-

gabriel-maciejewski : autor książek, właściciel strony

Biała flaga czyli wszystko jest funkcją dystrybucji

Wczoraj kolega przysłał mi link do strony gdzie omówiona jest tegoroczna pula polskich książek i autorów, obecnych na targach we Frankfurcie i Pekinie. Nie powiem, po przejrzeniu nazwisk i zapoznaniu się z tytułami zdziwiłem się mocno. Może, żeby nie gadać po próżnicy zamieszczę tutaj po prostu ten link: https://wpolityce.pl/kultura/353526-polskie-ksiazki-na-eksport-znamy-liste-polskich-ksiazek-na-targach-ksiazki-we-frankfurcie

Jak widzicie sprawa jest firmowana przez Instytut Książki, a w grupie wybrańców znajdują się autorzy nasi i nie nasi. Nasi to ci, którzy swoją postawą zasłużyli na to by ich książki były prezentowane na targach, a nie nasi, to ci, którzy muszą tam pojechać, bo taki jest układ, którego dobra zmiana, wbrew nazwie, zmienić nie chce. Ja się trochę zdziwiłem widząc na tej liście już nie Twardocha nawet i nie Żulczyka, ale taką Nataszę Goerke. Osobę znajdującą się nieustającą w centrum wydarzeń literackich od końca lat osiemdziesiątych. Osobę piszącą cienkie i mało ciekawe książeczki, w których dzieli się z czytelnikami czymś co od biedy można by wziąć za spostrzeżenia. Na liście jest oczywiście Cherezińska, jest także Lisicki, który będzie prezentował we Frankfurcie swoją książkę o samozagładzie Zachodu. Ja nie mogę, Lisicki będzie tłumaczył Niemcom, że Zachód dokonuje właśnie samozagłady i tylko on – naczelny Do rzeczy – widzi tę grozę w całym jej upiornym pięknie. Nie znajduję słów na opisanie poezji Jana Polkowskiego, która także będzie prezentowana na tych targach. To samo z Wildsteinem, który pokaże tam powieść zatytułowaną „Dom wybranych”. Jest to, jak czytamy w recenzji, historia o poszukiwaniu intelektualnego guru Polaków, który gdzieś zniknął, a wcześniej zrobił znakomity talk show czy może teleturniej o nazwie „Młyn nadziei”. Jak myślicie? Kogo ma na myśli Bronisław Wildstein pisząc – intelektualny guru Polaków? Ja sam doprawdy nie mogę się domyślić, ale przypomina mi się stara i bardzo sprośna niemiecka piosenka o chomiku co miał dwie żony. Nie odtworzę całości, ale chomik był szczęśliwy z tymi dwoma żonami, aż jedna umarła, wtedy refren piosenki zaczął wybrzmiewać słowem – monotonie, monotonie ( czytamy po niemiecku – monotoni, z akcentem na ostatniej sylabie) Potem umarła ostatnia żona i refren brzmiał – onani, onani, potem chomik traci obydwa jądra i interes w okolicznościach, których nie pamiętam, a refren się co chwila zmienia. Na koniec kiedy zostaje już całkiem bez niczego podśpiewuje sobie cicho – filozofi, filozofi….Taki niemiecki żart mi się przypomniał przy sobocie….Nie ma on oczywiście żadnego związku z targami książki we Frankfurcie.

O co chodzi? O zaprezentowanie kogo na tych targach? Polski i Polaków czy formacji, wokół której ukształtowała się idea dobrej zmiany? Mam wrażenie, że raczej to ostatnie jest priorytetem, a przekonuje mnie o tym udział w tym przedsięwzięciu „nie naszych”. Zostali oni dobrani jakimś krakowskim targiem, żeby było widać, że jest w Polsce nie tylko spór ideologiczny, ale także zgoda, którą można realnie wymierzyć formatami książek na frankfurckich targach. I tak w puli musieli znaleźć się Twardoch oraz Żulczyk. Jako kwiatek do kożucha zaś, na targi pojedzie także powieść Czarnyszewicza „Nadberezyńcy”. Jeśli jeszcze nie domyśliliście się o co mi chodzi tym razem powiem wprost – o to, że moje książki, takie jak wspomnienia Woyniłłowicza i Milewskiego nie zostały do tej puli dołączone. A nie dość, że nie zostały dołączone, to ten cały Instytut Książki nie raczył w ogóle zauważyć, że one istnieją. To jest wyraz niedościgłego wprost chamstwa moim zdaniem. Ja się już do tego w zasadzie powinienem przyzwyczaić, ale jakoś nie mogę. Nie mogę słuchać pierdół o tym, że powinniśmy osiągać sukcesy, my panie tego, Polacy, i przeć do przodu oraz zarażać swoim entuzjazmem innych. Wiecie dlaczego nie mogę, prawda? Bo to co się wydarzyło na tym blogu przez ostatnie sześć lat, od momentu kiedy istnieje wydawnictwo, rozpatrywać można tylko w kategorii wyczynu. Ja o tym wiem, Wy wiecie, ale to jest wiedza w zadanych nam okolicznościach zbędna. Nie ma ona sensu, albowiem autorką jest po staremu Natasza Goerke, a ważne książki to książki Wildsteina o intelektualnym guru. Nie ukrywam, że źle się z tym czuję i nie jest to wynik wyłącznie mojej zranionej dumy, egotyzmu czy czego tam chcecie, bo zaraz się tu pewnie posypią oskarżenia. Jest to wynik obserwacji, które prowadzą mnie do wniosków nader nieciekawych jeśli idzie o tak zwaną wolność słowa i swobodę wypowiedzi w Polsce pod rządami dobrej zmiany.

Jak wiemy zasługi internetu w kształtowaniu i odkłamywaniu treści obecnych w dyskursie publicznym, za rządów PO są nie do przecenienia. I nie są to zasługi Igora Janke czy kogokolwiek z tych, którzy organizowali i cenzurowali blogosferę, ale nasze, blogerów i komentatorów. Pamiętamy też, że tylko jedna osoba w całej dobrej zmianie upomniała się o nas i wyraźnie powiedziała, że ludzie internetu przyczynili się do sukcesu PiS. Osobą tą była Marta Kaczyńska. Jej słowa były jedyną nagrodą, jaką dobra zmiana przewidziała dla nas – samozwańczych publicystów, którzy poradzili sobie nie tylko na rynku treści, gdzie w sumie jest łatwo, bo kto nam może co zrobić w starciu jeden na jeden, przecież nie matka kurka. My tutaj poradziliśmy sobie także na rynku książki i to jest uważam wyczyn prawdziwy. Myślę wręcz, że wydawnictwo Klinika Języka jest jedynym wydawnictwem, które radzi sobie samo na rynku książki, bo nie sięga po żadne, podkreślam żadne dotacje. Ja spróbuję rzecz opisać raz jeszcze, bo po przeczytaniu tego co jest w artykule o targach frankfurckich wściekłość mnie aż dusi. Oto, dla przykładu, Stasiuk wydaje biografię Lema i pod nią, na stronie „Lubimy czytać”, napisane jest, że książka jest finansowana przez fundację Polsko-Niemieckie Pojednanie. Ile do cholery może kosztować ta książka? Na nędznym papierze w broszurowej oprawie? Przepraszam, jeśli oprawa jest twarda, ale niewiele to doprawdy zmienia. Nakład jest nie większy niż 3 tysiące, a cena egzemplarza waha się pewnie w granicach 3 – 5 zł. I na to bierze się dotację? Wzięcie dotacji oznacza, że żadna dystrybucja ani promocja nie jest już potrzebna, bo forsa już została zainkasowana. No, ale to książki Czarnego i WAB mają jedno i drugie – są promowane i dystrybuowane na zasadach niedostępnych innym. Ja tu nie chcę robić z tego afery, bo wiem, że ten system się nie zmieni. No, ale wszyscy, którzy bankrutują, albo są okradani przez Empik i Matras, muszą mieć świadomość, że dzieje się tak z powodu tego właśnie systemu, u podstaw którego leży dystrybucja propagandy. I na to przychodzi dobra zmiana, a jej politycy mówią – dobrze, podoba nam się ten system, pod jednym jednakowoż warunkiem. - A jakim – pytają tamci. - A takim – odpowiadają nasi – że nas do niego dołączycie. - Zgoda, deal…..Jeśli dobrej zmianie wydaje się, że dzięki temu ktoś uzna Wildsteina za pisarza, ten się niestety myli. No dobra, wiem, że nikogo nie przekonam, bo oni wszyscy siedzą w szklanym słoju i piszą recenzje jeden o drugim wysławiając się pod niebiosa. Tak było dawniej, tak samo jest teraz. Mamy jednak internet, którego przecież potrzebowali i którego będą potrzebować nadal...Naprawdę nie żądamy wiele, chcemy tylko, żeby nas zauważono. Nic więcej. Mnie w zupełności wystarczy, jeśli wszyscy, którzy kradną mi pomysły będą publicznie przyznawać się do tego skąd je ukradli. Nie chcę ani dotacji, ani promocji, nawet dystrybucji w Empiku nie chcę. Zostawiam to Twardochowi, Żulczukowi i Wildsteinowi. To wasze chłopaki, bierzecie to sobie i miejcie fun.

Podsumujmy więc – kiedy PiS potrzebował internetu dochodziło do różnych porozumień i spotkań, nawet do wymiany myśli dochodziło, ale nigdy rzecz nie posunęła się poza tak zwane wstępne rozpoznanie. Wiem o tym, bo byłem obiektem takich zabiegów. Teraz kiedy PiS już nie potrzebuje internetu, politycy tej partii, jej funkcyjni i lokaje gotowi są zalać sieć betonem, byle tylko nic z niej nie wykiełkowało. Wszystko to odbywa się w przekonaniu, że władza została im dana raz na zawsze. To jest przekonanie błędne, nawet jeśli my nie doczekamy zmiany władzy, nie będzie to miało znaczenia, bo ono jest błędne z istoty. Okay, powie ktoś, nie będzie nas, będą inni publicyści w sieci, na których PiS się oprze. Zapewne, ale to mnie skłania do tego jedynie, by definitywnie i całkowicie przestać interesować się dociekaniem sensu w zabiegach politycznych dobrej zmiany. Oni już tego nie potrzebują, oni już wiedzą, że mają rację i mogą zmieniać wszystko wokół, także rynek książki, wraz ze swoimi kolegami „nie naszymi”, którzy im tak bardzo imponują. My zaś możemy już tylko zająć się sobą i ratowaniem tego co można uratować, przed polityczną opcją, której kibicowaliśmy, i o sukces której zabiegaliśmy. Nie ma innego wyjścia.

 

Co jakiś czas komentujący podejmują tutaj temat wsparcia tego bloga, który jest jedyną formą promocji wydawnictwa i książek. Jak wiecie on ma swoją skuteczność, ale to jest nic w porównaniu z promocją jaką media oferują innym wydawnictwom i autorom. Mimo wsparcia medialnego, mimo stałej obecności na łamach poczytnych pism, wielu autorów nie rezygnuje z pomocy jaką oferują im czytelnicy. Przykładem niech będzie informacja z numerem konta umieszczana na stronach tak poczytnych autorów jak Stanisław Michalkiewicz czy Witold Gadowski. Oto ludzie ci, nie od wczoraj przecież, proszą swoich czytelników o wsparcie finansowe. A Stanisław Michalkiewicz jest przecież jednym z najpopularniejszych autorów prawicy i zapraszają go do Telewizji Trwam, Witold Gadowski obecny jest we wszystkich mediach, także w katolickich.

Wierzcie mi, że dzień dzisiejszy jest jednym z najtrudniejszych i najcięższych dni w moim życiu. Mija połowa roku, a ja wiem, że jeśli wszystko będzie wyglądało tak jak do tej pory czeka nas atrofia i możemy po prostu nie doczekać wiosny. Jestem jedynym autorem, który sam poradził sobie na rynku książki, korzystając jedynie z mocy jaką daje internet i wolne słowo. Nigdy nie prosiłem o wsparcie tego bloga, choć teksty ukazywały się tu codziennie przez osiem lat. Namawiano mnie na to, kuszono wręcz, ale zawsze się opierałem. Dziś jednak muszę wywiesić białą flagę. Nie dam rady ciągnąć tego bez Waszej pomocy, a bardzo nie chcę rezygnować. Z całą zaś pewnością nie chcę, by ktoś mnie do rezygnacji przymusił, albo żeby mi złożył, jakąś intratną propozycję, którą będę musiał, chcąc nie chcąc, przyjąć. Już dziś mówię, że nie przyjmę, więc niech nikt się tu nawet nie zbliża z żadnymi podobnymi pomysłami. Jeśli nikt mi nie pomoże zamknę budę i zatrudnię się w pizzerii.

Czy nie gryzie mnie sumienie zapytacie? Gryzie, bo ostatnio zarzekałem się, że nigdy czegoś takiego nie zrobię. Kiedy jednak widzę autorów takich jak Gadowski, którzy odbierają honoraria z redakcji, występują w telewizjach i jeszcze proszą o wsparcie, moje sumienie trochę się uspokaja. Ja żyję tylko ze sprzedaży książek. Ta zaś jest uzależniona od decyzji politycznych, co widać choćby po składzie ekipy jadącej na targi we Frankfurcie. Nie zacząłem tej przygody po to, żeby poprzestać na komentowaniu wydarzeń z jakiejś niszy, nie zacząłem wydawać luksusowych, dobrze ilustrowanych książek po to, żeby były one tylko ciekawostką i zabawką, nie zacząłem pisać po to, żeby podrywać wreszcie ładne dziewczyny, jak to się przytrafiło Szczepanowi T. Czynię to wszystko z zupełnie innych powodów. Wiecie jakich…

Mili komentatorzy. Jeśli ktoś uważa, że moja ośmioletnia praca przydała mu się na coś, niech wesprze ten blog czym tam chce. Podaję numer konta i nic już więcej nie mówię. Poza tym może, że żebranina nie będzie trwała wiecznie, a tylko do momentu wyklarowania się sytuacji.

 

47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

 

Wszystkich, którzy niepokoją się swoją inwestycją w wydanie komiksu o Sacco di Roma informuję, że komiks na pewno się ukaże. Na jesieni zaprezentujemy pierwsze plansze. Tomek ma po prostu masę bieżącej roboty, a czas nie jest z gumy. Przepraszam za opóźnienia.

 

Teraz inne ogłoszenia.


 

Oto musimy stanąć w prawdzie i ponieść odpowiedzialność za nieprzemyślane decyzje jakie stały się moim udziałem w tym i pod koniec zeszłego roku. Po sześciu latach prowadzenia wydawnictwa wiem już mniej więcej w jakich cyklach koniunkturalnych się poruszamy. Oczywiście nie potrafię tego opisać, ale biorę rzecz na wyczucie. I to wyczucie mówi mi, że jeśli nie zaczniemy już teraz opróżniać magazynu z książek, które na pewno nie będą się dynamicznie sprzedawać, położymy się na pewno. Nic nas nie uratuje. Zanim przejdę do rzeczy, chciałem coś jeszcze zaznaczyć. To mianowicie, że od dziś nie słucham nikogo. Nie biorę pod uwagę żadnych opinii, rad, cudownych przepisów na biznes i zwiększenie sprzedaży, nie robię też nic, co nie jest bezpośrednio związane z moją pracą. Słucham tylko siebie. Howgh. Weźcie to pod uwagę. Teraz clou. Nie sprzedamy nakładu wspomnień księdza Wacława Blizińskiego. To jest dla mnie już dziś jasne. Zajmują one poważną powierzchnię w magazynie i ona musi się zwolnić. Nie sprzedamy tego, bez względu na deklaracje jakie padają na temat tej książki oraz jej autora. Nie sprzedamy jej nawet wtedy jeśli obniżę cenę bardzo drastycznie, bo doświadczenia z obniżaniem cen książek mamy już za sobą i one nas o mały włos nie doprowadziły do katastrofy. Pomysł jest więc taki – wszystko co uzyskamy ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego, pod odliczeniu podatków rzecz jasna, zostanie przekazane na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie proboszczem jest dziś nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek. To nie jest ekstrawagancja tak wielka jak „dżdżownica jest to:”, ale uważam, że trzyma jakiś standard. Nie mogę inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce pomóc w remoncie kościoła i plebanii w Liskowie, niech kupi jeden egzemplarz książki księdza Blizińskiego i komuś go podaruje.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał idzie na urlop, więc FOTO MAG będzie na razie zamknięty. Zapraszam jednak do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim. Nasze książki są także dostępne w Prudniku w księgarni „Na zapleczu” przy ulicy Piastowskiej 33/2



tagi: rynek  sprzedaż  propaganda  targi książki  rynek książki  targi we frankfurcie  dystrybucja 

gabriel-maciejewski
19 sierpnia 2017 09:28
7     1817    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski
19 sierpnia 2017 10:43

Jestem ostatnim, człowiekiem, który ma prawo doradzać komukolwiek, ale uważam, że "konto wsparcia" powinno wisieć na twoim blogu od lat. Przynajmniej od momentu, gdy zacząłeś wydawać "Szkołę nawigatorów" .Dotacja prywatna jest w tym przypadku najuczciwszą formą zasilania finansowego wydawnictwa. Nie wykluczałbym też innych, i nie ma co się zarzekać. 

Ta lista jest po prostu świetna. Wildstein jako pisarz dał się poznać w Salonie24 publikując swoją powieść w odcinkach. Przeżycie, które wówczas zafundował swoim fanom, warte jest, jak sądzę, zarówno Frakfurtu, jak i Pekinu. Z ciekawości, w sumie dzięki tobie, wypożyczyłem z biblioteki po jednym dziele Twardocha, Mroza, Miłoszewskiego i Grocholi. Pani bibliotekarka spojrzała na mnie jakoś tak dziwnie. Ujmę to tak: 

Nie lubię Niemców, a do Chińczyków ma chłodny stosunek, i nieszczęścia sprowadzone na ich głowy, przy pomocy naszych pisarzy mam "za jaje". 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Jacek-Jarecki 19 sierpnia 2017 10:43
19 sierpnia 2017 10:49

Nawigator to teraz jedyna deska ratunku, on się dobrze sprzedaje, łatwo robi, więc nawet nie pomyślałem o dotacji w związku z nim, gorzez z innymi rzeczami. 

zaloguj się by móc komentować

Jacek-Jarecki @gabriel-maciejewski
19 sierpnia 2017 10:58

Wspomniałem o Nawigatorze, jako o cezurze, za którą jest szczere i bezdyskusyjne upowszechnianie rzeczy ważnych, a przy tym nieobecnych na "rynku". Wydawanie takiego periodyku, to nie w kij dmuchał. Jeśli jest na dodatek motorem napędzającym wydawnictwo, tym lepiej. Może poszerz ofertę, idąc tym tropem? 

Nie doradzam oczywiście, żeby nie zebrać "jobów".

 

zaloguj się by móc komentować

onyx @gabriel-maciejewski
19 sierpnia 2017 16:59

Ci różni nasi mistrzowie raz że zżynają tematy od blogerów, dwa że są etatach, trzy że biorą kasę za występy medialne, cztery że proszą o pomoc czytelników, pięć że zbierają kasę lub granty na to co dopiero napiszą/nakręcą, sześć że mają cały rynek dystrybucji dla siebie. Kasa i możliwości płyną z kilku źródeł a dodatkowo wciąż są jakieś "doraźne szybkie piłki". I nikt się nie stresuje. Ziemkiewicz ma jeszcze hektar pola i jest na KRUSie żeby jakoś koniec z końcem wiązać. Ty to jesteś dla nich jakiś "dziwny pan idealista", no i skąpiec bo pomóc w promocji tego czy owego nie chcesz. Kosmos i aberracja. A system działa po staremu:

https://twitter.com/Zosia4PL/status/898199137811918852

https://twitter.com/napalonywikary/status/898594002353635328

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
19 sierpnia 2017 17:20

Niedobrze, niedobrze... mam nadzieje, że wszystko się ułoży.

A wszystkich czytelników oprócz wsparcia finansowego zachęcam do ciągłej modlitwy. Góra stoi.

 

P.S.

Piosenka o "pisarzach" "naszych" i "nie naszych", czyli chomik.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @gabriel-maciejewski
19 sierpnia 2017 17:24

Wczoraj nie miałem czasu komentować, ale wczorajszy tekst to, przytaczając powiedzenie o. Wincentego, można śmiało "ryć w marmurze i wylać złotem".

zaloguj się by móc komentować

tepaz @gabriel-maciejewski
19 sierpnia 2017 17:42

J-J: /.../ "uważam, że "konto wsparcia" powinno wisieć na twoim blogu od lat."/.../  

Też tak uważam.

To Twoja Coryllusie codzienna praca, z której czerpię. I zapłata za to się należy. 

Od lat nie kupuję gazet - ani tutejszych, ani naszejszych, ani ichniejszych - wystarczy mi w zasadzie Twoj felieton i maraton przez sieć od czasu do czasu. Przypuszczam, że nie jestem odosobniona.

Przegoń, proszę, te nagromadzone smutki, wyrzuć tę białą flagę i nikomu się nie tłumacz.

Serdeczności dla Lucyny!

Z Panem Bogiem!

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować