-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Czy depozytariusze prawdy to zboczeńcy?

Jeśli ktoś uporczywie unika mówienia prawdy o sobie, a jednocześnie stara się być obecny w życiu innych osób, sam skazuje się na to, że będą krążyć na jego temat różne opinie. Często nieprawdziwe, skonfabulowane i niepiękne. To jest stan naturalny i nikogo nie powinien on dziwić. Ludzie uczciwi nie mają przeważnie nic do ukrycia, a jeśli ktoś decyduje się na aktywność publiczną, tak czy inaczej liczyć się musi z tym, że zostaną mu postawione jakieś zarzuty. Jeśli ktoś obecny w życiu publicznym, z silnym parciem na szkło, jak to mawiano dawnymi laty w telewizorze, nie mówi o sobie prawdy i ma w nosie krążące na jego temat hagady, to oznacza tyle, jedynie, że jego obecność i sukces są gwarantowane.

Mam za sobą dziewięć lat pisania dzień w dzień, a także pisania po nocach, po to, by wywalczyć i utrwalić swoją pozycję autora i wydawcy. Nawet dziś jednak po tych 9 latach pojawiają się tutaj ludzie, którzy chcą mi powiedzieć, że jestem z wykształcenia leśnikiem, co mnie rzecz jasna całkowicie dyskwalifikuje, albo, że pracowałem nie w takich gazetach, w których powinienem pracować. Dlaczego tak się dzieje? Bo człowiek uczciwy jest łatwym celem, a im więcej o sobie mówi, a mówić moim zdaniem musi, żeby ta uczciwość się przy nim utrzymała, tym łatwiej go trafić. Z ludźmi ukrywającymi swoje życie zawodowe, o prywatnym nie mówmy, sposób zarabiania na nie oraz sukcesy, nikt nie będzie prowadził żadnych polemik, bo każdy podświadomie wyczuwa, że coś tam jest nie tak i lepiej jednego z drugim nie zaczepiać. Oczywiście, lepiej nie zaczepiać, ale jeśli samemu jest się zaczepionym, to można chyba oddać, prawda? Wczoraj pojawił się na stronie Szkoła nawigatorów nowy bloger podpisujący się nickiem tomaszstachura. Zaczął z przytupem, od krytyki wystąpienia Grzegorza Brauna, który ma teraz tournée po kraju, w którym towarzyszy mu Krzysztof Karoń. Ponieważ ja także odbyłem kiedyś takie tournée z Grzegorzem Braunem, jego zaplecze nie jest dla mnie tajemnicą. Trochę na przekór jednak, nie ujawnię dziś szczegółów. Nasz nowy kolega,tak bardzo się stara zaistnieć, że napisał aż dwie notki jednego dnia, jedną serio, a drugą z przymrużeniem oka. Ta druga powstała po tym, jak tak zwani „tutejsi” wzięli gwałtownie w obronę Grzegorza Brauna. Pan Stachura, został rozpoznany jako prowokator i człowiek, który próbuje tu u nas, za wszelką cenę lansować Krzysztofa Karonia. Jak wiemy pan Karoń nie ma tu wielu zwolenników. Obecność zaś jednego z nich w takim wymiarze, jak to się ujawniło wczoraj, świadczyć może, choć nie musi, o tym, że jeśli jest gdziekolwiek jakieś miejsce, w którym ludzie nie przyjmują do wiadomości określonego rodzaju treści, a miejsce to zostało sklasyfikowane, jako target tych treści, to trzeba je koniecznie zmienić. Do tego mniemam służy Tomasz Stachura. Nie wiem czy można głupiej, ale zakładam, że można. Mamy z jednej strony SN i moją dziewięcioletnią działalność, całkowicie przejrzystą, a z drugiej człowieka, który pojawił się nagle, w dziwnym sztafażu, z całą profesjonalną obsługą medialną, który ma niezrozumiały przymus zaistnienia w każdej internetowej niszy kojarzonej z prawicą. Może ja się niepotrzebnie czepiam pana Karonia, może ten Stachura, to wariat-entuzjasta, który wpadł na pomysł, żeby zrobić sobie klikalność na naszym blogowisku, nie wiem. Jest to jednak już druga próba przeprowadzenia tego manewru i nie pozostała ona niezauważona.

Sprawa ma bowiem szerszy kontekst. Jak pamiętamy, w czasach kiedy blogosfera była w powijakach, panowała tam atmosfera strachu. Oto koniecznie musi być zachowana anonimowość, żeby siepacze Tuska nie wpadli do mieszkania o szóstej z rana i nie aresztowali odważnego, który coś tam napisał w sieci złego o PO. Mistrzem w podgrzewaniu tej atmosfery był bloger o nicku Aleksander Ścios, według kryteriów dzisiejszych oraz dzisiejszego stanu rzeczy, jest to zwykły internetowy troll z pretensjami, który swoją niezwykłą pozycję zbudował na poparciu dla ministra Antoniego Macierewicza oraz jego koncepcji. Ścios lansował się jako myśliciel polityczny czasów ostatecznych, czyli jak wielu chylących się do trumny starych dziadów, miał i pewnie ma nadal, nadzieję, że świat umrze wraz z nim. Jeśli idzie o mnie, to jest to najgorszy i ostateczny rodzaj pychy. Środowisko, które Ściosa wylansowało, a to musiało być środowisko i ja zaraz wyjaśnię dlaczego, miało ambicje takie, by rozgrywać i pozycjonować innych autorów prawicowych piszących w sieci. To jest chyba jeszcze gorszy rodzaj pychy, niż ten dotyczący umierania. Jak można, będąc całkowicie pozbawionym talentu, wiedzy o warsztacie, pracowitości, wdzięku wreszcie, jak można – powiadam – mając za sobą tylko te gwarancje sukcesu, o których napisałem na początku, snuć takie plany? To znaczy, że ludzie ci przez całe życie siedzieli w jakiejś piwnicy i do głowy im nie przyszło, że gdzieś dalej jest jakiś świat. Oni sami zostali wyznaczeni do odegrania jakiejś roli, ale nikt ich nie uprzedził, że poza tym miejscem gdzie oni się znajdują jest coś jeszcze. Cała gigantyczna przestrzeń, w której ich opinie nic nie znaczą. Więcej – oni nie mają żadnych narzędzi, by jakąkolwiek opinię zakwestionować, wyjąwszy jedną sytuację – życie w podziemiu. Konspiracja ma to do siebie, że konspiratorzy skazani są tylko na te informacje, które do nich docierają od prowadzącego grupę. Stąd łatwo wyciągnąć wniosek, że rola konspiracji jest inna niż się nam do tej pory zdawało. To nie jest sposób na odzyskanie wolności, ale narzucony przez okupanta sposób na wydrenowanie dużych grup ludzi z zasobów oraz sił. Pisząc siły, mam na myśli najbardziej zdecydowane i silne jednostki. Jeśli nie ma okupanta, jeśli nie ma zagrożenia bezpośredniego, a jest konspiracja, a niechby nawet jej cień, już wiemy, że mamy do czynienia z oszustami, których marzeniem jest przede wszystkim to, by odciąć nas od informacji i dostarczać nam informacje spreparowane. Tak było z blogosferą na początku, tak było ze Ściosem, z Przywarą, zwanym FYM-em i kilkoma innymi. Tutaj tak nie będzie. Nie ma tu żadnej konspiracji i nigdy jej nie będzie. Wszystko jest jawne. I niech sobie to pan Stachura dobrze zakarbuje, jeśli chce tu dalej pisać, a jeśli sobie nie zakarbuje, parasol już będzie wiedział co zrobić. Nie ma mowy, żeby ktoś w tym miejscu narzucił nam konwencję proponowaną dawno temu przez Ściosa, a teraz w zmodyfikowanej, luzacko-opozycyjnej formie przez Krzysztofa Karonia.

Na koniec jeszcze słów kilka o Ściosie.Ten super zakamuflowany bloger, wolnościowiec, Polak z krwi i kości, wydał kiedyś książkę o jakichś wyciągniętych z buta sensacjach. Książka wyglądała tak, jak powinno wyglądać solidne, wolnościowe wydawnictwo, wyciągnięte prosto z zakonspirowanej piwnicy. Wiecie kto ją dystrybuował? Nigdy byście nie zgadli. Wydawnictwo Bauer, poprzez katalog „Klub dla ciebie”. Wszystko jest funkcją dystrybucji i dystrybucja mówi o wszystkim. Pamiętajcie o tym.

 

Zrobiło się trochę ponuro, więc postaram się Was rozbawić na koniec. Oto moja żona wróciła wczoraj z pracy nieco zaambarasowana. Dzieci miały napisać sprawozdanie z zawodów sportowych, a za wzór w podręczniku podano im słynny turniej rycerski z XI księgi przygód Tytusa, Romka i A’tomka...wiecie, ten z De Valgodesko z Wiórem Pinezko...ci co znają, będą pamiętać. Dzieci niestety nie czytają już Papcia Chmiela i w ogóle nie rozumiały kontekstów. Dlaczego Tytus jest małpą, dlaczego krowa bierze udział w turnieju? I w ogóle o co chodzi. Weź coś napisz na wzór – powiedziała moja żona. Siadłem i napisałem, a następnie jeszcze odczytałem na głos z charakterystycznym dla Dariusza Szpakowskiego zaśpiewem. Moje starsze dziecko, które nie przeczytało w życiu, ani linijki napisanej przeze mnie i broni się przed tym rękami i nogami otworzyło usta ze zdumienia i zaczęło się śmiać. Jeśli nie rozumiecie skali zjawiska spróbujcie rozśmieszyć wyalienowanego piętnastolatka, który ważny 90 kilo i ma 195 cm wzrostu. No i dzisiaj idę na 9.45 do szkoły odczytać dzieciom to sprawozdanie i opowiedzieć im o pisaniu. Mam jakiś sukces od dłuższego czasu. Oto ten tekst.

 

Mówię do Państwa, stojąc w palącym słońcu, tuż przy samym brzegu areny wysypanej piaskiem. Dziś właśnie odbywa się wielki turniej rycerski księcia Chytrozłota, w którym główną nagrodą jest pół zamku. Herold właśnie wjeżdża na arenę, koń lekko się znarowił, rzuca głową, cofa się. Herold pewnym ruchem chwyta fanfarę...Szkoda, że państwo tego nie słyszą...Teraz odczytuje nazwiska i przydomki rycerzy, tych szlachetnych panów, którzy staną do walki na śmierć i życie w ten piękny, upalny dzień. Ale co to?… Wśród wjeżdżających na plac zbrojnych widzę coś dziwnego...Nie, to nie do uwierzenia! Piękne rumaki, rzędy, zbroje, wszystko lśni od złota, a między nimi krowa rasy polskiej, brązowa mućka machająca ogonem...To niemożliwe! Szkoda, że Państwo tego nie widzą...Ojej, ale kto ją prowadzi?… To niezwykłe… Na krowie jedzie małpa, prawdziwa afrykańska małpa… Niesamowite! Małpa i gada...słyszę to i uszom nie wierzę! Poczekajmy jednak, poczekajmy, co ogłosi herold. Czy ta dziwna postać ma prawo wziąć udział w tej pięknej rywalizacji, w naszym święcie?… Tak, proszę państwa, tak! Herold ogłasza jego nazwisko. Wiemy, kto to jest! Niewysoki, czarny, młody, energiczny, pozdrawiający swoją długą, małpią ręką publiczność to Tytus de Zoo! Tak brzmi jego nazwisko…. Niech Państwo je zapamiętają – nigdy nie wiadomo, co się może stać i jak zakończy się turniej… Tytus de Zoo!

Proszę państwa, zaczyna się turniej, kilka koni przysiadło na zadach, kilku rycerzy zdradza wyraźną nerwowość… Być może obecność krowy i małpy tak na nich wpłynęła?… Nie wiadomo… Uwaga! Ruszają! Proszę Państwa, rycerz Velocyped pędzi wprost na Tytusa de Zoo! Nabiera coraz większej prędkości, koń wykrzywia pysk, słyszę, jak powietrze wydobywa mu się przez chrapy, słyszę ten głęboki oddech, czuję go prawie… To niesamowite… Tytus nawet nie poruszył się z miejsca. Coś niesłychanego! Wskoczył na grzbiet swojej krowy! Czy on to przeżyje?! Niesamowite, proszę Państwa, niesamowite! Tytus dokonuje cudów zręczności! Przeszedł spacerkiem po kopii rycerza… Nie, to niemożliwe… Przytrzymał go za szyszak! Koń nabiera rozpędu, jeździec już nad nim nie panuje! Czy Państwo to słyszą?! Czy Państwo słyszą ten ryk z trybun?! To niesłychane! W pełnym pędzie, w pełnej zbroi rycerz Velocyped roztrzaskał się o bandę… Tłum szaleje. Ludzie wiwatują na cześć małpy, na cześć tego bohaterskiego, młodego szympansa, który nie zawahał się zmienić zasad turnieju, zaryzykował wszystko i zwyciężył! Hurra, hurra… Niech żyje Tytus!...

Witam Państwa znowu, po krótkiej przerwie. Właśnie rozpoczynają się finały – tym razem rycerze potykać się będą pieszo. W rękach dzierżą miecze, stal lśni w słońcu… W jednym końcu areny rycerz De Valgo, w drugim Tytus de Zoo. Wyraźna różnica wzrostu...To nie wróży dobrze młodemu zawodnikowi. De Valgo to potężny mężczyzna, bardzo mocny, zdecydowany. Zaczynają. Uwaga. Padają pierwsze ciosy. Tytus zdecydowanie słabszy, unika walki, cofa się… A niech to dunder świśnie! Co za dramat! Szkoda, że nie mogą Państwo tego zobaczyć… De Valgo jednym zdecydowanym ciosem strąca szyszak Tytusa! Proszę Państwa...razem z głową… To nie koniec jednak.. Tytus ciągle stoi wyprostowany. Tak, dobrze państwo słyszą – stoi bez głowy… Co za widok, co za widok, proszę Państwa! De Valgo pewien triumfu, za wcześnie chyba – wietrzę tu jakiś podstęp - odwraca się w stronę trybun, padają na niego kwiaty, piękne kobiety się uśmiechają. Tytus bez głowy stoi nieporuszony. To niezwykłe, proszę Państwa, to naprawdę niezwykłe. Co się dzieje, co się dzieje?! De Valgo przyklęka na jedno kolano, przyjmuje hołdy. Proszę Państwa! Co za widok! Tytus schowany w całości w zbroi, żywy, jednym zdecydowanym ruchem popycha rycerza do przodu! Jego wielki nochal wbija się między belki okalające arenę! Zwycięstwo, proszę Państwa, zwycięstwo Tytusa de Zoo, kompromitacja rycerza de Valgo, piękne damy się się nie uśmiechają, nie widać padających na arenę kwiatów… Zwycięstwo Tytusa jest pełne!



tagi: blogosfera  dystrybucja informacji  konspiracja 

gabriel-maciejewski
11 stycznia 2018 08:37
12     1007    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski
11 stycznia 2018 10:20

Oczywiście gratuluję Ci sukcesu w walce o zdobycie szacunku u swojego dziecka. Ponieważ moje dzieci są od Twoich znacznie starsze, znam smak zarówno zwycięstw, jak i porażek. Swoją drogą, zobacz jaki będzie figiel, jak Twój Gabryś pokaże to Pani, a ona z poważna miną da mu czwórkę minus.

zaloguj się by móc komentować

Godny-Ojciec @gabriel-maciejewski
11 stycznia 2018 10:38

No dobrze ale gdzie ten obiecany rym? - chciałoby się zapytać. Bo wszystko wskazuje, że depozytariuszem prawdziwej prawdy jest tu jedynie ta tytusowa krowa wcale nie przysłowiowa, zboczona samym swym udziałem w rycerskim turnieju.

Rym będzie jak wody przybędzie?

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @krzysztof-osiejuk 11 stycznia 2018 10:20
11 stycznia 2018 11:28

Obstawiam , ze ocena będzie niedostateczna, bo nauczycielka zrozumie  to jako szyderę z niej i z tematu.
Nauczycielki to są  nieszczęślliwe istoty kompletnie ozbawione poczucia humoru.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gabriel-maciejewski
11 stycznia 2018 11:34

Miałem honor zaliczyć się do pierwszych komentatorów zbanowanych przez A. Ściosa (na s24) od razu po tym, gdy zapytałem pod jednym z jego tekstów o to na jakiej podstawie wskazuje kto jest "ruskim" agentem, a kto nim nie jest i jaką wobec tego  możemy mieć gwarancję, że on bezinteresownie woła  "łapaj agenta!"

zaloguj się by móc komentować

onyx @gabriel-maciejewski
11 stycznia 2018 11:47

Niech nam żyje Tytus de Zoo w zdrowiu i szczęsciu!

RAZ De Valgo raz go Desko ;)

zaloguj się by móc komentować

bendix @onyx 11 stycznia 2018 11:47
11 stycznia 2018 12:11

Wolterier gładkoblaszany, Diodary woltowe obronne ;-)

zaloguj się by móc komentować

przemsa @stanislaw-orda 11 stycznia 2018 11:34
11 stycznia 2018 12:54

> Miałem honor zaliczyć się do pierwszych komentatorów zbanowanych przez A. Ściosa

To ciekawe, jak pamięć jest zawodna. Kojarzę Ściosa z Salonu24, ale za cholerę nie potrafię sobie przypomnieć jakichkolwiek szczegółów :)

 

zaloguj się by móc komentować


Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
11 stycznia 2018 14:02

Moje dziecko jest tak dorosłe, że ojej... I do pewnego momentu czytało co pisałam....rodzinne i dziecinne wspomnienia. Teraz nie ma czasu.

Każe pisać, żeby miała na stare lata. Ale już nie czyta:))

Te listy z Okradzionego Miasta czytała ...bo do niej w końcu na bieząco wysyłane.... I to był koniec. Uznała że mam pisać...i niech leży:)))

I tak to z dzieckami...:)....

.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski
11 stycznia 2018 14:13

No i jednak Coryllus dotarł do młodzieży;-) Nawet jeśli domowa młódź się przed tym broniła rękami i nogami, Opatrzność ma swoje sposoby...

A co do pierwszej części notki, to jak widać po dzisiejszych "otwarciach" na SN, jest gorzej niż z "młodzieżą". Głos wołającego na pustyni... Pewnie dobrzy ludzie "chcą dać szansę" nowym. Tylko zapominają, że ciekawość to naprawdę pierwszy stopień do piekła.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
11 stycznia 2018 14:54

Miodzio. Miłej lektury nauczycielce młodego Gabriela. 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
11 stycznia 2018 19:30

Ja tylko dziwie się, że jeszcze wielu nie jest odpornych na trolling i gość nabił sobie prawie 2000 wyświetleń i nie mało komentarzy w ciągu doby, pomimo że już raz coś takiego było na portalu i można było się troche uodpornić na tego typu zagrywki.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować