-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Jubilerska katastrofa

Pretensje mogę mieć tylko do siebie i to jest niesłychanie szczęśliwa okoliczność w sytuacji, w jakiej znalazłem się w czwartek, piątek i sobotę. Targi jubilerskie, na których byłem zgromadziły przede wszystkim hurtowników, z których żaden nie był zainteresowany książkami. Zainteresowanie wyrazili: jeden rzeczoznawca, trzech jubilerów, którzy czytają blog i kupują stale książki, dwóch detalistów nudzących się trochę w okolicznościach, w których tak naprawdę nie było dla nich miejsca. Po pobieżnym przeglądzie oferty i rozmowach z kilkoma osobami stwierdzić mogę, bynajmniej nie autorytatywnie, ale pochopnie, że rynek jubilerski składa się z chińskiej taniochy – złota, srebra, z diamentów oraz z przedmiotów, które udają wartościową biżuterię, a są podróbami. Wśród tych ostatnich wyróżniamy podróby zwyczajne i te, które aspirują do sztuki. Do tego dołożyć można jeszcze wszelkiego rodzaju akcesoria służące do konserwacji biżuterii oraz maszyny do obróbki. Mieliśmy naprzeciwko takie stoisko z maszynami i nawet zakolegowałem się z załogą, ale nie bardzo było o czym gadać, bo nie mam przecież pojęcia o spawaniu złota i srebra.

Za kawałek podłogi bez oświetlenia zapłaciłem ponad 2 tysiące. Stoisko się nie zwróciło rzecz jasna. Nie pomógł nawet Hubert, który rysował postaci rycerzy i mnichów w swoim nowym komiksie. Było gorzej niż swego czasu na targach w Krakowie, kiedy Tomek, artysta w końcu miejscowy, rysował postaci w komiksach, a miejscowi odbiorcy sztuki patrzyli na to z wyniosłą obojętnością. Ci z targów jubilerskich, miałem wrażenie, nawet nie wiedzieli co się dzieje, siedzi jakiś facet i rysuje. Na ich twarzach malowało się głębokie niezainteresowanie. Ja nie mam do nikogo pretensji, jak mówię, chodzi o to z grubsza, że rynek rzemieślniczy nie pasuje w żaden sposób do rynku treści, to są obszary nie mające punktów stycznych. Jeden z kupujących okazał się historykiem z wyższym wykształceniem i kupił Baśń socjalistyczną. Inni mówili wprost, że czytają tylko literaturę branżową. Punktów stycznych nie ma, jak powiadam, bo inny jest sposób kształcenia fachowców na obu rynkach. To ma swoje konsekwencje, a są one następujące – rynek treści może wygenerować samodzielnego wydawcę, który będzie konkurował w wielkimi graczami. Nawet jak go przemilczą. Rynek jubilerski może co najwyżej stać się częścią innego rynku jubilerskiego, albo przejść w ręce jakiejś organizacji, która urządzi go po swojemu, wyrzucając zeń tych wszystkich, którzy przeszkadzają lub się po prostu nie podobają. Rynek jubilerski jest rynkiem bezwładnym, a przy tym niestabilnym, może go rozhuśtać w dowolną stronę każdy, kto ma środki. O konkurowaniu z kimkolwiek i promowaniu jakichś nowych wzorów, a wszyscy tam prawie aspirują do sztuki, bo ile się można ekscytować złotem, nie może być nawet mowy. Wszelkie więc gawędy o niebanalności biżuterii, to są zabawy lokalsów, którzy grają na malutkich ryneczkach i w zasadzie mogliby wystawiać się na jarmarkach.

W tym samym czasie prawie, czyli wczoraj i dzisiaj, odbywała się w Warszawie giełda minerałów, skamieniałości i biżuterii. Odbywała się w środku miasta na Nowowiejskiej. Tam powinniśmy pojechać, bo jak stwierdzić można zerkając na harmonogram takich giełd, jest to prawdziwy rynek lokalny, gdzie zbierają się detaliści. Giełdy odbywają się bowiem regularnie co dwa tygodnie, w całej Polsce. Nie wiem kto tym kręci, ale ktoś sprawny i dynamiczny. Czy się tam kiedyś wybiorę jeszcze nie zdecydowałem, ale mam przeczucie, że na pewno będzie tam więcej czytelników niż na wielkich i okrzyczanych targach jubilerskich, odbywających się przy ul. Prądzyńskiego. Wrażenia jakie wyniosłem z tych targów dają się streścić w zdaniu – to jest jakaś pułapka, w którą wpadają detaliści, mający stworzyć pozory dynamicznego rozwoju branży. Nie o nich tu chodzi i nie o wprowadzanie nowych wzorów, z dziwnych i ciekawych materiałów. Raczej chodzi o to, kto będzie kontrolował obrót wzorami przywożonymi z Chin. Jest tam zapewne jeszcze cała masa innych, drobniejszych zależności, które dotyczą poszczególnych segmentów rynku, na przykład pereł, ale nie dojdziemy dokładnie jak to wygląda, bo i po co. Na targach była cała masa bursztynu, który podobno wozi się teraz z Ukrainy, gdzie pozyskiwany jest w lasach. Wypłukuje się go po prostu wodą pod dużym ciśnieniem. Te olbrzymie ilości bursztynu rzeczywiście robiły wrażenie. Było jeszcze coś, a raczej ktoś, przez cały czas trwania tragów wokół wystawców kręciła się niezwykła zupełnie pani, była ona sobowtórem Natalii Siwiec, chodziła w czarnej sukience mini, przykrywającej ledwie pośladki, uśmiechała się tajemniczo. Do pleców miała przyczepione czarne skrzydła. Na pęcinach wytatuowała sobie duże, granatowe gwiazdki. Nie powiem, wyglądało to ciekawie. Ostatniego dnia przebiła ją jednak inna pani, która pojawiła się na targach w kostiumie w zasadzie bez pleców. Całe szczęście miała na sobie spodnie. Ten kostium zrobiony był tak, żeby widać było tatuaż, który widniał tam, gdzie te plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Były też, rzecz jasna, inne hostessy, na obcasach tak wysokich, że wszystkie wydawały się wyższe ode mnie, ale nie jeśli idzie o ekstrawagancję i ryzyko, to dwa powyższe przypadki były nie do pobicia.

Tak zwany dzień otwarty był pomyłką. Zdawało mi się, że targi są promowane w mieście i pojawi się tłum ludzi. No, ale tłum był zapewne na giełdzie przy Nowowiejskiej, a nie w budynku Expo. Bo i po cóż miałby tam przychodzić, jeśli nie można było nigdzie nic kupić w detalu. Gotówki prawie nie było widać. Siedzieliśmy więc i gapiliśmy się jedno na drugie, Hubert rysował, a Bartek bawił się telefonem. Rozdaliśmy trochę gazet. Mieliście szczęście, że Was tam nie było.

 

Jak pewnie już wszyscy wiedzą okoliczności zmuszają mnie do ogłoszenia tutaj pokornej prośby o wsparcie tego bloga. Jeśli ktoś uzna, że moja ośmioletnia, jakże intensywna działalność, warta jest jakiegoś zaangażowania, ponad wpisanie komentarza pod tekstem, będę mu nieskończenie wdzięczny za pomoc.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

gabrielmaciejewski@wp.pl

Teraz inne ogłoszenia.

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał wrócił już z urlopu, więc FOTO MAG jest już czynny. Zapraszam także do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2

 

 



tagi: targi jubilerskie 

gabriel-maciejewski
8 października 2017 09:25
4     507    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
8 października 2017 11:35

W sklepie jest już trzecia, po Romowe i Wilczej Gontynie, część komiksu z serii Lux in tenebris. Nosi tytuł Jellinge.

zaloguj się by móc komentować

onyx @gabriel-maciejewski
8 października 2017 15:19

Jak to mówią nauka droższa pieniędzy. Szukania nowych rynków przy takiej sprzedaży bezpośredniej nie da się inaczej sprawdzić jak tylko przez rozpoznanie bojem. Szkoda, że tak wysokie koszty na wejściu. Targi minerałów są też cyklicznie w Bydgoszczy wynajmują sporo miejsca więc może to duża impreza. Kiedyś byłem na czymś takim i to idzie w stronę leczniczych właściwości minerałów. Są też stoiska z książkami dla wtajemniczonych w paramedycynę i inne para. Tu masz fotki i filmik. Tłumów raczej nie widać ale nie wiadomo o której było kręcone.

http://bydgoszcz.naszemiasto.pl/artykul/weekendowe-targi-mineralow-w-bydgoskiej-luczniczce-zdjecia,3997799,artgal,t,id,tm.html

zaloguj się by móc komentować

mauris @gabriel-maciejewski
8 października 2017 15:31

Natalia Siwiec ma siostrę Malwinę, bardzo podobną jeśli się ustylizują.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @mauris 8 października 2017 15:31
8 października 2017 16:31

Nie, to nie była siostra, już prędzej sama Natalia

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować