-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Instytut rozwolnienia - o ludziach nie potrafiących obronić swoich charyzmatów

Przez moment oglądałem w telewizji program, w którym występowali panowie Karłowicz i Gawin. To było naprawdę coś niezwykłego, tak niezwykłego, że po pół minuty wyłączyłem telewizor, bo niezwykłość wprost wystawiała rękę z ekranu i prała mnie nią po gębie. Ludzie ci, wyposażeni przez wszystkie możliwe siły w moce i charyzmaty, dokonywali publicznie, na oczach widzów całkowitego tych charyzmatów i mocy unieważnienia. Gadali o filozofii Augusta Comte’a w taki sposób, żeby nikt ze słuchających już nigdy w życiu nie zainteresował się ani Comtem, ani jego pismami. Dlaczego tak postępowali? Prawdopodobnie dlatego, że są całkowicie zdeprawowani i przekonani, iż wystarczy aby pokazali się w telewizji, żeby podpisano ich odpowiednio i już reszta zrobi się sama, a publiczność będzie śpiewać z zachwytu i poczuje się – jak mawiał dawniej prymas – ubogacona. Skupmy się teraz na najbardziej praktycznym aspekcie takich wystąpień. Co robi Karłowicz z Gawinem organizując te pogadanki w telewizji? Oni unieważniają i degradują środowisko akademickie. Czynią to za pomocą prostego mechanizmu. Gadają do kamery, nie ma interkacji z publicznością i obydwaj utwierdzają się w przekonaniu, że to ich wystąpienie, jest absolutnym mistrzostwem świata. Nikt poza ściśle wyselekcjonowanymi osobami z pewnego kręgu do dyskusji dopuszczony nie jest, więc oni wszyscy zajmują się tylko jednym – upewnianiem się nawzajem, że mają rację. Co w takim razie z innymi doktorami, profesorami i aspirującymi magistrami różnych specjalności? Niech idą w diabły, niech wylądują na śmietniku, albowiem rynek treści naukowych i popularyzacji tychże, zajęła ekipa z Instytutu Wolności, który powinien nosić raczej nazwę Instytutu Rozwolnienia. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja, bynajmniej nie dla tych, którym Gowin z Karłowiczem odmawiają szansy, lansujac uporczywie i maniakalnie siebie samych. To jest niebezpieczne dla nich. Oczywiście są różne zawory, które ich chronią, a których my albo nie widzimy, ale uważamy, że one z pozycją Karłowicza i Gowina nie mają związku. A mają. Przestrzeń publiczna zwana tu przez nas rynkiem treści, wypełnia się coraz bardziej freakami, a to daje z kolei Gowinowi i Karłowiczowi pewność, że są nie do ruszenia. Targi książki powoli stają się imprezą rozrywkową, gdzie wydawnictwa uporczywie lansują szaleńców, grafomanów, albo oszustów, bo wierzą, że jedyną szansą dla nich jest ogranie czytelnika w trzy karty. Wydawnictwo Rebis, będzie zaś teraz lansować prozę więźniów. Co ma wszelkie cechy tak zwanej ostatniej deski ratunku. Przestrzeń treści prawicowo- patriotycznych została wręcz zaplanowana jako panoptikum, w którym żyją i poruszają się różne dziwadła, wpuszczające niewinnym młodzieńcom gaz paraliżujący do mózgu. Rynek rozpada się na nisze, które – jedna po drugiej – zagospodarowywane są przez ludzi mediów lub ludzi rozpoczynających karierę w mediach. A, tam w mediach, napiszmy wprost – w telewizji. Nikt, kogo wcześniej nie pokazano w telewizji nie może być uznany za gwiazdę na rynku książki. Co w takim razie z tymi rzeszami pracujących na niskich budżetach badaczy, z tymi wszystkimi doktorantami, humanistami, magistrami żyjącymi nadzieją na habilitację za piętnaście lat, że ponowię pytanie? A nic, niech zdychają, jak to ujął pięknie w swojej przemowie do Maryni, czy jak tam się ona nazywała, Karol Borowiecki. Niech zdychają, albo wyjeżdżają na zmywak, czy gdzie tam chcą.

Oczywiście, część z nich dostanie szansę, ktoś im zaproponuje wstąpienie do takiej czy innej hierarchicznej struktury, gdzie będą mogli awansować, a potem przejść na emeryturę w młodym jeszcze wieku. Jeśli się zasłużą, któreś z wielkich wydawnictw żyjących z dotacji zaproponuje im, żeby napisali książkę, o jakichś ważnych sprawach, utrzymaną dokładnie w tonie tych niemożliwych do wysłuchania pogadanek Karłowicza z Gawinem. Ta książka się nie sprzeda, bo nie ma się sprzedać. Ma być widomym znakiem wybraństwa i dać takiemu osobnikowi pewność, że jego nobilitacja i awanse na drodze służbowej nie są fikcją. No, ale jak nie są kiedy są! Są, albowiem autor nie może przemawiać do ściany czy do innego autora, tak było za komuny i wszyscy to pamiętamy. Jeśli ktoś wymyślił, że system ten zadziała również dziś, bo przestrzeń publiczna zostanie podzielona na sektory – w jednym Gowin z Karłowiczem, w drugim Nela mała podróżniczka z Martyną Wojciechowską, w trzecim Magda Ogórek, a w czwartym Patlewicz z panem Niktem – ten chyba oszalał. Takie numery nie przejdą i ja się postaram to udowodnić. Może nie za szybko, bo pracy do wykonania jest mnóstwo, a rozmówcy, z którymi próbuję nawiązać kontakt nie rozumieją dlaczego i w jakiej sprawie ja się do nich zwracam, ale jak to mówią – kropla drąży skałę. Nie jest łatwo rozmawiać z ludźmi żyjącymi i pracującymi na uniwersytecie, bo oni są jak koń w kieracie. Koniowi takiemu nie wytłumaczymy, że może wyjść z jarzma i pobiegać po łące. Kiedy on to słyszy z miejsca ograrnia go paraliż całego ciała i zastanwia się co powie jego woźnica, czyli ten jak mu tam – promotor pracy habilitacyjnej. No, ale będziemy się starać. Na razie mamy pierwszy, niewielki sukces – Wydawnictwo Poznańskie ma wznowić książkę Grzegorza Kucharczyka pod tytułem „Hohenzollernowie”. Ja zaś szykuję się do przygotowania nowych tematów pogadanek z profesorem, których osią będzie ta właśnie książka. To nie koniec. Na początku sierpnia jedziemy do Rzeszowa, żeby tam nagrać materiał o zamachu na Jana Chudzika, a także kolejną część pogadanki o najazdach tatarskich na ziemię przemyską, o czym z kolei opowie nam Andrzej Gliwa. No, ale to póki co jedyne sukcesy, jakie odnotowaliśmy. Próby nawiązania kontaktu ze światem naukowym Krakowa, gdzie także przecież powstają ważne i warte promowania książki stanęły w martym punkcie. Być może coś ruszy się po wakacjach, ale wielkich nadziei sobie nie robię. Myślę jednak, że misja, którą wymyśliłem i którą Wam tu teraz przedstawiłem jest warta gry i warta zachodu. Jej zaś najważniejszym walorem jest to, że nie promujemy siebie. Celem tych pogadanek i wydawnictw nie jest wypromowanie mojej osoby, ale stworzenie rynku treści ważnych, na którym obecne będą także charyzmaty, a ich siła zależeć będzie wyłącznie od czytelnika, a to znaczy, że pośrednio także od autora. Rynek zaś składał się będzie z autorów szerzej nieznanych, choć nie tylko. Aha, byłbym zapomniał – po wakacjach wydamy książkę Marka Budzisza o Rosji. Ktoś tu ostatnio pytał o książkę Szymona Stalagmita. Będzie gotowa niebawem, proszę się nie niepokoić.

 

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl



tagi: rynek książki  media  uniwersytet 

gabriel-maciejewski
22 lipca 2018 09:14
12     1809    14 zaloguj sie by polubić
komentarze:
parasolnikov @gabriel-maciejewski
22 lipca 2018 10:04

Możnaby powiedzieć, że Pany profesory, ważną misję mają, wykładają  ludziom skutecznie, że nie potrzeba nam czytać co tam jakieś kłamce napisały.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @gabriel-maciejewski
22 lipca 2018 10:04

Pomodlę się za tych, o których napisałeś, żeby Pan Bóg zesłał im opamiętanie. Kiedy żyją, mają szansę, choćby wielkości mikrometra kwadratowego.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
22 lipca 2018 10:27

" Co w takim razie z tymi rzeszami pracujących na niskich budżetach badaczy, z tymi wszystkimi doktorantami, humanistami, magistrami żyjącymi nadzieją na habilitację za piętnaście lat, że ponowię pytanie? A nic, niech zdychają, jak to ujął pięknie w swojej przemowie do Maryni, czy jak tam się ona nazywała, Karol Borowiecki. Niech zdychają, albo wyjeżdżają na zmywak, czy gdzie tam chcą."

Nie można powiedzieć, że ich nie ostrzegałeś i nie próbowałeś im tłumaczyć, że tak dłużej nie można wegetować na etatach tylko trzeba zacząć pisać dla czytelników, bo konsekwencje w końcu nadejdą i nie będą przyjemne.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @Kuldahrus 22 lipca 2018 10:27
22 lipca 2018 10:43

Nie nadejdą. Do tego musiałoby istnieć poważne państwo. Każdy, kto w to wchodzi wie, co go czeka, więc odsetek tych, którzy chcą zdobyć czytelnika, upowszechnić wyniki swojej pracy jest znikomy.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @gabriel-maciejewski
22 lipca 2018 10:49

Coryllusie sam kiedyś napisałeś - ja to sobie dobrze zapamiętałem - że wielkie promocje w telewizji mają przy totalnej ich klapie jeden cel. Nie dopuścić innych z odrobiną choćby talentu, aby zaistnieli, bo wtedy stracą kontrolę nad rynkiem treści. Oni są właśnie tym, korkiem, który ma nie pozwolić, aby z kranu lała się rześka woda.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @mniszysko 22 lipca 2018 10:49
22 lipca 2018 10:50

Dlatego wielkie dzięki za twoje inicjatywy, które próbują ten korek z kranu wybić.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Grzeralts 22 lipca 2018 10:43
22 lipca 2018 10:56

No, ale właśnie nadeszły. Zacytowałem ten fragment tekstu w którym Coryllus o tym napisał.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @Kuldahrus 22 lipca 2018 10:56
22 lipca 2018 11:03

Nie nadeszły. Zawsze tak było.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @gabriel-maciejewski
22 lipca 2018 12:50

Świat naukowy Krakowa?

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski
22 lipca 2018 13:26

Ja oczywiście mam świadomość, że to Onet, ale i tak trzymam sztamę z tym Ukraińcem.

https://vod.pl/programy-onetu/reportaze-onetu-mobbing-w-pan/z81mgth

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Grzeralts 22 lipca 2018 11:03
22 lipca 2018 13:49

No, ale chyba to teraz dopiero przyszło obcięcie dotacji budżetowych na mniejsze tzw. ośrodki? Sądzę, że z tego względu zostanie tylko kasa dla tych ze ścisłego grona "wybranych", a reszta pójdzie w odstawkę.

Wcześniej to wyglądało raczej bardziej "stabilnie bez trzęsień ziemi".

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @gabriel-maciejewski
22 lipca 2018 13:54

Strona prawicowo-patriotyczna jest zajeta przez Zychowicza ktory tradycyjnie rozwaza odwieczny dylemat: "Z Niemcami czy z Rosja?" (cos takiego jak roztrzasanie problemu-ile diablow miesci sie na koncu szpilki).

A Gawin, Karlowicz i ten specjalista co to niedawno na spolke z nimi badal temat "My Rzymianie" to tacy guru postawieni na czele instytucji ktora ma zasilanie z budzetu.

Jestem przekonany ze Martyna Wojciechowska tez ma zasilanie z sieci (budzetowej) wiec na baterie chyba nie jest.

Ostatnio widzialem ja w jakims programie, takiej wyfiokowanej panience zwierzala sie jak to w Indiach w autobusie jakis facet obmacywal ja.

I zapewniala swoja rozmowczynie z usmiechem ze to jest tam zupelnie normalne.

I co my bysmy zrobili bez Martyny Wojciechowskiej? Czarna rozpacz.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować