-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Czy Piotr Gliński chce być prezydentem po Dudzie?

Telewizja jest niezwykłym wynalazkiem, im bardziej coś próbuje ukryć, tym bardziej to widać. Nie dość tego, telewizja sama zdradza metody ukrywania istotnego przekazu i te metody można obejrzeć w nocnych programach emitowanych po godzinie 23.00. Wczoraj oglądałem taki program, był to serial policyjny pod tytułem „Komisja morderstw” czy może jakoś podobnie. Pieczyński grał główną rolę, a jakieś dzieci grały role drugoplanowe. Obejrzałem tylko kawałek, ale to mi wystarczyło. Ekipa chce rozwiązać zagadkę archiwów z Radomierzyc,( kto wie, ten wie), opowiadał nie będę bo i czasu za bardzo nie ma. No dobra, trochę powiem – po wojnie specjalny oddział polskich żołnierzy ludowych dowodzony przez Piotra Jaroszewicza, plądrował pałac w Radomierzycach nad Nysą, poszukując cennych archiwów. Po wielu latach ten sam Piotr Jaroszewicz, były już premier PRL, został zamordowany w swojej willi w Aninie. Ponoć przez te archiwa z Radomierzyc. Ja w swojej prostoduszności sądziłem, że to co tam jest najważniejszego, czyli obecność papierów francuskich, gdzie napisane jest, że Mitterand to agent gestapo i cholera wie jeszcze czego, podaje się dziś w Polsce z ust do ust, jako jedną z największych tajemnic XX wieku. A gdzie tam, wszystko normalnie można pokazać w serialu. Jaroszewicz i jego ekipa znaleźli archiwum paryskiego gestapo, a w nim dokumenty obciążające francuskich polityków, chodzi oczywiście o polityków lewicy, bo tymi drugimi nikt by się nie przejmował. Na tych czynnościach nakrył ich Smiersz, ale wypuścił, bo sprawa była bardzo specjalna. O tym wszystkim mówią otwarcie aktorzy grający w serialu „Komisja moderstw”. Po co? Po to, by jeden z nich mógł w pewnej chwili powiedzieć – cóż nas obchodzą jakieś sprawy sprzed lat, we Francji nikt się nie przejmuje dziadkiem z Wermachtu. Tak było, sam słyszałem. Ja myślę jednak, że się przejmują, a to zależy od tego ilu Żydów jeden z drugim dziadek wydał swoim kolegom z gestapo, ilu z nich przeżyło, a ilu zagazowano. O tym jednak w filmie nie było ani słowa. Mówili za to o tajemniczej księdze, którą także Jaroszewicz wywiózł z Radomierzyc i która ma rzekomo, sama z siebie, ma zabijać tych, co w sposób niewłaściwy będą się z nią obchodzić. Tak właśnie zabiła Jaroszewicza. Przyznam, że ucieszył mnie bardzo ten serial, bo dawno nie widziałem już niczego tak demaskatorskiego i idiotycznego, niczego tak wyraźnie obliczonego na zryte mózgi ćwierćinteligentów. Tak się jednak złożyło, że jeszcze tego samego dnia zobaczyłem coś gorszego. Była to reklama polskiej wersji programu „Lombard”. Chodzi o to, że do lomardu, w wersji amerykańskiej autentycznego, ludzie przynoszą różne rzeczy, a pan stojący za ladą pyta – i co pan chce z tym zrobić. W wersji polskiej za ladą stać będzie Zbigniew Buczkowski, a fanty z miasta znosił będzie do niego Henio Gołębiewski. Jeśli myślicie, że to koniec tej gutaperki co się rozłazi w palcach mylicie się grubo i ja Wam to zaraz udowodnię. Zanim to zrobię jednak, jeszcze kilka uwag. Jeśli sądzicie, że serial, w którym padają słowa – tam się nikt nie przejmuje dziadkiem z Wermachtu – emitowany jest w TVN czy Polsacie, to także się srodze mylicie. Ten serial leci w programie pierwszym u Kurskiego, a jego antypisowska, propagandowa wymowa jest tak jawna i bezczelna, że nawet sam Kurski by czegoś podobnego nie wymyślił. Nie da się tego przebić nawet milionem złotych zebranych na koncercie, gdzie nieznany nikomu facet z gitarą udający Drupiego (kto pamięta ten wie) śpiewa piosenkę ze słowami – widzę ją kiedy oczy zamykam...itp, itd....

No, ale przejdźmy wreszcie do rzeczy. Oto w TVN pokazali jakąś demaskatorską publicystykę dotyczącą wycinki w Puszczy Białowieskiej. Szyszko w tym materiale mówił dwa słowa. Brzmiały one – kornik drukarz. Wiele za to mówili aktywiście ekologicznych organizacji, a także minister kultury Piotr Gliński. Dlaczego on? Albowiem, o czym pojęcia nie miałem, był on w młodości aktywistą tychże organizacji ekologicznych. To jest informacja wręcz zwalająca z nóg. Oto bowiem od wielu już miesięcy ekolodzy prowadzą nieudaną i skazaną na klęskę kampanię przeciwko mnistrowi Szyszce, a kiedy już widzą, że nie dadzą sobie z nim rady, odpalają swoją wunderwaffe czyli ministra kultury i wicepremiera Piotra Glińskiego. Czy to nie jest niezwykłe? Co powiedział Gliński w TVN. Rzekł mianowicie, że Puszcza Białowieska powinna być sankturarium, tak powiedział – sanktuarium – znanym na całą Europę i nie wolno tam niczego wycinać pod żadnym pozorem. Dodał jeszcze, że ruch ekologiczny jest mu bardzo bliski, bo od niego zaczęła się dla niego przygoda polityczna, która trwa do tej pory. Głos z offu zaś dodał, że Gliński zrezygnował z ekologii ze względu na głoszone przez ekologów hasła wolnej miłości oraz brak szacunku jaki wykazywali oni wobec życia poczętego. Z tą wolną miłością trochę przesadziłem, ale wiecie o co chodzi. Jak to wyjaśnić na gruncie realnym? Myślę, że tak: Niemcy zwerbowali Glińskiego jeszcze na studiach, bo zwaracał on powszechną uwagę swoimi ekscentrycznymi zachowaniami i upodobaniem do sportu. Być może było jeszcze coś, o czym nie wiemy. Potem Gliński się dobrze ożenił, ale oni domagali się, by poświęcał coraz więcej czasu tej ekologii. On nie chciał i szukał dobrego pretekstu, żeby się z tego wymiksować. No i tak został politykiem Unii Wolności, a potem PiS, gdzie reprezentuje tak zwane skrzydło ugodowe, czyli byłych niemieckich agentów wpływu, związanych ze środowiskami ekologicznymi.

Teraz ważne pytanie – dlaczego wicewpremier Gliński występuje we wrażej telewizji, która nie omija żadnej okazji dowalenia rządowi dobrej zmiany i otwarcie wypowiada się tam przeciwko polityce jednego z kolegów? Ja mam tylko jedną odpowiedź – są nici lojalności, o których nie mamy pojęcia. I Gliński jest nimi połączony nie z premier Szydło, nie z Jarosławem Kaczyńskim, nie z ministrem Szyszko, ale z kim innym. I nie mam tu na myśli tych szczyli z organizacji ekologicznych. Poza tym mam wrażenie, że Piotr Gliński rozpoczął właśnie samodzielną karierę polityczną. Uważam go bowiem za człowieka bezkompromisowego i odważnego, który z całą pewnością nie dałby się zastaraszyć jakimś dawnym kolegom z organizacji. A jeśli strach nie wchodził w grę, jeśli nie było kija, to musiała być marchewka. Jaka? Patrząc na żonę wicepremiera, na malujące się na jej twarzy ambicje i ambicyjki sądzę, że chodzi o prezydenturę po Andrzeju Dudzie. Nic więcej nie może wchodzić w grę.

 

 

Teraz ogłoszenia, czyli fragment wczorajszego tekstu:

Co jakiś czas komentujący podejmują tutaj temat wsparcia tego bloga, który jest jedyną formą promocji wydawnictwa i książek. Jak wiecie on ma swoją skuteczność, ale to jest nic w porównaniu z promocją jaką media oferują innym wydawnictwom i autorom. Mimo wsparcia medialnego, mimo stałej obecności na łamach poczytnych pism, wielu autorów nie rezygnuje z pomocy jaką oferują im czytelnicy. Przykładem niech będzie informacja z numerem konta umieszczana na stronach tak poczytnych autorów jak Stanisław Michalkiewicz czy Witold Gadowski. Oto ludzie ci, nie od wczoraj przecież, proszą swoich czytelników o wsparcie finansowe. A Stanisław Michalkiewicz jest przecież jednym z najpopularniejszych autorów prawicy i zapraszają go do Telewizji Trwam, Witold Gadowski obecny jest we wszystkich mediach, także w katolickich.

Wierzcie mi, że dzień dzisiejszy jest jednym z najtrudniejszych i najcięższych dni w moim życiu. Mija połowa roku, a ja wiem, że jeśli wszystko będzie wyglądało tak jak do tej pory czeka nas atrofia i możemy po prostu nie doczekać wiosny. Jestem jedynym autorem, który sam poradził sobie na rynku książki, korzystając jedynie z mocy jaką daje internet i wolne słowo. Nigdy nie prosiłem o wsparcie tego bloga, choć teksty ukazywały się tu codziennie przez osiem lat. Namawiano mnie na to, kuszono wręcz, ale zawsze się opierałem. Dziś jednak muszę wywiesić białą flagę. Nie dam rady ciągnąć tego bez Waszej pomocy, a bardzo nie chcę rezygnować. Z całą zaś pewnością nie chcę, by ktoś mnie do rezygnacji przymusił, albo żeby mi złożył, jakąś intratną propozycję, którą będę musiał, chcąc nie chcąc, przyjąć. Już dziś mówię, że nie przyjmę, więc niech nikt się tu nawet nie zbliża z żadnymi podobnymi pomysłami. Jeśli nikt mi nie pomoże zamknę budę i zatrudnię się w pizzerii.

Czy nie gryzie mnie sumienie zapytacie? Gryzie, bo ostatnio zarzekałem się, że nigdy czegoś takiego nie zrobię. Kiedy jednak widzę autorów takich jak Gadowski, którzy odbierają honoraria z redakcji, występują w telewizjach i jeszcze proszą o wsparcie, moje sumienie trochę się uspokaja. Ja żyję tylko ze sprzedaży książek. Ta zaś jest uzależniona od decyzji politycznych, co widać choćby po składzie ekipy jadącej na targi we Frankfurcie. Nie zacząłem tej przygody po to, żeby poprzestać na komentowaniu wydarzeń z jakiejś niszy, nie zacząłem wydawać luksusowych, dobrze ilustrowanych książek po to, żeby były one tylko ciekawostką i zabawką, nie zacząłem pisać po to, żeby podrywać wreszcie ładne dziewczyny, jak to się przytrafiło Szczepanowi T. Czynię to wszystko z zupełnie innych powodów. Wiecie jakich…

Mili komentatorzy. Jeśli ktoś uważa, że moja ośmioletnia praca przydała mu się na coś, niech wesprze ten blog czym tam chce. Podaję numer konta i nic już więcej nie mówię. Poza tym może, że żebranina nie będzie trwała wiecznie, a tylko do momentu wyklarowania się sytuacji.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

gabrielmaciejewski

Wszystkich, którzy niepokoją się swoją inwestycją w wydanie komiksu o Sacco di Roma informuję, że komiks na pewno się ukaże. Na jesieni zaprezentujemy pierwsze plansze. Tomek ma po prostu masę bieżącej roboty, a czas nie jest z gumy. Przepraszam za opóźnienia.

Teraz inne ogłoszenia.

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał idzie na urlop, więc FOTO MAG będzie na razie zamknięty. Zapraszam jednak do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2

 



tagi: propaganda  telewizja  kurski  puszcza białowieska  gliński  szyszko 

gabriel-maciejewski
22 sierpnia 2017 10:25
14     1790    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
parasolnikov @gabriel-maciejewski
22 sierpnia 2017 10:41

To jest niesamowite, Tworzył partie zieloni 2004,
A to jego publikacje:

  • Civil society in the making (red.), IFiS PAN, Warszawa 2006
  • Człowiek-środowisko-zdrowie. Problemy polskie z prognostycznego punktu widzenia (red.), KPPRK PAN, Warszawa 1985.
  • Katastrofa smoleńska, Reakcje społeczne, polityczne i medialne (red.), IFiS PAN, Warszawa 2011.
  • Kulturowe aspekty struktury społecznej. Fundamenty, konstrukcje, fasady (red.), IFiS PAN, Warszawa 2010.
  • Oburzeni (współautor), Biały Kruk, Kraków 2013.
  • Polscy Zieloni. Ruch społeczny w okresie przemian, IFiS PAN, Warszawa 1996.
  • Samoorganizacja społeczeństwa polskiego. III sektor i wspólnoty lokalne w jednoczącej się Europie (red.), IFiS PAN, Warszawa 2002.
  • Socjologia i Siciński. Style życia, społeczeństwo obywatelskie, studia nad przyszłością (red.), IFiS PAN, Warszawa 2009.
  • Społeczne aspekty ochrony i kształtowania środowiska w Polsce, Wyd. SGGW-AR, Warszawa 1990.
  • Style działań organizacji pozarządowych w Polsce. Grupy interesu czy pożytku publicznego?, IFiS PAN, Warszawa 2006.
  • Teorie wspólnotowe a praktyka społeczna. Obywatelskość, polityka, lokalność (red.), IFiS PAN, Warszawa 2005.
  • Wygaszanie Polski 1989–2015 (współautor), Biały Kruk, Kraków 2015.

 

Pogrubienia moje, ciekawe co tam naciukał.

Pantera potrzebna od zaraz ;)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @gabriel-maciejewski
22 sierpnia 2017 12:58

Gliński będąc w latach 80tych w Himalajach, został porażony czystym powietrzem, czystymi ideami i szczęśliwymi ludźmi żyjącymi zgodnie z naturą, co zaowocowało skrobaniem tych wszystkich „naukowych” papierów w latach 80tych i 90tych, najpierw za pieniądze pan-owskie, a potem nawet zagramaniczne np.:

1989; Ruch ekologiczny w Polsce, stan obecny,w: Prace Komitetu Obywatelskiego przy Przewod. NSZZ"Solidarność".

I ta ekologiczność wybitnego socjologa IIIRP była powszechnie znana, jeszcze kiedy szefował PTS. Pełna lista jego zielonej i społecznej pasji tutaj: http://www.ifispan.waw.pl/pliki/glinskispispub_pdf.pdf

A że współpracował przy tych pasjach z ważnymi zaangażowanymi w analizy i ekspertyzy rządowe, tudzież bezpośrednio w rządzenie, jak np. jego mentor Siciński (nota bene również minister kultury i sztuki) to już czysty przypadek...

Poniżej krótki opis Glińskiego zapodany przez jego dawnego przyjaciela Piotra Łukasiewicza (b. kierownika w ministerstwie Kultury i Sztuki za Suchockiej, potem dyrektora Millward Brown SMG/KRC, w 2011 odznaczonego przez Komorowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2016 przez Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności):

„Gliński był wychowankiem legendy polskiej socjologii prof. Andrzeja Sicińskiego. To on podsunął ambitnemu doktorantowi propozycję zajęcia się społeczeństwem obywatelskim. – Rzetelny, prawy, na pewno nie można go skorumpować ani moralnie, ani finansowo. Czy ma dystans do siebie? Nie jest kompletnym drętwusem, ale traktuje swoją osobę poważnie. Ma tendencje do malkontenctwa, ale to może wynikać z tego, że stawia otoczeniu wysokie wymagania – mówi o nim Piotr Łukasiewicz, jego przyjaciel z zakładu prof. Sicińskiego. Z Glińskim przyjaźnili się przez lata….Razem jeździli na narty i żeglowali. Gliński jest bardzo aktywny sportowo i lubił adrenalinę – trenował dżudo (ma ponoć nawet czarny pas), swego czasu pracował jako filmowy kaskader, biegał maratony, uprawiał wspinaczkę wysokogórską, a na początku lat 80. pojechał w Himalaje. Gdy wrócił, zaczął działać w zespole interwencji i mediacji mazowieckiej Solidarności. W jego domu dzielono pieniądze, które przychodziły z Zachodu, na podziemną literaturę i prasę.

Biorąc pod uwagę jego, niczym u Putina, waleczność, dorzucając zdwojone ambicje, rozeznanie w kulturalnym dzieleniu środków finansowych i znajomości ich źródeł, również spodziewam się, przynajmniej takiego obrotu spraw.  Ministrem już był, premierem (wice) jest, a z jego poważnym traktowaniem siebie tylko jedno na naszej scenie może wchodzić w rachubę.

O artystycznej i zaangażowanej społecznie rodzinie (od brata, bratanice po żonę) nawet nie ma co się rozpisywać, bo wiadomo, że tej, ten długodystansowiec sobie nie wybierał.

zaloguj się by móc komentować

ewaryst-fedorowicz @gabriel-maciejewski
22 sierpnia 2017 13:33

@garbriel-maciejewski

No, Gabrielu drogI - o tym panu zacząłem pisać równo 4 lata temu :
http://naszeblogi.pl/40030-po-co-polakom-prof-glinski
(i do dziś mi tak zostało, dzięki czemu po ostatnich tekstach wszedł ze mną w żywy, twitterowy kontakt gabinet polityczny tego pana :-D)
Ten wpis szczególnie się nie spodobał :-D
http://niepoprawni.pl/blog/fedorowicz-ewaryst/minister-glinski-promuje-zygmunta-baumana

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski
22 sierpnia 2017 14:58

Myślę, że go Suski nie puści.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
22 sierpnia 2017 17:23

Ja się tylko zastanawiam, jaki był plan J. Kaczyńskiego kiedy w 2012r. PiS zgłosił kandydaturę Glińskiego na premiera. Czy to był jakiś sygnał dla przeciwników, czy po prostu było wtedy tak źle, że nie było innego wyboru?

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @ainolatak 22 sierpnia 2017 12:58
22 sierpnia 2017 18:47

...jako filmowy kaskader, biegał maratony, uprawiał wspinaczkę wysokogórską, a na początku lat 80. pojechał w Himalaje. Gdy wrócił, zaczął działać w zespole interwencji i mediacji mazowieckiej Solidarności. W jego domu dzielono pieniądze, które przychodziły z Zachodu, na podziemną literaturę i prasę.

Rozumiem, że takie zestawienie to himalaje himalajów jak to powiadał pewien publicysta-redaktor-premier. Ma niezłego nosa ten wicepremier zawsze na właściwym szczycie. Tak właściwie obstawiać to nie każdemu jest dane. Prawdziwego herosa władzy po tym poznasz, że wie jak się ustawić aby nie upaść pod naporem następnego podmuchu dziejowego. 

Człowiek orkiestra a o pewien ból głowy przyprawia sprawa rozdzielania pieniędzy "na podziemną literaturę i prasę".

Przypomniała mi się anegdota opowiedziana z początkiem lat dziewiędziesiątych. Drukarz z drugiego obiegu opowiadał jak to pieniądze z 'Zachodu' trafiały do nagłośnionej frakcji 'niezłomnych' na działalność wydawniczą. Książki wydawano ale nie można ich było kupić na mieście. 

Zrozumiałem, że nakłady były tak śladowe, że nawet osoby znające ludzi i układy nie załapały się na te 'białe kruki '.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @gabriel-maciejewski
22 sierpnia 2017 22:25

Jeśli ktoś nie potrafi wywiązać się z elementarnych obowiązków ministra kultury, to jak ma zostać choćby "poprawnym" prezydentem państwa. Chyba, że gdzieś potrzebują  z łapanki. Za dużo pytań w jego biografii a za mało konkretnych dokonań.

zaloguj się by móc komentować

onyx @gabriel-maciejewski
22 sierpnia 2017 22:30

Ten amerykański Lombard to przede wszystkim program historyczny. Taki program społeczny pt. historia dla opornych. Jednego czego USA nie mają to bogatej i wiekowej historii więc próbują rozdymać to co mają do większych rozmiarów. Ten polski serial to jakaś bieda o ludzkich problemach.

http://tvpuls.pl/aktualnosci/zbigniew-buczkowski-zagra-glowna-role-w-serialu-tv-puls-lombard-zycie-pod-zastaw

zaloguj się by móc komentować

betacool @saturn-9 22 sierpnia 2017 18:47
22 sierpnia 2017 22:58

Ceny za niektóre tytuły to było pół mojego miesięcznego stypendium.

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @pink-panther 22 sierpnia 2017 22:25
23 sierpnia 2017 01:34

Ale, moze malzonka ma jakies "dokonania" i moze go wspierac... tak jak Madame Brigitte swojego "Mikrona" ???... a stary Glinski bedzie robil za "slupa" !!!

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @betacool 22 sierpnia 2017 22:58
23 sierpnia 2017 05:47

 

Czyli jeszcze przed okresem rozmów opozycji demokratycznej z reżimem w Magdalence? Stypendia tak około 600 złotego a cena 300 za jedną pozycję?!  Nic dziwnego, że lud czytelniczy mógł się oblizywać na myśl o czytaniu ... 

Ale czy to nie były nakłady kilku tysięczne? Więc gdzieś tam zmagazynowane były zalegały i wpadka groziła? 

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @betacool 22 sierpnia 2017 22:58
23 sierpnia 2017 09:14

Zdecydowanie niektóre. Kupowałam bibułę. Było mnie stać, chociaż nie byłam bogata.

zaloguj się by móc komentować

betacool @maria-ciszewska 23 sierpnia 2017 09:14
23 sierpnia 2017 14:49

Z tego co pamiętam Mackiewicz,  Grudziński, Sołżenicyn to były bardzo drogie pozycję. 

Na Michnika, Kunderę a nawet Staniszkis cen zaporowych raczej nie było.

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @betacool 23 sierpnia 2017 14:49
23 sierpnia 2017 19:36

Trochę to zależało od jakości wydania.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować