-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Czym sex biznes różni się od literatury?

Kolega mój, wystrojony jak to on, bardzo elegancko, szedł sobie przedwczoraj ulicą Chmielną w Warszawie. Szedł wolno, bo ma już swoje lata, skroń posiwiałą i pewne, właściwie wiekowi dostojeństwo. Nagle podeszła doń dzieweczka odziana całkiem nieskromnie, lat około dwudziestu i zapytała, czy nie napiłby się piwa w towarzystwie innych nieskromnie odzianych dziewcząt. Była to propozycja jak najbardziej stosowna, bo słońce stało w zenicie i skwar był okropny. On jednak odmówił. Rzekł dzieweczce, że ksiądz na mszy powiedział iż sierpień jest miesiącem trzeźwości. Ona na to, żeby się księdzem nie przejmować, bo oni czasem różne głupoty wyplatają. Na to mój kolega – ale wie pani, to było odczytane w liście biskupów...Dzieweczkę zamurowało i poszła w swoją stronę, nagabywać innych ludzi, a mój kolega ruszył dalej prosto ku domom towarowym Centrum.

Zgadaliśmy się więc wczoraj z tym kolegą na temat funkcjonowania sex biznesu w coraz to trudniejszych warunkach jakie stawia mu tak zwane wyzwolenie obyczajowe. Niemożliwe jest, twierdzi mój kolega, utrzymanie wysokich obrotów w tej branży, przy jednoczesnym rozluźnieniu obyczajów do ostatnich granic i całkowitej degradacji kobiet. No i jeszcze darmowym dostępie do pornografii. Ja jednak mam wątpliwości czy to jest właśnie tak różowo jak on sobie wyobraża. Mam tu na myśli różowy optymizm, a nie inne róże, o których się mówi w takich wypadkach. Kluczem do sprawy jest dewastacja umysłów i emocji kobiet, o czym wielokrotnie tu już pisaliśmy. To nie wszystko jednak, kluczem do sprawy są także tekstylia. Jeśli sprawy potoczą się w takim kierunku, że cała populacja żeńska wielkich miast wyglądać będzie jak pani Holland przed pałacem prezydenckim w sierpniowy wieczór, a normalnie ubrane kobiety znajdą się tylko na Chmielnej i tylko z taką jak powyżej opisana oferta, to życie sutenerów płynąć będzie wśród róż i wina. Świat zaś będzie świętował triumf nad męską dominacją i kolejne już wyzwolenie kobiet. Myślę, że plan nie jest tak prosty jak myśli mój kolega, myślę, że jeśli idzie o płeć jest on perfidny i wielopoziomowy. To jednak, co on proponuje znajduje zastosowanie na rynku literackim. I ja się o tym wczoraj przekonałem w czasie wizyty w naszym, grodziskim Empiku. Każdy może być pisarzem, więc nie ma już absolutnie żadnego sensu, by utrzymywać krytykę w takim rozumieniu, jak to było dotychczas, czyli jako promocję swoich kumpli, kochanek i rodziny. Nie jest to potrzebne, bo zestaw gadżetów służących do skonstruowania dowolnej historii jest łatwo dostępny i tani. Krytycy jednak będą nadal obecni, ale ich rola sprowadzi się do tego co zaprezentowała ta dzieweczka na Chmielnej. W każdej bowiem norze, do której ciągnąć będą klientów znajdzie się ta sama oferta, czyli koleżanki tej co nagania, bez biustonoszy z kufelkiem w ręku. Możecie mi wierzyć, że tak się stanie, bo już tak jest. Wczoraj w Empiku znalazłem całe stosy książek, które to potwierdzają. Znalazłem też coś specjalnego, coś czego się w ogóle nie spodziewałem, czyli nową powieść Remigiusza Mroza. Nigdy nie zgadniecie jaki tytuł ona nosi. Otóż rzecz nazywa się „Czarna Madonna”. Na czerwonej okładce zaś widać zarys obrazu jasnogórskiego. W środku czekają na czytelnika same smakowitości, ksiądz, który uciekł z Kościoła i otrzymał od biskupa pozwolenie na ślub z parafianką, katastrofa samolotu, która wydarzyła się przy izraelskich brzegach, heksagram, żywa obecność złego i opętanie głównego bohatera. No i Matka Boża rzecz jasna, która nad tym wszystkim czuwa. Nie wiem tylko jaką rolę odgrywa w powieści Mroza, myślę, że pozytywną, bo czego jak czego, ale sprytu panu Remigiuszowi odmówić nie sposób. On się zamachnął wprost na target młodo-katolicki i nawet tego nie kryje. Sławy jednak z tego nie będzie, bo naganiacze oczekują czego innego i jakiekolwiek odstępstwo od standardowego menu, potraktowane będzie surowo. Co prawda książka jest reklamowana i mocno promowana, ale nie sądzę, by to się utrzymało. Musi być bowiem feminizm, muszą być prześladowani przez Polaków Żydzi i musi być zły Kościół. Nic ponadto nie może się przebić w polskiej, tak zwanej literaturze. Co prawda kolega mój powiedział, że gdyby ona mu zaproponowała jakiegoś stwora, jakiegoś pół chłopaczka, pół prosiaczka, to on by tam zszedł do tej piwnicy, wprost z ciekawości, ale myślę, że to był taki żart z jego strony, a może też fanaberia. W ofercie burdelu, tak jak i w ofercie wydawnictwa współczesnego muszą być silnie zaznaczone standardy. To się nie zmienia i nie zmieni nigdy.

No, ale obserwujmy poczynania Remigiusza Mroza, bo on wyraźnie dąży do tego, by zdobyć paszport Polityki, albo inne jakieś ważne wyróżnienie.

Pora stanąć w prawdzie i powiedzieć sobie jak my tutaj wyglądamy wobec tak spozycjonowanego rynku. Otóż, Kochani, wyglądamy źle, wręcz jak goły w pokrzywach, albo jak głupi Jasio co idzie pod górę w poszukiwaniu wody żywej. Form, które są tu propagowane nie ma w żadnym podręczniku do pisania bestsellerów. Publiczność miejscowa jest całkiem niewyrobiona i nie odróżnia thrillera medycznego od horroru prawniczego, a do tego nikt z miejscowych nie zna żadnego ważnego krytyka, który mógłby pomóc w sprzedaży dzieł produkujących się tutaj autorów. Treść zaś i sposób w jaki jest ona podawana dyskwalifikuje tutejsze książki już na starcie. Ja się jednak nie martwię, bo to jest tak, jakby na tej Chmielnej podeszła do mojego kolegi jakaś wystrzałowo ubrana dziewczyna, lat około dwudziestu i powiedziała – czy słyszał pan, że biskupi ogłosili sierpień miesiącem trzeźwości? Mój kolega, jak go znam, nie dałby się wcale zbić z pantałyku, może zamrugałyby oczami, może pokręciłby głową z niedowierzaniem, ale z całą pewnością zachowałby się godnie i przytomnie, a następnie potwierdziłby to, co powiedziałaby mu ta pani. Ona zaś wtedy uśmiechnęłaby się i rzekła – może więc pozwoli się pan szanowny zaprosić na nabożeństwo w intencji doprowadzenia Polaków do całkowitej przytomności? On zaś zgodziłby się rzecz jasna i oboje poszliby do najbliższego kościoła, gdzie ksiądz staruszek odprawiałby mszę w takiej właśnie intencji. Myślę, że z takimi obrazami powinna kojarzyć się nasza oferta, a wtedy wszystko będzie jak najbardziej w porządku. I nie będziemy tu potrzebowali żadnego krytyka.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał idzie na urlop, więc FOTO MAG będzie na razie zamknięty. Zapraszam jednak do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.



tagi: rynek  literatura  prostytucja 

gabriel-maciejewski
11 sierpnia 2017 09:27
6     829    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Wrotycz @gabriel-maciejewski
11 sierpnia 2017 10:01

Pewien bywalec rozmaitych miejsc opowiadał mi o menu serwowanym we wspomnianym lokalu. Podają tam ponoć szczególny rodzaj napojów alkoholowych, po spożyciu których, nawet w ograniczonej ilości, amnezja dokonuje swojego dzieła. Następnie konsument czyszczony jest z gotówki, a operujący kartą z zawartości rachunku. Po wyjściu kac jest monstrualny i śpi się kilkanaście godzin. Zgłoszenie faktu na policji wzbudziło tylko śmiech na komisariacie i pytanie o dowody. Działalność taka trwa w nalepsze chyba od dość dawna. Ja opowieść słyszałem mniej więcej rok temu.

Mechanizm powyższy nieźle koresponduje z ofertą treści, opisaną powyżej przez Gospodarza.

 

 

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @gabriel-maciejewski
11 sierpnia 2017 10:10

Ten motyw wykorzystano już w filmie, aczkolwiek przewrotnie: ON robił z ulicznego kaznodzieję, oczywiście przechodnie omijali go, podczas gdy ONA robiła na dwa etaty: w dzień jako ktośtam w jakimśtam biurze, a po godzinach jako "Blue Cośtam" w przybytku uciech nader jednostronnych, kominiarskich, jak mawiał dawnemi czasy Boy.

 

To był taki sthaszny kit, że chichotałem całe 15' które obejrzałem z dwugodzinnego, okrzyczanego jako 'przełomowy' filmu. Tytuł do tego, poza tym "Blue..." mi uciekł (nie był to żaden velvet, to nie ten film z tępieniem karaluchów i robieniem min przez Rosellini, gdzie Easy Rider wdycha podtlenek azotu). Nie ma szans na "drugą karierę" gdy pracuje się jako nowojorska sekretarka, co jest oczywiste dla każdego, kto się o nowojorskie koncerny choćby tylko otarł. Poza tym, motyw "panienki biurowej, udzielającej się po godzinach" ostatecznie rozpracował Billy Wilder w Apartamencie. ONA była tam windziarką, nie sekretarką — co jest jeszcze jakoś tam realistyczne. Wracając do sedna: wprawdzie motyw przekonywacza nagabującego przechodniów z Biblią w ręku jest częsty, za to przekonywaczki dotychczas nigdzie nie spotkałem.

 

To jest nowe, Coryllusie. I ten przemysł tekstylny, ziejący w tle. Połączenie, jakie tylko Ty mogłeś pokazać.

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski
11 sierpnia 2017 10:19

Ostatnio wysyłałem kilka rzeczy i korzystałem z usług poczty. Ta książka Morza stoi pięknie wyeksponowane w kilku placówkach.

Wysyłanie pojedynczych egzemplarzy starych książek kontra taka chamówa...

Jak mawiał klasyczne trzeba się okopać w płytkim piachu, walić czym popadnie a na koniec ruszyć przed siebie z głośnym okrzykiem.

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski
11 sierpnia 2017 10:22

Książka Mroza,  a mawiał klasyk oczywiście...

Tak to do nieobyczajnej panienki jest, jak maszyny prostują teksty.

zaloguj się by móc komentować

beczka @gabriel-maciejewski
11 sierpnia 2017 12:12

Jeżeli Remigiusz napisał coś na Matkę Bożą to jest już po nim. Przestał istnieć.

zaloguj się by móc komentować

Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski
11 sierpnia 2017 13:01

Ciągle czytam o tym Mrozie, to się w końcu zainteresowałem. Ma facet stronę ze swoimi produktami, oraz komentarzami, z których jasno wynika, że jest pisarzem kompletnym. Brawo dla niego, to lubię!

Niestety, nic w świecie, na białym, nie jest idealne. Na przykład zły doradca pokusił pana Mroza, by ten zamieścił tamże, jako bonus, drobne fragmenty swoich dzieł. Tu poczta nie pomoże, nawet nasza i w pełni polska. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować