-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Brakujące ogniwo

Chciałem dziś napisać o dość niezwykłej książce, z którą zapoznałem się niedawno, a zobaczyłem pierwszy raz na targach w Łodzi, kiedy to jej wydawca podarował mi egzemplarz. Książka nosi tytuł „Recepta na miliony” i jest fabularyzowaną biografią Oskara Kona. Napisał ją zaś Bolesław Lesman, łódzki dziennikarz, który wyjechał z Polski na stałe w roku 1968. Dlaczego ja się zdecydowałem na sprzedaż tej książki i dlaczego uporczywie krążę wokół tematyki łódzkiej, choć żadne sentymenty mnie z Łodzią nie łączą? Otóż dlatego, że Łódź i sprawy łódzkie są szalenie ważna dla zrozumienia wszystkiego, a polityki i jej połączeń z wielkim przemysłem w szczególności. Do tego jeszcze bez Łodzi i dokładnego zagłębienia się w niejawne łódzkie struktury przemysłowo- rodzinne, nie da się zrozumieć jakie były istotne przyczyny istnienia i prosperity ZSRR. Ktoś powie, że przesadzam, tak jak z tą całą herezją w Langwedocji i najazdem mongolskim na Europę, co podobno ma się łączyć ze sobą w jakiś tajemniczy sposób, ale nikt nie wie w jaki. Ja też jeszcze nie wiem, ale szukam różnych tropów. Zostawmy to jednak na boku i skupmy się na naszej książce. Kim był Oskar Kon wszyscy mniej więcej wiedzą, dlatego ja dziś skupię się bardziej na autorze – Bolesławie Lesmanie. Oto pan Bolesław był znanym w środowisku łódzkim dziennikarzem, który miał kolegów w UB i dobrze funkcjonował na mieście. Traktował też serio swój zawód, a to oznacza, że bywał w lokalach, pił z kim trzeba i zawierał różne przypadkowe znajomości z płcią przeciwną. Pan Bolesław miał także ambicje autorskie i stąd wziął się w jego głowie pomysł na napisanie biografii Oskara Kona. Materiały gromadził pracowicie, a że był z przekonań socjalistą, chciał napisać biografie prawdziwą, to znaczy historię o krwiopijcy i aferzyście, który niszczy życie robotników i wdaje się w międzynarodowe afery. Zanim doszło do napisania biografii, Lesman podzielił się swoimi wrażeniami z przeglądania materiałów, do których dotarł sam lub które zdobyli dla niego koledzy z resortu, z panem Chylińskim, dziennikarzem łódzkiego ośrodka telewizyjnego. Ten zaś, nie mówiąc nic Lesmanowi przekazał te materiały Jerzemu Urbanowi. On z kolei był wtedy na indeksie, co w praktyce oznaczało, że nie może pisać pod własnym nazwiskiem. Pisał więc pod innymi nazwiskami i normalnie funkcjonował. Urban, używając nazwiska Andrzej Izerski, napisał na podstawie materiałów zgromadzonych przez Lesmana, bardzo nędzną książczynę zatytułowaną „Widzewski królik”. Chcę zwrócić uwagę na jedno – żyd żydowi ukradł książkę o żydzie. Ponieważ Lesman był idealistą praktykiem, a kim był i jest Jerzy Urban wszyscy dobrze wiemy, sprawa poszła do sądu. Lesman oskarżył Urbana o kradzież pomysłu. Był bowiem bardzo przywiązany do swojej książki i postaci, która się z niej wyłaniała. To zaś co zrobił Urban, czyli nazwanie Oskara Kona „widzewskim królikiem” odpowiada mniej więcej temu, w jaki sposób dzisiaj, taki, dla przykładu Terlikowski, rozumie pisanie książek. Urban chciał zarobić parę złotych i napisał historię dętą. Lesman zaś poszedł na ostro i sprawa trafiła do sądu. W sądzie powołano biegłych, profesorów polonistyki, którzy jasno i autorytatywnie stwierdzili, że Urban niczego nie ukradł, że książka napisana po pseudonimem Andrzej Izerski, jest jego pomysłem autorskim. Lesman sprawę przegrał, ale napisał i wydał swoją książkę, tę którą mamy „Recepta na miliony”. Jeśli miałbym wyrazić się jednym zdaniem na jej temat powiedziałbym, że jest to książka nowoczesna. To znaczy, w uprawianych i słyszalnych tutaj przez nas rejestrach, jest to książka o skuteczności. Czyli o tym samym, o czym są wojny Czyngis Chana. Scena zaś, kiedy prezes Kon zostaje zmuszony do zamiatania liści przy swojej willi, a pewnego dnia, przyjeżdża do niego czarna limuzyna pełna oficerów i przemysłowców niemieckich, która zabiera go do Genewy (a jest rok 1940) bije na głowę wszystkie pointy wszystkich gangsterskich i politycznych demaskacji amerykańskich, jakie powstały kiedykolwiek. I jeszcze deklasuje połowę obrazów o holokauście.

Lesman przez swoją książkę miał wyłącznie kłopoty. Bardzo chciał napisać książkę o złym kapitaliście, a napisał książkę o tworzeniu kapitałowego imperium, do czego użył języka współczesnego nam dzisiaj, choć naszych czasów przecież nie dożył. Napisał książkę tak, jakby był autorem amerykańskim, związanym z partią republikańską, a nie żydowskim dziennikarzem z Łodzi, który musi się szarpać po sądach z psami takimi jak Urban. Jego wyjazd w roku 1968 był wyjazdem naprawdę wymuszonym, to znaczy kiedy Lesman wyjechał z rodziną, okazało się, że w Izraelu nie ma dla niego pracy. Nie ma i już. Pojechał do Niemiec i próbował zatrudnić się w Radio Wolna Europa. Okazało się jednak, że tam także nie ma wolnych etatów, dla ludzi takich jak on. Został więc taksówkarzem i jeździł na tej taryfie, dopóki nie obstukał się z niemieckim na tyle, że mógł się zatrudnić w lokalnym radio.

Jego książka została w Polsce wydana raz jedynie – w roku 1967. Wydanie, które umieszczę w sklepie jest wydaniem drugim.

Teraz słów kilka o powiązaniach biznesu, polityki i herezji. Zostawiam na boku Oskara Kona, żeby nie psuć czytelnikom zabawy. Napiszę coś o największych wrogach prezesa Oskara, o rodzinie Eitingonów. Jest ona zawsze opisywana źle. To znaczy autorzy, którzy się za to biorą piszą o wielkim sukcesie Nauma i Borysa, którzy przybyli do Łodzi z Orła i tu zrobili wielki majątek. Po czym okazało się – co za przypadek – że w USA żyje inna gałąź tej rodziny, której przewodzi Motty Eitingon. No i on złożył braciom różne oferty. Oni zaś stali się przez to jeszcze bogatsi. Tuż przed wojną zaś, szczęśliwie, wyjechali do Ameryki i nie stali się ofiarami holocaustu. Kiedy jednak zaczniemy przyglądać się innym, dalszym członkom rodziny Eintingonów zrobi się naprawdę ciekawie. Szczególnie chodzi mi o tych pochodzących z Mohylewa. Oto Max był w Komitecie Freudowskim, a jego ojciec Chaim inwestował w medycynę i zbudował szpital w Lipsku. Najciekawszy był jednak inny Naum Eitingon, rodem ze Szkłowa. Przyjął imię Leonid i piął się po szczeblach kariery wojskowej, aż został generałem bezpieczeństwa państwowego ZSRR. Był czynny w Hiszpanii podczas wojny domowej, gdzie – jak głosi legenda – zbudował sobie krematorium, żeby szybciej i wydajniej likwidować wrogów ludu i republiki. Brał udział w porwaniach białych generałów w Paryżu i w likwidacji „band leśnych” na terenie Pribałtyki po II wojnie światowej. W końcu został aresztowany za syjonizm, a inne legenda głosi, że przez cały czas swojej służby ułatwiał swojemu kuzynowi z USA Motty’emu masowe upłynnianie tekstyliów na terenie ZSRR. Ten ostatni, Motty, stawał nawet przed komisją McCarthy’ego, podejrzany o działalność komunistyczną, ale niczego mu nie udowodniono. Jeśli zaś idzie o Leonida, to został w końcu aresztowany za syjonizm, ale też go wypuścili. Zrehabilitowano go jednak dopiero pośmiertnie, a my patrząc na tę historię możemy jedynie szyderczo dodać – w czyich oczach? W czyich oczach zrehabilitowano tego faceta?

Kiedy rozmawiałem z wydawcą książki Lesmana, panem Jackiem Kusińskim, padła taka kwestia – Łódź jest prowincjonalna i sprawy łódzkie są prowincjonale. Otóż nie, sprawy łódzkie są światowe, albowiem Łódź była emanacją potężnych sił, które grały w grę globalną. Bez tych sił nigdy by nie powstała, nie byłaby potrzebna po prostu. Dlatego właśnie Łódź jest miastem była miastem światowym, w przeciwieństwie do Warszawy.

Dziś po południu umieszczę tę książkę w sklepie.



tagi: książki  żydzi  usa  przemysł  jerzy urban  zsrr  kgb  łódź 

gabriel-maciejewski
5 lutego 2020 09:43
27     2855    16 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Stalagmit @gabriel-maciejewski
5 lutego 2020 10:09

"Otóż nie, sprawy łódzkie są światowe, albowiem Łódź była emanacją potężnych sił, które grały w grę globalną."

I jeszcze te angielskie maszyny i obsługujący je robotnicy i inżynierowie w łódzkich fabrykach:

zaloguj się by móc komentować


saturn-9 @gabriel-maciejewski
5 lutego 2020 10:53

Rodzina Eitingon znana na Zachodzie.

Przeglądarka wypluła namiar na książke z 2010 pod tytułem:

The Eitingons: A Twentieth-Century Story

https://www.amazon.fr/Eitingons-Twentieth-Century-Story-Mary-Kay-Wilmers/dp/1844676420

 

Co do tego bohatera wielu frontów z KGB to w przyczynku Polowanie na Lwa jest też to i owo.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @gabriel-maciejewski
5 lutego 2020 10:54

Witam. To ja może o samej Łodzi czyli przyczynach i "modus vivendi" zaistnienia tego miasta w Królestwie Kongresowym z początkiem datowanym na rok 1820. Polecę treściwy, bo 15-to stronicowy, PDF dr. hab. Mareka Barwińskiego, prof. UŁ z Katedry Geografii Politycznej, Historycznej i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Łódzkiego, pt:

"Rozwój przestrzenny oraz przemiany funkcjonalne i społeczne Łodzi – uwarunkowania geograficzno-polityczne" do pobrania PDF via Google. Zacytuję dwa fragmenty z tej pracy:

"Łódź stała się „ziemią obiecaną” dla tysięcy rzesz biedoty wiejskiej i małomiasteczkowej. Bardzo szybki wzrost liczby ludności w XIX w. był wynikiem migracji ze wsi i małych miasteczek Kongresówki, zwłaszcza po uwłaszczeniu chłopów w 1864 r. Przyciągała ich łatwość znalezienia pracy w dynamicznie rozbudowującym się przemyśle. Napływali także osadnicy z innych państw, głównie Niemiec i Czech, rzadziej Anglii, Szwajcarii i Francji. Obok dominującej ludności polskiej, najliczniej reprezentowani byli Żydzi (głównie migrujący z Niemiec), Niemcy oraz Rosjanie (głównie carska administracja i wojskowi). Ta istniejąca od samego początku przemysłowej Łodzi wielokulturowość mieszkańców stała się jednym z fundamentów rozwoju miasta, które – mówiąc w pewnym uproszczeniu – rozwinęło się dzięki niemieckiemu kapitałowi, technologii i organizacji, 
żydowskiej przedsiębiorczości, polskim decyzjom politycznym i pracownikom oraz rosyjskiemu rynkowi zbytu. Mechanizm rozwoju XIX-wiecznej Łodzi, najogólniej mówiąc, polegał na przyciąganiu z zachodniej Europy fachowców i technologii, produkowaniu w Łodzi towarów i sprzedawaniu ich na wschód".     Strona 7. PDF, oraz:

"Okres II wojny światowej w dramatyczny sposób zmienił kształtowaną od początku XIX w. strukturę etniczną mieszkańców Łodzi. W trakcie okupacji Niemcy utworzyli getto, w którym zamknięto ok. 250 tys. Żydów z Łodzi i okolic. Wyzwolenia doczekało zaledwie 830 osób spośród mieszkańców getta. Podczas II wojny Łódź poniosła bardzo małe straty w zabudowie, zdecydowanie najbardziej tragiczne były straty ludzkie – została wymordowana praktycznie cała społeczność żydowska i ponad 100 tys. Polaków. W przededniu wyzwolenia z Łodzi uciekło kilkadziesiąt tysięcy Niemców, w większości mieszkających tu od XIX w. 
Zdecydowana większość tych, którzy pozostali, została wysiedlona w pierwszych latach powojennych. Z kolei Żydzi, którzy zamieszkali w Łodzi zaraz po II wojnie, w większości wyemigrowali w pierwszych latach powojennych oraz w roku 1956 i 1968. Miasto bezpowrotnie straciło swój wielonarodowy charakter". Strona 10. PDF. Koniec cytatów.

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

Autobus117 @gabriel-maciejewski
5 lutego 2020 11:51

Rodzina Frykowskich rządziła w Łodzi. Ich powojenne dokonania robią wrażenie.

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @Autobus117 5 lutego 2020 11:51
5 lutego 2020 12:25

KRZYSZTOF KĄKOLEWSKI
JAK UMIERAJĄ NIEŚMIERTELNI

zaloguj się by móc komentować

Autobus117 @ikony58 5 lutego 2020 12:25
5 lutego 2020 12:36

Najnowsza wersja: Frykowscy to piękni i romantyczni, a Kąkolewski to zbój

zaloguj się by móc komentować

Paris @tomciob 5 lutego 2020 10:54
5 lutego 2020 12:50

Swietne...

... a dzis szykowana jest  "powtorka z rozrywki"  !!!

Osadnicy ze Wzgorz Golan - i nie tylko...  a w tle Ukraina,  zielona Ukraina.

zaloguj się by móc komentować

klon @gabriel-maciejewski
5 lutego 2020 13:26

Miasteczko Łódź. Do Roku 2005 nie działo się wiele. Z prawie miliona mieszkańców zostało 770 tys. Zmiany w przemyśle lekkim / jak i innym/ wszystkim znane.

Od pewnej czasu dużo się w Łodzi buduje. Zastanawiające są inwestycje w... hotele i infrastrukturę biurową. Przemysłu nie przybywa. Dla kogo te wszystkie biura i pokoje?

Może kolega cortes coś więcej wie ?

 

zaloguj się by móc komentować


Draniu @gabriel-maciejewski
5 lutego 2020 17:30

Oficjalnie zamilczane są dzieje gospodarki polskiej , to i historia  Łodzi również.. Dziś  z tego miasta robi sie campus studencki i jednocześnie podważa sie pracę naukową UŁ ..  Kolejna zagadka do rozwiązania.. 

Droga do Łodzi moze nas bardzo daleko zaprowadzić w naszych rozważaniach .. Doskonały trop Coryllusie..

zaloguj się by móc komentować

klon @Draniu 5 lutego 2020 17:30
5 lutego 2020 17:44

Miasteczko Łódź wybudowało na spółkę z PKP ogromy dworzec, jak na potrzeby miasta. Większość szydzi z "gigantomanii" władz miasta. A ja mam info od osoby silnie związanej z kolejnictwem, że projekt ten był obliczany na rok 2040.

W tym roku ma rozpocząć się budowa tunelu łączącego dworce Ł.Kaliska i Ł.Fabryczna. Wybudowanie linii kolejowej łączącej oba dworce powoduje, ni mniej ni więcej, jak zespolenie i udrożnienie systemu połączeń kolejowych ....trzech zaborów. Po raz pierwszy od 1918r.

Jeśli dodać do tego CPK to robi się ciekawie.

zaloguj się by móc komentować




Paris @stanislaw-orda 5 lutego 2020 18:21
5 lutego 2020 19:00

No, prosze...

... i w dalekiej Brazylii  dosiegla go  ZLODZIEJA  sprawiedliwosc  !!!

Jak ja lubie takie zakonczenia z  "happy end'em".

zaloguj się by móc komentować

onyx @stanislaw-orda 5 lutego 2020 18:21
5 lutego 2020 19:10

Takich rodzinnych monopoli było w ówczesnej Łodzi dziesiątki a z mniejszymi licząc to setki. Miasto podzielone na parcele a w każdej fabryka.

zaloguj się by móc komentować

Paris @stanislaw-orda 5 lutego 2020 18:23
5 lutego 2020 19:17

Dzisiaj...

... takich spryciarzy-krwiopijcow tez mamy na peczki  !!!

A linki  fantastyczne.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @onyx 5 lutego 2020 19:10
5 lutego 2020 19:31

Tak znaczących  jak klan Ejtingonów było ledwo kilka.

zaloguj się by móc komentować

olekfara @klon 5 lutego 2020 17:44
5 lutego 2020 21:40

Tak to ma wyglądać: https://forsal.pl/artykuly/1451540,pociagami-szybciej-i-wygodniej-10-szprych-cpk-ktore-zmienia-polske.html

Pięć połączen ze wschodem, tylko dwa z Niemcami. Trzy na południu. To coś chyba mówi.

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @stanislaw-orda 5 lutego 2020 19:31
5 lutego 2020 22:00

 Pionierami tej nowej gałęzi polskiej wytwórczości byli chrze-
scijanie. Podwaliny pod potężny przemysł włókienniczy położyli Geyer,

Scheibler, Kunitzer, Heinzel i inni.

  Nie-
stety twórcy łódzkiego przemysłu włókienniczego popełnili nieopatrznie

grzech pierworodny. Aparat handlowy

oparli na elemencie żydowskim. Na chłonnych, o nieograniczonych niemal możliwościach rynkach rosyjskich re-
prezentowali łódzkich przedstawicieli Żydzi, a aparat sprzedaży na miejscu,

jak i hurt również prowadziły w wy-
bitnych stopniu żydowskie ręce. Nie-
jednokrotnie tak się stosunki układały,

.że dyrektor Żyd często zakładał wespół z innymi hurtownię, a fabryka, w
której pełnił funkcję kierowniczą., była
dostawcą.. Hurtownie te, ogłaszając po
pewnym czasie upadłość, narażały
przemysł na ogromne straty.

 

  Klasycznym ' przykładem
tego procesu opanowywania przez Żydów chrześcijanskich warsztatów jest
historia przejścia na własnosć zakła­

dÓW . 'Widzewskiej Manufaktury, zalo-
zonej przez wspomnianych już pioni~

rów Kunitzera i Heinzla. Mieli oni to nieszcześeie, że sprzedawcą. ich był
Uszer Kohn, który drogą. ewolucyjną
uzyskał decydujący wpływ na przedsiębiorstwo, gruntując swe stanowisko
i usuwając swych wspólników.

 

 Oredownik, piatek  dnia 5 stycznia 1938 r, numer 5 str.4

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @ikony58 5 lutego 2020 22:00
5 lutego 2020 22:06

Biorę udział
w tej dyskusji, mówię, że tak, bo ja tego chcę, bo wojna to jest atrakcja, coś się
zmieni, wreszcie nie będzie tak nudno. Wracamy z Zakopanego otwartym
samochodem, kabrioletem. Prowadzi żona Maksa Kona, dziedzica widzewskiej
manufaktury. Jest piękną kobietą, córką naczelnego rabina Polski i senatora. To była
ważna postać. W samochodzie ma radio. Pierwszy raz widzę radio w aucie, niewiele
słychać, głównie piski, ale to dla mnie i tak wielka atrakcja. To ostatni
przedwojenny akord, jaki pamiętam.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Oskar_Kon

 

Z pierwszego związku z Marią z d. Rubin miał sześcioro dzieci, z których troje pierwszych zmarło przed osiągnięciem pełnoletniości. Kolejne to: Henryk (przemysłowiec; pomógł ojcu wyciągnąć przedsiębiorstwo z powojennych długów, ale popadł z nim w konflikt z powodu braku akceptacji jego wyboru żony), Maksymilian (prawnik, znany w Łodzi skandalista, filantrop, konsul honorowy Szwecji w Łodzi; wyjechał do USA tuż przed wybuchem II wojny światowej), Albert (podobnie jak Maks, znany w Łodzi skandalista; został zastrzelony w 1929 przez robotnika Wi-My).

Maksymilian mieszkał wraz z matką w okazałej wilii na Widzewie przy obecnej ul. Konstytucyjnej 42c (dziś siedziba Centrum Edukacji i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w Łodzi).

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @ikony58 5 lutego 2020 22:00
5 lutego 2020 22:45

Ale czy to odbywało się w taki sposób tylko na polskiej ziemi i w odnioesieniu do polskich przedsiębiorców? Przecież także wszędzie indziej miał zastosowanie ten sam "modus operandi".

Zatem "uzasadnienie" dlaczego było tak jak było, nie zmienia nic w sformułowanej ocenie,  wskazującej  jak faktycznie  
(w efekcie)  było.

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @olekfara 5 lutego 2020 21:40
6 lutego 2020 00:39

"Pięć połączen ze wschodem, tylko dwa z Niemcami. Trzy na południu. To coś chyba mówi."

Czytalem ten zalinkowany artykul.

Pisza, ze bedzie mozna dojechac pociagiem z Rzeszowa do Olsztyna przez Warszawe w 4 godziny i 20 minut.

Sprawdzilem odleglosc - wynosi srednio ok. 450 km.

Czyli beda pociagi zasuwac po 100 km/h.

Az sie w glowie kreci.

zaloguj się by móc komentować

joannaew @Szczodrocha33 6 lutego 2020 00:39
6 lutego 2020 01:05

Pociągiem o takiej prędkości jechałam w Holandii, chyba dwadzieścia pięć lat temu. Wgłowie się nie kręci, tylko lekko wciska w fotel.

zaloguj się by móc komentować

olekfara @Szczodrocha33 6 lutego 2020 00:39
6 lutego 2020 09:23

Samochodem to jednak 550 km. Ale już z Gdańska do Katowic, samochodem 525 km, pociagiem w 3 godz. 15 minut. Około 160 km/h. Nie wymagajmy jednak za dużo, kwestia opłacalności. W latach sześćdziesiątych podróz pociągiem z Olsztyna pod Kraków zajmowała około doby. Postęp więc jest.

W Concorde też się głowa kręciła.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować