-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Coryllus i tajemnica tajemnic

Od trzech dni wymieniam z naszym nieocenionym Georgiusem uwagi na temat rodziny Hohenzollern von Ansbach. Rotmeister przygotowuje w tym czasie specjalny, protestancki numer nawigatora, w którym znajdą się same teksty archiwalne i same sensacje. Ja też jedną znalazłem, czym się pochwalę, żeby nie było potem, że najczarniejszą robotę zwalam na innych i wydaję tylko polecenia. Stalagmit zaś przygotowuje numer starożytny. Nie wiem, który będzie pierwszy, to zresztą nie ma znaczenia. Mają być to dobre numery i tyle. Nie pędzimy do nikąd przecież. Postanowiłem, że sprawa Sacco zostanie rozwinięta przez nasze wydawnictwo we wszystkie strony. Jak rotmistrz skończy z numerem protestanckim zajmie się nowym, całkowicie poświęconym Sacco. Do tego powstanie komiks i książka. Nie wiem ile czasu zajmie ten projekt, ale na pewno wyrobimy się przed rokiem 2027. Z ogłoszeń mam jeszcze jedno – dziś o 14.30 będę gadał z Józefem o polityce brytyjskiej w II połowie XX wieku.

 

No, a teraz już lecimy. Wracamy w stare koleiny, niestety nie możemy tego zostawić, albowiem nowoczesna polityka zaczyna się w Europie wraz z pojawieniem się na scenie Georga i Albrechta Hohenzollern, dojrzewa zaś ona w relacji tej rodziny z domem panującym w Niemczech. My to niby wiemy, bo to jest historia nam najbliższa, która toczyła się a naszym terenie i w przytomności naszych przodków, także tych żyjących całkiem niedawno. Niby wiemy, a nie wiemy. Jak pamiętamy wszyscy pierwsza wydana po polsku biografia Albrechta Hohenzollern von Ansbach ukazała się w roku 2010, napisał ją Jacek Wijaczka z Torunia. Nakład tej pracy jest nieznany, bo szacowne wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika nie uznało za celowe podzielić się z nami tą informacją. We wstępie zaś mamy aż trzy kłamstwa. Pisze nam autor, że Albrecht nie cieszył się i nie cieszy do dziś zainteresowaniem historiografii polskiej, mimo że wymieniają go wszystkie podręczniki szkolne. Pisze nam też, że jego praca ma charakter popularyzatorski, co kłóci się jawnie z nieznanym i najpewniej nikłym jej nakładem. Do tego jeszcze ten rzekomo popularyzatorski charakter pracy, służy autorowi za pretekst do niezamieszczenia pełnej bibliografii. Zostawia nam jedynie wybór literatury, co jest moim zdaniem dość dziwne, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jest to wydawnictwo uniwersyteckie. Moim zdaniem autor chce ukryć te źródła i wymienia, jak sam pisze, tylko publikacje łatwo dostępne. Ja teraz nie będę nikomu zawracał głowy takim zleceniem, ale przyjdzie czas, że skompletujemy taką bibliografię i wydamy swoją biografię Albrechta, a może i Georga. Mamy więc takie oto filary, na których zbudowana jest nasza niewiedza na temat jednej z kluczowych postaci naszej historii – niechęć badaczy, pragnienie rzekomego spopularyzowania przez Jacka Wijaczkę postaci księcia pruskiego oraz ukryte źródła do jego historii. Za tym wszystkim kryje się intencja fałszywa i łatwo rozpoznawalna. Poza tą fałszywą intencją jest jeszcze oczywiście nieudolność, towarzysząca stale wydawcom i autorom z wyższych uczelni, a także – komiczna i krępująca z mojego punktu widzenia – chęć zaistnienia na rynku. Wszystko to w dodatku nie istnieje naprawdę, istnieje jedynie w wyobraźni autora, któremu wydaje się, że jest niezależnym badaczem, wydaje mu się, że coś popularyzuje, wydaje mu się, że przez oznajmienie tego światu może sprzedać więcej egzemplarzy swojej książki, która przecież nie została przeznaczona do sprzedaży.

Pisałem tu wczoraj o pozorach i konieczności ich zachowywania. Czy Jacek Wijaczka i jemu podobni zachowują konieczne pozory? Nie. To jest złudzenie. To są ludzie pełni podziwu dla niemieckiej nauki, są przy tym świadomi tego, że stanowią jedynie grupę podwykonawców, którym ta nauka coś zleca i to w ściśle określonych zakresach, za które nie można wyjść. Oni słuchają poleceń i tyle. Gdyby zachowywali pozory, naśladowaliby naukę niemiecką, najwierniej jak tylko można. To zaś oznacza, że w Polsce byłoby już sześć a nie jedna, biografii Albrechta i po jednej każdego z jego braci. To jest właściwy sposób na zachowanie pozorów w naszej sytuacji. Pilne uczenie się od najlepszych, jak nam to kiedyś zalecał Krzysztof Kłopotowski. Ci zaś, którzy pilnują, by nikt nie poznał pełnej listy źródeł do historii Albrechta i jego rodziny leżeliby wtedy na OIOM-ie i patrzyli z niepokojem w ten dziwny monitor z zieloną kreską, który tak śmiesznie pika, kiedy człowiek jeszcze żyje, a zaczyna piszczeć kiedy już umarł.

Prawdziwą intencją Jacka Wijaczki było, jak sądzę, pragnienie, by zdobyć na tej biografii jakieś punkty, przekonać studentów, że chciał dobrze, a przy tym jeszcze nikomu się nie narazić. I to się mu w pełni udało. No, ale my się przecież nie musimy tym przejmować, podobnie jak nie musimy się przejmować całą akademią. Dodam jeszcze tylko, że tak jak w warstwie stylowej, literackiej prac historyczny istnieje podział na facecjonistów i opłakujących utraconą republikę, tak jeśli idzie o metodę mamy podział na Wijaczków i Święchy. Czyli na tych co wiedzą i nie chcą powiedzieć i na tych co nic nie wiedzą, a mają przymus mówienia. Wszyscy oni realizują pewne zlecenia, których celem jest odbiorca, czyli czytelnik. Nie może być inaczej, bo książka musi trafić do czytelnika, tak jak strzelba u Czechowa zawsze musi wystrzelić. Stąd intencje są zawsze łatwo rozpoznawalne po treści i metodzie, a także – jak w przypadku Jacka Wijaczki – po deklaracjach zawartych we wstępie, całkowicie go demaskujących.

Gdzie tajemnica tajemnic spytacie. W bibliografii. A także częściowo we wstępie, bo Jacek Wijaczka zdradza nam, że pierwszy zarys biografii księcia Albrechta napisany został w roku 1925 przez Bronisława Dembińskiego. Nosi on tytuł „Ostatni wielki mistrz zakonu niemieckiego i pierwszy książę pruski”. Kim był Bronisław Dembiński możecie przeczytać tutaj https://pl.wikipedia.org/wiki/Bronis%C5%82aw_Dembi%C5%84ski Zarys biografii wręcz zapiera dech, profesor trzech uniwersytetów, ziemianin, człowiek ukształtowany przez tradycję, działacz polityczny, a wręcz rzec można akuszer polskiej niepodległości napisał na temat Albrechta aż 32 strony. Ja szydzę celowo, albowiem nie mam już ani serca, ani cierpliwości do nich wszystkich. Znajdujemy w tym tekście taki oto passus:

Tajemnica pokrywa pierwsze związki w. mistrza Zakonu niemieckiego z Lutrem, krzewicielem niemieckiego ducha, tajemnica skrupulatnie i zręcznie zachowywana. Albrecht nie zostawił w tej mierze żadnych śladów w swej bogatej korespondencji. Luter sam przekazał wiadomości o pobycie niezwykłego swego gościa. Albrecht przybył do Wittenbergi z Berlina dnia 29 XI 1523, widocznie nęcony postacią głośnego już Lutra, ale nie chodziło tylko o zaspokojenie ciekawości. Przejęty duchem czasu, zajmował się teologicznemi zagadnieniami, różne zadawał pytania o władzy papieża, o soborach, a co może nie jest przypadkowem, o prawie małżeńskiem. Reguła Zakonu również stanowiła przedmiot dyskusji, przy której był obecny Melanchton. Luter wypowiedział swe zdanie w odezwie do „panów niemieckiego Zakonu”, a obecnie już wprost wzywał mistrza aby głupią i przewrotną regułę rzucił (stulta confusaque regula), pojął żonę, a w ziemi pruskiej świeckie uczynił państwo. Tego samego doradzał Melanchton. Albrecht uśmiechnął się i nie odpowiedział. Wymowne milczenie wywołało wrażenie, że rada podoba się jemu i że pragnie jak najprędzej zmiany (ut id quam primum mutaretur). Nagła zmiana była jednak w tej chwili niemożliwą.

 

Tajemnica skrupulatnie i zręcznie zachowywana...ho, ho tak, tak...Oznacza to, że profesor nie traktuje serio cytatów z Lutra przez siebie samego umieszczonych w tym tekście, albowiem zdaje sobie sprawę, że Marcin Luter to mitoman próbujący zawsze i wszędzie podkreślić własne znaczenie. Zdradza nam jednak rzecz najważniejszą – kwestia powstania księstwa Pruskiego jest tajemnicą i musi tajemnicą pozostać. Musi nią pozostać na zawsze, a to z kolei wiemy już od Jacka Wijaczki. Albrecht, to niesamowite, jak on w metodzie jest podobny do cesarza Karola V, nie zostawił w korespondencji żadnych śladów dotyczących motywów kierujących go ku Lutrowi i głoszonym przez niego kłamstwom. Wijaczka jednak podsuwa nam różne tropy. Albrecht został wykolegowany z dziedziczenia dóbr we Frankonii przez synów swoich braci, albowiem powołali się oni na jego stan duchowny, będący czystą fikcją, który wykluczał go z dziedziczenia. Albrecht miał poza tym plany matrymonialne, które realizował w Niemczech, a także chciał, jeszcze za życia Georga przejąć Mazowsze i przyłączyć je do Prus. Miało się to odbyć za pomocą zręcznych mariaży. We wszystkich tych planach król Polski Zygmunt traktowany jest jak osoba niepełnosprawna umysłowo, co najpewniej było prawdą.

No, ale to było później. W roku 1523 istnieją jeszcze Węgry, Georg nie jest dziedzicem Opola i Raciborza, Rzym jest cały i nikt się nie spodziewa, że może zostać zniszczony. Ostrożność Albrechta jest więc zrozumiała. Trudno tylko uwierzyć w to, że on pojechał do Wittenbergi zaciekawiony Lutrem. Ponoć, czego nie potwierdza prof. Dembiński, ale informacja ta znajduje się w angielskiej wiki, pośrednikiem w spotkaniu Lutra i Albrechta, a także Georga, bo on również przybył do Wittenbergi, na co nikt nie zwraca uwagi, był Florian Geyer, rycerz ze Szwabii, który rok przed wybuchem wojny chłopskiej, a dwa przed spotkaniem Lutra z Albrechtem spędził w Londynie na dworze Henryka VIII. Jeśli dodamy do tego informację, że Dietrich von Schomebrg jeździł do Londynu i Edynburga, by tam agitować przeciwko Polsce, to może coś nam zaświta w głowach. Nam tak, ale nie Wijaczce. On ma bowiem problem, jak pogodzić biografię Albrechta, z ramami, w których pozwolono mu działać. Ukrywa więc nakład i bibliografię, składa serię mydlących oczy deklaracji i jakoś z tego wychodzi. Normalnie zaś, zdziwiłby się pewnie, że ja tu cytuję angielską wiki, która przecież nie jest żadnym źródłem. No, tak, ale coś cytować muszę, skoro prawdziwe źródła się przed takimi jak ja ukrywa. Może więc jeszcze raz zacytujmy profesora trzech polskich uniwersytetów, działających w odrodzonej ojczyźnie, w której wrogość do Niemiec, do rodziny Hohenzollern, a także go samego Albrechta była ugruntowana i głęboka. Proszę bardzo:

 

Tajemnica pokrywa pierwsze związki w. mistrza Zakonu niemieckiego z Lutrem, krzewicielem niemieckiego ducha, tajemnica skrupulatnie i zręcznie zachowywana.

 

Do dziś nie znalazł się taki, który by tę tajemnicę rozwikłał i napisał uczciwie jak było. Nie można tego zrobić, powtórzę raz jeszcze, nie tylko ze względu na Niemców. Nie można tego zrobić także ze względu na Kraków, gdzie Niemcy i wynajęci przez nich ludzie napisali fałszywą, nieciekawą i nudną jak flaki z olejem historię Polski, podawaną nam dziś do wierzenia w podręcznikach. Nikt tego nie zmieni, bo wtedy cała narracja oparta na schemacie opisywanym tu niedawno przez tego wariata, którego córka napisała właśnie wydaną przez paulinów książkę o Jasnej Górze, wyparuje jak eter i wszystko trzeba będzie redagować od nowa. No, ale nie może być chyba dla człowieka myślącego gorszej kary niż stać na straży nudy i kłamstwa. Ileż on musi mąk wycierpieć ile kompromisów z samym sobą zawrzeć, żeby normalnie z rana spojrzeć do lustra. To są nieprzeliczone ilości. Dlatego właśnie diabeł dał im do pomocy różnych demaskatorów i facecjonistów, a także Magdę Ogórek. Ludzie ci piszą książki typu „Córki Wawelu”, albo „Klątwy, mikroby i uczeni”. Zamiast prawdy mamy więc stary, sypiący się już format podparty sensacją wyciągniętą nie powiem skąd, żeby nie urazić pań. I tak to już zostanie. My tego za bardzo nie zmienimy, ale co się przy tej robocie ubawimy, to nasze.

 

Przypominam, że na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl trwa promocja książek i czasopism. Baśń czeska i amerykańska po 10 zł, Baśń III po 15, tak samo Łowcy księży oraz Straż przednia. Nawigatory także po 10, ale ubywa ich w zastraszającym tempie, więc trzeba się spieszyć.

 

 



tagi: niemcy  polska  propaganda  luter  akademia  hohenzollernowie 

gabriel-maciejewski
22 stycznia 2018 09:53
20     2090    17 zaloguj sie by polubić
komentarze:
jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski
22 stycznia 2018 10:49

No, ale co się czepiasz biednego profesora?! Napisał, że tajemnica pokrywa pierwsze związki w. mistrza Zakonu niemieckiego z Lutrem, krzewicielem niemieckiego ducha, tajemnica skrupulatnie i zręcznie zachowywana?

Przecież to święta prawda! Minęło 500 lat i nadal nie wiadomo (w sensie procesowym, nie operacyjnym, czyli źródla, głupcze!), kto pierwszy wysłał Albrechtowi/Georgowi meila, że się akcja z niejakim Lutrem szykuje w Wittenberdze.

Bo jak by te końce z wody wyciągnięto, to by się dopiero okazało, jaką to ciągłość polityki (i powiązań) mamy w Europie od przynajmniej pięciu wieków...

Mnie po lekturze biogramu Dembińskiego co innego zastanowiło: taki spec od reformacji, polityki w okresie odrodzenia, a jak ci Stańczycy krakowscy uważał, że Polskę zgubił przerost parlamentaryzmu i rządy oligarchii.

Nie zauważył, że taki Filip II średnio musiał się liczyć z Kortezami, a jakoś nie mógł zatrzymać Niderlandów i stopniowo przegrywał walkę o kolonie z Angolami. Że o nastepcach nie wspomnę.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
22 stycznia 2018 11:11

Można się cofać dość głęboko. Jest w serii Ceramowskiej taka ksiązka: Narodziny Imperium Weneckiego... Wyraźnie tam można prześledzić zmieniająca się 'dzięki Wenecjanom" funkcję Bizancjum. (i stosunek do Rzymu i Cesarstwa Niemieckiego)

Księga jest gruba i wydrukowana zaporowym dla mnie drobnym maczkiem ....ale może ktoś przeczyta uwazniej niż ja.

.

 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @gabriel-maciejewski
22 stycznia 2018 11:40

Poza tematem, ale innego sposobu nie mam.

Po pierwsze, chcę przypomnieć blogowiczom, że  11 lutego 2018 o godzinie 12.00. będzie odprawiona w kościele klasztornym w Wąchocku msza św. Na tę niedzielę przypada wspomnienie N.M.P. z Lourdes. Msza byłaby w następującej intencji:
dziękczynna za otrzymane łaski, z prośbą o dalszą opiekę N.M.P. nad Gabrielem Maciejewskim, jego zoną Lucyną i dziećmi oraz o Boże błogosławieństwo dla dzieł przez niego prowadzonych.

Msza św. odprawi się na życzenie pewnej osoby z dalekiej Skandynawii, która pragnie pozostać anonimowa.

Po drugie 22 kwietnia R.P. 2018 o godzinie 12.00 też w kościele klasztornym w Wąchocku zostania odprawiona inna msza św. Jest intencja jest następująca:
za wstawiennictwem N.M.P. Królowej Polski, o dar rozeznania i roztropności oraz wszelkie dary Ducha Świętego - dla Pana Gabriela Maciejewskiego - potrzebne do prowadzenia wydawnictwa Klinika Języka, bloga "Baśń jak niedźwiedź" czy innych przedsięwzięć

Ta msza św. jest zamówiona przez uczestnika, który pochodzi z grodu Kraka.

Myślę, że po ostatnich dyskusjach na blogach wszyscy rozumiemy, że bez pomocy z nieba rozwalimy się na pierwszym lepszym zakręcie i niewątpliwa inteligencja Coryllusa nic nam nie pomoże wobec tego, który nie przepuszcza żadnej okazji. Dlatego zapraszam do duchowej czy fizycznej łączności w tym czasie, czy to w Wąchocku, czy to w Brzezinach czy na dalekiej Łotwie (dla mnie jest to bardzo wymowne, że właśnie tam w dawnych Inflantach, też odprawiają się msze św. w naszej sprawie).

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski
22 stycznia 2018 12:23

Okazuje się, że prof. Dembiński jednak uchyla rąbka tajemnicy, bo przytoczone w notce zdania poprzedzają takie fragmenty tekstu:

ów sławny Dietrich v. Schoenberg, który przed wojną bił pokłony przed carem, zjawił się w Anglji na dworze Henryka VIII, konferował z kardynałem

Wolsey, stojącym właśnie u szczytu swej potęgi i wytoczył swe skargi na Polskę, dowodząc, że interesa Anglji z Zakonem są wspólne, wskazał na niebezpieczną dla handlu angielskiego Wenecję Północy, na Gdańsk, już nie zakonny, ale polski, przeto znienawidzony przez w.

mistrza i na zagładę skazany. Anglja miała na swych wodach konfiskować okręty gdańskie, a natomiast przyznać Królewcowi wolny handel na morzu. Z Londynu udaje się Schoenberg do Szkocji, co wywołało zdziwienie i nieufność. W Edynburgu wystąpi z jeremiadą skarg

na Polskę, ale także z dziwnym pomysłem, zostosowanym do szkockiego sentymentu, z pomysłem akcji przeciw Anglji na rzecz Francji. Od Francji żąda wprost pomocy pieniężnej i wojskowej przeciw Polsce na zastaw Gdańska, którego nie posiada . Równocześnie wzywa Danję do akcji przeciw Gdańskowi, oskarżając go, że dąży do hegemonii na Bałtyku. Snuła się także myśl przymierza króla "chrześcijańskiego" z carem moskiewskim w związku z Unją Moskwy z Rzymem.(...)

(...)Luter nazwa Zakon wstrętnym tworem, dwoistym, ani świeckim ani duchownym, i wcześnie też zwróci swą uwagę na germański świat na Wschodzie, w osobnem piśmie "An dk Herren Deutschen Ordensu 7. dnia 28 marca 1523 wzywa Zakon do reformy, zwłaszcza do zniesienia celibatu, bo właśnie Zakon powinien przodować w tej reformie, obecnie "nie jest

ani Bogu ani światu użyteczny". Zakon mając dobra świeckie, może mieć nadzieje, że skoro nastąpi zmiana "zgodna z chrześcijańskim rozumem" i z dobrą wolą poddanych, zachowa swe państwo.

W listopadzie 1523 przybył do Wittenbergi wielki mistrz niemieckiego Zakonu, ale już znacznie dawniej nawiązał z nim stosunki. Pośrednikiem tych ściśle tajnych związków był najbliższy doradca Albrechta, najwierniejszy i najbieglejszy, a zarazem najbardziej zaufany,

wysyłany na różne posterunki i dwory, gdzie z równą giętkością zawsze sobie poczynał - Dietrich v. Schoenberg. Urodzony w Saksonji. świecki, niezakonny rycerz,(...)

Otóż ten właśnie Schoenoerg, rodzony brat mnicha Mikołaja Schoenberga, który dziwnym sposobem został w Rzymie arcybiskupem Kapui, a zaprzyjaźniony z kardynałem Medici, częsty gość we Florencji, zaszczycony był ważną misją przygotowania obrony chrześcijaństwa, otóż Dietrich v. Schoenberg już w r. 1521 zbliży się do Lutra w Wittenberdze, już po spaleniu publicznem bulli papieskiej i po sejmie we Wormacji. Schoenberg pomimo różnych rozjazdów po świecie wraca do swej rodzinnej Miśnji, odwiedza Lutra, mówi z nim o reformie Zakonu, o czem donosi cyframi do Królewca, najgłębszą zachowując tajemnicę.

Wcześniej pada jeszcze inne ważne w związku z Lutrem nazwisko, czyli Franz von Sickingen, ale on już podczas wizyty Albrechta w Wittenberdze w 1523 r., nie żył.

A te 32 strony, to jest zapis wykładu/przemówienia, wygłoszonego przez prof. Dembińskiego na publicznym popsiedzeniu PAU w czerwcu 1925. Bardzo ciekawego i puczającego, zresztą. Można się z niego dowiedzieć, że Albrecht od początku, a więc od 1511 r., parł do wojny z Polską, szukając sojuszy na wschodzie i zachodzie. I nigdy, przed 1525 r. (ale to już w innych okolicznościach), nie złożył jako Wielki Mistrz zZakonu Krzyżackiego, hołdu lennego polskiemu królowi, do czego zobowiązuwał go pokój toruński!

 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @gabriel-maciejewski
22 stycznia 2018 12:43

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=268453&from=&dirids=1&ver_id=&lp=1&QI=

Przegląd Ewangielicki nr 3 /1936

Emilia Sukertowa-Biedrawina Działdowo w dobie Reformacji

Książę Albrecht. 
"Dziwnym człowiekiem był Albrecht Hohenzollern, któremu król polski Zygmunt I nadał tytuł "Księcia w Prusiech' - (właściwym panem ziem pruskich pozostawał nadal król, władca Prus Zachodnich). Jedni historycy wychwalają Albrechta pod niebiosa, inni ganią. 
Na ogół jednak był to umysł chaotyczny, niezrównoważony, chwytający się coraz to czegoś nowego. Jako młodzieniec 21-letni obejmuje godność wielkiego mistrza, gotów zynić wszystko, co mu cesarz i papież każą, naraża ludność ziem zakonnych na ciężką wojnę i głód. Wojna ta srodze 
dała się we znaki miastu Działdowu i okolicom. 
Pod wpływem Lutra zmienia Albrecht front, naraża się swoim protektorom - cesarzowi niemieckiemu i papieżowi - ściąga na swą głowę anatemę i karę śmierci. Widząc się 
samotnym, korzy się Albrecht przed królem polskim, któremu się przeciwstawiał, przypomina sobie łączące go z Zygmuntem I węzły rodzinne. Musi się z nim liczyć, w przeciwnym razie zginie. Składa więc hołd na rynku krakowskim. Obok wielkiej mocarstwowej Polski katolickiej tworzy Albrecht małe księstwo, gdzie dochodzi do rozkwitu polski protestantyzm z jego bogatą polską literaturą." 

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @jolanta-gancarz 22 stycznia 2018 12:23
22 stycznia 2018 12:46

I jeszcze taki fragment (pogrubienia moje):

(Albrecht) postanowił siebie przemóc i złożyć przysięgę, ale nie tę, którą "wieczysty pokój" przepisywał, nie jako wielki mistrz Zakonu, któremu już sam się sprzeniewierzył, tylko jako książę świecki. Podjął i zamierzał urzeczywistnić myśl wielkiego reformatora - Lutra. Orężem nie mógł księstwa utrzymać, jako zupełnie samodzielny władca, bo oręż wypadł mu z ręki, nie mógł rzucać wielkich gróźb, że pójdzie pod Kraków, aby tu królowi polskiemu walną wydać bitwę, zbliża się przez Śląsk do Krakowa, aby królowi polskiemu złożyć hołd jako lennik, jednak za wysoką cenę, za uznanie prawa dziedzicznego do ziemi Zakonu. Albrecht wiedział co czynił, działał z całą świadomością i jasno określonym programem. Inicjatywa sekularyzacji Prus i przysięgi lennej wyszła od samego w. mistrza Zakonu i może być uważaną za ostatnie ogniwo długiego a krwawego historycznego procesu. Zakon odbiegł już dawno od swego przeznaczenia, odbiegł daleko od źródła duchownego życia i chrześcijańskiego powołania. "Szpital" niemieckiego rycerstwa stał się warownią niemiecką, ogniskiem politycznem, świeckiem, ogniskiem państwowych ambicyj i pożądań mocarstwowych. Zakon sekularyzował się sam duchowo, zanim formalna i oficjalna nastąpiła sekularyzacja.

Chwilę potem wymienia Dembiński biskupa Tomickiego, jako współautora "hołdu pruskiego"... No to jak Acta Tomociana mają być przetłumaczone na polski?

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski
22 stycznia 2018 17:04

Przepraszam, że się nie wtrącam, ale mam trochę zajęć. Z niezrozumiałych przyczyn nie ma jeszcze naszego dzisiejszego nagrania, na które czekam, bo wyszło bardzo fajnie...dziwne...

 

zaloguj się by móc komentować

bolek @gabriel-maciejewski
22 stycznia 2018 17:26

" Z niezrozumiałych przyczyn nie ma jeszcze naszego dzisiejszego nagrania, na które czekam, bo wyszło bardzo fajnie...dziwne... "

Kolaudacja? ;-)

zaloguj się by móc komentować



Brzoza @mniszysko 22 stycznia 2018 11:40
22 stycznia 2018 19:14

> dla mnie jest to bardzo wymowne, że właśnie tam w dawnych Inflantach, też odprawiają się msze św. w naszej sprawie

:)

zaloguj się by móc komentować

tadman @gabriel-maciejewski
22 stycznia 2018 19:37

Chyba ze mną coś nie tak, bo podczas dzisiejszego odcinka cały czas uśmiechałem się. W tym odcinku rozmawiający dobrze się uzupełniali.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
23 stycznia 2018 00:44

Świeży urobek z "górniczego przodka" cały ten tekst, prawie że promieniotwórczy, na pewno wybuchowy.

"... różnych demaskatorów i facecjonistów, a także Magdę Ogórek. Ludzie ci piszą książki typu „Córki Wawelu”, albo „Klątwy, mikroby i uczeni”." A nie napisaliby oni na ten przykład "Ołtarz mariacki i tajemnica skoczogonków"? Na pewno pani Ogórek napisze.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @mniszysko 22 stycznia 2018 11:40
23 stycznia 2018 00:48

Dzięki za Najświętszą Ofiarę Eucharystii. Zgadza się. Jest tak jak Ojciec pisze. To jest warunek sine qua non.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @jolanta-gancarz 22 stycznia 2018 12:23
23 stycznia 2018 00:54

"o czem donosi cyframi do Królewca,"

Zaraz, zaraz, a kto to się lubował pasjami w numerologii? Coś majaczy mi się jakby przez mgłę? O wiem! No przecież, Etruskowie! 

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @Magazynier 23 stycznia 2018 00:54
23 stycznia 2018 06:48

Oni to raczej taka numerologia stosowana.

zaloguj się by móc komentować

tadman @gabriel-maciejewski
23 stycznia 2018 08:53

Nasz Ulubiony Poseł PiS (NUPPiS), czyli Dominik Tarczyński został wiceprzewodniczącym Europejskich Konserwatystów Rady Europy.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @Magazynier 23 stycznia 2018 00:54
23 stycznia 2018 10:46

 

No przecież, Etruskowie!

W owe czasy wiedza ta była dostępna i stosowana w kręgach uczonych. 

Obok twardego jądra tradycji ustnej 'etruskiej' współistniał nurt chrześciański, który był m.in. wprzęgnięty w naprawę zegara kalendarzowego. Z juliańskiego w gregoriański prześlizgnięcie się o dni siedem poprzedzone zostało bacznymi obserwacjami, trwającymi dziesięciolecia. Bowiem to ważne, w polu i zagrodzie o morzach i oceanach nie mówiąc, kiedy następują astronomiczne przesilenia. Harmonia mundi.

Zsynchronizowano bazę danych tego co było wiadome o wiekach wcześniejszych z dominującą narracją oficjalną. Dopisując sporo. To odnosi się do wieku XVI i późniejszych. 

W naszych wiekach XX i XXI jakże przesiąkniętym, oficjalnie, wiekiem XVIII  nadal twarde jądro tradycji ustnej praktykuje i kieruje się w swoich odsłonach politycznych wielce wymowną żonglerką liczbami. 

Ach ten pamiętny dzień 09.09.2007 toż to czystej wody 'nowenna'. Kurtyna.

Dlaczego wybrano datę 21.12.2017 do podpisu pod paktem angielsko-polskim? Czy to taki janusowy prezent w dniu urodzin gromowładnego francuskiego Jupitera? 

Czy okultystyczne odniesienie do kombinatoryki liczbowej kryjącej się za 331? Owe trzy-trzy-jeden ma symbolizować dwa trójkąty z poczywającym punktem w środku gwiazdy.

Na szachownicy politycznej laufery i koniki - polityczny personel trzyma fason - przemieszczają się w labiryncie dat jak im przykazał mufti, władca pól i liczb. 

Mufti ogarnia i zbiera fragment do fragmentu w skrytym zakładzie o nieustający współakord z harmonia mundi.

zaloguj się by móc komentować

Paris @tadman 23 stycznia 2018 08:53
23 stycznia 2018 17:49

To teraz ten  burak bedzie zadawal szyku w brukselce...

... znaczy sie, ze ten unijny  bardak bedzie sie walil coraz szybciej... bo do  Nigela to mu  duuuzo brakuje.  Dobrze, ze pozbyli sie tego patalacha.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować