-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Kreowanie i zarządzanie ortodoksją

Teza jest taka – ruchy ortodoksyjne tworzone są po to, by wynieść wojnę i konflikt w ogóle (jakikolwiek) poza strefę w której kumulowany jest kapitał. Tak to wygląda w skali makro. Kiedy bomba albo samolot spada w miejscu, gdzie kapitał się jednak udało skumulować, to znaczy, że po tamtej stronie ktoś zgłasza chęć podjęcia nowych negocjacji. Czyni to poprzez uwolnienie ruchów ortodoksyjnych i nadanie im nowej dynamiki. Nie będę dziś wyjaśniał co znaczy i gdzie jest lokowane pojęcie „tamta strona”, bo wszyscy doskonale rozumieją jak trudne jest to do zdefiniowania.

Kiedy jakiś kraj chce by na jego terenie doszło do kumulacji kapitału, gwarantującej stabilizację, musi liczyć się z tym, że zaczną spadać samoloty, a także, że wzrośnie liczba ruchów ortodoksyjnych kwestionujących sens tych działań. Na czym polega więc mądra polityka? Na tym, by pilnując ruchów ortodoksyjnych u siebie i obserwując wokół jakich narracji i idei mogą być one aranżowane, doprowadzić jednak do kumulacji kapitału na swoim terenie. To się nigdy nie odbywa w czasie jednego etapu i zawsze wiąże się z ryzykiem. Jeśli organizacja zarządzająca krajem jest silna, może pokusić się o tworzenie ruchów ortodoksyjnych na obszarach zarządzanych przez systemy i grupy jawnie jej wrogie. Może próbować przenieść tam wojnę po prostu, tak jak to robią Amerykanie i Rosjanie. W Polsce nie ma organizacji zdolnej do takich posunięć.

W czasie czynności, które mają doprowadzić kumulacji kapitału, toczy się wojna polityczna, prawdziwa, albo tylko medialna, w której także kreowane są ruchy ortodoksyjne, a także ortodoksyjni liderzy. Służą oni temu, by odwrócić uwagę mas uprawnionych do głosowania od spraw istotnych, które mogłyby zaburzyć proces kumulacji kapitału. Służą także do tego, by ów proces zatrzymać dając w zamian bardzo iluzoryczne jakości, które – bez owego kapitału – nie mają żadnego praktycznego znaczenia. Podkreślam – żadnego. Są jedynie pustosłowiem stwarzającym możliwość do wymiany poglądów nie mających pokrycia. Czy ruchy ortodoksyjne są en masse heretyckie. Tak. Trzeba to wyraźnie powiedzieć. One są heretyckie i rządzi nimi mechanika herezji. Ja od razu śpieszę, by uspokoić wszystkich zwolenników mszy trydenckiej, którzy już zdążyli się najeżyć. Jak mi to wyjaśnił pewien znajomy ksiądz – w Kościele możliwe są różne warianty liturgii. W herezji zaś tego nie ma. Jest tylko jeden obowiązujący ryt. Nie o liturgii jednak będziemy dziś mówić i bardzo proszę, by nikt w komentarzach nie podejmował tego wątku.

W jaki sposób tworzone są ruchy ortodoksyjne i ortodoksyjni liderzy? W okolicznościach nam znanych, jest to bardzo prosta mechanika. Oni muszą być wybrani spośród dobrze spenetrowanych środowisk, a kreacja następuje poprzez media. Nam się wydaje, że programy publicystyczne, gdzie bredzi się bez końca o sprawach nieistotnych, to jakaś magma. Niestety nie. One mają swoją hierarchię, a ludzie, którzy są do nich dopraszani nie są przypadkowi. Nie są przypadkowi młodzieńcy, którzy zadają pytania z ław publiczności i chmurne dziewice, zatroskane o los, czegoś lub kogoś. Oni się tam w tym programie „A to Polska właśnie” czy jako on się tam nazywa, nie znaleźli przypadkiem. Mamy dwa rodzaje programów z udziałem publiczności, gwarantującej widzowi absolutną autentyczność przekazu – kreujące liderów ortodoksji lewicowej i kreujące liderów ortodoksji prawicowej. Jak uczy nas przykład Magdaleny Ogórek przemiana lidera ortodoksji lewicowej w lidera ortodoksji prawicowej dokonuje się niezwykle łatwo i bez bólu właściwie. Zadaniem jednych i drugich jest nieustanne skupianie na sobie uwagi publiczności. Czyni się to poprzez emitowanie komunikatów uznawanych za kontrowersyjne i nie mających najmniejszych szans na realizację w istniejących okolicznościach. Zmiana zaś owych okoliczności, o czym liderzy ruchów ortodoksyjnych nie mówią, wiąże się z zatrzymaniem procesu kumulacji kapitału poprzez wojnę – taka normalną albo polityczną, która zdewastuje dotychczasowy układ i zamieni go na coś innego. Czy w tych nowych okolicznościach postulaty ortodoksji mogą zostać spełnione? Rzecz jasna nie, bo nie po to organizuje się herezje – religijne i polityczne – żeby spełniać postulaty heretyków. One są organizowane po to, by obniżyć koszta produkcji, albo żeby sprowadzić wojnę do miejsca, w którym tej wojny dawno nie było. A jeśli ktoś mi nie wierzy niech sprawdzi, jaka była przyczyna Wojny Trzydziestoletniej i od czego zaczęły się wszystkie nieszczęścia Królestwa Polskiego, których kulminacja nastąpiła w połowie XVII wieku.

Czym charakteryzują się liderzy ruchów ortodoksyjnych? Dwoma cechami – słabością i pychą. Pycha jest potrzebna do tego, by aranżować tak lubiane przez publiczność skandale uliczne i studyjne, a słabość potrzebna jest po to, by żaden ze zgłaszanych przez ortodoksję postulatów nie miał nawet cienia szansy na realizację.

Poświęćmy teraz słów kilka ortodoksji prawicowej. W zasadzie, realnie – to słowo szczególnie lubi prawicowa ortodoksja – jest tylko jedna cecha decydująca o tym, czy ktoś jest prawicowym politykiem i prawicowym działaczem. Jest nią skuteczność. Przez słowo to rozumiem zgodność deklaracji z czynami. Jeśli taka zależność nie zachodzi człowiek lansujący siebie jako prawicowego działacza nie jest nim w istocie. Jest kimś innym. Ja nie będę tu orzekał kim, ale sami sobie możecie tę definicję dopowiedzieć. Jeśli ktoś jest systemowo i z istoty nieskuteczny, ten nie jest prawicowym działaczem. Przy czym prawicowy działacz nigdy nie może posługiwać się argumentami – a bo to panie, chciałem, ale mi nie dali. Ja, na przykład, jestem prawicowym autorem, głównie dlatego, że mam za sobą same zrealizowane projekty wydawnicze. Zrealizowane za własne pieniądze, wypromowane bez udziału mediów publicznych i rozliczone z urzędem skarbowym. Prawicowy działacz bowiem pozostaje w zgodzie z prawem, no chyba, że prawo to domaga się jego zgładzenia. Wtedy mu się bronić czynnie. Póki co sytuacja taka nie zachodzi, w więc robię spokojnie to, co zawsze chciałem robić.

Czym charakteryzują się ortodoksyjni, prawicowi działacze w Polsce? Przeważnie wszyscy są na państwowych posadach, albo w ogóle na posadach. Przeważnie wszyscy należą do organizacji nieformalnych, których korzenie sięgają głęboko w czasy komuny. Przeważnie nie zdają sobie sprawy z tego co mówią, a ich jedynym marzeniem jest pobieranie diet poselskich za wypowiadanie kwestii omówionych wyżej – służących kamuflażowi lub wprost wrogich kumulacji kapitału w Polsce. Co tam kumulacja kapitału – powie ktoś – ważne żeby karę śmierci przywrócić i zmienić prawo aborcyjne. Tylko bowiem w oparciu o zasady rudymentarne możemy rozpocząć budowę nowego, szczęśliwego społeczeństwa, które żyć będzie według zdrowych, ewangelicznych zasad. Dobrze. Zróbcie to. I tu powstaje problem. Oni nie mogą tego zrobić, a jeśli nie mogą, to w istocie znaczy, że nie chcą. Imają się bowiem sposobów prowadzących do klęski, a do tego jeszcze sposobów zaburzających percepcję bliźnich, którzy mając mniej wyrobione poglądy, żyją szczerą chęcią zrobienia czegoś naprawdę dobrego. Dyskusja z prawicową ortodoksją kończy się zwykle tak, że oni deklarują chęć życia w katakumbach. To jest komedia, bo widzimy, że ani Marek Jurek, ani współczesny jego następca – Konrad Berkowicz nie żyją w katakumbach. Pokazują się publicznie, wygłaszają te swoje niby-poglądy i ze wszystkich sił starają się zwrócić na siebie uwagę. W zasadzie nie na siebie, ale na swój kategoryczny sposób formułowania sądów oraz na swoją nieskuteczność. Ta nieskuteczność jest bardzo ważna, albowiem służy ona werbunkowi i stwarza złudzenie, że jeśli kilka osób przyłączy się do działacza systemowo nieskutecznego, to on zyska na skuteczności. Nie zyska. Tamci co się przyłączyli stracą. Na to opiewa ten deal. Na to, by ludzie obdarzeni potencjałem tracili go natychmiast po przyłączeniu się do ortodoksji. Muszą bowiem – chcą czy nie – zaakceptować zasady rządzące w grupie i charyzmaty lidera. Te zaś mają mają właściwości paraliżujące, albowiem żaden ortodoksyjny lider nie jest jednostką autonomiczną i samodzielną. Nigdy tak nie było i nigdy nie będzie.

Jak jest na lewicy? Tam nikt nie zgłasza żadnych postulatów, którymi można się inspirować serio. Lewica domaga się jumy i tak zwanej swobody, co także nie ma zastosowania w istniejących okolicznościach, bez drastycznej zmiany tychże. To zaś, jak wyżej, wiąże się z zatrzymaniem procesu kumulacji kapitału i odwróceniem uwagi publiczności od spraw istotnych, których ta publiczność zrozumieć nie może. Nie może, albowiem tradycja dyskusji politycznej i wojny to schemat konfliktu ortodoksji. Nie potrafimy ani pomyśleć, ani opisać rzeczywistości politycznej w inny sposób. Możemy to zrobić jedynie przywołując – w przypadku dyskutantów aspirujących, z pretensjami do ilorazu – poglądy ortodoksów, albo – w przypadku dyskutantów prymitywnych – postaci ortodoksyjnych proroków. Na zasadzie – ten powiedział to, a tamten tamto. Ten wyglądał lepiej, a tamten gorzej...Na nic innego nas nie stać. Czy to można zmienić? Oczywiście, że można, ale do tego potrzebny jest warsztat autorski i dyskusja odbywająca się w zakresach znajdujących się poza ortodoksyjnym widmem. Dlatego, w mojej ocenie, najważniejszą rzeczą jest pisanie i nieustanne szkolenie się w formułowaniu myśli. To bowiem, co ma nam do zaproponowania polityka, media i dyskurs publiczny jest pułapką, która – w dłuższe lub krótszej perspektywie sprawi, że stracimy dynamikę, a co najgorsze wolę. Zostanie ona wprzęgnięta w mechanizm jakiejś ortodoksji, której liderzy, posilając się śniadankiem konsumowanym wprost z białego obrusa z wyhaftowanymi monogramami, opowiadać będą o tym, jak ciężko żyje im się w katakumbach.

Czy to wszystkie niebezpieczeństwa? Nie. Są jeszcze inne. Organizacja licząca na to, że w kilku etapach uda jej się skumulować kapitał na zarządzanym obszarze, w naszym wypadku jest to PiS, podlega silnej pokusie, zawarcia układu z jedną czy drugą ortodoksją. Po co? Dla lepszego zarządzania tłumem. Wiara zaś w to, że to tłum decyduje, a nie organizacje kreujące liderów, jest przemożna i nawet bardzo bystrzy politycy, demonstrują ten obłęd na wizji. Owa pokusa wiąże się z inną, o której już wspomniałem – z chęcią dogadania się z przeciwnikiem, w kwestiach dotyczących sposobów kumulacji kapitału i zasłonięcia owych negocjacji aktywnością grup ortodoksyjnych. To jest w zasadzie pułapka, w którą wpadają ci liderzy partii zwanych centrowymi, to znaczy takich, co biorą pod uwagę cały zestaw realnie istniejących okoliczności, którzy mają coś do stracenia. Na nich także czyha pokusa łatwej popularności, która zawsze jest udziałem liderów grup ortodoksyjnych. I ludzie niby sensowni, a słabi na umyśle, także chcieliby mieć swoje pięć minut popularności. Nie rozumiejąc, że owe pięć minut może ich unieważnić na zawsze.

Tak to widzę. Zapraszam wszystkich na stronę www.prawygornyrog.pl i przypominam, że jutro o 12.00 zamykam listę uczestników konferencji w Kliczkowie.



tagi: polityka  media  kapitał  liderzy  poglądy 

gabriel-maciejewski
23 czerwca 2019 09:14
60     2854    13 zaloguj sie by polubić
komentarze:
stanislaw-orda @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2019 10:13

Zacznę od dygresji, która niejako wyjaśnia nam toporność i prymitywizm  aktualnej politpropagandy.

Otóż w jednym ze swoich monologów Andrzej Poniedzielski użył frazy brzmiącej,  mniej więcej,  tak:
Jak ja mogę dogadać się z przedstawicielami młodego pokolenia, skoro w wyniku odbytej edukacji używam w swoich wypowiedzich zdań podrzędnie złożonych, które stanowią nieprzekraczalna barierę dla  percepcji owych młodych ludzi.   

Z kolei współczesnych politruków-łgarzy  ja rozpoznaję po używaniu przez nich   frazy: "tak naprawdę"
(ale nie chodzi mi o A. Poniedzielskiego).  "Tak naprawdę" kłamią, bo do tego zostali najęci.

Problem polega na tym, że  w krajach skazanych na to aby były przedmiotem eksploracji neokolonialnej,  sfera tzw. propagandy medialnej jest wyjałowiona z  tematyki serio, czyli takiej na jaką politycy takiego kraju mają jakikolwiek wpływ. W oficjalnej  propagandzie kraju wasalnego powielane  mogą być jedynie   klisze, które  aktualnego hegemona ukazują jako opcję bezalternatywną  (przynajmniej  w perspektywie najbliższej ewentualnie nadchodzącej kadencji). Cała reszta słuzy do wzajemnego podkręcania wzajem atmosfery "wojny ideolo", która np. w przypadku Polski ma przerodzic sie w konflit religijny (coś jak wydarzenia zapoczątkowane w  1934 roku  w Hiszpanii). Czyli kraj, który staje gospodarczo na "wlasne nogi" nalezy jak najszybciej przywrócić do poprzednio zajmowanej przezeń pozycji, czyli  "na klęczkach". "Najtańszą' z opcji to umozliwiajacych jest stan "wojny domowej", rozmaityuch separaytyzmów i ruchów "autonomii" lokalnej.  Mozna takze wywoąc konflikty w rodzaju prześladowania "mniejszosci". Nie musze dodawać, że cały repertuar tych i innych, nie wymoienionych tricków jest obecnie testowany w Polsce.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2019 10:16

Autonomia lokalna i prześladowania się nie przyjęły. Nie ma komu tego realizować. Jeśli wybuchnie wojna domowa, będzie to wojna ideologiczna o imponderabilia.

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2019 10:31

Przepraszam, że trochę obok tematu, ale chyba tylko trochę.

Chciałbym podzielić się dwiemy refleksjami, które mnie naszły w ostatnich dniach. Pierwsza dotyczy niespotykanego wręcz nasilenia ataków na Wiarę i Kościół Katolicki w ostatnich tygodniach. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Czy my faktycznie żyjemy już w jakichś czasach ostatecznych? Wygląda to na zupełnie już jawną wojnę Boga z szatanem. Profanacja Eucharystii, Ciała Bożego, Matki Boskiej Częstochowskiej. Wszystko zrobione jawnie, w przestrzeni publicznej, w biały dzień i przed kamerami. Ja wiem, że wojna polityczna, ideologiczna itd. trwa od zawsze, ale oni chwytają się już teraz dosłownie wszelkich metod, a wszystko dlatego, że są w tym zupełnie bezkarni. Wolność przyjęła formę profanacji świętości. Oraz podstaw wszelkiej moralności, kultury i obyczaju, które istnieją od tysięcy lat. Nie rozumiem jednego - dlaczego ludzie, którzy to robią, nie są jeszcze aresztowani i nie mają spraw sądowych oraz surowych kar? Dlaczego to nie jest prawnie ścigane, bo chyba jest zabronione. Nawet w naszym zwariowanym świecie. Dobrze, że przynajmniej Episkopat jakoś zareagował i dzisiaj na wszystkich Mszach Św. będzie odśpiewana modlitwa ekspiacyjna "Święty Boże..." jako pokuta za te straszne profanacje i obrażanie Pana Boga.

Druga refleksja dotyczy całego tego ruchu LGBT z plusem ujemnym. Naszła mnie taka myśl, że całe to nasilenie i aktywacja ich działań ma tylko i wyłącznie na celu ataki i niszczenie Kościoła Katolickiego oraz naszej cywilizacji właśnie. Oni tylko po to teraz istnieją. OK, towarzyszy temu nowy rynek, sprzedaż, tworzenie nowych hierarchii itd. Ale to tylko korzyść uboczna. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @MarcinD 23 czerwca 2019 10:31
23 czerwca 2019 10:34

Nie, to korzyść główna. Oni chcą usiąść do negocjacji z Kościołem. Niech sie Pan tak nie ekscytuje

zaloguj się by móc komentować

betacool @MarcinD 23 czerwca 2019 10:31
23 czerwca 2019 10:49

Te tęczowe marsze w Częstochowie i Rzeszowie to prowokacje w oczekiwaniu aż ktoś potraktuje ich poważnie, czyli najmarniej kijem. 

Ludzie są jednak dużo mądrzejsi niż te wydojone z żyrafy tęczowe skittelsy.

 

zaloguj się by móc komentować


qwerty @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2019 10:50

niestety, masz rację: - samo życie, takie mecyje ląduja na naszych biurkach, prawdziwa prawica nadchodzi, cytat [2019r.]:

DEKLARACJA 29 CZERWCA

My przedstawiciele organizacji politycznych i społecznych uznając za głęboko szkodliwą dla kraju, działalność dotychczasowych partii sejmowych, w szczególności dokonywanie przez nie głębokich podziałów społecznych, nieudolność przeprowadzania reform; służby zdrowia, sił zbrojnych, szkolnictwa, finansów oraz stałe zadłużanie Państwa, deklarujemy stworzenie wspólnej organizacji, której celem będzie głęboka reforma polityczna i gospodarcza kraju oraz usunięcie obecnej klasy politycznej  zżycia politycznego Rzeczypospolitej Polskiej, w sposób demokratyczny i w zgodzie z obowiązującym prawem. 

Dla osiągnięcia wyżej wymienionego celu deklarujemy powołanie nowego PROJEKTU POLITYCZNEGO (o nazwie do ustalenia) i przyjęcie poniżej ujętych zasad współpracy oraz norm i  procedur postępowań.

  1. Naczelnym organem wspólnego PROJEKTU będzie 7 osobowa RADA, wybierana … (tu określić zasady wyboru), której członkowie nie będą startować w najbliższych wyborach i nie będą umieszczani na listach wyborczych. W skład RADY będzie wchodzić po … (1 lub 2 członków- tu określić zasady doboru) wybranych spośród przedstawicieli zrzeszających się organizacji. 
  2. Wybór kandydatów na nr 1 na listy wyborcze (oraz w wypadku decyzji RADY, także na nr 2 , 3 i dalsze) będzie odbywał się wg procedury ustalonej przez RADĘ. Nie będzie ŻADNYCH WYJĄTKÓW od w/w procedury doboru kandydatów na nr 1 na listy wyborcze,
  3. Pełnomocnicy wyborczy w poszczególnych okręgach wyborczych nie będą (podobnie jak RADA) startować w wyborach z miejsc 1-3 i ostatniego.
  4. Sygnatariusze Deklaracji, zobowiązują się do pomijania promowania, narzucania czy powoływania się publicznie na jakichkolwiek ideologie społeczne, religijne czy filozoficzne, uznając iż te tematy powinny być rozwiązywane na drodze obywatelskiego referendum.
  5. Program polityczno-gospodarczy będzie ustalony we wspólnych grupach roboczych, które powoła RADA i to ona będzie decydować o jego ostatecznym kształcie, poprzez przyjęcie go większością głosów (swoich, walnego zgromadzenia? – wydaje się że najlepiej RADY).
  6. RADA będzie w okresie wyborczym pełnić funkcje Sztabu Wyborczego oraz powoływać inne ciała doradcze (sztab medialny, organizacyjny, finansowy, zbierania podpisów, itp.). Wszyscy sygnatariusze Deklaracji zobowiązują się w okresie wyborczym podporządkować decyzjom RADY oraz jej zaleceniom i dyrektywom. Brak podporządkowania się RADZIE może skutkować natychmiastowym usunięciem poszczególnych członków lub całych organizacji z PROJEKTU ze skutkiem natychmiastowym.
  7. Kadencja Rady trwa do najbliższych przegranych wyborów a maksymalnie do 14 dni po ich przegraniu. Potem organizacje-uczestnicy PROJEKTU zobowiązują się powołanie nowej RADY. Nowa RADA może zawierać tych samych członków, jednak każdy członek RADY, może być wybierany tylko trzykrotnie do RADY.
  8. W przypadku zainteresowania się PROJEKTEM jako całością, przez osoby nie będące członkami organizacji- sygnatariuszy, zobowiązane one będą do wstąpienia, do wybranej przez siebie, jednej  z w/w organizacji-sygnatariuszy. Procedura ta będzie obowiązywać do czasu organizacyjnego zespolenia się organizacyjnego wszystkich organizacji-sygnatariuszy PROJEKTU.
  9. Fundusze – tutaj trzeba ustalić, czy będą fundusze wspólne, jak będą nadzorowane fundusze wyborcze, kto je będzie rozliczał, kto prowadził  i na jakiej zasadzie będą dzielone ewentualne dotacje Państwowe dla komitetów wyborczych na organizacje będące w POROZUMIENIU? TEMAT BARDZO WAŻNY I TRZEBA SZCZEGÓŁOWO GO OKREŚLIĆ!!!
  10.  Organizacje-sygnatariusze niniejszej Deklaracji oraz ich członkowie zobowiązują się, pod groźbą dobrowolnej infamii społecznej (lub czegoś innego, jak ktoś ma inny pomysł), oraz gwarantują osobistym słowem honoru iż w wypadku wygranych wyborów, nie będą zmieniać barw organizacyjnych, klubów sejmowych i samorządowych oraz wstępować do innych partii i organizacji politycznych w okresie gdy będą pełnić funkcje polityczne i publiczne z nadania wspólnego PROJEKTU.
  11. Organizacje –sygnatariusze oraz ich członkowie oświadczają iż nie będą w ramach PROJEKTU szukać nieuzasadnionych korzyści prywatnych, będą zwalczać nepotyzm oraz wszelkie układy poza formalne jakie mogą się pojawić wewnątrz PROJEKTU. W wypadku stwierdzenia takich układów lub nepotyzmu RADA zobowiązana jest do natychmiastowego usunięcia takich członków lub organizacje z POROZUMIENIA.
  12. Wszystkie organizacje oświadczają iż z chwilą podpisania Deklaracji nie będą prowadzić żadnych rozmów politycznych z innymi organizacjami i partiami politycznymi bez zgody wszystkich sygnatariuszy Projektu lub/i RADY PROJEKTU. Zaś prowadzone w/w rozmowy będą się odbywać zgodnie z zaleceniami lub/i ustaleniami organizacji –sygnatariuszy lub/i RADY. W wypadku stwierdzenia nieautoryzowanych przez RADĘ (lub organizacje –sygnatariusze) rozmów, organizacja łamiąca tą zasadę może być usunięta z POROZUMIENIA przez RADĘ lub pozostałe organizacje.
  13. Organizacje, jako osobne podmioty mają wolność występów publicznych (TV, Radio, media) do czasu ukonstytuowania się RADY oraz przejęcia przez nią funkcji Sztabu Wyborczego (datę tego określa RADA). Z tą chwilą wszelkie wystąpienia publiczne organizacje-sygnatariusze oraz ich członkowie zobowiązują się zgłaszać do RADY oraz konsultować z RADĄ treść i przekaz medialny prezentowany przez siebie w mediach. RADA ma obowiązek określić listę mediów, które podlegają tej procedurze. RADA może zakazać występów w tych mediach! W wypadku nie podporządkowania się decyzjom RADY, dana organizacja lub jej członkowie mogą być usunięci z PROJEKTU. 
  14. Mając na wzgląd pomyślność i dobrobyt przyszłych pokoleń Rzeczypospolitej sygnatariusze Deklaracji oświadczają iż wykorzystają całą swoją wiedzę, umiejętności oraz doświadczenie dla unowocześniania, usprawniania i bogacenia się społeczeństwa i kraju. Jednocześnie będziemy działać w duchu współpracy, pomocy i pojednania jakie wykazali obywatele Rzeczypospolitej w roku 1980!

 

Amen!

 

zaloguj się by móc komentować

qwerty @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2019 10:55

a tak formułuje się agregowanie oddolnych ruchów społecznych [jest rozkaz i jest wykonanie]:

"..Na chwilę obecną możemy przyjąć założenia programu, nie zaś jego szczegółowe opracowanie. Warto przy programie zwrócić uwagę na badania społeczne (np. prof. Czaplińskiego lub innych socjologów), którzy od lat wskazują które potrzeby Polacy uważają za najważniejsze.

Wg mojej oceny są to: służba  zdrowia, praca, bezpieczeństwo, szkolnictwo (w tym przedszkola i żłobki), mieszkalnictwo.  Warto zatem się skupić na tych tematach + dodać te postulaty które rozburzą SYSTEM funkcjonowania obecnych sił politycznych a więc odciąć politykom dostęp do tzw. „konfitur” . I tutaj tkwi sedno funkcjonowania partii w PL. Z chwilą odcięcia „konfitur” tracą one około 70% swojego potencjału!!! Ja to ująłem w pkt 2.

PROPOZYCJE PROGRAMU

  1. Reforma Służby Zdrowia

Obecna fatalna sytuacja finansowa Centrum Zdrowia Dziecka i pozostałych 13 szpitali nadzorowanych bezpośrednio przez Ministra Zdrowia to kolejny przykład nieprzygotowania kadry Ministerstwa Zdrowia do zarządzania tym sektorem. Skoro nie potrafią sprawować nadzoru właścicielskiego nad kilkunastoma szpitalami i uczynić z nich placówki świecące przykładem gospodarności dla innych, to nie będą w stanie dokonać tego w całym systemie.

Ministerstwo Zdrowia potrzebuje jako szefa menadżera z krwi i kości, który rozumie jak działają duże organizacje, duże systemy. Wśród wiceministrów wystarczy 1-2 lekarzy, odpowiedzialnych za kształcenie lekarzy i procedury medyczne. Reszta to powinni być menadżerowie potrafiący korzystać z wiedzy ekspertów.

  • Oparcie powszechnej ochrony zdrowia o ZOZ-y i bezpośrednie przekazywanie do tego typu placówek części składek zdrowotnych (3-6% z obecnych 9% podstawy wymiaru) – pieniądz ma iść za pacjentem,
  • Wprowadzenie obowiązkowej, drobnej opłaty (5 zł.) za każdą wizytę u lekarza (nie dotyczy wizyt dzieci)
  • Pełne zinformatyzowanie Służby zdrowia, wprowadzenie elektronicznych kart zdrowia,
  • Skomponowanie koszyka medycznych usług gwarantowanych
  • Dzierżawa, a nie prywatyzacja szpitali tylko dla jasno określonych podmiotów, spełniających warunki np. spółek non profit, fundacji, stowarzyszeń czy spółdzielni,
  • Opracowanie zasad wykonywania komercyjnych usług dla szpitali publicznych (państwowych, samorządowych, itp.)
  • Reforma NFZ , min wprowadzenie jednolitych wycen usług lekarskich dla wszystkich placówek medycznych oraz podpisywanie tylko usług dotyczących całego procesu choroby z jedną tylko placówką zdrowia (od przyjęcia pacjenta do jego całkowitego wyleczenia lub zgonu – chodzi o to aby najlepiej płatnej części kuracji nie przejmowały firmy prywatne a tą droższą część zostawała placówką publicznym), zmiana wycen usług lekarskich tak aby najwyżej były wyceniane te ratujące życie,
  •  Zakaz pełnienia funkcji zarządzających lub posiadania udziału w kliniakach i firmach prywatnych dla funkcjonariuszy publicznej służby zdrowia, takich jak  konsultanci krajowi i wojewódzcy, dyrektorzy klinik czy ordynatorzy
  • Powołanie przy ministrze zdrowia Centrum Kryzysowego (z odpowiednimi uprawnieniami) na wypadek braku leków (mieliśmy już taką sytuację) lub tez stwierdzenia szkodliwości danego leku i szybkiej konieczności wycofania go z rynku,
  • Zwiększenie kompetencji Rady Przejrzystości oraz powiązania jej działań z Centrum Kryzysowym, zwiększenie wynagrodzeń jej członków do 25 tys. miesięcznie + dodatkowe granty
  • Wprowadzenie Biura Analiz Ekonomicznych przy Ministrze Zdrowia dla oceny ekonomicznych skutków leczenia danych schorzeń (chodzi o wybranie najbardziej ekonomicznych leczenia)
  • Wprowadzenie reformy systemu badań klinicznych w publicznych placówkach zdrowia (z tych badań korzystają firmy farmaceutyczne, w małym stopniu same szpitale)
  •  Zniesienie limitów zarobków dyrektorów publicznych placówek zdrowia
  •  
  • 2. Odpartyjnić Państwo

Obecny system polityczny w Polsce można śmiało przyrównać do czasów saskich. Przypomnę iż wtedy istniały dwie wzajemnie zwalczające się familie – Potockich i Czartoryskich, pochodzące z tych samych kręgów towarzyskich i kulturowych, tak samo jak obecnie PO i PiS. Co gorsza stawiając wyżej własne interesy niż interesy państwa często torpedowały inicjatywy przeciwnika, choć były one korzystne zarówno dla Państwa jak i jednej i drugiej strony. Dziś, podobnie jak wtedy silnie rozwijała się gospodarka a życie kulturalne kwitło (2 poł. XVIII). W zasadzie istnieje też podobny system klienteli. Wtedy szlacheckiej, dziś poselskiej i całej wielkiej liczby działaczy partyjnych. Tak jak wtedy, tak i dziś jedna z familii (dziś PO, PiS, SLD czy PSL) pod przywództwem „głowy rodu” obsadza bez pardonu urzędy swoją klientelą. Stąd w obecnej Polsce duże upartyjnienie nie tylko stanowisk w administracji państwowej ale także stanowisk w samorządzie, spółkach państwowych, agencjach, agendach i innych instytucjach podległych politykom.   To „głowa partii” decyduje kto i gdzie ma być na listach wyborczych, kto jakie funkcje będzie sprawował w radach nadzorczych spółek państwowych i samorządowych, w rządzie, w samorządach czy instytucjach państwowych.

Rozerwanie tego zaklętego kręgu powiązań jest jednym z kluczowych celów naszej działalności. Nie chodzi tutaj o wymianę kadr w instytucjach publicznych ale o wprowadzenie Systemu który uniemożliwi prowadzenie takich praktyk w przyszłości. Mają temu służyć te podstawowe kroki:

  • Jednomandatowe okręgi wyborcze,
  • Trzy kadencyjność posłów, senatorów i radnych
  • Wybór sędziów i prokuratorów w wyborach powszechnych
  • Otwartość i przejrzystość administracji samorządowej i państwowej
  • Uproszczenie procedur biernego prawa wyborczego (każdy może startować)
  • Zmiana systemu finansowania partii (w zależności od ilości otrzymanych głosów, np. 1 głos = 20 zł.).
  • Zakaz pełnienia funkcji kierowniczych w spółkach, agencjach, agendach i organizacjach państwowych i samorządowych dla osób które nie mają odpowiednio długiego stażu w odpowiednich spółkach i na odpowiednich stanowiskach w firmach komercyjnych  pozbawionych kapitału państwowego i samorządowego (sugeruję 10 lat na stanowiskach rad nadzorczych i zarządu i 5 lat na stanowiskach kierowników działów i dyrektorów) lub których przychód rocznych nie pochodzi więcej niż w 35% z zamówień państwowych i samorządowych.
  1. Wolność gospodarcza

Obecnie w Polsce, wg centrum Adama Smitha, funkcjonuje kilkanaście tysięcy absurdalnych przepisów prawnych które utrudniają działalność gospodarczą a przez to rozwój kraju. Podstawą zmiany tego sytuacji byłby powrót do ustawy Wilczka jako podstawy opracowania nowego systemu prawnego dla wszelkiej działalności gospodarczej. I nie chodzi tutaj o całkowite przywrócenie tej ustawy ale głownie stworzenie przepisów w oparciu o nią. Przypomnijmy iż Polska jest obecnie na 64 miejscu wśród wolnych gospodarek świata co plasuje ją między Trynidadem i Tobago a Kazachstanem. Do największych wyzwań w tym zakresie należy:

  • zniesienie ponad 100 zawodów z licencjami (zastanowić się które i uzasadnić),
  • likwidacja dużej liczby pozwoleń, koncesji czy zezwoleń,
  • ułatwienia biurokratyczne –min. przy zmianie formy prawnej firmy, zakładaniu firm(rzeczywiste wprowadzenie zasady jednego okienka), czy rozliczeniach z fiskusem,
  • ograniczenie interwencji rządu w gospodarkę (tutaj propozycje – co można ograniczyć)
  • obniżenie/zmiany  podatków (do dyskusji)
  • zmianę systemu funkcjonowanie urzędów skarbowych - często przedsiębiorca jest traktowany gorzej niż przestępca. Przestępca ma konstytucyjne domniemanie niewinności, czego nie można powiedzieć o przedsiębiorcach,
  1. Nauka i innowacyjność

To iż polska nauka i innowacyjność przeżywa niespotykaną od wielu lat stagnację jest chyba już teraz sprawą oczywistą dla każdego obywatela. Przypomnijmy iż młodzi polscy badacze zdobyli tylko jeden grant na 536 grantów z Unii Europejskiej. A polskie uczelnie są w ogonie światowych rankingów. Jedną z głównych przyczyn takiego stanu rzeczy jest to że rzesza polskich naukowców woli pracować w bezpiecznym środowisku, mieć może niezbyt świetlane perspektywy, za to święty spokój. Nieliczni naukowcy prowadzący często badania na światowym poziomie nie mają wsparcia nie tylko swojej uczelni ale także czasmi nawet własnego wydziału czy środowiska. Także uczelnie nie mają bodźców które zmuszałyby je do współpracy z przemysłem czy biznesem i w większości swoją działalność opierają na finansowaniu przez Państwo. Także system zastrzegania i wprowadzania patentów przedstawia wiele do życzenia.  Innym problemem jest niewystarczający poziom nakładów na B+R, niski ich udział w PKB oraz odwrócona struktura finansowania, gdzie więcej wydaje państwo niż firmy, blokuje postęp cywilizacyjny.

  • Zmiana systemu finansowania ośrodków naukowych i szkół wyższych poprzez przejście z obecnego system finansowania ich działalności na system grantów,
  • Uzależnić finansowanie wyższych uczelni od ilości absolwentów znajdujących zatrudnienie w pierwszym roku po ukończeniu studiów
  • Stworzyć specjalną pulę pieniężną przy ministrze gospodarki która byłaby rozdysponowana dla tych ośrodków które współdziałają z przemysłem,
  • Dalsze wspieranie działań Narodowego Centrum Nauki (NCN) i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) w celu wspierania pozyskiwania grantów dla polskiej nauki
  • Wprowadzenie realistycznych i sensownych wskaźników, po których moglibyśmy poznać, w jakim kierunku ewoluuje polska nauka, i na jakim poziomie kształcenia SA polskie uczelnie
  • Lokowanie w Polsce centrów badawczych o silnych powiązaniach europejskich i światowych, ukierunkowanych na poszukiwanie przełomowych technologii oraz wzrost ich wartości
  • Zapewniać sprzężenia zwrotne i drożność przepływu danych, informacji, wiedzy i wzorców pomiędzy przedsiębiorstwami a nauką oraz uruchomić ssanie innowacji przez przedsiębiorstwa.
  • Wykorzystać zasoby edukacji i szkolnictwa wyższego oraz uwzględnić tanią siłę roboczą jako podstawę rozwoju kapitału ludzkiego dostosowanego do potrzeb wyzwań innowacyjnej gospodarki
  1. Reforma Szkolnictwa

Reforma szkolnictwa już się zaczęła i wydaje się iż idzie w dobrym kierunku. Zanik klas ogólnokształcących i profilowanie nauczania w liceach i technikach to krok w dobrym o którym mówiło się przynajmniej od 20 lat. Bo po co potencjalnemu historykowi nauka biologii a potencjalnemu inżynierowi „męczenie się” nad literaturą. Jenak jest to początek reform i wymagają one dalszego pogłębienia, min poprzez

  • Wprowadzenie do szkół takich przedmiotów jak bankowość, prawo.
  • Obowiązkowe zakończenie szkół zawodowych egzaminami „czeladniczymi” nadzorowanymi (współprowadzonymi) przez firmy prywatne o danym profilu zawodowym,
  • Pełne zinformatyzowanie wszystkich szkół,
  • Wprowadzenie doradców zawodowych do szkół średnich,
  • Rozliczanie, poprzez system grantów pracy poszczególnych nauczycieli jak i całych szkół (nauczyciel , nauczycielowi nie równy)
  • Zmiany w Karcie Nauczyciela.
  1. Reforma wymiaru sprawiedliwości

To że system sprawiedliwości w Polsce praktycznie nie funkcjonuje nie trzeba nikogo przekonywać. Niektóre z naszych propozycji rozwiązania tego tematu to:

  • Zinformatyzowanie działań prawnych takich jak dostęp do ksiąg wieczystych, zakładanie firm czy wprowadzanie e-sądów, informatyzacja akt, wdrożenie elektronicznego obiegu dokumentów,
  • Wybieranie w wyborach powszechnych sędziów i prokuratorów okręgowych
  • Przyznanie sędziom i prokuratorom okręgowym uprawnień managerskich w stosunku do podległych sobie okręgów, zmiana struktury zatrudnienia w sądach, odciążenie sędziów od działań administracyjnych, stworzenie centrum usług wspólnych (księgowość, sprzątanie, ochrona, itp.)
  • Dalsze ułatwienia dostępu do zawodu Notariusza, Adwokata i Komornika
  • Ograniczenie immunitetów prawniczych poprzez wyłączenie z nich przestępstw pospolitych i wykroczeń (min. drogowych)
  • Wprowadzenie specjalizacji sądów,
  • Stworzenie katalogu spraw rozpatrywanych uproszczoną procedurą (sądów ad hoc)
  • Reforma systemu biegłych
  • Wprowadzenie systemu przejrzystości działania sędziów i prokuratorów
  • Zapewnienie platformy elektronicznej wymiany danych pomiędzy organami ścigania sądami a więziennictwem,
  • Szersze stosowanie „obroży” elektronicznych dla skazanych za drobne wykroczenia,
  • Prywatyzacja niektórych więzień
  1. Demografia, mieszkalnictwo (!).

Ze statystyk wynika, że same zachęty +500 dla rodziców działają. Np. Polki mieszkające na Wyspach mają średnio 2,13 dziecka, podczas gdy w kraju – tylko 1,3. – TO JEST DO DALSZEGO DOPRACOWANIA – niestety nie jestem w tym specjalistą. Tutaj koniecznie warto dorzucić poza żłobkami czy opieką nad dzieckiem – MIESZKALNICTWO.

  1. Bezpieczeństwo militarne

Wojsko Polskie to konglomerat muzealnego wyposażenia z nielicznymi wyspami nowoczesności. 

  • Wzrost wydatków na MON do 3% PKB, do czasu aż Rosja zmniejszy wydatki zbrojenia o 35%.
  • Reforma WOT + przywrócenie poboru (system Rezerw jest na wykończeniu) – ale to ostatnie nie należy eksponować.
  • Zmiana systemu awansów w Siłach Zbrojnych i powiązanie ich z odbytymi ćwiczeniami długoterminowymi, uczestnictwem w misjach zagranicznych oraz kilkuletnim dowodzeniem oddziałami bądź pododdziałami Wojska Polskiego.
  • Zmiana systemów szkolenia i przystosowanie ich do potrzeb taktycznych i operacyjnych Wojska Polskiego a także reforma klas kwalifikacyjnych.
  • Reforma długoletniego programu rozwoju i modernizacji sił zbrojnych, powiązanie zakupów uzbrojenia z innowacyjnością gospodarki.
  • Rozszerzenie współpracy z polskim przemysłem zbrojeniowym w zakresie finansowania badań innowacyjnych BiR i R&D – powołanie polskiego odpowiednika DARPA, zniesienie przepisów utrudniających bezpośredni kontakt żołnierzy z własnym przemysłem zbrojeniowym.
  • Reforma systemu dowodzenia
  • Rozwój sieciocentryczności armii oraz systemów rozpoznania, w tym satelitarnego
  • Stworzenie Agencji Uzbrojenia (połączenie ją z Agencją Mienia Wojskowego która ulegnie likwidacji) odpowiedzialnej za całokształt pozyskania uzbrojenia i sprzętu wojskowego, warunków jego eksploatacji i wycofania z użycia, niezbędnego dla zapewnienia technicznych warunków do osiągnięcia wymaganych zdolności operacyjnych Sił Zbrojnych RP."

to jest cytat!!!!

 

 

 

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @MarcinD 23 czerwca 2019 10:31
23 czerwca 2019 11:00

Kluczowa jest tu kwestia  dlaczego prokuratura i sądy nie reagują.

Moim zdaniem, stanowią  one część tego puzzla, czyli  mają "odgórny"  zakaz  reagowania.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @gabriel-maciejewski 23 czerwca 2019 10:58
23 czerwca 2019 11:00

skojarzone z Kobierzynem, ale wielu ludzi z tym i za tym biega i marzy, i marzy o ...

zaloguj się by móc komentować

qwerty @stanislaw-orda 23 czerwca 2019 11:00
23 czerwca 2019 11:03

prokuratury i sądy maja swoje zadania jeszcze ustalone przez A.Wyszyńskiego [prok.gen. CCCP] i na krok od tych założeń nie odejdą, na szkoleniach formułuje się modelowania życia społecznego i te właśnie modele są wdrażane, prawo w powszechnym rozumienu w RP nie istnieje, ... to juże temat nie na dziś

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @qwerty 23 czerwca 2019 10:55
23 czerwca 2019 11:11

Czyli jak zwykle, pustosłowie, tj.   ogólniki oraz wszechogarniające  myślenie życzeniowe.

Natomiast żadnego  śladu refleksji, co należałoby wykonać, jak oraz  kim (kadry) .

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @qwerty 23 czerwca 2019 11:03
23 czerwca 2019 11:16

Posiadam orientację w kwestii kim był Andriej Januariewicz Wyszynski.
To zapewne w dużej mierze kwestia roku urodzenia oraz edukacji "domowej".

zaloguj się by móc komentować

dziad-kalwaryjski @qwerty 23 czerwca 2019 10:55
23 czerwca 2019 11:37

ojaciekręcę. 

I pomyśleć że ten program Eden2.0 Gospodarz potrafił opisać jednym zdaniem "Czyni się to poprzez emitowanie komunikatów uznawanych za kontrowersyjne i nie mających najmniejszych szans na realizację w istniejących okolicznościach. "

zaloguj się by móc komentować


JarekBeskidy @gabriel-maciejewski 23 czerwca 2019 10:34
23 czerwca 2019 13:26

Na takim dialogu Kościół może jedynie stracić.

zaloguj się by móc komentować

JarekBeskidy @qwerty 23 czerwca 2019 10:55
23 czerwca 2019 13:35

Po prostu: "bądź wolą moja a będzie raj na ziemi"

zaloguj się by móc komentować

JarekBeskidy @qwerty 23 czerwca 2019 10:50
23 czerwca 2019 13:36

Jest jakiś link do tekstu gdzie podpisane są pod nim jakieś nazwiska? Warto by je było zapamiętać. 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @qwerty 23 czerwca 2019 10:50
23 czerwca 2019 13:49

Jaja kwadratowe :))) Ale rację ma Gabriel, że to właściwie Tworki. U nas - Srebrzysko. 

zaloguj się by móc komentować

Krzysiek @betacool 23 czerwca 2019 10:49
23 czerwca 2019 13:50

"... czyli najmarniej kijem."

Też tak to widzę. Chcą sprowokować sytuacje ekstremalne (krew), ale chwała Bogu większość katolików w Polsce ma ten podstawowy instynkt i zwyczajnie to olewa (a swoje wie) lub delikatnie protestuje. Warto tę podkreślić, że te manify są może i hałaśliwe, ale w gruncie rzeczy bardzo mizerne liczbowo.

I jeszcze to o czym wspomniał MarcinD ("dzisiaj na wszystkich Mszach Św. będzie odśpiewana modlitwa ekspiacyjna "Święty Boże..." jako pokuta za te straszne profanacje i obrażanie Pana Boga."). Nie podskoczą nam - satanael to jednak oszust, wykiwa nawet swoich.

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @gabriel-maciejewski 23 czerwca 2019 10:34
23 czerwca 2019 13:53

Rzadko się już ekscytuję, ale od kilku dni jakoś mnie to wszystko uderzyło. Tak czy inaczej, jeśli po takich profanacjach osoby odpowiedzialne nie są postawione przed sądem (a chyba nie są??) to coś jest nie tak. Bo prawo wyraźnie zabrania obrażania uczuć religijnych, a teraz się to odbywa w świetle kamer na porządku dziennym. Oczywiście tylko w stosunku do katolików, gdyby ktoś spróbował zażartować z pederastów, lesbijem, traswestytów albo co gorsze islamu, żydów czy też nawet buddy. Wtedy byśmy zobaczyli, wycie w mediach i wnioski do prokuratury leciałyby jak pociski na wojnie.

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @betacool 23 czerwca 2019 10:49
23 czerwca 2019 14:00

No nie wiem. Ostatnio znajomy powiedział, że się jednak(!) zraził w końcu do KK i zastanawia się, czy dzieci do I komunii posłać. A w naszym kościele znowu od paru miesięcy ubywa ludzi na mszach.

Także ja bym nie przeceniał jednak wiary w odporność wspólnoty na ataki, prowokacje i oszukańczą logikę. Nie każdy ma głębokie korzenie wiary i dobrą formację. A dzisiaj informacje można tak łatwo szerzyć i przez to kształtować światopoglądy, zmieniać przekonania. Czas pokaże, obym się mylił.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @JarekBeskidy 23 czerwca 2019 13:36
23 czerwca 2019 14:11

Najlepiej w progu zapytać tę całą RADĘ, czy zwrócą Polakom zagrabioną przez państwo własność /dekrety PKWN/. I następnie olać towarzystwo, bo zazwyczaj wówczas połykają własny język, lubo to używają frazy: to jest skomplikowana kwestia. Reprywatyzacja to jest naprawdę najlepsze "sprawdzam" wszelkich aspirantów do ratowania Polski. I, jak się coraz bardziej okazuje /i finalizuje/, jest to kwestia najważniejsza. To jest być czy nie być narodu i państwa /polskiego/. 

zaloguj się by móc komentować

JarekBeskidy @KOSSOBOR 23 czerwca 2019 14:11
23 czerwca 2019 14:22

Oni już teraz płyną na wszystkim, nie tylko na reprywatyzacji, rodzina tak ale..., kara śmierci tak ale..., otwarcie archiwów tak ale..., Kościół tak ale..., itd

zaloguj się by móc komentować

qwerty @JarekBeskidy 23 czerwca 2019 13:36
23 czerwca 2019 15:04

na nazwiska przyjdzie czas, czekamy, ...

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @KOSSOBOR 23 czerwca 2019 13:49
23 czerwca 2019 15:24

Takich wypocin, "teorii wszystkiego" czy cudownych receptur na ogólną pomyślność jest w sieci lub rozsyłanych mailami sporo - od kiedy Internet stał się poluparny.

Problem nie polega na tym, iż one się pojawiają - ale że te produkty wariatów,  czasem nawiedzonych, a czasem prostodusznych, a nie rozumiejących polityki ludzi - ale na tym, iż grupy ortodoksyjne, a których pisze Coryllus "kupują" te wypociny i implementują w realnej praktyce politycznej do celów wrogich.

Podejrzewam, iż część tych wypocin jest wprost produkowana przez agenturę wpływu - a co najmniej inspirowana (przez np. tworzenie warunków, np. miejsca w sieci, uczestnictwo w dyskusjach) - by można było "znajdywać" i implementować projekty odpowiadające rzekomo na powstałe samorzutnie, oddolnie, społecznie zapotrzebowanie.

Np. projekt "Kukiz" zbudowano na bazie teorii prof. Przystawy (samego w sobie przyzwoitego człowieka), bazującej na fałszywym stwierdzeniu, iż ordynacja wyborcza JOW jest panaceum na wszystko zło w polityce. Dowodem na leczące działanie JOW miały być m.in. dwa argumenty - "bo w Wielkiej Brytanii tak jest" - i drugi - iż na podstawie takiej ordynacji wybiera się prezydentów miast (a oni rządzą dobrze i to jest sukces). Dzisiaj, z tym, co wiemy o Koronie - i w kontekście ostatnich wybryków samorządowców - mamy realną ocenę fałszywości tego postulatu (JOW).

Podobnym projektem (i pochodnymi, inicjowanymi obecnie) jest projekt UPR - bazujący na postulatach ortodoksyjnej teorii nierealizowalnego w praktyce kapitalizmu "idealnego". O tym, że takiego kapitalizmu nie ma i nigdy nie było wie każdy, kto próbował zaistnieć na jakimkolwiek rynku.

Podobnym projektem jest Prawica Rzeczpospolitej - to jest program oparty na słusznym skądinąd postulacie walki z aborcją (ale w formule, która nie daje żadnych szans na jego realizację - tzn. polega na prezentowaniu stanowiska, bez pozyskania narzędzi do ralizacji celu)  plus program partii prawicowej. Ja wiem, gdzie ten program powstał (program partii prawicowej), kto go napisał (osoba dziś nieżyjąca) i jak doszło do zaimplementowania (propagandowewgo, bo nie realnego przecież) w realnym działaniu przez ugrupowanie Marka Jurka.

Co więcej jestem w posiadaniu dowodu materialnego na potwierdzenie (w sensie procesowym) iż jest to program "znaleziony w Internecie".  Został podany do publicznej wiadomości, na stronie dziś nieistniejącej (dla celów procesowych można pewnie poszukać w kopiach), która to strona była prowadzona przez osobę, która uważała np. iż Gazoport to projekt czysto polityczny, a z Rosją można się dogadać stricte gospodarczo - bo oni działają racjonalnie ekonomiczne, a nie politycznie. Byli tacy, co stawiali hipotezę, iż prezentowane stanowisko właściciela strony to była miękka agentura wpływu.

Sam program partii prawicowej nie zakładał spektakularnego skutku - raczej stworzenie ośrodka prezentacji i popularyzacji określonych poglądów - i był, jak to postrzegam dzisiaj tworzony przez ludzi na swój sposób naiwnych - jednak jego przyswojenie i wykorzystanie przez byty realnie funkcjonujące w polityce - już takie niewinne nie było. Pierwotny program (internetowy) zakładał wspieranie PiS, a nie walkę z nim (bo nie jest ortodoksyjny) czy katapultowanie się z Sejmu przez kogokolwiek - tzn. nie było w nim pierwiastka targów czy gry z PiS czy też rytualnego politycznego seppuku w imię ortodoksji.

Nauka płynie taka, iż należy trzymać się z dala od rozwiązań idealnych czy ortodoksyjnych - w praktyce okazuje się, iż nagła potrzeba ich realizacji pojawia się w momentach krytycznych politycznie i służy zupełnie innym niż deklarowane cele - np. demolowaniu sceny politycznej - czy neutralizacji - ale nie wroga, a tych bytów, które stoją po tej samej (nominalnie) stronie, ale nie są dostatecznie ortodoksyjne.

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @qwerty 23 czerwca 2019 15:04
23 czerwca 2019 15:29

Te nazwiska sa istotne tylko wprzypadku ustalenia, czy projekt jest dopiero na etapie idealistycznym (obsługiwany przez nawiedzonych, wariatów) czy już wszedł w fazę implementacji politycznej tj. czy został wzięty "na sztandary" jakiegoś realnie istniejącego ugrupowania, które zamierza startować w wyborach. Tzn. czy jest to pisaninia dla wariatów, pisana przez wariatów, czy już realna alternatywa wyborcza.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @Wolfram 23 czerwca 2019 15:29
23 czerwca 2019 15:46

Wdrożenie ruszyło i było od kilku sezonów przygotowywane

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2019 18:23

Dzisiaj na TVP2 puszczono stary amerykański western, Zaproszenie dla rewolwerowca, z 1964 r.

Nigdy go nie widziałem. A warto go zobaczyć.

Nowy Meksyk, rok 1865, po wojnie secesyjnej, upodlone działalnością wszechwładnego bankiera miasteczko.

Mottem życiowym głównego bohatera jest eliminowanie pośredników za wszelką cenę.
Brzmi znajomo?
Wychodzi na to, że bankier, Sam Brewster, zabity w finałowej scenie, to jeden z nich :)

Film miał jeszcze kilka smaczków.

Główny bohater, wynajęty rewolwerowiec, to Kreol, dziecię białego Francuza i niewolnicy mulatki.
Matka tak długo nastawała na ojca, żeby kształcił owoc ich miłości, aż ten nie wytrzymał i matkę sprzedał.
Julesa Gasparda d’Estaing w filmie gra Yul Brynner (Julij Borisowicz Brinier).
Nazwisko chyba świadomie nawiązuje do arystokracji francuskiej, wspierającej Stany Zjednoczone przeciw Anglikom w wojnie o niepodległość.
Gra na klawesynie i gitarze, gada też po francusku.
Kiedy pojawia się w miasteczku i chce wynająć pokój, pytają go, czy nie lepiej byłoby mu po drugiej stronie miasta,
tej kolorowej, zamieszkiwanej przez Meksykanów, niemal kompletnie pozbawionych swoich praw (pracują za pół darmo i nie mogą kupić naboi, żeby móc polować).

Drugim bohaterem jest jedyny konfederata w miasteczku unionistów, który powraca po wojnie do swojego domu
i dowiaduje się, że jego dom został podstępnie przejęty przez bankiera i odprzedany komuś innemu.
Kiedy upomina się o swoje i zabija nowego właściciela, miasto (decyduje bankier) postanawia się go pozbyć i wynajmuje rewolwerowca.
Konfederata, Matt Weaver, to jedyny człowiek, który traktuje kolorowych, jak równych sobie.
Kochał Ruth, unionistkę i swoją niedoszłą żonę, która postanowiła dłużej na swojego ukochanego nie czekać i wyszła za mąż za nieudacznika i pijaka, Crane'a Adamsa.
Wpadła też w oko rewolwerowcowi.

Mamy taką scenkę. Jules Gaspard d’Estaing, Matt Weaver i Ruth Adams.
Rewolwerowiec pyta konfederatę, jak to jest, że był jedynym konfederatą w mieście unionistów.
— Bronił pan prawa do posiadania niewolników? — pyta rewolwerowiec.
— Kto w tej części kraju widział niewolnika? — odpowiada konfederata.
— Ty, Ruth? — pyta swojej niedoszłej żony.
— Chyba że widziałaś mnie i mojego ojca jako niewolników u Brewstera, spłacających kredyty za ziarno i bydło. — Wiem, że to był słaby powód, żeby chwytać za broń. — Czasem myślę, że nie chciałem być po tej samej stronie, co Brewster.
— Proszę mu nie wierzyć. On nie potrafi być jak inni. I nienawidzi tego miasta, tak samo jak pan. Obaj go nienawidzicie, a pozwoliliście by nastawili was przeciwko sobie — mówi Ruth do Julesa.

Pada tu także definicja „prawa Gasparda”:
Ludzie szaleni, to ci którzy chcą zachować życie. Giną, jeśli zaryzykują.
Tym, którym nie zależy, wszystko uchodzi na sucho.

Później jeszcze mamy taką scenkę między Julesem a Ruth:
— Jak można wybrać życie najemnego zabójcy?
— A dlaczego wyszła pani za Crane'a? — Odpowiem: Oboje kochaliście muzykę. Stracił rękę w świętej wojnie o wolność niewolników a razem z ręką muzykę. — Więc wynagrodziła mu to pani, z nienawiści do niewolnictwa. Nienawidzi go pani?
— Bo nigdy tego nie widziałam? Nie można nienawidzieć samej idei?
— I za to kochała pani Crane'a?
— Chciałam.
— Zapomina pani, że urodziłem się w Nowym Orleanie, gdzie inaczej patrzy się na świat. Czarni rodzą się niewolnikami.
— Chyba pan w to nie wierzy?
— Bo ludzie rodzą sie równymi?
— Powinni.
— Chce pani wiedzieć jak stałem się rewolwerowcem? — Ojciec wykszałcił mnie ponad to, co się nazywa pozycją życiową.
— Nie rozumiem.
— Matka poprosiła go, by podniósł mój stan. Odmówił. Ciągle prosiła. Zdenerwował się i sprzedał ją. — Można powiedzieć, że Crane stracił rękę by uwolnić mnie. — Po co? Oto jest pytanie. — Odebrało pani mowę?
— Proszę tak nie patrzeć. Nie szkokują mnie pańskie słowa, ale to, kim pan się stał.
— Dla syna niewolnicy mulatki jest wiele zawodów. Pianista w bogatym domu, zapaśnik, walczący, żeby biali mogli obstawiać.
— Przecież ma pan piękne francuskie nazwisko.
— Nazwisko mego ojca. — Okrywam je chwałą. — Żal go pani?
— Żal mi jego syna.

W jednej scenie rewolwerowiec każe bankierowi uklęknąć przed osłem (demokraci?) i zadeklarować: Jestem złodziejem i hipokrytą i błagam o wybaczenie za cały brud, którym was obarczyłem, w tym najbrudniejszym mieście na najbrudniejszej ziemi.
A w ostatniej każe mu to powiedzieć do rebelianta (konfederaty): Jestem złodziejem i kłamcą. Wybaczcie, że zdradziłem was i to miasto, które teraz powierzam waszej opiece.
Bankier powtarza tylko słowa: Jestem złodziejem i kłamcą.
Rewolwerowiec naciska: — Powiedz to!
Bankier czeka aż postrzelony rewolwerowiec umrze... Chwilę później miasto go zwalnia i zostaje zabity.

Rewolucja i rewolwer mają chyba ten sam źródłosłów.

No i jeszcze to niesamowite podobieństwo aktorów: George Segal (nasz konfederata) i współczesny aktor Evan MacGregor — są jak dwie krople wody.

zaloguj się by móc komentować

Paris @gabriel-maciejewski 23 czerwca 2019 10:34
23 czerwca 2019 18:29

Wlasnie...

... w koncu mamy straszny deficyt  "kadr",  "autorytetow", "liderow"  i wszelkiej masci "dzialaczy"... tzw.  "nowych"  twarzy  coby dokooptowaly do tych juz istniejacych,  zaprzanych i zdegenerowanych starych ryjow  !!!

To jest dla wielu  "5minut" zaistnienia i popularnosci... potem grzanej przez merdialnie,  ale wiekszosci prawdopodobnie zaszkodzi ona, przechlapie i ciagnac sie bedzie przez cale zycie - wiec trzeba sie naprawde dobrze zastanowic nad wyborem drogi zyciowej w tym  panujacym  SZAMBIE  !!!

zaloguj się by móc komentować

Paris @qwerty 23 czerwca 2019 10:50
23 czerwca 2019 18:35

O la la  !!!

Toc to normalnie "armageddon" bedzie... i kto to zrobi  ?!?!?!   Jarus Gowin z ta swoja  zaprzana  CZEREDA  ???

zaloguj się by móc komentować

Paris @qwerty 23 czerwca 2019 10:55
23 czerwca 2019 18:38

Nawet tych  DEBILIZMOW  nie czytam  !!!

zaloguj się by móc komentować

Paris @gabriel-maciejewski 23 czerwca 2019 10:58
23 czerwca 2019 18:39

Tworki + kaftany bezpieczenstwa  !!!

zaloguj się by móc komentować

Paris @stanislaw-orda 23 czerwca 2019 11:11
23 czerwca 2019 18:53

Wizja...

... wiecznego, panstwowego etatu i wysokie apanaze dla  nich i ich klik  PRZYSLANIA  jakiekolwiek refleksje  !!!

Vide... Glapinski i jego dworki,  Grad...  beznadziejne "nasze, narodowe media" z chorymi, tepymi i sluzalczymi presstytutkami i ich narracjami... lista jest dluga... SAMI  SWOI i z samych siebie zadnego porzadku  NIE  ZROBIA  !!!

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @MarcinD 23 czerwca 2019 14:00
23 czerwca 2019 19:07

Tu musze sie z Panem zgodzic...

... w Boze Cialo moj proboszcz tez sobie uragal, ze  MALO  ludzi przychodzi na msze... malo zwlaszcza mlodych.

zaloguj się by móc komentować


MarcinD @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2019 19:53

Dopiero teraz wieczorem miałem czas, żeby przeczytać cały wpis na spokojnie. Jest świetny, analiza i synteza w jednym. Przyszła mi do głowy też myśl, że ruchy ortodoksyjne są też regularnie wykorzystywane do powiększania strefy wpływów albo wręcz aneksji nowych terytoriów.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2019 20:03

A zatem widzisz szachownicę trójpoziomową. I ja też bym chciał by JK miał narzędzia do stworzenia propagandy ortodoksyjnej na terenie, gdzie słowo ortodoksja brzmi groźnie, czyli do Izreala i jego odgałęzienia, brytyjskie i amerykańskie. Jestem pewnie naiwny, ale ufam, że wtedy Moskwa bez wahania zgodzi się na instalację polskiego laboratorium chemicznego na miejscu składowanego wraku tragicznego tupolewa i otworzy swój rynek na produkty polskie. Pewnie do czasu aż sink tanki imperium znowu coś wymyślą.  

zaloguj się by móc komentować

qwerty @Paris 23 czerwca 2019 18:38
23 czerwca 2019 20:24

masz rację, inni to robią w celach tylko i wyłącznie poznawczych;- natomiast inspiratorzy to już zupełnie inny świat, jak coryllus opisuje są to budowniczy ortodoksyjnych ruchów [i nie ma końca tej zabawy]; anegdota: podczas jednej z konferencji taki inspirator zaczął nam sugerować, że dlatego jesteśmy nieudacznikami ponieważ nie zasiadamy przy właściwych stolikach - czyli dlatego nie jesteśmy skuteczni, zapytałem: a które są to te stoliki? - bo ja mam w telefonie numery rozmówcow tj.: gen. ..., premier, minister, Prezydent, .. i czy to nie są to aby właściwe stoliki? rozmówca nie chciał abym zadzwonił do gen. .. z pytaniem: czy on jest właściwym stolikiem; 

zaloguj się by móc komentować

Paris @qwerty 23 czerwca 2019 20:24
23 czerwca 2019 20:47

Ja wiem...

... ze Gospodarz, Ty i wielu jeszcze innych, zacnych Komentatorow czy Czytelnikow KATUJE sie tymi debilizmami dla tzw. celow poznawczych... wspolczuje serdecznie, ale jednoczesnie ktos to musi tez analizowac i w pore  OSMIESZAC  i  DYSKREDYTOWAC... w koncu nie moga tego robic tacy ludzie - jak m.in. ja - czyli drobni handlarze czy zajmujacy sie zniwami czy innymi dzialalnosciami w zyciu zwykli ludzie, bo zwyczajnie - glownie nie mamy na to czasu - bo zdolnosci, napisze np. o sobie nieskromnie, to dobry Pan  Bog nie poskapil...

... ja, juz nawet nie bardzo ciekawa jestem nazwisk tych "cudotworcow" - domyslam sie ich... to sa ciagle ci sami wykolejeni  krwiopijcy i pasozyty narodowe na roznych  "projektach" i  "grantach"...

... ale chetnie zapoznam sie z nimi - tak tylko dla upewnienia sie w swoich ocenach.

 

To sa TWORKI... tak jak napisal wczesniej Gospodarz  !!!

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @gabriel-maciejewski
23 czerwca 2019 21:05

 Organizacja licząca na to, że w kilku etapach uda jej się skumulować kapitał na zarządzanym obszarze, w naszym wypadku jest to PiS, podlega silnej pokusie, zawarcia układu z jedną czy drugą ortodoksją. Po co?

czy Coryllus pamieta wywiad z Jaroslawem Kaczynskim w My, Torańskiej?

fragmencik o 'nieskutecznosci Kaczora'dzialajacego w oceanie braku wszelkich zgryzot...

- A ty, Jarek, okropnie podejrzliwy.
To zadam ci pytanie: podobał ci się rząd Mazowieckiego?
- Coraz mniej. Zabił w ludziach entuzjazm. Nie podejmował decyzji. Pod
tym względem Bielecki był sto razy lepszy.
Ale odpowiedz: tak czy nie?
- Skrył się do gabinetów, szczelnie chronionych przez Drawicza i
Niezabitowską.
No właśnie. To opowiem ci dwie scenki z 1989 r. z rokowań koalicyjnych w
sprawie rządu, w których jeszcze brałem udział, ale tylko w początkowej
fazie. Spotkałem się z Millerem i on mi powiedział: telewizja musi być
nasza, my w sprawie telewizji nie ustąpimy, niech pan pamięta, w żadnym
wypadku nie ustąpimy. Odrzuciłem to. Oni na prezesa telewizji szykowali
wtedy, wiesz kogo? Kwaśniewskiego!
O tym się dowiedziałem z drugiej rozmowy z jednym ZSL-owcem, ubekiem
zresztą, który był w istocie przedstawicielem PZPR-u. Ten ZSL-owiec
dociskał mnie na różne sposoby, żeby im zostawić telewizję i zgódź się -
przyduszał mnie do ściany - na kolegę Kwaśniewskiego właśnie, zrób go
koniecznie jej szefem. Oni bardzo stawiali na Kwaśniewskiego. Nie
zgodziłem się, oczywiście. Tak jak uznałem żądanie PZPR-u, by szefem URMu
był ktoś od nich, za bezczelne i śmieszne, bo oznaczało
ubezwłasnowolnienie premiera.
I teraz zauważ, telewizja została nasza, ale Drawicz nic w niej przez
długi czas nie zmieniał, kierując się - jak zapewniał - przekonaniem, że
tak jest demokratycznie. Drawicz awansował bardzo wielu dziwnych ludzi,
pozwolił hulać komunistycznym dziennikarzom, aprobował, że w telewizji w
dalszym ciągu propagowali oni PRL-owską świadomość społeczną, z fatalnymi
skutkami dla kraju. Powiem ci więcej, Drawicz był piątym kandydatem,
któremu Mazowiecki zaproponował to stanowisko. Czterech poprzednich je
odrzuciło.
- Słyszałam o Marcinie Królu.
Ty mi Marcina Króla nie przypominaj. Każąca ręka sprawiedliwości go
kiedyś dosięgnie (śmiech).
- Za co, Jarek?
Jak to za co? Za to, że napisał potem o nas, o Porozumieniu Centrum, w
"Gazecie Wyborczej", coś tam proponując, mniej więcej tak: mogą w tym
przedsięwzięciu wziąć udział także ci spośród kierownictwa Porozumienia
Centrum, którzy nie zapędzili się w swojej aktywności tak daleko, że ich
działalność podlega już nie tylko ocenie moralnej, ale także sądowej.
Czyli jesteśmy przestępcami politycznymi. On szału dostał po prostu na
naszym punkcie. I teraz mój domysł: Mazowiecki zapraszał kolejnych
kandydatów, mówił im, jakie muszą spełnić warunki, i oni mówili:
przepraszam, dziękuję. Drawicz się zgodził i później zaczął je realizować
ku wściekłości społeczeństwa i różnych środowisk. Ale mówię: te sprawy
nie są wynikiem jakichś widzimisię czy chrześcijańskiej miłości, ale są
po prostu wynikiem tego układu, który zawarto w Magdalence.
- Nie było układu, Jarek, naprawdę nie było. Były tylko na zakończenie
typowo polskie, durne panibractwa, podlane alkoholem.
Tereniu kochana, nie znasz się na polityce, po prostu. Dam ci inny
przykład, z Urzędu Rady Ministrów, który jest sercem rządu, niesłychanie
znaczące miejsce, jego szef jest w istocie najważniejszym człowiekiem po
premierze. Przy Mazowieckim URM-em rządził Ambroziak, zły duch tego
rządu. Taki chwast, ale nasz. Pierwszym jego zastępcą - była stara
nomenklatura, szefem sekretariatu stanu do spraw administracji -
nomenklatura, dyrektorem gabinetu premiera – nomenklatura...
- Tego poznałam, przerwę ci, kompetentny, spokojny, uczciwy, czego chcesz
od niego?
Niegroźny, 30 lat, zgadzam się, bo to nie taka ważna funkcja, ale jednak
nomenklatura. Obie sekretarki premiera były poprzednio sekretarkami
Rakowskiego, Messnera, a może i Jaruzelskiego, maszynistki to samo. Mało
tego, spotykam Kuczyńskiego, który faktycznymi wpływami przewyższył chyba
potem Ambroziaka, chociaż formalnie był tylko wiceministrem i szefem
doradców premiera. Pytam go: kogo ty tam masz u siebie, jakich doradców
wziąłeś? A on mi odpowiada: no, jak to kogo? tych samych, co byli. Pytam
go jeszcze: znaczy tych samych, co miał Rakowski, Messner, Jaruzelski?
A on normalnie: dokładnie tych samych. Tam, Teresa, ani jednego człowieka
nie zmieniono. I żeby była jasna sytuacja: ja nie krytykuję Mazowieckiego
za to, że on ten układ zawarł, bo być może wtedy musiał, nie miał innego
wyjścia, ale w kilka miesięcy potem, po upadku komunizmu w
Czechosłowacji, w NRD, w Rumunii, po rozpadzie PZPR-u, on się powinien z
niego wycofać.
Oni wtedy dosłownie na czworakach chodzili z przerażenia, oni się tak
bali, że przez ten kontraktowy sejm można było uchwalić, iż sami sobie
głowę ucinają, oni bowiem byli przekonani, że teraz się do nich
dobierzemy. Bo oni by tak zrobili, na pewno by tak zrobili, każdy by tak
zrobił, kto ma olej w głowie, ale nie nasz szalony premier, niestety.
Minął miesiąc, dwa, nic się nie działo, oni umocnili się psychicznie i
zupełnie zbezczelnieli. Dlatego założyliśmy Porozumienie Centrum i
dlatego rzuciliśmy hasło "przyspieszenia", które znaczyło przyspieszyć
zmiany, przyspieszyć reformy.
Dokładnie były dwie przyczyny naszego rozejścia się z tą grupą, która
później powołała Unię Demokratyczną. Pierwsza: oni chcieli własnych
rządów i monopartii, a my - wychodząc z założenia, że blok
"Solidarnościowy" nie jest związany tylko z jedną KOR-owską tradycją -
chcieliśmy dwóch partii. Mówiąc w uproszczeniu, chodziło o dokonanie
naturalnego podziału "solidarnościowego" środowiska, czyli uderzenie w
mit, jaki funkcjonował w czasach podziemia, wtedy zresztą pożyteczny, w
który jednak bardzo wielu uwierzyło, ja - nie, że "Solidarność" jest
monolitem. Pamiętam furię, jaka wybuchła w redakcji Tygodnika
"Solidarność", kiedy na pierwszym spotkaniu z zespołem, jeszcze tym
starym od Mazowieckiego, który protestując przeciwko mnie - prawie w
całości potem odszedł, powiedziałem: słuchajcie, my nie możemy ciągle żyć
w świecie pewnego mitu, który był może piękny, ale nigdy nie był
prawdziwy; "Solidarność" zawsze była wewnętrznie skłócona, rozgrywały się
w niej różne walki, podchody, trochę rzeczy ginęło, np. pieniądze,
dokumenty. Ta moja ocena wywołała straszliwą wręcz wściekłość zespołu.
Zupełnie jakbym miał do czynienia z grupą niedoedukowanych dzieci, a nie
z ludźmi często bardzo wykształconymi. I to był pierwszy punkt sporu.
Drugi powód rozejścia się dotyczył kwestii: jak przejść przez trudny
okres reform, w którym się będzie waliło, paliło, wystąpi bezrobocie,
obniżenie stopy życiowej etc. Ich socjotechnika, bo to w kategoriach
socjotechniki należy rozważać, była następująca: elity, a więc autorytety
intelektualne, artystyczne, moralne, "solidarnościowe", będą immunizować
sytuację, czyli zjednoczą się i będą wywierały presję moralną na
społeczeństwo, by primo - prolongowało ono swoją cierpliwość, czyli nie
buntowało się, a secundo - gdyby się nawet zbuntowało, to żeby te bunty i
strajki miały charakter ruchawek i incydentów bez możliwości politycznej
artykulacji.
Oni liczyli na to, że społeczeństwo rozbite, niezorganizowane, nic nie
będzie znaczyć. Oni liczyli na to, że przy wysokim poziomie dezintegracji
społecznej, przy braku jednego wyraźnego przeciwnika, jakim poprzednio
był komunizm, braku nadziei i przywódcy - społeczeństwo nie będzie w
stanie skutecznie protestować. Uważaliśmy ten pomysł za fatalny, wręcz
dziecinny i zupełnie nie uwzględniający realiów. Pominąwszy trudności z
uzyskaniem jedności szeroko rozumianych elit, uznaliśmy, że ich nacisk
będzie niewystarczający - na ten zakres napięć, których należy się
spodziewać, oraz nieskuteczny - ponieważ koncepcja pochodzi z poprzedniej
epoki, kiedy jedyną możliwością wyrażania sprzeciwu była aktywność
inteligencji, konkretnie - górnych warstw inteligencji, i protestujący
literaci czy uczeni byli z samej funkcji społecznej reprezentantami
społeczeństwa, co wraz z narodzinami demokracji skończyło się, powstały
inne kanały oporu - OPZZ, "Solidarność 80", Solidarność Walcząca itp.
Gdyby więc nawet - zakładając hipotetycznie - te elity się zjednoczyły i
wywierały nacisk, starczyłby on na miesiąc, bo później i tak by
trzasnęło. Bunt - który przewidywaliśmy, ale raczej hipotetycznie -
przeszedłby przez "solidarnościowy" mur z dwóch stron, czyli tragedia
byłaby większa.
My, tworząc Porozumienie Centrum, wyszliśmy z następującej diagnozy
społecznej: społeczeństwa nie należy wyciszać, bo prowadzi to do apatii,
ale społeczeństwu trzeba coś dać, bo ma poczucie ogromnego dyskomfortu
ekonomicznego i moralnego. Z jednej więc strony - myśląc przyszłościowo -
stworzyć należy duży ruch proreformatorski wokół prywatyzacji, co zrobił
Klaus w Czechosłowacji, dając społeczeństwu nadzieje uczestnictwa w
transformacji systemu i sukcesy materialne. A z drugiej strony, w ramach
działań bieżących, trzeba temu społeczeństwu jak najszybciej i jak
najwięcej dać w sferze moralnej, co jest możliwe, ponieważ istnieje
szereg pozaekonomicznych przyczyn społecznej frustracji.
Pierwszą jest nieklarowność układu politycznego w Polsce na szczytach
władzy, najlepiej symbolizowaną przez zestaw dwóch osób Jaruzelski-
Mazowiecki, która dla przeciętnego obserwatora naszej sceny politycznej
sprowadzała się do niepewności: kto tu rządzi i czy to jest już nowa
Polska, czy jeszcze stara. Można to było zmienić. Tylko (uniesienie),
widzisz! Mazowiecki musiałby wtedy, na wiosnę 1990 r., powiedzieć
Jaruzelskiemu, żeby sobie poszedł. I Mazowiecki nie potrafił tego zrobić.
- Podobno prosił Jaruzelskiego, żeby został, gdy ten dwukrotnie - ponoć -
podawał się do dymisji.
Jest taka wersja, że Jaruzelski podał się do dymisji w czasie tego
słynnego spotkania w Belwederze l czerwca 1990, na które zaprosił
kilkanaście osób, wszystkich ważnych, oprócz Wałęsy, ale ja dowodu
stuprocentowego na to nie mam. Jeżeli jednak tak było, Mazowiecki
popełnił zbrodnię po prostu.
- Jak Stalin?
O co ci chodzi?
- O proporcje! Bo Bartoszcze mówi o Balcerowiczu: morderca narodu
polskiego, Parys o Mazowieckim: zbrodniarz, Macierewicz o aborcji:
holocaust, Łopuszański o kobietach stosujących środki antykoncepcyjne:
zabójczynie własnych dzieci.
Nie czepiaj się! Chcieliśmy zresztą załatwić Jaruzela nie demonstracjami
ulicznymi, chociaż fachowców od wyprowadzania ludzi na ulicę znalazłoby
się bez kłopotu i "Solidarność" ich miała, ale w ramach prawa, czyli
podpisami, gierkami, rokowaniami.
- A potem powiesić i ciało wydać rodzinie, tak?
W dwa lata później powiedziałem inaczej, Tereniu, że jeżeli wprowadził
stan wojenny nie z powodu zagrożenia sowieckiego, ale na własny użytek,
to dopuścił się tak ciężkiej zbrodni, iż należy go osądzić i wyrok
wykonać, co zinterpretowano jednoznacznie, skądinąd słusznie, bo zgodnie
z moją intencją, iż żądam wymierzenia najwyższej kary. Czy ty naprawdę
zapomniałaś, że dla tego społeczeństwa stan wojenny, mimo jego w zasadzie
bezkrwawości, był straszliwym ciosem?
- Zapomniałam, Jarek
Który złamał je psychicznie, przetrącił mu kręgosłup
- Ja chcę zapomnieć, Jarek
Spowodował - zwłaszcza w naszym i młodszym od nas o 10 lat pokoleniu -
emigrację tysięcy, setek tysięcy wykształconych ludzi. Jak ja rozglądam
się teraz wokół siebie i nie odnajduję wielu moich kolegów ze szkoły, ze
studiów, z dzieciństwa, to mnie ciarki czasem przechodzą. Stan wojenny
był zbrodnią. Jeżeli istniała dla niego tylko jedna alternatywa - najazd
radziecki i masakra, to zgoda - nie odpowiada, ale jeżeli nie? Jeżeli
można było go uniknąć? Jeżeli, jak mi sam zasugerował, a rozmawiałem z
nim tylko raz: dzisiaj wydaje mi się, że można było jakoś doczołgać się
do pieriestrojki... To wtedy, rozumiesz? Człowiekowi, który stoi na czele
państwa, nie może "wydawać się".
- Zostawmy go historii.
No, właśnie nie. Ja nie chcę upraszczać, ale wszystkie okoliczności
powinny być zbadane i ocenione w świetle kodeksu karnego.
- Druga przyczyna...
Drugą przyczyną frustracji, wynikającą z pierwszej i od niej ważniejszą z
socjologicznego punktu widzenia, stała się sytuacja na prowincji.
Przeciętny obywatel bowiem przychodził do swojej fabryki, hali
produkcyjnej czy do swego biura i spotykał tych samych szefów co dawniej,
ze stanu wojennego, którzy nadal decydowali o jego losie, o jego
zarobkach, często drwili z niego. I ten zwykły człowiek, o zawężonym do
codzienności horyzoncie obserwacji, na pytanie: czy w Polsce się coś
zmieniło, formułując swoją subiektywną prawdę, odpowiadał: nie, w Polsce
nic się nie zmieniło, co było bzdurą, ale psychologicznie uzasadnioną. To
też można było zmienić.
- Jak?
Na zasadzie generalnego uderzenia w nomenklaturę. Po prostu: won.
- Wszyscy?
Wszystkich nie dałoby się, nie mam złudzeń, ale znaczną część.
- Ilu?
Liczebnie niewielu, prawdopodobnie kilkadziesiąt tysięcy, może mniej. Ale
nie o liczbę chodzi, bo nie ona jest podstawą ich siły, tylko miejsca,
gdzie nastąpiła ich znaczna koncentracja i z których powinni zostać
usunięci. Ze środków masowego przekazu, z banków, z administracji
gospodarczej, z policji, wojska.
- Jak?
Ustawą dekomunizacyjną, którą potem opracowaliśmy, z 10-letnim zakazem
pracy dla określonych ludzi na pewnych stanowiskach w niektórych
instytucjach.
Można to było zresztą zrobić bez ustawy dekomunizacyjnej już w pierwszym
roku. Trzeba było tylko lepiej wykorzystać uchwaloną wtedy ustawę o
wymianie urzędników państwowych; staranniej przeprowadzić weryfikację
sądownictwa, która wprawdzie została zrobiona, ale na zasadzie
samoweryfikacji, co niewiele dało; ostrzej uderzyć w bezpiekę, czyli po
prostu rozwiązać ją, rozgonić i zorganizować od nowa, przyjmując nowych
ludzi, co było możliwe, bo trochę ludzi o odpowiednich kwalifikacjach
wykształciło się w latach podziemia i na dodatek bardzo chciało tam iść.
Dla mnie zresztą była to najbardziej zadziwiająca rzecz, jaką wtedy
odkryłem w swoich kolegach: oni koniecznie chcieli pracować w Urzędzie
Ochrony Państwa i to nie tylko na stanowiskach kierowniczych, ale i na
niższych; strasznie przebierali nogami, bili się wręcz jak cholera, żeby
się tam dostać, zwłaszcza do kontrwywiadu; i to znani politycy, ważne
nazwiska, byłem zdumiony.
Jednych więc wyrzucić, innych wystraszyć. Po to, by trochę uspokoić
społeczeństwo. Pokazać mu, że dzieje się sprawiedliwość. By nie mogło
mówić: przedtem działo się niesprawiedliwie i obecnie też jest
niesprawiedliwie, demokracja niczego w tym zakresie nie zmieniła. Wiele,
oczywiście, decyzji byłoby chybionych, złych, niesprawiedliwych nawet,
nie ma się co oszukiwać, trochę łobuzów powiązanych układami by zostało,
cudów nie ma. Ale bez wywalenia ich, wszystkie reformy możemy sobie sadzą
na ścianie pisać, święty Boże nie pomoże, nic nie wyjdzie, a komunizm
będzie u nas trwał ad calendas Graecas.
Trzecim źródłem frustracji, olbrzymim źródłem, stało się uwłaszczenie
nomenklatury, te okropne prywatne spółki nomenklaturowe, których od
sierpnia 1988 r. tysiące powstało w państwowych fabrykach i które dalej
bezczelnie rozrastały się przez pączkowanie, żerując na majątku
ukradzionym państwu. Ja na każdym spotkaniu z wyborcami spotykałem się z
atakami furii. I nie tylko ja, pani Kuratowska, na przykład, osoba o
zupełnie innych poglądach politycznych i w gruncie rzeczy popierająca
konserwację starego układu - także. Ludzie mówili: my byliśmy ofiarami
tamtego systemu, a oni byli jego prominentami; oni teraz mają się jak
pączki w maśle, a my ponosimy kolejne ofiary; my możemy je ponieść
jeszcze raz, ale im ma być zabrane - żądali. I było to żądanie, które
mogło być zaspokojone.
- Jak?
Powiedzieć im: panowie, zapłaciliście za ten przywłaszczony majątek? jak
zapłaciliście - w porządku, jak nie - do tego i tego terminu
uzupełniacie, a jak nie uzupełnicie - to przepada.
- A można go było wycenić?
Można, można, nie trzeba żadnej nadzwyczajności, żeby stwierdzić, co
warte jest 10 mln, a co miliard. Tylko, widzisz, u nas jak jeden rzuca
pomysł, to drugi od razu krzyczy, że jest on niemożliwy do
przeprowadzenia. Dyrektorów też - słyszę - nie można zmienić, bo nie ma
lepszych. Czyli to, cośmy przez dziesiątki lat mówili, że tutaj odbywa
się negatywna selekcja kadr, było nieprawdą, bo lepszych nie ma, ci
mianowani przez komunę są najlepsi. To wszystko bzdury, moja droga.
- Ty, Jarek, przyznaj się, marzyłeś o Rewolucji Październikowej.
Nie, bo my nie chcieliśmy powoływać komitetów rewolucyjnych ani inspekcji
robotniczo-chłopskich i rozstrzeliwać. Wręcz przeciwnie - pragnęliśmy
rewolucji uniknąć. Zabezpieczeniem przed nią były dwie rzeczy: że ruch
Centrum był bardzo mocno osadzony w pokojowej tradycji
"solidarnościowej", miał te same kadry, które nigdy nie były skłonne do
rewolucyjnej aktywności, i że był ściśle związany z Kościołem, z czym
się, oczywiście, nie bardzo obnosiliśmy, by biskupów nie stawiać w
dwuznacznej sytuacji. Celem więc moich działań nie była rewolucja, ale
zmniejszenie niebezpieczeństw wiszących nad Polską.
Pierwszym niebezpieczeństwem było to, że polskie reformy pod wpływem
społecznych sprzeciwów w ogóle mogły się załamać. Nie przypuszczałem, iż
grozi nam jakaś wielka eksplozja, która rozwali kraj, ale raczej
niepokoje, których będzie bardzo dużo, coraz więcej: tu chłopi zablokują
drogę, tam zastrajkują górnicy, gdzie indziej włókniarki, bo nie mają za
co żyć, i pewnego dnia kurek rządowy z pieniędzmi zostanie odkręcony, a
jak raz się odkręci - popłyniemy i znowu hiperinflacja, Argentyna i
trzeba będzie zaczynać wszystko od początku.
Drugie niebezpieczeństwo upatrywałem w tym, że wprowadzane reformy nie
doprowadzą do urynkowienia polskiej gospodarki, ale do latynizacji
Polski. System rynkowy i związany z nim system demokratyczny mogą bowiem
działać sprawnie wtedy, jeżeli stopień zakłóceń mechanizmów rynkowych
jest stosunkowo niewielki, jeżeli układy pozamerytoryczne nałożone na ten
system nie patologizują procesu pozytywnej selekcji ekonomicznej w sposób
nadmierny. Bo jeśli patologizują, to może być jak w Ameryce Łacińskiej,
gdzie teoretycznie jest gospodarka rynkowa, zabezpieczona systemem
prawnym, ale naprawdę działa mechanizm, którego nieefektywność jest
porównywalna z komunizmem. Gospodarka jest regulowana w ogromnej mierze
przez siatkę przeróżnych układów, wcale niekoniecznie władzy państwowej i
w gruncie rzeczy nie ma konkurencji rynkowej, ale istnieje konkurencja
tych układów.
Uważałem, że nam to grozi, ponieważ z jednej strony wprowadzano rynkowy
system gospodarczy, a z drugiej: działała dawna siatka zależności i
przywilejów od najniższego szczebla począwszy - brygadzisty w fabryce,
rozdzielającego robotę dla swoich kolesiów od wódki, z partii czy ORMO,
na prezydencie kończąc i na dodatek układ ten w miarę upływu czasu się
petryfikował. Należało go rozbić, a nie liczyć, że albo reguły rynkowe
same z siebie go przebiją, albo zbankrutują wszystkie wielkie
przedsiębiorstwa, co byłoby pewnym remedium, ale nieosiągalnym, bo
wszystkie by przecież nie padły.
Kolejne niebezpieczeństwo ze strony dawnej nomenklatury widzieliśmy w
zablokowaniu reform w sferze politycznej. Już wtedy - według mnie -
istniała obawa, że w wyborach powszechnych, przy tym stopniu apatii
społecznej i przy tej sile finansowej, którą reprezentowała
socjaldemokracja postkomunistyczna, wygrają oni któreś kolejne wybory
parlamentarne i znowu przejmą władzę polityczną. Dlaczego? Oni mieli 10
razy więcej pieniędzy niż wszystkie inne ugrupowania razem wzięte.
Ukradli część majątku PZPR-u, część majątku "Solidarności", nachapali się
w aferach: spirytusowej, rublowej, papierosowej, Iglopolu, Hortex-u,
"Społem", tych afer było setki, dysponowali więc gigantycznym kapitałem i
praktycznie rządzili, za nic jednak nie odpowiadając, bo całe
niezadowolenie społeczne spływało na głowę "Solidarności". Przy tym była
to spójna grupa, często powiązana towarzyskimi kontaktami, koordynująca -
według mego rozeznania - swoje posunięcia polityczne, która broniła
własnego interesu, broniła swoich pieniędzy, wiedząc, iż póki ma
pieniądze będzie kontynuować polityczną działalność i jakiś kolejny układ
może ich uratować. Uważaliśmy, że nie można żyć z taką bombą nad głową i
trzeba to rozbić.
- Jak?
No, przecież nie policją, pałami i nie metodami pozaprawnymi. Trzeba było
ich rozbić legalnie. Należało stworzyć jakieś instrumenty prawne.
- Jakie?
To sprawa pomysłowości prawników, musieliby jakiś chwyt zastosować. Może
dekret o konfiskacie majątku.
- Który działałby wstecz?
Instrumenty prawne są kwestią techniczną. Bo kiedy stworzyłoby się
odpowiedni nastrój społeczny, czyli nie tej "grubej kreski": kochajmy
się, całujmy się, to zapewniam cię, że ludzie by wiali z OPZZ-tu do nas,
"Solidarność" miałaby nie 2 a 5 milionów członków, bo taki już brzydki
jest ten świat, że siła przyciąga.
"Przyspieszenie" znaczyło więc nie tylko szybciej przeprowadzać zmiany,
ale znaczyło także: rozwalić komunistyczny układ, który coraz bardziej
wszystko tutaj niszczył i wysysał. Do dzisiaj nie mogę pojąć, dlaczego
Mazowiecki tego nie rozumiał, dlaczego jego ludzie tego nie rozumieli.
Opluto nas, wyśmiano, wrzeszczano, i że jesteśmy awanturnikami, że chcemy
z siekierami.
- Wałęsa mówił, że chce.
Z głupoty, siekiera była niepotrzebna.
- Mówił jeszcze: trzeba zrobić wojnę na górze, żeby nie było na dole.
Bzdury mówił, chociaż w tym stwierdzeniu był podskórny sens. Kolejna
głupota Wałęsy, którą wyolbrzymiono. Na początku zresztą trochę udało się
nam zrobić. Podzieliliśmy scenę polityczną i zdołaliśmy w końcu
przycisnąć rząd Mazowieckiego na tyle, że jednak zdjął pewną ochronę z
nomenklatury. Zmusiliśmy go do przyspieszenia wymiany wojewodów, choć
przedtem w ogóle o tym nie myślał; do wyrzucenia Siwickiego z MON-u; do
wyrzucenia Kiszczaka z MSW, choć Mazowiecki bardzo przeciw
zdymisjonowaniu Kiszczaka się opierał, bo jemu znakomicie z gen.
Kiszczakiem się współpracowało, być może dlatego, że w swoisty (śmiech)
sposób znał go od dawna, a on nie lubi zmian; odwołano - pod naszą silną
presją - starych wiceministrów w MON-ie i MSW; uchwalono ustawę,
wprawdzie tylko przejściową, obowiązującą do końca roku, ale dobre i to,
o zwalnianiu urzędników państwowych na zwykłych zasadach, czyli z 3-
miesięcznym wymówieniem, a nie jak poprzednio, według enumeratywnie
wymienionych przyczyn, co pozwoliło wyrzucić trochę nomenklatury.
Ale z drugiej strony coraz brutalniej nas ośmieszano, zwłaszcza mnie,
kłamano w gazetach. Jak ja przedstawiałem w stu co najmniej
wystąpieniach, a każde trwało około godziny, półtorej - diagnozę
społeczeństwa i mówiłem o rządzących nim mechanizmach, starej
administracji gospodarczej, w której panowie urzędnicy powiązani są z
dyrektorami przedsiębiorstw interesownie i bezinteresownie, i sprawy
załatwiają dzwoniąc do trzydziestu kumpli, bo tak przecież było, to potem
pisano, że Kaczyński się awanturuje, że chce rozbijać, rozwalać, ścigać
nomenklaturę, chce wyrzucać brygadzistów z pracy. Do dziś pamiętam, że
jak na jakiejś konferencji prasowej powiedziałem, iż te układy
komunistyczne, ta społeczna struktura komunistyczna dotarła w latach
osiemdziesiątych do poziomu brygady, co było prawdą, i że powodowała
negatywną korektę mechanizmów społecznych, mechanizmów pracy, bo
następował wtórny podział pieniędzy, to natychmiast gazety wybiły:
Kaczyński chce robić czystkę wśród brygadzistów.
- Bo chciałeś!
Ale nie wśród brygadzistów, na miłość Boską!
- Ale jak byś zaczął, to na brygadzistach by się skończyło.
Posłuchaj mnie, dziewczyno! Trzeba było rozwalić starą strukturę. Bo,
powiedz, co zbudujesz na całkowicie chorej?
- To zmieniaj te struktury! A odczep się od ludzi.
Ale jak je zmienisz?
- Mieliście koło PC w sejmie, potem klub, co on uporządkował, z jaką
inicjatywą ustawodawczą wystąpił?
Ale po co koło PC miało występować z inicjatywą ustawodawczą?
- No, żeby zmieniać PRL-owskie prawo.
Skoro było OKP, to po co miało występować? Teresa, ty popadasz w ten sam
sposób myślenia, który nieustannie proponował Mazowiecki. Jedną ustawę
zmienić drugą. Nie, kochana. Zrozum, tu był komunizm, najpierw potwornie
demoralizujący, później rozkładający się.
- Jarek, tu nie było żadnego komunizmu (krzyk)!
To PRL, nie krzycz. Ja na to, co było, mówię komunizm, ale wszystko
jedno. Rozpadający się, z patologią społeczną i destrukcją. I na tym
chorym systemie zaczęto budować nowy. Przeprowadzono wybory samorządowe;
w sferze ekonomicznej dano wolność działania, wprowadzono wolny rynek;
dołożono do tego parę działań administracyjnych - RSW "Prasę" rozdano lub
sprzedano, państwową spółdzielczość zlikwidowano. Ale zachowana została
hierarchia społeczna wytworzona w komunizmie, zachowany został dostęp do
środków produkcji, zdobyty przez pewne warstwy w komunizmie, a przede
wszystkim do pieniądza i ten stary układ zaczął wchłaniać i w niemałej
części wchłonął "solidarnościową" elitę. Najpierw jej górę - rząd
Mazowieckiego.
I jeżeli Mazowiecki na pierwsze nasze krytyki krzyczał o polskim piekle i
że nie dopuści do przyspieszenia, bo nie dopuści do wojny domowej, to
dlatego, że on po pierwsze nic z tego, co się dzieje, nie rozumiał, a po
drugie - on przedstawiał punkt widzenia warszawsko-krakowskiej elity,
której nagle zrobiło się dobrze. Ona już miała wolność, znalazła się przy
władzy, jej marzenia życiowe spełniły się i nabrała przekonania, że jest
świetnie. Oni zaczęli żyć w stanie rozkoszy, jak mówił mój przyjaciel
Piotr Wierzbicki (ja się na niego nie powołuję, bo on często w różnych
sprawach przesadza, ale w tej miał rację). Oni żyli w stanie rozkoszy.
Ten stan rozkoszy było po nich widać, jak ktoś ich oglądał wtedy z
bliska. I przenosili go, subiektywnie i w wielu wypadkach uczciwie, na
całe społeczeństwo. A tych, którzy ten spokój zakłócali, traktowali jak
awanturników.
- Bo byliście nimi, Jarek, naprawdę, swoje cele - zakładam - czyste,
opakowując w niedopuszczalną, awanturniczą formę.
Gdzie to widziałaś? Dziewczyno! W czym!

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @gabriel-maciejewski 23 czerwca 2019 10:58
23 czerwca 2019 22:14

Mam takie pytanie; gdzie się ten "kapitał kumuluje"? Bo długowi publicznemu/rządowemu stuknął już bilion złotych (jedynka i 12 zer), zadłużenia Polaków prywatnych "nie policzyłby nikt", ja się tylko pytam. Pytanie drugie czy to nie jest tak,że jak głosi Wielki Biały Ojciec z Waszyngtonu "zaprzyjaźnimy się z Rosjanami", parafrazuję, to ten cały PIS będzie potrzebny jak psu piąta noga? 

Z góry dziękuję za odpowiedź.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @ikony58 23 czerwca 2019 21:05
23 czerwca 2019 22:38

Nieźle była przeszkolona ta Torańska.

W sam raz na odcinek pacyfikacji nastrojów.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @stanislaw-orda 23 czerwca 2019 22:38
23 czerwca 2019 23:09

Tam wychodzi strach przed społeczeństwem i pogarda dlań. Jądro ciemności ta Torańska. 

Czytałam ongi jej "Onych": jakis straszny komunistyczny bandzior /czy nie Berman?/ mówił do niej pieszczotliwie "córuś". 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @porfirogeneta 23 czerwca 2019 22:14
24 czerwca 2019 07:05

Dług pibliczny USA jest jeszcze większy, ale chyba nie zaprzeczy Pan, że tam jest skumulowany kapitał, prawda? A jeśli idzie o Rosjan uważa Pan, że powiniśmy iść z nimi na wojnę?

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @ikony58 23 czerwca 2019 21:05
24 czerwca 2019 07:07

Niech pan nie wrzuca tu tej długości tekstów, bo pan wyleci szybciej niż się pan tu znalazł. Już zresztą pana przestrzegałem. Poza tym, jak wynika z tego wywiadu, Jarosław Kaczyński, uważał wtedy, że wszyscy grają w jednej drużynie, są jakieś między nimi różnice, ale mało istotne. Okazało się, że rzeczywistość jest inna i mamy to co mamy.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Magazynier 23 czerwca 2019 20:03
24 czerwca 2019 07:08

Ja nie wiem czy to jest szachownica

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @MarcinD 23 czerwca 2019 19:53
24 czerwca 2019 07:08

No tak, to również...no i wysuwania roszczeń z kosmosu, których "normalna" organizacja wysunąć by nie mogła

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @umami 23 czerwca 2019 18:23
24 czerwca 2019 07:09

No proszę, nie wiedziałem, że taki film istnieje. A z tym podobieństwem Segala do Mac Gregora to przesadzasz

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @MarcinD 23 czerwca 2019 13:53
24 czerwca 2019 07:10

Właśnie chodzi o to, by ich nie stawiać przed sądem, a przynajmniej na razie

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @JarekBeskidy 23 czerwca 2019 13:26
24 czerwca 2019 07:11

To też i go nie podejmuje. Śpiewaliśmy wczoraj "Święty Boże" przecież

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @gabriel-maciejewski 24 czerwca 2019 07:07
24 czerwca 2019 07:34

a bedziemymieclepiej zrobi sie samo

Zegnaj Coryllusie.

Zostaje z Jaroslawem Kaczynskim

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @porfirogeneta 23 czerwca 2019 22:14
24 czerwca 2019 07:39

Kumuluje się w ramach kolejki po kredyty w której stoją wielcy producenci z danego regionu i usługodawcy, czyli na wirtualnym koncie bankierów, którzy decydują komu dać a komu nie. Tym sposobem mają głos decydujący o wartości poszczególnych walut. Vide Balcerowicz i bankrutacja polskich oszczędności, nadto frank Szwajcarski i frankowicze. 

Jeśli teraz Morawiecki inkasuje zwrot inwestycji i zyski z kontroli podatków, jeśli udziela dotacji budżetowych na nowe inwestycje, to znaczy że budżet rządowy i NBP spełniają rolę takiego kumulatora. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
24 czerwca 2019 07:49

"spotykam Kuczyńskiego, który faktycznymi wpływami przewyższył chyba
potem Ambroziaka, chociaż formalnie był tylko wiceministrem i szefem
doradców premiera. Pytam go: kogo ty tam masz u siebie, jakich doradców
wziąłeś? A on mi odpowiada: no, jak to kogo? tych samych, co byli. Pytam
go jeszcze: znaczy tych samych, co miał Rakowski, Messner, Jaruzelski?
A on normalnie: dokładnie tych samych. 
"

To jest to. Mazowiecki chciał być bankierem WSI. Proces kumulacji rządowej kontrolowali ludzi z PRL i ... PPS i nie tylko. Gangi umocniły się i jest to co teraz, wysoki szczebel urzędników państwowych z PiS i średni szczebel urzędników z gangów pepeesowskich, koszernych, niemieckich i peerelowskich. Qwerty więcej mógłby o tym powiedzieć.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @porfirogeneta 23 czerwca 2019 22:14
24 czerwca 2019 11:30

Kapitał kumuluje się realnie. Dług publiczny rośnie księgowo.

Księgowi miewają tendencję, żeby przypisywać zapisom księgowym wartość realną równą nominalnie zapisowi. A i to nie wszyscy. 

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @gabriel-maciejewski 24 czerwca 2019 07:05
24 czerwca 2019 18:03

Różnica między Polską a USA jeśli chodzi o regulowanie należności; jak zachdni bankierzy zaczęli żądać regulowania należności to był Ursus i Radom 1976 a potem upadek Gierka, a USA wyślą 6-tą flotę i na nachalnych wierzycieli jeszcze kontrybucje nałożą i skumulują więcej kapitału, no i to USA ma drukarkę do dolarów a nie Polska. Zresztą pokaż mi pan jakiegoś Polskiego Kapitalistę, nie ma, no widzi pan jest, jest banda kleszczy większych i mniejszych przyssanych pośrednio lub bezpośrednio do państwowego budżetu. Dług nie jest kapitałem.

Ja nie uważam że Polskie Wojsko się nadaje na jakieś wojny, a z sąsiadami to już najmniej, to byłaby "walka na Placu Saskim",  nie mam też jakiś złudzeń co tychże sąsiadów intencji, zresztą podobnie jak wobec USA, Angli czy Francji, po prostu może się okazać że USA znowu sprzeda Polskę Rosji i będzie nam tu puszczać "Głos Ameryki", wnioskuje to z tego że Polska ma płacić za amerykańskie bazy (rotacyjne zresztą) i to jeszcze przy entuzjazmie "elit". Gdyby USA traktowała Polskę po partnersku (nawet na zasadzie junior partnera nawet) to postępowała by tak jak z Japonią czy Południową Koreą (preferencje w trasferze technologii wojskowych) już nie mówie że jak Izraelem (ale to jest chyba senior partner dla USA). Za komuny w PRL sprzedawaliśmy czołgi na licencji ZSRR na całym świecie, a tu kupujemy rzeczy gotowe, za grubą kase, nawet bez targowania się.

Nie rozumię takiego postawienia sprawy z Rosją? Wojna, albo co? Na razie obie strony udają że ich nie ma, o normalizacji stosunków mowy też nie ma, a tu nagle mamy się przyjaźnić, dziwne to trochę, nie?

 

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @Grzeralts 24 czerwca 2019 11:30
24 czerwca 2019 18:06

Ja jestem widocznie jakimś nieudacznikiem, bo u mnie za cholerę się nie chce skumulować.

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @Magazynier 24 czerwca 2019 07:39
24 czerwca 2019 18:09

Czyli kapitał się bierze z pożyczania pieniędzy i robienia za to huty Katowice, gdzieś to już słyszałem.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować