-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Charles Manson i jego wpływ na kulturę polską

Miałem dziś znowu pisać o Vollardzie, ale umarł Manson. Uważam, że jest to tak istotne wydarzenie, że trzeba mu poświęcić notkę. Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego, wyjaśniam – skończyła się właśnie epoka dzieci kwiatów. Do piekła poszedł ostatni jej bard, człowiek emblemat i człowiek symbol – Charlie, Charlie….

Gadaliśmy tu ostatnio o skandalistach, a dziś powiem słowo o ewolucji skandalu obyczajowego. Porównajcie poczciwego Ropsa, człowieka pracującego na zlecenie urzędników III republiki z Mansonem. Biedny Rops zalecał się do nieletnich, które potem, kiedy on miał już spory brzuszek, a one wąs i wielki tyłek, odwiedzały go w pracowni, chcąc nadrobić zaległości z wczesnej młodości. Rops jednak nie był już taki skory do pieszczot. Miało to swój styl i pewną poczciwość, którą z wielkim wdziękiem opisuje Vollard. W Mansonie nie było żadnego wdzięku. Pewnie dlatego, że urzędnicy amerykańscy, którym istnienie Mansona było na rękę stwierdzili, że szkoda takiego świra stylizować. Poza tym Charlie jako produkt, adresowany był do istot całkowicie samotnych, dotkniętych obsesjami, nieletnich i uzależnionych. Ktoś może się zdziwić, że ja z taką pewnością piszę o związkach Mansona z systemem. A jak mam pisać? Schwytanie Charliego i jego bandy nie powinno sprawiać kłopotu nawet policjantom z Mławy, a co dopiero z Los Angeles. Charlie żył i zabijał, bo był komuś potrzebny, tak jak potrzebny był Rops. Zmieniła się tylko epoka i metody. W Ameryce jak wiemy ludzie nie znają się na żartach. Oni chcą uchodzić za zabawnych i robią nawet filmy komediowe, ale normalnie w życiu, wszyscy są serio. Tak jak Charlie, ponury gnom, z gnatem wciśniętym za pasek.

Skąd dowiedziałem się o Mansonie? Z prozy Krzysztofa Kąkolewskiego, a konkretnie z książki zatytułowanej „Wybrańcy bogów umierają młodo”. Książki słabej, oszukanej, będącej wynikiem niejasnych towarzyskich kompromisów. Kąkolewski opisuje w niej Polańskiego, Frykowskiego i resztę tych nieszczęsnych istot, tak jakby byli to ludzie, których talent i wewnętrzne piękno wyniosły na piedestał dostępny nielicznym. Charlie zaś i jego banda to ci, którzy im zazdrościli wszystkiego i dlatego w nocy wymordowali tych biedaków pastwiąc się nad ciężarną Sharon Tate. Kąkolewski uchodził do końca życia za pisarza przeciwnego systemowi. I pewnie takim był, jego książka jednak, o tych całych wybrańcach bogów, jest nie do czytania, jest spłatą zaciągniętych gdzieś zobowiązań.

Pisałem już o tym, ale jeszcze powtórzę – Sharon Tate nie zginęła dlatego, że dziewczyny Mansona nienawidziły jej urody i jej pozycji, nie zginęła też przypadkiem. Zabili ją bo była niewygodnym świadkiem porachunków jakie banda Mansona załatwiała z Frykowskim. Nie pamiętam już kto o tym pisał, ale sugestia była tak, że ludzie Mansona byli do wynajęcia, a Frykowski, któremu się zdawało, że Los Angeles to Łódź tylko taka większa i bardziej pedalska, był komuś winien pieniądze, ponoć czarnym handlarzom narkotyków. Ja nie wiem jak to jest z tą dystrybucją narkotyków, ale przypuszczam, że na pewno nie jest ona puszczona samopas. Skoro handel wódką i papierosami objęty jest monopolem państwa, trudno przypuścić, by inaczej było w przypadku narkotyków. Monopol ten jednak utrzymywany jest po prostu innymi metodami. Tych spraw nie rozumiał zupełnie biedny idiota Frykowski, który przyzwyczaił się, że jego ojciec trzęsie całym krajem, mimo komunizmu i wyznacza ceny dolara na czarnym rynku. Słowo o Janie Frykowskim, którego w sposób skrajnie nieszczery opisuje Kąkolewski. Jan Frykowski wraz z bratem zaczął karierę w tekstyliach jeszcze przed wojną. Kąkolewski pisał, że był wyjątkowo uczciwy i temu zawdzięczał swój sukces. Szkoda, że Kąkolewski nie był tak uczciwy jak Frykowski i skazano go przez to na zapomnienie. Za Hitlera wszystkie łódzkie żydy poszły do getta, wyjątkiem byli dwaj bracia Frykowscy. O tym też pisze nam ś.p. Krzysztof Kąkolewski. Po wojnie, wszyscy przemysłowcy łódzccy zostali znacjonalizowani, z wyjątkiem – no zgadnijcie kogo? Bingo. Z wyjątkiem braci Frykowskich, którzy po prostu stali się gospodarczym ramieniem politycznej mafii rządzącej krajem po wojnie. I tak do momentu, kiedy chamy wypychać zaczęły żydów od koryta. Wtedy Frykowski został sprowokowany do ucieczki, potem schwytany i zapuszkowany. Misja i funkcja Jana Frykowskiego po wojnie była tak oczywista, że tylko skrajny idiota nie mógł zrozumieć o co chodzi. Tak oczywista była ta funkcja, że gazownia piórem Bikontowej, jeszcze niedawno próbowała przekonywać czytelników, że Frykowski to był z przekonania endek, a jego garbaty nos to był nos góralski. Nie wierzycie, to sobie ten tekst wyguglajcie. Syn Jana, Wojciech, był tak zwanym złotym młodzieńcem. To znaczy bawił się z przytupem i te zabawy również opisuje Kąkolewski, ale nie ocenia ich w żaden sposób. Frykowski zaś potrafił porwać z ulicy dziewczynę, zawieźć ją do mieszkania, przelecieć i wyrzucić za drzwi. Taki miał temperament i takie humory. Jak ktoś bronił dziewczyny dostawał w ryj, a pan Wojtek był bardzo silny i szybko wszyscy się przekonali, że nie warto z nim zadzierać. Z tym przekonaniem właśnie udał się do Ameryki i tam próbował ponoć dystrybuować substancje odurzające. Ożenił się też z bogatą panną, której zniszczył życie. W Polsce ożenili go z Agnieszką Osiecką, wschodzącą gwiazdą polskiej estrady. Po prostu mu tę Osiecką kupili, ale ona po pół roku małżeństwa, jakoś się z tego wymiksowała, widząc z kim ma do czynienia.

W USA Frykowski został, jak to nam pisze Kąkolewski, ochroniarzem Polańskiego. I tak jego droga skrzyżowała się z drogą Charliego. Kim był Polański wszyscy mniej więcej wiedzą. Nie każdy jednak pamięta, że feralnej nocy w domu Polańskiego, pod jego nieobecność, miał się także znaleźć Jurek Kosiński, ale – co za bieg okoliczności – zgubili mu walizkę na lotnisku i nie dojechał. Frykowskiego zadźgali nożami, podobnie było z resztą towarzystwa. Prasa zaś i telewizja zrobiły swoje i odpowiednio całą rzecz nagłośniły. Było to jeszcze przed słynnym molestowaniem jakiego Polański dopuścił się wobec nieletniej. Być może – a dlaczego nie? Cała ta sprawa z nieletnią jest dęta i rozdęta po to, by zasłonić szczegóły morderstwa dokonanego na żonie Polańskiego, Frykowskim i ich przyjaciołach. Tak tylko gdybam…

Kim był Manson? Popaprańcem, bękartem, świrem poszukującym spełnienia 24 godziny na dobę, co się oczywiście podobało podobnym jemu dziewczętom wariującym wprost z tego niezrozumienia, które je otaczało ze wszystkich stron. Charlie zaś rozumiał wszystko i wszystkich. Nauczył się kilku akordów na gitarze i siadywał przy drodze brzdąkają coś tam i mrucząc pod nosem. Kiedy jakiś jasnowłosy anioł w powłóczystej sukni pytał go – kim jesteś, Charlie odpowiadał bez wykrętów i fałszywego wstydu – jestem bogiem spółkowania. Wyglądał rzecz jasna jak prorok, bo niby jak miał wyglądać. Był tańszy w utrzymaniu niż Rops, ale miał ważniejszą niż on funkcję. Niestety jego oczekiwania rozminęły się z oczekiwaniami systemu i Charlie trafił do pudła, gdzie siedział do wczoraj. Dlaczego nie zasądzono mu kary śmierci? Nie mam pojęcia, myślę, że powodem było to iż to nie on mordował. On to tylko zlecił, w dodatku na czyjąś prośbę.

Jego wpływ zaś na kulturę polską był przemożny i nie da się go przecenić. Bez niego nie byłoby pisarzy takich jak Krzysztof Kąkolewski, nie byłoby Polańskiego, bo kto by oglądał te beznadziejne gnioty, gdyby nie Manson i jego banda, nie byłoby także wielu innych legend. A tak są i my dziś, możemy się zastanawiać nad tym, jakie to dziwne, że ten nieszczęśliwy w istocie człowiek, ten kurdupel bez domu i przyszłości, tak mocno się dla nas zasłużył….Charlie, Charlie….

 

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące wspierali ten blog dobrym słowem i nie tylko dobrym słowem. Nie będę wymieniał nikogo z imienia, musicie mi to wybaczyć. Składam po prostu ogólne podziękowania wszystkim. Nie mogę zatrzymać tej zbiórki niestety, bo sytuacja jest trudna, a w przyszłym roku będzie jeszcze trudniejsza. Nie mam też specjalnych oporów, wybaczcie mi to, widząc jak dziennikarskie i publicystyczne sławy, ratują się prosząc o wsparcie czytelników. Jeśli więc ktoś uważa, że można i trzeba wesprzeć moją działalność publicystyczną, będę mu nieskończenie wdzięczny.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

gabrielmaciejewski@wp.pl

Przypominam też, że pieniądze pochodzące ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego przeznaczamy na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie ksiądz prałat dokonał swojego dzieła, a gdzie obecnie pełni posługę nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek.

Zapraszam też do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze, do Tarabuka, do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu GUFUŚ w Bielsku Białej i do sklepu HYDRO GAZ w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

 



tagi: manson  polański  frykowski 

gabriel-maciejewski
20 listopada 2017 09:54
18     1092    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
tadman @gabriel-maciejewski
20 listopada 2017 10:27

W 1974 roku wszedł na ekrany kin film Chinatown, w którym właściciel wytwórni filmowej żyje w związku kazirodczym ze swoją córką. Ploty (rozpuszczali je ludzie Polańskiego?) łączyły tego bohatera z możną osobą z Hollywood. A więc sprawy z gwałtem na nieletniej to z jednej wykorzystanie informacji o skłonnościach Polańskiego, a z drugiej to skuteczne zastraszenie reżysera i wyeksportowanie go poza USA. Tu można też podnieść argument, że reżyserowi wydawało się, podobnie jak Frykowskiemu, że mu wszystko wolno, a tu taki zonk. Symptomatyczne, że pomimo tylu lat nic mu nie zrobiono, tylko od czasu do czasu, dla otrzeźwienia fingowano bliskość aresztowania. Brali w tym udział również nasi nieprzekupni sędziowie.

Chinatown nie był gniotem, może jest to film zbyt efekciarski, ale pamięta się go.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @tadman 20 listopada 2017 10:27
20 listopada 2017 10:35

Moim zdaniem właśnie Chinatown jest najgorszym gniotem

zaloguj się by móc komentować


parasolnikov @tadman 20 listopada 2017 10:27
20 listopada 2017 10:42

Nic nie pamięteam z Chinatown oglądam kupe starych filmów i te z lat 60-70 dają radę. A to była męczarnia sam nie wierze, że dobrnąłem do końca tego kaszana...

 :)

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @bendix 20 listopada 2017 10:41
20 listopada 2017 10:44

Klimat nudy, dłużyzny i tandety nie wiem dalej jak to możliwe że to dziadostwo zdzierżyłem do końca...

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
20 listopada 2017 10:46

Pamiętam tamten mord. Już byłam dorosła. 

Właściwie nie chcę o tym pisać. Jak się to wówczas odbierało.

I nigdy nie mogłam oglądać jego filmów. W sumie zobaczyłam 2, ale już nigdy więcej nie chciałam. Poczucie, że są nienormalne jakieś. Nie wiem czy są dobre czy nie. Odstręczało tamto wydarzenie.

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @gabriel-maciejewski
20 listopada 2017 10:47

oczywiście nic nie wiedziałam o polskim wątku

.

 

zaloguj się by móc komentować

marek-natusiewicz @Maryla-Sztajer 20 listopada 2017 10:46
20 listopada 2017 10:50

Frykowski był producentem filmu dyplomowego Polańskiego, w kórym to bandziory opłacone przez F. napadają na zabawę studencką... Pełny autentyk !

zaloguj się by móc komentować

bendix @gabriel-maciejewski
20 listopada 2017 11:01

https://www.youtube.com/watch?v=6FnEhKgVks4
 

Kiepski ten filmik. Mega kiepski.

zaloguj się by móc komentować

bendix @bendix 20 listopada 2017 11:01
20 listopada 2017 11:03

Miało być do P. Marka.

Tytuł:

"Rozbijemy zabawę" z 1957

zaloguj się by móc komentować

tadman @parasolnikov 20 listopada 2017 10:42
20 listopada 2017 11:13

Widziałem go zaraz jak trafił do Polski i później nie, więc może zmieniłbym zdanie.

zaloguj się by móc komentować

chlor @Maryla-Sztajer 20 listopada 2017 10:46
20 listopada 2017 11:30

Polański mówił, że glównym pomysłem na "Chinatown" było zakończenie go absolutnym triumfem zła, by potrząsnąć widzem przywykłym do normalnych kryminałów. Zresztą podobnie kończy się "Dziecko Rosemary" i "Autor Widmo".

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @chlor 20 listopada 2017 11:30
20 listopada 2017 12:12

Widziałam Dziecko Rosemary...jeszcze TEN budynek - dla wielu 'kultowy'.

Potem jeszcze coś śmiesznego z wampirami i czosnkiem. Alee

Nie.

Źle znoszę filmy. Za duże natężenie wszystkiego. Wolę ksiązki.

.

 

zaloguj się by móc komentować


krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski 20 listopada 2017 10:35
20 listopada 2017 15:29

Zgadzam się. Ja Chinatown widziałem raz i nie podobał mi się tak bardzo, że już więcej nie próbowałem.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski
20 listopada 2017 15:35

On dostał czapę. Za zabójstwo jakiego osobiście dokonał już nasttępnego dnia na małżeństwie LaBianca. No ale w Kaliforni zdelegalizowano karę smierci i zmieniono mu wyrok na dożywocie.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
21 listopada 2017 11:49

„tak się składa, że chce jedynie przedstawiać świętych w kontekstach pornograficznych.”

Niezbadane są ścieżki „geniuszy” …

„Oto Vollard oczekuje na przybycie swojego przyjaciela w jego mieszkaniu. Nie wyjawia nam jego nazwiska, ale mówi, że to bliski przyjaciel. Okno jest otwarte i – co za zaskoczenie – zaczynają przez nie wlatywać gołębie, które po kolei, patyk, po patyku, rozpoczynają budowę gniazda na jakimś doniczkowym, egzotycznym kwiatku. Vollard przepędza je i każe służącemu rozsypać trochę ziarna w ogrodzie, by ptaki się czymś zajęły. Kiedy ziarno jest już rozsypane, nie wiadomo skąd wyłażą dwa tłuste szczury, które przepędzają gołębie i zjadają cały poślad. Nieopodal w ogródku Vollard dostrzega jakiegoś staruszka, dziadunio pieczołowicie plewi grządki. Na głowie ma słomkowy kapelusz i odziany jest cały w płócienny strój ogrodnika. Nie widać dokładnie jego twarzy. Kiedy Vollard wychodzi mija owego staruszka i dopiero wtedy zauważa, że to Tygrys – Georges Clemenceau, minister spraw wewnętrznych, minister wojny i dwukrotny premier rządu republiki.”

To otwarte okno ... Obraz którego nie powstydziłby się Jacek Malczewski, gdyby miał możliwość tworzenia ruchomych obrazów i zajął się głębiej III Republiką. Nierozłącznie z akapitem o łapówie dla Brytoli za udział w wojnie w postaci pól naftowych w Mosulu. Oba akapity to scenariusz animowanego filmiku wirtualnego.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski
21 listopada 2017 11:52

"Degas, Cezanne i Renoir – byli wielokrotnie zbulwersowani polityką republiki, ciepło odnosili się do Kościoła, a Degas w czasie afery Dreyfusa, wyrzucił z pracowni, gołą już całkiem modelkę, tylko dlatego, że była protestantką, a protestanci razem z Żydami popierali Dreyfusa. Renoir bardzo brzydko wypowiadał się o republice, uważał, że w Hiszpanii jest o wiele lepszy ustrój, nie ma tam republiki, która doprowadza kraj do rozkładu i dewastuje wszystko, od kultury począwszy"

Budujące. Ciekawe tylko, co by się stało z panią Paris, gdyby w towarzystwie zaczęła opowiadać te historyczne anegdoty? Na wszelki wypadek odradzam jej ujawnianie tej wiedzy.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować