Czary na dworze Batorego - fragment
Muszę dziś trochę pobiegać po mieście, więc zostawiam Wam fragment jednej z niedawno wydanych książek
Wojewoda sieradzki przybywał na dwór Stefana Batorego nie sam jeden. W jego otoczeniu znajdowało się grono osobistości niezwykłych, przenoszących fantazję czytelnika w świat widziadeł i zjawisk, nie licujących bynajmniej z tłem, na którym się ważne wypadki dziejowe zarysowywały.
Roztaczając przed oczyma czytelnika obrazek rodzajowy z prywatnego życia króla Stefana, z góry zaznaczam, że nie mam na uwadze ani poematu, ani opowieści fantazyjnej. Pragnę jedynie, na podstawie źródeł wiarygodnych a rzadkich, odtworzyć ten mało dotychczas zbadany przedzgonny okres życia władcy, w którym umysł Batorego znękany moralnymi i fizycznymi dolegliwościami chce znaleźć ukojenie. Szuka go w uchyleniu zasłony tajników wszechbytu i ucieka się przy pomocy magów i czarnoksiężników do spirytystycznych praktyk.
W tego rodzaju opowieści można się trzymać albo kotwicy ironii, sceptycyzmu i z politowaniem, właściwym niedowiarkom, traktować z góry adeptów magicznego kunsztu, uważając wszelkie ich działania za produkt umysłowego zaćmienia. Można jednak, zachowując równocześnie trzeźwość nieuprzedzonego umysłu, zapatrywać się na pewne objawy z powagą i zadumą. I to w przekonaniu, że istniały i istnieją po dziś dzień, pewne wyjątkowe środki, obdarzone władzą przenikania w głąb niedostępnych zwykłym jednostkom zjawisk. Do takich osobistości miara codziennego, praktycznego sądu stosować się nie daje. Takie właśnie stanowisko obiektywne pragnie autor zachować w toku niniejszej opowieści.
Nie kusząc się bynajmniej o naukowe wyjaśnienie zagadkowej natury zjawisk, będących jej przedmiotem. Nie twierdząc nawet, aby zjawiska te, dostępne dla umysłów wtajemniczonych, mogły być widzialnymi przez tych, którzy w ich rzeczywistość nie wierzą. Przedstawię rzecz całą historycznie, to jest tak, jak się ona według wiarygodnych źródeł pokazuje. Kiedy wysiłki dyplomatyczne celem zdobycia mołdawskiego tronu, okazały się dla Łaskiego zawodne, umyślił on, wzorem cesarzy Maksymiliana i Rudolfa, jak wiemy adeptów czarnoksięskiej sztuki, uciec się do interwencji horoskopów. W 1583 r. udał się do Anglii, do znanych ówczesnych magów, by za ich pomocą wywróżyć sobie urzeczywistnienie upragnionego ideału[1]. Najgłośniejsi ówcześni przedstawiciele tajemniczego kunsztu: Jan Devus (Dee) oraz Edward Kelley, mieli się stać dla Łaskiego pośrednikami i pomocą w zwalczeniu przeciwności, które dotychczas ambitnemu magnatowi w poprzek drogi stawały.
Moda wywoływania duchów i szukania ich interwencji w sprawach doczesnych nie jest wyłączną właściwością oświeconego stulecia. Praktykowała się ona w dawnych wiekach daleko silniej i w rozleglejszym zakresie na dworach magnatów, zwłaszcza w epoce odrodzenia. Neoplatonizm wtedy, owa na wpół poetyczna, na wpół filozoficzna mieszanina doktryn indyjskich, egipskich, hebrajskich i greckich, starał się owładnąć umysłami społeczeństw chrześcijańskich i skojarzyć z zasadami panujących religii. Poszukiwanie skarbów ziemskiego żywota: zdrowia, władzy, bogactw i prawdy wiekuistej stało się głównym celem umiejętności; do tego stopnia, że każdy uczony, zajmujący się w XVI w. naukami przyrodniczymi, medycyną, astronomią lub filozofią był zarazem adeptem tajemniczych umiejętności w dziedzinie magii, astrologii i mistycyzmu.
Odłamem rozległego obszaru owych zdolności była alchemia. Cel jej stanowiła transmutacja metali, zamiana pośledniejszego kruszcu w szlachetniejszy, za pomocą pewnego niezwykłego proszku eliksirem, kwintesencją zwanego. Zmieszany z roztopionym metalem, przeistaczać on miał, zdaniem alchemików, jego naturę i właściwości i zamieniał, o ile był w stanie czystym; metal ów w złoto, w stanie zaś mniej oczyszczonym – w srebro[2]. Lecz była obok tego dziedzina tajemniczej wiedzy, o kierunku idealniejszym, wkraczająca w sferę relacji ducha ludzkiego do przedwiecznej i wiekuistej siły, rządzącej losami wszechświata. Jej adepci nie szukali i nie pragnęli dóbr doczesnych. Przyzywali oni do pomocy, drogą zaklęć, nadnaturalne siły. Badali przyszłość oraz wpływ gwiazd na losy ludzkości, utrzymywali kontakty z duchami, które im tylko, im wyłącznie, odsłaniały tajniki wszechbytu, ukazywały tajemniczy rąbek pozagrobowego życia i przynosiły ulgę w cierpieniach. Astrologia owa, zdaniem Keplera szalona córa roztropnej matki astronomii, magia, chiromancja, kabała i spirytyzm miały w XVI w. adeptów w szeregach ludzi oddanych surowej nauce.
Poza tyglem i retortą, poza astronomiczną lunetą, równaniami algebraicznymi i wyższą matematyką – istniała dziedzina kabalistycznych i tajemniczych praktyk. Uczony XVI stulecia, z nie mniejszą obracał się w niej swobodą, jak w sferze umiejętności ścisłych.
Niemiecki uczony Stofflet z Tübingen wyczytał z gwiazd, że w tym właśnie stuleciu nastąpi powszechny potop, czym wywołał wielkie zaniepokojenie między ludnością i niemieckimi książętami. Mniej odważni zaczęli zawczasu szukać schronienia na szczytach gór. Auriel, lekarz tuluzański wyprzedał całe swe mienie, dla zbudowania arki, na wzór biblijnego Noego. Książę Urbinu polecił uczonemu Pawłowi z Middelburgu napisanie książki, dla wykazania bezpodstawności tych obaw. Gdy w 1572 r. nowa, nieznana gwiazda ukazała się w konstelacji Kasjopei, astronomowie dopatrzyli się w owym zjawisku zapowiedzi bliskich klęsk zagrażających ludzkości. Prawie wszyscy władcy, książęta i magnaci utrzymywali na swych dworach astrologów, słuchając ich wyroczni. Nawet tacy uczeni, jak Tycho Brahe, wzięty astronom i zasług niezaprzeczonych, odbywał w r. 1574 konferencje na uniwersytecie w Kopenhadze, aby wykazać racjonalny związek pomiędzy astrologią a rozumem i religią.
Jan Bodin, słynny publicysta, lekarz nadworny Henryka III wierzył w rzeczywistość szatańskich wpływów na losy ludzkie, w przemianę ludzi w drapieżne zwierzęta.
Pomponacjusz nie wątpił w ścisły związek pomiędzy planetami a życiem jednostek ziemskich. Jednocześnie utrzymywał, że wypadki przytaczane na dowód rzeczywistości czarnoksięstwa tłumaczyć się powinny naturalnie, jako zależne od sił nadzwyczajnych i nieznanych, działających na organizm ludzki.
Campanella i Fracastoro byli gorącymi zwolennikami tajemniczych sposobów.
Edward VI, król angielski słuchał horoskopów Cardana, a arcybiskup, prymas Szkocji powierzał jego pieczy leczenie chorych.
Reuchlin, humanista, z dobrą wiarą kojarzył kabalistyczne brednie z ideami oraz zasadami pitagorejczyków.
Franciszek I wierzył w mistyczne przepowiednie swego lekarza, Korneliusza Agrippy, ulubieńca Karola V, Henryka VIII i Małgorzaty austriackiej.
Dwór Katarzyny Medycejskiej roił się zastępem astrologów. Każda dama miała swego przybocznego astrologa. Henryk IV zasięgał wyroczni horoskopu. Tycho de Brahe nie chciał się żenić, ponieważ gwiazdy smutną przyszłość zapowiedziały jego potomkom.
Mediolańczyk, Hieronim Cardan de Gallarate, człowiek niezaprzeczenie wyjątkowej wiedzy, wierzył w udział szatańskich wpływów w życiu ludzkim i wiarę swoją rozpowszechniał w mnogich traktatach naukowych.
Jan Baptysta della Porta, neapolitańczyk, utworzył akademię nauk tajemnych, w której wykładał znaczenie i doniosłość słów proroczych.
Ambroży Paré de Laval, jeden z głośniejszych medyków francuskich, do spółki z Janem Langio oraz Feliksem Platerem bronili zasadności egzorcyzmów. Jan Carvin z Montalban głosił zasadę konieczności skojarzenia astrologii z medycyną. Jan Millich, który był zwolennikiem tejże teorii zjednał sobie uznanie Melanchtona. Centurie Nostradamusa zjednały wówczas ich autorowi miano proroka.
W Polsce astrologia zawsze licznych miała zwolenników. Akademia krakowska, odwiedzana za czasów Batorego przez dwustu słuchaczy, miała w swoich katedrach pisarzy horoskopów, „bo inaczej z głodu musieliby umierać, gdyby w astrologię się nie bawili”[3]. Bibliografia Zebrawskiego wylicza kilkadziesiąt druków polskich poświęconych wyłącznie tej gałęzi wiedzy. Miasto Kraków utrzymywało własnego astrologa i stałą wypłacało mu pensję, która w wydatkach miejskich obok płacy urzędników była zapisywana. Pomiędzy r. 1577 a 1587 astrologiem civitatis był niejaki Piotr Slovacius[4]. Zygmunt Stary i Zygmunt August w ważniejszych sprawach uciekali się do interwencji astrologii. Ten ostatni wierzył ślepo w przepowiednie Proboszczowicza, profesora uczelni krakowskiej i z jego to porady odkładał wesele z Katarzyną Austriaczką. Badania astrologiczne, sztuki czarnoksięskie oraz zabobonne praktyki łączyły się harmonijnie na jego dworze z opłakanym wpływem kochanic królewskich[5].
Słowem, wszędzie w Europie w XVI w. gorliwie parano się tajemniczymi umiejętnościami, i wspaniały ówczesny rozkwit humanizmu jednoczył się z rozkwitem przesądów i guseł. Najsłynniejszym czarnoksiężnikiem, a obok tego poważnym znawcą wiedzy, który wyniki swoich badań pozostawił w kilkudziesięciu foliałach przechowywanych jako rzadkość w Muzeum Brytyjskim oraz w Oksfordzie, był doktor Jan Devus, (John Dee), nadworny mag i astrolog królowej Elżbiety angielskiej. Spisywał on każdego dnia diariusz swoich czynności i stosunków utrzymywanych „z duchami” w formie dialogów i tzw. „akcji”. Obok terminologii dostępnej wyłącznie wtajemniczonym w mistyczne praktyki, znajdujemy cenne źródło do poznania najwybitniejszych w XVI w. mistrzów magii. A między tym szczegółowy opis udziału Stefana Batorego w czarnoksięskich praktykach, odbytych w 1585 r. w Niepołomicach.
Część najważniejszą owego diariusza ogłosił drukiem w r. 1659 syn znanego filologa, Meric Casaubon, pt. Prawdziwe i wierne przedstawienie tego, co zaszło między Dr. Janem Dee a niektórymi duchami, a co dążyło – gdyby się było powiodło – do zmiany większej części krajów i królestw świata etc. Wydanie to, opatrzone komentarzem, należy do bibliograficznych rzadkości, do tego stopnia, że w niespełna lat trzydzieści po jego ogłoszeniu, po zupełnym wyczerpaniu egzemplarzy drukowanych, sporządzono w r. 1683 kopię tego wydania. Również i ta znajduje się w Muzeum Brytyjskim. Przyczynę oryginalności dzieła tłumaczą rozmaicie. Jedni twierdzą, że rząd angielski, obawiając się jego szkodliwego wpływu na umysły, postanowił wycofać z obiegu. Jednak tym samym przyczynił się do tym szybszego wykupu dzieła[6].
Inni zaś sądzą, że władza kościelna w Anglii, podejrzewając wydawcę M. Casaubona o chęć naigrawania się z języka i obrządków anglikańskiego kościoła, usiłowała skonfiskować wydawnictwo, lecz zanim to uczyniła, już wszystkie egzemplarze rozchwytano[7]. Jakkolwiek tłumaczyć ową przyczynę, faktem jest, że dzisiaj najbogatsze księgozbiory publiczne nie posiadają diariusza dra Dee. Wszelkie wzmianki o tym astrologu i jego pismach tu i ówdzie się napotykają, czerpiąc szczegóły z drugiej ręki a nie posiłkując się oryginałem[8]. Praca odszyfrowania diariusza dra Dee do łatwych nie należy, zwłaszcza w ustępach obejmujących inwokacje do potęg pozaziemskich, proroctwa, jak również wyrocznie duchów. Język tychże proroctw jest apokaliptyczny, często obleczony w formę dla niewtajemniczonych niedostępną. Jest to mieszanina języków staroangielskiego oraz zepsutego łacińskiego; przedstawiona z niedomówieniami, urywkowo i tajemniczo.
Na tym dziś kończymy. Wczoraj znalazłem trochę książek na pawlaczu
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/z-dziejow-wspolzawodnictwa-anglii-i-niemiec-rosji-i-polski/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-34-numer-o-zlocie/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wzrost-panstwa-polskiego-w-xv-i-xvi-wieku-adam-szelagowski/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/patrioci-i-ludzie-innego-rodzaju/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pieniadz-i-przewrot-cen-w-xvi-i-xvii-wieku-w-polsce/
Promocja się co prawda skończyła, ale przypominam, że usiłuję pozbyć się zalegających magazyn egzemplarzy Nawigatora, żeby zrobić miejsce dla nowych. Mam czas do stycznia. Potem decyzja – zamykamy czy kontynuujemy wydawanie.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-41-galicja/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-40-poswiecony-pociagom-pancernym/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-38-wegierski/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-luzyce-nr-37/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-33/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-32/
[1] Prof. A. Sokołowski w szkicu pt. Olbracht Łaski zamieszczonym w „Przeglądzie Polskim” z roku 1882 (wrzesień-październik) bardzo trafnie określa powód przybycia Łaskiego do Anglii. „Celem dziwnej podróży Łaskiego – pisze on – była o ile się zdaje alchemia. Naukę tę poznał on, bawiąc we Florencji, przyjrzał się jej z bliska na dworze cesarza Rudolfa, a że w Wiedniu obcował z Mikołajem Wolskim, starostą krzepickim, najgłośniejszym opiekunem alchemii w Polsce, to już łatwy stąd wniosek, że i wojewoda zaciągnął się pod sztandar adeptów tej zyskownej, jak mniemano, sztuki. Zobaczymy później, że w odniesieniu Łaskiego do angielskich magów, złoto najmniejszą odgrywało rolę. Nie było tu nawet mowy o wytwarzaniu szlachetnego kruszcu. Twierdzenie wyrażone w monografii (t. II, s. 173), jakoby celem Łaskiego było zawiązanie stosunków handlowych między Polską a Anglią, uważam również za mylne. Wszakże nie mogę, po bliższym rozczytaniu się w źródłach, zgodzić się na pogląd, jakoby punktem tej podróży była alchemia, co zresztą w toku opowieści się wyjaśni. Mniej jeszcze uzasadnionym jest pogląd prof. Zakrzewskiego na tę sprawę. Twierdzi on („Ateneum”, r. 1883, t. IV, s. 459), że Łaski wybrał się do Anglii „dla oszczędności” ponieważ nie miał wówczas „dosyć majątku, żeby w Polsce trzymać jak dawniej liczny dwór”. W Anglii zaś mógł „niewielkim kosztem, kredytem, którego tu jeszcze nie nadwątlił, żyć jakiś czas hucznie”. Sprzeczne to z tym, co sam Zakrzewski przytacza, iż Łaski żadnych darów od królowej Elżbiety nie przyjął. Dalej zaś (s. 460) notuje: „Złota istotnie trzeba było bardzo wojewodzie sieradzkiemu. Kto wie, czy kamień filozoficzny dr Dee nie był istotnym powodem, że ku Anglii skierował swoje kroki”. Według zasad czarnoksięskiego kunsztu posiadanie kamienia filozoficznego, nie miało wyłącznie na celu wytwarzania złota. Talizman ów stanowił przeważnie środek ku zapewnieniu sobie dóbr: zdrowia, wiecznej młodości i siły, urzeczywistnienia pragnień władzy.
[2] Nie ulega wątpliwości, że mrzonka ta polegała na naukowej podstawie, którą postępy wiedzy być może z czasem urzeczywistnią. La transmutation d’un metal en or – pisze przyrodnik i specjalista Ludwik Figuier („Alchimie et les alchimistes”, Paris 1860, s. 4) – est possible, mais on n’est pas en droit d’affirmer qu’elle ait jamais eté realisée. Telle est notre pensée nette et precise sur ce sujet tant debattu.
[3] W. Nehring, O życiu i pismach Reinholda Heidensteina, t. X.
[4] A. Grabowski, Starożytne wiadomości o Krakowie, s. 261.
[5] Liczne szczegóły dotyczące astrologii w Polsce uporządkował Żebrawski w ostatnim tomie Historyi literatury polskiej M. Wiszniewskiego, t. IX, s. 494.
[6] S. Leslie, Dictionary of national biography, r. 1888, t. XIV, s. 278.
[7] When this book of marvels was first published, the world was overcome by the revelations. Those saintly personages whose combined wisdom then assisted the councils of England: Owen, Goodwin, Nye, and others of that sort, held a solemn consistory for the suppression of the book. They entertained a violent suspicion that the whole of this incomprehensible jargon was a covert design by some of the Church of England party, of a mockery of their own style, to expose the whole sainthood, who pretended so greatly to inspiration. But the bomb exploded at once and spread in all directions, and there they could fit and unfit their textual debates the book had been eagerly bought ad placed far beyond the reached of suppression. Amenities of literature, III, s. 222.
[8] O rzadkości dzieła Casaubona wzmiankują: J.Ch. Brunet, Manuel du libraire, II, s. 562; S. Ceran de Bure, nr 330; F.A. Ebert, Lexicon; J. S. Ersch, J.G. Gruber, Allgemeine Encyclopädie, II, s. 320; J. Halliwell, Privat diary of Dr. John Dee Memories pour server à l’histoire des hommes illustres, s. 345-349, „Ce livre est fort rare même en Angleterre”.
Lach Szyrma w dodatku do „Czasu” (1859, t. XVI), zamieścił streszczenie tendencyjnej opowieści Anglika Ch. Mackay, Memories of extraordinary popular delusions (Londyn 1841), który znów, ze swej strony, oparł swoje opracowanie na dziele Ch. Adelunga, Gesischte der menschlîchen Narrheit (Lipsk 1787, t. I-VII). Tytuł wskazuje punkt zapatrywania się autorów na Jana Dee.
Po długich, bezowocnych poszukiwaniach, szczęśliwy traf nastręczył mi sposobność zapoznania się z drukowanym dziełem Casaubona. Znalazło się ono w książnicy Ordynacji Zamojskich, w dziale najmniej do posiadania jego podobnym, gdyż w dziale historii polskiej. W 1861 r. hr. ordynat Konstanty Zamojski zdobył dla swej książnicy egzemplarz dzieła Casaubona. Jest to pokaźna księga in folio, oprawiona w czarną skórę; drukowana po części cicerem, po części petitem, opatrzona na marginesach wieloma dopiskami jakiegoś gorliwego adepta magii. Tytuł całościowy dzieła brzmi: A true and faithful Relation of what passed for many years between Dr. John Dee, a mathematician of great fame in Queen Elizabeth and King James their Reignes and some spirits: tending to a general Alteration of most States and Kingdoms in the World. His private Conferences with Rodolphe Emperor of Germany, Stephen King of Poland and divers other Princes about it. The Particulars of his Cause, as it was agitated in the Emperors Court; By the Popes Intervention: His Banishment and Restoration in part, as also the letters of Sundry Great Men and Princes (some where of were present at some of these conferences and Apparitions of Spirits) to the said Dr. Dee. Our of the Original Copy, written with Dr. Dees own hand: kept in the Library of Sr Th. Cotton, K. Baronet, with a preface confirming the Reality (as to the Point of Spirito) of this Relation (and shewing the several good Uses that a Sober Christian may make of All by Meric Casaubon. D. D. London, printed by D. Maxwell for T. Garthwaite and sold at the libr. Northdoor of S. Pauls, and by other Stationes 1659.
Widocznie wspomniany egzemplarz gruntownie był studiowany, gdyż każdy prawie wyraz niektórych wizji Jana Dee podkreślony jest atramentem, a wiele jego ustępów oznaczono notatkami. Wśród tekstu mieści się kilka tablic z hieroglifami i zupełnie niezrozumiałymi, do żadnego ze znanych języków niepodobnymi wyrażeniami. Zdaniem Casaubona ma to być język seraficzny, przez aniołów używany. Do tytułu dołączono piękny drzeworyt z wyobrażeniem najznakomitszych magów i teurgów świata. Z owego to drzeworytu M.E. Andriolli przerysował wiernie wizerunki Jana Dee oraz Edwarda Kelleya, do niniejszej książki dołączone.
tagi: czary na dworze batorego
|
|
gabriel-maciejewski |
| 4 listopada 2025 08:43 |
Komentarze:
|
|
Henry @gabriel-maciejewski |
| 4 listopada 2025 09:45 |
Czary mary, czary mary
kto opłacił bajzel cały? ;-)
|
|
Czarny @gabriel-maciejewski |
| 5 listopada 2025 14:42 |
"Wielkie jest na czary zapotrzebowanie
W czasach niespokojnych królestwa bez stosów.
Wierzy w nie lud prosty, wierzą pretorianie
Rymując formuły na odmianę losu
I na pozbywanie się strapień
i osób."
J. Kaczmarski
|
|
KOSSOBOR @gabriel-maciejewski |
| 5 listopada 2025 23:42 |
Jedyna prawdziwa transmutacja to zamiana drewna w złoto wtedy, gdy artysta z wiarą i talentem maluje /pisze ikonę.
To mówiłam ja, Hanna Solway, malarka.