Edward Woyniłłowicz o zamachu majowym
Od 6 rano byłem w serwisie na przeglądzie auta. Dopiero wróciłem. Proponuję więc, byśmy sobie przypomnieli co o zamachu majowym pisał Edward Woyniłłowicz
12 maja 1926 r.
Wskutek wystąpienia z gabinetu koalicyjnego ministrów z partii P.P.S. i przejścia w Sejmie socjalistów do opozycji, gabinet upadł i przez 5 dni nie mógł się nowy rząd sformować. Ofiarowano prezesostwo gabinetu Skrzyńskiemu, Ratajowi, Piłsudskiemu, Raczkiewiczowi, Markowi, Wł. Grabskiemu i dwukrotnie Witosowi, który na koniec podjął się tego zadania. Co by nie było, wszystko na jedno wyjdzie, bo błędne założenie w Konstytucji i noweli wyborczej, a na mylnych fundamentach trwałej budowy nie postawić. Wszystkiemu winne demagogiczne hasła, którym Sejm w obecnym składzie hołdować musi. Póki prawo własności i prawo pracy nie będzie sankcjonowane, żadne zmiany gabinetu pozycji nie uratują i póki świadczenia społeczne, do których przemysł Polski nie dorósł, nie będą zmniejszone, współzawodniczyć z przemysłem zagranicznym nie potrafimy, zwiększając wciąż liczbę bezrobotnych, którzy albo szeregi komunistów zwiększą albo będą jedynym przedmiotem exportu z Polski. Podkreślić wypada dziwnie nie korrektny krok ministra Skrzyńskiego, który raptem dymisję swoją oświadczył, rozpocząwszy tyle posunięć niedokończonych w dyplomacji europejskiej, jak na przykład walkę o miejsce dla Polski w Radzie Ligi Narodów. Poszedł widocznie za przykładem Wł. Grabskiego, który zabagniwszy finanse, gdy się przekonał że rady z niemi nie da, raptem się usunął, zostawiając innym niewdzięczną pracę rozwikłania kłębka. Dzięki tym przesileniom ministerjalnym złoty spada, już dolar nie 5.18, ale 10.40 płaci. Chleb i wszelkie produkta drożeją i wiara w polski pieniądz ginie. Jakiż inny widok przedstawia nam Anglja: tam dla walki z niebywałym strajkiem, bo w kopalniach węgla, kolejach, portach, jak jeden mąż stanęło całe społeczeństwo i życie znów w normalne tory wprowadziło. Nawet socjaliści w Izbie Gmin cofnęli interpelacje, mogące przyczynić kłopot rządowi. A w Warszawie, kiedy podczas strajku tramwajarzy, Związek Samopomocy Społecznej stanął do zamiany strajkujących, Magistrat ofiarę tę odrzucił, nie chcąc zadrażniać strajkujących. Nie dalej, jak obecnego 1-go maja, dla tak nazwanej “Milicji Socjalistycznej”, ofiarował swoje samochody ciężarowe, w których rozjeżdżając strzelali po ulicach. W tych warunkach Polska znowu stanie się żerem dla nowych rządów zaborczych, które Ją okroją, a pozostałe jądro zdusi się we własnym w soku, z braku podstaw ekonomicznych. 560
(561)
13 maja 1926 r.
Nieszczęsna datta: dzisiaj idąc o 7-ej rano na Mszę do kościoła zobaczyłem w oknach przylepione dodatki nadzwyczajne do dzienników miejscowych, donoszące, że pułki 22 piechoty i 7 ułanów w Warszawie, zbuntowane pod dowództwem Piłsudskiego ruszyły na Warszawę. Jakoby Zamek, pałac Rady Ministrów i Krakowskie Przedmieście są w rękach Piłsudskiego, który domaga się zdania Jemu przez Wojciechowskiego władzy naczelnej państwa. Na ulicach Warszawy idzie walka bratobójcza i krew się przelewa, jak przed laty w listopadzie w Krakowie. W Berlinie i Moskwie muszą zacierać ręce: ot do czego doszła Polska przy rządach „ludowych”. Widocznie trzeba było wskrzesić Polskę taką, jaka była przed wiekiem do grobu złożona, Polskę „szlachecką 3-go Maja”. Szlachta przez półtorasta lat ciężkich przejść przeuczona, uświadomiona przez swoich historiografów o błędach popełnionych, chyba by potrafiła stosować się do zdobyczy zasad demokratycznych czasu obecnego i praworządne państwo stworzyć. Wielkim atutem w akcji Piłsudskiego, jest ogólne przemęczenie społeczeństwa istniejącym stanem rzeczy. Są ludzie, którzy by i diabła przyjęli, byleby wyjść z tego marazmu politycznego i bankructwa ekonomicznego.
15 maja 1926 r.
Wszystko skończone. Piłsudski zwyciężył, a nasz rząd i nasz prezydent nie poszli za przykładem Senatorów Rzymskich, zawiniętych w togach i czekających wejścia barbarzyńców na “Forum Romanum”, ale cichutko i grzecznie, drapnęli w pola. Rząd złożył dymisje w ręce prezydenta, który dymisję przyjął, a sam Wojciechowski zgłosił swoją dymisję na ręce Marszałka Sejmu Rataja. Wszystko w myśli, że zostaną nie odpowiedzialnymi ani przed historią, ani przed Narodem! Cała ta impreza od dawna była przygotowaną i główną winę należy przypisać Wojciechowskiemu, który dopuścił wpływy i narady Piłsudskiego w Belwederze, następnie mianował Żeligowskiego (piłsudczyka) Ministrem Wojny i kontrasygnował wszelkie nominacje na wyższe stanowiska wojenne stronników Piłsudskiego, tak że wyższe dowództwo armji w chwili zamachu, znalazło się w ręku zdrajców Konstytucji i przysięgi wojskowej. Najwięcej w tej bratobójczej walce na ulicach i przy zdobywaniu gmachów w Warszawie ucierpiała Szkoła Podchorążych pod dyrekcją pułkownika Paszkiewicza, która broniła porządku społecznego i osoby prezydenta, nie podejrzewając, że On pierwszy ustąpi. Walka była zacięta, wiele rodzin żałobą okrytych, wiele gmachów uszkodzonych i materjału wojennego zużytego. Ale kogo to obchodzi? Tak jak w pięknej Helenie “c`est la Grèce qui payera”. Kraj do reszty się zrujnuje, znaczenie jego w koncercie europejskim zejdzie na zero, bo któż zgodzi się przyjąć do Rady Ligi Narodów przedstawicieli państwa, w którym prouncjamenta wojskowe, a nie Konstytucja wszystko stanowią. Naturalnie dowódzcy pułków zbuntowanych pewni są awansów i karjery, a dowódzca pułków wiernych Rzeczypospolitej, w których pierwszeństwo trzymają pułki stojące w Poznańskiem i na Pomorzu, zostaną poza nawiasem. Tymczasem poczta i telegraf nie funkcjonują, i pociągi z Bydgoszczy dochodzą tylko do Włocławka. Z Warszawą komunikacja przerwana. Rozruchy komunistyczne, niby z bezrobotnych, pojawiają się w niektórych miejscach nap. w Toruniu, rozpędzane wyłącznie przez władze policyjne. Na pograniczach Litwy i Wołynia notują ruchy drużyn nieprzyjacielskich, zamierzających korzystać z chwili ściągnięcia wojsk do Warszawy, zatem słabszej obrony Kresów. Chyba to musiał przewidywać pierwszy Marszałek Polski. Złoty spada, drożyzna rośnie, kredyt zagraniczny ucieka. Posłowie mocarstw zagranicznych, z wyjątkiem posłów Niemiec i Sowdepji oświadczyli Piłsudskiemu, że jego władzy samozwańczej nie uznają i stosunki zrywają. Brak w tym proteście Niemiec i Rosji najlepiej świadczą na czyją korzyść Piłsudzki pracował.
17 maja 1926 r.
Piłsudski utworzył Rząd Tymczasowy z przedstawicieli partji lewicowych, a Marszałek Sejmowy Rataj wstąpił w obowiązki Prezydenta Rzeczpospolitej i „Zgromadzenie Narodowe” czyli Senat i Sejm razem wzięte mają przystąpić do wyboru prezydenta. Partje lewicowe żądają, aby wybór padł na Piłsudskiego i aby niezwłocznie ziemia została w majątkach wywłaszczoną i bez odszkodowania właścicieli, rozdaną. Wszystkich uprzednich Ministrów oddać pod sąd doraźny. Słowem hasła przewrotu zupełnie bolszewickie. Zaprowadzony stan wyjątkowy w państwie i najsurowsza cenzura w gazetach, tak, że tylko dochodzą te wiadomości i w takiem oświetleniu, w jakiem potrzebne uzurpatorowi. Nastrój w Poznańskiem i na Pomorzu wręcz przeciwny Piłsudskiemu. Zebrani w Poznaniu Senatorowie i posłowie do Sejmu wysłali do Rataja depeszę, iż wobec nacisku bagnetowego nie widzą możliwości dokonania wyboru prezydenta w Warszawie i żądają zebrania Zgromadzenia Narodowego w innem miejscu. Gazety wiedeńskie przynoszą sensacyjną pogłoskę, że w Poznaniu uformował się Tryumwirat: Dmowski, Dowbor-Muśnicki i J. Haller, którzy zbroją stowarzyszenia patrjotyczne i reagują w wojsku, tworząc opozycję, i posłali ultymatum Piłsudskiemu, aby w 24-ry godziny opuścił Warszawę pod rygorem mierzenia się z siłami dawnego zaboru pruskiego i wojskami wiernemi przysiędze, które okopały się w Ożarowie pod Warszawą pod dowództwem gen. Rozwadowskiego. Druga zaś część tych wojsk w okolicach Częstochowy jest pod dowództwem gen. Szeptyckiego. W każdym razie jest faktem, że z nastrojem Poznania się liczą i Marszałek Trąmpczyński, jako kompromisarz wyjechał do Poznania. Według wiadomości urzędowych, zabitych jest górą 200 osób, rannych górą 1000. Twierdzą, że daleko więcej jak jednych, tak drugich. Pociągi zaczęły kursować do Warszawy i poczta nadeszła. Dolar rośnie, złoty spada.
20 maja 1926 r.
Pomimo rozmaitych poważnych a sprzecznych wiadomości wyjechałem do Warszawy. Gdybym uprzednich gazet nie czytał i jako cudzoziemiec wjechał do Warszawy, żadnych śladów ciężkich dni przebytych, w mieście bym nie zauważył. Barykady i okopy z ulic usunięte z pośpiechem gorączkowym. Nawet na drzewach w Alejach Ujazdowskich ślady od pocisków na korze drzew starannie czarną maścią zasmarowane, tynki na ścianach poprawione, i pusty ludek warszawski zalega cukiernie, a nawet “danzingi”, a gdy w jednym z nich zjawił się - obecnie prawa ręka Piłsudskiego - pułkownik Wieniawa - Długoszowski, piękne panie (chyba dziewki) zarzucały go kwiatami! Była to wilja dnia pogrzebu ofiar wojny domowej. Inaczej reagował ksiądz Józef Panaś ex-legjonista, który po nabożeństwie żałobnym za poległych, zerwał ze swych piersi otrzymane ordery i rzucił je w prezbiterium pod nogi generałowi Piłsudskiego, Dreszerowi, mówiąc, że one mu piersi palą. Piłsudski, według sprawozdań Warszawy, załamał się pod wpływem otoczenia. Wyobrażał sobie iż dosyć mu będzie zjawić się w stolicy, aby mu droga była usłaną kwiatami aż do Belwederu. Tymczasem natrafił na opór i to przeważnie ze strony przyszłych pokoleń, bo młodzieży akademickiej i szkoły podchorążych - przechowujących tradycje listopadowe, pod dowództwem dzielnego pułkownika Paszkiewicza. Krew przelana i postawa wojsk poznańskich okopanych między Ożarowem a Milanówkiem, zniewoliły Piłsudskiego do zatrzymania się w pół drogi do objęcia dyktatury i złożenia władzy w ręce Rataja jako Marszałka Sejmu, którego obowiązkiem było niezwłoczne zebranie Sejmu i Senatu dla wyboru prezydenta Rzeczypospolitej. Ale tutaj nastąpiła niespodziewana zwłoka, spowodowana stanowiskiem Wielkopolski, mylnie tłumaczonem przez wielu. Zabór pruski wcale się nie sposobił do marszu na Warszawę, ani do powrotu pod panowanie niemieckie, ale tylko rezonując, iż wszystko co zachodzi w Kongresówce zupełnie przypomina epokę Kiereńskiego, zatem skończy się bolszewizmem i nie chcąc u siebie do tego dopuścić, zaczął się organizować w samozachowawczym kierunku, wpływając na wszelkie związki i garnizony stojące na terenie zaboru dawnego pruskiego. Pośrednikiem między Rządem Warszawskim a organizacją poznańską został Marszałek Trąmpczyński. Wydał odezwę i stosownie do nastrojów Poznania dopominał się naznaczenia Zebrania Narodowego w innem miejscu niż Warszawa, gdzieby posłowie spokojniej i niezależnie od władz wojskowych, obradować mogli. Jednocześnie w Poznaniu utworzyła się liga “Organizacji Obrony Państwa”, do której weszli najwybitniejsi działacze społeczni i rozmaite Związki Wielkopolskie, jakby antyteza organizacji strzeleckich oddanych Piłsudskiemu, których udział w wypadkach Majowych tak smutnie się zaznaczył w Warszawie. Mieszkańcy Warszawy świadczyli, iż nie byłoby takiego krwi rozlewu, ani tylu strat materjalnych, jeśliby w majowej imprezie przyjmowały udział tylko wojska Piłsudskiego, którzy jednak szanowali wspólny mundur, i o ile możności strzelali w górę. Najgorszemi się okazały uzbrojone w Komendanturze Miasta hufce “Strzelców”, w które weszły rozmaite męty społeczne stolicy, żądne mordu i rabunku. Żołnierz szedł mało uświadomiony, a raczej mylnie uświadomiony przez spiskowców w dowództwie, kondotjerów liczących na awanse i karjerę. Ci sobie na wszystko pozwalali, zacząwszy od hulania i ucztowania bez żadnej zapłaty w Hotelu Bristol, a kończąc na faktach terrorystycznych, jak np. przy zajęciu Zamku, które miało się odbyć w sposób następujący: dwaj żołnierze, stojących w bramie zamkowej na straży, ujrzeli idącego marszem wojskowym oficera z kilku żołnierzami poza sobą jak dla luzowania warty. Gdy oficer wchodził do bramy, salutowali, w obawie, iż się spostrzegą i zaalarmują. Oficer kazał swoim żołnierza strzelić do warty, gdy ci wystrzelili, ale w górę, oficer chwycił u żołnierza karabin i wartę trupem położył. Były wypadki, że bandy strzeleckie odbierały nawet broń u własnych żołnierzy, tak np. kupa strzelców odebrała kulomioty z oddziału kulomiotnego, i zaciągnęła do holu przy wejściu do Hotelu Bristol; dopiero nadszedł oficer z większym oddziałem żołnierzy i znowu wrócił kulomioty prawnym posiadaczom. Piłsudski zainicjował odczyty dla żołnierzy mające niby wpłynąć na solidarność armji, w których naturalnie wszelkie zasługi będą Jemu przypisane i w wywiadach z dziennikarzami w zwykły sobie mętny sposób tłumaczy swoje postępowanie. W Poznaniu tymczasem ludność, administracja i duchowieństwo owacyjnie wita powracające wojska, które Piłsudskiemu opór stawiły. W Warszawie szereg nominacji na wyższe stanowiska wojskowe piłsudczyków, a dymisje wiernych obrońców rządu i Konstytucji, między innymi dzielny dowódca wychowawca podchorążych, Paszkiewicz, w dymisji. Z tem wszystkiem, koła prawicowe lękają się aby wskutek załamania się Piłsudskiego w swej orjentacji, nie uległ On zamachowi ze strony swych stronników, niezadowolnionych z finiszu imprezy, albowiem wtedy na czele partji w stanąłby jaki nowy Lenin czy Trocki, stokroć gorszy od Piłsudskiego.
23 maja 1926 r.
Rozporządzeniem Marszałka Sejmu Rataja “Zgromadzenie Narodowe” ma się zebrać w Warszawie 31 maja o godzinie 11-tej rano. Niech Mu Duch Święty przewodniczy. Żadna dotychczas kandydatura, prócz Piłsudskiego się nie wyłania. Rataj odmówił, Skrzyński mało ma zwolenników, nie więcej Wojciechowski, mówią o Kucharzewskim, o profesorze Bobrzyńskim, a mniejszości narodowościowe wysuwają, jakby na kpiny, kandydaturę 90-letniego Wład. Mickiewicza. Tymczasem generałów Rozwadowskiego, Zagórskiego i Jaźwińskiego deportowano do Wilna, które okazało [się] przeważnie Piłsudsko usposobione i przedstawiciele rozmaitych organizacji wyrazili nadzieję, że Piłsudski [jest] w stanie zaprowadzić praworządność w państwie, zapominając, że Jemu trzeba przypisać i Ministerjum Moraczewskiego i ordynację wyborczą i traktat ryski i reformę rolną. Ze źródła anarchii porządku się nie spodziewać, przypomnieć by tym panom należało znany wiersz Krasińskiego “Kto chce iskier z czarta kuźni...” Wszyscy przejęci obawą, kto będzie prezydentem wybrany. I jak te wybory przejdą.
30 maja 1926 r.
W prezydium Rady Ministrów, przy zaproszonych posłach z Senatu i Sejmu Piłsudski miał przemowę, w której nie zdejmując z porządku dziennego swej kandydatury na prezydenta, jednak podkreślił że mógłby cały obecny ustrój państwowy Polski, gdyby chciał, w swoim czasie, na inne skierować tory, a i teraz pozostawia sobie prawo śledzenia biegu wypadków i przeciwdziałania w razie potrzeby.
31 maja 1926 r.
Dzień stanowczy, kto wie, może więcej ważny w dziejach narodu niż 15 sierpnia 1920 roku. Nakazane wszędzie modły po kościołach, aby Duch Święty natchnął elektorów. O godzinie 10-tej rano ma nastąpić wybór prezydenta Rzeczypospolitej. O 1-szej już w Bydgoszczy było wiadomem, że Piłsudski otrzymał 242, a wysunięty w ostatniej chwili, kontrkandydat hr. Bniński, wojewoda poznański, tylko 193 głosy. W ogóle stronnictwa niby prawicowe nie miał żadnego kandydata, z którego popularnością liczyć by się wypadało, bo w gruncie stronnictwa prawdziwie zachowawczego, tak jak w innych parlamentach, w polskim Sejmie nie ma. A już samo pochodzenie Bnińskiego, z Poznańskiego, przeciwstawiającego się ostatniemu rokoszowi wojennemu w Warszawie kandydaturę Jego w Kongresówce niepopularną czyniły. Wybór Piłsudskiego, na razie spokój na ulicach Warszawy zapewnił, albowiem prawica nieporządków się nie dopuści. Może i Piłsudski się zmieni, może wpływom swego otoczenia nie ulegnie, wszak cuda są możliwe. Cudem Polska powstała, cudem w 1920 roku została od bolszewików wybawioną, może teraz cudem na praworządne drogi zostanie wprowadzoną.
31 maja wieczorem
Dodatki nadzwyczajne do gazet miejscowych przyniosły niespodziewaną wiadomość, że Piłsudski zrzekł się wyboru, rzecz nie do darowania. Więc po cóż stawiał swoją kandydaturę? i nowy chaos w sprawy ojczyste wprowadzał. Chyba mu chodziło o to, aby dokonanem wyborem mieć absolucję całej tej imprezy Warszawskiej, tych walk bratobójczych, i powiedzieć: Naród wszystko przebaczył i mnie zaufaniem obdarzył, zapominając, iż Sejm i Senat wcale Narodu nie przedstawiają i są instytucjami najmniej popularnemi w Narodzie. Będą zatem jutro nowe wybory, i co przyniosą? Bóg wielki, może wszystko złe na dobre przemienić.
2 czerwca `1926 r.
Zupełnie niespodziewanie został wybrany prezydentem Mościcki, uczony, profesor Politechniki Lwowskiej, ostatnio dyrektor ogromnych zakładów azotanu w Chorzowie na Szląsku. Człowiek jakoby wielkiej nauki, ale równie wielki przyjaciel Piłsudskiego, za plecami którego wszelką władzę będzie sprawował Piłsudski, mający w swem ręku siłę zbrojną, albowiem wszelkie władze wojskowe, sobie nieprzychylne ze stanowisk naczelnych usunął, pod rozmaitymi pretekstami pod sąd oddał i nawet uwięzionych do Wilna wywiózł.
6 czerwca 1926 r.
Zaprzysiężenie nowego prezydenta Ignacego Mościckiego odbyło się nie w Sejmie, ale na Zamku Warszawskim, co się socjalistom nie podobało i na Zamek nie przyszli. Podczas ceremonji dawały się słyszeć okrzyki „Niech żyje rząd robotniczo-włościański”, świadczące, czego czynniki rewolucji majowej w Warszawie od przewrotu oczekiwały. Mościcki zamieszkał na Zamku, a Piłsudski, jako opiekun i kierownik w pałacyku „Pod Blachą”, tuż obok. Rząd podał się do dymisji, ale utworzenie nowego rządu, polecono temuż premjerowi, Bartlowi. Zatem chyba niewielkie zmiany zajdą
tagi: edward woyniłłowicz zamach majowy
|
|
gabriel-maciejewski |
| 14 maja 2026 10:13 |
Komentarze:
|
|
Henry @gabriel-maciejewski |
| 14 maja 2026 10:28 |
Podpalić łatwo
ugasić trudniej ;-)
|
|
valser @gabriel-maciejewski |
| 14 maja 2026 17:03 |
Jak sie to dzisiaj czyta, to nie ma rady, zeby odpedzic mysl, ze to co terza sie dzieje jest skalkulowane na zmeczenie materialu i konstatacje w stylu "niech juz przyjdzie ten dzihad, albo paruzja i w koncu bedzie jakis porzadek". Nikt jednak nie liczy sie mozliwoscia, ze ten porzadek bedzie bolszewicki.
|
|
stanislaw-orda @valser 14 maja 2026 17:03 |
| 14 maja 2026 17:21 |
tyle, że przyjdzie tym razem z drugiej strony, i będzie (a w zasadzie już jest) taki bardziej nowoczesny, "hamerykański", cobyśmy już nie musieli mieć kompleksów odnośnie Zachodu.
|
|
gabriel-maciejewski @valser 14 maja 2026 17:03 |
| 14 maja 2026 20:30 |
Wręcz wszyscy tęsknią do bolszewickiego porządku
|
Szczodrocha33 @Henry 14 maja 2026 10:28 |
| 14 maja 2026 20:35 |
Panie Heniu, czy zdaje pan sobie sprawę z tego że mogą pana pociągnąć za konsekwencje i zesłać na galery?
|
Szczodrocha33 @stanislaw-orda 14 maja 2026 17:21 |
| 14 maja 2026 20:38 |
Panie Stanisławie, nie godzi się drwić z naszego najważniejszego sojusznika.
|
Szczodrocha33 @stanislaw-orda 14 maja 2026 17:21 |
| 14 maja 2026 20:39 |
Panie Stanisławie, nie godzi się drwić z naszego najważniejszego sojusznika.
|
|
Henry @Szczodrocha33 14 maja 2026 20:35 |
| 14 maja 2026 21:04 |
Ja się galer nie boję, ja mam raka ;-)
|
Szczodrocha33 @Henry 14 maja 2026 21:04 |
| 14 maja 2026 21:06 |
Jeśli jest pan spod znaku Raka, to faktycznie nie ma się pan czego bać, panie Henryku.
|
BTWSelena @Henry 14 maja 2026 21:04 |
| 14 maja 2026 23:24 |
Henry !-nie lubię jak tak piszesz.
|
|
Henry @BTWSelena 14 maja 2026 23:24 |
| 15 maja 2026 14:53 |
Seleno! - A tak ;-)

|
BTWSelena @Henry 15 maja 2026 14:53 |
| 15 maja 2026 14:59 |
Hmn...nawet się zaśmiałam,ale bywam tak uczulona,że straciłam poczucie humoru. Zdrowia Tobie życzę!
|
|
Henry @BTWSelena 15 maja 2026 14:59 |
| 15 maja 2026 16:39 |
Nawzajem, sto lat ;-)