamy źle rozpoznaną geografię polityczną. Nas ciągle zmuszają się do orientowania się na linii zachód-wschód. Wielką zasługą Kazimierza Wielkiego było oparcie swojej polityki o sojusz z Węgrami. Proszę pamiętać że projekt Polska był wtedy projektem bardzo świeżym i nie obrażajmy się niezbyt stabilnym. Od północy zagrażali nam Hanza z Krzyżakami. Od zachodu Praga. Właśnie od zachodu (znowu źle rozpozna geografia - proszę zwiedzić samochodem lub na piesz szlach zamków w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, wtedy wszystko staje się zrozumiałe!). Granica na wschodzie ciągle była w ogniu najeżdżana przez Litwinów i Tatarów. Przez politykę sojuszu z Koroną św. Stefana po pierwsze mieliśmy otwarte szlaki na południe. Ruś Czerwona to południe Polski a nie wschód (my to ciągle źle spostrzegamy). Rubikonem było uczynienien Jadwigę KRÓLEM (Jadwiga nie była królową w sensie żony króla) i potem jej osobista zgoda na sojusz z Litwą poprzez małżeństwo. To była opcja kościelna rzymska i ona zwyciężyła. Stworzyła nam ona stabilną granicę wschodnią. Mając otwarte szlaki południowe zabezpieczone sojuszem z Litwą (wschód) i z Węgrami (południe) strzeżone z zachodu przez tzw. szlak orlich gniazd. Mogliśmy złapać pierwszy oddech. Miastem gdzie najczęściej rezydował dwór po Kazimierzu Wielkim był ... Biecz przy przełęczy dukielskiej! Drugi był otwarciem tego południowego szlaku na północ przez Grunwald. Tak to mnie się widzi po coryllusowych lekturach i słuchaniu się małpy zamkniętej w malborskich lochach.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Magazynier 17 sierpnia 2017 18:04
18 sierpnia 2017 08:00

Dziedzicem w sensie civitas nie w sensie imperium.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Magazynier 17 sierpnia 2017 18:04
18 sierpnia 2017 08:00

Dziedzicem w sensie civitas nie w sensie imperium.

zaloguj się by móc komentować


Paris @mniszysko 18 sierpnia 2017 07:59
18 sierpnia 2017 16:42

Bardzo ciekawe to Mniszyska spojrzenie...

... tez - po mojemu - to sie kupy trzyma... i mialo "rece i nogi"... stad pewnie tez i te woly... itd. itp.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @mniszysko 18 sierpnia 2017 07:59
18 sierpnia 2017 18:49

Drogi Ojcze, czytałem z zapartym tchem dwa razy i muszę przeczytać jeszcze raz i jeszcze raz... No tak, teraz rozumiem. Praga była Zachodem, bo Śląsk był odrębnym organizmem politycznym, a jego przynależność do Polski lub do Rzeszy nie była jeszcze roztrzygnięta. Ten Śląsk dużo zmienia. 

"Rubikonem było uczynienien Jadwigę KRÓLEM (Jadwiga nie była królową w sensie żony króla) i potem jej osobista zgoda na sojusz z Litwą poprzez małżeństwo."

W takim razi Grunwald to była analogia do bitwy na moście mulwijskim ze św. Stanisławem dzierżącym Święty Znak. 

Ciekawy jest ten szkic szlaku południe-północ.

Biecz jest niesamowity: http://www.biecz.pl/asp/pl_start.asp?ref=1&schemat=

Herb św. Piotr i Paweł. Kromer się tam urodził.

Chciałbym bardzo namówić Ojca do otwarcia swojego bloga tu na SN, rzecz jasna za zgodą przełożonych. Wystarczyłby taki tekst raz na miesiąc.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @mniszysko 18 sierpnia 2017 08:00
18 sierpnia 2017 18:50

Tak. Ale żeby mieć civitas, potrzebna jest doktryna/polityka imperialna misyjna.

zaloguj się by móc komentować

marek-natusiewicz @mniszysko 18 sierpnia 2017 07:59
19 sierpnia 2017 10:43

Coś "krótki" historycznie to oparcie. Gdzie św. Kinga, gdzie św. Władysław, gdzie wreszcie Elżbieta Łokietkówna pospołu ze św. Elzbietą Węgierską, siostrą św. Jadwigi Śląskiej. Kazimierz Wielki to jedynie "skutek" wielowiekowej (bo od XI w.) polityki... andegaweńskiej. Całosć wpisu "zalatuje" akademickością, niegodną tego coryllusowego miejsca... Na zakończenie zagadka: po którym "Władysławie" Jagiełło otrzymał imię? Dla ułatwienia dodam, że musiał to być święty...

zaloguj się by móc komentować

tromba @Magazynier 17 sierpnia 2017 11:42
19 sierpnia 2017 21:52

Bardzo prosze o linka do wykladow w Tv-Trwam ks. Perszerona. Nie moge zlokalizowac

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @tromba 19 sierpnia 2017 21:52
20 sierpnia 2017 10:33

Z przyjemnością: http://tv-trwam.pl/filmy/mocni-w-wierze

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @marek-natusiewicz 19 sierpnia 2017 10:43
20 sierpnia 2017 10:38

Przecież to jest ledwie szkic. I to daleki od akedemickości. Wystarczy rzucić okiem. Żadne Arcana i żadna rada wydziału historycznego tego by nie przepuściła. Musiałby mieć O. Mniszysko niezłe plecy żeby przejść z taką historią gospodarczą piastowsko-jegiellońską.

Jagiełło imię miał po ... ale może niech się wypowie O. Mniszysko. Ja mam swojego kadnydata. Nie chcę się wcinać dalej, bo i tak już się nadto wciąłem. Nie mam wątpliwości że O. Mniszysko wie. 

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Paris 18 sierpnia 2017 16:42
20 sierpnia 2017 10:39

Tak właśnie, ten handel wołamie znajduje niezłe tutaj korzenie.

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować