-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Budzimy sowy o świcie - Dreyfus, Petain, Listkiewicz

Wydarzyła się tu wczoraj rzecz niezwykła. Siedziałem z książką w ręku na wprost okna, jakieś 30 metrów nad poziomem jeziora, która się pod tym oknem rozciąga. Jezioro zasłonięte jest gałęziami klonów gęsto porastającymi brzeg i w dzień widać tylko jego fragmenty. Było już ciemno, okno otworzyłem szeroko i słuchałem głosów dochodzących z ciemności, podczytując od czasu do czasu co tam pani Arendt napisała w swojej niezwykłej książce. Nagle usłyszałem głos sowy, to znaczy wiedziałem, że to jest głos sowy, ale za nic nie potrafiłbym go przyporządkować konkretnemu gatunkowi, z całą pewnością nie był to puszczyk, prędzej włochatka, albo sowa jarzębata. Odezwała się raz, drugi, potem trzeci, a chwilę później siedziała już na parapecie okna na wprost mnie. To było naprawdę niesamowite. Obróciła głową w prawo, potem w lewo, nastroszyła się, wydała ten dziwny dźwięk i odleciała w ciemność. Słyszałem ją jeszcze przez chwilę, zanim nie odleciała na drugi brzeg jeziora. - Sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu – przemknęło mi od razu przez głowę. To znaczy, że wyjaśnić możemy tylko te sprawy, który już się zdarzyły, a nie te które dopiero będą. No nie wiem...ja sądzę, że możemy dziś podjąć pewne ryzyko i popróbować wyjaśniania spraw przyszłych.

Zaczynamy.

Arendt z sobie tylko znanych powodów łączy sprawę Dreyfusa ze sprawą Petaina. Dla niej, a sądzę, że także dla innych Żydów, to są kwestie nierozerwalne. My, postronni obserwatorzy, niewiele rozumiejacy z historii w ogóle, a z historii III Republiki prawie nic, nie potrafimy pojąć, jak zmarły w roku 1935 Dreyfus, mógł mieć wpływ na firmującego rząd Vichy Petaina. Ona to w zasadzie wyjaśnia, ale nie wprost przecież. Chodzi o armię i jej przeznaczenie. Bo w tej formule zawiera się istota obydwu afer – Dreyfusa i Petaina, a także innych afer targających III republiką. Rządy w Paryżu, po roku 1871 miały do rozwiązania jeden najważniejszy problem – jak skłonić armię do posłuszeństwa. Ta bowiem nie była wcale armią republikańską. I to nam pani Arendt pisze wprost – armia francuska, po tych wszystkich rewolucjach i komunach, była armią katolicką, armią zachowawczą, którą oczywiście próbowano wplątać w różne afery, ale szło to opornie. Armia ta miała swój sposób wyłaniania liderów, szydzono wprost, że za hierarchią wojskową we Francji stoją jezuici. Arendt zaś pisze nam, że Kościół stosował wobec armii zasadę, której był wierny zawsze – dawać szansę zdolnym, bez względu na ich pochodzenie. To się bardzo pani Arendt nie podoba, nie potrafi ona ukryć niechęci do tej zasady. Do armii aspirowali Żydzi, ale ich tam nie wpuszczano. Kiedy w końcu trafił się jeden Żyd w sztabie generalnym – Dreyfus, od razu wybuchła największa z afer, która przyćmiła nawet aferę panamską. W tej ostatniej także brali udział Żydzi, ale pani Arendt zdaje się tego nie zauważać. Jak już pisałem, Francuzi chcieli rządzić światem, poprze kontrolę globalnego transportu. De Lesseps wybudował najpierw Kanał Suzeski, który odebrał mu Rotszyld z Londynu, w imię królowej, potem wziął się za Kanał Panamski, który odebrali mu Amerykanie kompromitując przy tym III Republikę i dewastując budżety francuskich ciułaczy. Istotę tej ostatniej afery pani Arendt wyjaśnia dokładnie – żeby uzyskiwać gwarancje na obligacje pożyczkowe trzeba było przekupywać parlamentarzystów, a w III Republice rządy i parlamenty zmieniały się często. Konieczny był pośrednik pomiędzy inwestorem, a polityką. Od razu pojawiło się dwóch – Jakub Reinach i Cornelius Hertz, obydwaj Żydzi, a ten ostatni na dodatek był jeszcze amerykańskim agentem. Domagali się oni ogromnych prowizji za swoje usługi, z których w pewnym momencie przestali się wywiązywać. I tak zbankurtowało Towarzystwo Kanału Panamskiego. Pan Reinach, przerażony tym co się stało poleciał, choć Żyd, do największego w całej Francji anttsemity, pana Drumont, wydającego pismo – o zgrozo – Libre parole – i tam uzgodnił, że po kawałeczku, żeby zwiększyć udrękę polityków umoczonych w aferę, będzie publikował listę nazwisk skorumpowanych osób. Pan Hertz zachował zimną krew, a potem ze spokojem doprowadził pana Reinacha do samobójstwa. III Republika zaś zatrzęsła się w posadach. Armia w tym czasie pozostała niewzruszona. Armia nie miała zamiaru walczyć w interesach III Republiki, to ważne dla naszych rozważań, armia po doświadczeniach z roku 1871 i lat komuny, chciała zachować status quo i wciągać w swoje struktury coraz więcej zdolnych, młodych ludzi, którzy mogliby służyć Francji. O tym pani Arendt nie pisze, pisze za to o skandalicznych aferach w sztabie generalnym, o tym na przykład, jak oficerowie sprzedawali preparowane informacje niemieckim agentom. Ja zawsze myślałem, że jak jakiś oficer sprzedaje wrogowi kłamstwa i jeszcze bierze za to pieniądze, to ma zasługę. No, ale widocznie się myliłem i jest to objaw degeneracji.

O ile Amerykanie chcieli jedynie Francuzów okraść i podporządkować ich sobie, o tyle Brytyjczycy mieli szczery zmiar wysłać ich na wojnę przeciwko Niemcom, którzy właśnie zaczęli rozbudowywać flotę i przemysł chemiczny. Reprezentatnem interesów amerykańskich we Francji był sam Georges Clemenceau. Reprezentatntem inreresów brytyjskich był wspomniany tu już pan Drumont, znany antysemita. Byli nimi także ojcowie augustianie, wydawcy rzekomo katolickiego pisma La Croix. To pismo było tak samo katolickie, jak Tygodnik Powszechny mniej więcej.

Wracajmy jednak do armii. Według Arendt armią rządzili jezuici i to oni, nie Żydzi chcieli przejąć absolutną władzę we Francji i chcieli doprowadzić do upadku republiki. Mimochodem pisze nam autorka, że bogaci Żydzi przenikali do sfer arystokratycznych i tam próbowali montować różne monarchistyczne koalicje, celem przywrócenia króla. Zawsze bowiem to lepiej pilnować jednego degenerata, niż całej ich gromady, zwanej parlamentem. No i taniej to wychodzi. Według Arendt w aferze panamskiej nie było winnych, a pan Hertz po prostu korzystał ze zdeprawowania polityków republiki. Pożyczka jakieś naród udzielił Lessepsowi przepadła co prawda, ale najważniejsze, że uratowano republikę właśnie, do której Arendt ma stosunek nabożny. Kiedy zaś pisze o Clemenceau używa zwrotu – uwaga – jakobińska sprawiedliwość. I jest to nacechowane młodzieńczym i dziewczęcym afektem. Jakobińska sprawiedliwość jest w tej książce przeciwstawiana zgliniznie moralnej armii i jezuitów. Jeśli Wam się zdaje, że ona wspomina choć raz o wyrzuceniu jezuitów z Francji, o sekwestrze nieruchomości, odebraniu im szkół i ośrodków wychowawczych, to się grubo mylicie. Ona o tym nie pisze nigdzie. To są sprawy nie istniejące. Nie ma tego. Jezuici chcieli przejąć władzę nad krajem za pomocą armii i zniszczyć jakobińską sprawiedliwość reprezentowaną przez Clemenceau, ale im się nie udało, choć stosowali różne chwyty. Oto książę Orleanu, bankrut i aferysta załorzył brygadę rzeźników, oczywście sponsorowany przez jezuitów. Należeli do niej rzeźnicy paryscy, gotowi mordować na zawołanie. Wszyscy należeli do Ligi Antysemickiej, która miała swoją siedzibę w nowoczesnym budynku zaopatrzonym we wszystkie zdobycze techniki, dzwonki elektryczne, kraty w oknach, pocztę pneumatyczną itp., itd. Brednie te opowiada Arendt bez mrugnięcia okiem. Pisze też, że największą świnią w całej armii był major Esterchazy, który zwiał do Londynu, przyznając się wcześniej do tego, że sfałszował rzekomy donos Dreyfusa pisany do Niemców. Nigdy nie zgadniecie czym się ten facet zajmował i na czym zarabiał. Otóż notorycznie obrażani przez swoich kolegów Francuzów, żydowscy oficerowie wynajmowali go jako sekundanta. Niezwykłe prawda? Kreatura środowisk żydowskich, fałszuje donos, rzekomy dowód w sprawie o szpiegostwo, w której oskarżonym jest pierwszy w historii Żyd pracujący w sztabie generalnym. A kto go tam zatrudnił i w jakim celu? My nie wiemy kim był pan Dreyfus, bo postać tę przedstawia się zwykle w aurze męczeńskiej. Pani Arendt zaś zdradza nam, że był to aspirujący przygłup, który po paru głębszych opowiadał o swoim majątku i możliwościach rodziny, a także o tym ileż to dziewcząt oglądało się za nim na ulicy, kiedy szedł w paradnym mundurze. Nie może więc nikogo dziwić, że koledzy nie przepadali za jego towarzystwem. Rodzina pana Dreyfusa wydała masę forsy, żeby nic mu się nie stało w więzieniu i na tej diabelskiej wyspie, gdzie go naprawdę, czy też rzekomo zawieziono.

Nie wchodząc w jeszcze głębsze szczegóły – sprawa wyglądała tak – armia, tradycja i Kościół, a naprzeciwko parlament, aferzyści, Rotszyld i aspirujące rodziny żydowskie. W tle globalne interesy, których bez wpędzenia armii w pułapkę wojny załatwić się nie da. Żeby tę pułapkę zmontować potrzebna jest kontrola nad armią, a tę uzyskuje się za pomocą prowokacji. Nigdy nie zgadniecie kiedy zawiązała się Liga Antysemicka i kiedy na ulicach zjawiły się prawicowe bojówki bijące zwolenników Dreyfusa. Dopiero po tym, jak Clemenceau opublikował w Aurorze swoje oskarżycielskie teksty i dopiero jak swój tekst pod tytułem Oskarżam opublikował tam Zola. Nie wcześniej. Mamy tu więc klasyczny więc przykład montażu ulicznego, a pani Arendt z płaczem niemal wyznaje, że tym bojówkarzom wstrętnym pomagała policja. Oczywiście, że pomagała, bo to byli ich koledzy, tyle, że w cywilnych łachach. Mimo tych wszystkich zabiegów armia ani drgnie. W tle mamy cały czas dzikie prześladowania Kościoła i trwający proces kanonizacji Joanny D’Arc, o którym Arendt nie wspomina, bo to jest dla niej folklor bez znaczenia. Żeby zdewastować armię i wysłać ją na wojnę potrzebne są nie afery, ale całe wiązki afer i one wybuchają jedna po drugiej – Boulanger, afera fiszek i kilka pomniejszych historii. Dreyfuss ciągle jednak jest motywem wiodącym, no i ta Liga Antysemicka, co ma siedzibę w centrum Paryża w nowoczesnym budynku, którego policja nie umie namierzyć. I jeszcze jedna rzecz – kiedy drobni ciułacze pożyczają Lepepsowi pieniądze wykupując rządowe obligacje, to są według Arendt frajerami zasługującymi na współczucie. Potem zaś pada zdanie – Rotszyld pożyczył pieniądze Rosji. Zaraz, przepraszam, jak to pożyczył? Wyjął z szafki i pożyczył? No skąd, dostał gwaracje rządu i rozpoczęto sprzedaż obligacji. To jasne. Pożyczka Rotszylda zaś została oficjalnie nazwana rządową pożyczką dla Rosji. I to pani Arentd nie przeszkadza, ona nie widzi w fakcie kupienia przez Rotszylda rządu III Republiki niczego nadzwyczajnego. Pewnie nie wdziała także niczego nadzwyczajnego w wykupieniu przez durgiego Rotszylda akcji Kanału Sueskiego, bo to taka gospodarka nie związana z polityką. Co innego jezuici, którzy chcieli zawładnąć Francją i zniszczyć jakobińską sprawiedliwość.

To nie jest idiotka, myliłem się, to jest bardzo kokieteryjna oszustka. Petain zaś łączy się w jej umyśle ze sprawą Dreyfusa, ponieważ Petain był ostatnim żołnierzem starej Francji i doskonale wiedział, jakie były kulisy afer toczących się przed I wojną i po niej nad Sekwaną. On także, podobnie jak jego poprzednicy, próbował w czasach trudnych ocalić armię, armię która miała się wykrwawiać na froncie w imię interesów amerykańskich i brytyjskich. Miała być kartą przetargową w wewnętrznych anglosaskich ustaleniach dotyczących podziału wpływów na globie. Petaine zaś grzecznie skapitulował, przez co nazwano go zdrajcą i wytoczono mu proces. Nie wystąpił w obronie jakobińskiej sprawiedliwości, bo wiedział czym to się skończy. Całe szczęście znaleziono innych frajerów, którzy dzielnie stawili opór niemieckim kolumnom pancernym wyekwipowanym przez niemiecki przemysł, w który wpompowano amerykańskie pieniądze. Tymi głupkami byli oczywiście Polacy.

I teraz ważna rzecz – w roku 1907 powstają słynne Brygady Tygrysa, zorganizowane przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Georgesa Clemenceau. Wymierzone są one rzekomo w uliczny terror. No, ale jeśli mamy z jednej strony armię, która – jak pisze Arendt – próbuje w sposób pokojowy przejąć władzę. Tak to jest sformułowane nie inaczej – armia próbuje w sposób pokojowy przejąć władzę – to w takiej sytuacji potrzebne są jakieś siły o nadzwyczajnych prerogatywach, które by się temu pokojowemu przejęciu władzy mogły przeciwstawić. Oczywiście Brygady Tygrysa osaczają Bonnota i jego bandę, dochodzi do dzikiej strzelaniny, ale nie zapominajmy, że Jules Bonnot, to dawny kierowca sir Arthura Conan Doyle’a.

Jak ja to teraz wszystko połącze z Listkiewiczem i przepowiadaniem przyszłości? Prosto, z wdziękiem prestidigitatora...Oto wczoraj w radio pasierp Urbana, niejaki Strzyczkowski, prowadzący w radio ciekawe audycje, zacytował Listkiewicza. Ten zaś w jakimś wywiadzie powiedział, że w polskiej piłce źle się dzieje ze względu na deprawujący młodzież dobrobyt. Tak właśnie, młodzież nie ma motywacji, a przez to nie chce jej się grać w piłkę i nasza ojczyzna musi znosić te gorzkie porażki. A taka Francja na przykład wygrywa. Czemu? Bo tam grają imigranci, którzy mają motywację, bo chcą się wyrwać ze slumsów i podnieść swój status. I wyobraźcie sobie, że pasierb Urbana przyklasnął tej koncepcji. Ktoś tam co prawda zadzwonił do radia mówił, że to nie tak, że rodzice zdolnych chłopców płacą mnóstwo pieniędzy, żeby oni mogli trenować piłkę w dobrych klubach, że poświęcają temu życie, ale głos te utonął w cmokaniu i zachwytach jakie wydobywały się z wnętrza urbanowego pasierba, w związku ze słowami Listkiewicza. Ja nie wiem co trzeba zrobić z tym Listkiewiczem, łamanie kołem to chyba za mało, moim zdaniem. Kiedy oni wszyscy, mam na myśli piłkarskich działaczy, wreszcie wyzdychają? Nie mogę się tego momentu doczekać. Po meczu finałowym, w telewizji pokazali Gmocha, który bez żadnej żenady powiedział, że tam są interesy i różne ustalenia i ten wynik nie pownien nikogo dziwić. Listkiewicz zaś mówi, że nam się w dupach poprzewracało z dobrobytu i dzieci nie chcą przez to latać za piłką. To niezwykłe prawda? Jak myślicie, kiedy Listkiewicza zaczną zapraszać do programów publicystycznych w telewizji? Kiedy on zacznie wprost mówić o tym, że tylko przyjęcie dużej grupy imigrantów może uratować polski futbol? No, a jeśli nie imigranci, to zostaje nam już tylko gwałtowne pogorszenie statusu życia i upadek na dno, w ubóstwo i nędzę. Wtedy zaczniemy zwyciężać, a do zwycięstwa poprowadzi nas miły pan Misio. Niech go jasny szlag…

 

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl



tagi: dreyfus  petain  listkiewicz 

gabriel-maciejewski
19 lipca 2018 08:16
14     1990    15 zaloguj sie by polubić
komentarze:
JK @gabriel-maciejewski
19 lipca 2018 08:57

W niektóre soboty, około godz. 9.00, przechodzę koło stadionu Legii. Widzę tam całe zastępy chłopców z rodzicami, jednolicie ubranych w stroje piłkarskie. Każda grupa w innym zestawie kolorów. Rodzice też w zasadzie musieli zakupić sobie jakieś atrybuty przynalezności do zespołu w którym trenują ich pociechy. Na dodatek owe grupy dźwigają jakiś sprzęt w wielkich torbach dobranych pod kolor spodenek bądź koszulek. Tych dzieci są tam, jeśli nie tysiące, to przynajmniej setki. Jak widać interes kwitnie nie na osiągnięciach sportowych ile na szmatach i może to działaczom sportowym już wystarczy, bo nie daj Boże ktoś zacznie mieć osiągnięcia sportowe i następni się zniechęcą, widząc ile ów czempion musiał poświęcić by zostać mistrzem i ile naprawdę trzeba było zainwestować. 

A rodzice. Kupią "zestaw młodego sportowca". Przejadą się raz na jakiś czas na Legię, pogadają z podobnymi sobie i maja odfajkowane "dawanie szansy swoim dzieciom". Kupiłem ci szczylu getry? Woziłem na Legię? Więc o co chodzi? Jak byłeś kiepski to nie dostałeś się pierwszego składu. Było lepiej trenować.

zaloguj się by móc komentować

Draniu @gabriel-maciejewski
19 lipca 2018 10:22

U Toyaha własnie napisałem, ze nadal Polacy są poddawani selekcji negatywnej.. I w swej naiwności stwierdziłem , że sport nie nalezy do tej selekcji.. Po przeczytaniu Twojej noty/ jestes w znakomitej formie, wystarczyło kilka dni odpoczynku/ jednak muszę zastanowić się nad moim stwierdzeniem  dotyczącym sportu.. Obserwujmy ,bo na horyzoncie pojawiła się perła sportowa w postaci Igi Świątek ,wygrała finał juniorski Wimbledonu w tenisie , ma 17 wiosenek ,w przyszlym roku bedzie startował w seniorach... Zobaczymy czy jej sie uda .. Radwańska ma upartego i wojowniczego ojca ,jej sukces zyciowy zawdzięcza właśnie jemu.. Świątek wchodzi do strefy ,gdzie juz sia zaczynają olbrzymie pieniądze.. Wracając do naszych pilkarzy, zastanawijace jest to ,ze Nawałka wiedział ,ze jego jedenastka jest bez formy.. Powstaje pytanie ,dlaczego swiadomie zabrał na Mundial osoby ,ktore ewidentnie były bez formy.. A moze Boniek mu kazał? Nawałka nie wyglada na faceta z charyzmą.. Generalnie nadal nie wiemy ,dlaczego druzyna w eliminacjach szła jak burza, a na turnieju nagle przestała grać, wszystko odwrociło sie o 180 stopni..  

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski
19 lipca 2018 11:13

Co do sowy.  Dawno temu siedzieliśmy z babcia mojej żony i stało się coś bardzo podobnego. Do dziś pamiętam słowa babci Frani: "Trzeba będzie walić kitę".

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @gabriel-maciejewski
19 lipca 2018 11:50

>>> rzekomo katolickiego pisma La Croix. To pismo było tak samo katolickie, jak Tygodnik Powszechny mniej więcej <<<

Tak samo jak Najwyższy Czas jest konserwatywny czy prawicowy. Jak się przedrzeć przez dym to jest to liberalna jaczejka wyrastająca z lewicowej pulpy.

P.S. Odkąd Coryllusie komentujesz Arendt rozdwojenia doznaję. Nie wiem, o co mam się modlić dla ciebie w czasie twojego urlopu. Ze względu na nas czytelników chcę się modlić o deszcz. Dla twojej rodziny bardziej pożyteczna jest pogoda. Trzeba jednak posłuchać się chrześcijańskich nawyków a nie egoistycznych instynktów i pomodlić się o pogodę dla was i życzyć tobie i twojej rodzinie radosnego odpoczynku.

zaloguj się by móc komentować

Draniu @mniszysko 19 lipca 2018 11:50
19 lipca 2018 13:11

Zgadza się , Najwyzszy Czas jest sciemą co do treści... Mnie zastanawia jedna rzecz, jak tak niszowa gazeta potrafiła się utrzymać na rynku przez tyle lat, a sieć dystrybucji jak na taką gazetę  mają solidną.. No i jakość wydawnicza trzyma poziom.. Kolejna gazetka, ktora ma kontrolować rynek treści i ją profilowac ,tak aby inni nie mieli dostępu.. Należy rownież przypomnieć ,że ta gazeta co roku organizuje swój kongres.. Powiązani chyba są z subwencją partyjną Korwina.. A tak geenralnie to chba jest gazeta partyjna.

zaloguj się by móc komentować

onager @gabriel-maciejewski
19 lipca 2018 15:16

Lektura dzieła "Korzenie totalitaryzmu" p. Hannah Arendt  nie należy do przyjemności.  Podobnie jak dzieło p. Karla Poppera "Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie" należą do powojennego kanonu tzw. poważnej literatury demaskującej głównego ideowego sprawcę metafizycznego    zła w świecie tj. Kościół Katolicki i wyrosłą z jego nauki kulturę europejską.  Dla osób, która czerpały swoją wiedzię o historii świata ze źródeł pisanych przed II Wojną Światową z takich dziedzin jak historia filozofii, teologii, bankowości etc., tzn. nieskażonych przez różne pozytywizmy, marksizmy, kantyzmy czy fenomenologie lektura takich "dzieł" to prawdziwa katorga. Ich autorzy po prostu ignorują całą tradycję europejską, fakty, artefakty i nagle to co było szanowane, święte staje się w ich interpretacji godne pogardy, przeklęte, a nawet zbrodnicze.

Nieprzypadkowo książki te powstały w roku 1945 (Popper) i 1951 (Arendt) tj. w czasie, gdy powstawały nowe instytucje należące do New World Order tj. Trybynał Norymberski, ONZ, Układ z Wood Bretton etc.  Kościół Katolicki po obaleniu instytucji Starego Porządku tj. monarchii i zastąpieniu ich przez "masońskie demokracje", zawsze był głównym oskarżonym przez nienawidzących Nazarejczyka. To on był oskarżonym o duchowe przywództwo i wychowanie zbrodniarzy, którzy dokonali holokaustu na 'narodzie wybranym'. Że przeczyły temu fakty historyczne ?   Tym gorzej dla faktów - właśnie po to było potrzebne pisarstwo uprawiane przez p. Arendt, czy p. Poppera.

Życie intelektualistki ma swoje paradoksy. Pani Hannah była kochanką czołowego piewcy Hitlera wśród profesury niemieckiej, niejakiego Martina Heideggera - ponurej niemieckiej odmiany tzw. egzystencjalizmu, którym ks. prof. Tischner zatruwały umysły kleryków seminariów katolickich .   Z ich romansu pozostały listy miłosne - które w Polsce wydało postępiackie wydawnictwo krakowskie "Znak". 

W 1963 p. Arendt posłużyła się procesem jaki odbywał się w Jerozolimie nad jednym z organizatorów Holocaustu Adolfa Eichmanna, który to proces posłużył jej do "rozwiązania kwestii zła",  w postaci książki "Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła" .  Ponoć za treść tej książki, którą uznano za zbyt mocno odbiegającą od ideologii państwa Izrael, miała zakaz wjazdu do tegoż państwa. 

Tytuły książek produkowanych mają bardzo pretensjonalny charakter : np. " O rewolucji" ( nie polecam lektury - glut większy niż "Korzenie.."),     do innych jej książek np. "O przemocy" ...  nie próbowałem podchodzić.

Reasumując : p. Arendt z niemieckiej szkoły fenomenologiczno-egzystencjalnej (Husserl, Schler, Heidegger etc.) podjęła się rozwiązania problemu zła i cierpienia, na gruncie filozoficzno-teologicznym znanego pod nazwą teodycei. Z tym problemem dobrze radziła sobie myśli filozoficzno-teologiczna uznawana przez Kościół Katolicki. W świecie gdzie uznano Kościół Katolicki za główne źródło zła, siłą rzeczy antynazarejczycy i postępiaki muszą podać swoje racje w tych kwestiach. P. Arendt próbuje podołać temu swoją "produkcją" literacko-intelektualną. Wyniki są kiepskie, a czytanie ich wymaga wielkiego samozaparcia i cierpliwości, a wynik i tak jest beznadziejny, słowem "Korzenie totalitaryzmu": to rzecz o banalności całej twórczości prof. Hanny Arendt.

W Polsce, za nieboszczki-komuny książki H. Arendt zaczęły pojawiać się w obiegu podziemnym, bodajże w latach osiemdziesiątych w kręgach postępiaków m.in z Tygodnika Powszechnego i miesięcznika "Znak" Niestety uczelnie katolickie i seminaria duchowne po postępowym Soborze Vaticanum Secundum zostały opanowane przez postępiaków odrzucających tradycyjną filozofię scholastyczną, której filarem była myśl św. Tomasza z Aquinu.  Dzisiaj trudno jest znaleźć dobrze wykształconego katolickiego księdza.   

 

 

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
19 lipca 2018 18:33

"... ale nie zapominajmy, że Jules Bonnot, to dawny kierowca sir Arthura Conan Doyle’a."

Jaki ten świat mały...

zaloguj się by móc komentować

bozenan @gabriel-maciejewski
19 lipca 2018 19:11

"Całe szczęście znaleziono innych frajerów, którzy dzielnie stawili opór niemieckim kolumnom pancernym wyekwipowanym przez niemiecki przemysł, w który wpompowano amerykańskie pieniądze. Tymi głupkami byli oczywiście Polacy."

Charakterystyczne. 

Poza tym, po tylu aferach i kompromitacjach pozwala się Listkiewiczowi na publiczne wypowiedzi w państwowym medium.  A Kuba Strzyczkowski.....przecież to kultowa postać. Tak, Polacy uwielbiają określenie "kultowy", działa jak intelektualny paralizator. Faktycznie, nie zasługujemy na żadne inne określenie, jak głupki. 

 

 

zaloguj się by móc komentować

bozenan @krzysztof-osiejuk 19 lipca 2018 11:13
19 lipca 2018 19:12

No tak, w końcu trzeba będzie. 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @gabriel-maciejewski
19 lipca 2018 19:59

"Kiedy oni wszyscy, mam na myśli piłkarskich działaczy, wreszcie wyzdychają?"

Nawet jak wyzdychaja to prosze pamietac ze maja dzieci. One tez musza byc naobroczone.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @onager 19 lipca 2018 15:16
19 lipca 2018 21:42

Plus dla autora za tekst i plus dla komentatora za komentarz. 

 "podjęła się rozwiązania problemu zła i cierpienia, na gruncie filozoficzno-teologicznym znanego pod nazwą teodycei. Z tym problemem dobrze radziła sobie myśli filozoficzno-teologiczna uznawana przez Kościół Katolicki".

Panie onager podrzuć Pan parę tytułów o problemie zła i cierpienia sprzed "epoki" Arendt.

zaloguj się by móc komentować

DrzewoPitagorasa @gabriel-maciejewski
20 lipca 2018 06:57

Dzięki za ta analizę. 

Czasami zastanawiam się jak to możliwe że tak skutecznie wmówili nam te swoje kłamstwa.  Ale jak widać  to  długotrwały projekt i odkręcanie tego też zajmie trochę czasu. 

zaloguj się by móc komentować

DrzewoPitagorasa @rotmeister 19 lipca 2018 21:42
20 lipca 2018 06:58

Przyłączam się do prośby.  

zaloguj się by móc komentować

onager @rotmeister 19 lipca 2018 21:42
24 lipca 2018 14:30

"Państwo Boże" św. Augustyna, "Summa teologiczna" św. Tomasza z Aquinu, "Teodycea" Leibniza.

Tematyka ambitna, ale warto ją studiować.

Ciekawie na ten temat pisze ks. Prof. Maryniarczyk na portalu "Katolik".

pzdr

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować